Dodaj do ulubionych

Recycling po włosku

01.12.05, 17:44
W Mediolanie, ulica Moskiewska (Via Moscova) na wskroś przecina plac Stanów
Zjednoczonych (Piazza degli Stati Uniti) przy stacji metra Turati. Jest to
jedyne mi znane miejsce w świecie, takiego bezpośredniego „kontaktu”
światowych super-mocarstw. Jeśliby przyrównać do realiów warszawskich, to
zarówno Aleja Stanów Zjednoczonych, Aleja Waszyngtona czy plac Wilsona są
bardzo oddalone od ulicy Kijowskiej, Mińskiej czy Sewastopolskiej. Ulicy
Moskiewskiej (ani też Rosyjskiej, Syberyjskiej itp.) w Warszawie nie mamy.
Może to i dobrze.

Turati to dobra solidna burżuazyjna dzielnica starego Mediolanu. Oddalona o
jakieś 20 minut spaceru od La Scala, Galerii Vittorio Emanuele II i Duomo –
najsłynniejszej katedry epoki pełnego i czystego gotyku. (Styl zachowano,
mimo, że budowa katedry trwała prawie 5 wieków. Tak mi tłumaczono, ale
możliwe, że pam_pa_ram_pam miałby cośkolwiek więcej na temat Duomo do dodania
lub uzupełnienia) i w takiej samej odległości od Stazione Centrale –
potężnego gmachu dworca kolejowego, którego budowa ….. też trwała dosyć długo
bo ponad 20 lat. Styl bryły dworca, w miarę postępu robót, ulegał czasowym
modom i upodobaniom. Większość budynku dworcowego to przykład kierunku
obowiązującego w architekturze czasów włoskiego faszyzmu.

W potężnym i dobrze chronionym budynku tuż przy Piazza degli Stati Uniti
mieści się Konsulat Amerykański. Na via Moscova znajduje się kościół pw.
Bartolomeo Apostoli, gdzie w każdą niedzielę odbywają się polskie
nabożeństwa. To nawet nieźle brzmi: Pójdę się pomodlić na ulicę Moskiewską………

Kosmopolityczny Mediolan rządzi się swoimi prawami i posiada własne niepisane
kodeksy postępowania. Wprawdzie mamy już adwent i jesteśmy w katolickim
kraju, jednak życie towarzyskie kwitnie na całego. W ostatnią sobotę byłem na
party na Turati; jednym z tych, jakie sobie uczestnicy tego spotkania
zaplanowali już na wszystkie pozostałe weekendy do Świąt Bożego Narodzenia.
Bawiła się średnia i high class mediolańskiej burżuazji. Party miało miejsce
w prywatnym 5 pokojowym apartamencie o powierzchni ponad 140 metrów i bardzo
wysokich ścianach. Gospodarz, dobrze po 40-tce, naczelnik jednego z oddziałów
Banco di Roma, żona, ekonomistka z silną pozycją w Assicurazione. Bankierzy z
żonami przeważali, ale spotkałem też lekarzy, ekonomistów, dziennikarzy,
właściciela hotelu, restauratora i restouratorkę, nafciarzy, gazowników,
przemysłowców, artystkę-malarkę, projektantkę mody, dentystów, cukiernika,
inżynierów od siebie z pracy i jeszcze wielu innych ciekawych, sympatycznych
i zawsze uśmiechniętych ludzi. Jak na każdym typowym party rozmawiało się
dużo o wszystkim i o niczym popijając raz po raz tym, na co przyszła akurat
ochota. Znakomitych i wykwintnych trunków było sporo w nieograniczonych
ilościach. Oczywiście głównymi tematami rozmów były polityka i piłka nożna.
Szczególnie próba wprowadzenia federacji przez rząd Berlusconi’ego, tutaj na
północy Włoch, i w tym środowisku ma dużo zwolenników. I piłce też dużo i ze
szczegółami; nie ma lepszych koneserów „caccio” jak Włosi.(Tak przy okazji,
jedną z poruszonych kwestii było to czy Zibi przegrał w kasynach włoskich
…..czy …..milionów euro i na ile prasie brukowej można wierzyć?) Rzuciwszy
zaś mimochodem ale uważnym okiem na ostatnią kobiecą modę, to trzeba
przyznać, że „mediolańska czerń” dominuje jak zawsze. Czerń była podstawowym
kolorem kobiecych kreacji. Czerń przełamywana czerwienią lub różem, ale
również łączona z brązem, zielenią i z pomarańczą. W modzie włoskiej w
dalszym ciągu obowiązują odkryte ramiona, co bardzo cieszy. Włoszki są
piękne, ubierają się bardzo szykownie i potrafią bardzo ładnie i zagadkowo
się uśmiechać. Panowie, warto zgłębiać się w spojrzenia pięknych kobiet i
warto znać się na uśmiechach pięknych kobiet.

Większość gości rozeszła się około północy. Brat gospodarza, z którym
przyjechałem na party i z którym miałem wracać do San Donato miał jeszcze coś
tam pilnego z gospodarzem do omówienia, więc siłą rzeczy musiałem dostosować
się do jego programu powrotu.

Kręcąc się tak po przestrzeniach trafiłem w końcu do kuchni, gdzie gospodyni
razem z kuzynką były w trakcie zaawansowanego sprzątania po gościach.
Autentycznie, zdumiała mnie jedna sprawa. Obie panie cieły ostrymi nożami
plastykowe butelki po wodzie mineralnej i różnych sokach lub napitkach typu
Pepsi i Miranda. Niezależnie od pojemności (0,5 litra, 1,5 czy 2 litrów)
butelki rozcinały na połowę. Następnie obie połówki kroiły wzdłużnie. Pocięte
tak połówki wkładały jedną w drugą i dopychały trzecią a czasami i czwartą
połówką. W ten sposób, przykładowo, objętość zgrzewki o pojemności 6-u
butelek została praktycznie zredukowana przynajmniej 5-o krotnie. W efekcie,
w zwykłej torbie plastikowej, jakie wydają kasjerki w każdym supermarkecie,
spokojnie mieści się 10-12 pociętych opakowań plastykowych, które w normalnym
stanie miałyby pojemność 15-18 litrów. Jaka to niesamowita oszczędność
objętości użytkowej już na samym początku recyklingu, czyli na zwykłym
przydomowym czy osiedlowym śmietniku.

Gdzieś niedawno wyczytałem, że Włosi przodują w świecie w produkcji opakowań
ulegających rozkładowi w środowisku naturalnym oraz, że posiadają wyrobioną
bardzo wysoką społeczną świadomość konieczności przerabiania (utylizacji)
produktów odpadowych, lub materiałów, które straciły wartość użytkową. Nie
przypuszczałem jednak, że ta świadomość jest posunięta do takiego stopnia, że
dyrektorka z Aurora Assicurazione tnie butelki PET w nocy zamiast się położyć
i przespać po ciężkiej towarzyskiej imprezie. Byłem taką postawą niesamowicie
zdumiony.

W Polsce chyba nam jeszcze bardzo daleko do takiego podejścia i – generalnie –
zrozumienia wszystkich zagadnień związanych z ochroną środowiska.
Uświadomiłem sobie jak wielka praca od podstaw czeka nasze społeczeństwo.
Posłużę się przykładem z mojego osiedla Gocław. Bardzo dobrze, że są
poustawiane na osiedlu oddzielne pojemniki na makulaturę, szkło, papier i
butelki plastikowe. To już jakby wymusza w świadomości konieczność wstępnej
segregacji odpadów w domu przed ich wyniesieniem na śmietnik. Ale chyba nie
do wszystkich ta świadomość dociera, gdyż przeważają jednak siatki z
odpadami „jak leci” wrzucane bez żadnej segregacji do ogólnych kontenerów
śmieciowych. Pojemnik na plastik to taka wielka „klatka dla kanarka”
wysokości niespełna 2ch metrów i średnicy około 1,5 metra. I akurat
ta „klatka” bywa najszybciej zapełniana całymi pustymi plastikowymi
butelkami. Ci, którzy już tam nie mogą upchnąć swoich opakowań zostawiają je
przy pojemniku. W efekcie, szczególnie w weekendy, robi się dosyć szybko
bałagan a wiatr rozrzuca te torby i turla po trawnikach i chodnikach puste
plastikowe opakowania. A gdyby tak pociąć na kawałki i powkładać jedną w
drugą idąc przykładem Włochów, to niewykluczone, że miejsca starczyłoby dla
wszystkich potrzebujących i zapewne na dłużej. Tylko jak do takich zachowań
przekonać znakomitą większość naszych rodaków?


San Donato; 30/11/2005




Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka