21.11.05, 10:37
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,3023940.html
I tak własnie chciałbym sie dowiedzieć.
Narzędzie pracy, czy jednak bardziej konkurencja wobec TV i innych rozrywek
masowych?
I przy okazji znowu pytanie do bardziej doświadczonych TWAczów (za starszych
i inne odmiany juz mi sie oberwało, więc niech będzie 'doświadczonych':)- jak
długo musieliście się oswajać z komputrami, i jak bardzo bolesne to było?
Dla mnie o tyle ciekawe, że jestem z tych, gdzie komputer był 'od zawsze' -
ZX 81 zreszta najsamprzód i cięko mi sobie wyobrazić jak to jest bez komputra.

taki temacik na nowy tydzień
żeby Agni miała sobie co postreszczać:)

Pozdrowienia
braineater w nastroju zaczepno-krotochwilnym:)
Obserwuj wątek
    • brunosch Re: Komputr 21.11.05, 11:00
      Z tego wniosek, że w latach osiemdziesiątych przedstawiałes się jako Dumny
      Właściciel Spektrusia? Rzeczywiście, był to okres paleoarcheologii komputerowej.
      Z jednej strony odbiornik TV, z drugiej kaseciak jako stacja pamięci zewnętrznej ;)
      Tyle że po spektrusiu długo długo nie było nic (minęły mnie np. amigi i inne
      takie dziwadełka) i potem od razu Makintosch i PC, i sieć.
      I od razu opętał mnie demon siecioholizmu.
      Komputer jest konkurencyjny dlatego, że inne media nie są konkurencyjne.
      Tygodniami nie włączam telewizora, w radio szemrze sobie muzyka klasyczna.
      Pozostają książki papierzaste i sieć. I dzięki temu rzeczywistość mnie aż tak
      boleśnie nie atakuje.
      • braineater Re: Komputr 21.11.05, 11:19
        u mnie po Zx poszło równo
        C-64
        Atari 128
        Amiga 500
        i pierwsza 386
        natomiast siec pojawiła się dośc późno - jakoś tak w 97/98 roku i to dośc długo
        traktowana jedynie jako ciekawostka i źródło tanich, bo darmowych książek (to
        też okres działania największej polskiej grupy skanerskiej, czyli
        nieodżałowanej pamieci skan-dalu.
        A tak przechodziłem wszystkie etapy komputryzacji umysłu, od nałogowego grania,
        po kilka nocy bez przerwy, przez proby robienia jakiejś muzyki & grafiki (na
        szczęście zarzucone:), poprzez traktowanie komputra jako centrum rozyrywki i
        pracy - to do dziś.
        P:)
    • griszah Re: Komputr 21.11.05, 11:20
      Przygoda z komputerem zacząłem z pierwszej bodajże w Polsce (a przynajmniej w W-
      wie) klasie licealnej o profilu mat-fiz z rozszerzoną informatyką – trafiłem
      tam zupełnie przez przypadek bo wcześniej komputer widziałem na oczy chyba z
      raz u kumpla (strzelanka Commando – pół klasy się zeszło aby pograć na zmianę –
      taka integracja). No i w tym liceum zaczęły się męki bo po pierwsze primo:
      sprzęt w postaci gumiaków Spektrum z magnetofonem , z którego przez pierwszą
      godzinę wgrywało się LOGO często zawodził i wgrywanie przedłużało się na drugą
      godzinę. Po drugie secundo: nigdy nie zgłębione tajniki okiełznania żółwika
      (LOGO) tak aby np. udawał zegar ze wskazówkami godzinową i minutową. Po trzecie
      tertio: sięgaj gdzie wzrok nie sięga – wspinanie się na niebotyczne wyżyny
      Turbo Pascala (i spadanie z hukiem). Na studiach to przedmiot nazywany ETO –
      elektroniczne techniki obliczeniowe – i Fortran 77 na sucho (kolokwia na
      papierze) a potem długo, długo nic i odkrycie, że te okienka to całkiem wygodne
      są i zgrubne opanowanie MS Office (no bo magisterkę trza napisać). Jakieś dwa,
      trzy lata temu – nie rozróżniałem przeglądarki internetowej od wyszukiwarki. A
      ludzie, które potrafią zaprząść kompa do roboty za pomocą osobiście napisanego
      programu cieszą się moim niekłamanym podziwem.
      Pozdrawiam.
      • mamarcela Re: Komputr 21.11.05, 11:28
        Jejku, co to jest z tym LOGO? w życiu z tym nie miałam do czynienia (a
        jestem "komputerowcem" dość biegłym choć głównie samoukiem), ale dzieci moje do
        sdzis są tym ace logo katowane na informatyce w szkołach różnego szczebla.
        Myślałam, że to jakaś w miarę nowa rzecz, a tu okazuje sie, że paleontologia.
        mamarcela znowu nic nie rozumiejąca za to z kroke band

