Dodaj do ulubionych

Głupie pytania

18.11.05, 18:16
Kolejny wątek z założenia rozciągliwy, na celu mający, byśmy przed cąłym
światem mogli pochwalić się własną ignorancją, brakiem obycia, a także
poważnymi brakami w wiedzy szkolnej i ogólnej.
Po prostu "Wszystko o co kiedykolwiek chcieliście zapytać, ale nie
zapytaliście, mając na względzie, że wezmą was za głupka"

P:)
Obserwuj wątek
    • braineater Po co jest dyrygent? 18.11.05, 18:19
      Bo po prostu nie wiem.
      Po co orkiestrze, która ma cały tekst utworu w nutach i opanowane swoje partie
      aranżacji ten dziwny, machający rękami facecik (lub dziewcze, ale to rzadziej)?
      Czy ma on jakiś wpływ na jakość wykonania? Albo inaczej: czy zła orkiestra może
      zagrać rewelacyjnie z dobrym dyrygentem, czy zły dyrygent może zmasakrować
      wykonanie dobrej orkiestry?

      P:)
      • brunosch Re: Po co jest dyrygent? 18.11.05, 18:28
        Po co orkiestrze, która ma cały tekst utworu w nutach i opanowane swoje partie
        > aranżacji

        aranżację i sposób wykonania są opracowane i wypracowane przez dyrygenta. U
        dobrego da się odróżnić styl interpretacji, bo to taki "autograf" interpretacyjny.

        > ten dziwny, machający rękami facecik (lub dziewcze, ale to rzadziej)?

        macha rękami, bo nadaje równe tempo całej orkiestrze i kolejnym partiom instrumentów

        > Czy ma on jakiś wpływ na jakość wykonania? Albo inaczej: czy zła orkiestra
        może zagrać rewelacyjnie z dobrym dyrygentem,

        Tak. Przykładem może być dość średnia orkiestra, jaką byli filharmonicy
        nowojorscy, póki nie dostali się w ręce L. Bernsteina

        > czy zły dyrygent może zmasakrować
        > wykonanie dobrej orkiestry?

        O, też tak, ale o tym annały muzyczne raczej milczą. Kwituje się to "nowatorskim
        stylem prowadzenia orkiestry"
        • braineater Dziemkujem n/txt 18.11.05, 18:35

        • beatanu Re: Po co jest dyrygent? 18.11.05, 19:04
          Ja też dziękuję :)

          Ale ciągle mam wątpliwości...
          O ile taki dyrygent/-ka potrzebni młodocianym muzykom gminnej szkoły muzycznej
          w Uppsali to już taka Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w
          Katowicach mogłaby się bez pałeczki tej osoby stojącej tyłem do publiczności
          obyć... Ale ja tak sobie po cichutku powątpiewam...

          B dyletantka orkiestrzano-dyrygencka
          • marquis Re: Po co jest dyrygent? 18.11.05, 20:10
            Jeśli nawet orkiestra ma świetnie opanowany repertuar, to i tak potrzebuje
            kogoś, kto im pokaże w jakim tempie mają grać ;-) Bo przecież nie postawią sobie
            metronomu (utwór byłby monotonny). Jak sobie porównasz czas trwania tych samych
            utworów pod różnymi batutami, to zobaczysz, że różnice bywają znaczne.
            No a poza tym dyrygent jest bardzo urocza postacią, ja lubię sobie popatrzeć,
            jak macha tym kijkiem ;-)
    • dr.krisk Pytania z dziedziny ekonomii.. 18.11.05, 19:16
      Nie jestem w stanie zrozumiec co to (i po co) jest VAT.
      Na jakiej zasadzie dzialaja karty kredytowe (to znaczy wiem, jak technicznie to
      sie odbywa, ale dlaczego bankom atak zalezy na pozyczaniu ludziom
      pieniedzy?????).
      Jak dziala amortyzacja srodkow trwalych...
      .. oraz kilkaset innych pytan tego rodzaju.
      Finanse (i ekonomia) to dla mnie dziedzina niezrozumiala, i jak sadze z
      wzajemnoscia.
      • mamarcela Re: Pytania z dziedziny ekonomii.. 18.11.05, 19:38
        O tak, tak. Nic z tego nie rozumiem i nie zrozumiem nigdy. Podobnie jak nigdy
        nie nauczę sie gwizdać na palcach. Wielu juz próbowało mnie i jednego, i
        drugiego nauczyć. Bezskutecznie. Już się z tym zdążyłam pogodzić. :) Nobody's
        perfect. Nawet ja.

        mamarcela absolutnie nieekonomiczna :)

        "od dzieciństwa lubiłem syreny"
        • dr.krisk Uff.. sa jeszcze inni.... 18.11.05, 20:01
          Dziekuje. Mam nadzieje ze piszesz prawde, bo jezeli to z litosci to nie chce.
          Nawet rozmaici dobrzy ludzi usilowali mnie przeszkolic w tych kwestiach, ale
          rzecz ciekawa - im bardziej mi tlumaczyli, tym mniej rozumialem. To tak jak np.
          wielbiciele muzyki atonalnej probuja przyblizyc jej urode fanom mandaryny (ze
          powroce do mojego kontrowersyjnego, a brzydko zakonczonego watku)...
          Chyba zejde z tego swiata bez owej wiedzy podstawowej, mylac do konca debet z
          deblem.
          KrisK. Niespecjalnie zmartwiony.
          • mamarcela Re: Uff.. sa jeszcze inni.... 18.11.05, 20:16
            Umiem korzystać z karty kredytowej i to jest cała moja wiedza ekonomiczna. Nie
            rozróżniam i nie chcę akcji od obligacji. Stopy kredytowe i te inne co to
            spadaja i rosną na giełdach to dla kompletne hieroglify.
            A co najdziwnbiejsze ojca miałam ekonomistę, co prawda umarł przed czasami
            vatów i innych takich, ale jakieś geny powinny sie we mnie odezwać. Chyba.
            Ale nic.
            Też mnie to niespecjalnie martwi chociaż generalnie wolę wiedzieć niż nie
            wiedzieć. Ale za umiem ciasto upiec (nawet szpinakowe), na szydełku coś
            zrobić, komputer złożyć i stronę internetową walnąć.
            Gwoli pocieszenia - przebijam wszystkich - z założenia nie prowadzę żadnych
            pojazdów nie napędzanych siłą własnych mięśni. Próbowałam, ale naprawdę
            mamarcela za kierownicą to jak tsunami i huragan wilma w jednym.:)

            "od dzieciństwa lubiłem syreny"
            • marquis Re: Uff.. sa jeszcze inni.... 18.11.05, 20:19
              No skoro nie chcesz, to nie :-)
            • braineater Re: Uff.. sa jeszcze inni.... 18.11.05, 20:24
              mamarcela napisała:


              > Gwoli pocieszenia - przebijam wszystkich - z założenia nie prowadzę żadnych
              > pojazdów nie napędzanych siłą własnych mięśni. Próbowałam, ale naprawdę
              > mamarcela za kierownicą to jak tsunami i huragan wilma w jednym.:)


              Moja Ci ona, moja!
              <Braineater zarzuca chustę białą na Mamarcelę.>
              Mam dokładnie tak samo. Wyższa ekwilibrystyka, która zmusza do jednoczesnego
              posługiwania się gazem, sprzęgłem i tą wajchą po prawej oraz nieustannego
              spoglądania na rząd budzikow tuz przed oczyma, już kilkakroć doprowadziła mnie
              do utworzenia wiekopomnych wiązanek werbalnych, w których akcenty pejoratywne
              po równo były rozłożone, na moją głupotę i manualne kalectwo ogólne, a głupotę
              tych, którzy wymyślili, że samochód musi się składać z miliona części o
              nieodgadnionych, ale wzajemnie wykluczających się funkcjach.
              Efekt - do dziś nie mam prawa jazdy i raczej sie nie podejmę zdobycia tego
              dokumentu:)
              Rower jest prosty, ja jestem prosty - wniosek - jestesmy dla siebie stworzeni:P

              P:)
              • marquis Re: Uff.. sa jeszcze inni.... 18.11.05, 20:27
                Wow!!! A ja też nie mam prawa jazdy. Bo ja się do tego nie nadaję. Myślę, że
                stwarzałbym poważne zagrożenie na drodze. No i strasznie impulsywny jestem,
                jeśli widzę piratów.
                • mamarcela mamarcela za kierownicą 18.11.05, 20:41
                  Powiem Wam więcej, drodzy chłopcy, ja miałam prawo jazdy, ale umarło ono
                  śmiercia naturalną nie odnowione (krótkowzroczność nie za duża). Ponieważ ja
                  prawą rękę od lewej odróżniam zasadniczo tylko w ten sposób, że podnoszę do
                  góry tę, którą jem i to jest prawa - znaczy ta druga lewa. Podnoszenie ręki i
                  prowadzenie pojazdów mechanicznych jest może i wykonalne, ale zdecydowanie
                  niebezpieczne. Więc sobie dałam spokój.
                  Rowerem też raczej po ścieżkach, bo młodości wczesnej skasowałam rowerem
                  trabanta. Kolega Maciuś (ten od 10 murzynków) krzyczał "w lewo" to skręciłam
                  prosto w trabanta. Rowerowi nic się nie stało. Mnie zresztą też nie. Ale
                  trabant w skrawkach. :) Zbiegliśmy z miejsca wypadku.

                  mamarcela pirat drogowy

                  "od dzieciństwa lubiłem syreny"
                  • marquis Re: mamarcela za kierownicą 18.11.05, 20:47
                    A propos prawej i lewej. Nie mam nigdy problemu (pod warunkiem, że widać słońce)
                    z określeniem kierunków geograficznych (północ, południe itd.), za to mam
                    poważne trudności z określeniem, czy coś jest po prawej czy po lewej. Dziwne...
              • staua Re: Uff.. sa jeszcze inni.... 18.11.05, 20:33
                Tez tak myslalam. Prawo jazdy w Polsce otrzymalam co prawda od razu, gdy skonczylam 18 lat, bo byla
                to ambicja mojego Taty, ktory nie mial syna i strasza corka musiala mu w pewnym stopniu ten brak
                rekompensowac, ale zdalam na Warszawiance za SZOSTYM razem, co przyprawilo mnie o traume.
                Trauma ta, bylam przekonana, ze bedzie trwala do konca zycia, jednak zupelnie niespodziewanie w
                USA zostalam ZMUSZONA przez okolicznosci do codziennego uzytkowania samochodu, prawo jazdy
                zdalam natychmiast i od ponad dwoch lat jezdze coraz lepiej. (nie moge jednak powiedziec, ze to lubie)
              • daria13 Re: Uff.. sa jeszcze inni.... 18.11.05, 20:38
                Ja jestem jeszcze lepsza; prawo jazdy posiadam, a samochodu nie prowadzę.
                Prawko zrobiłam na obozie połączonym z kursem, takie kiedyś za komuny były.
                Uczyłam się jeżdzić po miasteczku liczącym 3 tysiące mieszkańców, więc tak
                naprawdę po mieście nie jeździłam nigdy. Potem ojciec nigdy nie dawał mi
                samochodu, więc stałam się analfabetką wtórną. Kiedy po 20 latach zmuszono mnie
                do podjęcia prób odnowienia znajomości z autem, dość mocno sfatygowałam drzwi
                naszego matizka, więc kategorycznie odmówiłam dalszych prób. I to chyba w moim
                przypadku nie do końca chodzi o brak umiejętności, ale o lęk nie do pokonania.
                Za bardzo u mnie działa wyobraźnia i strach paniczny nie pozwala mi usiąść za
                kierownicą. Do tego mam jeszcze bardzo poważne zaburzenia w sferze orientacji w
                terenie i jestem przekonana, że dotarcie z punktu A do punktu B zajmowałoby mi
                bardzo dużo czasu wskutek częstego błądzenia. Bardzo nad tym wszystkim
                ubolewam, bo mieszkając za miastem tracę dużo czasu i energii na dojazdy
                autobusami, ale przynajmniej mam czas czytać. Always look at the bright side of
                life!
                • staua Re: Uff.. sa jeszcze inni.... 18.11.05, 21:33
                  Ja tez w Polsce zrobilam ta nakim obozie! Nawet nie za komuny, ale jakis lag byl. Bylo to pod
                  Siemiatyczami :-)
        • marquis Re: Pytania z dziedziny ekonomii.. 18.11.05, 20:08
          Moje drogie, mogę wam wszystko pieknie wyłożyć, tak po ludzku :) Co do genezy
          VAT-u: już od dawna wiadomo, że ludzie podatków płacic nie lubią. Dlatego trzeba
          te podatki tak "poukrywać", żeby zwykły człowiek nie odczuwał ich ciężaru. Bo
          gdyby człowiek nic nie płacił przez cały rok i nagle musiał wydac prawie połowę
          tego co zarobił dla państwa, toby niejedno państwo szybko zbankrutowało ;-) VAT
          jest najsprytniejszym podatkiem, ponieważ ludzie praktycznie nie odczuwają tego,
          że kupując coś w sklepie, płacą jakis podatek. To po pierwsze. A teraz o
          konstrukcji tego podatku. Tak naprawdę to ni firmy płacą VAT tylko ostateczny
          odbiorca, czyli taki zwykły "konsument" jak my. Zwróćcie uwagę na paragony ze
          sklepów: codziennie wydajemy parę złotych na nasz budżet (ale konia z rzędem
          temu, kto czyta paragon, by się dowiedzieć o wysokości właśnie zapłaconego
          podatku). Oczywiście sklep musi ten podatek odprowadzić do budżetu i jego
          przychód to cena netto, bez VAT. Podatek VAT, z angielskiego Value-Added Tax, to
          podatek od wartości dodanej. Na czym to polega? Otóż wyobraźmy sobie taki prosty
          cykl produkcyjny: rolnik uprawia zboże i sprzedaje młynarzowi, młynarz robi z
          tego mąkę i sprzedaje do piekarni a piekarz piecze z tej mąki chleb. Założmy
          też, że wszystkie wymienione artykuły sa opodatkowane VAT 22%. No to tak:

          rolnik sprzedaje młynarzowi zboże za 122 zł w gotówce, przy czym dochód młynarza
          wynosi tutaj 100 zł a pozostałe 22 zł rolnik musi odprowadzić do budżetu (VAT).
          Jednocześnie młynarz odlicza sobie zapłacony podatek VAT (a więc dostanie zwrot
          z urzędu skarbowego), ponieważ będzie dodawał wartość zakupionemu zbożu
          (przerobi na mąkę i sprzeda). Tak więc młynarz przerabia to zboże na mąkę i
          całość sprzedaje piekarni za 183 zł (w tym 150 zł to dochód młynarza i 33 zł
          podatek VAT, czyli 22% z tych 150 zł). Piekarnia płaci całą kwotę 183 zł, ale
          ponieważ proces dodawania wartości się nie zakończył, to dostaje zwrot
          zapłaconego podatku VAT z urzędu skarbowego. W piekarni z tej mąki robią chleb i
          sprzedają klientom (zwykłym śmiertelnikom, czy formalnie "finalnym odbiorcom")
          za łącznie 244 zł (czyli 200 zł plus VAT22% - 44 zł). Oczywiście piekarnia musi
          te 44 zł odprowadzić do urzędu. Zauważmy jednak, że piekarnia płaci tak naprawdę
          tylko 11 zł, bo od tych 44 zł odliczyła sobie 33 zł VATU z faktury od młynarza.
          Czyli de facto piekarnia płaci tylko podatek od wartości dodanej: kupiła mąkę za
          netto 150 zł, sprzedała za netto 200 zł, czyli dodała 50 zł wartości i od tych
          50 zł dodanej wartości płaci 22% czyli dokładnie 11 zł. Proste?
          Zobaczcie teraz, ile trafia ostatecznie do budżetu: rolnik musiał odprowadzić 22
          zł, ale potem sobie to odliczył młuynarz. Młynarz musiał zapłacić 33 zł, ale
          potem to sobie odluiczył piekarz. Więc do budżetu trafi tylko ostatnie 44 zł!
          CZyli to, co płaci konsument. :-)
          • staua Re: Pytania z dziedziny ekonomii.. 18.11.05, 20:10
            No coz, w Ameryce odczuwaja, bo podatek nie jest dodany do wyeksponowanej w sklepie ceny :-) i
            trzeba sobie samemu dodac albo zdziwic sie przy kasie...
            • marquis Re: Pytania z dziedziny ekonomii.. 18.11.05, 20:11
              Racja. Powinni czym prędzej zmienić przepisy, po co ludzi stresować ;-)
              • staua Re: Pytania z dziedziny ekonomii.. 18.11.05, 20:14
                Ja tez tak myslalam :-) Ale tu ludzie sa z tego zadowoleni, bo chca WIDZIEC, ile z tego, co placa, to
                podatek, a poza tym wtedy sklep udowadnia im, ze to co placa jemu (sklepowi) to jakas czesc
                calkowitej ceny.
                W roznych stanach poza tym ten podatek jest rozny...
                • marquis Re: Pytania z dziedziny ekonomii.. 18.11.05, 20:17
                  No tak, dla sklepów oczywiście jest to bardzo korzystna strategia. Bo zawsze
                  można zwalic winę za wysokie ceny na podatki :-)
                  • staua Re: Pytania z dziedziny ekonomii.. 18.11.05, 20:20
                    Pamietam, ze jak mieszkalam w Bazylei, to wykorzystywalam VAT niezle - Bazylea jest na granicy
                    Szwajcarii z Niemcami i Francja, wszystko jest tam drozsze i zarobki wieksze, ale VAT mniejszy, wiec
                    jak sie jest szwajcarskim rezydentem, to przechodzi sie tylko przez granice do Niemiec, kupuje w
                    tamtejszym sklepie, na granicy dostaje zwrot VATU i zarabia sie w ten sposob podwojnie (na cenie i na
                    vacie, w dodatku zupelnie legalnie)
                    • marquis Re: Pytania z dziedziny ekonomii.. 18.11.05, 20:23
                      No proszę, to prawie jak Kluska Roman :-) Polak jednak potrafi. Brawo dla
                      pomysłowości!!! :-)
                      • staua Re: Pytania z dziedziny ekonomii.. 18.11.05, 20:24
                        Nie Polacy tak robia. Wszyscy. Polakow znalam w Szwajcarii akurat b. malo a nauczylam sie tego od
                        Francuzow...
          • noida Re: Pytania z dziedziny ekonomii.. 19.11.05, 14:36
            Ja! Ja czytam paragon! I zawsze mnie szlag trafia, jak zobaczę, ile zapłaciłam
            za towar a ile podatku...

            A prawo jazdy, w przeciwieństwie do wyżej zadeklarowanych, posiadam i powiem
            więcej- lubię prowadzić samochód! Nawet bardzo. Nie jestem w tym może najlepsza
            na świecie, nie jeżdżę bardzo szybko, ale nie adrenalina mnie kręci w jeździe,
            a to, że jestem sobie sama, mogę sobie puścić w radiu co chcę (np. powieść w
            postaci audiobooku), pomyśleć, a za oknem krajobraz wciąż się zmienia... Poza
            tym samochód to dla mnie synonim wolności. Jeśli chcę, to mogę w każdej chwili
            wsiąść w niego i pojechać nad morze... Czego oczywiście nigdy nie robię, ale
            mogę :-)
            A prawej od lewej też nie odróżniam. Dobrze, że przynajmniej orientację w
            terenie mam w porządku.
            Idę czytać dalszy ciąg głupich pytań.

            PS. Brain- wyprzedziłeś mnie :-) Też mi ten wątek chodził po głowie od jakiegoś
            czasu.
            • beatanu o czytaniu paragonów 19.11.05, 15:17
              noida napisała:

              > Ja! Ja czytam paragon! I zawsze mnie szlag trafia, jak zobaczę, ile
              zapłaciłam
              > za towar a ile podatku...

              Ja też należę do tych czytających paragony. Ale nie trafia mnie szlag. Po
              prostu stwierdzam fakt. Irytuje mnie natomiast, że np. organizator
              międzynarodowego (ale tylko europejskiego) kongresu naukowego zamieszcza ceny
              dla potencjalnych uczestników bez podania VAT-u. Już się podniecam i już widzę
              jak siedzę wiosną w pociągu-strzale prującym ku zachodniemu wybrzeżu, gdy za
              chwilkę doczytuję małymi literkami - cena z VAT-em .... czyli o całe 25%
              więcej. I mina mi rzednie i zaczynam się zastanawiać, czy już zacząć
              wyżebrywanie pieniędzy od fundacji i organizacji różnych, czy jeszcze mogę
              trochę poczekać... Bo pracodawca i tak odpowie, że limit środków na
              dokształcanie już dawno wyczerpany :(

              A prawo jazdy mam od lat prawie dwudziestu, chociaż dopiero po wyjeździe z
              kraju zaczęłam naprawdę prowadzić samochód... I w końcu polubiłam - z podobnych
              względów jak Noida. Chociaż na codzień roweruję (sorry Noido, pamiętam, że Cię
              ci radośni cykliści irytują).

              A jeżeli chodzi o orientację w terenie, to chwalę sobie budowane wszędzie ronda
              (czy taki trynd przebudowywania skrzyżowań na teoretycznie bezkolizyjne ronda
              widać w Polsce?) - zorientowawszy się, że przegapiłam jakiś skręt w prawo/lewo -
              zawracam na najbliższym rondzie!

              B odróżniająca rękę prawą od lewej
              A ilu Twaczy jest leworęcznych? Tak mnie to nagle zaciekawiło?
              • noida Re: o czytaniu paragonów 19.11.05, 15:25
                Mnie irytują radośni niedzielni rowerzyści, którzy w kaskach i majtkach z
                pieluszką jadą się przejechać po Kabatach. Do osób, które używają roweru
                zgodnie z jego przeznaczeniem, czyli jako środka lokomocji, nie mam nic, a
                nawet je podziwiam, bo sama jestem leniwa i mi się nie chce jechać rowerem do
                miasta (dobrze, że do szkoły mam 30 km w jedną stronę to przynajmniej mnie
                trochę tłumaczy ;-).

                Ja jestem praworęczna.

                A w Polsce nie ma trendu budowania rond. W Polsce nie ma nawet trendu
                naprawiania dróg ;-) Więc o rondach nie ma co marzyć...
                • marquis Re: o czytaniu paragonów 19.11.05, 15:31
                  Ja też praworęczny. Choć czsami korci mnie, by zapobiegawczo poćwiczyć też lewą
                  - kończy się jednak na wielkich chęciach. No bo jakbym nie daj siło wyższa
                  złamał ręke albo nawet stracił?
                  Inna sprawa, że w dzisiejszych czasach, kiedy klawiatura coraz częsciej
                  zastepuje pióro, trzeba być właściwie "oburęcznym" :)
              • griszah Re: o czytaniu paragonów 21.11.05, 10:23
                beatanu napisała:

                > A ilu Twaczy jest leworęcznych? Tak mnie to nagle zaciekawiło?

                Leworęczny, mańkut, szmaja - to JA! Wkrótce będą nas tysiące! Ale mój synek
                jakiś taki "wyrodny" jest - kredkę już nieporadnie chwyta ale o zgrozo prawą
                ręką :(. W mamusię poszedł.
                Pozdrawiam.
      • marquis Re: karty kredytowe 18.11.05, 20:15
        Bo karty kredytowe maja ogromne oprocentowanie, dużo wyższe niż kredyty. Dlatego
        bankom zależy. A poza tym, za kartę się płaci :-(
        • staua Re: karty kredytowe 18.11.05, 20:18
          Ale jak sie splaca karte od razu po przyjsciu rachunku, to oprocentowanie nie jest uwzgledniane, to i
          tak miesiac do przodu :-) ja mam tez same darmowe karty. Zadowolona jestem z tego systemu...
          Marquis, czy ty jestes bankowcem? Lub ekonomistka?
          • marquis Re: karty kredytowe 18.11.05, 20:22
            Tak, niby jest bez oprocentowania. Ale czy tobie udaje się spłacać całość
            zadłużenia? Bo ja po miesiącu używania karty doszedłem do maksymalnego
            zadłużenia i właściwie juz z tego dołka mi się nie udało wyjść (bo ten limit
            znacznie przekracza moją pensję akademicką).

            PS. Nie, nie bankowcem :-)
            • staua Re: karty kredytowe 18.11.05, 20:29
              Przepraszam, ze napisalam do Ciebie w rodzaju zenskim...
              Mam trzy karty kredytowe wspolnie z mezem (tzn. kazda jest wspolna), czwarta wlasnie
              zlikwidowalismy. W sumie zaczelismy od maxa na wszystkich razem, ktory nie przekraczal naszych
              zarobkow, ale automatycznie to podwyzszaja (nawet bez naszej wiedzy, na kolejnych raportach sa
              coraz wieksze limity), jednak nigdy tyle nie wydawalismy i ZAWSZE splacamy calosc natychmiast.
              Ja mam niestety manie niezadluzania sie i dlatego ustanawiam sobie wlasne limity tak, a nie inaczej.
              Chyba zalezy to tez od pensji (tez obie akademickie) i od potrzeb. Generalnie nie szaleje :-) Karty w
              ogole mielismy tylko po to, zeby zrobic sobie w tym kraju historie kredytowa, potrzebna do uzyskania
              kredytu na dom i calkiem ladnie na poszlo, bo po dwoch latach mielismy juz ilosc punktow pozwalajaca
              na najkorzystniej oprocentowany kredyt :-) (sorry za przechwalke)
              To co, teraz splacasz tylko odsetki, czy zrezygnowales z karty?
              • marquis Re: karty kredytowe 18.11.05, 20:39
                Nie, no juz udało mi się nieco nadrobić. Gwoli wyjaśnienia: te spore wydatki
                poszły głównie na remont a nie jakieś kaprysy ;-) Z karty nie zrezygnuję, bo się
                bardzo przydaje. Wynagrodzenie zawsze wpływa na czas a zwolnienia w naszej
                "branży" jeśli występuja, to są zawinione przez samego zainteresowanego. Nie
                boję się więc "spirali zadłużenia" :-)
      • marquis Re: Pytania z dziedziny ekonomii.. 18.11.05, 21:45
        www.nbpportal.pl
        Fantastyczna strona poświęcona edukcaji ekonomicznej na poziomie podstawowym. Z
        interaktywnymi kursami, fajnymi prezentacjami audiowizualnymi, ciekawostkami. I
        za darmo :)
    • staua Re: Głupie pytania 18.11.05, 20:12
      Mnie nurtuja od dawna rozne glupie pytania dotyczace ruchow planet.
      Na przyklad: skoro fazy Ksiezyca to widoczny na jego tle cien Ziemi, to dlaczego czasem Ksiezyc ma
      obie strony wypukle? Przeciez Ziemia nie jest wklesla. Powinien byc zawsze mniej lub bardziej wklesly z
      jednej strony, oprocz pelni, a tak nie jest.
      Jesli to pytanie Was jeszcze nie przekonalo o mojej tragicznej glupocie, to mam w zanadrzu jeszcze
      kilka podobnych :-)
      • mamarcela Re: Głupie pytania 18.11.05, 20:29
        Mnie to przekonało o Twojej mądrości, bo ja i z pytań nic nie rozumiem. :)

        mamarcela głupsza z każdą chwilą

        "od dzieciństwa lubiłam syreny"
        • staua Re: Głupie pytania 18.11.05, 20:31
          Ale zgadzasz sie ze mna, ze tak jest? Bo to jest nawet na obrazkach w kalendarzach z fazami
          Ksiezyca...
          A drugie pytanie, jeszcze glupsze, jest takie, ze skoro i tak sa fazy Ksiezyca, to dlaczego jest tez
          zacmienie Ksiezyca?
        • marquis Re: Głupie pytania 18.11.05, 20:41
          Ja niestety też nie do końca rozumiem, o co chodzi z tymi fazami :(
        • monikate Re: Głupie pytania 18.11.05, 21:50
          :) ja również nie rozumiem ni w ząb...
          Niby uczyli takich rzeczy w szkole, ale pojęcia nie mam, dlaczego jadąc na
          wschód, posuwamy zegarki o ileś tam godzin do przodu, a jadąc na zachód,
          odwrotnie??
          A dlaczego w Anglii jest czas o godzinę wcześniejszy, niż w Polsce? A w
          Szwecji, Norwegii, które w końcu też leżą "wyżej" tak nie jest?
          No, ciekawe, czy po tych pytaniach ktoś jeszcze zechce ze mną rozmawiać.
          • marquis Re: Głupie pytania 18.11.05, 21:53
            Ja zechcę :) Ale daj mi chwilkę na zebranie myśli - akurat te geograficzne
            rzeczy nigdy mi nie sprawiały kłopotu. Cierpliwości :-)
            • monikate Re: Głupie pytania 18.11.05, 22:06
              :) to miłe! Ino pisz przystępnie, bo ta sprawa wydaje się bardzo skomplikowana.
              A ja sobie obejrzę w tym czasie ściagnięty z neta odcinek serialu.
              Hehe, to mi nasuwa inne pytanie: jest internet, działa jak działa, ale dlaczego
              działa, dzieki czemu komputery łączą się w sieć? I pomyśleć, że niedawno
              udzielałam pewnej osobie wyjasnień w tym temacie, sam w gruncie rzeczy nic nie
              wiedząc. I pomyśleć, że jestem uzależniona od czegoś, czego zasady działanie do
              końca nie rozumiem...
              • marquis Re: Głupie pytania 18.11.05, 23:35
                No heeeej?!!! Minęło już prawie półtorej godziny! Co ty za serial oglądasz, że
                tak długo muszę czekać? Ja tutaj dla ciebie specjalnie eksperymenta wymyślam, a
                ty to sobie ważysz lekce? ;)
                • monikate Re: Głupie pytania 19.11.05, 00:44
                  Hej, jestem! Z rozpędu obejrzałam 2 odcinki, chociaż w planie był jeden.
                  Odcinki drugiego sezonu "Desperate Housewives".
                  Eksperyment przeprowadziłam, chociaż bez latarki, bo tej w domu akurat nie
                  posiadam. Chyba załapałam! Ja sobie to jeszcze za kilka godzin ze świeżą głową
                  przy śniadaniu przepowiem i sprawdzę, czy istotnie jest, jak mówisz! Dzięki za
                  wyjaśnienia... ale wynika z nich, że wspomniana Anglia jest już w innym pionie,
                  i stąd inny czas, tak?
                  Cóż, jest się tą blondynką :)
                  • marquis Re: Głupie pytania 19.11.05, 00:48
                    Tak, Anglia jest w innym pionie, wcześniejszym, czyli jak u nas jest dokładnie
                    południe, to tam jest powiedzmy godzina jedenasta. W Paryżu też jest wtedy w
                    rzeczywistości jedenasta. Ale według sztucznego podziału na strefy czasowe w
                    Wawie i Paryżu jest 12, a w Londynie 11 ;-)
          • marquis Eksperyment 18.11.05, 22:13
            Wyobraź sobie (lub nawet przeprowadź) następujący eksperyment. Potrzebne będą:
            latarka, piłka lub globus i flamaster. na piłce zaznaczamy flamastrem kropkę -
            niech to będzie Warszawa. Teraz gasimy światło w pokoju i zapalamy latarkę.
            Kierujemy latarkę na piłkę. Mamy prymitywny model kosmosu: piłka to nasza
            planeta a latarka to Słońce. Ustawiamy piłke tak, żeby kropka była na wprost
            światła padającego z latarki. Teraz w Warszawie jest południe, słońce pada
            prawie z góry. Ale zobaczmy co się dzieje w innych miejscach na piłce? Po
            drugiej stronie jest zupełnie ciemno (noc) a po "bokach" jest lekki półmrok
            (wieczór lub ranek). Terz zaczynamy obracać powoli piłkę wokół własnej osi w
            kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Zauważamy, że światło pada na
            naszą kropkę najpierw pod cora większym kątem (robi się coraz później w Wawie)
            aż wreszcie kropka znika w ciemności (w stolicy zapada zmrok i mamy noc). Po
            pewnym czasie kropka pojawia się w świetle (poranek w Wawie) i ostatecznie
            kropka wróciła do punktu wyjścia (południe). Ziemia wykonuje taki cały obrót w
            ciągu 24 godzin. Strefy czasowe wprowadzono po to, żeby np. godzina 12 w
            południe była bez względu na miejsce na Ziemi zawsze godziną, kiedy słońce jest
            najwyżej, światło pada prawie pod katem prostym. Strefy sa powydzielane w
            "pionie", czyli taki sam czas jak w polsce będzie też np. w Szwecji czy Czechach
            (spójrz na piłkę). Niestety, ten podział na strefy jest trochę sztuczny. Bo
            przecież kiedy w Warszawie jest dokładnie 12.00 to we Wrocławiu jeszcze tego
            południa nie ma (Ziemia musi się jeszcze ciut obkręcić). Gdybyśmy jednak chcieli
            zawsze podawać prawziwy czas, powstałoby ogromne zamieszanie, bo w każdym
            miejscu byłaby inna godzina ;-) Dlatego umówiono sięnna strefu czasowe. CZasem
            są one nielogiczne, bo np. w Portugalii jest taki sam czas jak u nas, a w
            Anglii, która jest bliżej Polski jest godzina wcześniej ;-)
            Na eksperymencie z piłka można też pokazać, dlaczego w lecie dzień jest dłuższy
            niż w zimie, ale nie wiem, czy aż tak daleko sięga twoja ciekawość :-)
            • itek1 Re: Eksperyment 21.11.05, 21:13
              Chyba sie nie rozumiemy:)
              Swiatlo nie pochodzi tylko od Slonca.
              Jest tyle gwiazd, galaktyk...
              Nie dostrzegamy ich.
              Dlaczego tak sie dzieje??
              Co nam przeszkadza??
              Oczywiscie Wszechswiat jest nieskonczony, a gwiazdy we Wszechswiecie sa
              rozmieszczone przypadkowo.
              Gestosc strumienia swiatla pochodzacego od odleglego obiektu (gwiazdy) jest
              odwrotnie propocjonalna do kwadratu odleglosci od nas.
              Jednak mimo tego, ze odlegla gwiazda slabiej swieci (zgodnie z zaleznoscia
              1/r^2), to swiatlo jakie dochodzi do nas z całej otaczajacej nas powłoki (do
              ktorej nalezy nasza gwiazda) jest propocjonalne do 4 *pi *r^2* grubosc powloki.
              Mnozac dwie te wartosci uzyskujemy wartosc, ktora nie zalezy od odleglosci
              (1/r^2 * 4*pi*r^2* grubosc powloki= wynik jest niezalezny od r). Powlok naszych
              jest nieskonczenie wiele, zatem wynikaloby, ze calkowita ilosc odbieranego przez
              nas swiatla powinna byc nieskonczona. A tak nie jest. Przyczyna??
              P:)
      • marquis Re: Głupie pytania 18.11.05, 21:18
        Ale dlaczego miałby być mniej lub bardziej wklęsły? Bo mnie się z kolei wydaje,
        że Ziemia, mimo że jest kulą, rzuca cień "płaski". No i z której strony miałby
        byc wklęsły, bo przecież widać tylko półksiężyc. Chodzi ci o tę zacienioną
        część, że powinna być wklęsła?
        • staua Re: Głupie pytania 18.11.05, 21:31
          No wlasnie, po polksiezycu jest z jednej strony wklesly, z drugiej wypukly, taki turecki, ale przed neist z
          obu stron wypukly. Wydawalo mi sie, ze cien powinien byc wypukly zawsze, a nie jest, na przyklad dzis,
          zobacz:
          www.calculatorcat.com/moon_phases/moon_phases.phtml
          • marquis Re: Głupie pytania 18.11.05, 21:37
            A, ja dopiero teraz rozumiem pytanie. Tobie chodzi o to, że Księżyc powinien być
            zawsze takim rogalem mnije lub bardziej cienkim? Rzeczywiście, masz rację, nigdy
            się nad tym nie zastanawiałem, ale teraz dokładnie pojąłem istotę problemu!!!
            Przecież to co jest na tym zdjęciu z linka jest bezsensu skoro Ziemia jest kulą!!!
            • staua Re: Głupie pytania 18.11.05, 21:48
              No wlasnie, o to mi chodzi! Trudno to opisac (przynajmniej mnie bylo trudno, ale przdstawic na
              obrazku latwo :-)
              • marquis Re: Głupie pytania 18.11.05, 21:51
                Tylko że zanim się inni TWAcze-ociągacze przyjrzą, to faza się zmieni, bo ta
                fotka na tej stronie codziennie się zmienia (wraz z fazami Księżyca). Kurcze, a
                ja przez ciebie teraz siedzę i myślę, czemu ten cień tak dziwacznie pada, jakby
                faktycznie Ziemia była wklęsła :(
                • staua Re: Głupie pytania 18.11.05, 22:19
                  Na dole tej strony sa zdjecia faz, i wklesle i wypukle!
                  • marquis Re: Głupie pytania 18.11.05, 22:23
                    A fakt, widzę :) Ale dalej jakoś mi się się to w głowie nie mieści, czemu tak jest.
                  • quarantine Do Stauy 18.11.05, 22:29
                    Wg Ciebie wszystkie kwadry księżyca powinny być mniejszymi lub większymi
                    rogalikami. Byłoby tak gdyby księżyc miał płaską powierzchnię. Ponieważ jednak
                    jest kulą, cień ziemi ześlizguje się z niego w taki własnie sposób, że w dwóch
                    kwadrach jest garbatym księżycem. Kula zawsze będzie rzucała cień na inną kulę
                    w taki właśnie sposób. To tak, jak gdyby powoli zsuwać z kuli chustę z czarnego
                    jedwabiu w kształcie koła.
                    • staua Re: Do Stauy 19.11.05, 02:46
                      Ufff... dzieki za odpowiedz... chociaz trudno mi sobie nadal to wyobrazic, musze chyba zrobic
                      eksperyment z kulami.
                      No a co z zacmieniem Ksiezyca?
                    • bwv1004 Re: Do Stauy 19.11.05, 02:59
                      A może by tak przeczytać, to co się cytuje, czyli wytłumaczenie skąd się biorą
                      fazy księżyca? Tak, tak, tu właśnie:
                      www.calculatorcat.com/moon_phases/moon_phases.phtml , pod "Brief
                      Explanation of the Moon Phases". Gdyby Państwo przeczytali, to być może
                      dostrzegliby, że fazy księżyca nie mają NIC wspólnego z cieniem Ziemi...

                      Mymi własnymi słowy: to co widać jako ciemne w Księżycu w każdej fazie poza
                      pełnią, to jest cień własny tegoż samego Księżyca, a NIE Ziemi.

                      Może znowu eksperyment w ciemnym pokoju, bedzie łatwiej. Chyba. Bierzemy piłkę
                      (która tym razem jest Księżycem) i oświetlamy z jednej strony latarką (która
                      nadal udaje Słońce). Ziemią jesteśmy my. A teraz chodzimy sobie dookoła piłki
                      patrząc na nią z różnych stron.

                      (W zasadzie należałoby taczać piłkę wokół siebie, albowiem, o ile ktoś nie wie,
                      to Księżyc krąży wokół Ziemi, a nie na odwrót. Ale chodzić jest łatwiej w
                      eksperymencie, zwłaszcza myślowym, a wynik będzie ten sam).

                      Jak jesteśmy po przeciwnej stronie niż latarka, to piłka jest ciemna. Bo
                      latarka świeci z drugiej strony, prawda? Mamy nów.

                      Gdy zachodzimy piłkę z boku, to zaczynamy od latarkowej strony widzieć rąbek
                      jasności. Gdy jesteśmy pod kątem 90 stopni (kąt prosty, taki jak róg stołu) do
                      kierunku świecenia latarki, wtedy widzimy jasną jedną połowę piłki (zwróconą w
                      strone latarki) i ciemną druga połowę. O - pierwsza (lub ostatnia) kwadra.

                      Posuwając się dalej widzimy coraz więcej jasnego - aż dotrzemy do linii
                      latarka - piłka i zobaczymy piłkę całą oświetloną. Pełnia, wilkołaki szaleją,
                      pożerają humanistów, średnia wiedza rośnie ;-).

                      W naszym eksperymencie zasłonimy jednak wtedy światło sobą i powstanie JEDYNA
                      sytuacja, kiedy cień Ziemi (czyli nasz) ma wpływ na wygląd Księżyca, a
                      mianowicie zaćmienie Księżyca. Ziemia rzuca cień na Księżyc rzadziej niż my na
                      piłkę, bo proporcje wielkości i odległości są inne w eksperymencie niż w
                      rzeczywistości.

                      Można sobie to jeszcze obejrzeć tu: pl.wikipedia.org/wiki/Fazy_ksi%C4%99%
                      C5%BCyca

                      Pozdrawiam, nie-humanista
                      • bwv1004 Re: Do Stauy 19.11.05, 03:00
                        Link się rozsypał, może teraz:
                        pl.wikipedia.org/wiki/Fazy_ksi%C4%99%C5%BCyca
                        • staua Re: Do Stauy 19.11.05, 03:04
                          Super, wszystko jasne :-)
                          oczywiscie nie przeczytalam tej strony, znalazlam na niej tylko odpowiedni obrazek.
                          A dla podkreslenia mojej glupoty - tez nie jestem humanistka :-)
                          Pozdrawiam!
                      • staua Re: Do Stauy 19.11.05, 03:08
                        Przepraszam, bwv, ale jeszcze podraze to pytanie, przeciez caly czas widzimy tylko jedna strone
                        ksiezyca? To jest wlasnie napisane na poczatku tej objasniajacej strony...Jak nas okraza, to sam sie tez
                        obraca wokol wlasnej osi, a zasloniete jest raz wiecej, raz mniej, to jest w takim razie niesamowicie
                        zsynchronizowane, ze mimo, ze zaslania swoim cieniem czesc siebie, to zawsze jest to ta sama czesc.
                        • bwv1004 Re: Do Stauy 19.11.05, 04:01
                          >Jak n
                          > as okraza, to sam sie tez
                          > obraca wokol wlasnej osi, a zasloniete jest raz wiecej, raz mniej, to jest w
                          ta
                          > kim razie niesamowicie
                          > zsynchronizowane,

                          Na pewno nie jesteś humanistką? ;-)

                          Przecież to, że widzimy jedną stronę Księżyca nie ma nic wspólnego z cieniem,
                          kwadrami itd.

                          Jakby Ci tu to pokazać... Hm, zróbmy eksperyment w wydaniu pełnym. Tym razem
                          musimy być dokładniejsi.

                          Stoisz na środku ciemnego pokoju. Jesteś Ziemią. Przy jednej ścianie jest
                          lampa. To Słońce. Naprawdę powinnaś dostojnym krokiem chodzić po elipsie wokół
                          lampy robiąc jedno okrążenie w rok, ale to pominiemy, bo się pogubimy zupełnie.

                          Kręcisz się szybko wokół własnej osi. Szybko, czyli raz na 24 godziny. Lampa
                          pojawia się w Twoim polu widzenia (Słońce wschodzi), wydaje Ci się, że przesuwa
                          się przed Twój nos (południe), po czym znika na drugiej granicy pola widzenia
                          (zachód).

                          Wokół Ciebie chodzi niewidzialny krasnal i trzyma nad głową piłkę futbolową.
                          Krasnal okrąża Cię co 29 i pół dnia. Piłka ma z jednej strony wentylek, po
                          stronie przeciwnej napis Adidas. Piłka jest Księżycem, oczywiście.
                          Przez to, że obracasz się wokół własnej osi co 24 godziny, piłka wschodzi i
                          zachodzi, podobnie jak lampa. Ale to jest sprawa poboczna, więc jeśli za dużo
                          na raz, to na razie zapomnij o własnym kręceniu się, najwyżej dołóż je sobie
                          mentalnie potem - jak istota ruchów Księżyca będzie jasna.

                          Wracamy do krasnala: krasnal jest opłacany przez Adidasa i zawsze trzyma piłkę
                          napisem do przodu, czyli nad swoja twarzą, a wentylek jest po stronie pleców
                          krasnala.

                          Rzeczywistość jest taka, że podobasz sie krasnalowi, przeto chodzi tak, by na
                          Ciebie ciągle patrzeć. Obraca się więc w tym samym tempie w jakim chodzi wokół
                          Ciebie. Wynik: patrząc na piłkę widzisz napis Adidas, ale nigdy nie widzisz
                          wentylka. Tak jak na Księżycu widzisz zawsze te same morza i kratery, a do
                          obejrzenia drugiej strony trzeba było radzieckiej sondy kosmicznej. Raz Adidas
                          jest ciemny (nów, krasnal jest między Tobą a lampą), raz jasny (pełnia, krasnal
                          jest po drugiej stronie lampy niż Ty). Kwadry też są, prawda?

                          Ale to nie ma nic wspólnego z sympatią krasnala do Ciebie, czyli z tym, że
                          widzimy tylko jedną stronę Księżyca.

                          Aby to zrozumieć, wyobraźmy sobie, ze jesteś obojętna krasnalowi. Za to jest on
                          namiętnym tancerzem i kręci nieustanne szybkie piruety wokół własnej osi. Co
                          widzisz? Adidasa i wentylek na zmianę, prawda? Czyli widzimy obie strony
                          Księżyca, nie tak jak naprawdę.

                          Ale piłka jako całość (bez zwracania uwagi na napis i wentylek) jest oświetlana
                          w identyczny sposób i tak samo ma nów, pełnię i kwadry.

                          A żeby obraz był pełniejszy (znowu komplikuję...): kiedy Twój cień padnie na
                          piłkę w pełni, jest zaćmienie Księżyca. Gdy piłka w nowiu zasłoni Ci lampę,
                          jest zaćmienie Słońca.

                          No, to chyba wytłumaczyłem... Tak czy owak najwyższy czas spać, bo jeszcze
                          trochę, a lampa wejdzie mi w pole widzenia ;-) .
                          • staua Re: Do Stauy 19.11.05, 04:20
                            Na pewno nie jestem :-)
                            Zrozumialam Twoje poprzednie wytlumaczenie, to o jednej stronie bylo dodatkowo... Po prostu taka
                            fascynacja synchronizacja obrotow Ksiezyca i Ziemi (ten krasnal musi mnie bardzo lubic :-))
                            Bardzo sie postarales z wyjasnieniami, czyzbys tego uczyl?
                            Bo to chyba Twoje pierwsze wpisy tutaj... i juz myslalam, ze skoro piszesz tak pozno, to tez jestes w
                            USA...
                            No nic, dobranoc, pozdrawiam i milego weekendu!
                      • quarantine Re: Do Stauy 19.11.05, 18:24
                        Szkoda. Tak mi się podobało moje wyssane z palca wytłumaczenie. Swoją drogą
                        teraz rozumiem jeszcze mniej, jeśli chodzi o cień ziemi rzucany na księżyc.
                        Jak to jest, że na stronie:
                        pl.wikipedia.org/wiki/Fazy_ksi%C4%99%C5%BCyca
                        księżyc w 5 fazie jest w pełni, chociaż jak wynika z rysunku powinien znajdować
                        się w cieniu ziemi.
                        Dla porównania:
                        bg.awf.wroc.pl/~solaris/images/astro/inne_zac/schemat.jpg
                        • bwv1004 Re: Do Stauy 20.11.05, 16:45
                          Cie* Ziemi znajduje si* w p*aszczy*nie ekliptyki, czyli w p*asczyxnie orbity
                          ziemskiej. To oczywiste, prawda? Natomaist orbita Ksie*yca jest nachylona bodaj*e
                          o 5 stopni wzgledem tej orbity, czyli Ksi**yc przewa*nie jest nad lub pod
                          p*asczyzna ekliptyki, czyli przechodzi nad lub pod cieniem Ziemi. 5 stopni
                          wydaje sie ma*o, ale trzeba pamieta*, ze proporcje wielkosci i odleglo*ci s* na
                          rysunkach nie zachowane. nale*a*oby przyj**, *e g*owa Stauy ma tylko 12 cm
                          *rednicy, pi*ka trzymana nad krasnalem ma 3.5 cm srednicy i krasnal chodzi prawie
                          4 metry od Stauy. Cienie takich ma*ych pi*ek bed* wi*c trafaiac w siebbie
                          nawzajem do** rzadko, nawet je*li karasnal podnosi i opuszcza pi*k* o niewiele
                          (nachylenie 5 stopni)

                          Staua: nie nie ucz* tego, po prostu zrobi*em sobie przerw* od stanowczo zbyt
                          d*ugo wykonywanej pracy umys*owej innego rodzaju.
                          PS. Nie gniewaj si* za pos*dzenie o ma** g*ow*, to tylko przyk*ad, kt*rego nie
                          chcialo mi si* przeliczac, a nie z*o*liwo**.
                          • bwv1004 Re: Do Stauy 20.11.05, 16:46
                            Sorry za zepsute polskie litery, pisalem z nie-windows i sie pochrzanilo...
                            • marquis Re: Do Stauy 20.11.05, 16:51
                              Uff, ale się namęczyłem z tymi gwiazdkami...
                              • bwv1004 Re: Do Stauy 20.11.05, 17:47
                                > Uff, ale się namęczyłem z tymi gwiazdkami...

                                Ok, zmiluje sie ;-) ;

                                Cien Ziemi znajduje sie w plaszczyznie ekliptyki, czyli w plaszczyznie orbity
                                ziemskiej. To oczywiste, prawda? Natomiast orbita Ksiezyca jest nachylona
                                bodajze o 5 stopni wzgledem tej orbity, czyli Ksiezyc przewaznie jest nad lub
                                pod plasczyzna ekliptyki, czyli przechodzi nad lub pod cieniem Ziemi. 5 stopni
                                wydaje sie malo, ale trzeba pamietac, ze proporcje wielkosci i odleglosci sa na
                                rysunkach nie zachowane. Nalezaloby przyjac, ze glowa Stauy ma tylko 12 cm
                                srednicy, pilka trzymana nad krasnalem ma 3.5 cm srednicy i krasnal chodzi
                                prawie 4 metry od Stauy. Cienie takich malych pilek beda wiec trafiac w siebie
                                nawzajem dosc rzadko, nawet jesli krasnal podnosi i opuszcza pilke o niewiele
                                (nachylenie 5 stopni)

                                Staua: nie nie ucze tego, po prostu zrobilem sobie przerwe od stanowczo zbyt
                                dlugo wykonywanej pracy umyslowej innego rodzaju.
                                PS. Nie gniewaj sie za posadzenie o mala glowe, to tylko przyklad, ktorego nie
                                chcialo mi sie przeliczac, a nie zlosliwosc.
                                • quarantine Re: Do Stauy 20.11.05, 21:57
                                  To rzeczywiście szczegół, że ekliptyki są nachylone względem siebie:))
                                  Dziękuję i gratuluję wyjątkowego talentu pedagogicznego:)
                                • staua Re: Do Stauy 21.11.05, 23:49
                                  Bwv, moze Ty masz jakies pytania (humanistyczne na przyklad?)
                                  Quarantine, mnie sie Twoje objasnienie tez podobalo!
      • itek1 Re: Głupie pytania 21.11.05, 19:42
        Mam pytanie podobne, nawet wydaje mi sie, ze bardziej podstawowe:)
        Dlaczego niebo noca jest cimne?? Co to powoduje??
        • marquis Re: Głupie pytania 21.11.05, 20:02
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28749&w=32179139&a=32191837
          Tutaj masz eksperyment dotyczący czasu na świecie, ale tłumaczy on również to,
          dlaczego w nocy jest ciemno. Miłej lekturki :)
          • itek1 Re: Głupie pytania 21.11.05, 21:14
            Chyba sie nie rozumiemy:)
            Swiatlo nie pochodzi tylko od Slonca.
            Jest tyle gwiazd, galaktyk...
            Nie dostrzegamy ich.
            Dlaczego tak sie dzieje??
            Co nam przeszkadza??
            Oczywiscie Wszechswiat jest nieskonczony, a gwiazdy we Wszechswiecie sa
            rozmieszczone przypadkowo.
            Gestosc strumienia swiatla pochodzacego od odleglego obiektu (gwiazdy) jest
            odwrotnie propocjonalna do kwadratu odleglosci od nas.
            Jednak mimo tego, ze odlegla gwiazda slabiej swieci (zgodnie z zaleznoscia
            1/r^2), to swiatlo jakie dochodzi do nas z całej otaczajacej nas powłoki (do
            ktorej nalezy nasza gwiazda) jest propocjonalne do 4 *pi *r^2* grubosc powloki.
            Mnozac dwie te wartosci uzyskujemy wartosc, ktora nie zalezy od odleglosci
            (1/r^2 * 4*pi*r^2* grubosc powloki= wynik jest niezalezny od r). Powlok naszych
            jest nieskonczenie wiele, zatem wynikaloby, ze calkowita ilosc odbieranego przez
            nas swiatla powinna byc nieskonczona. A tak nie jest. Przyczyna??
            P:)
            • marquis Re: Głupie pytania 21.11.05, 21:25
              Przepraszam bardzo, ale pytanie brzmiało: dlaczego jest ciemno w nocy... A teraz
              już piszesz o czymś innym. Co to znaczy "Swiatlo jakie dochodzi do nas z całej
              otaczajacej nas powłoki jest propocjonalne do (...)". To znaczy: CO jest
              proporcjonalne? Czym to mierzysz?
              • itek1 Re: Głupie pytania 21.11.05, 21:48
                > Przepraszam bardzo, ale pytanie brzmiało: dlaczego jest ciemno w nocy...
                A tera
                > z
                > już piszesz o czymś innym.
                Przepraszam bardzo, ale ja wciaz pisze o tym samym- dlaczegow nocy jest ciemno,
                skoro wychodzi, ze ma byc jasno, bo nieskonczona ilosc obiektow we Wszechswiecie
                swieci, a my nic nie widzimy:)
                > Co to znaczy "Swiatlo jakie dochodzi do nas z całej
                > otaczajacej nas powłoki jest propocjonalne do (...)". To znaczy: CO jest
                > proporcjonalne?
                Scislej:gestosc struminia swiatla pochodzacego z powloki otaczajacego nas
                Wszechswiata (wypelnionej swiecacymi gwiazami) jest propocjaonalna do tego
                wzorku ktory podalem.
                > Czym to mierzysz?
                Ja widze ciemnosc:))
                • marquis Re: Głupie pytania 21.11.05, 22:14
                  Ja po prostu nie mogę dojść - mimo że juz sobie poszukałem o mierzeniu
                  światłości (gęstości kątowej strumienia światła), natężeniu oświetlenia i
                  luminancji - jak ty sobie wyprowadziłeś ten wzór, dlaczego go mnożysz przez
                  1/r^2 oraz skąd "nieskończona ilość powłok".
                  • itek1 Re: Głupie pytania 21.11.05, 22:21
                    > Ja po prostu nie mogę dojść - mimo że juz sobie poszukałem o mierzeniu
                    > światłości (gęstości kątowej strumienia światła), natężeniu oświetlenia i
                    > luminancji - jak ty sobie wyprowadziłeś ten wzór, dlaczego go mnożysz przez
                    > 1/r^2
                    Swiatlo to fala, ktora rozszerzajac sie zwieksza swoja powierzchnie, a wiec
                    rozrzedza sie ten strumin swietlny (tak w uproszczeniu).
                    > skąd "nieskończona ilość powłok
                    Bo Wszechswiat jest nieskonczony, grubosc powoki skonczona, a nieskonczonosc/
                    dowolna wartosc skonczona=nieskonczonosc :))
                    • marquis Re: Głupie pytania 21.11.05, 22:38
                      A skąd ma się brać nieskończona energia? ;-) Przecież jest ona wypromieniowywana
                      we wszystkich kierunkach, mówiąc oględnie.
                      • itek1 Re: Głupie pytania 21.11.05, 22:42
                        > A skąd ma się brać nieskończona energia?
                        Jaka energie masz na mysli??
                        • marquis Re: Głupie pytania 21.11.05, 22:58
                          Energię fali świetlnej. Światło jest promieniowaniem i niesie ze sobą energię.
                          Czoło fali się rozszerza kuliście w nieskończoność i w związku z tym na
                          jednostkę powierzchni przypada coraz mniejsza energia. Dlatego nie żyjemy w
                          światłości na Ziemi :)
                          • itek1 Re: Głupie pytania 21.11.05, 23:35
                            Czoło fali się rozszerza kuliście w nieskończoność [...]
                            Jak juz napisalem wczesniej, zalezy odwrotnie proporcjonalnie od kwadratu
                            odleglosci od nas. Jesli odleglosc od planty czy galaktyki nie jest rowna
                            nieskonczonosci (a nie jest), to fala swietlna musi do nas dotrzec. Biorac pod
                            uwage ilosc planet generujacych wlasne czola fali noca powinno byc jasno. A
                            przeciez nie jest. Czekam na kolejna wersje... :)
                            • marquis Re: Głupie pytania 21.11.05, 23:49
                              > Biorac pod uwage ilosc planet generujacych wlasne czola fali
                              > noca powinno byc jasno.

                              Źródłami światła w kosmosie są gwiazdy a nie planety.

                              > Jak juz napisalem wczesniej, zalezy odwrotnie proporcjonalnie
                              > od kwadratu odleglosci od nas.

                              Nieprawda. Zależy odwrotnie proporcjonalnie od kwadratu odległości od ŹRÓDŁA
                              promieniowania.

                              Strumień światła padający na jednostkę powierzchni na planecie takiej jak Ziemia
                              to suma strumieni generowanych przez ileś tam gwiazd (bardzo duuużo). Każdy z
                              nich jest 4*pi*r^2 mniejszy niż strumień generowany przy powierzchni gwiazdy.
                              Ponieważ odległość od każdej z gwiazd jest monstrualna, to powierzchnia kuli
                              4*pi*r^2 jest niewyobrażalnie wielka, zatem wielkość strumienia na Ziemi w
                              stosunku do wielkości strumienia przy powierzchni gwiazdy jest niewyobrażalnie
                              mała. Ten ułamek jest znikomo małą wartością w porównaniu do liczby widocznych z
                              ziemi gwiazd. Czy jeszcze? :)

                              • itek1 Re: Głupie pytania 22.11.05, 07:44
                                > Źródłami światła w kosmosie są gwiazdy a nie planety.

                                Nie masz racji.Ale napisalem tak dla dla Ciebie, dla uproszczenia:)

                                Reszta Twoich kombinacji jest dziecinna (ubawily mnie sformulowania "bardzo
                                duuużo","monstrualna","niewyobrażalnie wielka","niewyobrażalnie
                                > mała" ) i pozostawiam je bez komentarza:)
                                Jak sadze probujesz mi uswiadomic, ze jestem w bledzie.
                                Jednak przemysl jeszcze raz, jesli Cie na to stac:),to co napisalem w pierwszym
                                poscie (tym z powlkami wypelnionymi gwiazami, ktorych jest nieskonczenie wiele)
                                > Czy jeszcze? :)
                                Wspolczuje dobrego samopoczucia.
                                Dla Ciebie chyba nie ma tylu tajemnic jak dla mnie:)
                                A poza tym dazysz do bycia autorytetem w dziedzinie o ktorej,sadze, ze nie masz
                                pojecia:)
                                To troche smieszne:) i troche smutne:)
                                Tak jak w zyciu.
                                Pozdrawiam:)
                                • marquis Re: Głupie pytania 22.11.05, 11:02
                                  Wiesz, wcale nie dążę do bycia autorytetem w tej dziedzinie, nie mam takiej
                                  potrzeby ani ambicji. Ostatnia odpowiedź została mi "podrzucona" przez znajomego
                                  FIZYKA (wykładowcy, zresztą) - wątpliwe, by nie wiedział, o czym prawi. A uzycie
                                  słów "monstrualny" itp. było celowe. W tej chwili to ja się śmieję w głos, bo w
                                  sposób infantylny bronisz sie przed kompromitacją. A po co? Czy ja chciałem cię
                                  skompromitować? Poprawiałem jedynie błędy w rozumowaniu.
                                  Twe nieudolne próby ironizowania wzbudzają jedynie politowanie. Przykro mi, że
                                  tak kończy się ta wymiana zdań. Następnym razem wykaż więcej pokory. Pokora
                                  wobec wiedzy to pierwszy krok do mądrości. Powodzenia :)
                                  • itek1 Re: Głupie pytania 22.11.05, 11:16
                                    > W tej chwili to ja się śmieję w głos, bo w
                                    > sposób infantylny bronisz sie przed kompromitacją.

                                    Na zdrowie:)
                            • staua Re: Głupie pytania 21.11.05, 23:52
                              Ale nie jest 100% ciemno w nocy, pewnie tyle swiatla powoduje wlasnie taki stopien oswietlenia (czy
                              tam zaciemnienia). Jak wejdziesz do szafy bez szpar i zamkniesz szczelnie drzwi, to bedzie tam
                              ciemniej niz na nieoswietlonym polu. Mozna to chyba jakos zbadac (bo oko nie jest doskonalym
                              instrumentem).
                              • marquis Re: Głupie pytania 21.11.05, 23:58
                                Po prostu dociera do nas światło, ale jest go tak malutko, że nie rozświetla nam
                                nocy. Przykład z szafą bdb :)
                                • beatanu Re: Głupie pytania 22.11.05, 00:17
                                  marquis napisał:
                                  Przykład z szafą bdb :)

                                  A czy ktoś z Was bywa(ł) w ciemni fotograficznej? Zdecydowanie ciemniej niż w
                                  szafie... (przynajmniej "mojej" szafie z dzieciństwa, w której usiłowaliśmy się
                                  ukrywać podczas zabawy w chowanego)

                                  Kilka lat temu chodziłam na kurs fotografii (takiej klasycznej, czarno-białej)
                                  i ciągle jeszcze pamiętam to niesamowite uczucie... Czułam obecność stojącej
                                  obok mnie osoby, słyszałam jej oddech, mogłam wyciągnąć rękę i dotknąć
                                  właściciela oddechu ale ciągle go/jej NIE WIDZIAŁAM. Przynajmniej podczas
                                  procesu wywoływania filmu.

                                  Uczestniczyłam w magicznym procesie obróbki zdjęć jako dziecko - najpierw u
                                  boku ojca, później brata ale za nic nie pamiętam tej totalnej ciemności...
                                  Podejrzewam, że panowie oddawali kliszę do wywołania w jakimś zakładzie
                                  fotograficznym i bawili się tylko w wywoływnie zdjęć. Bo pomalowaną na czerwono
                                  żarówę pamiętam doskonale. No i te czary mary. Gdy z nicości w kuwecie nagle
                                  pojawia się pierwszy zarys sfotografowanej wcześniej twarzy albo czegokolwiek
                                  innego. Duża już jestem, ale ciągle mnie to fascynuje. Potrafię cieszyć się jak
                                  dziecko... (I pod tym względem zgadzam się z "przedkiszkową" sygnaturką
                                  Braineatera - od początku do końca dzieckiem...)

                                  B
                                  • staua Re: Głupie pytania 22.11.05, 01:57
                                    Bywam codziennie :-) nie wiem, czy wiecie, ze wywolywanie filmow to codziennosc w biochemii,
                                    zwlaszcza bialek. Ciemno jak w szafie... albo ciemniej. Fajnie wtedy sie widzi, jak bardzo czerwone
                                    swiatlo zmniejsza te ciemnosc.
                              • itek1 Re: Głupie pytania 22.11.05, 08:04
                                Wg wzoru podanego we wczesniejszym poscie wynika, ze odleglosci od powlok
                                wypelnionych gwiazami nie kompensuja ilosci wypromieniowanego przez nie swiatla
                                Patrz moj 2 post w tym watku.
                                Pozdrawiam:)
                              • itek1 Re: Głupie pytania 22.11.05, 10:01
                                > Ale nie jest 100% ciemno w nocy, pewnie tyle swiatla powoduje wlasnie taki stop
                                > ien oswietlenia (czy
                                > tam zaciemnienia).
                                Problemem nie jest to, ze dociera do nas tyle swiatla ile dociera, ale DLACZEGO
                                tak sie dzieje.
                                Przeciez, ze wzoru ktory podalem wynika,ze jesli dana gwiazda znajduje sie w
                                odleglosci r , a inna identyczna gwiazda znajduje sie w odleglosci 2*r to
                                dociera do nas od tej drugiej gwiazdy 4 razy mniej swiatla (1/(2*r/r)^2=1/4.
                                Jednak ilosc gwiazd znajdujacych sie w obrebie danej skonczonej powloki
                                znajdujacej sie w odleglosci 2 razy wiekszej od innej skonczonej powloki o tej
                                samej grubosci jest 4 razy wieksza (Zgodnie ze wzorem:
                                (4 *pi *(2*r)^2 *grubosc powłoki) / (4 *pi *r^2 *grubosc powłoki) = 4 !!!)
                                zatem wynika stad, ze ilosc swiatla nie zalezy od odleglosci danej powoki od
                                nas, a przyjmujac, ze powlok jest nieskonczenie wiele (Wszechswiat jest
                                nieskonczony) powinno do nas docierac swiatlo i rozswielac noc:)
                                • aaneta Re: Głupie pytania 22.11.05, 10:20
                                  Ależ dociera do nas światło gwiazd! Nie widziałeś nigdy gwiazd na niebie?
                                  • itek1 Re: Głupie pytania 22.11.05, 10:29
                                    Nie widziałeś nigdy gwiazd na niebie?
                                    To jest rzeczywiscie modelowo glupie pytanie:)
                                    Jednak, nie chodzi w tym watku o to, zeby stwierdzic, ze gwiazdy swieca, ale o
                                    to dlaczego ich tak malo swieci.
                                    • aaneta Re: Głupie pytania 22.11.05, 10:36
                                      itek1 napisał:
                                      > dlaczego ich tak malo swieci

                                      Jak to mało? Mało gwiazd na niebie? Ty chyba naprawdę nigdy nie patrzyłeś w
                                      niebo nocą.
                                      • itek1 Re: Głupie pytania 22.11.05, 10:46
                                        Malo-duzo
                                        Co malo dla mnie (malo w porownaniu do ilosci wszystkich gwiazd we
                                        Wszechswiecie) to duzo dla Ciebie.
                                        > Ty chyba naprawdę nigdy nie patrzyłeś w
                                        > niebo nocą.
                                        I daruj sobie prymitywne komentarze:)
                                        • aaneta Re: Głupie pytania 22.11.05, 10:52
                                          Może moje komentarze są prymitywne, za to Ty jesteś niegrzeczny i agresywny,
                                          zwłaszcza wcześniej w stosunku do Marquisa, co dyskwalifikuje Cię na tym forum :(
                                          • itek1 Re: Głupie pytania 22.11.05, 10:57
                                            Mam wrazenie,ze zarown M. jak i Ty jestes niegrzeczna.
                                            W zwiazku z tym sami sie dyskwalifikujecie z tego forum:)
                                          • marquis Re: Głupie pytania 22.11.05, 11:08
                                            O nie, Anetko, Ciebie też obraża? Nie gadamy z tym panem! Bo to wysoce szkodliwt
                                            gatunek trolla, który najpierw skupia na sobie uwagę publiczności, by w najmniej
                                            spodziewanym momencie zaatakować słownie uczestników dyskusji :(
                                            • itek1 Re: Głupie pytania 22.11.05, 11:18
                                              > Ciebie też obraża?
                                              Gdzie Ciebie badz Anete obrazilem Ziutus?
                                    • marquis Re: Głupie pytania 22.11.05, 11:06
                                      Poczytaj sobie o energii światła oraz o prawie zachowania energii. Bo światło
                                      niesie ze sobą energię, która nie jest nieskończona.
            • nienietoperz Re: Głupie pytania 22.11.05, 11:40
              Itku,
              Twoje rozumowanie nie jest glupie, jak zasugerowal marquis. Wszystko rozbija sie
              o (jak to ostatnio ujal moj wspolpracownik) o 'niebezpieczenstwo zwiazane z
              uzywaniem slow na o'. Koledze chodzilo o 'obvious', ale 'oczywiscie' tez pasuje.
              Wszechswiat, (przynajmniej ten materialny) nie jest nieskonczony. Poza tym, z
              uwagi na jego skonczony wiek, nawet w jego aktualnych rozmiarach rozklad gwiazd
              nie jest rownomierny (zawsze podaje sie przyklad ciasta z rownomiernie
              rozlozonymi na calej powierzchni rodzynkami, ktore zaczyna w piecu rosnac -
              wyobraz sobie to zjawisko w duzej skali).
              I w dzien jest jasniej.

              Uklony,
              nntpz
              • nienietoperz Uwaga ogolna 22.11.05, 11:55
                Glupie pytania sa OK.
                Glupie odpowiedzi tez sa OK, pod warunkiem, ze nie sa pisane z punktu widzenia:
                'Alez to Twoje pytanie glupie!'.

                A jesli znajomy fizyk drogi marquisie wyjasnial, to niestety nie do konca chyba
                jego argumenty przetrwaly do Twojej ich interpretacji.
                Stwierdzenie 'skoro cos jest baardzo malutkie, to nawet jesli jest tego bardzo
                duzo, to i tak jest bardzo malutkie', jest intuicyjnie na pierwszy rzut oka jak
                najbardziej sluszne. Stad zrozumiale klopoty Leibniza z wyjasnieniem 'reszcie
                spoleczenstwa' pojecia nieskonczonosci w XVII wieku, i klopoty uczniow w szkole
                sredniej ze zrozumieniem tegoz w wieku XXI.

                Uklony,
                nntpz
                • marquis Re: Uwaga ogolna 22.11.05, 18:27
                  W żadnym miejscu nie stwierdziłem, że pytanie (którekolwiek) jest głupie. NIe
                  wiem, skąd ten pomysł. A argumenty fizyka przekleiłem dosłownie, nie spisywałem
                  z pamięci ;-) Mnie to zresztą i tak rybka, oczywistym jest, że światło gwiazd do
                  nas dociera, inaczej byśmy ich nie widzieli. Niemniej, jest ono na tyle słabe
                  (na naszej planecie), że nie rozświetla nam nocy.

                  :)
              • itek1 Re: Głupie pytania 22.11.05, 12:10
                Dziekuje za merytoryczne podejscie do problemu.
                Ja tylko dla uproszczenia zakladam, ze rozklad gwiazd jest rownomierny-
                galaktyki i gwiazdy rozmieszczone sa przeciez w sposob losowy. Mysle, ze w
                przypadku niewielkiej nierownomiernosci rozlozenia gwiaz i galaktyk moje
                rozumowanie tez ma sens. A stopien prawdopodobienstwa, ze materia we
                Wszechswiecie jest równomiernie rozlozona (badz wzglednie rownomiernie
                rozlozona) nie jest mniejszy niz stopien prawdopodobinstwa, ze Wszechswiat skada
                sie z elementow skrajnych.
                Poza tym zrodlem swiatla we Wszechswiecie nie jest tylko materia gwiazd i galaktyk.
                Pozdrawiam:)

                • nienietoperz Ad jasna noc? 22.11.05, 12:21
                  Itku,
                  - w pewnym sensie zakladam model wyidealizowany poczatkowo absolutnie
                  rownomierny, tak jak chciales. Znow, po kolei, postaram sie wyjasnic. Pomysl
                  troche o tym ciescie w piecu, na poczatku malutkim, rodzynkami oblozonym
                  rownomiernie. Kiedy bardzo spuchnie, w warstwie, ktora chcialbys nazywac
                  pierwsza (niech ma promien 1 cm) bedzie rodzynkow tyle samo, co w drugiej (nadal
                  o promieniu 1 cm), i tak dalej. Nie zmienia to w niczym faktu, ze warstw jest
                  skonczona ilosc (czy tez ciasta jest skonczona ilosc, jesli draznia Cie
                  rodzynki). Gdyby byla ich ilosc nieskonczona, wtedy Twoje rachunki bylyby OK. A
                  tak - jesli zdarzylo Ci sie byc tuz przy rodzynku, czujesz jego zapach (swiatlo)
                  mocniej.

                  Jesli chodzi o Twoje ostatnie zdanie, to chyba nie rozumiem - zrodlem swiatla
                  sa, o ile nam na razie wiadomo, glownie gwiazdy ('gwiazdy i galaktyki' - to
                  troche nie ma sensu). Moze chodzilo Ci o to, ze wedle wszelkich rachunkow
                  wiekszosc materii we Wszechswiecie to tzw. 'dark matter'. Tyle, ze jak sama
                  nazwa wskazuje, dark matter fal swietlnych nie emituje. Dlaczego, nikt za bardzo
                  nie wie, w kazdym razie objawia sie wylacznie grawitacyjnie.
                  Ukony,
                  nntpz
                  • itek1 Re: Ad jasna noc? 22.11.05, 12:57
                    > Nie zmienia to w niczym faktu, ze warstw jest
                    > skonczona ilosc
                    Nie bardzo w tym miejscu Ciebie rozumiem.
                    1.zakladamy, ze Wszechswiat jest nieskonczony i nieograniczony.
                    2.zakladamy, ze grubosc powloki, ktora nas otacza ma skonczona wartosc
                    Zatem wykonujac prosty rachunek nieskonczonosc / dowolna liczba skonczona -
                    nieskonczonosc

                    > Jesli chodzi o Twoje ostatnie zdanie, to chyba nie rozumiem - zrodlem swiatla
                    > sa, o ile nam na razie wiadomo, glownie gwiazdy [...]

                    Jesli chodzi o swiatlo widzialne to tak. Mialem na mysli promieniowanie reliktowe.

                    Jesli chodzi o mnie to w problemie, ktory poruszylem mam watpliwosci, czy
                    swiatlo w drodze do nas nie zmienia swoich wlasnosci (czy po prostu na poczatku
                    swojej drogi jest w zakresie swiatla widzialnego, a po przebyciu pewnej
                    odleglosci, czy moze nie degraduje sie przechodzac w rejestr dla nas niewidoczny).
                    Pozdrawiam i licze na cenne uwagi :)
                    • nienietoperz Re: Ad jasna noc? 22.11.05, 13:08
                      Itku drogi,
                      nie przeczytales uwaznie mojego pierwszego postu - stad nieporozumienie.
                      NIE zakladamy, ze Wszechswiat jest nieskonczony i nieograniczony, bo to po
                      prostu nieprawda (znow - wedle tego, co fizyce wspolczesnej wiadomo).
                      Jeden z dowodow (i tu zartuje tylko czesciowo): w nocy jest ciemno!
                      Uklony,
                      nntpz
                      • itek1 Re: Ad jasna noc? 22.11.05, 13:29
                        Czytalem drogi toperzu:)

                        Wiaze sie to chyba z tym, ze nie obowiazuje we Wszechswiecie w skali makro
                        geometria euklidesowa, ale geometria Riemanna (skonczony rozmiar Wszechswiata,
                        brak granic).
    • marquis Technika 18.11.05, 20:45
      Dla mnie zawsze fascynująca była cała technika, elektronika itp. Począwszy od
      takich elementarnych pewnie spraw, jak "dlaczego radio gra" (skoro płynie prąd -
      co zresztą też jest dla mnie tajmenicą) a skończywszy na najnowszych
      technologiach komputerowych. Na przykład takie różne programy: to jest jakaś
      czarna magia, ludzie wpisują jakieś literki, znaczki, słowa i nagle z tego robi
      się "coś co działa" (czyli program). Albo taki kalkulator: jakim cudem on liczy
      te wszystkie działania?

      marquis, czerwony ze wstydu ;)

      PS. No ale raz udało mi się przełamać lęk przed komputerem i nauczyłem sie tego
      i owego o HTML i CSS. I nawet własną stronkę zrobiłem, z czego jestem bardzo dumny.
      • monikate Re: Technika 18.11.05, 21:54
        :) ja nawet nie wiem, na jakiej zasadzie działa telefon? Grunt, że umiem się
        nim posługiwać.
        Nic nie zrozumiałam z wyjaśnień o tych fazach księżyca, nic :((
        Za to ekonomiczne sprawy chwytam!
        • marquis Re: Technika 18.11.05, 21:59
          No przyjrzyj się zdjęciu Księzyca. A jeśli nie pomoże to zrobimy eksperyment,
          ale najpierw ekseryment w sprawie godzin na świecie - juz sie zabieram do
          pisania :-)
    • quarantine Re: Głupie pytania 18.11.05, 21:17
      Ja nie wiem co to jest produkt krajowy brutto, mimo, że tłumaczono mi to już
      wiele razy:(
      • marquis Portal wiedzy ekonomicznej 18.11.05, 21:24
        Słuchajcie, jest taki piękny portal www.nbpportal.pl przeznaczony głównie dla
        osób, które o ekonomii mają mgliste pojęcie. Strona jest doskonale przygotowana
        i można tam znaleźć mnóstwo bardzo ciekawych i przydatnych informacji
        (przedstawionych w bardzo przystępnej formie, więc niech się "humaniści" nie
        boją zajrzeć). Są nawet takie fajne kursy z róznych zagadnień ekonomicznych
        (interaktywne lekcje, za darmo!)

        Tutaj np. możesz się dowiedzieć o PKB (na pewno zrozumiesz):
        www.nbportal.pl/do/listpresentation?presentationid=55&typ=Z&active=3038
        • marquis Re: Portal wiedzy ekonomicznej 18.11.05, 21:26
          I koniecznie obejrzyj i posłuchaj prezentacji o panu Złociutkim. PKB przestanie
          być tajemnicą :)
        • quarantine Re: Portal wiedzy ekonomicznej 18.11.05, 21:27
          To jest kompletne science-fiction. Jak można wyliczyć całość dóbr i usług
          wytworzonych przez społeczeństwo?? Skoro większość fałszuje zeznania podatkowe.
          • marquis Re: Portal wiedzy ekonomicznej 18.11.05, 21:29
            No ale to już zupełnie inna sprawa. Główny Urząd Sadystyczny jakoś to liczy. Ja
            tam nie wiem, jak, ale liczy ;-)
    • kwiecienka1 Re: Głupie pytania 18.11.05, 22:27
      :-)))
      a ja właśnie, zanim tu weszłam, napisałam do Braineatera bo chcę sobie kupić
      odtwarzacz mp3 a nie rozumiem czym się różnią (poza ceną, ale ona przecież z
      czegoś wynika...)
      wogóle jestem noga z techniki & elekroniki...
      po moim poście o RMF Classic wytworzyła się krótka dyskusja, z której
      zrozumiałam jedynie spojniki...
      pozdrawiam
      Kwiecienka z pierwszej połowy XX wieku
      • marquis Re: Głupie pytania 18.11.05, 22:34
        O, ja przy takich zakupach to zabieram ze sobą do sklepu znajomego, który umie
        się rozmówić ze sprzedawcą. Patrzę na wygląd i cenę "maszynerii" ale o
        szczególach technicznych to juz rozmawia kolega. Bo ja nie potrafię. Zawsze
        czuję się upokorzony przy takich dyskusjach, bo widze, że sprzedawca dwoi się i
        troi, żeby mnie oświecic, ale ja ni w ząb nie rozumim ;-)
    • marquis Anegdotka 18.11.05, 22:28
      Zasłyszane. Jeden z profesorów Politechniki stwierdził kiedyś, co następuje:
      "Jeśli ktoś powie, że nie czytał Słowackiego, to zostaje uznany za prostaka i
      nieuka, ale jeśli powie, że nie zna prawa Ohma - to jest humanistą." No coś w
      tym jest ;-)
      • wqrwiony może zna ktoś odpowiedź na dręczące mnie pytanie 18.11.05, 23:03
        tu bi or not tu bi?
        • wqrwiony nurtuje mnie jeszcze jedno pytanie 18.11.05, 23:09
          od czego to zależy, że niektórzy mają przy nickach takie małe okrągłe mordki ?
          • marquis Re: nurtuje mnie jeszcze jedno pytanie 18.11.05, 23:30
            Bo maja swoje "wizytówki". Kliknij na osobę z buźką, a zobaczysz :)
        • kwiecienka1 Re: może zna ktoś odpowiedź na dręczące mnie pyta 18.11.05, 23:11
          wqrwiony napisał:

          > tu bi or not tu bi?


          ja tam nie wiem, hetero jestem
          ale nie mam nic przeciwko bi :-)
          pozdrawiam
          Kwiecienka & Czekolada Kasztankowa
        • marquis Re: może zna ktoś odpowiedź na dręczące mnie pyta 18.11.05, 23:33
          tu hef, of kors ;-)
    • marquis Pytania poważne 18.11.05, 23:31
      Nie potrafię ogarnąć nieskończoności: czasu i przestrzeni. I nie wierzę, że
      ktokolwiek potrafi. To mnie pociesza.
    • brunosch kolejne głupie pytanie. 19.11.05, 09:49
      jak i dlaczego działają ikonki na monitorze?
      Ładne to, pożyteczne, ale zrozumieć się tego nie da, bo to przecież tylko
      pokolorkowany fragment monitora. Najeżdżasz na to strzałką (której przecież też
      realnie nie ma) i dostajesz albo "moje dokumenty", albo "mój komputer", albo
      kosza lub internet, a tam - to dopiero ikonek!!!
      • beatanu o ikonkach, linkach i innych rzeczach 19.11.05, 15:37
        brunosch napisał:

        > jak i dlaczego działają ikonki na monitorze?

        Niestety nie potrafię na Twoje pytanie odpowiedzieć, należę do ludzi, którzy z
        komputera i internetu korzystają bez głębszych refleksji nad tym JAK TO
        WSZYSTKO FUNKCJONUJE. Ważne, że w miarę funkcjonuje :) I nawet nie mam ambicji,
        żeby kiedykolwiek to pojąć, bo ja przecież w dalszym ciągu nie rozumiem na
        jakiej zasadzie działa płyta analogowa... Dlaczego gra radio? Itd. itp. I co z
        tego, że kiedyś w szkole uczyłam się o falach dłuższych i krótszych, i
        ładunkach elektrycznych przepływających sobie w jedną i drugą stronę... Nie
        czuję tego, nie potrafię sobie zwizualizować, czytane nawet proste wyjaśnienia
        są da mnie tylko zlepkiem pojedyńczych słów, całości nie ogarniam. Tak już mam
        i nie staram się za bardzo, żeby coś zmienić. Doszłam do wniosku że życie jest
        zbyt krótkie, żeby przejmować się swoją niekompletną wiedzą. Tak jak nie
        przeczytam wszystkich książek, które chciałabym przeczytać, tak jak nie
        wysłucham wszystkich muzycznych dokonań, których chciałabym wysłuchać, tak...
        umrę pewnie bez zrozumienia jak działa aparat cyfrowy. Ale czy umrę
        nieszczęśliwa? Jeżeli tak, to nie z tego powodu...
        Znowu prawię banały, ale tak mi jakoś sobotnio-banalnie się pisze...

        Ale wdzięczana jestem za wątek! Może jednak czegoś się nauczę i jeszcze zdołam
        zapamiętać...

        B

        P.S. Kiedyś, chyba w 7 klasie mieliśmy na tzw. zastępstwie panią od fizyki,
        która w fantastycznie przystępny sposób wyjaśniła nam jak działa telewizor.
        Wow! Wtedy naprawdę to zrozumiałam! Szkoda tylko, że pamięć zawodną bywa :(

        • braineater Re: o ikonkach, linkach i innych rzeczach 19.11.05, 15:43
          telewizor jest w miarę prosty:)
          Jest prąd i są elektrony i prąd łomota tym elektronom, które aktualnie mają
          jakąs funkcję do spełniania, reszcie dając spokój. I prad wie którym łomotac by
          wyświetliła ci sie pani Terentiew a nie np Lepper. To tyle:)
          Ale skąd prąd to wie, to już nie wiem
          A jak odbywa się to w LCD, albo plazmach to już nie wiem zupełnie:)

          P:)
          • marquis Re: o ikonkach, linkach i innych rzeczach 19.11.05, 15:48
            Hmm, no a mnie to się właśnie LCD wydaje dużo ławtwiejsze do ogarnięcia. Cały
            ekran podzielony jest na malutkie kwadraciki - piksele. I one tam sobie świecą
            mieszanką RGB (czerwieni, zieleni i niebieskiego). Ale my nie widzimy
            pojedynczych pikseli, tylko całe obarzki, literki itp. Gdyubyśmy jednak zrobili
            znaczne powiększenie, to okazałoby się, że to tylko milion kwadracików, które z
            blika nic nie znaczą.
            • bwv1004 Re: o ikonkach, linkach i innych rzeczach 27.11.05, 23:34
              Dokładniej w LCD świeci świetlówka światłem białym. Przed świetlówką są
              piksele: dwa filtry polaryzacyjne z ciekłym kryształem pomiedzy. Żeby było
              barwnie, piksele mają fitry kolorowe: zielony, niebieski, lub czerwony. W
              zalezności od napięcia przyłożonego do piksela, zmieniają się własności
              ciekłego kryształu wpływając na polaryzację światła. O ile pamiętam, zwykle
              filtry polaryzacyjne są skrzyżowane i nie przepuszczałyby swiatła, gdyby nie
              obecność ciekłago kryształu, który w stanie spoczynku obraca płaszczyznę
              polaryzacji światła o 90 stopni gdy leci ono między jednym a drugim filtrem,
              dzięki czemu światło przechodzi (i jest po drodze podbarwiane jedną z barw
              podstawowych przez filtr kolorowy - o ile mówimy o kolorowym wyświetlaczu).
              Przyłożenie napięcia zmienia kąt, o który ciekłe kryształy skręcają płaszczyznę
              polaryzacji światła, co powoduje zmniejszenie przepuszczalności światła. W
              sytuacji krańcowej ciekły kryształ w ogóle nie skręca płaszczyzny polaryzacji.
              Wówczas światło spolaryzowane przez pierwszy filtr polaryzacyjny jest blokowane
              całkowicie przez drugi filtr i piksel jest ciemny.
    • 3promile Re: Głupie pytania 19.11.05, 18:38
      Po co Pan Bóg stworzył Kazimierę Szczukę?
      • braineater Re: Głupie pytania 19.11.05, 18:50
        Żeby w tym zapomnianym przez boga kraju, był choc jeden w miare kompetentny
        krytyk literacki.
        Odpowiada ci to?:)
        • 3promile Re: Głupie pytania 20.11.05, 13:52
          Zdecydowanie nie!
          ;-)
      • marquis Re: Głupie pytania 19.11.05, 19:11
        A ty sądzisz, że to Pan Bóg ją zesłał? ;-)
        • mamarcela Re: Głupie pytania 19.11.05, 19:53
          Czyżbyś wątpił przecież dawno wiadomo, że
          "babę zesłał Bóg raz mu wyszedł taki cud".

          "od dzieciństwa lubiłem syreny"
          • marquis Re: Głupie pytania 19.11.05, 19:59
            A o co chodzi z tymi syrenami?
            • mamarcela Re: Głupie pytania 19.11.05, 20:02
              Chodzi Ci o moje sygnaturkowe panny wodne?
              Już wyjaśniałam Beacie
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28749&w=31704316&a=31783669
              "od dzieciństwa lubiłem syreny"
              • monikate Re: Głupie pytania 19.11.05, 22:38
                Jak się mierzy oglądalność programów w tv? skąd oni wiedzą, że coś jest
                bardziej oglądane, a co innego mniej?
                • braineater Re: Głupie pytania 19.11.05, 22:43
                  przykładowy tysiąc osób dostaje taka pierdołkę, która podłączona do telewizora,
                  kabluje ich on-line, który kanał Tv aktualnie oglądają.
                  tyle, że sporo osób włacza telewizor i robi co innego, więc w ogladalnośc
                  niezbyt wierzę
                  P:)
                • marquis Re: Głupie pytania 19.11.05, 22:47
                  Jedna z metod pomiaru polega na tym, że instaluje się u paru tysięcy ludzi takie
                  specjalne urządzonka (wizometry), które śledzą, co się ogląda. I potem wnioskuje
                  na podstawie danych uzyskanych z tej próby.
                  • monikate Re: Głupie pytania 20.11.05, 14:46
                    Za ich zgodą się instaluje? Czy może robi się to w procesie produkcji aparatów
                    telewizyjnych? Bo ja niczego takiego nie posiadam, nikt mi nic nie instalował,
                    a znajomi twierdzą to samo.
                    • marquis Re: Głupie pytania 20.11.05, 14:51
                      Nie, no za ich zgodą, bez wątpienia. Wszystko legalnie i za porozumieniem stron :)
                      • monikate Re: Głupie pytania 20.11.05, 16:34
                        Jakoś nigdy nie slyszałam o tej akcji...
                        • marquis Re: Głupie pytania 20.11.05, 16:37
                          No ja też nie. Ale tak własnie się mierzy. Ale z drugiej strony, czy brałaś
                          kiedyś udział w jakimś sondażu przedwyborczym? A przecież w sumie to przepytali
                          dziesiątki tysięcy ludzi. Bo mnie nigdy nie zaczepili.
                          • monikate Re: Głupie pytania 20.11.05, 16:39
                            W życiu! Oni chyba wiedzą, kogo przepytywać, ja nie byłabym specjalnie miła i
                            komunikatywna, gdyby "sondażowi" mnie zaczepili. Że już nie wspomnę o
                            poprawności politycznej. Ci od oglądalności tyż chyba mają niucha, komu
                            instalować; ja praktycznie tv nie oglądam.
                            • marquis Re: Głupie pytania 20.11.05, 16:49
                              Podejrzewam, że pierwszym kryterium jest opłacanie abonamentu RTV. A w dalszej
                              kolejności to, że spędza się przed telewizorem tych parę godzin dziennie. My, z
                              naszą nikłą aktywnością w tej dziedzinie, nie nadajemy się do tych badań ;-)

                              PS. A ja byłem w telewizji, hihi, i to kilka razy, ale nic więcej nie powiem
                              (może tylko tyle, że raz w panoramie, raz w regionalnym dzienniku, raz w
                              programie dokumentalnym i raz w komercyjnej telewizji jak występowałem w tym
                              konkursie, co się już nim chwaliłem). I pomyśleć, że w większości tych swoich
                              "występów" nigdy nie obejrzałem, ale za to inni - owszem ;)
                          • beatanu Re: Głupie pytania 20.11.05, 16:52
                            marquis napisał:
                            >Ale z drugiej strony, czy brałaś
                            > kiedyś udział w jakimś sondażu przedwyborczym?

                            Pytanie zadane Monice, odpowiada Beata :)

                            Nie, nie w sondażu przedwyborczym (chociaż za rok w Szwecji wybory
                            parlamentalne, więc nigdy nic nie wiadomo).Ale ładnych parę lat temu dostałam
                            ankietę z jednego z tutejszych biur badania opini publicznej. Dokładnie nie
                            pamiętam, co akurat wtedy badali, chyba chodziło tak ogólnie o nawyki
                            konsumpcyjne i nie tylko o papu chodziło.
    • marquis Cytryna, co herbatę ratuje 19.11.05, 23:03
      Jak się zrobi herbatę z wody z kranu o jakości typowej dla polskiego wielkiego
      miasta, to się po chwili "ustania" na powierzchtej herbaty konstytuuje taki
      opalizujący osad. Ale jak doda się choć kilka kropel soku z cytryny i zamiesza,
      to ten osad znika. Jak mniemam zachodzi "jakaś reakacja". Choć dla mnie to po
      prostu cudowna przemiana. Może Staua mi odpowie, o co tutaj chodzi?
      • brunosch Cytryna, co herbatę ratuje 21.11.05, 14:00
        moim skromnym zdaniem w tym wypadku mamy działanie kwasu na tłuszcz. Ale co się
        z tego wytrąca i opada na dno? Może estry, może ketony, a może zwykłe mydło?
        • marquis Re: Cytryna, co herbatę ratuje 21.11.05, 22:17
          Ale jaki tłuszcz? To ten osad na herbacie to jest tłuszcz?! Powiedz, czy ty mi
          to na serio mówisz? Poza tym mnie się nic w herbacie nie wytrąca, tylko
          następuję "cudowna przemiana" osadu w "nic" ;-) Osad znika a herbatka staje sie
          krystalicznie przejrzysta, nawet po kilku kroplach cytrynki (nie chodzi mi tylko
          o samą jasność, ale właśnie przejrzystość).

          PS. Pytam serio.
          • brunosch Re: Cytryna, co herbatę ratuje 21.11.05, 22:23
            Jeżeli pływa i opalizuje, to z pewnością tłuszcz. Albo benzyna, bizmut lub inne
            ropopochodne :) Mam nadzieję, że chyba lepiej zniesiesz w herbacie tłuszcz niż
            jakieś radosne chemikalia. A kwasy wchodzące w reakcję z czymś takim są
            bezlitosne. Mogą emulgować. Cokolwiek by to miało znaczyć.
            • marquis Re: Cytryna, co herbatę ratuje 21.11.05, 23:05
              Dobra, już nic nie chcę więcej wiedzieć! Na samą myśl o ropopochodnych,
              tłuszczach czy jakichś emulsjach (emulgatach) robi mi się niedobrze. A ciekawe,
              że na herbatce owocowej nie robi się osad. Może dlatego, że tam jest jakas
              mikroskopijna ilość kwasu w suszonych owocach ;-) Never mind.
              • staua Re: Cytryna, co herbatę ratuje 21.11.05, 23:26
                Hm, z kranowy to nie tluszcz, tylko raczej weglan wapnia, w postaci koloidalnej moze plywac po
                powierzchni, a kwas go po prostu rozpuszcza bardzo ladnie (tak, jak ocet czy inny kwas rozpusci
                kamien w czajniku czy w rurach).
                Ciekawsze jest rozjasnienie herbaty przez cytryne, bo oczywiscie jest nieproporcjonalne do ilosci
                dodanego soku i nie mozna go tlumaczyc rozcienczeniem, a tlumaczenie, ze to zmiana pH, jest zbyt
                ogolne. I to jeden konkretny zwiazek jonizujacy inaczej w kwasnym pH wplywa na zmiane koloru (nie
                pamietam jego nazwy, ale wiem, ze to nie flawonoid herbaciany, tylko cos innego, moze znajde)
                • marquis Re: Cytryna, co herbatę ratuje 21.11.05, 23:37
                  No nareszczie się pojawiłaś, zauważyłaś chyba, że pytanie skierowałem do Ciebie,
                  pani doktor :) Cieszę się, że jednak to nie żadne benzyny i tłuszcze i że się
                  rozpuszcza. Uff!
                  A czy jest inny sposób, niż cytrynka, na pozbycie sie tego węglanu wapnia? Bo ja
                  lubię herbatkę bez dodatków (żadnych tam cukrów i kwasów): niestety ten osad
                  burzy moje poczucie estetyki, więc chąc nie chcąc pijam czarną herbatę rzadko i
                  tylko z cytrynką. A przecież dodawanie cytryny do earl grey jest nonsensem!

                  Całe szczęście, że lubię owocowe herbatki, na których nie tworzy się żaden
                  koloidalny osad. Tylko że czasem mam ochotę właśnie na czarną BEZ (osadu i cytryny).
                  • beatanu o wyższości bawarki nad herbatą z osadem 21.11.05, 23:47
                    marquis napisał:
                    > A czy jest inny sposób, niż cytrynka, na pozbycie sie tego węglanu wapnia?

                    Pewnie nie ma :(
                    Ale jeżeli dolejesz do herbaty odrobinę (albo kilka odrobin - jak ja to mam w
                    zwyczaju robić:) mleka zimnego nieprzegotowanego broń boże, i szybko wszystko
                    wymieszasz i w miarę szybko wypijesz, to nie będzie śladu po żadnych węglanach
                    wapnia i innej ropie...

                    Beata Zwolenniczka Herbaty Zabielanej
                    • marquis Re: o wyższości bawarki nad herbatą z osadem 21.11.05, 23:53
                      Fuu, bawarki nie wypiję, blee :P Chociaż skoro mówisz o odrobinie, to może
                      wypróbuję.
                      • staua Re: o wyższości bawarki nad herbatą z osadem 22.11.05, 02:03
                        Tez nie lubie bawarki, choc przymierzalam sie powaznie dwa razy (Wielka Brytania - wlasnie, a jak
                        Nienietoperz sobie bawarke przyswoil - i Indie). Niestety, nie udalo sie - podejrzewam uraz z
                        przedszkola.
                        • nienietoperz Re: o wyższości bawarki nad herbatą z osadem 22.11.05, 11:47
                          W UK sobie nie przyswoil. Wyrobil sobie odruch obronny polegajacy na szybkim
                          dwukrotnym powtorzeniu w odpowiednim momencie 'black tea for me, please', z
                          akcentem na pierwszym wyrazie, a nastepnie na ignorowaniu wzniesionych brwi.

                          W Indiach przyswoil nie dosc, ze herbate gotowana wraz z mlekiem, to jeszcze z
                          nieznosna iloscia cukru (normalnie nie slodzac). Z kardamonem nawet polubil,
                          choc herbata by tego nie nazwal.

                          Wasz
                          nienietoperz
                          • staua Re: o wyższości bawarki nad herbatą z osadem 22.11.05, 16:24
                            No, z kardamonem chai to jeszcze mozna :-)
                            W UK to byl dla mnie koszmar, mieszkalam w akademiku, gdzie wszyscy gotowali sobie herbate z
                            mlekiem i potem pili ja na sniadanie we wspolnej kuchni, wiec kazdy sie dziwil piciu czarnej...
                  • staua Re: Cytryna, co herbatę ratuje 21.11.05, 23:48
                    No coz, nie wiem... mozna pewnie jakos stracic (strONcic :-) i pewnie moglabym troche sie wysilajac,
                    podac Ci jak (pewnie mozna dodac jakas inna sol, ktora spowoduje wytracenie wapnia w postaci
                    nierozpuszczalnej na dnie i przefiltrowac albo zdekantowac), ale jaki wplyw bedzie to mialo na smak
                    herbaty oraz jej... pijalnosc, nie mam pojecia. Musialoby byc cos nie-trujacego...
                    Malo mam czasu ostatnio i dlatego malo mnie na forum, ale i tak bylam w czolowce wpisow, wiec moge
                    zwolnic troche tempo.
                    A Ty skad wiesz, ze jestem pania doktor????? Pisalam o tym? ;-)
                    I dzieki za zadanie pytania, na ktore moglam sie pokusic o odpowiedz!
                    • marquis Re: Cytryna, co herbatę ratuje 21.11.05, 23:56
                      A pisałaś, przypominam sobie, że nawet podawałaś tematy pracy mgr i dr :-) I że
                      ktoś pytał o "trzynastowierszową nazwę związku chemicznego". A co, pilnie się
                      zapoznaję z historią forum :)
                      Nie wim, co znaczy zdekantowac, ale i tak żadnej soli sobie w herbacie nie
                      potrafię wyobrazić i pływającego wytONconego kawałka wapnia też nie, więc chyab
                      pozostanę przy cytrynce. :-)
                      • staua Re: Cytryna, co herbatę ratuje 22.11.05, 02:00
                        Zdekantowac= poczekac, az osad opadnie na dno i uwaznie zlac plyn znad osadu (bardzo przestarzala
                        technika, na pewno dlatego jej nei znasz).
                        Aha, o tych tematach prac przypominam sobie watek, rzeczywiscie. Dopisz sie najlepiej!
                        Ja tam lubie z cytrynka, ale tutaj woda jest bardzo miekka i nic mi na powierzchni nie plywa. To dobrze,
                        bo najbardziej lubie zielona, a z cytryna mi mniej smakuje niz czarna.
    • griszah Wanna, lejek i Coriolis 21.11.05, 13:54
      Jednym z fundamentalnych pytań i zagadnień nurtujących Niedouczonego Inżyniera
      jest problem lejka. Otóż jak można zauważyć wypuszczając wodę z wanny spływa
      ona do kanalizacji w postaci lejka wirującego zawsze w tym samym kierunku (nie
      pamiętam, w którym a nie mam wanny pod ręką żeby sprawdzić) na półkuli
      północnej a na półkuli południowej w kierunku odwrotnym. Ze szczątkowych
      wiadomości wyniesionych z kółka fizycznego wynika, że ma to związek z
      tajemniczą siłą niejakiego Coriolisa. No i fajnie jest - ale ciekaw jestem w
      jaki sposób woda spływa dokładnie na równiku. Może ktoś przez przypadek kąpał
      się na równiku w wannie i z nudów zaobserwował wypuszczanie wody? (No bo co
      można robić na równiku? Nic się nie dzieje – jak w polskim filmie – nuda,
      dłużyzna, dialogi nie dobre). :).
      • nienietoperz Re: Wanna, lejek i Coriolis 21.11.05, 13:57
        Na podstawie oficjalnego wyksztalcenia (nie mylic z wyksztalceniem autentycznym
        ani z doswiadczeniem), uwazam, ze na rowniku woda powinna wirowac jednakowo
        czesto w kazda ze stron.
        Mylic sie rzecz jasna moge.
        • mamarcela Re: Wanna, lejek i Coriolis 21.11.05, 14:00
          Na zmianę, czy losowo? W jakich interwałach czasowych?

          mamarcela zaciekawiona wielce, bo z fizyki bałwan z niej jest

          "od dzieciństwa lubiłem syreny"
      • brunosch Re: Wanna, lejek i Coriolis 21.11.05, 14:02
        tja... świetna teoria, tyle że można poprawić naturę zakręcając ręką wodę w
        drugą stronę. I już leci jak chcemy.
        • griszah Re: Wanna, lejek i Coriolis 21.11.05, 14:05
          brunosch napisał:

          > tja... świetna teoria, tyle że można poprawić naturę zakręcając ręką wodę w
          > drugą stronę. I już leci jak chcemy.
          Otóż nie- możesz ją oczywiście czasowo zamącić ale jak zostawisz potem "w
          spokoju" to wróci do swojego ulubionego kierunku. To właśnie jest ciekawe.
          :)
          • nienietoperz Re: Wanna, lejek i Coriolis 21.11.05, 14:23
            Na rowniku Brunosch ma racje. W Polsce racje ma Griszah:-)

            A ad pytanie MM - losowo. To znaczy zalezy to od warunkow poczatkowych, ale
            uklad jest w stanie rownowagi chwiejnej, i minimalne, niezauwazalne tychze
            warunkow zaburzenie determinuje kierunek wirowania. Troche tak jak z proba
            polozenia pileczki na wierzcholku trojkata (wszystko dwuwymiarowe :-) - zawsze
            spadnie w ktoras strone, i zawsze zalezy to od tego jak sie ja polozylo.
            Niemniej jednak nie jest sie w stanie tego w praktyce kontrolowac.
            • diffie Re: Wanna, lejek i Coriolis 22.11.05, 10:58
              nienietoperz napisał:

              > Na rowniku Brunosch ma racje. W Polsce racje ma Griszah:-)
              >
              > A ad pytanie MM - losowo. To znaczy zalezy to od warunkow poczatkowych, ale
              > uklad jest w stanie rownowagi chwiejnej, i minimalne, niezauwazalne tychze
              > warunkow zaburzenie determinuje kierunek wirowania. Troche tak jak z proba
              > polozenia pileczki na wierzcholku trojkata (wszystko dwuwymiarowe :-) - zawsze
              > spadnie w ktoras strone, i zawsze zalezy to od tego jak sie ja polozylo.
              > Niemniej jednak nie jest sie w stanie tego w praktyce kontrolowac.
              ====================

              W ten oto piękny sposób doszliście do współczesnej matematyki i teorii chaosu.
              "Kaprysy pogody, wzburzone morze, turbulencja strugi wody, łopot flagi na
              wietrze, kształt chmury, droga błyskawicy, fluktuacje populacji - takie i
              podobne zjawiska były poza zasięgiem dotychczasowych metod. Teraz już nie są.
              Dzięki uczonym takim jak Smale, Feigenbaum, Mandelbrot i inni powstała nowa
              nauka, teoria chaosu, nauka o globalnej strukturze układów, dla której chaos -
              powtórzmy - jest "stochastycznym zachowaniem występującym w układach
              deterministycznych"." - powiedział profesor Roman Duda.
              www.uw.uni.wroc.pl/numer13/page4.php

              • griszah Re: Wanna, lejek i Coriolis 22.11.05, 11:31
                Dzięki. Świetny artykuł. I napisany zrozumiałym językiem. Pozwala zrozumieć jak
                ciekawa może być wyższa matematyka i fizyka i do czego w praktyce mogą służyć
                równania różniczkowe i całkowe zaliczane przeze mnie na polibudzie (program
                obejmował 3 semestry matmy),z których już nic nie pamiętam (zresztą to nawet
                było fajne ale wyłącznie jako rodzaj intelektualnej łamigłówki).
                No i ta optymistyczna konkluzja: "Chociaż nasz Układ Słoneczny jest chaotyczny,
                to jeszcze przez pięć miliardów lat możemy spać spokojnie" :). Ja będę.
                Pozdrawiam.
      • staua Re: Wanna, lejek i Coriolis 21.11.05, 23:27
        Hehe, w Brazylii na wiosne wlasnie sprawdzilismy w toalecie, ze tak jest rzeczywiscie :-) nie ma to jak
        eksperymencik...
    • diffie Liczenie przodków 28.11.05, 13:41
      Próbowałem kiedyś policzyć swoich przodków, tak powiedzmy do roku 1000 Anno
      Domini. Z grubsza chociaż. Za wyjściową hipotezę przyjąłem, że miałem (mam)
      mamusię i tatusia. W swoich ryzykownych konstrukcjach poszedłem dalej,
      przyjmując, że dziadkowie też istnieli, a i pradziadkowe także. No i policzyłem.
      Rok 2005. Co 25 lat nowe pokolenie. Czyli na okrągło co 25 lat razy dwa, razy
      dwa itp. Mamy rok 1005. Wychodzi liczba 1 099 511 627 776. Niemożliwe. Czy
      jestem ofiarą chowu wsobnego ?
      • nienietoperz Re: Liczenie przodków 28.11.05, 13:44
        Jak my wszyscy, diffie, nie ma sie co martwic.
        • staua Re: Liczenie przodków 28.11.05, 18:22
          Dlatego najlepiej tworzyc pary z cudzoziemcami, sa chociaz troszke bardziej oddaleni :-)
        • brunosch niebezpieczeństwo chowu wsobnego 29.11.05, 10:48
          najlepiej rozwiązywały przelatujące obce armie.
          To znaczy - przelatywały zarówno przez teren, jak i białogłowy.
          • staua Re: niebezpieczeństwo chowu wsobnego 30.11.05, 02:41
            A teraz? Armie nie przelatuja niczego ani nikogo, jedyna nadzieja w powszechnych migracjach ludnosci
            za chlebem...
    • griszah Systemy liczbowe 28.11.05, 15:04
      Czy jest jakiś powód matematyczny, dla którego przyjęto jako obowiązujący
      system dziesiętny. Czy to uprzywilejowanie wynika tylko a) z przyzwyczajenia
      b) „intuicji” bo większość ludzi ma 10 palców? Czy, odwracając pytanie, gdyby
      ludzie mieli po osiem palców to byśmy znali tylko 8 cyfr (od 0 do 7) czy i tak
      z czasem doszlibyśmy do systemu dziesiętnego ze względu na jego jakieś
      specjalne właściwości algebraiczne?
      Griszah Dziesięcopalcy
      • nienietoperz Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 15:27
        Tylko i wylacznie z uwagi na tradycje, tradycja zas z uwagi na palcastosc.

        Swoja droga uklad dziesietny nie 'obowiazuje' - jest po prostu powszechnie uzywany.

        Uklony,
        nntpz
        • mamarcela Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 15:39
          Coś mi sie po głowie błąka, że był kiedys ósemkowy i stąd nawet francuska nazwa
          dziewiątki - neuf - nowy?
          Pozdro.
          • nienietoperz Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 15:48
            O dziewiate nie wiem, nigdy nie myslalem.
            Na pewno Zabozercy uzywali niegdys 20tkowego - stad paskudne formy typu
            quattre-vingt dix-huit, ktore czesto nieswiadomie bojkotuje mowiac jak czlowiek
            neufcent-huit - i tak kazdy wie o co chodzi.
            • staua Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 18:24
              A kiedys chyba uzywano siodemkowego, ktorego pozostaloscia jest tydzien? I podstawa bylo siedem
              znanych wtedy cial niebieskich (piec widocznych na niebie planet, Slonce i Ksiezyc)...
            • marquis Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 21:03
              No tak, jak ci okropni Belgowie, którzy zamiast trzymać się "pur francais" mówią
              septante, octante etc.

              Marquis, puriste de la langue francaise


              No ale "neufcent-huit" to ze słuchu dla mnie byłoby 908 a nie 98 ;)
          • griszah Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 15:54
            Ja nawet w kalkulatorze mam możliwość robienia obliczeń w systemie oktogonalnym
            (ósemkowym) ale w jakim celu miałbym go używać to nie wiem. No bo binarny to w
            komputerach ma zastosowanie, szesnastkowy też jakoś jest lubiany przez
            informatyków - ale po kiego grzyba oktogonalny? Może wiesz Nietoperzu?
            Pozdrowienia.
            • nienietoperz Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 16:00
              W zasadzie oktagonalny versus 16kowy to juz tylko kwestia gustu.
              Dwojkowy ma jak pewnie wiecie taka technologiczna przewage, ze nie trzeba cyfr,
              wystarczy (jest)/(nie ma)
              Dalej 8kowy czy 16kowy to juz tylko kwestia tego, czy technicznie badz
              estetycznie wolisz wysylac grupki sygnalow po trzy (co Ci daje osemkowy) czy po
              cztery (16kowy), a potem zapisywac wynik jedna cyfra.
              • griszah Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 16:09
                a ha (myślę, że żona wolałaby system 16kowy sygnałów np. żeby po 4 kwiatki
                dostawać ode mnie niż po 3) ;).
            • diffie Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 16:04
              "W całej swej „fajności” system binarny ma jedną wielką wadę, którą z całą
              pewnością zdążyłeś już zauważyć. Mianowicie liczby w tym systemie są po prostu
              długie. Do zapisania każdej liczby potrzeba wielu cyfr – dużo więcej, niż w
              systemach o większej podstawie.

              W sumie nie ma w tym niczego dziwnego – w końcu to jest system o najmniejszej
              możliwej podstawie. Czy nie da się jednak czegoś na to poradzić?

              Rozwiązaniem są dwa inne systemy liczbowe, które również mają duże znaczenie w
              informatyce. Są to system ósemkowy oraz przede wszystkim system szesnastkowy."
              avocado.risp.pl/files/texts/od0dogk/html/D_B.html


      • diffie Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 15:51
        "Podstawą systemu liczbowego Majów była liczba 20. Dlaczego? Możemy się jedynie
        domyślać. Otóż w ciepłym klimacie Ameryki Majowie nie mieli potrzeby noszenia
        obuwia. Każdy człowiek posiada dwadzieścia palców - dziesięć u rąk i dziesięć u
        nóg. Prawdopodobnie ta własność naszego ciała wpłynęła na wybór podstawy systemu
        liczenia."

        pl.wikipedia.org/wiki/System_liczbowy
        www.i-lo.tarnow.pl/edu/inf/prg/pmc/pages/02.htm
        www.programuj.com/artykuly/rozne/sysliczb.php
        Pozdrawiam
        • braineater ja też o cyferki 28.11.05, 15:58
          sie spytam, a pytanie wynikło z zabawiania się kalkulatorem i chyba jest mocno
          Toperzowe:
          Dlaczego jak robie pierwiastek z dowolnej liczby po mniej więcej 24-27
          pierwiastknięciach otrzymuje zawsze 1, a jeden podniesione do potęgi 24 nie
          wynosi np 9?

          To jest strasznie gupie pytanie, ale sie zaciekawiłem:)

          P:)
          • nienietoperz Re: ja też o cyferki 28.11.05, 16:07
            Dlatego, ze Twoj kalkulator (ani zaden istniejacy w RR) nie operuje na liczbach
            rzeczywistych (pun non-intended), a wylacznie na ich przyblizeniach. Kiedy
            pierwiastkujesz, za ktoryms razem pojawia mu sie cos w rodzaju
            1.0000000000000000000000000000000000000000000000000003...., i jako, ze biedak
            pamieta np. tylko trzydziesci cyfr po przecinku, to dla niego to samo co 1.
            A 1 mnozone przez siebie dowolna ilosc razy to nadal jeden. I to juz Twoj
            kalkulator wie.


            Co ciekawe, wiekszosc kalkulatorow
            a) 'liczy' w dwojkowym (pierwsze przyblizenie)
            b) wyswietla w 10kowym (kolejne przyblizenie)
            a kiedy kazesz im cos z tym dalej zrobic
            c) przerzuca wyswietlone na dwojkowy (przyblizenie)
            d) z tym zaczyna sie dopiero meczyc.
            Madrzejsze kalkulatory omijaja krok c i d - to znaczy pamietaja nie tylko to, co
            Ci wyswietlily, ale tez to, co siedzialo tam wczesniej 'dwojkowo'. I z tym
            biedza sie dalej.
            • griszah Re: ja też o cyferki 28.11.05, 16:12
              Czy mądrzejszy kalkulator to komputer?
              • nienietoperz Re: ja też o cyferki 28.11.05, 16:17
                Tu nie bylbym pewien, moja wiedza praktyczno-techniczna oscyluje wokol zera.
                Wydaje mi sie, ze to juz powinien byc standard tez w profesjonalnych kalkulatorach.
        • stella25b Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 21:30
          Majom nie tylko zawdziecza sie system dwudziestkowy ale przede wszystkim
          uzywanie zera w obrebie systemu pozycyjnego. Nauka jeszcze czesto do dzisiaj
          blednie utrzymuje, ze pojecie zera i uzytkowanie cyfr w systemie pozycyjnym
          przekazali nam Indusi poprzez Arabow.
      • itek1 matematyka slow 28.11.05, 17:39
        To nasuwa mi sie a propos watpliwosci griszy nt. obowiazujacych systemow
        lczbowych. Naprawde istnieje taka galaz matematyki:) Istnieja odpowiednie
        operacje na slowach: dodawanie, mnozenie, potegowanie, etc.
        No bo po co nam liczby i ich miara skoro mamy slowa:)))
      • stella25b Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 21:32
        Babilonczycy uzywali systemu szescdziesiatkowego. Pytanie: ile palcow posiadal
        Babilonczyk?
        • marquis Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 21:35
          Sześćdziesiąt??

          ;-)))
          • stella25b Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 21:39
            ups?? Bylam przekonana, ze nikt nie zgadnie wiec sama zjadlam nagrode:(
            • marquis Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 21:42
              ooo, ty niewdzięcznico, z zimną krwią pozbawić arystokratę nagrody, to po prostu
              skandal ;( jeszcze bardziej cię teraz lubię :)
              • stella25b Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 21:49
                eeetam od razu skandal. Wychodze z zalozenia, ze na swiecie musi byc rowno. Ty
                masz tytul a ja pelny brzuch.
                A jak mnie bedziesz dalej lubil to nastepnym razem odstapie Ci polowe:)
                • marquis Re: Systemy liczbowe 28.11.05, 21:52
                  A będę będę, ja z arystokracji a nie burżuazji :)
    • beatanu Uwaga! Kolejne głupie pytanie (dla właścisieli psó 28.11.05, 22:44
      w (cd psów) i nie tylko.

      Czy psom w zimie nie marzną łapy?
      Od czasu, do czasu widuję pieski w ubrankach - a to w kratkę, a to w
      paseczki... A nie powinno się im sprawić bucików?

      Nasze kocię-niezahartowane-domowe-zimą wypuściło się było kiedyś na śnieg i lód
      i mróz, i wróciło z ranami krwawymi na poduszeczkach. Nie płakał, ale miałam
      wrażenie, że nie było mu z tym dobrze. Jak hartują swoje poduszki psy?

      • mamarcela Re: Uwaga! Kolejne głupie pytanie (dla właścisiel 29.11.05, 09:18
        Odpowiadam jako właścicielka psów.
        O ubrankach i inych fintyfuszkach nic nie mogę powiedzieć, bo psy zawsze miałam
        duże, owłosione i o żadnych butach nie mogło byc mowy. Zresztą nigdy psa w
        butach nie widziałam, za wyjątkiem okoliczności ran na tzw. stópkach. Psy
        przynajmniej te bliżej mi znane maja twardą, zrogowaciałą skórę na podeszwach i
        akurat w poduszki chyba nie jest im zimno. Problemem są włosy pomiedzy tymi
        poduszkami, pomiędzy nimi zbiera sie śnieg tworząc czop lodowy, który uwiera
        psa okrutnie i biedny pies kuleje, podnosi łapy i stara sobie tenże czop
        wylizać lub wygryźć . Najlepiej więc wycinać te wstrętne włosiska kilka razy w
        sezonie zimowym i podczas długiego spaceru wyciągać psisku lód spomiędzy
        palców. Tyle moich obserwacji.
        Ale psy bywaja różne, rozmaicie owłosione, z różnych regionów klimatycznych
        pochodzące i w związku z tym różnie do zimy przystosowane. W czasie tych
        wakacji zawarłam bliższą znajomośc ze szczeniakiem rasy nagi peruwiańczyk.
        Piesek nie miał nie tylko sierści, ale połowy przynależnych psu zębów, ponadto
        pocił sie psrzez skórę i trzeba go było smarować kremem z filtrem. (ilustracje
        w twarzach). Miłe było zwierzątko, ale zdecydowanie nie dla mnie.
        Mój pies (idiota) jest przystosowany genetycznie nie tylko do zimy jako takiej,
        ale nawet do pływania w zamarzniętych akwenach poniewaz posiada tzw "kaczą
        sierś", dzięki której otrząsa sie po prostu z wody, a skóra pod włosami
        pozostaje sucha (gorzej z podbrzuszem, ale nie zwraca na to uwagi). Nigdy
        podczas swojego 6,5 letniego zycia nie był przeziębiony. Pewnie dlatego
        również, że przystosowany jest genetycznie do zimy (przodkowie z Kanady, a
        ostatnio z Żywca) i jest z linii użytkowej , a nie wystawowej - jest wyższy,
        smuklejszy, o szczuplejszej mordzie i żywszym temperamencie, posiada także
        więcej tej antywodnej sierści - i bardziej podobny do swoich polujących
        przodków. (ilustracje).
        Jako nałogowa psiara i kociara jestem zdecydowanym zwolenikiem psów i
        kotów "naturalnych", z uszami, ogonami, sierścią, takich, które wystarczy
        nakarmic i uczesać i nie wymagają na codzień pedikiuru, ani makijażu. Ani
        nawet ubranek, że o bucikach nie wspomnę.
        Dudus panny Skowronek z Mary Poppins chyba nosił buciki, ale to nie był
        szczęśliwy facet! Przynajmniej na początku.
        Pozdrawiam.
        • braineater Re: Uwaga! Kolejne głupie pytanie (dla właścisiel 29.11.05, 10:24
          Piesa numero uno, po prostu odmawia kontaktu z zewnętrzem jeśli na zewnątrz
          spada w granice -15C. Wtedy jest się świadkiem jedynej i niepowtarzalnej
          toalety, bowiem piesa w jak najkrótszym czasie stara się załatwić jak najwięcej
          i czasami się gubi:) Po trzech minutach stoi z powrotem pod drzwiami i nie
          przejawia najmniejszej woli spacer. Nawet na tradycyjne formy zaproszenie,
          typu 'Fugusia idzie gonić kota' reaguje wzrokiem pełnym politowania i głębszym
          zakopaniem się w koce w koszu.
          Natomiast pieas numer dwa, jak juz pisałem generalnie niezależnie od aury
          nadworem gardzi i wybitnie nie lubi tam przebywać, więc czy zima czy lato,
          uprawia krótkodystansowe biegi do jednego kąta ogrodu i z powrotem.
          Żadne z nich nie dałoby sobie niczego ubrać, tego to akurat jestem pewny:)

          P:)
          • mamarcela pies w bucikach kontra pies w kurteczce z jackpota 29.11.05, 11:30
            Opowieść prawdziwa.
            O wyczynach psa mojego idioty juz pisałam
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28749&w=30785512&a=30829040
            więc się nie będę powtarzać, ale nie uwzględniłam w liście jego idiotyzmów
            notorycznego kiedyś uciekania z domu. Nigdy nie uciekał daleko i przeważnie
            stał pod klatką, albo i wręcz na niej, ale ponieważ popełnił przestępstwo więc
            przez dłuższy czas nie chciał podejść i trzeba było go podstępem łapać.
            Najgorsze były ucieczki nocne. Wypuszczał idiotę kot, który opanował do
            perfekcji otwieranie drzwi i wystarczyło nie przekręcić zamka na noc, aby
            obudzić się około 4-5 rano z otwartymi na oścież drzwiami i bez psa. Kot
            natomiast - bezpośredni sprawca całej afery - zostawał w domu, oznajmiając za
            pomocą głośnych miauków, że to nie on, że to ten idiota, że teraz będzie
            fajniej, i w ogóle, że trzeba natychmiast się zająć kotem i jego miską.
            Trzy lata temu nabyłam sobie w jackpocie genialna kurteczkę - sztruksową, o
            kroju dżinsowej, w kolorze śliwki. Oprócz niewątpliwych walorów wizualnych
            posiadała jeszcze jeden, a mianowicie duże kieszenie wewnętrzne, w które
            wchodziło wszystko i jeszcze trochę. Uwielbiałam ją do tego stopnia, że
            dokupiłam do niej trzy pary pasujących spodni i z pięć bluzek w śliwkowy
            rzucik. Dziecka mówiły o niej "dresik mamusi" i pewnie stałaby się ona tematem
            postu do wątku"sentymentalizm itd", gdyby nie pies.
            Otóż pewnej wrześniowej niedzieli dwa lata temu odprowadzałam Młodego do
            samochodu, którym miał odjechać do kolegi, i kiedy wróciłam zobaczyłasm
            najpierw porozrzucane po mieszkaniu dziwne rzeczy: komórkę, karty kredytowe,
            pieniądze papierowe, rachunki, a dopiero później psa rozdzierającego na strzępy
            mój ukochany "dresik". O mater dolorosa, jak ja ryczałam - kurtka była nie do
            odkupienia, bo model poprzednioroczny (poruszyłam niebo i ziemię), a przecież
            ja ją kochałam!
            Postanowiłam psa ukarać okrutnie i zgodnie z przepisem znalezionym gdzieś w
            sieci, a mianowicie ubrałam go w tę kurtkę, żeby przez następne dwie doby był
            skazany na jej zapach. I faktycznie siedział cały cas pod stołem z głupia miną
            odziany w sztruksowy fiolecik i nawet nie miał zamiaru sie rozbierać. Niestety
            wieczorem dziecka nie zamknęły drzwi i nocą pies zbiegł. W kurtce.
            cdn.
            mamarcela, która nawet na dnie dołu lubi stopniować emocje

            "szczęśliwe i radosne chwile z motylem"
      • kubissimo Kolejne głupie pytanie (dla właścisieli psów) 05.01.06, 13:51
        czy pies jak biegnie to patrzy pod nogi?
    • ash3 Rocznice 07.12.05, 12:07
      Mam dość głupie pytanie: kto zajmuje sie wyszukiwaniem i oznaczaniem
      rocznicowych dat, które potem obchodzimy (jako społeczeństwo) mniej lub bardziej
      hucznie? Np. rocznica śmierci Mickiewicza (to akurat proste do "oznaczenia",
      ponieważ to rzeczywiście wielka postać w polskiej kulturze) czy 250-lecie
      urodzin Mozarta w 2006 r. (plakaty w Warszawie), czy tegoroczna rocznica urodzin
      J.H. Andersena. Mam na mysli szczególnie te okrągłe daty, ktore są okazją do
      przypominania, organizowania często ciekawych spotkań, imprez, dyskutowania i
      wydawania książek, płyt, nowych tłumaczeń etc. Gdzie i jak sie takie oznaczanie
      zaczyna? Czy sa np. specjalne komórki w rozmaitych instytutach kulturalnych,
      ambasadach, wydziałach, urzędach, które wertuja kalendarze i leksykony, i
      wysyłaja takie informacje do dalszej obróbki w komórkach "planowania
      kultury"...? Pytam, bo dla mnie to niesamowite (nigdy nie pamiętam o róznych
      prywatnych okrągłych i nie tylko rocznicach), jakby działała tu jakas pamięć
      zbiorowa: informacja pojawia się i ma sie wrażenie, ze tak trochę znikąd...
      Pochodna jest pytanie o kalendaria odczytywane zwykle rano w róznych stacjach:
      "153 lata temu zmarł wybitny malarz...". Jak się robi w redakcjach spisy takich
      dat dziennych?
      Starałam się jasno sformulować pytanie, ale nie wiem, czy się udało.
      • griszah Re: Rocznice 07.12.05, 13:07
        Podejrzewam, że zajmują się tym instytucje, towarzystwa, związki zainteresowane
        trochę dotacjami państwowymi do planowanych imprez (to wersja zgryźliwa) albo
        po prostu rzeczywiści miłośnicy talentu rzeczonego Wielkiego Człowieka starają
        się to nagłośnić w mediach (wersja idealistyczna) albo wersja mieszana.
        A co do takich dziennych zestawień to podejrzewam, że mają jakąś taką bardzo
        rozbudowaną encyklopedię elektroniczną np. PWN umożliwiającą wyszukiwanie dat
        dziennych.
        Pozdrawiam.
    • kubissimo Re: Głupie pytania 05.01.06, 13:51
      mysleliscie kiedys jak robia ołówki?
      takie zwykłe, drewniane
      • braineater Re: Głupie pytania 05.01.06, 14:26
        sadzą drzewka grafitowe, a potem je rzezają.
        To chyba najprostsza metoda:)
        P:)
      • beatanu o ołówkach, takich zwykłych, drewnianych 05.01.06, 14:40
        kubissimo napisał:

        > mysleliscie kiedys jak robia ołówki?

        Tak, myśleliśmy. Głównie dlatego, że kiedyś nabyłam była ołówek drewniany
        fikuśny, bo długi okrutnie. Taki podobny do sławetnego długopisu, którym pan
        Wałęsa podpisywał sierpniowe umowy (ale bez dyndadełka). I co się okazało? Pic
        na wodę i lipa. Ten grafitowy wsadzik miał około 6-8 cm. A później się skoczył.
        Została kolorowa oprawka, której się nawet w piecu spalić nie dało, bo taka
        jakaś polakierowana :(
        • kubissimo Re: o ołówkach, takich zwykłych, drewnianych 05.01.06, 17:05
          nie no, wiem o czym mowisz
          ale mi chodzi o takie prawdziwe olowki, ktore do samiuskiego konca maja grafit
          i mozna je zatemperowac na smierc
      • brunosch ołówki 05.01.06, 17:39
        robi się maszynowo. Niestety - zero w tym tajemniczości. Ołówek w wersji
        podstawowej to dwa półkoliste kawałki, z wyżłobionym wzdłuż w środku rowkiem na
        grafit. Potem dopiero składa się je, skleja i lakieruje.
        O wiele ciekawszy problem to z wielokolorową pastą do zębów.
        • kubissimo Re: ołówki 05.01.06, 17:40
          mam ołówki okrągłe bez najmniejszego śladu spojenia
          na pewno są magiczne
    • brunosch Pasta do zębów 05.01.06, 17:41
      Mam dręczące pytanie - jak to jest z pastą o kilku kolorach, że z tubki wychodzą
      śliczne, równe i niezmieszane kolorystycznie paski?
      • kubissimo Re: Pasta do zębów 05.01.06, 17:52
        może rozkrój jedna tubke
        jak na mój gust w środku pewnie są jakieś błonki rozdzielajace poszczególne
        kolory
        to taki wariant prozaiczny, bo zawsze można polecieć Pratchettem i powiedzieć,
        że w srodku siedzi mały demon i pilnuje rozłozenia kolorow ;)
    • kubissimo Re: Głupie pytania 09.01.06, 13:42
      dlaczego słodycze z lukrecji sa czarne?
      • beatanu Re: Głupie pytania 09.01.06, 15:52
        kubissimo napisał:

        > dlaczego słodycze z lukrecji sa czarne?

        Dlatego, bo zawierają barwnik E 153 (węgiel roślinny). Sam wyciąg z korzenia
        lukrecji nie jest czarny.

        P.S
        Nie cierpię takich słodyczy a zwłaszcza tych w wykonaniu skandynawskim czyli
        słodko-słonych :(((

        • kubissimo Re: Głupie pytania 09.01.06, 16:17
          no wlasnie
          korzen lukrecji jest bialawy (we Wloszech to dosyc popularny podgryzacz)
          to czemu wymyslili sobie, ze te slodycze beda czarne?

          a finskie salmiaki sa bardzo dobre :)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka