05.03.06, 14:41
W chwili obecnej mamy weekend w świecie chrześcijańskim. U mnie pranie,
wkrótce będzie prasowanie, a obecnie prasówka przed komputerem. Wieczorkiem
będzie pubowanie z koleżankami i kolegami. Dopóki pogoda się nie poprawi
(zachmurzenie, cały czas ma się na deszcz, choć nie pada, mocno wieje), to na
rowerowe wycieczki jakoś mi nie śpieczno.

W Dubaju za to wolne były piątki, czyli Gumma (jak w e wszystkich krajach
arabskich, które znam). Expatriaci zawsze tak sobie organizowali zajęcia
domowe, żeby wszystkie prace załatwić w "tygodniu". ewentualnie zleić je
jakiejś służbie, ale gumma musiała być wolna na wypady na pustynię, do klubu,
na basen albo gdzieś indziej.
Przy okazji - we wszystkich krajach arabskich, gdzie religja ma przecież dużo
większe naczenie niż w Polsce (pomimo jej - podobno - ulatrakatolickości),
suki miały w piątek chyba największy obrót w tygodniu. W czasie modłów w
meczecie oczywiście wszystko się zamykało, ale zaraz potem wszycy wracali do
ulubionego zajęcia, tzn. do targowania się, plot przy sziszy i kawie itd itp.
Tymczasem u nas mamy dyskusję o zakazie handlu w niedziele w supermarketach -
czyli naszym odpowiedniku suków...
Obserwuj wątek
    • chaladia Re: Gumma... 05.03.06, 19:51
      W Egipcie to było tak (przynajmniej na kontrakcie Costaina):
      - na pustyni pod Asyut pracowało się po 7 dni w tygodniu, bo na środku pustyni
      nie ma co świętować, a obługę w 100% załatwiała służba, więc nie było czego
      prać, prasować, sprzątać. Tyle, że praca trwała krócej i wieczorem często
      udawało się zdążyć podjechać mikrobusem do Asytu powłóczyć się pu suku.
      - Ras Shoikir nad Morzem Czerwonym i w Heluanie pracowano po 6 dni w tygodniu i
      koledzy, którzy mieli szczęście tam pracować mogli się nacieszyć - ci z Ras
      Shokir kąpieloą w morzu, a ci z Haluanu uciechami, jakie oferuje Kair.

      W Sudanie było ciekawiej - cały tydzień zbierało się odpadki drewna z budowy,
      szykowało żarcie (tzn. peklowało wielbłądzinę itp), a w piątek rano ci, co nie
      spędzili nocy z czwartku na piątek na piciu samogonu lub seksie z Erytrejkami,
      pakowali się do samochodów zaraz po śniadaniu i jechało się gdzieś na pustynię
      albo nad Nil (np. na VI Kataraktę). Tamże, ze 100-150 km za miastem,
      rozstawiało sięę barbecue, paliło ognisko i była fajna zabawa do zmroku. A po
      zmroku był powrót do skacowanego campu.
    • elik12 Re: Gumma... 06.03.06, 07:07
      no ale zauwaz, ze suki otwieraja sie w piatek poznym popoludniem i wszystkie
      tradycyjne sklepiki przez wieksza czesc piatku sa zamkniete. A w centrach
      handlowych w porze modlitwy z glosnikow "leci" modlitwa muezina. A w Polsce
      chodzi o zakupy przez caly dzien a jak sie pojawil pomysl kaplic w centrach
      handlowych to byl totalny szok i oburzenie, ze no jak to w centrum handlowym,
      toz to zgroza i nie wiadomo co jeszcze;-)
    • skawel Re: Gumma... 06.03.06, 08:52
      Punscy praktykanci wykorzystuja wiekszosc weekendow na zwiedzanie Maharasztry,
      zakupy, clubbing i prywatki (takie fajne ale juz nie-trendy slowo). Piatek to
      zawsze imprezka w mieszkaniu zwanym Lucky 7, gdzie mozna szalec do rana, a
      policja i tak w tej dzielnicy sie nie pojawi. Wiekszosc imprez poza bialym i
      komercyjnie aszramowym Koregaon Park, jest regularnie rozbijana przez policje i
      sasiadow.

