agent006
20.08.05, 09:36
nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Tak, bylem obok, widzialem wszystko. Widzialem ich pierwsze spojrzenia, widzialem radosci, pierwsze potkniecia, pierwsze burze. Widzialem pierwsze lzy, rozczarowania, zawiedzione nadzieje... Nie, nie mam alibi. Nie probowalem ratowac? Nieprawda. Leczylem rany, chowalem urazy, bylem cierpliwy i czekalem. Bylem z nimi od samego poczatku, obserwowalem bezsilny, probujac powiedziec, ze to nie tak...
Nie, nie czuje sie winny.
Przyjme kazdy wyrok, choc to i tak niczego nie zmieni...
Czas