nienietoperz
10.07.06, 14:05
Nie chodzi wbrew pozorom o narzekanie na to, jak to postep jest paskudny,
najlepiej bylo kiedys, a mlodziez dzisiejsza
to w ogole ... zal mowic.
Chodzi o lyterature, o muzyke, o malarstwo, o teatr, o kino, itd.. Czesto w
recenzjach czytamy/piszemy -
nie pokazal/pokazal nic/cos nowego, zachwyca/zalamuje
nowatorstwo/brak_nowatorstwa autora,
nikt_wczesniej_tak_nie_pisal/wielu_wczesniej_tak_pisalo. Nie tak dawno na
pewnym forum podnoszono w obronie Michaux
argument - ale przeciez wtedy tak nikt nie pisal, on byl pierwszy (wiec w
domysle - wazny, ciekawszy, lepszy?)
Mozna uwazac - oczywiscie, ze nowe elementy w sztuce/kulturze sa konieczne,
wazne, pozwalaja sie posuwac naprzod,
swiadcza o jej wartosci. Gdyby nie bylo nowosci, wciaz siedzielibysmy w
jaskiniach i malowali byki, same w sobie dosc piekne,
ale na 'Mulholland Drive' raczej bym ich nie wymienil. Tworzyc tak samo, jak
poprzednicy jest latwo,
pisanie ksiazki dokladnie wedlug modelu swojego ostatniego bestsellera jest
prostym odcinaniem kuponow od dawnych osiagniec.
Mozna myslec - argument o przewadze nowosci czy oryginalnosci danego
dziela/ksiazki/filmu jest argumentem bardzo
krotkotrwalym. Co z tego, ze Michaux jako pierwszy pisal w dany sposob w
latach 40tych, kiedy teraz takich autorow jest
wielu, dlaczego mam go wyrozniac czytelniczo (na pewno powinni go zanotowac
historycy literaturoznawcy, ale czy ma to
byc argument dla mnie broniacy jego ksiazek)? Czy to, ze Malewicz namalowal
kwadrat, a Cage zagral cisze, oznacza, ze kwadrat
namalowany przez Jonesa w 2003 czy cisza zagrana przez Iwanycza w 2005 sa
gorsze? Dlaczego
jako prosty NNtpz mam sie poddawac kontekstualizmowi, szukaniu zrodel i tak
dalej, kiedy cisza Iwanycza brzmi tak samo?
I co z tego, ze Kundera pisze od dwudziestu lat te sama ksiazke (pod roznymi
tytulami) , kiedy mi sie ta ksiazka
podoba?
Co o tym myslicie?
P.S. Proponuje Braineaterowi podrzucic na SFields watek 'Zespoly, ktorych
kazdy album brzmi tak samo'. Pewnie bedzie to zestaw narzekan. A moze nie?