      Kto w sobote mimo kaca decyduje sie na wypad poza miasto, tego czekaja
      niesamowite widoki z tzw. hillstations. Jest co ogladac. Glebokie wawozy, w
      wiekszosci mogolskie forty i hinduskie oraz buddyjskie swiatynie ukryte w
      jaskiniach.
      Mozna takze wybrac sie do Osho aszramu gdzie za odpowiednio wysoka oplata
      turysci "odkrywaja siebie". Medytacje odbywaja sie w wielkim parku w stylu
      japonskim, w luksusowych, wielogwiazdkowych pomieszczeniach hotelowych oraz
      piramidalnych klimatyzowanych salach. Do wyboru mamy dziesiatki technik
      medytacyjnych. Od jogi tradycyjnej, przez sufizm (taniec derwiszy) po seks-
      kursy. Niezyjacy juz zalozyciel aszramu, wykopany ze Stanow za podatki,
      stworzyl kurs jogi skladajacy sie z trzech czesci: w skroconej wersji nalezy
      smiac sie przez 3 dni, plakac nastepnego dnia i 3 dni milczec. Medytacje
      odbywaja sie tez na hucznych "parties" z nowoczesnym naglosnieniem i
      nieoficlalnym acz niezle wyposazonym barkiem.
      Niestety wiekszosc praktykantow woli medytowac w klubach Puny, nad kufelkiem
      King Fiszera lub Fostera podpalajac aromatyczne ziolka. Oficjalne zycie nocne
      konczy sie o 23.00, nieoficjalnie wraz ze switem. Godzine zakonczenia klubu
      wyznacza wysokosc lapowki. Zdarzaja sie wyjatki. W ten weekend okolo pierwszej
      w nocy policja zrobila najazd na wszystkie imprezownie w miescie. Puna i tak
      jest przyjaznym miejscem dla balangowiczow: sa grzecznie wypraszani a nie
      zamykani po kalambuszach jak podczas pokazowych akcji w Bombaju.

      Niedziela w Punie zaczyna sie w dosc niewesolym nastroju, poglebianym przez kac
      i swiadomosc wplywow przemoznej mysli braci K. na niedziele handlowe w tym
      miescie. Zarowno MG Road jak i tekstylne Lakshmi Rd. swieca pustkami, czasami
      tylko jakas przypadkowa krowa pedzona przez watahy bezpanskich psow przebiegnie
      pod smetnie opuszczonymi witrynami sklepow.

      pozdr. z Puny
      Pawel
      • survey06 Re: Sunday Morning Coming Down..... 06.03.06, 10:48
        Nalezy sie tylko cieszyc, ze w Europie i paru innych ciekawych miejscach tego
        swiata po sobocie nastepuje niedziela. Oczywiscie, zdaza sie czesto, ze
        niedzielne poranne przebudzenia bywaja trudne i nie zawsze mozemy sobie
        przypomniec w jakim tempie realizowalismy ostatniej nocy maksyme towarzyszaca
        nam przez cale nasze zycie: “Rozwijajmy sie”. Istnieje bardzo wiele
        przykladow, ze temat ten meczyl, meczy i dalej zmusza do poszukiwan wiele
        znakomitych osobistosci ze swiata kultury: pisarzy, poetow, rezyserow, aktorow,
        kompozytorow. Przedstawiciele innych uzytecznych i potrzebnych ludzkosci
        profesji maja te same problemy do rozwiazania i niestety, nie uciekna od nich.
        Wszystkim “cierpiacym” niedzielnym switem polecam … na dobry poczatek fragment
        utworu Kris Kristoffersona "Sunday Morning Coming Down……"



        Sunday Morning Coming Down

        Well I woke up Sunday morning,
        With no way to hold my head that didn't hurt.
        And the beer I had for breakfast wasn't bad,
        So I had one more for dessert.
        Then I fumbled through my closet for my clothes,
        And found my cleanest dirty shirt.
        An' I shaved my face and combed my hair,
        An' stumbled down the stairs to meet the day.

        I'd smoked my brain the night before,
        On cigarettes and songs I'd been pickin'.
        But I lit my first and watched a small kid,
        Cussin' at a can that he was kicking.
        Then I crossed the empty street,
        'n caught the Sunday smell of someone fryin' chicken.
        And it took me back to somethin',
        That I'd lost somehow, somewhere along the way.

        On the Sunday morning sidewalk,
        Wishing, Lord, that I was stoned.
        'Cos there's something in a Sunday,
        Makes a body feel alone.
        And there's nothin' short of dyin',
        Half as lonesome as the sound,
        On the sleepin' city sidewalks:
        Sunday mornin' comin' down. ............



        San Donato Milanese

        • pam_pa_ram_pam Re: Sunday Morning Coming Down..... 29.04.06, 23:04
          Trzy dni wolne w Szkocji...
          Może nie taki dłuuugi weekend, jak w Polsce, ale zawsze "coś".
          Zachmurzenie pełne, więc z "wielkiej turystyki" w szkockie góry chyba nic nie
          będzie, najwyżej jakiś krótki rowerowy rajd. Padać chyba nie będzie... Jak to
          jest,że gdy trzeba pracować, to pogoda jest "jak drut", a jak się trafi parę
          dni wolnych, to pogoda jest "barowa"?
          • survey06 Re: Sunday Morning Coming Down..... 01.05.06, 13:41
            pam_pa_ram_pam napisał:


            > Jak to jest,że gdy trzeba pracować, to pogoda jest "jak drut", a jak się
            > trafi parę dni wolnych, to pogoda jest "barowa"?

            Nie ma co narzekac, tylko trzeba sie cieszyc, ze w taka pogode, bary, puby i
            caffeterie sa czynne. W San Donato ten wydluzony weekend tez uplywa w zmiennej -
            czesto deszczowej - pogodzie. Tylko pomysl, ze w takim Tripoli to na prawde nie
            ma co robic w czasie dni wolnych z barowa pogoda. Pozdrowienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka