mami2
27.03.06, 15:43
Kurde, to już moja piąta firma w której obecnie pracuje. Im jestem starsza,
tym mam mniej cierpliwości do ludzi, procesów zachodzących w firmie a
zwłaszcza do tzw. włascicieli. Z każdym dniem uświadamiam sobie coraz
bardziej że nie jestem jednak stworzona do pracy dla kogoś. Swoją firmę
rozkręcałam w 97 roku, miałam wtedy 22 lata, byłam szalona, to fakt, miałam
może 1 tys. kapitału i rozklekotanego malucha...ale czułam ze to co robie ma
sens, że ma to sens przede wszytkim dla mnie. Ale sprawy potoczyły się tak a
nie inaczej. I zostałam etatowcem. 8-godzin spędzonych w biurze to jak ciasny
gorset z którego nie mozesz sie uwolnic i tak lata mijają...Czasem mnie
bierze taka chęc powrotu do przeszłości, pójscia znowu na zywioł, postawienia
wszystkiego na jedną kartę, niech sie dzieje wola nieba! Ale potem przychodzi
refleksja i otrzeźwienie...dzieci, kredyty, rachunki które trzeba spłacac...
Macie pomysł na jakis fajny biznes?:D
To se pomarudziłam....