Dodaj do ulubionych

Vidi (III)

25.11.05, 11:04
Numerka nie jestem pewna, ale poprzednie już załadowane powyżej 100, więc
będzie wygodniej zacząć od nowa.
Chociaż niezupełnie od nowa, bo chcę nawiązać do polecanki Beaty w wątku
sportowym, tzn. do filmu "Jak w niebie".
Dzisiaj w GW rezenzja pióra mojego filmowego guru, Tadeusza Sobolewskiego:
serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,3032153.html
Obserwuj wątek
    • nienietoperz Zycie rodzinne udokumentowane 01.12.05, 15:02
      Probujac sie nie zrazac brakiem odzewu na wypowiedzi w watkach o lacinskich
      nazwach, zamieszczam rekomendacje kolejna. O przedmiocie rekomendacji scie
      zapewno slyszeli (inwersja swiadomie uzyta odwazna nader), zwie sie to
      'Capturing the Friedmans' i jest amerykanskim dokumentem sprzed 2-3 lat.
      Jesliscie nie slyszeli, tym lepiej, proponuje nie dowiadywac sie o czym jest tak
      dokladnie, za to postarac sie wygrzebac z jakiejs wypozyczalni czy DKFu.

      Tak mniej dokladnie film jest historia pewnej nowojorskiej rodziny (model 2+3,
      choc wlasciwie raczej 1+4 - ale tu juz zaczynam mowic za duzo). Friedmanowie
      byla na tyle mili dla przyszlych dokumentalistow, ze nakrecali z pasja wszelkie
      wakacje, sceny z zycia rodzinnego, rozmowy, 'pamietniki', etc.. Byli tez o tyle
      mili, ze przy tym wszystkim nie byli rodzina do konca banalna.

      Film jest wyjatkowo angazujacy, w zasadzie najbardziej (do mnie) przemawia przez
      poniekad antydokumentalny sposob przedstawiania rzeczywistosci; przez
      pokazywanie, ze w sytuacji kryzysowej im wiecej 'wiesz', im wiecej z ludzmi
      rozmawiasz, przeprowadzasz wywiady, sledztwa, etc., tym wiecej dowiadujesz sie o
      konstrukcji psychicznej swoich rozmowcow, a coraz mniej o faktach. Pytanie na
      boku: czy fakty istnieja? I czy to ma znaczenie?

      Uklony,
      nntpz



      --
      This is parrot no more.
    • beatanu Wallace & Gromit 03.12.05, 21:53
      Właśnie wróciłam z kina, gdzie całą rodziną (oprócz kota, roztoczy i innych
      robali) obśmialiśmy się na kilka następnych tygodni :DDD

      Kolejne, tym razem pełnometrażowe dzieło o nierozgarniętym ciut wynalazcy i
      jego wiernym psie. Plastelinowe, groteskowe figurki, tak dalekie od
      cukierkowatych disneyowskich postaci jak to tylko możliwe, kilogramy
      brytyjskiego humoru i trzymająca w napięciu (sic!) fabuła. I te szczegóły i
      szczególiki, które w całości możny wychwcić dopiero po kolejnym oglądaniu... I
      love it!

      Nie wiem, na ile poprzednie krótkometrażowe filmiki o Wallace i Gromicie są
      znane w Polsce, tutaj te dzieła są niemal kultowe (przynajmniej w pewnych
      kręgach:) Oglądają i dzieci i nastolatki i dorośli. I wszyscy świetnie się
      bawią.

      Czy ktoś z TWAczy zna?
      Jeżeli nie - to polecam! Jeżeli tak - to polecam również :)
          • beatanu Nienietoperzu! 04.12.05, 13:29
            nienietoperz napisał:

            > A moze Klatwa krolikolaka?
            > Nie dosc, ze blizej tytulu oryginalnego, to tak mi jakos przyjemnie brzmi

            Pięknie! Szkoda, że to nie Ty tłumaczyłeś tytuł na polski :(
            Po szwedzku nazywa się to "Varulvskaninens förbannelse" czyli coś w
            rodzaju "Klątwa króliczego wilkołaka".

            Należysz o grona wielbicieli Wallace i Gromita, czy uważasz te filmy za zbyt
            infantylne?

            Pozdrawiam zza zasłony deszczu i chmur ołowiano ciężkich i ciemnych. Ale nie ma
            mrozu, hurra!

            • jottka nieno 04.12.05, 14:02
              filmy nicka parka są znane w naszym dzikim kraju:) łącznie z pierwszymi krótkimi
              metrażami, które pare lat temu emitowało 'alekino', czyli jeden z telewizyjnych
              kanałów filmowych

              przedziwne tłumaczenie tytułu najnowszego filmu zostało zresztą równo zjechane w
              rodzimych recenzjach, no nikt nie może zrozumieć, dlaczego dystrybutor
              zdecydował sie na tak bezsensowny przekład, który zaciemnia sens filmu. a do
              tego jeszcze w poprzednich filmach pana wallace'a dubbingował kowalewski i
              boleśnie brak go w 'króliku':(

              choć osobiście najbardziej lubie 'wściekłe gacie' (the wrong trousers), no
              genialne to jest, animacja rzecz jasna, ale scenariusz jest przepiękny:)
            • nienietoperz Re: Nienietoperzu! 05.12.05, 10:44
              Wallace & Gromit w sposob blizej niejasny jak do tej pory mnie omineli...
              Mam przeczucie jednak, ze bardzo mi sie (s)podobaja. Zona kibicuje wyprawie
              kinowej na panow WG, i pewnie, gdyby tylko byla w lepszej formie weekendowej,
              wybralibysmy sie w sobote.

              A u nas dzisiaj ani mrozu ani ciezkich chmur. Za to duzo roboty :-( przed
              wyjazdem do domu swiatecznie juz za niecale 2 tygodnie :-)
              Uklony,
              nntpz

              --
              This is parrot no more.
    • mamarcela Re: Vidi (III) 05.12.05, 10:50
      Szybka polecanka filmowa dla wszystkich, którzy (które) lubią sobie popłakać,
      dla wszystkich, którzy lubią się pośmiać (przez łzy, ale i nie tylko), dla
      wszystkich, którzy jeszcze nie wyrośli z dziecięctwa, dla wszystkich, którzy
      lubia hiszpańskie kino, słowem chyba dla wszystkich (?) członków sekty zwanej
      TWArzystwem. Film "Czwarte piętro".
      www.efilm.pl/Filmy/0_9/4_pietro/4_pietro.htm
      mamarcela w nastroju wybitnie grinchowym
      --
      "szczęśliwe i radosne chwile z motylem"
      • daria13 Re: Mike Leigh 21.12.05, 21:41
        Przykro mi Anetko, ale nie widziałam, więc nie pogadamy, choć bym chciała.
        Ja za to chciałam znowu o filmie starszym, bo do kina chodzę rzadko, ale potem
        albo nadrabiam na DVD albo na Canal+ i wczoraj właśnie miałam okazję obejrzeć
        na tym kanale film Vera Drake. Jeśli nie widzieliście, to pewnie słyszeliście,
        bo było o nim sporo słychać. Dla mnie mistrzostwo świata. Najbardziej zachwyca
        mnie u Leigh'a dobór aktorów drugoplanowych. Skąd on ich bierze? Para córka
        Very i jej narzeczony była dla mnie najbardziej rozczulającą parą, jaką
        widziałam w życiu. Film mądry, wspaniale zagrany, fascynujący i przejmujący.
        Czy kogoś z Was też tak zachwycił?
        Pozdrawiam:)
        • ash3 Re: Mike Leigh 21.12.05, 21:53
          Tak się złożyło, że koleżanka zabrała mnie (jako znaną miłośniczke filmów ML) na
          pokaz przedpremierowy. Nic o filmie nie wiedziałam wcześniej, zupełnie przed
          przedsądów. To rzadka okazja. W czasie nieśpiesznego rozwoju akcji b. mocno i
          nagle dotarło do mnie, czym zajmuje się Vera. Film jest tak skonstruowany, że
          rezyser jakby nie pozostawił miejsca na dystans... Ale nie wiem, czy chcialabym
          go jeszcze raz zobaczyć.
          Zgadzam się, jesli chodzi o aktorów - są świetni (i główna bohaterka oczywiście
          - niesamowita, niejednoznaczna, a jednocześnie w pewien sposob prostolinijna
          postać).
          Warto zobaczyć, bo jest wyjatkowy.
          --
          Ukłucie Pinezki
        • aaneta Re: Mike Leigh 22.12.05, 09:22
          Zachwycił to nie jest dobre określenie. Wgniótł w fotel. To jeden z najcięższych
          i najbardziej przejmujących filmów, jakie w życiu widziałam.
          Co do obsady, to Mike Leigh rzeczywiście robi z aktorami niezwykłe rzeczy. Nie
          bardzo wiem, jak to nazwać, ale Brenda Blethyn w "Sekretach i kłamstwach", David
          Thewlis w "Naked" czy wreszcie Imelda Staunton jako Vera Drake wyglądają na
          niewykształconych, prostych ludzi, prymitywnych nawet, można by pomyśleć, że to
          naturszczycy. Gościa, który w "Vera Drake" zagrał narzeczonego córki, widziałam
          przez chwilę w jakimś serialu na BBC Prime, był najzupełniej normalny, a tu
          wygląda na poczciwego przygłupa. To naprawdę nie jest łatwe, wystarczy popatrzeć
          na naszych aktorów, całkowicie niewiarygodnych w takich rolach.
          Ale wczoraj widziałam jeszcze bardziej rozczulającą parę: w filmie "Zakochani
          widzą słonie". Rewelacja, padam na kolana! Kolejny przykład na to, jak można
          naprawdę prostymi środkami, na pozór nieprofesjonalnie, zrobić świetny film,
          piękny, mądry i poruszający. Polecam gorąco.
          • daria13 Re: Mike Leigh 22.12.05, 09:41
            Aneto, jak ja Ci zazdroszczę tego, że masz czas i mozliwości tak często chodzić
            do kina. Czasami aż mnie korci, żeby wrócić do Warszawy, bo przez to mieszkanie
            na wsi, tyle mnie omija:(
            Pozdrawiam:)
            • aaneta Re: Mike Leigh 22.12.05, 10:18
              Coś za coś. Ja Ci z kolei zazdroszczę ciszy i tego, że możesz codziennie chodzić
              na spacery do lasu, choć może niekoniecznie zimą ;)
              A do kina wcale nie chodzę tak często, raz, dwa razy w miesiącu, za wyjątkiem
              października, kiedy jest festiwal, ale to dopiero w tym roku. I zazwyczaj odbywa
              się to kosztem snu albo jakiejś roboty w domu - jeśli pozwalam sobie na jakiś
              wypad, czy to do kina czy na piwo (z TWA oczywiście), to natychmiast robią mi
              się zaległości, których potem nie mogę nadrobić, ale trudno. Że już nie wspomnę
              o kasie, bo przecież wyhodowałam dwóch kinomaniaków, więc koszty mi się liczą
              potrójnie, ale co tam, raz się żyje.
          • nienietoperz Ad Mike Leigh 09.01.06, 11:51
            'Very Lake' niestety nie widzialem, opinie od znajomych mieszane. Polecanka
            zwiazana z Leigh bedzie wiec dawniejsza, ale moze gdzies do zdobycia:
            'Wszystko albo nic', z rewelacyjnym Timothy Spallem, bardzo nieoczywista
            historia o tym, dlaczego czasem usilowanie, zeby kazdego dnia bylo w miare
            porzadnie, dobrze, rozsadnie, moze byc dalece niewystarczajace, ze zeby zmienic
            cokolwiek trzeba wiele zaryzykowac (i troche o tym, dlaczego kobietom jest
            trudniej to zauwazyc).

            Polecanka druga jest jeszcze dawniejsza perelka: telewizyjny
            'Meantime' - nie podejmuje sie tlumaczyc tytulu - czyli (miedzy innymi) Gary
            Oldman i Tim Roth jako Eastenders. Stosunkowo prosty obrazek z zycia
            bezrobotnych w Londynie poznych lat 80tych, poruszajacy glownie przez swoja
            wiarygodnosc.

            Uklony,
            nntpz



            --
            This is parrot no more.
      • noida Re: Ukryte 10.01.06, 17:53
        Ja widziałam, ale chyba nie ma o czym gadać po tak długim czasie, prawda?


        --
        Pan podrapano na głowa i pani Biała Glista ja takoż proszę won!
        • aaneta Re: Ukryte 11.01.06, 10:54
          Ależ oczywiście, że jest o czym gadać, dlaczego miałoby nie być? Ja ciągle
          jestem niezaspokojona ;) Ale poczekajmy może na Nienietoperza, bo poniżej się
          zadeklarował, że obejrzy za parę tygodni.
          • noida Re: Ukryte 11.01.06, 21:48
            Aha, no to możemy porozmawiać :-) Chodziło mi o to, że po tak długim czasie
            wrażenie się zatarło trochę i ciężej już odwoływać się do szczegółów.


            --
            Pan podrapano na głowa i pani Biała Glista ja takoż proszę won!
    • nienietoperz Dla Johny Deppa uwielbiacz(ek)/(y), 09.01.06, 12:10
      czyli o 'The Libertine', biografii Johny'ego Wilmota, drugiego Earla Rochester,
      ktory wslawil sie mistrzostwem w trzech dziedzinach, cytujac: 'scribbling
      verses, emptying bottles and filling wenches' (w cokolwiek wygladzonym
      tlumaczeniu, 'tworzeniu poezji, delektowaniu sie trunkami i flirtowaniu z
      damami'). W roli glownej zablocony XVII wieczny Londyn, w roli Earla topicowy
      Depp, jak zwykle rewelacyjny (nota bene ostatnio w tak zwanym kolorowym dodatku,
      ze podobno aktualnie topowi idole kobiety myslacej to wlasnie Johny D., Viggo
      Mortensen i Guy Pearce). Obok miedzy innymi swietna Samantha Morton.
      Film zdecydowanie nie tylko do smiechu, mocno oparty na opozycji zycie-teatr. Na
      zachete bonmot, ktory sie na pewno spodoba Brainy'emu -

      'czasami trzeba wiele odwagi, zeby byc tchorzem'


      Wasz
      nntpz

      P.S. King Kong rozczarowujacy, po rewelacyjnych pierwszych 40 minutach, jedyne
      co pozostaje robic przez reszte filmu, to gapic sie na Naomi Watts.

      P.P.S. Relacja z 'Brokeback Mountain' w czwartek.

      P.P.S. A znacie to ponizej?

      " - Well, it's one louder, isn't it? It's not ten. You see, most blokes, you
      know, will be playing at ten. You're on ten here, all the way up, all the way
      up, all the way up, you're on ten on your guitar. Where can you go from there?
      Where?
      - I don't know.
      - Nowhere. Exactly. What we do is, if we need that extra push over the cliff,
      you know what we do?
      - Put it up to eleven.
      - Eleven. Exactly. One louder"
      • aaneta Re: P.P.S. 09.01.06, 12:41
        O!O!O! Koniecznie i jak najszybciej proszę, bo bardzo "Brokeback Mountain"
        jestem ciekawa i nie mogę się doczekać (m.in. dlatego, że jestem ostatnio
        uwielbiaczką Heatha Ledgera, a i film też się nieźle zanosi).
        :)
        • nienietoperz Re: P.P.S. 09.01.06, 12:47
          Idziemy dzisiaj wieczorem; jesli uda mi sie dopasc komputer przed czwartkiem,
          postaram sie ewentualnie napisac cos wczesniej.
          Uklony.

          --
          This is parrot no more.
          • aaneta Re: P.P.S. 09.01.06, 12:52
            Będę dźwięczna, ale z tym "jak najszybciej" to żartowałam, nie przejmuj się
            zbytnio, do czwartku jakoś przeżyję :)
            • nienietoperz Ad P.P.S., czyli gora Brokeback. 10.01.06, 20:30
              'Brokeback Mountain' zostala obejrzana wczoraj. Na pewno jest filmem swietnie
              zrobionym, pieknie, powoli pokazywanym, a przy tym do bolu tradycyjnym. W
              pewnym momencie wydawalo mi sie, ze schematycznosc historii nie udzwignie
              ciezaru wszystkich pejzazy, kadrow z morzem owiec, zblizen glownych bohaterow,
              calej wystudiowanej klasycznosci; pozniej opowiesc sie obronila - nota bene,
              czytal ktos moze opowiadanko pani Proulx, na podstawie ktorego powstal
              scenariusz?
              Wspomniany przez Aanete wyzej Heath Ledger jest doskonaly (kto zacz?
              pierwszy raz go widzialem), rola na pewno pozostanie w katalogu najwiekszych
              kinowych mruczakow. Jake Gyllenhaal OK, choc juz zawsze na jego widok bede
              myslal o wielkim kroliku w tle - jak mozna zagrac role zycia w wieku lat
              kilkunastu? Ciekawostka bokiem - w zasadzie wszyscy bohaterowie mowia czesto w
              sposob niezrozumialy dla widza, i to nie tylko dla widza z Polski, ale tez
              dla trojki angielskich przyjaciol, ktorzy byli z nami w kinie. Podsumowujac -
              na pewno warto, a jesli ktos lubi klasyczne, dobrze zrobione melodramaty, nawet
              trzeba.
              I smutne jest tylko to, ze najpierw BM dostanie Oskara glownie dlatego, ze
              jest 'groundbreaking gay drama', a potem wszyscy beda mowic, ze dostal go
              wylacznie dlatego.

              Wasz nntpz

              P.S. O 'Ukrytym' podyskutuje z wielka przyjemnoscia, ale dopiero za trzy
              tygodnie, kiedy do nas dotrze.

              --
              This is parrot no more.
              • aaneta Re: Ad P.P.S., czyli gora Brokeback. 11.01.06, 11:38
                Dzięki wielkie za relację, u nas premiera dopiero 24 lutego, juź nie mogę się
                doczekać, bo potwierdziłeś to, czego się po tym filmie spodziewam.
                A wcześniej będzie wreszcie "Sophie Scholl - ostatnie dni", chociaż to zupełnie
                inny kaliber, ale też bardzo jestem ciekawa i myślę, że to będzie duże
                przeżycie, choć pewnie ciężkie, bo i temat tragiczny.
                A jak to możliwe, że "Ukryte" do Was jeszcze nie dotarły? Chyba że masz na myśli
                dvd, bo w kinach musiały już być.

                Na Heatha Ledgera zwróciłam uwagę właśnie po komentarzach na temat "Brokeback
                Mountain", przy okazji któregoś z ubiegłorocznych festiwali, chyba w Cannes.
                Wtedy stwierdziłam, że musiałam widzieć go dawno temu w "Patriocie" Mela
                Gibsona, ale tam był jeszcze bardzo młody, a że film był co najwyżej poprawny,
                więc jakoś nie zwóciłam na niego uwagi, a tym bardziej nie zapadł mi w pamięć. I
                dopiero niedawno obejrzałam jego dwa nowsze, choć też właściwie nie najwyższych
                lotów filmy, które bez niego prawdopodobnie byłyby w ogóle niestrawne, chyba
                kiedyś już o nich wspominałam: jeden to "Obłędny rycerz" (A Knight's Tale),
                drugi "Zakochana złośnica" (10 Things I Hate About You). Prawdę mówiąc, ja
                takich filmów w zasadzie nie oglądam na co dzień, na te skusiłam się wyłącznie z
                ciekawości, tzn. ze względu na Heatha Ledgera właśnie, i ... no może nie padłam
                na kolana, bo w takich filmach właściwie nie miał wiele do zagrania, ale
                naprawdę jestem pod wrażeniem. Gość ma naprawdę niesamowity potencjał, jest tak
                energetyczny, a przy tym ma tyle wdzięku, że zachwyca, fascynuje, oczarowuje,
                uwodzi wręcz. Odkrycie roku!
                • mamarcela Heath Ledger 17.01.06, 18:14
                  Aneto, Toperzu, ja pierwszy raz przyuważyłam Ledgera w Monster's ball (czyli
                  Czekając na wyrok). Grał tam młodego strażnika więziennego, syna Billy Boba
                  Thortona. Tego, który popełnił samobójstwo po egzekucji. Tez go pewnie tam
                  widzieliście, ale może nie zwóciliście uwagi. ;)
                  --
                  "To kolejna czwarta cześć pięciotomowej trylogii"
                  Łał.
                  • mamarcela Re: Heath Ledger cd. 17.01.06, 18:31
                    Osobiście widziałam go jeszcze (posiadam) w przygodowym Ned Kelly, historycznym
                    The four feathers (Cena honoru) i horrorze The order (Zjadacz grzechów).
                    Zdecydowanie niezły jest :)
                    --
                    "To kolejna czwarta cześć pięciotomowej trylogii"
                    Łał.
                  • nienietoperz Re: Heath Ledger 18.01.06, 11:03
                    Monster's Ball widzialem (duzymi) fragmentami, znuzyl mnie niepomiernie.
                    Wszelkie dramaty a la kara smierci sa zreszta po Kieslowskim prozaicznie
                    zbyteczne i bez zwiazku.

                    A Heath Ledger zostal po wyjsciu z kina z 'Jarheada' przyuwazony przez
                    Nienietoperzowa na plakacie z Casanovy - nowego filmu Lasse Halstroma, tego
                    miedzy innymi od przyzwoitego 'Co gryzie Gilberta Grape' i niestrawnej
                    'Czekolady'. I juz zostalo mi przykazane, ze Casanovy nie omijamy...

                    Uklony,
                    nn


                    --
                    This is parrot no more.
                    • beatanu w obronie Hallströma 18.01.06, 11:41
                      > A Heath Ledger zostal po wyjsciu z kina z 'Jarheada' przyuwazony przez
                      > Nienietoperzowa na plakacie z Casanovy - nowego filmu Lasse Halstroma, tego
                      > miedzy innymi od przyzwoitego 'Co gryzie Gilberta Grape' i niestrawnej
                      > 'Czekolady'. I juz zostalo mi przykazane, ze Casanovy nie omijamy...
                      >

                      Wczoraj w wiadomościach widziałam fragmenty Casanovy i wywiad z Hallströmem i
                      jego żoną Leną Olin (grającą w filmie żonę dziewczyny, w której zakochał się
                      (sic!) Casanova) i też nabrałam ochoty na tę lekką i przyjemną komedyję. A w
                      obronie reżysera staję dlatego, bo... bardzo go cenię i lubię za wszystkie
                      filmy, łącznie z Czekoladą (tak!!!), Kronikami portowymi (uwielbiam!) i "The
                      Cider House Rules " - niestety jeszcze nieobejrzynymi (ale mam zamiar :)

                      I już!
                      Beata i śniegowa zamieć z zawieją albo odwrotnie, bo duje od wczoraj tak, że ho
                      ho i jeszcze ciut!
                      • nienietoperz Re: w obronie Hallströma 18.01.06, 11:53
                        Dziewczyny!
                        No co Wy? Czekolada OK? Slodka historia z prozaicznym moralem, bez zadnego
                        zaciecia, i nawet ze sliczna skadinad Juliette Binoche grajaca tak jakby nadmiar
                        slodkosci spowolnil jej nieco procesy myslowe (jak przeczyta to moja dobra
                        przyjaciolka z Polski, to mnie zniszczy - juz raz o Czekoladzie dyskutowalismy).
                        Ogolnie takie skrzyzowanie romcomu z filmem propagandowym dla lagodnie
                        lewicowych intelektualistow:-)
                        I moze by mnie to nie ruszalo, gdyby nie wspomniany Gilbert Grape, ktory wrozyl
                        panu LH niezla przyszlosc...

                        Zeby nie bylo, ze tak niecnie tu sie wyzywam na Lasse, 'Kroniki portowe' moga
                        byc (choc nie umywaja sie do powiesci, pewnie dlatego, ze glowna zaleta tej
                        ostatniej jest obraz powolnego, acz nieuchronnego wplywu przyrody na zmiane
                        ludzkich charakterow), 'Cydrowy dom' according to zona bardzo dobry (sam nie
                        widzialem).

                        Niszczacy swoja, jakze falszywa, wizje lagodnego polemisty
                        NNtoperz
                        --
                        This is parrot no more.
                        • aaneta Re: w obronie Hallströma 18.01.06, 12:01
                          Słodka historia? A z której strony ona słodka? Może mąż, znęcający się nad żoną
                          jest słodki? Albo mer-hipokryta? A cała społeczność miasteczka, która nie
                          przyjmuje do wiadomości, że ktoś może być inny niż wszyscy? To jest ta słodycz?
                          • nienietoperz Re: w obronie Hallströma 18.01.06, 12:05
                            'Slodka' w znaczeniu 'schematyczna'. To drugie mi nie przeszkadza wylacznie pod
                            warunkiem, ze film/ksiazka/obraz ma w sobie cos, co kaze mi go z zaangazowaniem
                            ogladac. A 'Czekolada' nie kazala.
                            Uklony,
                            nn


                            --
                            This is parrot no more.
                        • beatanu Re: w obronie Hallströma 18.01.06, 12:19
                          nienietoperz napisał:

                          > Dziewczyny!
                          > No co Wy? Czekolada OK? Slodka historia z prozaicznym moralem, bez zadnego
                          > zaciecia, i nawet ze sliczna skadinad Juliette Binoche grajaca tak jakby
                          nadmiar....

                          No ale właśnie o to chodzi!!! Ma być słodko, bajkowo, przewidywalnie i z
                          przesłaniem tak wyraźnym, że w oczy razi! I z happy endem! Ale w dalszym ciągu
                          nie do końca po amerykańsku, bo jednak ze skandynawskim smuteczkiem gdzień tam
                          w środku. Czasami właśnie na taki film mam ochotę i nic na to nie poradzę!
                          I przecież nie tylko o Juliette B. chodzi, ale i o Johnny Deppa i o Lenę Olin...

                          A film Kroniki portowe zrobił na mnie większe wrażenie niż, znakomita skąd
                          inąd, powieść pani Proulx. Jest tam taka scena przenoszenia całego domu...
                          nigdy jej nie zapomnę...

                          • aaneta Re: w obronie Hallströma 18.01.06, 12:29
                            Prawdę mówiąc, mnie w "Czekoladzie" nic nie razi, wręcz przeciwnie, wszystko tam
                            jest subtelne i delikatną kreską narysowane, żadnych wykrzykników, za to mnóstwo
                            smaczków, a to lubię najbardziej. Tylko trzeba bardzo uważnie oglądać, bo
                            inaczej się tych smaczków nie zauważy.
                      • mamarcela Re: w obronie Hallströma 18.01.06, 12:00
                        To ja się z Toba łączę, Beato droga, w sympatii dla Hallstroma i to ze
                        szczególnym naciskiem na "Co gryzie.", "Czekoladę" (a co!), "Cider house rules"
                        (po polsku Wbrew regułom) i "Dzieci z Bullerbyn" (sic, sic i jeszcze raz sic).
                        Klimat Czekolady był po prostu zabójczy i w nosie mam wszystkich, którzy
                        próbowali i próbowć będą mi udowodnić, że to "marudny" film. mamarcele
                        uwielbiaja marudne filmy. A co nie wolno im? kurcze pieczone wpysk

                        mam pomysł na nowy seksistowski wątek!

                        --
                        "To kolejna czwarta cześć pięciotomowej trylogii"
                        Łał.
                        • aaneta Re: w obronie Hallströma 18.01.06, 12:05
                          No faktycznie, "Dzieci z Bullerbyn", jeszcze w Szwecji zrobione oczywiście,
                          kurczę, muszę się dokształcić.
                          A ten wątek seksistowski to o tym, że mężczyźni nie potrafią oglądać niektórych
                          filmów? ;)
                          • beatanu Re: w obronie Hallströma 18.01.06, 12:25
                            No to ja jeszcze dodam, że pan H. wyreżyserował też film dokumentalny "ABBA,
                            The Movie". Kto z was oglądał? Był wyświetlany w polskich kinach za Gierka
                            jeszcze, ech, mlodość, mlodość....

                            B, The dancing queen i takie tam sobie...
                            • aaneta Re: w obronie Hallströma 18.01.06, 12:44
                              Tak, właśnie zauważyłam, zaglądając na imdb.com, i to też mnie lekko zaskoczyło.
                              Na tym filmie byłam oczywiście w kinie dawno, dawno temu, bo Abba była moją
                              pierwszą muzyczną fascynacją, w połowie podstawówki mniej więcej, a wyleczyłam
                              się z niej, kiedy po wizycie w Polsce i koncercie w Studio 2 (tak to się
                              nazywało?), a potem filmie na ekranach kin, zaczęło się prawdziwe szaleństwo na
                              punkcie Abby.
                              A moje zaskoczenie bierze się stąd, że zupełnie sobie nie przypominam, żebym
                              kiedykolwiek czytała coś o filmach, które Lasse Hallstrom nakręcił w Szwecji,
                              choć przy okazji "Gilberta Grape'a" prasa filmowa sporo o nim pisała.
                              • mamarcela gazety filmowe? 18.01.06, 12:58
                                a co to jest w Polsce - gazety filmowe? od kiedy naczelnym Filmu został
                                ten "dzienikarz komiczny" z ADHD z telewizji sniadaniowej, mtv i idola, to już
                                naprawdę pora umierać. emtiwizacja powszechna, ot co!
                                --
                                "To kolejna czwarta cześć pięciotomowej trylogii"
                                Łał.
              • beatanu Jeszcze raz Brokeback Mountain 18.02.06, 21:35
                Obejrzałam właśnie ten film i... chyba zbyt dużo się po nim spodziewałam. Nie,
                nie wyszłam z kina rozczarowana ale raczej znudzona... No, oprócz kilku scen
                ten film prawie w ogóle mnie nie ruszył. Aż się zdziwiłam, bo ja mam tak, że
                płaczę w zasadzie na każdym filmie... A przecież to piękna historia o
                niemożliwej miłości. Może przeszkadzała mi tak do bólu amerykańska Ameryka z
                Texasu i okolic? Nie wiem, w każdym razie film mnie nie porwał :( Nie porwał
                mnie też wychwalany prez Anetę Heath Ledger, sorry Aneto ;)
                Może dlatego, że takiego małomównego faceta mam na co dzień ;)

                Pozdrawiam byłych i potencjalnych oglądaczy tego filmu, ciekawa wrażeń...
                • noida Re: Jeszcze raz Brokeback Mountain 28.02.06, 22:39
                  No właśnie, po tych wszystkich zachwytach obawiam się, że mnie nie porwie :( I
                  boję się obejrzeć. Ostatnio tak miałam z Latem miłości... wszyscy się
                  rozpływali w zachwytach, a dla mnie to było sztampowe lekko...


                  --
                  A wizard is never late. Nor is he early. He arrives precisely when he means to.
              • ash3 Ponawiam pytanie o opowiadanie Proulx 28.02.06, 20:30
                nienietoperz napisał:

                > 'Brokeback Mountain' zostala obejrzana wczoraj. Na pewno jest filmem swietnie
                > zrobionym, pieknie, powoli pokazywanym, a przy tym do bolu tradycyjnym. W
                > pewnym momencie wydawalo mi sie, ze schematycznosc historii nie udzwignie
                > ciezaru wszystkich pejzazy, kadrow z morzem owiec, zblizen glownych bohaterow,
                > calej wystudiowanej klasycznosci; pozniej opowiesc sie obronila - nota bene,
                > czytal ktos moze opowiadanko pani Proulx, na podstawie ktorego powstal



                No własnie, może ktoś wie czy mozna je gdzieś przeczytać, w jakims zbiorze?

                --
                Pracowity truteń
              • aaneta Donnie Darko? 09.03.06, 11:56
                nienietoperz napisał:
                > Jake Gyllenhaal OK, choc juz zawsze na jego widok bede
                > myslal o wielkim kroliku w tle - jak mozna zagrac role zycia w wieku lat
                > kilkunastu?

                Ja z kolei Gyllenhaala zobaczyłam w "Brokeback Mountain" po raz pierwszy i
                dopiero teraz do mnie dotarło, co miałeś na myśli w powyższym zdaniu. W związku
                z tym zastanawiam się, dlaczego nigdy wcześniej "Donnie Darko" nie wpadł mi w
                oko. Strasznie mnie intryguje. Mogę prosić o coś więcej na jego temat, bo
                obejrzeć będę mogła najwcześniej za parę dni, a już mnie skręca z ciekawości :)
                • nienietoperz Re: Donnie Darko? 09.03.06, 15:33
                  'I find it kinda funny -- I find it kinda sad,
                  the dreams in which I'm dying are the best I've ever had...'

                  Powyzej streszczenie, podsumowanie, recenzja, co tylko chcesz. Film w UK
                  kultowy, w Polsce znany chyba slabo, bedacy w gruncie rzeczy pod przykrywka
                  odjechanej atmosfery przerazliwie smutna opowiescia o dorastaniu. W zasadzie
                  stwierdzilismy z Nienietoperzowa, ze o ile jest to historia adekwatna przede
                  wszystkim dla nas jako 15latkow, dlugo bysmy sie zastanawiali zanim
                  pozwolilibysmy swojemu dziecku w wieku lat 15tu 'Donnie Darko' obejrzec.
                  Dlaczego? Patrz cytat wyzej.

                  Uklony,
                  NNtpz


                  --
                  Though this be madness, yet there is method in 't.
                  • aaneta Re: Donnie Darko? 09.03.06, 16:15
                    Dzięki wielkie, zwłaszcza za 3 w 1 :)
                    No to ciekawe, co będzie, jak obejrzę, bo na pierwszy rzut oka to nie moje
                    klimaty, ale i tak mam ochotę.
                    Przy okazji: obejrzałam "Czekając na wyrok", oczywiście ze względu na Heatha
                    Ledgera, i tylko dla niego warto było oglądać. Całość jest rzeczywiście
                    beznadziejna, nieprawdopodobna i nudna jak telenowela, na dodatek z ewidentnymi
                    błędami realizacyjnymi, koszmar.
      • stella25b Re: Opowieści z Narni. 10.01.06, 22:00
        Film jest ciekawy, akcja wciaga, nie ma czasu sie na nim nudzic ale... to taka
        kompilacja Harry Pottera, Wladcy pierscieni i krolowej sniegu. Do tego
        wszystkiego dochodzi jeszcze interpretacja nowego testamentu- smierc Aslana,
        oplakiwanie go przez Lucy i Susan oraz jego zmartwychwstanie. Elementy
        mitologii greckiej wplecione w ten film uzupelniaja te mieszanke. Historia
        opowiedziana w tym filmie jest banalna ale efekty specjalne- gadajace
        zwierzeta, fauny, cyklopy i inne dziwologi robia wrazenie. Film jest brutalny
        ale nie ma w nim przelewania krwi. Wszystkie sceny walk sa bez obrazu krwi co
        dziecko- widza absolutnie nie przeraza, a zakodowana zostaje przez niego tylko
        walka. A ze jest to walka dobra ze zlem, gdzie zlo przegrywa i wszystko dobrze
        sie konczy wszyscy wychodza z kina wyjatkowo zadowoleni.
        • noida Re: Opowieści z Narni. 11.01.06, 21:46
          Ja bym mu na plus dodała jeszcze wierność w stosunku do książki. A najlepsze
          jest to, że czytałam ją parę razy w dzieciństwie i nigdy mi przez myśl nie
          przyszło, że śmierć Aslana może być odbierana w kategoriach biblijnych. Po
          prostu- wykiwał złą czarownicę i już. Ona nie znała praw, a on znał.
          Dopiero jak zaczełam czytać FK to się dowiedziałam, ale szczerze mówiąc nie
          jestem przekonana, czy to jest tak ważne dla zrozumienia historii?


          --
          Pan podrapano na głowa i pani Biała Glista ja takoż proszę won!
          • stella25b Re: Opowieści z Narni. 11.01.06, 22:25
            Mocna strona tego filmu jest wlasnie to, ze te wszystkie interpretacje biblijne
            sa malo widoczne. Jesli o tym wiesz, to te sceny od razu skojarzysz z nowym
            testamentem, jesli ta informacja jest ci wczesniej nie znana, to wlasnie
            kojarzysz to ze zwyciestwem dobra.
    • nienietoperz Zycie vs kino, czyli Jarhead 17.01.06, 15:30
      Film dosc irytujacy przez skuteczne demolowanie wszelkich schematow kina
      wojennego, antywojennego, bohaterskiego i antybohaterskiego. Absurdalnie, czesto
      smiesznie, bez sentymentow i prob dorabiania historii tam, gdzie jej nie ma,
      szczerze i czesto pieknie dla oka sfilmowana przez Sama Mendesa biografia
      Tony'ego Swofforda.

      Bardzo wiarygodnie pokazuje uroki zycia wspolczesnych marines, ktorzy juz nie
      mysla o wielkiej misji, nie oczekuja wdziecznosci wyzwalanych cywili,
      'Apocalypse Now' znaja na pamiec (sama scena wyswietlania filmu Coppoli w
      zolnierskim kinie jest warta kupienia biletu), zdaja sobie sprawe z potencjalnie
      czekajacych ich okrucienstw wojny, wiedza (marza?), ze wojsko zmieni ich na
      zawsze, a jednak wciaz lgna do przetworzonej przez mieszanke propagandy pro- i
      anty- legendy amerykanskiego zolnierza. Juz nie pokolenie weteranow Wietnamu,
      raczej pokolenie Nirvany (nota bene 'Jarhead' ma swietnie wspolgrajaca z obrazem
      sciezka dzwiekowa z tzw. muzyki popularnej). Jake Gyllenhaal znacznie lepszy niz
      w 'Brokeback Mountain' - inna sprawa, ze tam ginal przy Heathie Ledgerze.
      W sumie - zdecydowana polecanka.

      nn

      P.S. Ten, kto przetlumaczyl 'Jarhead' jako 'Zolnierz piechoty morskiej', na
      pewno przetlumaczylby 'Clockwork orange' jako 'Nakrecany owoc bedacy metafora
      glownego bohatera'.

      P.P.S. W odopowiedzi na uwage Aanety wyzej - 'Ukryte' naprawde dociera do nas
      kinowo dopiero za tydzien, jesli chodzi o premiery filmow europejskich, nie ma
      prostej reguly.

      --
      This is parrot no more.
    • mamarcela a tak zupełnie z innej beczki 18.01.06, 13:41
      to Papillona w TV ktos może obejrzał? Ja to odkryłam przed laty w iluzjonie na
      jakimś przeglądzie filmów ze Stevem i od lat jestem pod wrażeniem. Kilka razy
      chyba było w telewizorni, ale jakos bez echa większego chyba przeszło. Dla mnie
      absolutna rewelka.
      P:)
      --
      "To kolejna czwarta cześć pięciotomowej trylogii"
      Łał.
      • aaneta Papillon 18.01.06, 14:06
        Tym razem oglądał mój Młody, ja oglądałam dawno temu, wcisnęło mnie wtedy w
        fotel czy inne krzesło. Mocne, nie da się ukryć.
    • nienietoperz 'A Cock and Bull Story', 30.01.06, 12:13
      ekranizacja(?) 'Życia i myśli JW Pana Tristrama Shandy' Laurence'a Sterne'a.
      Ekranizacja ze znakiem zapytania, bo, jako ze powiesc Sterne'a jest ponoc
      niefilmowalna, a poza tym opowiada o pisaniu ksiazki, 'A Cock and Bull Story'
      jest filmem o kreceniu filmu. W efekcie powstala luzna, a przy tym bardzo
      inteligentna komedia. Jesli tylko pojawi sie jakos w Polsce, goraco polecam.
      Czy moze ktos z Was czytal ksiazke Sterne'a?
      nn

      P.S. A 'Ukryte' juz tuz, tuz. Obiecuje obejrzec w przyszlym tygodniu.


      --
      Though this be madness, yet there is method in 't.
      • jottka co do sterna 30.01.06, 14:28
        to tu chyba jest paru polonistów, a to zdaje sie dla nich lektura obowiązkowa:)
        na paru pokrewnych kierunkach też

        choć osobiście wolę 'podróż sentymentalną', urocza ci ona
        • kawa_malinowa Re: co do sterna 30.01.06, 15:32
          obowiązkowa nie :)
          aczkolwiek zalecana.

          --
          a) Może strach. Rozegrany przez nas umiejętnie.Jest mi tak jakby już było za
          późno.
          b) "może kiedyś mi to minie. kiedy umrę albo zginę"
          • mamarcela Re: co do sterna 30.01.06, 22:48
            A jeśli powiem, że i Sterne, i Fielding, i Smollet - nad wyraz, chętnie i z
            rozkosza , a na dodatek całkiem nadobowiązkowo - to znowu wyjdę na nieskromną i
            niepokorną?
            Oraz filmy np. "Tom Jones" - cudo. "Joseph Andrews" też może być. Bo to w
            końcu filmowy wątek. :)
            pozdrawiam :)


            --
            "Kto nie chciałby zastrzelić Boga, gdyby Go można było trafić."
      • itek1 Re: Tristram Shandy 30.01.06, 18:01
        > Czy moze ktos z Was czytal ksiazke Sterne'a?
        Czytalem ja z wlasnej nieprzymuszonej woli, podobala sie bardzo, bo jest
        przezabawnie pokrecona, absurdalnie metodyczna, pelna humoru angielskiego
        najwyzszej proby. Nad losem glowego bohatera wypadaloby lzy ronic (bidulek),
        jednak czlowiek sie smieje czesto pelna geba, to obok Alicji po drugiej stronie
        lustra ulubiona moja ksiazka z Wysp (w jakis sposob sa nawet do siebie podobne-
        poprzez poczucie absurdu w trakcie jej czytania(?)). A przeczytalem ja z uwagi
        na to, ze uwielbiam Kubusia Fataliste, a pomysl na Kubusia pochodzi od JW
        Tristrama.
        PS. Zaczalem czytac Papuge Flauberta,nt. ktorej pisales jakis czas temu i musze
        powiedziec, ze to swietna lekka lekturka (w sam raz na styczniowe wieczory).
        Dziekuje za zachecajacy do przeczytania komentarz.
        Pozdrawiam
        --
        "Forget past mistakes. Forget failures. Forget about everything except what
        you're going to do now - and do it."
        • nienietoperz Tristram Shandy, Papuga Flauberta i E. Costello 30.01.06, 18:20
          Ad Jottka + Kawa - lektura obowiazkowa, nie znaczy lektura znana.

          Ad Itek - dzieki za kolejne zachety do Tristrama, wersja angielska juz na dysku,
          wersja polska w koszyku w Merlinie. Jesli chodzi o 'Papuge',to faktycznie jest
          bardzo przyjemna lektura, a do tego niebanalna. Czekam, az skonczysz i
          przedstawisz swoje zdanie na forum - dylemat zwiazany z mozliwoscia powstania
          Papugi Sienkiewicza dreczy mnie jak najbardziej na powaznie; przy calym szacunku
          do paru odpowiedzi na pytanie zadane na FK, nikt, z wylaczeniem Darii i jej
          smakowitego pomyslu na Kota Hrabala autorstwa Kundery, nie podjal dyskusji. Moze
          'Papuga' jest u nas malo znana? Trudno mi uwierzyc, ze maestro Braineater nie
          czytal, a jako osobnik gleboko przekonany co do calkowitej rozlacznosci autora i
          dziela, powinien poczuc sie wezwany do odpowiedzi.

          Na pozor odlegle, a w istocie podobne rozwazania poruszaly mnie po lekturze
          'Elisabeth Costello' :
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=29667650&a=29667650
          Moze jest to dobra okazja, zeby przypomniec ten watek, jako ze zdaje sie wlasnie
          ukazalo/ukaze sie polskie tlumaczenie.
          Pozdrowienia,
          Nienietoperz

          --
          Though this be madness, yet there is method in 't.
          • itek1 Re: Tristram Shandy, Papuga Flauberta i E. Costel 30.01.06, 20:53
            Kot Hrabala odpada w wersji Kundery, gdyz Panowie sie znali(prawie na pewno), a
            warunkiem koniecznym popelnienia takiej papugografii jest nieznajomosc biografa
            i autora.
            Co do Sieniewicza, to zastanawiam sie jakiemu zwierzakowi go przypisac- moze
            pieskowi- widzialem jego zdjecie(czy obraz) z pieskiem, ale nie pamietam jaka
            role pelnil pies w jego tworczosci. Z psina to kojarzy mi sie tez Gombro- w jego
            ksiazkach (Ferdydurke czy Kosmos) wystepuja (jakies harce chyba wykonuja :))
            Ale kto to moglby napisac? Nie mam pojecia.
            Wlasnie wpadlem na pomysl, ze mozna nie ograniczac sie do swiata zwierzat.
            W takim przypadku mam swietny pomysl- Modrzew Szalamowa w wydaniu Wilka. Wilk
            rozpisywal sie nt. Szalamowa w swojej Woloce, ale nie docenil przewodniego
            motywu modrzewia.
            P:)

            --
            "Forget past mistakes. Forget failures. Forget about everything except what
            you're going to do now - and do it."
    • kawa_malinowa Dowód 30.01.06, 18:18
      bardzo przyjemny ten film. Naprawdę. nieco jak "Piekny umysł". o nauce i
      szalenstwie.
      A na gwyneth paltrow patrzylam po raz pierwszy w zyciu jak zaczarowana.

      --
      a) Może strach. Rozegrany przez nas umiejętnie.Jest mi tak jakby już było za
      późno.
      b) "może kiedyś mi to minie. kiedy umrę albo zginę"
    • kawa_malinowa monachium 31.01.06, 10:41
      dziwny film. tak jakby oglądało się naprawdę kilka róznych produkcji - z
      jednej strony opowieść o bandzie nieudaczników, z drugiej elegijny film o
      nienawiści, potem dramat psychologiczny. Długie kino z całą masą wątków, ale i
      niecierpiące na niedomiar scen i miejsc niemalże magicznych.
      Nie wiem jak reszta TWArzystwa, ale ja czułam sympatię dla terrorystów. i nie
      chodziło mi bynajmniej o to, że stanęłam po którejś stronie. bo szkoda było mi
      równiez tego mlodego palestynczyka, ktory zginal w Atenach.
      A swoją drogą, nie czytalam wczesniej o czym jest film, wiec szykowalam sie na
      maraton zblizen twarzy porwanych, na analize ludzkich postaw w sytuacji
      skrajnej...
      jak dorosne, chcę zostać agentem wywiadu :)

      --
      a) Może strach. Rozegrany przez nas umiejętnie.Jest mi tak jakby już było za
      późno.
      b) "może kiedyś mi to minie. kiedy umrę albo zginę"
      • daria13 Kocham Jacka Nickolsona 08.03.06, 23:00
        Obejrzałam przed chwilą About Smith i utwierdziłam się w przekonaniu, że
        Nickolson najcudowniejszym współczesnym aktorem jest. Rzucił mnie w tej kreacji
        na kolana. To najsłodszy film w gatuntku słodko-gorzkich, jaki ostatnio
        widziałam. Jeśli widzieliście (pewnie dawno, bo to 2002r)to mam nadzieję, że
        zgodzicie się ze mną co do uroku tego dziełka, jeśli nie, najgoręcej polecam.
        Może i błahy to film, ale jakże pełen uroku, może amerykański, ale jakże
        ludzki. Jestem zauroczona!!!
        P:)
          • zielonamysz Re: Kocham Jacka Nickolsona 09.03.06, 08:38
            Film jest znakomity i Nicholson tez genialny.Gdy wyszlam z kina czulam sie
            jakbym wyszla z krioterapii Taka zmrozona.Nigdy bym nie powiedziala o nim
            słodki; nawet słodko gorzki.Jest przejmujaca zimny- ten czlowiek- Szmidt
            zupelnie jak za szklem
            w stosunku do otaczAjacego go swiata.Przerazliwe i znakomite wlasnie dzieki temu
            • quarantina Re: Kocham Jacka Nickolsona 09.03.06, 09:21
              To film o starości. Tak właśnie wyobrażam sobie starość. Samotność, brak
              kontaktu z dziećmi żyjącymi w innym, " młodszym" świecie, fizyczna brzydota.
              Przede wszystkim jednak samotność. Szmidt traci rytm życia i znajduje się poza
              nim, tym samym.
              Co do Nicholsona, mam wrażenie, że we wszystkich filmach, które widziałam, gra
              on siebie.
              Szmidt jest wyjątkiem, potwierdzającym regułę oraz genialność Nicholsona. W tej
              roli wyszedł poza schemat ekscentrycznego na granicy szaleństwa, nieco
              lubieżnego, zazwyczaj uwodzicielskiego, chodzącego własnymi ścieżkami kocura.

            • daria13 Re: Kocham Jacka Nickolsona 09.03.06, 09:26
              Nicholson, a nie Nickolson, strasznie byłam wczoraj jednak zmęczona;)
              Może się źle wyraziłam mówiąc o tym filmie słodki, bo to może kojarzyć się z
              cukierkowatością. Ja miałam na myśli takie ciepło bijące z niektórych scen,
              dowcip, który ogrzewał to zimno, o którym piszesz. Ten film był momentami, mimo
              całej swoje gorzkiej wymowy, tak nieodparcie zabawny, że do tej pory uśmiecham
              się na myśl o niektórych scenach.
              Slodko-gorzki to w mojej własnej nomenklaturze film przekazujący bardzo poważne
              i smutne treści w formie, która ten smutek ma łagodzić, ogrzewać dzięki żartom
              i ironii. Filmem, który teraz mi przychodzi na myśl z tego gatunku jest też na
              przykład Wilbur chce sie zabić.
              Pozdrawiam:)
    • noida Beato, mimo wszystko... 16.03.06, 22:33
      Widziałam "Brokeback mountain". Moim zdaniem był świetny. Był jeden moment,
      kiedy myślałam, że się nie wybroni, ale wybronił się... I Ledger i Gyllenhaal
      bardzo dobrzy. Na nich opierał się cały ten film. Gdyby wyczuło się w nich
      fałsz, to byłoby po sprawie. A tymczasem, jak to powiedziała moja siostra,
      nieważne, czy są facetami czy babkami, widz po prostu chce, żebym im się udało.
      Swoją drogą skojarzył mi się z "Co się wydarzyło w Madison County". Po prostu
      świetna rzecz.


      --
      A wizard is never late. Nor is he early. He arrives precisely when he means to.
      • aaneta Re: Beato, mimo wszystko... 17.03.06, 09:54
        Ja też od razu pomyślałam o "Madison County", chociaż w tamtym przypadku
        oczywiście chodziło o zupełnie inną relację, przede wszystkim tamta historia
        trwała chwilę, była bardziej skoncentrowana, jeśli chodzi o emocje, za to mniej
        zniuansowana psychologicznie. A dzisiaj przypomniał mi się jeszcze jeden film,
        Ulu Grosbarda "Zakochać się", z Meryl Streep i Robertem De Niro. To zupełnie
        inna historia, ale ciekawa jestem, czy go znacie?
        • noida Re: Beato, mimo wszystko... 17.03.06, 10:42
          To jest taka historia o tym, że Robert De Niro jest analfabetą? Znam. Kompletny
          banał i gdyby nie rewelacyjne aktorstwo to nikt by go nie zobaczył :)
          Rzeczywiście coś w tym jest. Widać można nakręcić melodramat w taki sposób, że
          nikt się nie połapie, że to melodramat :)


          --
          A wizard is never late. Nor is he early. He arrives precisely when he means to.
          • aaneta Re: Beato, mimo wszystko... 17.03.06, 11:08
            Nie, tamto było z Jane Fondą, nie podobało mi się, zero emocji.
            W "Zakochać się" De Niro jest jakimś budowlańcem, ma szczęśliwą rodzinę,
            przyjaźni się z Harveyem Keitelem. W trakcie bożonarodzeniowoprezentowych
            zakupów spotyka Meryl Streep i przez przypadek, tłok i całe to przedświąteczne
            szaleństwo zamieniają się kupionymi przez siebie książkami. De Niro jest tu
            zupełnie inny niż zwykle, nieśmiały, wyciszony, i w ogóle cała opowieść jest
            taka, subtelna i wyciszona, ale cudna.
            • noida Re: Beato, mimo wszystko... 17.03.06, 11:36
              Wiesz co, mnie się wydaje, że to widziałam, bo w swoim czasie przerabiałam
              wszystkie te filmy z De Niro z mamą, ale nie pamiętam, więc chyba nie zrobiło
              na mnie wielkiego wrażenia. Lepiej pamiętam ten z Jane Fondą.
              A na górę Brokeback chyba wybiorę się jeszcze raz.


              --
              A wizard is never late. Nor is he early. He arrives precisely when he means to.
                • noida A wiesz... 17.03.06, 14:47
                  że w dwóch stanach USA zakazano dystrybucji? Są jeszcze miejsca na ziemi
                  bardziej zacofane od Polski ;) I kolejny dowód na to, że Ennis mógł mieć rację.


                  --
                  A wizard is never late. Nor is he early. He arrives precisely when he means to.
                  • aaneta Re: A wiesz... 17.03.06, 15:17
                    Ja się dziwię, że u nas nie było żadnych pikiet ani nawet nieprzychylnych
                    komentarzy, pominąwszy Nasz Dziennik oczywiście i parę mało wyszukanych wpisów
                    na forum.
                    • noida Re: A wiesz... 17.03.06, 15:22
                      Ja też. Widocznie berety nie chodzą do kina, albo protestują tylko wtedy, kiedy
                      księża włączają się do akcji. Na przykład domagają się przesunięcia
                      premiery "Kodu Leonarda Da Vinci", bo wypada w dzień wizyty Papieża w Polsce
                      hihi.


                      --
                      A wizard is never late. Nor is he early. He arrives precisely when he means to.
        • beatanu Re: Beato, mimo wszystko... 17.03.06, 13:22
          aaneta napisała:

          > Ja też od razu pomyślałam o "Madison County", chociaż w tamtym przypadku
          > oczywiście chodziło o zupełnie inną relację, przede wszystkim tamta historia
          > trwała chwilę, była bardziej skoncentrowana, jeśli chodzi o emocje, za to
          mniej
          > zniuansowana psychologicznie. A dzisiaj przypomniał mi się jeszcze jeden film,
          > Ulu Grosbarda "Zakochać się", z Meryl Streep i Robertem De Niro. To zupełnie
          > inna historia, ale ciekawa jestem, czy go znacie?

          Znam znam i dziękuję za przypomnienie, bo to jeden z najsubtelniejszych filmów
          o miłości, jakie oglądałam... Uwielbiam ten klimat, uwielbiam duet DeNiro -
          Streep.
          A "Co się wydarzyło w Madison County" to z kolei jeden z tych filmów o
          niemożliwej miłości, który tąpnął mną tak mocno, że nie mogłam się po nim przez
          jakiś czas pozbierać... I tak się zaczynam zastanawiać, dlaczego nie przekonał
          mnie film "Brokeback Mountain" - jeżeli inne filmy w podobnych klimatach -
          przekonały bardziej niż przeciętnie? Może tak naprawdę jestem zatwardziałą
          homofobką, chociaż nie chcę się przed sobą i innymi do tego przyznać? ;)
          A może nieodpowiedni film na nieodpowiednim etapie życia i kłopoty z
          identyfikacją? Koniec spekulacji.

          A "Falling in love" chcę sobie w najbliższym czasie odświeżyć :)
    • kubissimo Re: Vidi (III) 24.03.06, 22:09
      doskonały "Plan Doskonały"
      ok, kino stricte rozrywkowe, ale piekielnie precyzyjne, inteligentne i
      zaskakujaco zabawne
      w sam raz na mily wieczor w kinie
    • nienietoperz Capote, Proulx i kwasne winogrona 24.04.06, 12:47
      2 in 1,
      czyli przeczytane 'Z zimna krwia' i obejrzany 'Capote'. O powiesci bylo juz
      sporo na FK, wiekszosc z Was zapewne ja dobrze zna, takze tylko krotkie
      podsumowanie: lektura obowiazkowa.
      Film do pewnego momentu zdawal sie fabularnie modelowany dokladnie na ksiazce;
      podobna chronologia, wydarzenia pokazywane w sposob calkowicie wierny temu, co
      Capote napisal. Z czasem naturalnie historia filmowa odbija od powiesciowej,
      pozostaje jednak lustrem konstrukcyjnym. Ta sama przezroczystosc (doskonalego!)
      stylu, umiejetne, uzyskane pozornie bez wysilku i w naturalny sposob wydobycie
      na powierzchnie pelnej sily autentycznych wydarzen, bez widocznej proby ich
      dramatyzowania. Swietny Capote, i dotrzymujacy mu kroku odtworcy rol Nell Harper
      Lee i Perry'ego Smitha. Absolutnie nie zgadzam sie z wyrazona na FK opinia,
      jakoby to film mial oferowac jednoznaczna interpretacje i wnioski koncowe; o ile
      rzecz jasna nie mozna mowic o niejasnosciach fabularnych i pytac: co sie
      naprawde zdarzylo?, o tyle mozliwosci rozmyslania o tym dlaczego i jak doszlo do
      opisywanych wydarzen i rozwazania motywacji i dalszych losow wszystkich
      zainteresowanych jest bardzo duzo. Wszystkim z pelnym oburzeniem atakujacym
      intencje Capote'a proponuje zastanowienie nad pytaniem, czy chcieliby, zeby 'In
      Cold Blood' zostalo napisane? Sam odpowiadam na to pytanie pozytywnie.

      A skad w tytule Ms Proulx? Otoz krotko po tegorocznych Oskarach autorka
      'Brokeback Mountain' napisala do Guardiana dlugi list opisujac jak to:
      a) wielka niesprawiedliwoscia bylo to, ze 'BM' nie dostala glownej nagrody
      b) Oskary sa bez sensu i w ogole jej nie obchodza
      c) Hoffmann nie powinien dostac nagrody za glowna role meska, bo co to za sztuka
      odgrywac postac rzeczywista, majac dostep do jej zdjec i nagran filmowych
      d) Oskary sa bez sensu i nie warto na nie przychodzic,
      etc..

      Sama autorka zastrzegla sie na koniec, ze czytelnikom moze sie wydawac, ze sa to
      po prostu 'sour grapes'. Niemniej jednak caly artykul jest dosc kuriozalny.
      Nizej link:

      books.guardian.co.uk/comment/story/0,,1727309,00.html

      Uklony,
      nntpz (ktory w weekend odnowil tez filmowa znajomosc z pewnym Kazanowym
      tramwajem, i niestety przegapil w kinie 'The Proposition').

      --
      Though this be madness, yet there is method in 't.
      • mamarcela Re: Capote, Proulx i kwasne winogrona 24.04.06, 13:09
        Powiem tak - artykuł pewnie jest mocno kuriozalny. I kontrowersyjny. I chwilami
        zdecydowanie zbyt.
        Ale ją tę kobietę (Annie Proulx) po prostu lubię. Chyba coraz bardziej.
        P:-)
        --
        " - A ty jak się masz? - spytał Puchatek. - Nie bardzo sięmam - odpowiedział
        Kłapouchy. - Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś sięmiał."
        • staua Re: Capote, Proulx i kwasne winogrona 24.04.06, 21:44
          Moim zdaniem w tym artykule Proulx prezentuje sie raczej antypatycznie. Kwasne winogrona? Pewnie,
          ze tak. Jesli identyczny artykul wyszedlby spod piora kogos, kto na rozdanie Oskarow nie poszedl z
          nadzieja, albo od kogos, kto zgarnal wszystko (a tu tylko trzy... biedactwo...), byloby ciekawie, tak, jest
          tylko zalosnie.
          I bardzo sie cieszylam, ze nagrode dla najlepszego filmu dostal "Crash"!
          --
          People are like planets, you need a thick skin.

          <a href="https://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=25616">Forum o Rumunii</a
          • mamarcela Re: Capote, Proulx i kwasne winogrona 24.04.06, 21:59
            Ale ja ja włąsnie lubię za to, że może sobie być antypatyczna, mieć wszystko i
            wszystkich w nosie i pisać to, co jej sie podoba i juz niczego nie musieć.
            Osobiście nie mam nic przeciwko oskarowi dla filmu Crash, ani dla aktora, który
            zagrał Capote'a (chociaż mnie trochę męczył). Ponieważ oskary to dla mnie
            ciekawostka raczej niz miara prawdziwej wartości filmu.
            I czasami lubię jeśli ktoś zapomina o poprawności politycznej i o cieszeniu
            się z cudzych sukcesów i wali po prostu to, co uważa. Do niej to zresztą
            pasuje, jak mało do kogo.
            A wracająć do filmów to Capote też był megalomanem i też raczej chwilami mało
            sympatycznym - przynajmniej ja zdecydowanie nie przepadałabym za nim.
            P:-)
            --
            " - A ty jak się masz? - spytał Puchatek. - Nie bardzo sięmam - odpowiedział
            Kłapouchy. - Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś sięmiał."
            • staua Re: Capote, Proulx i kwasne winogrona 24.04.06, 22:14
              Mnie nie chodzi o to, ze wyrazila te uczucia, ale o to, ze je miala. Moze byc antypatyczna, ale nie musi,
              a skoro moze i jest, to znaczy, ze jest po prostu soba, antypatyczna Annie Proulx (bo przeciez niczego
              nie udaje). No, wiec ja jej nie lubie. Skoro jest antypatyczna.
              --
              People are like planets, you need a thick skin.

              <a href="https://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=25616">Forum o Rumunii</a
              • staua I jeszcze 24.04.06, 22:17
                Dla mnie to (sorry) dziwny argument, ze ja lubisz za to, ze MOZE byc antypatyczna. Juz fajniej jest lubic
                kogos, kto nie powinien, a jest. Co za sztuka byc soba, kiedy sie juz nic nie musi. To tak, jak lubic
                okrutnego dyktatora, ktory robi, co mu sie podoba, bo moze. Sztuka jest chyba byc naturalnie (jak sie
                nie musi) w porzadku.
                --
                People are like planets, you need a thick skin.

                <a href="https://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=25616">Forum o Rumunii</a
                • mamarcela Re: I jeszcze 24.04.06, 22:36
                  Chyba nie do końca tak, bo dyktator jednak komus robi krzywdę, a
                  przynajmniej "niedobrze".
                  A Proulx moim zdaniem, nawet nie jest szczególnie antypatyczna - jest po prostu
                  nieszczególnie miła i w gruncie rzeczy nikomu nic nie robi, zachowuje się tylko
                  tak, jak zgodnie z zasadami dobrego wychowania i poprawności politycznej nie
                  powinna się zachować. Nie musi byc miła, a ja ja lubię za całokształt, a także
                  za to, że nie stara się być na siłę miła tylko wali prawdę (swoją prawdę!)
                  prosto z mostu. Chyba z góry przyjmujemy, że powinna zachowywać tzw. "twarz",
                  bo była "umoczona" w jeden z filmów. Tobie się jej zachowanie nie podoba i ma
                  prawo Ci się nie podobać, a ja ją lubię bez oceniania tego konkretnego
                  zachowania. Po prostu mi się kobieta podoba i nawet nie chce mi się
                  zastanawiać, czy moralnie naganne może sie wydawać to, co napisała. Często
                  sympatia jest uczuciem poza dobrem i złem.
                  P;-)
                  --
                  " - A ty jak się masz? - spytał Puchatek. - Nie bardzo sięmam - odpowiedział
                  Kłapouchy. - Już nie pamiętam czasów, żebym jakoś sięmiał."
                  • staua Re: I jeszcze 24.04.06, 23:13
                    Jasne, chcialam wlasnie dopisac (nie wiedzac, ze odpisalas), ze oczywiscie to, ze Ty ja lubisz, a ja nie,
                    zupelnie nie musi miec racjonalnych podstaw. Zaznaczam, ze dwie jej ksiazki oraz opowiadanie i film,
                    ktore znam, podobaja mi sie (filmu "B.M." caly czas nie obejrzalam, a moze powinnam teraz, skoro M.
                    niechetny ogladaniu, wyjechal).
                    --
                    People are like planets, you need a thick skin.

                    <a href="https://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=25616">Forum o Rumunii</a
                  • aaneta Re: I jeszcze 25.04.06, 13:20
                    mamarcela napisała:
                    > Chyba z góry przyjmujemy, że powinna zachowywać tzw. "twarz",
                    > bo była "umoczona" w jeden z filmów.

                    No właśnie, dlaczego tak z góry przyjmujemy? To znaczy ja akurat nie, ale inni
                    najwyraźniej tak. Czy to nie jest tzw. skromność (fałszywa?) i czy nie jest ona
                    przypadkiem właściwa dla naszej (polskiej?) mentalności, a zwłaszcza wpajanego
                    nam od dzieciństwa przekonania, że nie wypada się chwalić, "siedź w kącie, a
                    znajdą cię", jak mawiała moja babcia? Co niewłaściwego jest w postawie Annie
                    Proulx, która mówi: napisałam świetne opowiadanie, Ang Lee zrobił z niego
                    świetny film, Oskar mu się należał, a Akademia dała ciała?
                    • nienietoperz Re: I jeszcze 25.04.06, 15:20
                      Aaneto,
                      to co napisalas jest, a raczej byloby OK.
                      Pisanie zas, ze po pierwsze ja powinnam wygrac, stala sie wielka
                      niesprawiedliwosc i zostalam oszukana, a po drugie jest to mi kompletnie
                      obojetne, nagrody sa czysto komercyjne i i tak mi przeciez nie zalezy, jest
                      kuriozalne i bez klasy. Zupelnie niezaleznie od rzeczywistej wartosci filmow czy
                      nagrod.

                      Tlumaczenie dlaczego wydaje mi sie zbedne.

                      Uklony,
                      nntpz





                      --
                      Though this be madness, yet there is method in 't.
                    • staua Re: I jeszcze 25.04.06, 16:44
                      Ja nie przyjmuje, ze powinna zachowac twarz. Wydaje mi sie, ze nalezy byc konsekwentnym w swoich
                      poczynaniach. Na pewno moja opinia nie wynika z nadmiernej skromnosci. To tak, jakby (ze posluze sie
                      przykladem) jakis profesor liczacy na Nobla i wymieniany jako kandydat, czekajacy w dniu ogloszenia z
                      szampanem i przemowieniem (znalam takiego) po ogloszeniu, ze nagrode otrzymal ktos inny
                      stwierdzil, ze to glupia nagroda, lepiej dostac doktorat honoris causa z uniwersytetu powiatowego i w
                      ogole.
                      Hipokryzja, po prostu.
                      --
                      People are like planets, you need a thick skin.

                      <a href="https://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=25616">Forum o Rumunii</a
                      • aaneta Re: I jeszcze 26.04.06, 09:25
                        Wiecie co, może jestem staroświecka, ale ja nie ośmieliłabym się zarzucać Annie
                        Proulx braku klasy i hipokryzji. Ani temu gościowi od Nobla o mało co. Macie
                        tupet, naprawdę ;)
      • kubissimo Re: Capote, Proulx i kwasne winogrona 24.04.06, 23:16
        artykul bardzo fajny
        co do punktu c) czyli holubione nasladownictwo to ja sie zgadzam
        kolejny rok z rzedu akademia nagradza aktora, ktory po prostu dobrze powtorzyl
        to, co zobaczyl w materialach archiwalnych, podczas gdy Heath Ledger stworzyl
        nie tylko poruszajaca nowa postac, ale rowniez nowy angielski dialekt ;)))
        • daria13 Re: Pani Zemsta 25.04.06, 23:57
          Czy jeszcze ktoś oprócz Oblego oglądał ten film? I czy ktoś może mi wyjaśnić
          sens kręcenia takich obrazów? Oldboy był filmem z niesamowitym pomysłem, ale
          Pani mnie nieco przerosła. Zbyt wiele komplikacji, zbyt wiele znaków zapytania
          i jednak zbyt wiele makabry, nawet jak na moje raczej mocne nerwy. Muszę sobie
          jeszcze wszytko poukładać, ochłonąć, ale chyba jednak NIE. I generalnie tak
          potwornie okrutnym filmom też NIE. Czemu to ma służyć? Hmmmmmm....
          I jeszcze. U Tarantino cały czas czuje się przymrużenie oka, u Koreańczyka -
          wcale. To jest chyba jednak chore.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka