noida 04.10.05, 17:27 Znaczy pracować rzecz jasna mi się nie chce. Mam takie głupie zajęcie, że co chwila to na TWA zaglądam, a tu nic nowego :-( Komu się jeszcze nie chce? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
braineater Re: Aaaale mi się nic nie chce... 04.10.05, 17:38 Mnie ale u mnie to stan ciagły:) P:) Odpowiedz Link Zgłoś
noida Re: Aaaale mi się nic nie chce... 04.10.05, 17:41 Hehe. Może powinnam sformuować to pytanie inaczej- komu sie chce pracować? :-) Bo im jestem starsza tym bardziej mi się wydaje, że nikomu się nie chce. I zastanawiam się, jak to zrobić, żeby pracować jak najmniej a mieć jak najwięcej pieniędzy... Albo chociaż jakiś kompromis? Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Aaaale mi się nic nie chce... 04.10.05, 17:43 Zawód wymarzony: rentier zyć z odsetek od kapitału tylko skąd ten kapitał a w pracy musze spedzić jeszce kolejne rozkoszne 20 minut:( Odpowiedz Link Zgłoś
noida Re: Aaaale mi się nic nie chce... 04.10.05, 17:50 Podobno wystarczy zarobić milion dolarów, żeby do końca życia móc żyć wyłącznie z odsetek. Nie traćmy więc nadziei na rentierstwo! Co to dla nas milion dolarów. Ja niestety sama sobie wyznaczam dzień pracy, więc ponieważ zaczęłam ją o 16.00 to posiedzę do 22.00 :-( Chyba, że przestanę włazić na TWA a zacznę pracować. Na co jednak się nie zanosi. Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Aaaale mi się nic nie chce... 05.10.05, 22:17 A mi się chce! Znaczy chce się brainiterowej żonie. A) Chce mi się pracować bo lubię B) chce mi się pracować po pracy nr 1 bo to też lubię C) chce mi się wykonywać wszystko inne poza pracą nr 1 i nr 2 bo to też lubię. Ale.... nie chce mi się A) wstawać rano bo nie lubię B) pracować długo znaczy bez przerw bo mnie to jakoś dziwnie męczy C) czasem wychodzić z domu bom chora i katar przeokrutny mam:( Ale ogólnie to mi sie chce i nie rozumiem naprawdę jak można robić coś czego się nie chce....... Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Widac zarazilas sie ode mnie.... 04.10.05, 17:48 noida napisała: > Znaczy pracować rzecz jasna mi się nie chce. > Mam takie głupie zajęcie, że co chwila to na TWA zaglądam, a tu nic nowego :-( > Komu się jeszcze nie chce? > Tez mi sie nie chce pracowac, a co gorsza robota do mnie wali drzwiami i oknami: co chwila dzwoni albo emailuje jakis rozentuzjazmowany wspolpracownik z wiescia, ze cos trzeba pomierzyc, poprawic, znalezc, wyslac, uzgodnic, pobrac, nadac, zamiescic, ustalic, napisac, przepisac, odebrac...... A ja mam ochote posiedziec na pustym brzegu przystani rybackiej, gapiac sie na przeplywajace lodzie...... Eh, dolo ty moja ciezka..... KrisK w stanie zapasci intelektualnej. Odpowiedz Link Zgłoś
noida Re: Widac zarazilas sie ode mnie.... 04.10.05, 18:01 Niewykluczone. Wizja siedzenia na pustym brzegu przystani rybackiej wydaje mi się nadzwyczaj pociągająca. Może chociaż sobie powyobrażam, że tam siedzę? Noida Na Wirtualnej Przystani Rybackiej. A'propos, zdaje się, że szanowny Doktor jest również fanem szkockich odludzi? Proponuje substytut przystani w postaci webcamu z Oban Bay: webcams.scotsman.com/?id=8 Co 15 sekund odświeżana. Na dodatek dziś w Szkocji nie pada :-) Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: Widac zarazilas sie ode mnie.... 04.10.05, 19:30 Cholera, nie mogę sie oderwać od tej Szkocji. Po każdym obrazku obiecuję sobie, że jeszcze tylko jeden i idę, a potem od początku. To wciąga! Ja co prawda już czas jakiś po robocie, ale tej zarobkowej, teraz robota domowa, sama się nie zrobi:( A może tak kazać Julce zrobić kolację dla niej i dla Kuby, potem nakarmić Froda, wyprowadzić na spacer, a ja sobie w tym czasie jeszcze troszkę popatrzę. Pozdrawiam wszystkich leniących się:))) Odpowiedz Link Zgłoś
noida Re: Widac zarazilas sie ode mnie.... 04.10.05, 19:58 No pewnie, nie wiem, ile lat ma Kuba, ale Julia to chyba już jest wystarczająco duża, żeby sobie zrobić kolację ;-) Akurat obejrzysz sobie jeszcze parę razy, a potem Cię oczy rozbolą i z chęcią wyjdziesz z psem :-) Jednym słowem- nie ma tego złego co by na dobre... Noida Wciąż Nudząca Się Nad Swoją Pracą. Odpowiedz Link Zgłoś
kawa_malinowa Re: Aaaale mi się nic nie chce... 04.10.05, 20:03 Mnie się nie chce robić drobiazgowego streszczenia "Iliady". "Odysei" też nie :) Odpowiedz Link Zgłoś
aaneta Re: Aaaale mi się nic nie chce... 04.10.05, 21:30 Mam wątpliwości, czy powinnam się wpisywać w tym wątku, ale co mi tam, może mnie nie wykopiecie. Bo ja właśnie od jutra mam urlop i w związku z tym zabieram się za wielkie gotowanie (ruskie pierogi w ilościach hurtowych, bo jutro i pojutrze mam zamiar pilnować Beaty w Warszawie, żeby się nie zgubiła, a nie mogę pozwolić, żeby moje dzieciątka z głodu umarły, właśnie mi jedno z nich dostarczyło zapas piwa niepasteryzowanego z Lwówka Śląskiego, więc jest szansa, że jakoś te pierogi wyprodukuję, może do rana zdążę). A potem przyjeżdża Beata, a potem zaczyna się Warszawski Festiwal Filmowy, o którym w sąsiednim wątku, a poza tym już zaczął się Konkurs Chopinowski, więc, w przeciwieństwie do Was, chce mi się!!! Odpowiedz Link Zgłoś
noida Re: Aaaale mi się nic nie chce... 04.10.05, 22:11 Eee tam, na Festiwal, Beatę i Konkurs Chopinowski to mi się chce! Pracować mi się nie chce, ot co. Odpowiedz Link Zgłoś
aaneta Re: Aaaale mi się nic nie chce... 05.10.05, 00:53 Czy mi się zdaje, czy Ty dopiero co zaczęłaś pracować? Bo jeżeli tak, to zalecam zmianę pracy na taką, w której będzie Ci się chciało. Szkoda życia. A jeśli Ci się chce na Beatę, to wiesz, gdzie i kiedy? Odpowiedz Link Zgłoś
noida Re: Aaaale mi się nic nie chce... 05.10.05, 15:29 Yyy, no w zasadzie to ja na razie pracuję dorywczo. Pierwsza czesc pracy (robienie wywiadow) byla ciekawa, druga czesc (ich przepisywanie) jest nudna jak flaki z olejem. Normalne :-) Chce mi się na Beatę, ale nie wiem, gdzie i kiedy. Jeśli można wiedzieć to chcę wiedzieć! Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: Aaaale mi się nic nie chce... 05.10.05, 15:49 Lepiej późno niż wcale:) Bawimy się dzisiaj w Browarmii, knajpie na Krakowskim Przedmieściu róg Królewskiej (nie sposób nie trafić). Ja właśnie pakuję manatki i zaraz tam wyruszam. Jesteśmy umówione na 16.30, do której nie wiadomo:). Jak dobrze pójdzie, to bedzie też Kwiecieńka bawiąca w Warszawie:). Bedzie fajnie. Gdybyś się zdecydowała, to możemy się umówić, że na stoliku położymy Okruchy dnia Ishigury, jako znak rozpoznawczy. Zapraszam serdecznie i pozdrawiam wszystkich:) Odpowiedz Link Zgłoś
noida Re: Aaaale mi się nic nie chce... 05.10.05, 16:03 Aj, naprawdę? Cholerka, a ja właśnie wróciłam z Warszawy i miałam się zabrać do pracy! Wyłóżcie te Okruchy dnia! Ja się poważnie zastanawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
noida Skończyłam! 04.10.05, 21:15 Pracę na dziś. Niniejszym opuszczam ten wątek aż do jutra ;-) Miłego wieczoru wszystkim! Odpowiedz Link Zgłoś
blue.berry Re: Aaaale mi się nic nie chce... 05.10.05, 09:09 a mnie sie nic nie chce:(( pracowac oczywiscie przede wszystkim:) z tym ze bardziej to chyba wynika z jakiegos chronicznego zmeczenia niz z niecheci do pracy. i dlatego tez przenosi sie na inne rejony zycia. i gdyby nie resztki godnosci osobistej to mieszkałabym w bardzo niepostprzatanym pokoju, jadala bardzo nieugotowane posilki a pies wychodzilby na spacery jedynie dookola bloku. najsmieszniejsze jest to ze czesto mam pelna swiadomosc ze nie chce mi sie rzeczy ktore finalnie sprawia mi frajde (wybrac sie na dlugi spacer do lasu, pojechac na wycieczke, pojsc na wystawe itp). jak to szło? daj nam panie Boze zeby sie nam tak chcialo jak nam sie niechce:))) Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: Aaaale mi się nic nie chce... 05.10.05, 09:17 Jagódko! Niechcenie jest fajne, pod warunkiem, że się z nim oswoisz - nie chce Ci się wychodzić z domu, to znajdujesz sobie milijon powodów, by z niego nie wyjść - to mozna opanowac do perfekcji i wcale nie jest takie trudne (gorzej ze znajomymi, z którymi się np umówiłas nim odkryłaś że Ci się nie chce - ale po jakims czasie sie przyzwyczajają). Na psa sposób polecam z 'Okna na podwórze'patent, choć przy gabarytach Twojego zwierza może być cięzko znaleźć taki koszyk, coby psiur sie zmieścił:) Wystawy mozna olac z góry na dół i po prostu zamówic sobie via net katalog z pracami z tychże, las jest paskudztwem w które normalny człowiek nie ma potrzeby się zapuszczać, a zamiast wycieczek jest przeciez 24 godzinny National Geographic Chanel:). A od gotowania są fastfoody i telefon. Wszystkiego można nie chcieć - wystarczy tylko chcieć:) P:) Odpowiedz Link Zgłoś
blue.berry :))))) 05.10.05, 10:36 i jak Cie tu Brainy nie uwielbiac:)) wyobraz sobie ze ja proboje ze wszytskich sil:)) przekonac sama siebie ze wlasnie nie trzeba, ze nie zawsze sie musi i ze jesli sie nie ma ochoty to sie nie ma. i ze to tak naprawde czasem bez znaczenia:) ale nie zawsze latwo mi to przychodzi i jednak ciagle gdzies tam za rogiem czaja sie WY RZU TY sumienia. znajomi sie juz przyzwyczaili - swojego czasu bylismy krolewska para nieodbytych spotkan ktora sie zapraszalo z opcja "eeee oni napewno nie przyjada". ma to swoje uroki w momencie kiedy jak juz sie przyjdzie to wywoluje sie tym taki szok jakby sie przynajmniej bylo tragicznie zmarla kseizna Di lub paris hilton. psa niestety w koszyku spuscic sie nie da - gabaryty zakladalyby kosz wielkosci malego samochodu a i wysokosc nie sprzyja - 9 pietro. no ale z tym jest najmniejszy bol bo finalnie spacery z potworem som fajne:)) no a reszta - coooz - szczera prawda;)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk O wyzszosci niechcenia nad chceniem....... 05.10.05, 17:17 W naszej zadyszanej kulturze dnia codziennego przyjelo sie uwazac, ze chcenie jest zjawiskiem pozytywnym, niechcenie zas - negatywnym. Ot, dobrze jest widziane zerwac sie rano skoro swit, machnac ze 20 kilometrow sprintem, sniadanko, do pracy, w pracy aktywnie, aktywniutko!!!! gejzery pomyslow und erupcje innowacyjnosci. W przerwie basen, seks, potem do pracy, po pracy do pubu, po pubie do teatru, po teatrze Dobra Ksiazka (i seks), zajecie w kolku modelarstwa lotniczego (konczymy budowac model bombowca B19 w skali 1:100), seks w trakcie klejenia bombowca, partia tenisa, skok na rower i dwa razy Wislostrada pod prad, lekcja gry na sitarze, kurs jezyka gornokipczackiego, i idziemy wypoczeci spac! A co jak komus sie nie chce? No wlasnie. Niechcenie ma szereg zalet: a) chroni nas przed podejmowaniem dzialan szkodliwych dla nas samych i otoczenia. Wszyscy krwawi dykatorzy byli osobnikami nadaktywnymi! b) oszczedza nasza energie, ktora kiedys tam moze na cos sie przyda; c) zauwazamy urode statycznego przezywania zycia: te ciekawe konfiguracje plam na scianie, ta finezja kaloryfera...... d) i tak fajnie jest posluchac cichutkiego szumu mijajacego czasu. Pamietam z dziecinstwa wakacje u Dziadkow w malej pipidowce (patrz Bolejewo). Sloneczne popoludnie, zupelny bezruch swiata dookolnego i nagle zaczyna bic przedwojenny zegar w sypialni.... niesamowite. Jeszcze po prawie pol wieku to pamietam!!! Na tym konczymy pogadanke, bo musze pedzic - czekaja na mnie w laboratorium. KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: O wyzszosci niechcenia nad chceniem....... 05.10.05, 18:21 ja się niechciejstwem zaraziłem w podstawówce, w okresie jakimś wakacyjnym, po Schulzowsku wyciągniętym poza czas i zatopionym w totalnym bezruchu i słonecznym świetle. Te ciągnące sie latami całymi popołudnia, wieczory, które wcale sie nie zaczynały, ale już nagle się kończyły, ten kompletny brak motywacji do wykonania jakiegoś zbednego ruchu, poza ewentualnym, acz niekoniecznym sięgnięciem po książke, te wpatrywanie się w cienie i smugi światła sunące poooooowoli po suficie - to mi, kruca, krzywdę na całe zycie chyba wyrządziło. Cholerna arkadia dzieciństwa:) Pozdrowienia:) braineater rozrzewniony. Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: O wyzszosci niechcenia nad chceniem....... 05.10.05, 18:31 Chcialoby sie tak czasem nie chciec... A tu ni stad ni zowad za rogiem budynku pojawia sie wzgorze, ktore wyglada na Baaardzo Cieeekawe. W bibliotece w oko wpada ksiazka, ktora ma tylko 500 stron i pewnie zmieni nienietoperze zycie. Po glowie chodzi pomysl, z ktorym nie da sie usnac, trzeba go gdzies zapisac. Ot, taki nntpzy los. Tymczasem jak wiecie eksperymentuje ze soba przy uzyciu 30dniowej emigracji. Wnioski: - elementy do zycia niezbedne to: posciel lub ogrzewanie w pokoju (brak powyzszych skonczyl sie spaniem we wszystkich dostepnych ubraniach, na dluzej nie polecane), dostepnosc napojow cieplych (rozwiazana po nabyciu garnka, w ktorym mozna ugotowac wode), ksiazki (przez 4 dni przeczytalem prawie polowe zapasu) - elementy zbedne: jakiekolwiek dzwieki czy obrazy (typu muzyka czy TV), rozumienie czy uzywanie jezyka plemion okolicznych (udzielamy losowych odpowiedzi, szybko przestaja sie do nas odzywac) Zobaczymy, co z tego dalej wyniknie. Toperz refleksyjny. Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: O wyzszosci niechcenia nad chceniem....... 06.10.05, 12:25 Żałujcie wszyscy, którzy nie byliście wczoraj w Browarmii. Było naprawdę świetnie. O skali tego, jak było fajnie niech świadczy fakt, że 5 razem spedzonych godzin minęło mi jak pół godziny, a może mniej. Kiedy zadzwonił mój synek z pytaniem, o której będę próbowałam go zapewnić, ze tak jak obiecałam, przed dziewiątą, po czym dowiedziałam się od niego, że jest właśnie 9:26:))) To wszystko mineło jak sen złoty w doborowym towarzystwie. Były śmiechy, prezenty, romantyczne opowieści, dyskusje polityczne (a co!)rozmowy o różnych kulturach i w ogóle super, hiper ciekawie! No i wszystkie jednogłośnie stwierdziłyśmy, że kochamy ... (albo nie powiem kogo;). Najsmutniejsze jest to, że wszystko co miłe musi sie szybko kończyć, buuu. A w takim gronie może nam się nie udac tak szybko spotkać. Ale może w innym zestawie, kto wie...? Pozdrawiam wciąż pełna wrażeń:) Ps. Na następne spotkanie może miałby ochotę wybrać się jakiś facet? Choć zdaje się, że panowie są w tych kwestiach nieco bardziej nieśmiali;) A może się mylę? Odpowiedz Link Zgłoś
noida Re: O wyzszosci niechcenia nad chceniem....... 06.10.05, 12:57 Nie mów, nie mów, kogo kochamy :-) Niech wszyscy Nasi Mężczyźni czują się dowartościowani :-) Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: O wyzszosci niechcenia nad chceniem....... 06.10.05, 13:15 Zalujemy (to w imieniu Twaczy nieobecnych). Niesmiali bardziej jestesmy (w imieniu Twaczy meskich) I tak sie domyslamy, kogo Wy tam jednoglosnie kochacie:-) (to w imieniu swoim) Uklony, nienietoperz Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: O wyzszosci niechcenia nad chceniem....... 06.10.05, 13:56 przeca wszyscy wiedzom, że KrisKa:) P:) Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: O wyzszosci niechcenia nad chceniem....... 06.10.05, 14:18 Kriska ocenialbym mimo wszystko na srebrny medal:-) Odpowiedz Link Zgłoś
daria13 Re: O wyzszosci niechcenia nad chceniem....... 06.10.05, 14:36 Nie zawiedliście mnie Panowie:))) Wiedziałam, ze ten fragment mojej relacji zaintryguje Was najbardziej:) Zgadujcie dalej. Pozdrawiam serdecznie rozbawiona:) Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: O wyzszosci niechcenia nad chceniem....... 06.10.05, 14:37 za chwilę sie poharatamy jak dziewczęta na konkursie Miss Mokrego Podkoszulka, o to kto większą adroacją przez TWADamy darzony, więc proponuję zawiesic ten temat gdzies daleko:) A KrisK tak czy tak, to złoto:) P:) Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: O wyzszosci niechcenia nad chceniem....... 06.10.05, 14:46 Jakze milo sie tak pokomarzyc ( = pomarzyc i poprzekomarzac w jednym). Tymczasem pytanie konkretne - czytaliscie cos Pamuka? Zachecony dobrymi recenzjami nabylem i zabralem ze soba na wygnanie 'Snow'. Jestem w polowoe, i ... kompletna porazka. Gdyby nie to, ze kazde slowo drukowane w jezyku nieobcym nalezy teraz cenic potrojnie, chyba juz Mr Pamuk wyladowalby w kacie. A tu na domiar zlego czytamw GW, ze rzeczony autor Nobla dostac by mial?! Politycznie pasuje - problematyka islamskozachodniointelektualnoreligijnopoetycka, tyle ze namietna lyrycznosc tej prozy rzuca mnie po katach pokoju. Moze zle trafilem? NNTPZ P.S. A Krisk samo zloto rzecz jasna, skarb Twaczy wielki, jedyny i holubiony - a i tak w konkursie pieknosci miejsce drugie:-)) Odpowiedz Link Zgłoś
eva.68 Re: O wyzszosci niechcenia nad chceniem....... 06.10.05, 22:03 daria13 napisała: > Żałujcie wszyscy, którzy nie byliście wczoraj w Browarmii. Żałuję! Szczególnie w kontekście. I znowu Wam zazdroszczę! Ale po raz kolejny doceniam dobrodziejstwo istnienia e-sieci. Przynajmniej mogę sobie poczytać. Nie to samo ale również ekscytuje. ;-) Pozdrawiam :-) Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Glossa - czyli pochwala minimalizmu zyciowego. 07.10.05, 19:06 nienietoperz napisał: > Tymczasem jak wiecie eksperymentuje ze soba przy uzyciu 30dniowej emigracji. > Wnioski: > - elementy do zycia niezbedne to: posciel lub ogrzewanie w pokoju (brak > powyzszych skonczyl sie spaniem we wszystkich dostepnych ubraniach, na dluzej > nie polecane), dostepnosc napojow cieplych (rozwiazana po nabyciu garnka, w > ktorym mozna ugotowac wode), ksiazki (przez 4 dni przeczytalem prawie polowe > zapasu) > - elementy zbedne: jakiekolwiek dzwieki czy obrazy (typu muzyka czy TV), > rozumienie czy uzywanie jezyka plemion okolicznych (udzielamy losowych > odpowiedzi, szybko przestaja sie do nas odzywac) > > Zobaczymy, co z tego dalej wyniknie. > Toperz refleksyjny. > Mam w powyzszym zakresie wielkie doswiadczenie. Po roku pobytu na obczyznie dalej obywalem sie bez telewizora, telefonu, zastawy stolowej (starczala jedna obermiska, lyzka, widelec i noz. Oczywiscie szklaneczki do whisky nabylem pierwszego dnia!), oraz mnostwa innych rzeczy, uwazanych przez ludzkosc za absolutnie niezbedne do przezycia. Z rzeczy luksusowych posiadalem radio z budzikiem, lubilem lezec przykryty dziurawym kocem i sluchac muzyki wykwintej jakiejs. Polubilem ten spartanski styl, to ze moge rower trzymac na srodku pokoju, herbate pije z wyszczerbionego kubka i uzywam gazet zamiast obrusa (wygodne! Czy ktos widzial obrus z dodatkiem ilustrowanym????). Niestety... pewnego dnia zostalem uszczesliwiony himalajami gratow pozostawionych przez wyprowadzajacych sie przyjaciol.... Nie wiedzialem ze ktos mogl w ciagu dwoch miesiecy pobytu nazgarniac takie mnostwo niepotrzebnego badziewia. Pewnei mu sie chcialo! Teraz mam dwie kuchenki mikrofalowe (z ktorych nie korzystam, bo po mikrofalach mam niestrawnosc), ze trzy lampy typu Tiffany z plastykowymi bimbaskami, wielka ilosc sprzetow kuchennych niewiadomego pochodzenia i zastosowania..... O rany, a bylo tak przyjemnie... Odpowiedz Link Zgłoś
3promile Re: Glossa - czyli pochwala minimalizmu zyciowego 07.10.05, 21:46 Inspirują mnie te trzy tiffanki z bimbaskami niemożebnie! Bym tak projektorem- dukajem przez te hańba-witraże na białaśną niapokalaną ściankę wszechpolską, jest hepening, czy go nie ma? Odpowiedz Link Zgłoś
dr.krisk Jest absolutnie! 08.10.05, 02:53 W ogole okropny mam teraz w domu performans - w zadziwieniu i oslupieniu wpatruje sie w rozmaite skomplikowane przyrzady amerykanskie, co to zycie maja ulatwic i znosniejszym uczynic! Taki naprzyklad bzdet stalowy, ktory umozliwia przypieczenie miesa w mikrofali - jakby tego nie mozna zrobic normalnie (znaczy na patelni). Oraz sto tysiecy innych pulapek na poczciwe panie domu. Te lampy zas urody sa wybitnej i przecudnej, abazuria maja plastykowe roznokolorowosci wielkiej w Kitaju dalekim przedziwna moda poklejone! Ten Tiffany, co to te lampy wymyslil (ale chyba forsy na tym nie zrobil, bo potem bar otworzyl i sniadania wydawal - stad tytul filmu), to musial byc niezly majsterek! KrisK Odpowiedz Link Zgłoś
nienietoperz Re: Glossa - czyli pochwala minimalizmu zyciowego 10.10.05, 09:52 dr.krisk napisał: > nienietoperz napisał: > > > Tymczasem jak wiecie eksperymentuje ze soba przy uzyciu 30dniowej emigrac > ji. > > Wnioski: > > - elementy do zycia niezbedne to: posciel lub ogrzewanie w pokoju (brak > > powyzszych skonczyl sie spaniem we wszystkich dostepnych ubraniach, na dl > uzej > > nie polecane), dostepnosc napojow cieplych (rozwiazana po nabyciu garnka, > w > > ktorym mozna ugotowac wode), ksiazki (przez 4 dni przeczytalem prawie pol > owe > > zapasu) > > - elementy zbedne: jakiekolwiek dzwieki czy obrazy (typu muzyka czy TV), > > rozumienie czy uzywanie jezyka plemion okolicznych (udzielamy losowych > > odpowiedzi, szybko przestaja sie do nas odzywac) > > > > Zobaczymy, co z tego dalej wyniknie. > > Toperz refleksyjny. > > > Mam w powyzszym zakresie wielkie doswiadczenie. Po roku pobytu na obczyznie > dalej obywalem sie bez telewizora, telefonu, zastawy stolowej (starczala jedna > obermiska, lyzka, widelec i noz. Oczywiscie szklaneczki do whisky nabylem > pierwszego dnia!), oraz mnostwa innych rzeczy, uwazanych przez ludzkosc za > absolutnie niezbedne do przezycia. Z rzeczy luksusowych posiadalem radio z > budzikiem, lubilem lezec przykryty dziurawym kocem i sluchac muzyki wykwintej > jakiejs. Polubilem ten spartanski styl, to ze moge rower trzymac na srodku > pokoju, herbate pije z wyszczerbionego kubka i uzywam gazet zamiast obrusa > (wygodne! Czy ktos widzial obrus z dodatkiem ilustrowanym????). > Niestety... pewnego dnia zostalem uszczesliwiony himalajami gratow > pozostawionych przez wyprowadzajacych sie przyjaciol.... Nie wiedzialem ze ktos > > mogl w ciagu dwoch miesiecy pobytu nazgarniac takie mnostwo niepotrzebnego > badziewia. Pewnei mu sie chcialo! > Teraz mam dwie kuchenki mikrofalowe (z ktorych nie korzystam, bo po mikrofalach > > mam niestrawnosc), ze trzy lampy typu Tiffany z plastykowymi bimbaskami, wielka > > ilosc sprzetow kuchennych niewiadomego pochodzenia i zastosowania..... > O rany, a bylo tak przyjemnie... To prawda, ze wypuszczanie sie w rzeczywistosc nowa i obca, a nastepnie przygladanie sie sobie jako zwierzatku eksperymentalnemu niczym jakis Zinbardo ma swoj, dodajmy dosc perwersyjny, urok. W zwiazku z krotkim okresem badawczym zestaw doswiadczalny mam ubozszy od Kriskowego. I tak np. budzik bez radia. Sztucce bez widelca. Pokoj bez roweru. Sa tez podobienstwa - gazety zamiast obrusa, talerza, deski do krojenia chleba. Uniwersalnosc slowa pisanego nigdy nie przestanie mnie zadziwiac. Szczesliwy po odkryciu w sobote ksiegarni z pozycjami swojskojezycznymi Nienietoperz Odpowiedz Link Zgłoś
kwiecienka1 Re: Aaaale mi się nic nie chce... 06.10.05, 22:21 :-))) to ja też dopiszę: spotkanie w BrowArmii było niezapominajkowe (na pewno go nie zapomnimy) - były nawet poprawiny... króciutkie, ale były - dziś w Łazienkach Aneta z Beatą miło i leniwie (a propos wątku) spędzały wczesne popołudnie, więc je naszłam na godzinkę :-))) mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się spotkać w takim gronie lub w gronie uzupełnionym o kolejnych Twaczów :-))) pozdrawiam Kwiecienka na Kabatach ps niniejszym oświadczam, że kocham wszystkich panów z TWA Kwiecienka Rozkochana Odpowiedz Link Zgłoś
beatanu I jeszcze jedna 09.10.05, 17:33 zachwycona spotkaniem w Browarmii i Lazienkach i w ogole!!! Nie przypominam sobie tak intensywnego pobytu w Polsce, wieczorami padam ledwie zywa na lozko i (o zgrozo!!!) nawet nie potrafie sie skupic na ksiazce, bo kreci mi sie w glowie - i bardziej od nadmiaru wrazen niz od napojow wyskokowych Dzieki Twaczowiczki jeszcze raz. A Twaczowie niech zazdroszcza ciut i... moze kiedys spotkamy sie w innych konstelacjach. Bo ze sie spotkamy, to oczywiste! Z harcerskim (?) pozdrowieniem - B P.S.cale szczescie, ze nie kaza dmuchac w balonik przy wejciu do internet cafe - bo bym sobie do WAS nie popisala :) Odpowiedz Link Zgłoś
kawa_malinowa Re: Aaaale mi się nic nie chce... 10.10.05, 14:10 A ja mam ochotę ucieć z tego miasta.... Odpowiedz Link Zgłoś
brunosch nawiązując do wątku Noidy: 10.10.05, 14:33 jakie działania maskujące macie opracowane do perfekcji, żeby wszyscy wokół myśleli, że pogrązeni jesteście w wytężonej pracy, a Wy tymczasem myk-myk wskakujecie podyskutować z Trupem? Odpowiedz Link Zgłoś
braineater Re: nawiązując do wątku Noidy: 10.10.05, 15:00 wytarte do cna klawisze tab i alt, co pozwalają mi jednym magicznem ruchem przełaczyć się z programu do obsługi magazynów przenieść się w program do obsługi Trupa:) P:) Odpowiedz Link Zgłoś
noida moj hymn ostatnio 10.10.05, 20:53 Oasis "The importance of being idle" I sold my soul for the second time Cos the man, he dont pay me I begged my landlord for some more time He said son, the bill is waiting My best friend called me the other night He said Man, are you crazy? My girlfriend told me to get a life She said boy, you lazy But I don't mind As long as theres a bed beneath the stars that shine I'll be fine If you give me a minute A man's got a limit I can't get a life if my heart's not in it I lost my faith in the summertime 'Cos it don't stop raining The sky all day is as black as night But I'm not complaining I begged my doctor for one more line He said son, words fail me It aint no place to be killin' time But I guess I'm just lazy I dont mind As long as theres a bed beneath the stars that shine I'll be fine If you give me a minute A man's got a limit I can't get a life if my heart's not in it Odpowiedz Link Zgłoś