        "od dzieciństwa lubiłem syreny"
        • griszah Re: Komputr 21.11.05, 11:44
          Z tego co pamiętam (ale mogę się mylić) to LOGO (to z moich czasów licealnych)
          było autorstwa polskich programistów i to być może decydowało o wprowadzeniu go
          do programu szkolnego. Pamiętam tylko, że w tym naszym "programowaniu" chodziło
          o zmuszenie kursora w postaci trójkącika-żółwika do rysowania na ekranie
          jakichś prostych obiektów graficznych - u mnie jak pamiętam najczęściej z
          mizernym rezultatem (no ale od czego koledzy-komputerowe mózgi grzebiący się
          nawet w Assemblerze).
          Pozdrawiam.
          • mamarcela Re: Komputr 21.11.05, 11:48
            Ten, którym męczono moją córkę w podstawówce i gimnazjum,czyli ledwie parę lat
            temu, też miał żółwika.
            Ale to chyba nie jest jedyny produkt polskich programistów na Boga?
            Pozdro.:)
            mamarcela zszokowana i dalej a Kroke

            "od dzieciństwa lubiłem syreny"
            • aaneta Re: Komputr 21.11.05, 11:59
              Patrz mój post poniżej.
              Co innego programiści, co innego panie od informatyki po studiach podyplomowych,
              które już do końca życia pewnie będą uczyły tego, czego same się nauczyły ileś
              lat temu :(
              • mamarcela Re: Komputr 21.11.05, 12:08
                Jezu, to ja sie juz nie dziwię, że dziecko moje nr1, które na komputerze niemal
                wszystko, skończyło gimnazjum z 4 z informatyki. A naprawdę dziwiłam sie i to
                mocno. Czyli kolejne godziny w szkole zmarnotrawione na niczym. No nic to :(

                mamarcela, która niestety ciągle musi się dziwić i która z ciekawości pod
                wpływem toperzowym TEXa się nauczyła

                "od dzieciństwa lubiłem syreny"
      • broch Re: Komputr 21.11.05, 20:10
        "Przygoda z komputerem zacząłem z pierwszej bodajże w Polsce (a przynajmniej w W-
        wie) klasie licealnej o profilu mat-fiz z rozszerzoną informatyką"

        pewnie ani jedno ani drugie (w Polsce i Warszawie), zakladajac ze nie jestes
        starszy ode mnie :))
        w polowie lat siedemdziesiatych chodzilem do XIV liceum we Wroclawiu ktore mialo
        obowiazkowa informatyke dla wszystkich klas: ogolnych, biol i mat/fiz. Wowczas
        byly dwa takie licea we Wroclawiu (XIV i III). Zajecia byly prowadzone na
        Politechnice (Odry).

        Oczywiscie moge sie mylic, moze jestes starszy ode mnie izaczynales liceum
        wczesniej.
        • griszah Re: Komputr 24.11.05, 15:42
          W połowie lat 70-tych to jeszcze nie umiałem czytać pewnie. Pewnie masz rację,
          że informatyka była wcześniej. Jednak po tym moim roczniku zaczęło się to na
          większą skalę (przynajmniej w Warszawie). Zresztą szaleństwo klas profilowanych
          doprowadziło do tego, że w moim LO pojawiła się klasa o profilu fizyczno-
          turystycznym i zdaje się historyczno-teatralnym. :).
    • crazy.berserker Re: Komputr 21.11.05, 11:22
      Ooo, to ja w porównaniu z miłymi przedmówcami miałam stracone dziecinstwo :((( -
      żadnych problemów z komputrem z powodu 3 informatyków w domu. Żadnych wspomnień
      dotyczacych trudności w nauce excellów, officów i innych takich bajeranckich
      programów, wszystko zawsze podane na tacy - nie ma nic do wspominania :(((

      Ja z pokolenia które zaczytywało się Thorgalem ale nie zna słodyczy boju z
      komputerem i Norton Commanderem :(((

      Stracone dzieciństwo, buuu
    • aaneta Re: Komputr 21.11.05, 11:26
      Jako TWAczka doświadczona, komputerowo i nie tylko, starsza zresztą też, czego
      się wcale nie wstydzę, za to życzę młodzieży takiej starości :) - choć nie aż
      tak doświadczona, jak Broch, bo do liceum informatycznego nie chodziłam,
      informatykę miałam dopiero na studiach, ale o tym już kiedyś wspominałam - te
      Odry i Rjady wielkości hali fabrycznej, maszyny do perforacji i panie operatorki
      w białych fartuchach, PASCAL i FORTRAN, prehistoria. Potem, w połowie studiów,
      ZX Spectrum i ZX 81, na których uczono mnie Basica, a o których potem napisano,
      że za ich wprowadzenie do polskich szkół ktoś musiał wziąć niezłą łapówkę, bo
      nie nadawały się one kompletnie do celów dydaktycznych.

      1990 - byłam wtedy na urlopie wychowawczym, wszystko wokół się zmieniało, a ja
      kombinowałam, co ze sobą zrobić. Rodzina uważała, że belferka to najlepsza praca
      dla kobiety (18h tygodniowo, ferie, wakacje i duuużo czasu na gotowanie obiadów
      i inne rozrywki związane z życiem rodzinnym, które największą wartością jest,
      hej), i sugerowała studia podyplomowe informatyczne, ale nastawione na nauczanie
      informatyki, co mnie niespecjalnie pociągało. Jak wyglądały takie studia
      dowiedziałam się później, kiedy koleżanki, praktykujące nauczanie matematyki i
      informatyki, a jakże, zadawały mi kompletnie idiotyczne pytania, i kiedy moje
      dzieciątka na lekcjach informatyki w szkole miały klasówki z Windings czy jak
      tam się to nazywa, w każdym razie mam na myśli zestaw różnych śmiesznych
      znaczków i symboli zamiast liter.

      Tak więc zamiast zostać kolejną panią od informatyki zrobiłam kurs podstaw
      obsługi peceta, na którym poznałam Chiwritera i Nortona Commandera, a kiedy rok
      później zaczęłam pracować, to też już była prehistoria. Od tamtej pory
      wszystkiego uczyłam się sama, i od tamtej pory komputer jest moim narzędziem
      pracy, a czasami nawet pięć komputerów, choć ostatnio tylko trzy.

      A komputer w domu to już zupełnie inna historia.
    • blue.berry Re: Komputr 21.11.05, 12:33
      poczatki gina w pomrokach dziejow. a pomroki te obejmuja komputer mojego brata
      (prawdopodobnie atari ale glowy nie dam) a na nim przede wszystkim lemingsy:))
      jak przychodzilam z wizyta to lecialam do komputera, z kieszeni dzinsow
      wyciagalam pomieta karteczke ze spisanym ostatnim kodem na lewel i dawaj.

      a potem (po dluzszej przerwie gdzies tak bedzie z 10 letniej:)) komputer
      pojawil sie jako narzedzie pracy ( jak szybko sie okazalo swietna forma
      rozrywki czyli platforma do gier). oczywiscie byl to pc.
      pozniej byl krotki romans z mac'iem - wymuszony przez prace ale nieudany
      wyjatkowo.

      od dobrych paru lat i komputer i net sa nieodlaczna forma mojego zycia. kiedys
      zarowno w pracy jak i w domu (gry, czaty, grafika ogolnie rozumiana). aktualnie
      glownie w pracy po w przeciagu 3 ostatnich lat siadl mi dosc wzrok i troche go
      zaczelam oszczedzac spedzajac przed komputerem max 10 godzin dziennie a nie jak
      kiedys z 16:))

      co do oswajania sie - bywalo bolesne. z tym ze nie wiem czy bolesniejsza byla
      walka z hard czy softwarem:)) czy tez z moim TZ ktory zawsze traktowal komputer
      jako poligon doswiadczalny:)
      ale to historia na dlugie zimowe zagajenie.

      aha - nigdy masowo via komputer nie sluchalam muzyki, nie ogladalam filmow ani
      tv, nie czytalam ksiazek.
      • daria13 Re: Komputr 21.11.05, 13:40
        To że czytacie te słowa zakrawa na cud. Najbujnieszy rozkwit komputeryzaji
        przypadł u mnie na oba urlopy wychowawcze (2x3lata)i gdy wróciłam do pracy i
        zasiadłam przed komputerem musiałam poznawać wszystko od podstaw. Mąż dał mi w
        domu może trzy krótkie lekcje i plum, na głeboka wodę. Nie było tak strasznie.
        A że nie występuje u mnie potrzeba znajomości dogłębnej, to jestem trochę
        półanalfabetką komputerową, ale podobnie jak Beacie niewiedza w pewnych
        tematach, niepełna wiedza komputerowa nie stanowi dla mnie poważnego problemu.
        Z komputera w domu korzystam mniej więcej od roku, czyli od momentu odkrycia
        przyjemności forumowania i niemal wyłącznie do tego słuzy mi po dziś dzień.
        Cierpię na chroniczny brak czasu, więc i tak uważam, że spędzanie go przed
        kompem w dużych ilościach nie jest dla mnie wskazany.
        P:)
    • nienietoperz Re: Komputr 21.11.05, 13:53
      Chronologicznie:
      - dotykana z nabozenstwem u kolegi wersja spectrusia zwana Timex 2048, uzywana
      przez szczesliwego posiadacza jako element kreujacy popularnosc towarzyska;
      niezgodnie z intencjami kolegi dzialajacy glownie na plec niepiekna;
      - wypozyczone na ferie z pobliskiej szkoly cudo zwane Meritum. Spelnialo
      wylacznie funkcje edukacyjne (Basic), bo grac sie na tym w nic nie dalo :-(
      - kolko szkolne przy uzyciu wygranego w tajemniczym konkursie przez wies nasza
      386; opieralo sie na grach w kotka/zabe plus pisaniu dlugiego programu w Pascalu
      powodujacego marsz odznaki ZMW (sponsorujacego konkurs) przez ekran
      - udzial na prawach wolnego sluchacza w zajeciach uniwersyteckich siostry (Logo;
      nie chwalac sie, moj zolw robil, co mu kazano)
      - Atari wlasne, z uwaga! stacja dyskow.
      - dalej juz w miare standardowo, cptry z ktorych coraz mniej sie rozumie, a
      coraz czesciej uzywa. Glownie sieci + Texa.

      Uklony,
      nntpz
      • griszah Re: Komputr 21.11.05, 14:02
        Mam wrażenie po kliknięciu na Twoją wizytówkę, że oglądałeś "PI" - wizytówka
        zresztą jak najbardziej w temacie wątku.
        Pozdrawiam.
        • nienietoperz Re: Komputr 21.11.05, 14:18
          Ogladalem wielokrotnie...
          Max Cohen pozostaje wciaz wzorem postawy zyciowej - powoli, powoli zmierzamy w
          jego kierunku, na razie choc przy pomocy wizytowki.

          Patrz zreszta nienietoperzy debiut Twaczy
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28749&w=22694772&a=23473869

          Uklony,
          nienietoperz
    • kwiecienka1 Re: Komputr 21.11.05, 14:51
      :-)
      jeśli chodzi o moje doświadczenia z komputrem to idzie to tak:
      * w liceum: informatyka - nie lubiłam pana (pan nie lubił dziewczynek w pobliżu
      komputera) i uciekałam
      wniosek: stracone dwa lata
      * na studiach: informatyka - nauczycielka: żona dziekana, wiedziała jeszcze
      mniej niż ja, na zaliczenie były testy pisemne...
      wniosek: stracone dwa lata
      * w domu: komputer pojawił się jakieś 4-5 lat temu w formie standardowej, ale
      nikt nie wykazywał nim większego zaiteresowania (używany był jako maszyna do
      pisania w czasie pisania licencjata & magisterki)
      od dwóch lat potrzebuję komputera do pracy (przygotowanie zajęć), no więc coś
      tam się ruszyło...
      od roku mam laptopa i coraz częściej i chętniej z niego korzystam...
      ale: przygotowując lekcje języka na w miarę niskim poziomie wystarczy średnio
      opanowany Word - niczego innego nie muszę się uczyć... mam dwa programy
      komputerowe do nauki języka poskiego dla moich studentów, ale nie bardzo mi się
      przydają z powodu braku sprzętu na uczelni...
      laptopka używam najczęściej do internetu: forumowanie, mailowanie, szperanie
      tak po prostu :-)))
      aha, wszystko, czego się nauczyłam (czyli niewiele) nauczyłam się jednak sama
      metodą prób i błędów
      uważam się za analfabetę komputerowego (no bo pisać do każdy umie)
      na razie mi z tym dobrze, więc stresować się nie będę
      pozdrawiam
      Kwiecienka w Sieci
    • beatanu Komputerowe Wyznania Doświadczonej TWA-czki 21.11.05, 18:35
      Przez całe lata kształcenia komputer był dla mnie mniejszą lub większą
      abstrakcją. W połowie lat 80-tych pierwszy konkret pt. Atari, którym bawił się
      ojciec, mnie to w ogóle nie rajcowało. Po studiach, jako przykładna asystentka
      na UJ brałam udział w kursach obsługi komputera, głównie dlatego, że
      zaciągnęła mnie tam przyjaciółka. Później dłuuuugo nic (dziecko, wyjazd za
      granicę i drugie dziecko) Pierwszego Peceta kupiliśmy na początku lat 90-tych i
      przez parę lat był wyłącznie naszą bardziej zaawansowaną maszyną do pisania,
      niezbędną dla męża z racji zawodu i prowadzonych badań naukowych, a dla mnie -
      z powodu studiów nr dwa. Oprogramowanie podstawowe, nikt z nas nigdy nie
      potrzebował czegoś więcej niż word i excell... Dopóki nie podrosły Zaby :)

      Do sieci podłączyliśmy się dopiero w 1999 i dopiero wtedy naprawdę odkryłam
      zalety kompa! Nagle mogłam mejlować do rozrzuconych po świecie przyjaciół! I
      nie musiałam czekać na odpowiedź tygodniami!

      Ale dopiero mniej więcej dwa lata temu zaczęłam korzystać z innych
      dobrodziejstw internetu - jak wyszukiwanie informacji, słuchanie muzyki (o
      ściąganie takowej zadbały córki - moje nieocenione nauczycielki i konsultantki
      jeżeli chodzi o problemy z obsługą programów różnych), obróbka zdjęć i takie
      tam.
      Forum odkryte chyba 1.5 roku temu, głównie jako źródło informacji w sprawach
      wydawniczo-tłumaczeniowych, później FK a od wiosny TWA... I wsiąknęłam!
      Dziewczyny (=córki) śmieją się ze mnie, że jestem już na stałe uzależniona...

      W pracy skomputeryzowane jest i przesyłanie zleceń i skierowań i w zasadzie
      wszystko, łącznie z dokumentacją lekarsko-pielęgniarską.

      Bez komputera nie jestem sobie w stanie wyobrazić swojego życia. Bez TV owszem,
      latami nawet nie posiadaliśmy takowego, przeskoczyliśmy etap wideo (do tej pory
      koleżanki tutejsze dziwą się jak udało się nam wychować dzieci bez wideo) i od
      razu (?) kupiliśmy DVD. Ale dopiero rok temu...

      Beata bez bólu przechodząca rewolucję komputerowo-internetową
    • eva.68 Re: Komputr 21.11.05, 19:54
      A ja z komputerem długo się znałam z widzenia li i jedynie i zupełnie mnie nie
      interesowało bliższe jego zapoznanie. Do czasu (jakieś 9 lat temu?), kiedy to z
      nudów i dla przyzwoitości zaczęłam się bliżej przyglądać komputerowi służbowemu
      (stał sobie od kilku miesięcy, zakupiony, bo już inne komórki posiadały, ale
      nikt nie naciskał, żeby używać). No i tak się to zaczęło. Teraz jestem
      zaprzyjażniona z tym sprzętem dość blisko lecz powierzchownie. Potrafię różne
      rzeczy, które w pracy są mi potrzebne. I tyle. Przygoda z internetem i
      forumowanie to już zupełnie inna historia.
      • monikate Re: Komputr 21.11.05, 21:54
        1. Praca w określonych systemach komputerowych "od-do", którą wykonywałam przez
        lat kilka poczynając od 1994 roku; dzięki opanowaniu bezbłędnego poruszania się
        w tychże, no bo po ciemku trafiałam w poszczególne aplikacje - doszłam do
        wniosku, że ja wiem wszystko, wszystko o komputerach.
        2. Potem inna praca, gdzie wylano mi kubeł zimnej wody na łeb. Nie miałam
        pojęcia nawet o Wordzie! A już robienie tabelek, justowanie, formatowanie... Na
        szczęście moje, akurat tego lubiłam się uczyć i dość szybko przyswajałam
        stosowną wiedzę. Przy okazji odkryłam internet, gg, to, że można ze zdjęciami
        sobie pofiglować...
        Poczta mailowa! To było to! Kocham komputera, chociaż czasem jest to uczucie
        bez wzajemności...
        Obecnie: dzień bez internetu to dzień stracony :)
        Param się pisaniem i przepisywaniem w Wordzie, justowanie i tabelki mi nie
        straszne, o!
        Ale ciągle odkrywam, że jestem nadal w powijakach, jeśli chodzi o dogłębną
        wiedzę. Ciągle się czegoś uczę (świadomie i przypadkiem), czasami odkrywam nowe
        możliwości, też przypadkiem. Przy osobach z branży staram się za dużo na w/w
        tematy nie gadać, coby zanadto się nie nabijali :)
        Lecz mam w otoczeniu znajomych, młodych, wykształconych, etc., co to z
        przestrachem pytają, jak to jest możliwe wysłanie listu i ten list cudem jakimś
        zaraz przychodzi do adresata, a jeszcze odpowiedź wraca po 10 minutach! Co nie
        znają pojęć forum, gadu-gadu, ściaganie z sieci.. Word czy Exel są dla nich
        takoż czarną magią. Znam ludzi, którzy nie odróżniją adresu strony od adresu
        mailowego. Wtedy ciut, ciut dopada mnie uczucie wyższości pewnej, ktore
        szybciutko mija po zetknięciu się ze znajomymi z drugiego bieguna.
        Tak że: obiektywnie dużo nie wiemy, zgłębiamy, kochamy. I tyle jeszcze przede
        mną!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka