Dodaj do ulubionych

nasze magdalenki (ciasteczka i nic innego!)

16.07.05, 05:14
Napisalam tytul watku i od razu zrobilo sie dwuznacznie - stad to wyjasnienie
w nawiasie. Zadnych politycznych rozrachunków nie mialam na mysli, a tylko
Proustowskie ciasteczka, które przypomnialy mi sie, gdy przed chwila pisalam
o morelach w watku LATO.
A o co mi chodzi? Kilka tygodni temu przeczytalam w jednym z czasopism
tutejszych takie ladne rozmowy z szescioma wspólczesnymi pisarzami
szwedzkimi. Postawiono ich pod sciana i zadano pytanie: jak wyglada/smakuje
Twoja magdalenka? I kazdy cos tam opowiedzial, szalenie to bylo sympatyczne.
Zaczelam sie nawet zastanawiac co bym na takie pytanie odpowiedziala (chociaz
pisarka ze mnie ani wspólczesna, ani szwedzka:) Najszybciej przyszla mi na
mysl herbata lipowa z miodem (no tak, pewnikiem dlatego, ze owa magdalenka
zamoczona byla wlasnie w herbacie lipowej!), która saczona teraz, po tylu
latach, w innym kraju czesto przywodzi mi na mysl beztroskie lato, zbieranie
kwiatów lipy (pod kombinatem im Lenina!!! - kto wtedy slyszal o
zanieczyszczeniu srodowiska?) i suszenie tychze gdzies na parapecie, i zimowe
przeziebienia i troske mamy i te herbate rozgrzewajaca i cialo i dusze... Ale
gdy napisalam o morelach, to od razy przypomnialo mi sie lato u babci w
podkrakowskiej wiosce, i te morele przeslodkie i ratowana przed smiercia
jaskólka BAlbina i mleko prosto od krowy i... lo rany, juz nie wyliczam
wiecej, bo kto to bedzie mial sile przeczytac ;)

Ad rem: jak wyglada/smakuje Twoja magdalenka TWA-owiczu? Co Ci przywodzi na
mysl? W jakiej sytuacji?

Nie wiem, moze to zbyt intymne? Ale slowo sie rzeklo, kobylka u plota,
puszczam w cyberprzestrzen.
:)
Obserwuj wątek
    • stella25b Re: nasze magdalenki (ciasteczka i nic innego!) 16.07.05, 11:38
      W zaleznosci od okresow zycia rozne te magdalenki byly. Jednak od 2 lat, kiedy
      spedzam lato w swoim domku w podkrakowskiej wsi to napewno bialy ser, ktory
      wyrabia znajoma sasiadka. Zajada sie tym serem wszyscy nasi znajomy ktorzy nas
      w tym czasie odwiedzaja. Zabieram go takze do Mainz, zamrazam i na wielkie
      uroczystosci pieke wspanialy sernik. Jak ja lubie te moja wies...
    • kwiecienka1 Re: nasze magdalenki (ciasteczka i nic innego!) 16.07.05, 14:15
      A i ja mam coś takiego!
      Kiedy byłam małą (czytaj: młodą) Kwiecienką moja babcia miała w ogródku drzewko
      pigwowe... Nie wiem czy TWA-owicze kojarzą taki owoc - pigwa, podobna do
      gruszki. Teraz już babcia nie ma tego drzewka a ja nigdzie nie mogę znaleźć
      pigw :-((( No po prostu nie ma ich nigdzie... Znalazłam tylko konfiturę pigwowo-
      gruszkową, ale to nie to samo...
      Najlepiej pigwy smakowały mi prosto z drzewa (często kiedy jeszcze na nim
      siedziałam), niedomyte i zdobyte po krótkiej walce z siostrą :-)
      Tu apel: braineaterze! jeśli gdzieś w Kcach zobaczysz pigwy, koniecznie daj mi
      znać!
      I jeszcze pytanie do Beaty: cierpisz na bezsenność? Twoje posty pojawiają się o
      niepokojących porach...
      pozdrawiam
      Kwiecienka bez Pigw
      • staua Re: nasze magdalenki (ciasteczka i nic innego!) 16.07.05, 19:20
        Pigwy sa w Rumunii bardzo popularnym owocem (i sa wieksze niz jakiekolwiek pigwy, ktore widzialam
        w Polsce, moze wlasnie takie, o jakich mowisz, w ksztacie cos miedzy gruszka i jablkiem, ale bardziej
        bezksztaltne, zoltawe, dosc twarde, pachnace). Moi tesciowie maja w ogrodzie i tesciowa robi z nich
        pyszne konfitury (z samej pigwy).
        Natomiast nad moja magdalenka caly czas sie zastanawiam, ale wyglada na to, ze wiele smakowych
        wspomnien z dziecinstwa gdzies sie zapodzialo...
      • beatanu o bezsenności 17.07.05, 21:43
        kwiecienka1 napisała:

        > I jeszcze pytanie do Beaty: cierpisz na bezsenność? Twoje posty pojawiają się
        > o niepokojących porach...

        Niepokojące pory mają związek z moim czasem pracy, bardzo nieregularnym, na
        trzy zmiany, chociaż przeważają dyżury wieczorne i nocne (grafik układamy sobie
        sami). Piszę przede wszystkim z domu, bardzo rzadko z pracy, jeżeli już to
        ewentualnie w nocy, kiedy można złapać oddech...
        W domu używam polskich znaków diakrytycznych, w pracy nie - czyli łatwo
        zobaczyć kiedy się "obijam" a kiedy nie :)))

        Muszę teraz gdzieć zobaczyć jak wygląda pigwa, bo nazwa niby znana, nawet
        kiedyś chyba jadłam dżem pigwowy, ale nigdy nie zastanawiłam się co to za
        ryba...

        Beata bez pojcia o pigwach :)
    • dr.krisk Ciasto drozdzowe..... 16.07.05, 18:03
      Pisalem o tym juz kiedys. Prawdziwe ciasto drozdzowe z kruszonka, noszone do
      piekarni w celu wypieku..... Wieczorem po ulicach mojego rodzinnego miasteczka
      biegli mali chlopcy z blachami upieczonego, cieplego jeszcze ciasta, wydlubujac
      po drodze rodzynki.
      Babcia gotowala kawe: dla doroslych prawdziwa, dla dzieci zbozowa, i wszyscy
      zasiadali dokola stolu. Pamietam niezwykla atmosfere bezpieczenstwa i spokoju.
      KrisK
      • beatanu zapach świeżo upieczonego ciasta, chleba, bułeczek 17.07.05, 21:55
        No i Kriskowe ciasto drożdżowe (do rymu niezamierzonego) przypomniało mi o
        zapachu (i później smaku swieżo upieczonych, ciepłych jeszcze bułeczek)
        unoszącego się z piekarni, nad którą mieszkała moja druga babcia, w
        podpoznańskim miasteczku... I też to poczucie bezpieczeństwa i wakacyjna
        sielskość-anielskość ... Eh!
        Beata błogo rozanielona :)
        • daria13 Re: zapach świeżo upieczonego ciasta, chleba, buł 18.07.05, 12:34
          Moja największa słabość gastronomiczna, nieco zapomniana, nawet przed lodami
          tofiowymi; prawdziwe ciasto drożdżowe z kruszonką! Dlaczego w sposób mniej lub
          bardziej przemysłowy nie da się upiec prawdziwego, wilgotnego ciasta d.? Jako,
          że nie mam ani umijętności ani chęci do pieczenia ciast, a ciasto drożdżowe
          jest jednym z trudniejszych do zrobienia, więć nigdy nawet się nie poważyłam.
          Wszystkie ciasta kupne są zawsze suche, bułowate i nadają się do jedzenie
          jedynie z masłem, a przecież nie o to chodzi. Nigdy, powtarzam nigdy nie udało
          mi się u nikogo jeść ciasta d., takiego jakie robiła moja mama, wilgotne i
          wydające specyficzny dżwięk, kiedy przystawiało się kawałek do ucha i lekko
          naciskało (dżwięku nie da się opisać, ale świadczył o tym jak ciasto jest
          wilgotne i pyszne). Mama niestety umarła prawie trzynaście lat temu, przepisu
          nie zostawiła i od tej pory nie miałam okazji jeść niczego, co choćby w
          najmniejszym stopniu było równie doskonałe, buuuu;(
          I jeszcze jedno wspomnienie związane z tymże ciastem; kiedy mama je piekła zimą
          zawsze szykowała mi gorącą kąpiel, bo w domu wtedy robiło się cieplutko i
          godzinami mogłam się taplać w wannie. Ha, teraz już wiem dlaczego w życiu
          dorosłym wole prysznic od kąpieli na leżąco:)
          Szkoda, że nie moge fundować moim dzieciom takich przyjemności, teraz co
          najwyżej Julka bierze się za pieczenie, bo to ambitna dziewczynka i we
          wszystkim musi być dobra, i jest!
          Teraz zostają mi tylko lody tofiowe, ale to już nie to;(
          Jeśli ktoś z Was wie, gdzie w Warszawie lub okolicach można kupić dobre ciasto
          drożdżowe to sie polecam, choć już zwątpilam;(
          Buziam mocno:))))
          • dr.krisk O wyzszosci ciasta drozdzowego nad innymi! 19.07.05, 01:30
            Jak widac zaczyna nam sie formowac niewielki podklub Milosnikow Ciasta
            Drozdzowego. I slusznie! Jest to ciasto niezwykle proste, a w swej prostocie
            wyrafinowane. Niech tam wykwintnisie konsumuja z odgietym malym paluszkiem
            rozmaite wuzetki na margarynie, my wolimy owo ciasto grzybowe magiczne......
            A dlaczego udaje sie ono jedynie w wyrobie domowym, a nie przemyslowym? A
            dlatego ze w przemysle gwoli oszczednosci (dawniej - skapstwa...) stosuje sie
            rozne ulepszacze, polepszacze, ujedrniacze oraz inne chemikaliumy..... fuj.
            Pamietam jeszcze szneki z glancem - obecnie tzw. drozdzowki.
            Ech..... lza sie w oku kreci i kapie na obrzydliwie polukrowane amerykanskie
            paczki- swinstwo....
            • kwiecienka1 Re: O wyzszosci ciasta drozdzowego nad innymi! 19.07.05, 05:47
              a ciasto drożdżowe najlepiej smakuje (mi) posmarowane masłem....
              ale prawdziwym!
              takim od babci, kiedy jeszcze miała siłę je robić
              ewentualnie, namaziane konfiturą, koniecznie domowej roboty...

              słodkie dzień dobry wszystkim!
              Kwiecienka Rozbudzona
              • aaneta Re: O wyzszosci ciasta drozdzowego nad innymi! 19.07.05, 09:52
                Kwiecieńko, pozazdrościłaś Beacie, czy co? O której to się wstaje? Jak tak
                można? To ja o dziesiątej jeszcze nie jestem rozbudzona, a Ty o piątej? Ja też
                tak chcę! Jak Ty to zrobiłaś?
                Dobra, a teraz na poważnie. Oczywiście o cieście drożdżowym, oczywiście
                babcinym. Chociaż moja mama też potrafi i chyba specjalnie dla Darii wezmę od
                niej przepis, bo sama wprawdzie kiedyś próbowałam robić, ale według przepisu z
                jakiejś książki, i nawet wyszło, choć oczywiście nie takie jak tamto z
                dzieciństwa, jednak stwierdziłam, że wyrabianie takiego ciasta to jest straszna
                robota i dałam sobie spokój. Ale od tamtej pory minęło sporo czasu, z jednego
                dzieciątka zrobił się kawał chłopa, z drugiego trochę mniejszy kawał, ale też
                będzie się nadawał do wyrabiania ciasta, więc chyba spróbujemy powalczyć, bo mi
                strasznej ochoty narobiliście. A jak wyjdzie, to Was zaprosimy.
                A dla Darii na ten moment tylko jedna podpowiedź co do Wawy, choć to raczej nie
                będzie to, co w domu, ale można spróbować: na Chmielnej, na odcinku pomiędzy
                Bracką a Nowym Światem, po prawej stronie idąc od Brackiej, jest okienko, a w
                nim różne drożdżówki, małe i duże, z nadzieniem i bez, ciasta również. To
                wszystko jest wypiekane na miejscu i sprzedawane jeszcze gorące. Próbowałam
                bułeczek, jak na mój gust są trochę za słodkie, ale kruszonka jest super.
                • kwiecienka1 Re: O wyzszosci ciasta drozdzowego nad innymi! 19.07.05, 12:11
                  eeeeeeeeeee tam :-)
                  wstać to wstałam dopiero teraz
                  ok.6 to ja do domku wróciłam...
                  ale ciiiiicho, to tajemnica :-)))
                  pozdrawiam
                  Kwiecienka Wyznająca
                  • stella25b Re: O wyzszosci ciasta drozdzowego nad innymi! 20.07.05, 19:05
                    Ciasta drozdzowe to piekla moja babcia. Wow, to byly wiepieki. Biorac pod uwage
                    regionalizacje;) to nazwywalo sie takie ciasto kołoczem a kruszonke posypka,
                    czyli kołocz z posypka. Niestety ani moja mama, ani tez siostry mamy, mimo ze
                    swietnie pieka, nie oddziedziczyly tej "reki" do kołoczow. Ja przyznaje sie
                    szczerze, ze czuje duzy respekt przed pieczeniem ciasta drozdzowego stad moje
                    serniki i inne ugniatance. Nie oznacza to jednak, ze uciekam od czlonkostwa w
                    PMCD:)
                    • nienietoperz Re: O wyzszosci ciasta drozdzowego nad innymi! 04.08.05, 12:42
                      Wlasny akces do PMCD zawdzieczam babci (jak zreszta wszyscy do tej pory, z
                      wyjatkiem Darii). Bedac w powaznym wieku 5-10 lat spedzalem u babci wiekszosc
                      wakacji. Wiazalo sie to (oprocz zajadania kruszonki) z codziennym sniadaniem w
                      postaci goracych bulek, przyniesionych o 6 rano z piekarni, posmarowanych
                      domowej roboty dzemem, i serwowanych do lozka. Mniam!
                      Doliczajac atrakcje w postaci duzego kolejowego wezla przeladunkowego,
                      umozliwiajacego spedzanie godzin gapiac sie na przejezdzajace pociagi i liczac
                      wagony, nietrudno zrozumiec, ze na wyjazd wakacyjny czekalem zawsze bardzo
                      niecierpliwie.

                      Z pigwa zetknalem sie najpierw w postaci krzewow uprawianych przez moich
                      rodzicow i owocow przerabianych badz na dzem, badz na rodzaj dodatku do herbaty.
                      Bez wiekszych emocji. Zdecydowanie bardziej zaprzyjaznilem sie sporo lat pozniej
                      z pigwa wykorzystywana przez tate kolezanki do produkcji pysznych napojow
                      wysokoprocentowych. I to bylo to!

                      Wasz nntpz
          • brunosch domowe drożdżowe 14.08.05, 09:09
            różni się od przemysłowego, bo do zrobienia potrzebny jest czynnik ludzki, bez
            tego nic. Jeśli przepis babci mówił, że trzeba tak długo wyrabiać, aż ciasto
            zacznie gadać, no to jaka maszyna temu sprosta?
            Bo przecież nie fabryczne, bezduszne mieszadła wielkości traktora z przyczepą,
            nastawione na 15 minut pracy...
            ***
            Poza przynależnością do Frakcji Magdalenki Drożdżowej, przyznaję, że dla mnie
            wspomnieniem smaku dzieciństwa są żeberka pieczone + szare kładzione kluski +
            zasmażana kiszona kapusta. Ugotowane przez babcię, jako szybka "zapchajdziura"
            Próby samodzielnego ugotowania takiego obiadu kończą się tak samo -
            świadomością że to nieudany apokryf i liche naśladownictwo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka