chaladia
30.08.05, 23:03
W kraju zatrudnienia prawie zawsze to samochody firmy, choć spotkałem już
parę razy ludzi, którzy MUSIELI za własne pieniądze kupić sobie auto w
Emiratach (lekarze).
W Egipcie i Sudanie exoatriaci jeździli na ogól albo Toyotami, albo
Mitsubishi, w każdym bądź razie "Japończykami". Ciekawe, że ludność tubylcza
wykazywała zupenie inne preferencje - taksówkami byłu na ogół Peugeoty,
trochę sowieckich Ład, a marzeniem każdego Egipcjanina z jaką-taką pozycją
był Mercedes. Mógł być W123 albo nawet W115, z silnikiem 200D (50 KM), ale
Mercedes.
Expatriackie samochody służyły krótko i z reguły niezbyt dobrze, a to z
przyczyny żałosnego serwisu. W Sudanie serwis robił warszata budowy,
prowadzony przez Polaka, który potrafił zmusić swoich Murzynów do jakiej-
takiej dbałości o powierzone samochody, więc było nieco lepiej.
Za to wszyscy expatriaci mieli niezły zgryz z tym, jaki samochód trzymać w
kraju. W Polce to nie był taki problem, jeśli w kraju zostawała rodzina -
żona jeździła wtedy kupinym w Pewexie autkiem, co było powodem wielkiej
zazdrości sąsiadów i rodziny...
Anglicy, Niemcy, Austriacy miewali znacznie większy problem: pracując w ceklu
3 miesiące pracy / 2 tygodnie urlopu bywali w kraju stosunkowo często,
chcieli więc tam mieć jakiś pojazd, a "normalny" samochód bardzo szybko
tracił na wartości z wiekiem, pomimo że jeździł ledwo parę tygodni w roku.
Takie długie przestoje też na zdrowie mu nie wychodziły. oczywiście można
było samochód wynająć w Avisie albo jeździć z małżonką (jeśli takowa była),
ale to już nie było "to". Wielu expatriate'ów mając znaczne rezerwy finansowe
nabywało więc samochody zabytkowe - w latach '80/'90 stosunkowo tanie było
można kupić za niewielkie pieniądze Jaguara "E", Porsche 911 albo coś
podobnego...