Dodaj do ulubionych

głupie pytania reaktywacja

16.01.06, 16:22
Już kiedys zadawałam to pytanie na TWA, ale ponieważ nie doczekałam sie
odpowiedzi powtarzam. Czy ktoś z zorientowanych technicznie TWAczy mógłby
udzielic mi odpowiedzi - dlaczego głosniki 5.1 dołączone do wyłączonego
komputera gadały po wielokroć po portugalsku? A dzisiaj zupełnie inne
głosniki doczepione do telewizora przekazywały jakieś informacje po
angielsku? Co ciekawsze telewizor ten służy jedynie jako ekran do kina
domowego i nie ma "w nim" żadnego programu w języku angielskim.
Na wszelkie sugestie, że zwariowałam i słyszę głosy odpowiadam od razu - nie
tylko ja je słyszałam.
Czy mam sie bać? Zjawiska powyższe zachodza tylko w jednym pokoju. Komputer
przeniesiony wraz z głośnikami w inne miejsce mieszkania przestał gadać.
pozdrawiam
mamarcela nawiedzona?
Obserwuj wątek
    • noida Re: głupie pytania reaktywacja 16.01.06, 16:27
      Niewątpliwie to duchy.
      U mnie się radio włączało samo z siebie w środku nocy, ale gadało w normalnym
      języku, więc Ci nie pomogę, niestety :-(
    • 3promile Re: głupie pytania reaktywacja 16.01.06, 16:27
      Hipoteza nr 1 - sąsiad + pętla indukcyjna. Jeśli komp wyłączony, a głośnikowy
      wzmacniacz nie, to mogłoby być coś na rzeczy; po prostu sąsiad może ma źle
      zaekranowane sprzęcicho i słuchałaś tego, co on. To tylko hipoteza...
      • mamarcela dościslenia 16.01.06, 17:06
        O ile dzisiejsze wiadomości po angielsku tylko mnie zdziwiły, bo mozliwe (choc
        mało prawdopodobne ponieważ w mojej maleńkiej kamieniczce chyba nikt nie ma
        średniego wykształcenia) jest, że któś słuchał CNN lub BBC - to przypuszczenie,
        że ktoś w promieniu kilkuset metrów może sluchać w nocy jakiejś portugalskiej
        stacji graniczą z SF. I to co noc!
        Na dodatek, kiedy portugalski był słyszany w całym domu komputery mieliśmy
        tylko my. Ten, ktory nocami po portugalsku gadał, był odłączony wówczas
        chwilowo od sieci. Moim zdaniem był to zresztą portugalski w wydaniu
        brazylijskim. Ale mogę się mylić. Nigdy nie słychac było muzyki tytlko rozmowy.
        P:)
        mamarcela sama w nawiedzonym mieszkaniu?
        • schabomil Re: dościslenia 16.01.06, 17:30
          Nie wiem wprawdzie co to jest, ale jestem dogłębnie przekonany, że stoi za tym
          PiS, i on temu winien.

          S.
        • 3promile Re: dościslenia 16.01.06, 17:31
          No to nic tu po mnie - egzorcysty trza!
          • mamarcela To dalej gada 16.01.06, 22:59
            Wyłączyłam subbufer gada cicho. Włączyłam - gada równolegle do dźwięku w
            filmie. Brzmi to tak jakby w XVII wieku we Włoszech (oglądałam Le violon rouge)
            angielskiego radia słuchali. Pies lata po domu i co chwila goni kota, którego
            juz nie ma. Matko przenajświętsza! Co jest?
            mamarcela w lekkiej panice
            • staua Re: To dalej gada 17.01.06, 02:33
              Moze musisz wylaczyc opcje komentarza nalozonego na film DVD.
              • mamarcela Re: To dalej gada 17.01.06, 10:55
                Cała sprawa wygląda tak.
                Nadawało z przerwami całą noc. Przy wyłączonym wszystkim też ale cichutko. O
                czwartej w nocy (godzina kota mojego, więc się obudziłam z przyzwyczajenia
                wieloletniego) nadawało po portugalsku.
                W żadne ringi głosnikowe nie wierzę, a w każdym razie się ich nie boję.
                Myślałam, że na powyższe zjawisko jakieś proste techniczne wytłumaczenie jest.
                Bodajże w 1990 wymieniali u mnie w chałupie wszystko i mieszkałam przez dwa
                tygodnie z dziecięciem małym na Pradze w wynajętym na chwilę mieszkaniu po
                jakiejś starej ciotce koleżanki. Tam był leciwy czarno-biały telewizor i on
                zbierał CB-radio z całej Warszawy.
                Może moje głosniki zbierają jakiś przekaz radiowy z Portugalii, albo Brazylii
                (a propos "Chłopcy z Brazylii" Iry Levina - ulubiona lektura do języka
                angielskiego mojego numero uno w podstawówce - książka w którekj klonowali
                Hitlera!)?
                mamarcela, która myślała, że jest po prostu niedouczona, a wyszła na nawiedzoną
                wariatkę, czyli ferie zimowe z duchami
                • brunosch Re: To dalej gada 17.01.06, 11:20
                  jakieś to tajemnicze - może masz mimowolny podsłuch ambasady portugalskiej (lub
                  brazylijskiej)?
                  Podobno nasze głosy nie giną, lecz lecą sobie w Kosmos i jak ktoś ma Specjalną
                  Maszynkę, to może złapać nawet głos Juliusza Cezara, Protopopowa Awwakuma, czy
                  choćby Napoleona.
                  Ale dlaczego łapiesz pobratymców Portugalczyka Osculatiego? Nie rozumiem...
                • noida Re: To dalej gada 17.01.06, 11:27
                  Słuchaj, przypomniało mi się, że była taka afera- człowiek pewien przy pomocy
                  radia odbierał rozmowy telefoniczne. I tak ich sobie słuchał przez kilka lat...
                  Więc być może u Ciebie coś podobnego się dzieje? Jeśli tylko w jednym miejscu
                  odbierają te głośniki ten portugalski język a w innym nie?

                  Albo... jeżeli dźwięk to drgania, to może w tym miejscu Twój dom drga po
                  portugalsku, a w innym już nie ;-)
                  • mamarcela Re: To dalej gada 17.01.06, 11:39
                    Ano właśnie

                    "W tym ogrodzie za Książęcą
                    Zmącił duszę mą dziewczęcą.
                    Potem ciało
                    Zawiół śmiało
                    Na Frascati.
                    Tam gdy z radia płynął walczyk
                    Wykorzystał PORTUGALCZYK
                    mnie ze szczętem."
                    • brunosch KTO ??? 17.01.06, 11:48
                      Vincente Osculati!
                      • mamarcela Re: KTO ??? 17.01.06, 12:02
                        Myślisz, że to jego duch za nacięcie dziewcząt jak róż w kraju sosny i
                        nieuiszczenia wszelakie po moim domu pokutuje i przy pomocy głosników gada?

                        No, to w takim razie ja mu mogę tylko:
                        "Katuj!
                        Tratuj!
                        Ja przebaczę wszystko ci jak bratu.
                        Męcz mnie!
                        Dręcz mnie
                        Ręcznie (oraz za pomocą głosników)
                        Smagaj, poniewieraj, steraj, struj!"
                        • brunosch Re: KTO ??? 17.01.06, 12:12
                          a jakbyś próbowała dziada zagłodzić, tzn odciąć go od prądu? Też by gadał?
                          • mamarcela Re: KTO ??? 17.01.06, 12:39
                            Ale dlaczego (dlaczemu)? Co on mi zrobił? Niech sobie gada na zdrowie.
                            Zresztą on gada niesystematycznie - w nocy po portugalsku, w dzień po
                            angielsku. Poza tym wyłączanie z prądu głosników, odtwarzacza i telewizora po
                            każdym użyciu DVD, a potem ich włączanie, zdecydowanie przekraczałoby moje siły
                            fizyczne i mentalne. BTW filmy często oglądam na raty.
                            p:)
                            mamarcela, która nie będzie nigdy nikogo głodzić, a juz szczególnie w taki mróż.

                            "To kolejna czwarta cześć pięciotomowej trylogii"
                            Łał.
                            • brunosch hmmm 17.01.06, 12:48
                              czy pozwolisz, że poruszę ten problem w gronie takich-jednych co znają się na
                              prundzie i wszystkim, co z nim związane?
                              • mamarcela Re: hmmm 17.01.06, 12:52
                                Ależ oczywiście poruszaj (jak się coś długo porusza to w końcu puści, czy jak
                                to tam jest) przecież po to o tym pisałam, że ciekawa jestem.
                                W głębi duszy najbardziej na Brocha liczyłam, ale on milczy jak grób.
                                Więc poruszaj waść i wstydu niewiedzy mi oszczędź. :)
                • braineater Mamarcela story remixed vol IIa 17.01.06, 13:29
                  Mamarcela siedziała w ulubionym fotelu, próbujac rozkoszować się z rzadka
                  dostępną chwilą samotności. Dzieciaki upchnięte u rodziny i koleżanek, pies
                  śpiacy w koszu, kot... No cóż, kot nie był zmartwieniem, którym Mamarcela
                  chciała się w tym momencie zajmować.

                  Leniwie bładząc wzrokiem posród regałów, powoli odkrywała w sobie ochotę na
                  przeczytanie jakiejś książki. Nie żeby od razu jakieś arcydzieło, czy poważny
                  traktat filozoficzny - co to, to nie dziś. W myślach wystawiała spontaniczne
                  recenzje mijanym tytułom. 'Czarodziejska góra'...nie, zimno, nudno i o
                  umieraniu. Zdecydowanie nie. Może jakaś powtórka z Musierowicz? Nie, te
                  rozjazgotane dzieciaki i przylepna rodzinka? Przecież zejdę od nadmiaru
                  słodyczy. A może jakis horror, albo inne straszne opowieści? Chwilę wpatrywała
                  się w zgrabnie ułożone komplety Kinga i Carolla, ale nagle wzrok jej przykuły
                  trzy niewielkie książki w charakterystycznych czerwonych oprawach, zupełnie
                  pozbawionych ornamentów. Oooooooo - ciche westchnienie wyrwało się z jej
                  piersi - z panem, panie Stefanie to już długo nie rozmawiałam.

                  Powstała z fotela i podeszła do regału. Przez moment zastanawiała się czy
                  wybrać "Nowele" czy "Wyspę Itongo" ale doszedłszy do wniosku, że potrzebuje
                  skrajnych emocji, odłożyła utopię o dobrych dzikusach na półkę.
                  Rozsiadłszy sie wygodnie, swoim odwiecznym zwyczajem rozpoczęła lekturę od
                  starannego obwąchania książki. Dziesiątki tysięcy drobinek kurzu, złożone w
                  nierównych proporcjach z organicznych fragmentów poprzednich czytelników,
                  pyłków roślin i zetlałego papieru momentalnie zakręciły jej w nosie,
                  wprowadzając w ten szczególny nastrój, który wywołać mogą jedynie długo
                  powstrzymywane kichnięcie, lub otwarcie książki, którą się uwielbia.

                  "Byłem wtedy jeszcze młodym czeladnikiem, jak wy, kochane chłopaki, i robota
                  paliła mi się w rękach. Majster Kalina - świeć Panie nad jego zacną duszą -
                  nieraz mawiał, że pierwszy po nim obejmę mistrzostwo, i przed innymi nazywał
                  mię chlubą cechu. Jakoż nogi miałem silne i zapierałem się łokciami w kominie
                  jak mało kto.
                  W trzecim roku służby dostałem do pomocy dwóch kominiarczyków i zostałem
                  instruktorem młodszych kolegów. A było nas razem z majstrem siedmiu; prócz mnie
                  trzymał Kalina dwóch innych czeladników i trzech chłopców do podręcznej
                  posługi."

                  Mamarcela gwałtownym ruchem głowy przerwała lekturę i niespokojnym spojrzeniem
                  obrzuciła pokój. Zdawało mi się, pomyślała, czy ktoś tu gadał? Chłód przebiegł
                  po jej plecach, ale otuliwszy się szczelniej kocem, powróciła do przerwanego
                  fragmentu.

                  "Kalina - człek był piśmienny, rozumny, dużo świata zwiedził, nie z jednego,
                  jak to mówią, komina wygartywał. Filozof był trochę, książki lubiał okrutnie,
                  nawet gazetkę podobno kominiarską chciał wydawać. Lecz w rzeczach wiary nie
                  mędrkował - owszem, szczególne miał nabożeństwo do św. Floriana, naszego
                  patrona.
                  Po majstrze najwięcej przylgnąłem do młodszego czeladnika, Józka Biedronia,
                  chłopaka szczerego jak złoto, którego polubiłem za serce dobre i proste jak u
                  dziecka. Niedługo miałem się cieszyć jego przyjaźnią!"

                  Tym razem dźwięk był dużo wyraźniejszy. Właściwie był tak wyraźny, że Mamarcela
                  zorientowała się, że coś jest nie tak dopiero w momencie, gdy stała z dłonia
                  mocno zacisnietą na rączce pogrzebacza. Próbowała jakoś zbagatelizować swoją
                  nieco histeryczną reakcję, ale szło jej dość niesporo. Nastawiając uszy jak
                  rasowy nienietoperz nasłuchiwała odgłosów mieszkania. Cichutkie skrzypienie
                  szafy, szum komputerowego wentylatora, ciche posapywanie śpiącego psa - w sumie
                  wszystko w normie, jednak Mamarcela nie potrafiła się pozbyć wrażenia, że to,
                  co słyszała przed chwilą, było ludzkim głosem, w dodatku przemawiającym w obcym
                  jezyku.

                  Nie wypuszczając pogrzebacza z dłoni, nakryta kocem, jak bojowa squaw Apaczów,
                  powoli poczłapała do kuchni, stwierdzając, że skoro i tak już wstała, to równie
                  dobrze może zrobić sobie ulubionej herbaty z miodem i seteczką rumu na ukojenie
                  skołatanych nerwów. Przechodząc przez przedpokój kontrolnie zajrzała do pokoi
                  dziecięcych, sprawdzając, czy tajemniczy dźwięk nie wydobywał się właśnie
                  stamtąd. Nic. Cisza, uśpione zabawki, rozrzucone książki, ale niczego, co
                  mogłoby wzbudzić niepokój. No chociaż plakat z Pamelą Anderson w wersji topless
                  w pokoju syna, tak po prawdzie, trochę ją niepokoił, nie do tego stopnia
                  jednak, by miała uwierzyć iż biuściasta gwiazdeczka, znudzona nagle swoją
                  pozycją fantazji erotycznej nastolatka, chciała akurat teraz zejść ze ściany i
                  pogadac sobie z małą, skromną Mamarcelą. Uśmiechnąwszy się do Pameli po raz
                  ostatni i pogroziwszy je palcem, ruszyła, już spokojniejsza, do kuchni.

                  Woda ugotowana, herbata zaparzona, rum odstawiony na swoje miejsce w szafce.
                  Można wracać do książki. Nie dane jej jednak widać było, by miała poczytac w
                  spokoju bo ledwie uchwyciła kubek i ruszyła w strone pokoju, nagle bardzo,
                  bardzo wyraźnie usłyszała:
                  - Assassinato de Sandra foi anunciado. Pimenta não cansava de dizer que iria
                  matá-la. Falava sobre isso no jornal com o amigo e comandado Lourival
                  Sant'Anna. Chegou a pedir a renúncia ao cargo de diretor de Redação a Ruy
                  Mesquita, diretor do jornal, que recusou a solicitação.

                  Włosy stanęły jej dęba, a gorąca herbata, wprawiona w ruch drżąca dłonią już po
                  chwili zabarwiła brazowymi plamami chodniczek położony wzdłuz całej długości
                  korytarza. Spanikowana upusciła kubek, próbujac odruchowo siegnąc po
                  pogrzebacz, lecz ten, zapomniany i porzucony, został po drugiej stronie
                  mieszkania, oparty o kuchenny stołek.

                  Oj, kurwenka, zaklęła cichutko w duchu, próbując opanować w ten sposób
                  narastającą panikę. Przecież to nie jest normalne, żeby słyszec głosy,a
                  Mamarcela, co jak co, ale za normalną się uważała - nawet wbrew opinii
                  niektórych osób, które nie były gotowe przyznać jej racji tak od razu.

                  Nieustępliwy głos kontynuował swą wypowiedź.
                  - Criminoso confesso, hoje Pimenta cultiva o ócio graças à morosidade da
                  Justiça. Abusa dos recursos para adiar o julgamento. Há seis anos, João Gomide,
                  pai de Sandra, aposentado e sem recursos, espera pela punição do assassino da
                  filha. O sofrimento da família se estende, como de todos aqueles que perderam
                  entes queridos pelas mãos de gente como o ex-diretor de O Estado de S. Paulo. A
                  dor não passa, e o coração se revolta enquanto o caso não se encerra. Nenhuma

                  To chyba portugalski, pomyślała Mamarcela i to odkrycie wprawiło ją w jeszcze
                  większe zdumienie. Żeby w warszawskiej kamienicy coś straszyło, to da się
                  jeszcze zrozumieć, ale tego, że straszy po portugalsku, to juz nijak Mamarcela
                  pojąć nie potrafiła.

                  Błądząc po omacku we własnym mieszkaniu, zaglądając do szaf i kufrów,
                  sprawdzając pod łóżkami i w komodach próbowała odnaleźć źródło dźwieku. Nie
                  mógł to być telewizor, bo nawet włączony do prądu - a aktualnie nie był - nie
                  miał w zwyczaju odbierać żadnych portugalskich programów. Na dobrą sprawę nie
                  miał w zwyczaju odbierać żadnych programów telewizyjnych od chwili, kiedy to
                  zaobserwowany niegdyś przez Mamarcelę Duch Święty, umykający w panicznym
                  popłochu z mieszkania sąsiadki, narzeczonej gangstera, której objawiał się
                  regularnie, zawadził skrzydłem o umieszczoną na dachu antenę, skazując tym
                  samym Mamarcelę na niezrozumiały obraz skrzydlatych tłumów, bezdźwięcznie
                  otwierajacych usta i majstrujących przy czymś, co przy odrobinie dobrej woli
                  można było uznac za harfy i liry. Po za tym przekazem telewizor nie pokazywał
                  niczego innego.

                  Radio równiez odpadało, gdyż po wieloletniej walce z dziećmi o wyznawany przez
                  nie prymat RMF-u nad każdą inną stacją, Mamarcela dopuściła się sabotażu na
                  jedynym domowym odbiorniku i po uprzednim nastawieniu skali na częstotliwość
                  PR2, wyrwała z obudowy wszystkie pokrętła i klawisze, skutecznie uniemożliwając
                  tym samym jakiekolwie
                  • braineater II b 17.01.06, 13:30
                    jakiekolwiek zmiany stacji i kończąc wszelkie spory.

                    Mamarcela nieufnie zbliżyła się do komputera, w nim właśnie upatrując źródła
                    zła. Szybki ruch myszką obudził ekran terminalu, ukazując znajomą tapetę i
                    ikony. Winamp wyłączony, WMP również, w trayu widoczna jedynie ikonka emule i w
                    sumie nic poza tym. Niczego, co mogłoby wydawać jakiekolwiek dźwięki, nie
                    mówiąc juz o tym, żeby to akurat miałyby byc dźwięki portugalskiej mowy. Chwilę
                    poświęconą na założeniu wątku opisującego jej aktualne doznania, Mamarcela
                    odebrała jako konieczne w jej sytuacji wytchnienie.

                    Naraz, tuż za jej plecami rozległ sie głośny hurgot, a Mamarcela w panice
                    odskoczyła od komputera, z przerażeniem spoglądając na drzwiczki kaflowego
                    pieca, który stanowił dumę i chlubę mieszkania. Metalowe oddrzwia uchyliły się
                    powolutku i oczom Mamarceli ukazała się straszna skulona czarna postać, wolnym
                    ruchem wysuwająca się z wnętrza pieca. W obronnym geście chwyciwszy klawiaturę
                    Mamarcela cofnęła się o kilka kroków, zamierzając się na tajemnicza kreaturę.

                    W jej głowie trwała szaleńcza gonitwa myśli. Toż to Biały Wyrak jak nic,
                    skojarzyła natychmiast z dzisiejsza lekturą, nieco zresztą nielogicznie, bo
                    akurat biel była tym kolorem, którego nijak się na owym stworzeniu nie dało
                    dopatrzyć. Tymczasem postać powoli wygrzebała się z pieca i probowała powstać,
                    przytrzymując się mebli, które usłużnie podawały swoje pomocne kanty.

                    - Stój! - wykrzyknęła Mamarcela, wymownie potrząsając klawiaturą. - Stój, bo
                    jak cie sieknę!!!
                    - Meu chaminé... - wystękała postać, która po bliższym przyjrzeniu zdawała się
                    w ogólnych zarysach przypominać normalnego faceta, ale której nie dane było
                    skończyć wypowiedzi, ponieważ Mamarcela niesiona boskim gniewem kobiety, której
                    ktoś gniazdo kala, spełniła swą groźbę i jak nie siekła klawiaturą w głowę
                    obcego...
                    - Est doloroso... - zdążył jeszcze wyszeptać i zwalił sie całym ciężarem na
                    ziemię, tracąc przytomność.

                    Roztrzęsiona Mamarcela stanęła nad intruzem, starajac się uspokoić rozdygotane
                    nerwy. Ja ci dam doloroso, pomyślała, takie doloroso, że do końca życia odechce
                    ci sie mieszkać w kominach. Rozejrzawszy się po pokoju w poszukiwaniu czegoś,
                    czym mogłaby związać ofiarę zabójczego ciosu klawiaturą, zdecydowała się w
                    końcu na skrępowanie go obrusem. Następnie usiadła na brzegu krzesła i zaczęła
                    mysleć, co począć w takiej sytuacji.

                    Najrozsądniejszym wyjściem zdawał się pierwotnie telefon na policję, ale po
                    chwili zastanowienia zrezygnowała z tej opcji, uświadamiając sobie, że jeśli to
                    naprawdę jest Biały Wyrak, w co święcie wierzyła, to należy do zjawisk
                    nadprzyrodzonych i jako taki, nie podlega jurysdykcji organów ścigania. Kolejną
                    myślą był telefon do znajomego egzorcysty, ale gdy już miała wystukać na
                    klawiaturze znajomy numer, przypomniało jej się, że pan Eugeniusz, lokalna
                    gwiazda odczyniania i zamawiania, pojechał na jakiś kongres, gdzies do Niemiec,
                    do Heidelcośtam i wróci dopiero za kilka tygodni.

                    Popatrując spode łba na swoją ofiarę, nadal nie widziała, co zrobić, aż nagle
                    wpadł jej do głowy pomysł iście szatański. Skoroś ty kominiarski, pomyślała, to
                    oddamy cię kominiarzom. Oni będą wiedzieli, jak się ciebie pozbyć na zawsze.

                    Diaboliczny uśmieszek nie schodził z jej twarzy przez cały czas gdy
                    przegrzebywała żółte strony książki telefonicznej w poszukiwaniu pogotowia
                    kominiarskiego. Chichotała w duchu nawet wtedy, gdy uprzejmy pan po drugiej
                    stronie linii zareagował na jej opowieść zduszonym "Oż, kurwamać, już do pani
                    jedziemy!!!", aż wreszcie dotarło do niej, to co usłyszała przed momentem i
                    dopiero wtedy uznała, że najrozsądniejszym wyjściem w tej sytuacji będzie po
                    prostu zemdleć.

                    Ostatnią świadomą myślą, która dotrzymywała jej towarzystwa było " No tak
                    Mamarcelu, ty to zawsze potrafisz wszystko dokumentnie spieprzyć..."

                    *********************************************************************
                    Fakt
                    17.01.2006
                    BOHATERSKA WARSZAWIANKA RATUJE PORTUGALCZYKA!!!
                    "Jak dowiedział sie reporter naszej gazety, dzisiejszej nocy w pewnej
                    warszawskiej kamienicy doszło do wydarzeń mrożacych krew w żyłach. Pani
                    Mamarcela Z. (l. 25) w swoim domowym piecu odkryła żywego człowieka, mężczyznę.
                    Mężczyzną tym okazał się pan Eça de Queirós (l.44), przedstawiciel delegacji
                    portugalskich kominiarzy, którzy właśnie, na zaproszenie związków zawodowych
                    polskiego kominiarstwa odwiedzają nasz kraj, zapoznając się z najnowszymi
                    technologiami i odkryciami w dziedzinie czyszczenia kominów. Pan de Queiros
                    zafascynowany nieprzebranym bogactwem warszawskich dachów, odłączył się
                    niezauważony od reszty grupy, by poddać bliższym oględzinom jeden z otworów
                    dymnych i na swoje nieszczęście, poślizgnąwszy się niefortunnie, wpadł wprost w
                    szeroki wlot przewodu kominowego i tam utknął. Wezwania o pomoc nic nie dały, a
                    reszta delegatów zorientowała się o nieobecności pana de Queiros dopiero po
                    powrocie do hotelu. Rozpoczęto poszukiwania, które przez dwa dni nie dawały
                    najmniejszych rezultatów, aż do chwili, gdy wczorajszej nocy pani Mamarcela Z.
                    zadzwoniła na pogotowie kominiarskie, informując o dziwnej postaci, która
                    wydobyła się z jej pieca.
                    Po przybyciu na miejsce kominarze odnaleźli nieco pobijanego lecz całego pana
                    de Queiros oraz omdlałą z nadmiaru wzruszeń pania Mamarcelę Z. W nagrodę za swą
                    bohaterską postawę pani Z. została zaproszona na dwutygodniowe wczasy w
                    Portugalii, połaczone ze zwiedzaniem najciekawszych lizbońskich kominów.
                    Marceli Szpak
                    specjalnie dla czytelników Faktu"
                    • nienietoperz Re: II b 17.01.06, 14:13
                      Rasowy nienietoperz klania sie jednoczesnie turlajac sie za smiechu. Aktywnosc
                      ta, choc niebanalna, jest gleboko polecana w godzinach lunchu jako pozadane
                      cwiczenie gimnastyczne.

                      Za gorliwa dbalosc o forme fizyczna narodu glebokie podziekowania ostoi
                      dziennikarstwa ulicznego Marcelowi Sz., muzie niezawodnej Mamarceli Z. i
                      heroicznemu chimneyerowi Eca de Q.
                      skladam.
                    • dr.krisk Uprzejmie proszę o zaniechanie podobnych... 17.01.06, 14:25
                      .. prowokacji okołoliterackich, uniemożliwiających mi prace zawodową (a już
                      prawie zrozumiałem co wymyśliłem....... teraz muszę od początku..). Ja tego
                      raportu końcowego z badań nigdy chyba nie napiszę...
                      Sadyści!
                      • beatanu Re: Uprzejmie proszę o zaniechanie podobnych... 17.01.06, 14:39
                        dr.krisk napisał:
                        > Sadyści!

                        Ale jacy wspaniali sadyści!!!

                        :)
                        • dr.krisk No znencajom sie nad człowiekiem poczciwym... 17.01.06, 14:48
                          I jak ja mam dojść do pieniędzy i sławy naukowej, jak myśl mi błądzi zaraz na
                          jakieś manowce. wziąlbym opracował jakiś ładny wykres albo co innego, a tu
                          jakies śmichy-chichy.
                          Ja w tych warunkach pracować nie mogę.
                          Co napisawszy przestałem pracować.
                        • stella25b Zamiast Mikolaja Portugalczyk 17.01.06, 20:38
                          Nigdy nie wiadomo co (kto) siedzi w kominie.

                          Super fajne.
                    • mamarcela Re: II b 17.01.06, 14:41
                      Mamarcela - muza łaskawa - takoż zachwycona jest prozaicznym, ale jakże
                      dramatycznym i fragmentami poetyckim, wyjaśnieniem swoich kłopotów z
                      Portugalczykami. Do tego stopnia zachwycona, że podczas lektury z 10 razy
                      wstawała od biurka i przebiegała z wielkiej radości (kurcgalopkiem a jakże)
                      całe swoje niewielkie metrażowo, ale skomplikowane topograficznie mieszkanie.
                      W związku z tym zachwytem nie będzie dementować pewnych pomówień i
                      nieścisłości, które się w rzeczony tekst wkradły - a to, że nie posiada
                      chodniczka w przedpokoju, a to, że w pokoju numero due żadna pamelka nie wisi,
                      jeno kalendarz z samurajami i mapa Śródziemia, a to, że mamarcela nigdy
                      przenigdy nie odstawiłaby rumu spowrotem na półeczkę, bo mamarcela rasowa
                      bałaganiara jest - potraktujmy to jako litentia poetica.
                      Ale nad dwoma faktami po prostu nie mogę przejść obojętnie.
                      "Wyjaśń" mi więc, Brainie drogi, proszę:
                      1. Skąd wiesz, że u mamarceli za kanapą nieco ukryty przed mało wyrozumiałą a
                      mocno snobistyczną gawiedzią stoi regalik, a na nim od góry Lem, potem różne
                      Strugackie i Bułyczowy, następnie Grabiński Stefan, Montague James i różne tam
                      takie opowieści z dreszczykiem, potem King, trochę Carolla, a np. Mastertona i
                      Lovecrafta ani na lekarstwo?
                      2.skąd Ty tak nagle świetnie po portugalsku potrafisz? :)))
                      mamarcela znowu mocno zaniepokojona i na wszelki wypadek z "Czarną magią w XX
                      wieku" w ręcach swoich
                      • braineater Re: II b 17.01.06, 14:55
                        mamarcela napisała:

                        > "Wyjaśń" mi więc, Brainie drogi, proszę:
                        > 1. Skąd wiesz, że u mamarceli za kanapą nieco ukryty przed mało wyrozumiałą
                        a
                        > mocno snobistyczną gawiedzią stoi regalik, a na nim od góry Lem, potem różne
                        > Strugackie i Bułyczowy, następnie Grabiński Stefan, Montague James i różne
                        tam
                        > takie opowieści z dreszczykiem, potem King, trochę Carolla, a np. Mastertona
                        i
                        > Lovecrafta ani na lekarstwo?

                        Bo mam tak samo, czyli wszystkich frików od ufoków i straszenia trzymam na
                        osobnych dwóch regałach, żeby sie nie pomieszały z normalnymi i ich nie
                        pozarażały. O Kingu i Carollu sie kiedyś zgadalismy, więc niecnie użyłem:) O
                        Mastertonizm nie podejrzewam, skoro ksiązki dla ludu przeznaczone takie jak
                        Imprimatur leżą w skrzyni - a jak w skrzyni, to nie pomiędzy szlachetna grozą:)
                        Lovecrafta użyć nie mogłem, bo to nie ten klimat grozy i musiałbym potem jakis
                        Shoggothów wprowadzać:) a to ze masz Grabinskiego w edycji Hutnikiewicza, to
                        sie po prostu wie:)

                        > 2.skąd Ty tak nagle świetnie po portugalsku potrafisz? :)))

                        jbonline.terra.com.br/jb/papel/editorialistas/2006/01/15/joredl20060115001.html

                        i nie mam zielonego pojęcia, co napisałem:) chyba o zabójstwie dziennikarza,
                        ale zero procent pewnosci:)

                        oraz

                        www.freedict.com/onldict/por.html
                        tyle, że nie było 'chimneysweeper'a' wiec musiałaś go walnąć nim skończył
                        zdanie:P
                        aha i nie wiem, czy Est to forma która w ogóle w portugalskim wystepuje.

                        Tyle sekretów kuchni, chodniczek wziąłem z swojej poprzedniej chaty - piec
                        zresztą też, bo zawsze mnie straszył.

                        P:)
                        • mamarcela sekrety kuchni 17.01.06, 15:55
                          eeeeeeetam
                          taki z Ciebie Herlok Szolmes.

                          A ja juz naiwna myślałam, że to sam Ociec Założyciel przebrany za
                          kominiarskiego portugalca przez otwór wentylacyjny mamarcelę straszył, coby jej
                          w księgozbiór zajrzeć. :)

                          mamarcela rozczarowana głęboko

                          ps. ja niestety z przyczyn mieszkaniowych większości głupot się pozbywam albo
                          do ludzi, albo do biblioteki, albo na strych. Chyba, że jestem z nimi związana
                          sentymentalnie, albo lubie sobie czasami zaplikować na odreagowanie, albo daję
                          im druga szansę w nieokreslonej przyszłości.
                          • mamarcela Re: sekrety kuchni 17.01.06, 20:51
                            uwaga - miejsce zbrodni na twarzach - kominy widoczne
                    • ash3 Re: II b 17.01.06, 15:01
                      :-)))
                      I zdążyłam przeczytać w czasie drzemki potwora!
                      • mamarcela Re: II b 20.02.06, 13:43
                        A ja chciałam tylko napisać, coby nie było, że ja jakieś duby smalone, albo w
                        ogóle niezrównoważona umysłowo jestem, iż pewna Twaczka (nicku bez pozwolenia
                        nie podam) słyszała na własne uszy GADAJACE GŁOŚNIKI MAMARCELI!
                        Co prawda krótko gadały, cicho i po angielsku, ale gadały, same z siebie bez
                        żadnej zachęty i to na dodatek wczesnym popołudniem, a nie jak zwykle ciemna
                        nocą.
                        pozdrawiam wszystkich wątpiących
                        mamarcela, ktora uwierzyła, że jednak nie zwariowała wraz z całą swoja
                        najbliższą rodziną
                        • brunosch Re: II b 20.02.06, 14:19
                          taki mi się snuje dramat:
                          pole elektromagnetyczne (którego formą odrębną są fale radiowe) ma zawirowania.
                          To trochę jak trąba powietrzna, co jak się zakręci, to różne śmieci podnosi i
                          nimi wywija. No, ale trąbę widać (dzięki tym śmieciom), a wiru
                          elektromagnetycznego ludzkim okiem się nie zobaczy, bo w te fale ino migają w
                          szalonym pędzie.
                          I dlatego nie wiadomo, gdzie takie trąby lubieją się tworzyć, co jest ich
                          środowiskiem naturalnym, czym się żywią i jak rozmnażają.
                          Zobaczyć ich się nie da, ale można je usłyszeć, gdy zahaczą o głośniki.

                          Taki warszawski paradoks magnetyczny.
                          • mamarcela Myślisz????? 20.02.06, 14:28
                            Takie to pytanie zadawał z uporem maniaka pewiem znany mi profesor biologii,
                            gdy jego żona również z uporem maniaka i również biolog oznajmiała mu, że ich
                            wspólna suczka jest w nieplanowanej ciązy. Ostatni raz zadał to pytanie na
                            jakieś 20 minut porzed porodem - później już nie śmiał (szczeniaki były owocem
                            lekkomyślności pana profesora w kwestii płotów i podkopów pod nimi) :)
                            pozdrawiam wraz z trąbą
                            mamarcela z wielkim odkryciem w dziedzinie szpinakowatości zimowej
                            • brunosch Re: Myślisz????? 20.02.06, 14:52
                              > mamarcela z wielkim odkryciem w dziedzinie szpinakowatości zimowej

                              * szczypta imbiru i kumin?
                              • mamarcela Nic z tych rzeczy 20.02.06, 15:03
                                To znaczy to też, ale zupelnie przypadkowo zakupiłam w sobotę szpinak mrożony
                                porcjowany w tzw "sklepie dla biednych" czyli w lider szajsie koło GW. I co sie
                                okazało, że tenże szpinak (a 1,8 PLN) nie zawiera wody i nie jest mielony -
                                tylko drobno siekany. Nie trzeba odcedzać tak jak tego z hortexu (hortex jego
                                mać) i w ogóle w dziedzinie szpinaków mrozonych drugie miejsce zaraz po tym w
                                lisciach (ale tamten okrutnie drogi i nigdzie go nie ma). Sa rzeczy na ziemi i
                                niebie i tak dalej, drogi Bruno., czyli nigdy nie nalezy kierować się marka, a
                                samemu wypróbować.
                                P:-)
                                mamarcela z farfalami ze szpinakiem, fetą i słonecznikiem i pomidorami suszonymi
                                • brunosch dorzucam ser kozi 20.02.06, 15:20
                                  pojawił się "żółty" kozi, figlarnie przez panie sklepowe nazywany kozia gouda.
                                  Dają go w Auchanie po 38 zł za kilogram, ale niestety ciężki jest, więc 30 dag
                                  to skromny plaster.
                                  • mamarcela Re: dorzucam ser kozi 20.02.06, 15:36
                                    a tymże samym lider szajsie widziałam kozi w plastrach (żółtawy a jakże). muszę
                                    spróbować, jak juz będę miała jakiekolwiek pieniądze oprócz tych od dziecka
                                    pozyczonych :)
    • braineater inne a też głupie. 16.01.06, 17:04
      bo mnie męczy
      Jaka róznica jest między jarzyną, a warzywem?

      P:)
      • 3promile Re: inne a też głupie. 16.01.06, 17:30
        Też chciałbym wiedzieć, czy to jest synonim, czy nie jest - słyszałem teorię, że
        nie, bo 'jarzyna' to może być cokolwiek zjadliwego, acz bezmięsnego, czyli na
        przykład knedle ze śliwkami też są 'jarzyną'
        Bajdełej - dlaczego pomidory leżą w zieleniaku razem z warzywami, chocia pomidor
        jako taki jest owocem?
      • mamarcela Re: inne a też głupie. 16.01.06, 17:37
        Sięgnęłam do papierzanej wersji słownika i tam stoi tak
        Warzywo - roslina zielna, której jadalna część(..) spozywana jest na surowo, po
        ugotowaniu, w przetworach lub jako przyprawa.

        Jarzyna - 1. część jadalna rośliny warzywnej, roslina warzywna, warzywo
        2. potrawa przyrządzona z tych roślin (gotowanych, duszonych) zwykle jako
        dodatek do mięsa. Buraczki, marchew na jarzynę.

        czyli knedle ze sliwkami chyba nie :(
        • 3promile Re: inne a też głupie. 16.01.06, 17:40
          W onej teorii 'jarzyna' miało znaczyć 'jarskie' i już. Newermajnd. Lepiej mi
          powiedz, dlaczego nie sprzedają kalafiorów w kwiaciarniach?
          • mamarcela Re: inne a też głupie. 16.01.06, 17:46
            Nie mam pojęcia, ale za to Kwiat kalafiora w księgarniach sprzedają.
            :)
            mm zastanawiająca się teraz poważnie, czy ten portugalski to nie miał nic
            współnego z santerią, albo jakimś inym voodoo
            • 3promile Re: inne a też głupie. 16.01.06, 17:51
              Pierwsze Promilne Prawo Znajdowania Dobra W Czym To Bądź:

              "Lepsza sąsiedzka santeria niż blokerska capoeira"
          • beatanu Re: inne a też głupie. 16.01.06, 18:29
            3promile napisał:
            Lepiej mi
            > powiedz, dlaczego nie sprzedają kalafiorów w kwiaciarniach?

            Dlatego, bo kalafior (i spokrewniony z nim brokuł) to zaledwie "zalążki"
            kwiatów. Gdy zakwitną na całego, nie są zbyt smaczne...
            Poniżej zdjęcie kwitnącego brokułu.

            www.nmessences.com/healing_images/broccoli_b1.jpg
            Kalafiory kwitną jeszcze bardziej spektakularnie, ale nie mogę znaleźć
            odpowiedniego zdjęcia:(

            A słyszałam, że w Hiszpanii sprzedają w kwiaciarniach baldachimy kopru, jako
            kwiaty cięte właśnie. Ktoś może potwierdzić?

            Beata po brokułowej obiado-kolacji :)
            • mamarcela Re: inne a też głupie. 16.01.06, 18:32
              W Polsce natomiast sprzedaje sie w kwiaciarniach fioletowe kule, które są
              kwiatem pewnego gatunku cebuli. :)
              • beatanu Re: inne a też głupie. 16.01.06, 18:37
                A w Szwecji od kilku lat popularna jest kapusta ozdobna. Też do nabycia w
                kwiaciarniach . Fajna o tyle, że jest odporna na przymrozki i można cieszyć nią
                oko przez całą jesień...

                static.flickr.com/3/3878127_837db4f46b.jpg

                B:)
                • kubissimo Re: inne a też głupie. 17.01.06, 13:52
                  w Polsce nagminnie sadza to na grobach zamieniajac je w warzywne ogrodki :/
      • gatta13 Re: inne a też głupie. 16.01.06, 23:10
        Ja bym się skłaniała ku temu, że warzywo jest surowe, a jarzyna gotowana. Zgodzę się ewentualnie na gotowane warzywa, ale na surowe jarzyny to już niekoniecznie. A w ogóle to najlepsze są jeżyny. Na surowo.
        • brunosch jarzyna vs warzywo 17.01.06, 09:35
          jarzyna, to co jest jare, czyli wyrasta na wiosnę.
          natomiast warzywa - rośliny, które można uwarzyć, czyli ugotować.
          ***
          ale i tak wszystko się pomieszało. I podaje się surowe warzywa, a jarzyny zbiera
          się jesienią ;)
    • gatta13 Co skrzypi w myszy optycznej? 16.01.06, 23:11
      Od dzisiaj właśnie zaczęło. A może z głodu piszczy?
      • brunosch Re: Co skrzypi w myszy optycznej? 17.01.06, 09:31
        To z pewnością skrzypią fotony.
        • gatta13 Re: Co skrzypi w myszy optycznej? 17.01.06, 20:53
          Yyyyy, a to są te same, co piszczały w czajniku, jak się wodę gotowało? W takim starym czajniku, bo te nowe to szumią. ;))
    • kubissimo Re: głupie pytania reaktywacja 17.01.06, 13:35
      jaki jest sens istnienia znaczków skarbowych?
      • ben-oni Re: głupie pytania reaktywacja 17.01.06, 17:11
        Przypomina Ci elemencie aspołeczny, że nie jesteś sam; że za wszystko trzeba
        zapłacić, czy tu na Ziemi czy tam w fiskusie; że czasami coś co wydaje Ci się
        bez wartości, mimo wszystko kosztuje 50 PLN; że nawet gdy starasz się o coś, co
        Ci jest niepotrzebne, ale przepisy to w Ciebie wmuszją, musisz za to zapłacic
        jak za niespodziewaną rozkosz.
        • kubissimo Re: głupie pytania reaktywacja 17.01.06, 19:01
          ale ja nie dziwie sie, ze trzeba placic, tylko dziwie sie, ze mamy taki jakis
          absurdzik
          jutro ide robic ekspertyze obrazu i musze miec zarowno gotowke (bo nie ma nic
          za darmo) oraz znaczek skarbowy za 16 zlotych (bo nie ma nic za darmo bis)
          ja im chetnie zaplacilbym cala suma gotowka, zeby mi tylko nie kazali latac po
          miescie w poszukiwaniu znaczkow, ale tak se ne da... :/
          • 3promile Re: głupie pytania reaktywacja 17.01.06, 19:42
            Ano tak już jest, że jakiś świstek z pokwitowaniem gdzieś tam się zabradziażyć
            może, a znaczek odpowiednio pośliniony czymie się na dokumencie na wieki...
            • kubissimo Re: głupie pytania reaktywacja 17.01.06, 19:52
              a co to za problem zgubic swistek ze znaczkiem? :)
      • gatta13 Re: głupie pytania reaktywacja 17.01.06, 21:04
        Otóż, moi drodzy, znaczki skarbowe są przede wszystkim po to, żeby kasjer je sprzedający miał zajęcie. Bo z takim znaczkiem to trzeba tak:

        1. Założyć zeszycik: tabelki, krateczki, daty - data przyjęcia ze skarbca, ilość sztuk z każdego nominału, wartość wszystkich z danego nominału, wartość wszystkich razem, ilość sztuk wszystkiego do kupy.
        2. Przychodzi klient po znaczek za 16 zł. Należy dać mu zatem znaczek za 10zł, znaczek za 5zł i znaczek za złotówkę. Te po 5 się skończyły? No to trzy po dwa złote, a może zamiast złotówki dwa po 0,50.
        3. Wszystkie sztuki pieczołowicie odpisać w kajeciku. Było: 26po10=260, jest 25po10=250. Odpisać ilosci i odjąc wartości.
        4. Zaksięgować sprzedaż w bankowym systemie informatycznym: także sztuki i nominały.
        5. Po skończeniu pracy policzyć pozstałe znaczki, przemnożyć ich ilość przez nominały, sprawdzić z wykonanym przez kontrolera wydrukiem z systemu.
        6. Dać zeszycik ze znaczkami kontrolerowi do sprawdzenia.
        7. Zapomnieć o znaczkach przy liczeniu kasy i mieć nadwyżkę 16zł.

        No i Ty się pytasz, jaki w tym sens. Głęboki!

        • kubissimo Re: głupie pytania reaktywacja 18.01.06, 00:20
          to sie moze przysnic
          oj oj
    • kubissimo Re: głupie pytania reaktywacja 30.01.06, 22:52
      sa kraje, ktore mowia stanowcze E TAM systemowi metrycznemu i maje te swoje
      dziwne jednostki miary
      sa kraje, w ktorych calkiem nie po bozemu jezdza lewa strona ulicy

      a czy sa kraje, ktore maja w nosie ten oficjalny podzial na strefy czasowe i na
      przyklad wylamuja sie o godzine lub dwie od standardow wyznaczanych przez
      Greenwich?
      • nienietoperz Re: głupie pytania reaktywacja 31.01.06, 10:21
        Nie ma czegos takiego, jak 'standardy wyznaczane przez Greenwich'. Kazdy kraj
        ustala sobie we wlasnym zakresie polityke czasowa, zazwyczaj starajac sie zrobic
        to w miare adekwatnie do slonecznych wschodow i zachodow, ewentualnie w miare
        tak jak sasiedzi (i dlatego np. Portugalia = 1 godzina do przodu wzgledem UK).
        Czasami
        pozostaja kwestie samodzielnosci, niezaleznosci, itp. - moim ulubionym
        przykladem jest Nepal, ktory bardzo chcial miec czas inny niz Indie, i w efekcie
        ma. 15 minut roznicy.

        Pozdrowienia,
        Nienietoperz
        • ben-oni Re: głupie pytania reaktywacja 04.02.06, 14:07
          Kiedyś, w średniowieczu, każdy kraj inaczej liczył czas, to znaczy, że kiedy
          indziej miał Nowy Rok i zmianę daty!!! Różnie to było. Czasem w Wielkanoc
          (święto ruchome!!!), Boże Narodzenie, Trzech Króli itd. Doszło do tego, że
          pewne zdarzenia historyczne były różnie datowane (w latach) w kronikach
          Angielskich, Niemieckich, Francuskich... Dlatego między innymi reformy
          Grzegorza dotyczące kalendarza.
    • kwiecienka1 Re: głupie pytania reaktywacja 31.01.06, 13:09
      moje pytanie:
      po co nam Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji?
      co oni robią?
      przecież nie układają ramówek, od tego każda stacja ma radę programową
      hmmm, cokolwiek robią jest to na tyle ważne, że każdy chce mieć tam swojaka: i
      rząd, i prezydent, i środowisko mediów
      no więc, po co oni?
      pozdrawiam
      Kwiecienka w drodze do pracy
      (nauczyciel do pracy! w ferie! ble!)
      • kubissimo Re: głupie pytania reaktywacja 31.01.06, 17:14
        pociesz sie, zejeszcze masz ferie
        u nas z powrotem szkoła, szkoła & szkoła
    • aaneta Re: głupie pytania reaktywacja 07.02.06, 12:34
      Czym się różni zamieć od zawiei?
      • brunosch a mówią, że Eskimosi znają 150 słów na określenie 07.02.06, 12:37
        zamieć, zawieja i jeszcze do tego jest zadymka.
        • brunosch Eskimosi znają 150 słów na 07.02.06, 12:38
          na określenie śniegu. Miało być...
          • braineater Re: Eskimosi znają 150 słów na 07.02.06, 12:43
            jeden z większych antropologicznych mitów. Tak naprawdę znaja około 15-20,
            czyli mniej wiecej w normie:)

            P:)
            • beatanu Re: Eskimosi znają 150 słów na 08.02.06, 00:36
              braineater napisał:

              > jeden z większych antropologicznych mitów. Tak naprawdę znaja około 15-20,
              > czyli mniej wiecej w normie:)

              I tutaj będę polemizowała choć nie do końca w temacie :) Nie wiem jak Eskimosi,
              ale Szwedzi mają tych określeń całkiem sporo i jedak ciut więcej niż 15 - 20...
              Parę lat temu dotarłam do fajnej strony domowej Klubu Łyżwiarzy
              Długodystansowych (są tacy?) w Sztokholmie. I na tej stronie, oprócz miliona
              ciekawych informacji zamieszczony jest słownik pojęć związnych z lodem (ci
              łyżwiarze po zamarzniętych jeziorach sobie jeżdżą) i śniegiem. Ponad 1200 haseł
              zawierająłcych wyrażenia dialektalne, poetyckie metafory ale też mniej lub
              bardziej specjalistyczne terminy lodowo-śniegowe. Tych specjalistycznych
              doliczyłam się 40, a doszłam tylko do literki "d", bo na dalsze liczenie nie
              miałam czasu (ani ochoty).

              Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że szwedzki, przez swoje złożenia ma
              nieskończone możliwości słowotwórcze i np. taki "lód jednodniowy" jest po
              szwedzku jednym wyrazem... Ale taka sobie szczelina w lodzie może nazywać się
              na pięć różnych sposobów w zależności od tego czy szeroka, czy długa, czy kręta
              czy prosta, pokryta pod spodem kruchym lodem, czy zupełnie otwarta... Eh, aż
              się wierzyć nie chce, że tutaj przeciętni użytkownicy języka wiedzą o co
              chodzi... Bo kto w Polsce wie, co to przetaina albo płoń?

              Pozdrawiam śnieżnie-nielodowo-niezamieciowo-niezawiejowo :)
              • braineater Re: Eskimosi znają 150 słów na 08.02.06, 09:38
                beatanu napisała:

                Eh, aż
                > się wierzyć nie chce, że tutaj przeciętni użytkownicy języka wiedzą o co
                > chodzi... Bo kto w Polsce wie, co to przetaina albo płoń?
                >
                > Pozdrawiam śnieżnie-nielodowo-niezamieciowo-niezawiejowo :)

                Spróbuje bezguglowo, na samych skojarzeniach i przypominajkach z Czarnego Lodu:)
                Przetaina - cieńka warstwa lodu, co kiedyś była gruba, ale wzięła i rozmarzła,
                tyle, ze nie do końca.
                Płoń - pewnie długa, równa tafla konkretnie grubego lodu - za skojarzenia z
                błonią.

                P:)
                • beatanu Re: Eskimosi znają 150 słów na 08.02.06, 09:56
                  braineater napisał:
                  > Spróbuje bezguglowo, na samych skojarzeniach i przypominajkach z Czarnego
                  Lodu:
                  > )
                  > Przetaina - cieńka warstwa lodu, co kiedyś była gruba, ale wzięła i
                  rozmarzła,
                  > tyle, ze nie do końca.
                  > Płoń - pewnie długa, równa tafla konkretnie grubego lodu - za skojarzenia z
                  > błonią.

                  Masz wspaniałą pamięć! Chociaż nie do końca...

                  Płoń to pojęcie bardzo szerokie - najprościej: dziura w lodzie, większa lub
                  bardzo duża, powstała z przyczyn najróżniejszych.
                  A przetaina to rodzaj płoni - taka podłużna niezamarznięta do końca (albo w
                  ogóle) warstwa lodu. Powód - podwodne prądy, wartki nurt rzeki.

                  Z dziedziny kriologii masz zaliczone! (chociaż to jest w pewnym rodzaju
                  oszustwo, bo Ty czytałeś Czanego Kraba :)

                  Ale to nie zmienia faktu, że przeciętny Szwed kojarzy te terminy, nawet bez
                  lekturki i bez specjalnego zainteresowania łyżwiarstwem długodystansowym. Po
                  prostu te słowa istnieją w jego świadomości tak jak w naszej świadomości
                  istnieją zawieje i zamiecie, chociaż nikt do końca nie jest pewien dokładego
                  znaczenia...

                  Pozdrawiam porannie!
          • mamarcela Re: Eskimosi znają 150 słów na 07.02.06, 12:43
            Zdecydowanie nie jestem Eskimosem. I chociaz moje podwórko ślicznie wręcz
            anielsko wygląda pod śniegiem to proponuję jedno jedyne optymalne rozwiązanie w
            temacie sniegu - a mianowicie jego BRAK. Przynajmniej do przyszłej Gwiazdki.
            Pytanie zadane przez Anetę nurtuje mnie od wczesnego dzieciństwa i ciągle
            słyszę przed uszami duszy mojej słowa wypowiadane przez Wicherka "zawieje i
            zamiecie śnieżne". Zawieje zawiewają, a zamiecie zamiatają?
        • aaneta Re: a mówią, że Eskimosi znają 150 słów na określ 07.02.06, 12:43
          Ale w wiadomościach meteo zawsze mówi się: "zamiecie i zawieje snieżne", więc
          wyglądałoby na to, że to różne pojęcia.
          • ben-oni Re: a mówią, że Eskimosi znają 150 słów na określ 07.02.06, 12:47
            I tu się mylisz! Mówią Wicherki: "Zawieje i zamiecie", zawsze w tej kolejności.
            Możliwe, że to istotne. Najpierw zawieje, a później zamiecie.
            • aaneta Re: a mówią, że Eskimosi znają 150 słów na określ 07.02.06, 12:55
              A to był test na czujność ;)
      • beatanu Re: głupie pytania reaktywacja 07.02.06, 12:50
        No chyba niczym oprócz tego, że zamieć (oprócz śnieżnej) może też być piaskowa,
        albo pyłowa. Zamieć śnieżna, zawieja, śnieżyca i zadymka to mniej więcej
        synonimy - przynajmniej według mojego rozumienia definicji z uniwersalnego
        słownika j.polskiego.

        A mnie zawsze wydawało się, że zamieć to padający śnieg z nieba + wirujący
        śnieg już opadły (to samo co zadymka) a zawieja - to wtedy, gdy już przestało
        padać, ale ciągle jeszcze duje i wznosi tumany śniegu.

        Ale namieszałam :)
        • aaneta zawieje i zamiecie 07.02.06, 12:59
          beatanu napisała:
          > A mnie zawsze wydawało się, że zamieć to padający śnieg z nieba + wirujący
          > śnieg już opadły (to samo co zadymka) a zawieja - to wtedy, gdy już przestało
          > padać, ale ciągle jeszcze duje i wznosi tumany śniegu.


          A nie na odwrót? ;)
          • beatanu Re: zawieje i zamiecie 07.02.06, 13:03
            aaneta napisała:
            > A nie na odwrót? ;)

            Może i tak ... Ale śnieg może drogę zawiać ale już niekoniecznie zamieść ;)
            I to chyba na zasadzie analogii.
        • mamarcela Re: głupie pytania reaktywacja 07.02.06, 13:01
          Przyczynek do guglizmu. :)
          Gugiel zaprowadził mnie na manowce.
          Poszukiwania książki o zjawiskach meteorologicznych, która na pewnio dzieckom
          kupiłam, doprowadziły mnie do wścieklizny.
          Natomiast zwykły papierzany słownik języka polskiego wytłumaczył wszystko.
          a więc najpierw jest zawieja "śnieżyca połączona z silnym wiatrem", a potem
          ewentualnie zamieć "Zjawisko unoszenia tumanów sniegu z powierzchni ziemi przez
          podmuchy silnego wiatru"
          ale oba słowa w języku potocznym mają to samo znaczenie "śnieżyca"
          czyli zawieja faktycznie zawiewa, a zamieć zamiata tylko do góry.

          P:)
          mamarcela poszukująca prawdy
          • ben-oni Re: głupie pytania reaktywacja 07.02.06, 13:10
            Szymczak?
            No i co? nie mówiłem, że papier rulez! (w dyskursie o guglowaniu i wikłaniu)
          • mamarcela Re: głupie pytania reaktywacja 07.02.06, 13:11
            A ponieważ PWN podaje również definicje słowa zadymka "gęsty snieg padający
            przy silnym wietrze"
            nie mogę się oprzeć tuwimowej

            „Zadymka”
            Senność gęsta jak śnieg i krążąca jak śnieg
            Zasypuje śnieżnemi płatkami sennemi

            Bezprzyczynny mój dzień, bezsensowny mój wiek
            I te ślady bezładnych moich kroków po ziemi.

            Czy to dobrze, czy źle: tak usypiać we mgle?
            Szeptać wieści pośnieżne, podzwonne, spóźnione?

            Czy to dobrze, czy źle: snuć się cieniem na tle
            Kołującej śnieżycy i epoki przyćmionej?

            Senność gęsta jak śnieg i krążąca jak śnieg
            Zasypuje śnieżnemi płatkami sennemi.
          • kwiecienka1 Re: głupie pytania reaktywacja 07.02.06, 13:14
            trochę się waham bo podobno potrafię cały wątek roz...yć, ale zaryzykuję:
            przecież jest nawet ten stary dowcip:
            Policjant (czy ktośtam) pyta dozorcę:
            -Dlaczego nie zamiótł pan śniegu?
            -Ano bo mówili w telewizji, że zawieje i zamiecie...

            więc najpierw zawieje, potem zamiecie
            • brunosch Re: głupie pytania reaktywacja 07.02.06, 13:29
              podejrzewam, że co do "zamiecie" to raczej zamiecie cieciem. Nawet zawianym.
              Czyli najpierw cieć się zawieje, potem dopiero zamiecie. Może jeszcze dać dymka
              i wtedy fulwypas - zadymka, zawieje i zamiecie
              • nienietoperz o/T 07.02.06, 13:33
                Od razu przypomina mi sie, kiedy dzieki nieocenionej Zonie poznalem slowo
                'cieciorka'. Wydawalo mi sie nieco absurdalne i probowalem testowania roznych
                znajomych na okolicznosc 'cieciorki'. Stosunkowo najlepsza odpowiedz dostalem od
                kilkunastoletniego siostrzenca: 'Czy to rodzaj zenski od ciec?'

    • blue.berry smiac sie czy plakac? 07.02.06, 15:46
      nie wiem gdzie to wkleic wiec wklejam tutaj bo ten topic ma w tytule slowo
      glupie.
      to takidzisiejszy gwozdz do trumny czy tez wisienka na torcie naszej codziennej
      rzeczywistosci:(

      www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IL/harry_potter-gk2.html
      • aaneta Re: smiac sie czy plakac? 07.02.06, 15:50
        A widziałaś mój link w wątku śmieciowisko do cudownego medalika? Pasuje jak ulał :(
      • mamarcela Re: smiac sie czy plakac? 07.02.06, 15:53
        cudne.
        I w ten to sposób okazało się, żem nie tylko matka toksyczna, ale na dodatek
        niewinne dusze mych dziatek przy pomocy harry'ego pottera (apage satanas)
        indoktrynująca
        chyba mi prawa rodzicielskie odbiorą, bo nie tylko nie zniechęcam, ale wprost
        przeciwnie
        pozdrawiam
        mamarcela w drodze do miejsca gdzie legnie krzyżem na wieki wieków, bo co jej
        pozostało
      • noida Re: smiac sie czy plakac? 07.02.06, 18:09
        To jest też dobre:

        www.opoka.org.pl/php/komentarze/komentarze.php?msg_id=23906&action=show
        Ogólnie wychodzi na to, że wszystkie bajki są be, a Tolkien jest uboższy w
        treści niż HP. No, ciekawe, ciekawe...
        • daria13 Re: kompozytorzy 16.02.06, 21:58
          Oglądając przed godziną koncert muzyki Góreckiego w wykonaniu Kronos Quartet
          przypomniałam sobie dręczące mnie od dawna pytanie: jak powstaje muzyka? Chodzi
          mi tutaj głównie o duże formy muzyczne: symfonie, czy opery na przykład. Jak ta
          muzyka powstaje w umyśle kompozytora? Jak on jest w stanie to rozpisać na tyle
          instrumentów? A zapisanie potem tego wszystkiego? Jako osoba kompletnie
          niemuzykalna obawiam się, że nigdy nie umiałabym nauczyć się zapisywania muzyki
          i z ogromnym podziwem patrzę na Julkę, która po kilkakrotnym wysłuchaniu utworu
          z filmu Pan od muzyki potrafiła zagrać motyw przewodni na swoim flecie. Dla
          mnie to czarna magia.
          Na marginesie, koncert o którym wspominałam był ABSOLUTNIE genialny. Wbiło mnie
          w fotel. Jak to jest, że osoba niemuzykalna, pozbawiona słuchu muzycznego, może
          tak kochać muzykę, tak ją przeżywać. To też jest dla mnie niepojęte:)
          P:)
          • kwiecienka1 Re: kompozytorzy 16.02.06, 22:31
            :)
            a dlaczego takie mądre pytanie jest w wątku "głupie pytania"?
            kompozytorzy są wielcy po prostu, tylko wyglądają jak przeciętni ludzie :-)
            Mozart takie rzeczy to już w przedszkolu robił, a my, śmiertelnicy,
            leżakowaliśmy, układaliśmy klocki i piliśmy tran...
            oni na pewno mają coś w mózgu, coś co pozwala im syszeć wszystkie instrumenty
            na raz i potem po prostu zapisują to, co słyszą :)
            jak dyktando
            podobno nie ma ludzi bez słuchu muzycznego, każdy go ma, tyle że nie wszyscy go
            używają do tworzenia muzyki (to tak jak z tańcem - tylko niewielu tak naprawdę
            nie potrafi tańczyć, reszta nie próbowała albo się wstydzi)
            a kochać i przeżywać muzykę na szczęście może każdy :)
            • noida Re: kompozytorzy 17.02.06, 11:03
              Mnie się zdaje, Dario, że tego można się nauczyć... To znaczy zapisywania nut.

              Ja umiem tylko odczytywać nuty (mniej więcej) i potrafiłabym też, metodą prób i
              błędów, odegrać jakiś utwór na instrunemcie. Na słuch, bo tak długo szukam
              jakieś nuty, aż znajdę tę, która pasuje.

              Natomiast napisanie symfonii to dla mnie też coś niepojętego.
    • kubissimo winda 24.02.06, 01:34
      po cholere sa te sznury u spodu windy?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka