crusader1
25.04.06, 23:50
Zapewnie do Polski docieraja wiadomosci o Zakarym Moussaoui - jedynym oskarzonym w zwiazku z
9/11. Wlasnie decyduja o jego wyroku smierci i w zwiazku z tym pytanie o role sprawiedliwosci. Czy
jej rola jest karanie czy tez zemsta? Historycznie to chyba bylo to czesciej zemsta, jakolwiek wraz z
rozwojem naszej cywilizacji czesciej wolimy mowic o karze za przestepstwo. I tu rodzi sie dla mnie
dylemat.
Oczywiscie calkowicie rozumiem ze rodziny zmarlych w zamachach domagaja sie pewnego
zakonczenia sprawy i odpowiedniego wyroku dla przestepcy. Czyli rodzaju zemsty. sam nie jestem
zwolennikiem wyroku smierci, ale w tym przpadku wlosow z glowy bym nie rwal. Wszystko ma swoja
granice. Mamy wiec zemste... Ale czy mamy kare?
Druga strona medalu jest taka ze Zakariusz M. ma pragnienie smierci meczennika. Kara smierci jest
w zasadzie dla niego nagroda za przestepstwo. Z urywkow procesu ktrorych sluchalem wynika ze
robi on wszystko aby zostac skazany na smierc, w zasadzie nawet robi wiecej, bo skutecznie
udaremnia wszelkie zakusy swojej obronny w celu zmniejszenia wyroku. Ogladajac to mozna
odniesc wrazenie ze Moussaoui nie jest oskarzonym, ale czlonkiem zespolu prokuratorow i to
najbardziej aktywnym. Za kare moze wiec otrzymac wymodlona nagrode. W tym wypadku o karze
trudno mowic, ukarany by raczej zostal dozywociem i ynikajacym z tego zapomnieniem.
Sprawa to kontrowersyjna jak sama sprawiedliwosc. Ciekawe co myslicie o roli sprawiedliwosci w
tym procesie, i wogole. Czy jest ona kara czy zemsta? A jak i tym i tamtym po trosze, to czym
powinna byc w pierwszym rzedzie? Proba ukarania za czyny, czy tez oczyszczajaca zemsta.
Dla mnie powinna byc raczej kara, bo tego typu przestepstwa nie da sie zadoscuczynic po fakcie.