mathildae
13.09.02, 10:35
Wpada do biura Kowalski, tak jak stworzył go Pan Bóg, na głowie
kapelusz, w ręku teczka. Kierownik krzyczy:
- Czyście Kowalski zwariowali, nago do pracy?!
Kowalski:
- Panie Kierowniku, bo to było tak: byłem na balandze u mojej znajomej.
W pewnym momencie gaśnie światło i słychać hasło - krawaty na
żyrandol!.
Światło się zapala, wszystkie krawaty na żyrandolu.
Gaśnie
światło, hasło - Panie do naga.
Zapala się, wszystkie Panie nago.
Znowu gaśnie światło, hasło - Panowie do naga.
Zapala się - Panowie nago.
Gaśnie po raz kolejny. Hasło - Panowie do roboty...
No to złapałem teczkę, kapelusz i przybiegłem...