Dodaj do ulubionych

Jestem sredniakiem

17.06.05, 21:28
Agni_me - to wlasnie skonstatowalam po lekturze Twojego postu o ksiazkach dla polglowkow na
forum FK. Znam sie na wszystkim, srednio :-) Nie napisze teorii literackiej, nie skopiuje obliczen z
teorii wzglednosci. Znam wzor etanolu i czytalam "Idiote", co chyba uprawnia mnie do wejscia w
szeregi przecietniakow. Na szczescie nie jestem polglowkiem...
A serio, to chcialam powiedziec, ze moze znajomosc literatury i generalnie humanistyki jest bardziej
przydatna w rozmowach towarzysko-kawiarniano-forumowych, dlatego latwiej sie przyznac do
niewiedzy w zakresie nauk scislych, bo na imprezie raczej malo kto bedzie bral krede czy probowke i
pokazywal na czym sie zna w tej materii, a o ksiazkach czy kinie zawsze przyjemna, lekka rozmowe
warto poprowadzic.
Obserwuj wątek
    • staua Re: Jestem sredniakiem 17.06.05, 22:23
      W pewnym sensie chodzi mi o to, co Noidzie w jej poscie w Twoim watku (teraz do niego doszlam).
      Choc bywaja imprezy, na ktorych rozmawiam o tym, na czym sie znam pozaksiazkowo (ale b. rzadko i
      na ogol rozmowy takie szybko sie koncza)
      • broch Świadomość 17.06.05, 23:29
        Fizyk kwantowy zajmujący się wyłącznie fizyką może i jest geniuszem, ale
        generalnie osobą mało interesującą. Jeśli ten sam fizyk kwantowy interesuje się
        czymś jeszcze poza swoim zawodem to z przyjemnością wysłucham jego przygód. To
        nie musi być literatura. Grunt aby nie było monotematycznie.

        Moje mniejsze zainteresowanie wzbudzi polonista rozmawiający o książkach niż
        matematyk ponieważ u polonisty opinie są najczęsciej mało oryginalne. Jest to
        konsekwencja uprawianego zawodu (tzn te same opinie można znaleźć w książkach,
        najczęściej dużo lepiej rozwinięte). Jeśli matematyk interesuje się literaturą,
        to jego opinie są w mniejszym stopniu "skażone", nie mówiąc już o tym że szerszy
        światopogląd może gwarantować (w pewnym stopniu) ciekawsze hipotezy.
        Literatura jest dla wszystkich, biochemia wyłącznie dla "wybranych". Ilu znasz
        amatorów biochemików?

        Nie sądzę staua abyś była średniakiem (co najwyżej skromną dziewczyną). :)

        • staua Re: Świadomość 18.06.05, 00:48
          To wylacznie tamten watek tak na mnie wplynal :-)
          Uff, skonczylam prace na dzis, jeszcze tylko studentka cos konczy i zaraz ide do domu i jedziemy na
          trzy dni do Bostonu, mojego ulubionego miasta! (choc malo rozmow literackich mnie czeka, za to biore
          sobie ksiazke typowo rozrywkowa na prom - kryminal Sue Grafton).
          Pozdrawiam!
        • agni_me Nieświadomość 18.06.05, 19:38
          Piszesz, że literatura jest dla każdego - to prawda. Szybko gdzieś rodzi się
          też poczucie, że się te literature zna doskonale i ... najnowszy wątek "katalog
          snoba". Znowu te same tytuły, znowu te same wypowiedzi. Dlaczego nikomu nie
          przychodzi do głowy powiedzieć, że do "snobowania" trzeba inaczej? Dlaczego
          nikt nie napisał: zacznij od mitologii wszelkich, poczytaj filozofów, nie
          czytaj o Abelardzie, a Abelarda, poznaj szekspiry, serwantesy, woltery - potem
          czytaj to, na co masz ochotę?
          Niby do czytania i radości z literatury to niepotrzebne, a snobem można być
          zawsze i wszędzie. Ale ja mam słabość do jakości. U siebie i kto wie, czy nie
          bardziej u innych.
          • broch Wiem ze nic nie wiem 19.06.05, 22:48
            "Szybko gdzieś rodzi się też poczucie, że się te literature zna doskonale i ..."
            A dlaczego?

            "najnowszy wątek "katalog snoba". Znowu te same tytuły, znowu te same wypowiedzi."
            Moze po prostu ludzkie nowosci sa ograniczone? Moze kazdy ma okreslony zapas
            nowosci, kontrowersynjosci i odkrywczosci? Moze jak juz to wszystko poznasz to
            zacznie byc "nudno"?
            Dlaczego do snobowania trzeba znac klasyke?

            definicja snoba:
            "Snob - chuligan mówiący po francuzku." :)

            • agni_me wiem, że zdarza mi się wiedzieć 19.06.05, 23:58
              Jedynie chciałabym nie kanonu kanonów, a osobistego kanonu - snobuje się, bo
              znam nie disneyowską wersję Andersena, Petrarkę uważam za nadpoetę, a
              Wiśniewski jest geniuszem kiczu. No coś, co nie poznało już smaku i zapachu tak
              zwanej krytyki. Gdzieś dlatego lubię wielbicieli Coelho - oni są pełni pasji i
              niewyczytanego przekonania. :-)
    • braineater Re: Jestem sredniakiem 17.06.05, 22:52
      Stauko - po wtrąceniu moich 3ch groszków w dyskusje agni_me, chciałbym tylko
      powiedzieć, tu, by zamieszania tam niezbędnego nie wprowadzać, że wcale mi nie
      wstyd, że nie wiem, ile to jest 17*34 i nie obliczę tego bez maszyn, zupełnego
      pojęcia nie mam o np literaturze bułgarskiej, nie znam nawet jednego zdarzenia
      z historii Norwegii, nie wiem czym jest stała Plancka, nie potrafię opowiedzieć
      o wielkości dzieła Dante Rosetiego i bynajmniej, mimo przedmiotowego
      wykształcenia nie czuję się w obowiązku znac tzw 'kanonu literatury polskiej'
      ale wcale przez to nie czuję się gorszy, ni nie mam z tego powdu komplexów. Po
      prostu czasy gdy można było mieć imponująca wiedze więcej niż z 3ch dziedzin
      dawno odeszły w niepamięc - jak ktoś stwierdził, to XVIII wiek był ostatnim
      wiekiem erudytów (no dobra, pamiętam, że to Neil Postman napisał, ale nie jest
      mi to wiedza potrzebna:).
      Rację agni_me ma:) w podstawowych założeniach, że oczytanie to nie powód do
      wywyższania się (mam nadzieję że nie robię tego zbyt często, a już najmniej na
      FK) tyle, że mozna to doskonale odwrócić: brak wiedzy w jakiejś dziedzinie nie
      powinien być powodem jakichkolwiek komplexów. Jak wszyscy wiemy, ze studiów
      chociażby, wiedza jest rzeczą nabytą, akurat mamy to szczęscie, że żyjemy w
      epoce w której dostęp do informacji jest praktycznie nielimitowany. Więc jeśli
      będę chciał coś poczytać o którymś wymienionych wyżej zagadnień, to po prsotu
      sięgnę po odpowiedni tekst i będę starał się rozumieć, co czytam. Ot i tyle - i
      żaden to powód do wywyższania się lub popadania w depresje, że ja średniak, że
      ja nic nie wiem - po prostu są to jak na razie zagadnienia którymi nigdy się
      nie interesowałem i wiedza o nich jest mi zupełnie zbędna. A poza tym, rzecz
      którą zawsze tłumacze mojej żonie - żyjemy w cywilizacji fachowców i naprawdę
      do niczego nie potrzebuję znajomości elementów komputera - musze natomiast znać
      telefon do serwisanta. I wcale nie jest mi głupio doń dzwonić, a nawet mam
      pewną satysfakcję, że daję drugiemu człowiekowi uczciwie zarobić kasę. To chyba
      tyle, co mam w temacie do powiedzenia:)
      • daria13 Re: Jestem sredniakiem 18.06.05, 00:10
        Może to odrobinę nie na temat, ale mam potrzebę wywewnętrznienia się przed
        Wami, bo mi się z Wami fajnie rozmawia, a poza tym mój drogi małż tradycyjnie
        zasnął przed TV i mogę bezkarnie pisać (a oglądaliśy razem Full Metal Jacket
        Kubrika, ale zmęczenie widać u niego było silniejsze, na szczęście:).Otóż może
        to się tak bardzo nie rzuca w oczy, ale jestem osobą szalenie zakompleksioną,z
        natury i chyba z wychowania, bo to kiedyś inna szkoła była w wychowywaniu
        dzieci. Zawsze lubiłam rozmawiać o książkach, bo to moje największe hobby od 6
        roku życia, ale nigdy nie przyszło mi do głowy wywyższać się z tego powodu, że
        dość dużo czytam. Jestem na FK od jakichś 10 miesięcy i zauważyłam, że
        przebywanie na tym forum, jak też zaangażowanie w TWA jakoś tak niezwykle
        stymulująco na mnie działają. Dzięki Wam właśnie zrozumiałam, że jeśli miałam w
        życiu okres czytania fantasy, to nie jest to okres stracony, że nigdy nie
        należy się wstydzić upodobań literackich, ani żadnych innych w sumie też, że
        jestem jednostką może nie wybitną, a nawet na pewno nie, ale jestem kimś, kto
        ma wiele do powiedzenia i nie musi się tego wstydzić:) Bo ten głupi wstyd, w
        jakim kiedyś byliśmy często wychowywani, bardzo często zatruwa nam życie,
        zupełnie niepotrzebnie. Myślę, że najbardziej z nas wszystkich jest w tej
        kwestii wyluzowany ojciec-założyciel i być może nie zrozumie naszych rozterek,
        co do określania siebie jako średniaków, ale też powinien mieć świadomość, jak
        wiele pozytywnych wibracji wprowadza w nas swoimi komentarzami. Mnie nauczył
        dystansu do siebie i zaprzestania samokrytyki. A to wiele.
        Przepraszam, że tak to wszystko na poważnie wyszło i mocno postumentowo
        (cokolwiek to znaczy;), ale taki mam cholerka akurat nastrój i wcale się tego
        nie wstydzę:)))))
        Stauo! Nie jesteś średniakiem i nikt z nas nie jest!!!!!!
        Pozdrawiam stałych i nowych członków TWA:)
        Ps.
        Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że wypiłam piwo swoje i częściowo
        małza, bo nie zdążył wypić przed zaśnięciem, a szkoda żeby się zacny Pilznerek
        zmarnował:))))))
      • staua Re: Jestem sredniakiem 18.06.05, 00:49
        No wlasnie, specjalizujemy sie, niemozliwe jest juz ogarniecie caloksztaltu wiedzy, duzo latwiej bylo
        byc czlowiekiem Renesansu wlasnie w Renesansie, teraz... chyba sie nie da.
    • agni_me low middle class :) 18.06.05, 19:12
      Tak wiele nie wiem, o tylu rzeczach nie słyszałam, taka masa rzeczy jest dla
      mnie nie do przyswojenia, bom ograniczona, ile wiadomości jedynie liznęłam, a
      tak strasznie lubię rozumieć i wiedzieć. No tak mam, że lubię.

      Pytam. Często te pytania odbierane są jako agresja, albo jako przejaw
      debilizmu.

      Czytam. Często jednak mam wrażenie, że ślizgam się na słowach, że ucieka mi
      rdzeń, że wyćwiczony w czytaniu umysł bezbłędnie odczytuje aluzje, nawiązania,
      ale nie trafia w PRAWDĘ.

      Rozmawiam. Często jednak rozmowa wygląda jak szereg monologów, bo nie jestem w
      stanie wyskoczyć poza własne utarte szlaki wypowiedzi.

      Uczę się. Często jednak znam reguły, formułki, wzory, ale nie rozumiem istoty.

      To i gdzie mi do średniaka? :-)

      Tym razem udało mi się coś zrozumieć. Z tej całej masy przeróżnych odpowiedzi
      wyłuskałam kilka naprawdę fajnych. To i coś warte było to zamieszanie.
      • quarantina Re: low middle class :) 18.06.05, 19:15
        A ja jestem średniakiem. Na dowód: nie potrafię tego uzasadnić.
      • braineater Re: low middle class :) 18.06.05, 19:41
        agni_me napisała:


        > Pytam. Często te pytania odbierane są jako agresja, albo jako przejaw
        > debilizmu.

        I bardzo dobrze - czasami sama chęc zadania pytania wystarczy. Najgorzej jest
        gdy człowiek tak się zaslepi w swojej wiedzy, we własnej samoocenie, że
        dochodzi do wniosku, że już niczego nie musi sie dowiadywać. To są banały, ale
        w tym wypadku straszliwie prawdziwe, bo dotyczą cąłej masy ludzi, którzy kiedys
        może byli fajni, ąz nagle odbija im klasyczna palma pt 'jestem dojrzały,
        dorosły, wiem juz wszystko, macie mnie słuchac'. Jakby mi się coś takiego
        zrobiło, tu i teraz daje Wam wszystkim prawo do odstrzelenia na miejscu lub, co
        w moim wypadku bardziej skuteczne, szyderczego wyśmiania.
        Natomiast odbieranie pytań jako agresywnych lub debilnych raczej buduje
        negatywną ocenę odbiorcy, nie nadawcy.

        > Czytam. Często jednak mam wrażenie, że ślizgam się na słowach, że ucieka mi
        > rdzeń, że wyćwiczony w czytaniu umysł bezbłędnie odczytuje aluzje,
        nawiązania,
        > ale nie trafia w PRAWDĘ.
        >
        > Rozmawiam. Często jednak rozmowa wygląda jak szereg monologów, bo nie jestem
        w
        > stanie wyskoczyć poza własne utarte szlaki wypowiedzi.

        Myślimy w kliszach, mówimy w kliszach, piszemy w kliszach, jestesmy wszyscy
        dziećmi Wittgensteina i mass-mediów. I wracając do akapitu wyżej - nie szkodzi,
        wazne żeby mieć tego świadomość i starać się do tych klisz jakieś własne
        modyfikacje wprowadzić. Ja rozumiem, że mozna mieć komplexy typu Rimbaud czy
        Dostojewski, którzy w młodym wieku osiągneli wszystko, co mogli osiągnąc (no
        dobra Dostojewski przy szerokiej definicji słowa 'młody':)ale nie możn sobie
        nimi zycia zatruwać. Agni_me - zupełnie nie wiem ile masz lat, ale podejrzewam,
        że nie jesteś przykutą do wózka 80 latką z początkami ostrej demencji, tudziez
        też nie jesteś snobistyczną 45 latką z high middle class, znudzoną zyciem i
        ludźmi, więc, znowu wpadając w klisze i banał: wszystko przed Tobą, możesz
        jeszce tysięcy rzeczy się nauczyć, poznać miliony fascynujących nowych
        zagadnień, przeczytać jeszce ze dwie duże miejskie biblioteki. A już uderzając
        w tony wybitnie osobiste - przecież nie jesteś głupia, o czym świadczy
        chcociazby dyskusja na FK i kilka innych dyskusji w ktorych brałaś udział -
        więc niska samoocena to tylko taka, miejmy nadzieję chwilowa przypadłośc:)

        > Tym razem udało mi się coś zrozumieć. Z tej całej masy przeróżnych odpowiedzi
        > wyłuskałam kilka naprawdę fajnych. To i coś warte było to zamieszanie.

        I super. Tylko jedna rzecz mnie martwi, że naprawde dobrze poprowadzony watek,
        który załozyłaś, doprowadził do powstania kontrwątku dla frustratów - ale cóz,
        ludzie dziwne som...:)

        Pozdrowienia:)
        Braineater z wyjątkowo zawyżoną samooceną i klinicznym egotyzmem:)
        • agni_me Re: low middle class :) 18.06.05, 21:51
          Nie no, nie jestem głupia, przeczytałam w końcu trochę książek ;-)
          A poważniej, ale też nie bardzo. Nigdy nie rozwiążę średnio trudnego problemu
          matematycznego, nie z braku wiedzy - to ograniczenie, o którym pisałam. nie
          wiem, czy kłopot w IQ, w wyobraźni, w pracy odpowiedniej półkuli. Nie dam rady
          i już. Nie jest to powodem mojej zgryzoty - ot poznając siebie, poznaje się też
          własne ograniczenia.
        • agni_me Re: low middle class :) 18.06.05, 22:04
          nie tu kliknęłam przed chwilą, ale pozwolę sobie dokończyć.
          No więc, nie dam rady matematyce. Nie cierpię przez to, ale wiem, że nie dam i
          już. Tyle innych światów wciąż niepoznanych - a dobrze byłoby je poznać.
          Pewnie, że mogę. Pewnie, że mam czas. Tu i teraz mam świadomość tego, że
          trochę "wiem", ale wciąż nieprzebyte gąszcze "dowiedzenia się" przede mną. To
          rodzi pokorę, bo to pokora chyba. No takie coś, co jednak sprawia, że radosne
          samozadowolenie nie bierze we władanie mnie całkiem.
          I wiesz, bardzo się cieszę, że jednak powstał kontrwątek - bardziej smuciłoby
          mnie, gdyby te wpisy pojawiły się w wątku właściwym.
        • nienietoperz very low middle class :) 20.06.05, 11:44
          Watek na FK jak najbardziej w porzadku, zadawanie pytan jest jedyna droga do
          dowiedzenia sie czegos wiecej o innych, a zatem posrednio o sobie. Lekkie
          prowokacje tez sa mile widziane, powoduja, ze natychmiast chce sie cos napisac,
          a co za tym idzie, pojawia sie bodziec do przemyslenia problemu (wiem, wiem, w
          idealnym swiecie powinno byc odwrotnie).

          Ad. Broch:
          Z wlasnej perspektywy nie do konca zgadzam sie do konca ze stwierdzeniem, ze
          lepiej jest rozmawiac o ksiazkach ludzmi bez wyksztalcenia humanistycznego.
          Czesto zdarza mi sie czytac cos, i bolesnie odczuwac potrzeba 'rozumienia
          wiecej' + swiadomosc, ze aby wiecej zrozumiec przydalo by mi sie troche wiedzy
          konkretnej (ostatnio tak mialem z Opetaniem Byatt - bardzo mi sie podobalo, ale
          dokuczala mi swiadomosc, ze na pewno gubie wiele sensow przez wlasna
          ignorancje). Tak sie zlozylo, ze nie mam w okolicy (z chlubnym wyjatkiem
          nnienietoperzowej) grona bylych studentow kulturoznawstwa, czy innych tego typu
          kierunkow. I dlatego chetnie (i pokornie) slucham co takowi maja do powiedzenia.
          Czujac sie very low middle class (albo very middle low class).

          Ad. dyskusja frustratow

          Mnie niestety w piatkowy wieczor wspomniana przez braineatera dyskusja
          frustratow sprowokowala do agresywnego wtretu, ktorego juz w sobote bylo mi
          wstyd. Wrrr! (to do siebie)


          Pozdrowienia,
          nntpz
          • broch Re: very low middle class :) 20.06.05, 13:52
            "Z wlasnej perspektywy nie do konca zgadzam sie do konca ze stwierdzeniem, ze
            lepiej jest rozmawiac o ksiazkach ludzmi bez wyksztalcenia humanistycznego."

            Male nieporozumienie, nie sugerowalem ze ludzie o wyksztalceniu humanistycznym
            nie moga byc pomocni (wrecz przeciwnie -> wyksztalcenie), sugerowalem ze z
            reguly ich osobiste uwagi sa skarzone zawodowo. Konsultacje to jedna sprawa, a
            opinie to druga. Z reszta, nie doprowadzalbym tego stwierdzenia do ekstremum
            (ekstremistow sie boje), to byla generalna uwaga :)

            A gdzie ta dyskusja frustratow? Chetnie sam sie pofrustruje :)
            • nienietoperz Re: very low middle class :) 20.06.05, 13:59
              Wrr, dopiero po wklejonych fragmentach widze, ze moje zdolnosci korektorskie
              pozostawiaja wiele do zyczenia... A przy okazji, czy dobrze kojarze, ze zawodowo
              Brochu zajmujesz sie biochemia, czy tez inna wredna nauka eksperymentalna?

              Link do dyskusji frustratow, a dokladnie do miejsca, kiedy zaczalem odkrywac
              gleboka frustracje w sobie - wylala sie na zewnatrz kilkanascie postow nizej.

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=25336664&a=25337987
              Pozdrowienia,
              nntpz
      • broch Re: low middle class :) 18.06.05, 20:21
        "Pytam. Często te pytania odbierane są jako agresja, albo jako przejaw
        debilizmu."

        Ktos musi byc bardzo "insecure" aby tak traktowac Twoje pytania. Z drugiej
        strony nie ma sie co dziwic, nie kazdy lubi uslyszec ze krol jest nagi. Czasem
        "czytanie" to jedyna cecha wyrozniajaca z otoczenia. A tu obuchem w leb :)
        Cholerka tyle sie czlowiek nameczyl, naczytal i dalej jest masa i dalej nic go
        nie wyroznia. Prawdziwy pech!
        Zawsze zaskakuje mnie gdy o ksiazki robi sie "awanture".
      • beatanu o zadawaniu pytań i średniactwie 19.06.05, 20:38
        agni_me napisała:
        > Pytam. Często te pytania odbierane są jako agresja, albo jako przejaw
        > debilizmu.

        Może znów tak trochę obok tematu, ale po przeczytaniu "zaległych" postów tu i
        ówdzie mam natłok myśli i nawet, jeżeli to już musztarda po obiedzie to muszę
        swoje trzy grosze... Rozumiem Cię agni_me, też z tym się spotykałam. A pytałam
        ze zwykłej ciekawości... Wytresowana w autorytatywnej szkole i przedłużeniu
        tejże na uniwerytecie (sic!), wychowana w prostej, nieakademickiej rodzinie
        długo nie miałam odwagi zadawać pytań, bo przecież to już powinnam była
        przeczytać, bo o tym już każdy powinien wiedzieć, no bo jakże tak publicznie
        okazać swoją niewiedzę... Do dzisiaj pamiętam kłopotliwe milczenie i
        protekcjonalność (tak to wtedy odebrałam) w trakcie udzielania odpowiedzi przez
        wykładowcę, gdy zapytałam o niezrozumiałe dla mnie dwadzieścia lat temu
        słowo "karcinogenny". (Dla jasności - wykład w Klubie Ekoklogicznym był otwarty
        dla wszystkich, nie tylko dla znawców tematu) Zaczęłam pytać, nauczona
        doświadczeniem z rocznego stypendium w Szwecji, gdzie odkryłam, że ludzie
        pytają, pytają i jeszcze raz pytają. I wcale się nie wstydzą, że czegoś nie
        wiedzą... No, ale o polskim systemie szkolnictwa pachnącego wiekiem osiemnastym
        to już gdzie indziej mówiliśmy... Nie chcę wszystkiego zwalać na szkołę, ale
        lęków w niej nabytych długo się pozbywałam....

        Co nie znaczy, że wszystkich się wyzbyłam:)

        A średniaczką jestem z tego względu, że urodzłam się między starszym bratem i
        młodszą siostrą ;) Inne definicje średniactwa trochę mnie irytują - może
        dlatego, że kiedyś sama ubolewałam nad tym, że geniuszem raczej nie zostanę...
        Gdy pogodziłam się z tym, że pewnych ograniczeń nie przeskoczę, gdy pozwoliłam
        sobie na pewien smutek tym spowodowany... doszłam do etapu akceptacji siebie
        taką jaką jestem. Ani świetną ani do d... Moją własną! I dlatego dobrą :)))
        Nie, nie czytałam żadnego amerykańskiego (ani innego) poradnika o tym jak żyć,
        żeby czerpać radość z życia... Mam trochę lat, trochę doświadczeń i spotkałam
        na swej drodze wielu wspaniałych ludzi. No a teraz TWA! Czy trzeba mieć więcej
        do szczęścia?

        I "mieszaj" proszę, agni_me, mieszaj. Od takiego mieszania jeszcze nikt nie
        umarł, a wiele ciekawych dyskusji się wywiązało. A ile przy tym się
        nauczyłam...Ho, ho!

        Serdecznie pozdrawiam
        B:)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka