Dodaj do ulubionych

Mówić- nie mówić?

20.10.05, 05:40
Jeśli zdarzyła nam się jakaś przygoda, jeśli zdradziliśmy partnera. A było to
tylko chwilowym zapomnieniem, czy fascynacją. Jak sądzicie? Czy powinniśmy
opowiedzieć o tym lojalnie naszemu partnerowi? Czy zachować to na zawsze dla
siebie? Jeśli nawet czujemy wyrzuty, to ja sądzę, że nie powinniśmy nigdy
mówić i wyznawać, jeśli wiemy, że to zaboli naszą drugą połowę. Nawet,
gdybyśmy nie mogli z tym żyć, to jednak psychiczne konsekwencje zdrady
powinniśmy sami ponosić, nie obarczać tym ciężarem najbliższej osoby.

proces
Obserwuj wątek
    • justysbytomianka Re: Mówić- nie mówić? 20.10.05, 07:09
      Nie chciałabym wiedzieć ,ze zdradziła mnie osoba , którą kocham i jej
      ufam.Wiem ,że czasami są okoliczności , które w połączeniu z słabością
      człowieka powodują czyny , których później żałujemy . Czy jedna chwila
      słabości , zapomnienia ma przekreslic lata w związku ? a takie mogłyby byc
      konsekwencje ujawnienia :)Myśle ,że nie mówić :)
      • proces7 Re: Mówić- nie mówić? 21.10.05, 19:21
        Ja też wolałbym nie wiedzieć, Justyś:).
      • woow2306 Re: Mówić- nie mówić? 08.11.05, 17:59
        NIE MÓWIĆ!!!jeśli to tylko chwilowa słabość, to powiedzenie o tym partnerowi to
        nic innego jak zrzucenie z siebie ciężaru ponurej tajemnicy.... zdradziłeś? żyj
        z tym teraz obłudniku paskudny:P a we mnie zrozumienia nie szukaj... Inaczej
        sprawa wygląda w przypadku długotrwałego romansu... Wtedy uczciwość wymaga
        jednak powiedzenia... szczerej rozmowy... ale to moje zdanie... chyba tak
        wolałabym... pozdrawiam:)
        • proces7 Re: Mówić- nie mówić? 09.11.05, 00:01
          woow2306 napisała:

          > Inaczej
          > sprawa wygląda w przypadku długotrwałego romansu... Wtedy uczciwość wymaga
          > jednak powiedzenia... szczerej rozmowy...

          Jeżeli romans jest przeszłością, to jakież to ma znaczenie, ile trwał? I do
          jakiego stopnia byliśmy weń zaangażowani? Chyba, że mówimy o sytuacji, gdy
          związek, czy uczucie trwa. Ale wtedy mówimy chyba tylko po to, by oznajmić
          partnerowi, że wybieramy któryś ze związków. Wtedy wszystko się relatywizuje,
          bo przeciez musimy, bądź chcemy dokonać wyboru.
        • drechi Re: Mówić- nie mówić? 23.11.05, 14:44
          zdecydowanie mówić!A dlaczego miałabym chronić Druga połowę? Jesli ja sie męcze
          to niech i on sie męczy. Wyszla ze mnie egoistka. No cóż.Niech ma za swoje
          jesli sadził ze przesiadywanie przed TV w nocy i czytanie gazety przy obiedzie
          wyjdzie mu na dobre.

          Justyś, niesmiało witam Cię, przy okazji, juz nie milusio i cieplusio. Wyszłam
          z wprawy ale za to nieśmiało wiercąc piętka asfalt. (coffe).
          • justysbytomianka Re: Mówić- nie mówić? 24.11.05, 17:16
            Coffe:)) witam !!!
            ps.zgodnie z sugestią rozglądam się za beretem w grochy;)
            • proces7 Re: Mówić- nie mówić? 24.11.05, 17:40
              Och Justyś;-). Widzę, że pojawiła się nowa laseczka na naszym forum. Może warto
              mi ją przedstawić? Ma ładne dłonie i stopy?
    • zostawiona Re: Mówić- nie mówić? 24.10.05, 19:24
      zakłamany chaaaaaaaaaaaaaaaaam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! co za bydle!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • proces7 Re: Mówić- nie mówić? 31.10.05, 00:24
        No to mówić, czy nie mówić, Pani zostawiona?
    • sprawa7 Re: Mówić- nie mówić? 31.10.05, 08:55
      Jeśli to jest jednorazowy wybryk, to oczywiste, że nie mówić, ale jeśli romans
      trwa, choćby krótko, to już inna historia.
      Fascynacja inną osobą przejawia się w zmianie zachowania wobec stałego partnera,
      czego nie sposób nie zauważyć po jakimś czasie.To się czuje i wie... . Jeśli się
      ma bujną wyobraźnię, można się kompletnie zdołować.Chciałoby się to wiedzieć z
      całą pewnością, była zdrada, czy nie? Chciałoby się znać szczegóły, kto, jak,
      dlaczego? Ale mogę to powiedzieć z całkowitym przekonaniem, nie wolno się
      przyznawać do zdrady, nie wolno opowiadać.Jeśli partner tylko się domyśla, jeśli
      istnieje najmniejsza wątpliwość co do zdrady, jeśli słyszy zaprzeczenia i
      zapewnienia o miłości, to z czasem sam zaczyna wierzyć, że nic się nie
      wydarzyło.Wniosek? Iść w zaparte ;)
      • proces7 Re: Mówić- nie mówić? 31.10.05, 10:01
        Masz rację sprawo. Iść w zaparte. Kochająca partnerka da sobie wiele
        wyperswadować i przyjmie zupełnie nieracjonalne argumenty. Zużytą prezerwatywę
        w kieszeni, ślady szminki na bieliźnie, obcy zapach perfum, niedwuznaczną
        fotografie w komputerze, znalezioną przypadkiem. Nawet z listu miłosnego można
        się jakoś wywinąć. Znam taki przypadek, że facet nakryty na słonecznej plaży z
        egzotyczną miejscową dziewczyną, stwierdził, że tylko z nią rozmawiał i bawił
        się przy tym siusiakiem w piasku;-). Sam należę do osób, które w takich
        sprawach łatwo zwieść.

        proc
        • miia1 Re: Mówić- nie mówić? 04.11.05, 18:43
          kiedyś wygłosiłam taki monolożek : " Jeśli będziesz chciał mnie zdradzić,
          pamiętaj, że nie będą interesowały mnie twoje problemy, wyrzuty sumienia, cały
          ten dyskomfort... Proszę mnie tym nie obciążać, nie chcę dzwigać ciężaru nie
          mojej nielojalności, nie mojej chwili zapomnienia, nie mojej niesłowności itd.
          Radz sobie z tym sam. I jeszcze nie daj Boże pocieszać, bo Ci przykro i
          żałujesz... a wypchaj się Pan "
          No to tyle w tej kwestii....
          • sprawa7 Re: Mówić- nie mówić? 05.11.05, 01:18
            Miio, tak czy inaczej, dźwigasz ten ciężar.Nawet jeśli nie on Ci opowie o swojej
            zdradzie, jeśli dowiesz się o tym z innego żródła, przygniata Cię do samej
            ziemi...I to Ty nie możesz sobie z tym poradzić, Tobie jest przykro, a nawet
            możesz mieć wyrzuty sumienia, bo dlaczego poszedł do innej...A on może się
            zapominać, nie obciążony.
            • proces7 Re: Mówić- nie mówić? 05.11.05, 07:51
              sprawa7 napisała:

              > Miio, tak czy inaczej, dźwigasz ten ciężar.

              No mii (miia, miji, miii jak to do cholery odmienić?) chodzi właśnie o to
              chyba, by owego ciężaru nie dźwigać. Czyli następna, która zaleca milczenie o
              zdradzie. Wiecie, że jak męzczyzna to przeczyta, to może być przerażony?
              Kobiety jednak chyba sa twardsze i nigdy się nie przyznają, stąd wszelkie
              statystyki ukazują je potem, jako wierniejsze i lojalniejsze, niźli płeć
              przeciwna.

              proces
              • miia1 Re: Mówić- nie mówić? 05.11.05, 16:26
                Sprawo... ja nie wiem jak to jest, nigdy w życiu nie odkryłam żadnej zdrady,
                albo nie zostalam zdradzona, albo na moje dictum wszyscy portkami trzęśli. Nie
                wiem jaki to ciężar, nie próbuję sobie nawet tego wyobrazić, ale zakładam, że
                przyjemnie nie jest. Natomiast kobiety, te które znam nigdy nie obwiniały się za
                to, nigdy nie mówiły sobie, że są kiepskie, mniej atrakcyjne od kochanek ich
                mężów. Ale widocznie mam szczęście znać silne kobiety, przekonane o własnej
                wartości.
                Proces.... ja nie znam tych statystyk widocznie, ale z obserwacji mojego
                otoczenia wynika, że baby są piekielnie cwane w tych zdradach, a faceci dupowaci
                i poczciwi jak budyń. Może robić statystyki z wykrywaczami kłamstw? Co o tym
                myślisz?
                P.S. Nie wiem jak się odmienia "miia" - z rozbawieniem obserwuję jak się
                ludziska z tym mordują.
                • cezar_zorba Re: Mówić- nie mówić? 29.11.05, 09:29
                  Faceci są dupowaci? Jak to jest dźwigać ciężar zdrady, której się dopuściło?
                  Otóż muszę Cię rozczarować miio. Po pierwszym razie jest dziwnie, po drugim,
                  trochę niesmacznie, po trzecim zaczynasz sie przyzwyczjać do tego uczucia
                  dyskomfortu, po czwartym zaczyna sie wydłużać doba, po piątym nagle masz dużo
                  wyjazdów służbowych, a po.....Wykrętów jest bez liku i można prowadzić
                  podwójne, a może i potrójne życie... A po latach stwierdzasz, że z partnerem
                  Cie nic nie łączy i się rozwodzisz...Smutne...Smutny
                  • wanda_rybka Re: Mówić- nie mówić? 29.11.05, 16:22
                    cezar_zorba napisał:


                    > Otóż muszę Cię rozczarować miio. Po pierwszym razie jest dziwnie, po drugim,
                    > trochę niesmacznie, po trzecim zaczynasz sie przyzwyczjać do tego uczucia
                    > dyskomfortu, po czwartym zaczyna sie wydłużać doba, po piątym nagle masz dużo
                    > wyjazdów służbowych.
                    No proszę jak to sobie można zorganizować czas i wspaniale rozplanować
                    zajęcia.Cezar zapomniałeś dodać, że każdy raz jest miły,bo przecież nie robi
                    się tego z przymusu.U mnie masz duży plus za szczerość.Przynajmniej nie zwalasz
                    winy na partnera, że cię nie rozumie i jesteś taki biedny.
                    • cezar_zorba Re: Mówić- nie mówić? 01.12.05, 08:01
                      Zawsze do usług...rybko zwana Wandą...
                  • miia1 Re: Mówić- nie mówić? 01.12.05, 18:19
                    Cezarze... miałam na myśli dźwiganie ciężaru zdrady partnera, nie swojej. Ze
                    swoim sumieniem radzę sobie sama. Albo nie radzę, ale to zupełnie inna kwestia.
      • skorpion_2005 Re: Mówić- nie mówić? 28.11.05, 00:42
        >sprawa7 napisała:
        > Jeśli to jest jednorazowy wybryk, to oczywiste, że nie mówić,
        >...
        >Ale mogę to powiedzieć z całkowitym przekonaniem, nie wolno się
        > przyznawać do zdrady
        >...
        >Iść w zaparte ;)

        Szanujesz partnera, który daje się wodzić za nos? A co z otoczeniem? Zdradzana
        kobieta jest ofiarą i zasługuje na współczucie i pocieszenie. Ale mężczyzna w
        tej samej sytuacji jest frajerem i fajtłapą. Powiedzieć! Wtedy można się
        bronić.
        • sprawa7 Re: Mówić- nie mówić? 28.11.05, 01:14
          Zdradzony mężczyzna może się pogodzić z faktem zdrady, może walczyć o swoją
          kobietę, ale bronić? Jak? Broni się winny. Skorpionie, jeśli nie wiem nic na
          pewno, jeśli nie znam szczegółów, to łatwiej wybaczę. Mówię tu o związku, który
          ma dalej trwać. Nieznane boli mniej, łatwiej zapomnieć. Ze zdradą to może być
          tak, jak z kradzieżą - okazja czyni złodzieja. Zdrada, to odpowiednia osoba w
          odpowiednim czasie i miejscu, wszystko może być przypadkiem, jakimś zbiegiem
          okoliczności, wspólną winą.Roztrząsanie tego po fakcie nie ma sensu. Ja nie chcę
          wiedzieć, a spowiadać się nie mam z czego.
          • skorpion_2005 Re: Mówić- nie mówić? 28.11.05, 23:05
            > Zdradzony mężczyzna może się pogodzić z faktem zdrady, może walczyć o swoją
            > kobietę, ale bronić? Jak?

            Witaj w męskim świecie.
    • jagus71 Re: Mówić- nie mówić? 05.11.05, 21:48
      "Każda zdrada to taki sam wspólny dorobek jak mieszkanie, samochód i działka"
      Katarzyna Leżeńska: "Ależ Marianno!"
      Pozdrawiam
      • proces7 Jaguś:). 06.11.05, 04:25
        Tak Jaguś, ale tylko sam akt zdrady w czysto jej psychicznym kontekście. Zdrada
        to pojęcie szersze, zawierające swe logiczne i fizyczne konsekwencje również.
        Przykładowo: jeśli w małżeństwie kobieta zdradzi męża, a owocem tej zdrady jest
        dziecko? Czy wtedy jest ono wspólnym dorobkiem związku? Takie samo pytanie
        można zadać, gdy mężczyzna- małżonek ma dziecko „na boku”.
        Widzę, że kupujesz czytadełka podczas weekendowych zakupów w hipermarketach,
        Jaguś;-). Też dobre, przecież można kupić promocyjne sześciopaki piwa, a za
        zaoszczędzone pieniądze jakąś spamerską literaturę. Zawsze to jednak
        literatura;-).

        P.S.
        Cieszę się, że tu zaglądasz i zdaję sobie też sprawę, ile kosztował Cię wpis na
        forum o takiej tematyce. Te zasieki i transzeje w postaci drobnomieszczaństwa,
        dulszczyzny i prowincjonalizmu;-). Super, że jesteś:).
        • jagus71 Re: Procku:). 06.11.05, 17:58
          Czytadełka kupuję - zwłaszcza przed wielogodzinną podróżą autobusem.
          A wracając do zdrady - moim zdaniem nawet przypadkowy, czysto fizyczny skok w
          bok - jest wspólnym dorobkiem związku. A jeśli związek ma być związkiem, a nie
          fikcją - zatajanie takich faktów nie powinno mieć miejsca. I pomijam już fakt,
          że kłamstwo (także przez przemilczenie) ma krótkie nogi i prędzej czy później
          może zostać ujawinione.
          Ja osobiście o tym, że byłam zdradzona wolałabym się dowiedzieć od partnera, a
          nie od "życzliwych". W tej drugiej sytuacji chyba trudniej byłoby mi wybaczyć.
          To tylko takie teoretyczne rozważania, bo naprawdę nie wiem, jak
          zareagowałabym, gdyby zdrada naprawdę zaistniała w moim życiu.
          Pozdrawiam
          • proces7 Re: Procku:). 26.11.05, 19:20
            jagus71 napisała:

            naprawdę nie wiem, jak
            > zareagowałabym, gdyby zdrada naprawdę zaistniała w moim życiu.

            Liście z głowy my Ci poopadały i cycki sie rozwichrzyły...?
          • cezar_zorba Re: Procku:). 01.12.05, 08:17
            A ja mam wrażenie, że dyskutujecie tu o cukierku lizanym przez papierek- o jego
            smaku, kolorze, twwardości...Jeżeli ktoś z was puścił partnera w trąbę to niech
            to powie! Dorabiacie ideologię do zdrady...Rozpatrujecie zdradę w
            kwantytatywnym ujęciu filozofii, która z racji swego bardzo szerokiego spektrum
            nie może dać się ująć w ramy forumowe....bla, bla, bla....Ludzi uduchowionych,
            chcących przeżyć mistyczny sex, potrzebujących do tego niemalże teatralnej
            scenerii (takich jak np.Sofka) jest malutka garstka. Cała reszta po prostu
            uprawia zwykły sex na boku (albo na plecach...etc.) Scenariusz jest z reguły
            taki sam: Ona i On spotykają się gdzies w Polsce na jakimś party- Ona
            atrakcyjna, nie dostaje od męża tego co potrzebuje, czuje się zaniedbywana. On
            przystojny, doświadczony...Odrobina alkoholu, nastrojowy taniec- scenariusz
            gotowy! A co do odpowiedzi na pytanie postowe: NIGDY W ŻYCIU NIE MÓWIĆ! Chcesz
            się bzykać na boku- to się rozwiedź! Zakochałeś się w innej kobiecie- rozwiedź
            się! Ale przenigdy nie mów tego bliskiej osobie, bo to tak jak byś wsadził nóż
            w serce, które Cię kiedys tak mocno kochało...A czy ktoś z was kiedyś naprawdę
            kochał? Czy wie co to znaczy???Ja wiem....
            • proces7 Re: Procku:). 01.12.05, 19:53
              cezar_zorba napisał:

              ...A czy ktoś z was kiedyś naprawdę
              > kochał? Czy wie co to znaczy???Ja wiem....

              No właśnie, czy miłość jest warunkiem koniecznym do zaistnienia zdrady? Bo
              jeśli w związku istnieją "tylko"(może powinienem napisać aż): wspólne dzieci,
              dom, konto bankowe. Jeśli wtedy robimy to poza związkiem, to jest to "zdrada",
              czy może "nielojalność"?
            • sprawa7 Re: Procku:). 01.12.05, 21:28
              Cezarze, wydaje się, że mówisz jako strona zdradzająca i zdradzana, jesteś po
              rozwodzie? Miałeś nóż w sercu? Twoja ideologia jest nieco schematyczna, pomiędzy
              mistycznym seksem, a party w realu, jest grupa ludzi, którzy nigdy na nic się
              nie zdecydują, bo albo nie chcą, albo nie potrafią, albo nie trafiają na
              zainteresowanych. Bywaj często, pięknie się Ciebie czyta ;-)
              • cezar_zorba Re: Procku:). 02.12.05, 08:15
                Czy byłem zdradzony? Panie mogą się obruszyć i popukac w czoło - ja wiem, że
                nie byłem zdradzony. Czy zdradzałem? Owszem...Wiele razy, zawsze z dziką
                rozkoszą, z namiętnością, coraz więcej i więcej...Aż do pewnego momentu.
                Zakochałem się. Napisałem, że nie byłem zdradzony...ale oszukany tak. Chyba
                nadaję się już do eutanazji bo niestety nie potrafię zrozumieć młodych kobiet
                współczesnego świata. Najpierw zachęty, flircik słowny, smsowy. Potem spotkania
                (kulutralne, przy kawie). Każdy zdrowy mężczyzna (nie samiec) zrozumiał by to
                jednoznacznie. Ona czuje coś do mnie! Szybko ta fascynacja przerodziła sie w
                cholernie głębokie uczucie, nie muszę dodawać, że wyłącznie z mojej strony...I
                tu się sprawy komplikują. Primo: z żoną przecież nie moge być- nie można kochać
                dwóch kobiet naraz. Secundo: z Nią też nie mogę być- bo dla Niej była to
                przecież TYLKO ZABAWA!!! Więc miłe Panie, zanim zaczniecie flirtować z
                jakimkolwiek facetem uważajcie na konsekwencje. Nóż w sercu, Sprawo7, noszę do
                dziś...od trzech lat! Z uczuciem się nie igra...
                • skorpion_2005 Re: Procku:). 02.12.05, 23:52
                  >Czy zdradzałem? Owszem...Wiele razy, zawsze z dziką
                  >rozkoszą, z namiętnością, coraz więcej i więcej

                  Chyba za mocne, odstraszy co wrażliwsze samarytanki.

                  >Więc miłe Panie, zanim zaczniecie flirtować z
                  >jakimkolwiek facetem uważajcie na konsekwencje.
                  >Nóż w sercu, Sprawo7, noszę do
                  >dziś...od trzech lat! Z uczuciem się nie igra...

                  Urzekła mnie Twoja historia...
                  Kłusownik domaga się znaków ostrzegawczych przy sidłach i
                  jednocześnie zastawia kolejną pułapkę.
                  • proces7 Re: Procku:). 03.12.05, 06:39
                    skorpion_2005 napisał:
                    > Kłusownik domaga się znaków ostrzegawczych przy sidłach

                    Zaraz tam kłusownik... Może nieco niedoświadczony, nabzdryngolony i hałaśliwy
                    myśliwy, ha?
      • proces7 Re: Mówić- nie mówić? 06.11.05, 04:32
        Aha Jaguś, jeszcze jedno. Wiem, że jesteś kinomanką, może wspomożesz mnie nieco
        w tym wątku? Proszę:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33883&w=31287737
    • annaustka Re: Mówić- nie mówić? 23.11.05, 08:05
      To co napisze bedzie tylko moim zdaniem.Nie bedę niczego cytowała.
      Czytajac Was myślę,że ja mogłę śmiało tu napisać bo znam obie
      strony"medalu".Proces....nie wyskakuj ze statystykami bo maja się one nijak do
      rzeczywistości.Ja nie uznaje chwilowego zauroczenia.Mężczyzna ,który jest przy
      mnie,jest ze mną, jest tym wyjatkowym.Jestem"monogamiczna" sypiam z jednym
      mężczyzną.Wiem co proces chciałbys teraz powiedzieć....ale
      uprzedzam.....tych "wyjątkowych"naprawde było 3 a Ty juz sobie oceniaj czy to
      dużo czy mało.Ja powiedziałam swojemu partnerowi.
      • proces7 Re: Mówić- nie mówić? 23.11.05, 20:47
        No to, że nie zdradzasz, to już wiem. A czy się masturbujesz, Anno?
        • annaustka Re: Mówić- nie mówić? 24.11.05, 07:23
          Proces o masturbacji jest inny temat.
          • proces7 Re: Mówić- nie mówić? 24.11.05, 17:25
            Który to wątek? Podaj link do Twej wypowiedzi, jeśli możesz.
    • drechi Re: Mówić- nie mówić? 25.11.05, 09:38
      Proces jasne , że mam ładne stopki, nie licząc halluksów i nagniotków, ale któż
      zwraca uwagę na takie drobnostki.A co do dłoni, jak zacznę stosować wazelinę na
      spierzchłe dłonie i przestanę nerwowo gryźć pazurki czytając myziające i
      ciumkające się Panie to bedą niczego sobie. Czy ta odpowiedź Pana
      usatysfakcjonowała w pełni?
      • proces7 Re: Mówić- nie mówić? 25.11.05, 23:15
        drechi napisała:

        Czy ta odpowiedź Pana
        > usatysfakcjonowała w pełni?

        Myślę, że kokietujesz... Pani...
    • zyzania Re: Mówić- nie mówić? 25.11.05, 23:49
      Szokujący temat! A co zrobić, gdy zdradzamy partnera, który jest głuchy, nie
      mówi, nie widzi?
      • sprawa7 Re: Mówić- nie mówić? 26.11.05, 00:01
        Zyzanio, ale może? Jeśli tak , a zdradzamy go, to kurde, nieładnie... Lepiej go
        zostawić, niż dobijać.
        • zyzania Re: Mówić- nie mówić? 26.11.05, 00:10
          Cholera, ale jak właśnie można dobić? Powiesz-nie usłyszy. Pokażesz-nie zobaczy.
          • sprawa7 Re: Mówić- nie mówić? 26.11.05, 01:20
            Zyzanio, pozostawić go sterczącego?;-)
      • cezar_zorba Re: Mówić- nie mówić? 02.12.05, 08:20
        Głuche, nie mówią, nie widzą to są tylko trzy małpy z brytyjskich służb
        specjalnych...
    • wanda_rybka Re: Mówić- nie mówić? 29.11.05, 16:27
      A swoją drogą,zauważyliście, że ten temat jest najbardziej "chodliwy"? Coś w
      tym jest.Ciekawe co? Ciekawość czy chęć podzielenia się własnymi
      doświadczeniami? :)
      • proces7 Re: Mówić- nie mówić? 29.11.05, 16:45
        Nie przeceniałbym "chodliwości" tego tematu. Forum to zawiera sporo elementów
        czata. Ludzie niekoniecznie chca zabierać głos w kwestii. Nie zawsze chcą coś
        usłyszeć. Czasem chcą sobie ot tak, po prostu pogadać;-).
        • wanda_rybka Re: Mówić- nie mówić? 29.11.05, 17:00
          Zwykłe pogadanie też często bywa formą wypowiedzi, może mniej składną,ale jest.
          I nie zaprzeczysz, w tym wątku jest najwięcej wypowiedzi :).
          • proces7 Re: Mówić- nie mówić? 30.11.05, 08:10
            Owszem, jest największa liczba wypowiedzi. Ale policz te stricte związane z
            tematem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka