mikosz8
30.05.06, 07:42
U chyżopiórych rozgrywa się dramat moralny pt." Kod Leonarda da Vinci" .
Pomijając bzdury które wypisuje mocno zdewociały i starzejący się w
zastraszającym tempie szarm, dała głos moja obecnie ulubiona "autorka
w sieci" niejaka Jagusia. Tu stosowny cytat-
"Przebrnęłam przez lekturę “Kodu” z niejakim bólem. Nie z powodów
światopoglądowych, ale po prostu nie lubię lektur i autorów, obrażających
inteligencję czytelnika. A scena, gdzie głuchy morderca ścigający bohatera
namierza go po odgłosie kroków - wydaje mi się obrazą dla inteligencji
czytelników;)
Mimo to kupiłam “Kod” do naszej biblioteki i chyba zagram jego ekranizację w
naszym mocno prowincjonalnym kinie, choćby po to, by wybór zostawić
indywidualnej ocenie odbiorcy.
Pozdrawiam "
Jak widzimy Jagusia nadal pozostaje w szerokim szpagacie , i dręczą ją
rozterki natury etyczno moralnej typowej prowincjuszki. Z bólem i wielkim
poświęceniem , rzygając cenzorskim intelektualizmem ,opuszczająć zapewne
fragmenty książki nie do strawienia w prowincjonalnych realiach - przeczytała
to "badziewie".
Nawet zamówiła do wiejskiej biblioteki Kod....( zapewne niczym nie ryzykująć
bo kto na wsi czyta ksiażki), a jeśli już się znajdzie jakiś chętny desperat
zawsze moża powiedzieć - nie ma!! pożyczona!!
Ponoć co wierniejsze prowincjonalne bibliotekarki robią listy osób które
pożyczają lektury zabronione przez miejscowego proboszcza i takowe spływają w
miesięcznych raportach loco plebania.
Mocno zaniepokoiły mnie słowa Jaguś -"Mimo to kupiłam “Kod” do naszej
biblioteki i chyba ZAGRAM jego ekranizację w naszym mocno prowincjonalnym
kinie". Podejrzewam że książka została zakupiona jako scenariusz do
wystawienia sztuki w adaptacji bardzo dowolnej,gdzie dobrodziej proboszcz
będzie reżyserem a nasza Jagusia zagra cnotliwą Marię Magdalenę i bez brzucha
ma się rozumieć.