Dodaj do ulubionych

Kącik poetycki

01.09.06, 12:48
ponieważ skończyły sięwakacje, a Nekro niedługo idzie do szkoły, podnosimy
poziom kulturalny forum.
Mój pierwszy wiersz na dzisiaj "Pijąc wno" Sandora Petofi

"Weselący pijąc trunek
Kpię, choć zły doświadczam los;
Na frasunek dobry trunek-
Troskom w nos się śmieję wprost

Cóż dziwnego? Prosto rzeknę:
Bóstwo wina we mnie gra,
Wielbię owo bóstwo piękne,
Bo sięsłodko wielbić da.

Pijąc ten ognisty trunek
Wygwizduję lichy świat!
Serce czuje w nim ratunek-
Zmywa zeńskropiony ślad.

Tajemniczo podpowiada
Wino strunom moim takt;
Zapominam z nim o zdradach
Dziewcząt, co odzesły w świat.

Sięgnę jeszcze po mój kielich
Gdy przekroczy śmierć mój próg:
Łyk ostatni, przyjaciele
I z usmiechem-jazda w grób!
Obserwuj wątek
    • nekroskop88 Re: Kącik poetycki 01.09.06, 12:55
      > a Nekro niedługo idzie do szkoły

      musiałeś przypomnieć, musiałeś...
      • kamilar Re: Kącik poetycki 01.09.06, 12:58
        nie marudź, tylko analizuj. Tytuł rozprawki ma brzmieć: Rozterki autora a rozwój
        feudalizmu w XIII wieku na terenie prowincji Quebec w powiązaniu z rozwojem
        struktury Kościola ewangelcko-augsburskiego.
        • nekroskop88 Re: Kącik poetycki 01.09.06, 12:59
          Żenuła. Takie rozprawki to piszą dzieci w gimnazjum. Trudniejsze proszę!
          • kamilar Re: Kącik poetycki 01.09.06, 13:02
            Ty się nie wymundrzaj, tylko pisz. 100 stron, czcionka 8, odstępy pojedyncze.
            P.S. uwsteczniam się, musiałem sprawdzić, czy dobrze napisałem czcionka:)
            • bzz_bzz Re: Kącik poetycki 01.09.06, 13:07
              :)))))
    • kamilar Wiersz na dzisiaj 06.09.06, 17:40
      Moment

      W szarym oknie sklepiku stała srebrna trumienka,
      A przed szybą-meleńka, biedna, chuda panienka.

      Zapatrzyła się w okno, w swoje nikłe odbicie,
      I w trumienkę śmiertelną, i nieżywe swe życie.

      I nie patrząc, patrzała; i nie wiedząc, wiedziała;
      I na morzach płynęła, i pomocy wołała!

      Julian Tuwim.

      Nekro do analizy
      • nekroskop88 Re: Wiersz na dzisiaj 06.09.06, 17:55
        wiesz co?
        phi!
      • nutopia Re: Wiersz na dzisiaj 06.09.06, 18:07
        kamilar napisał:

        > >
        > Nekro do analizy

        zanieś mocz
        >
    • zewsi Re: Kącik poetycki 06.09.06, 23:25
      Na specjalne życzenie Nekroskopa, który chciał liznąć trochę PRAWDZIWEJ kultury:

      DZIEŃ CHULIGANA

      Obojentnie, jak jezd na dworze,
      My zawsze wstajem
      W lewym humorze.

      Najpierw wionche puszczamy matuli,
      Co jezd, ropucho,
      W gardle mnie sucho,
      A tyś jeszcze nie przyniesła ćwiartuli?!

      Potem półbuty kładziem
      I nie żegnajonc się z mamom,
      Idziem sie spotkać z Kazkiem
      Lub Władziem,
      Żeby se troche postać przed bramom.

      Stojem tak sobie i stojem,
      Nikogo mu sie nie bojem,
      Tylko nam nudno, no nie?
      O, wraca ze szkoły chłopię...
      No to co?
      No to mu dokopiem.
      Niech wie.

      Z przeciwka idzie dziwka.
      A na co ji ta grzywka?
      Kaziu, zajmij się paniom...
      Przyhamuj, najmilsza z blondul,
      Zrobim ci śliczny ondul,
      Bendziesz, k..., jak anioł.

      No to my mieli ubaw z tom dziwkom,
      A potem my poszli do kiosku na piwko.
      Piwko wypilim,
      Odbilim uszka
      I zaprawilim jednego staruszka.
      Całkiem dla hecy,
      Bez powodu.

      A potem spod kiosku my dali chodu
      I w parku
      W czwórkie (bo doszed Sławek)
      Przerobilimy pare ławek.

      A jak my lali,
      Jak my łamali,
      To wszystkie inne ludzie pryskali.
      Bo miendzy Bugiem a Odromnysom
      To najważniejsze ze wszystkich - my som!

      Ludwik Jerzy Kern
      • kamilar Re: Kącik poetycki 06.09.06, 23:43
        Wiersz o dresiarzu


        W jednym z Polskich miast w willowej dzielnicy
        mieszkał dresiarz Łysy postrach okolicy.
        Bali się go wszyscy i starzy i młodzi,
        nikt przy zdrowych zmysłach mu w drogę nie wchodził.
        Jeździł wieczorami gdzieś na dyskoteki,
        wyrywał panienki na swą kurtkę w ćwieki.
        Dres miał nienaganny, komórkę za paskiem
        obuwie sportowe i czapeczkę z daszkiem.
        Szaliczek kibola miał kilkumetrowy,
        bo kark miał ogromny u podstawy głowy.
        Zaś głowę niewielką - mały wrzód na szyi,
        w małej główce lekarze sensor mu zaszyli.
        Imitował bodźce za mózg uszkodzony.
        Dla kumpli kiboli był jak brat rodzony.
        Rozkręcał zadymy i walił "bejsbolem",
        Łysy był naprawdę wzorowym kibolem.
        Całkiem łysy był Łysy, ale nie był skinem.
        Skiny w dresach nie chodzą, nie szpanują tyle.
        Włosy same mu wyszły od anabolików,
        w uchu nosił dwanaście gównianych kolczyków.
        Co drugą sobotę wyjeżdża z kumplami
        bronić swej drużyny, walczyć z kibicami.
        Po ostatniej bójce chodzi załamany,
        bo przez szalikowców kij ma popękany.
        A w każdą niedzielę, gdy mają ochotę,
        jadą samochodem wyzywać hołotę.
        Staną przy bulwarze, głośny miuzik leci
        oglądają "laski" - która kto przeleci.
        Łysy ma pragnienie, więc mięśnie napręża,
        przyjmuje postawy i wzrok swój wytęża.
        Jak się któraś spojrzy znaczy zakochana,
        nie ważne czy ładna, ważne że pijana.
        Poderwać panienkę przecież żadna sztuka,
        wyciąga komórkę i pin kodu szuka,
        a że jego umysł trochę obolały
        potrafi tak szukać nawet tydzień cały.
        Wszystkie młode laski lecą na komórę,
        a gdy im pokaże, jaką on ma furę,
        z której na "full volume" nawala muzyka
        nie musi się męczyć, bo już chcą się bzykać.
        Wypada panienki wziąć do samochodu,
        jedna siada z tylu ta ładniejsza z przodu,
        pojeżdżą godzinę jeszcze ulicami
        i pójdą do pubu napić się z kumplami.
        Panienki szczęśliwe, że im się trafiło,
        taki ekstra chłopak, fajny, że aż miło.
        Zaprosił na piwo i postawił loda,
        a te jego mięśnie! - Aż ogarnia trwoga.
        Łysy to nie frajer i zawsze się dzieli,
        tą brzydszą odstąpił kolegom, bo chcieli.
        Ta ładniejsza - głupsza i oto chodziło,
        nie musi nic mówić, jej i tak jest miło
        Zabiera ją za miasto, wyłącza maszynę,
        Potem przez minutę uderzają w ślinę.
        Dziewczyna się waha. Łysy ją prostuje,
        "Jak nie będziesz moja, to Ci mordę skuję".
        Dziewczyna szybciutko robotę skończyła,
        Łysy jest szczęśliwy, komórą wywija,
        Wydzwania po kumplach, chwali się zdobyczą,
        Panienka już szlocha - one zawsze ryczą.
        Pojechał do miasta, zostawił dziewczynę
        W barze z dresiarzami pił piwo godzinę.
        Zaraz dyskoteka - zbiera się drużyna,
        Pewnie się nawinie kolejna dziewczyna.
        Dresy robią swoje, każda na to leci,
        Komórka przy pasku na zielono świeci.
        Bramkarz w dyskotece - z pakerni kolega,
        Wygląda nietego - " Tobie co dolega? "
        " O ? Łysy Cześć Brachu! Źle się dzisiaj czuję,
        Nie ma anaboli, sterydów brakuje.
        Pakowałem dzisiaj ze cztery godziny,
        żyły mi spękały, jądra się skurczyły!"
        " O kurde! Cholera! Ale jaja, bracie!
        Ja Ci mówię, cholera, załóż w paski gacie.
        Jakem Łysy Ci mówię - dresy to podstawa
        Bez dresów, cholera, to żadna zabawa."
        " O jądra się nie martw, to skutek uboczny,
        Masz jądra skurczone, ale triceps mocny.
        Mi się bracie zwoje na mózgu prostują,
        Ale jestem paker, dresy mi pasują."
        Postali tak chwile. Łysy wszedł na salę.
        "Wynocha studenty, bo komuś przywalę!
        Uczyć się wynocha, ja tu dzisiaj rządzę?
        Ty w brylach ! Masz pecha, daj swoje pieniądze!
        Studenci frajerzy, nie chcieli dać szmalu,
        Dostali po zębach, nie ma ich w lokalu.
        Siadają do stolika zamawiają piwo,
        Lecz nagle komórki wydzwaniają żywo.
        Dzwonią kumple, co tańczą gdzieś dalej na sali,
        Widzieli jak studenci po ryju dostali.
        " Mamy ekstra towar! Panienki nieśmiałe!
        Przychodź Łysy do nas! Postawią Ci pałę!"
        " Very dzięki chłopaki, później tam się zjawię,
        Postawicie piwo i będzie po sprawie.
        Te wasze panienki dawno zaliczyłem!
        dzisiaj się na chlanie raczej nastawiłem."
        Poszedł Łysy do kibla, wydalić urynę,
        Wypił tyle piwa, że lał przez godzinę.
        W kiblu tak cuchnęło jakby ścierwo gniło,
        Musiał puścić pawia, wtedy mu ulżyło.
        Każda dyskoteka wygląda tak samo,
        Łysy zamiast tańczyć wciąż stoi pod ścianą,
        Nie może się ruszać, bolą go zakwasy,
        Zresztą nadmiar ruchu grozi spadkiem masy.
        Łysy zawsze czeka do czwartej nad ranem,
        Wtedy to dziewczyny są bardziej pijane.
        Co się potem dzieje dobrze wiecie sami,
        Chyba, że jesteście jeszcze prawiczkami.
        Rano w poniedziałek kac mu czaszkę kraje,
        Chciałby Łysy pospać, lecz do pracy wstaje.
        Oczy ma przekrwione i oddech niezdrowy,
        Wyciąga z lodówki woreczek foliowy.
        To najlepsze Łysego lekarstwo na kaca,
        Przykłada do czoła i wzrok mu powraca.
        Potem nożyczkami woreczek rozcina,
        Wypija zeń mleko, kac natychmiast mija.
        Po dobrym śniadaniu zjada kilo koksów,
        Zakłada swe dresy, ubiór dla fachowców,
        Przed wyjściem z domu pożegnać się z mamą
        Mama kocha syna i syn ją tak samo.
        Przed domem już czeka na niego drużyna.
        Trochę zimno na dworze. Łysy dres zapina.
        "Czuwaj Głąby! Się macie!" Wita się z kumplami.
        "Się masz Łysy! Palancie!" Łysy trzasnął drzwiami.
        Łysy zawsze wozi kolegów do roboty,
        Bo to kumple z dzielnicy, co lubią kłopoty.
        Żaden frajer wieczorem ulicą nie chodzi,
        Bo w nocy na ulicach żądzą gniewni młodzi.
        Łysy tylko jednego u kumpli nie znosi,
        że każdy z nich na dresach cztery paski nosi.
        Łysy jest rasowym "dresiarzem metkowcem",
        On nosi oryginały, nie wierzy w promocje.
        Zaś kumple Łysego mocno przekonani,
        że pasek od firmy w prezencie dostali.
        Swoje dresy tanio na targu kupili,
        A resztę pieniędzy wieczorem przepili.
        Łysy lubi prowadzić swoją piękną brykę,
        Pootwierać okna i włączyć muzykę.
        Ruszył z piskiem opon, pędzi ulicami.
        "Z drogi ludzie, bo jedzie Łysy z kolesiami!"
        Paczka z hakiem przez rondo, na prostej do deski.
        Lecz cóż to? Za krzakami stoi wóz niebieski,
        Biały pasek " POLICJA"; Oj będzie zadyma.
        Obok stoi policjant i suszarkę trzyma.
        Wymierzył się w Łysego i już ząbki szczerzy,
        że dali się złapać następni frajerzy.
        Zamachał lizakiem i brwi zmarszczył srodze.
        Drugi już rozciąga kolczatkę na drodze.
        Łysy nie ma wyjścia, więc się zatrzymuje
        Policjant podchodzi, numery spisuje.
        "Dzień dobry panie władzo spieszę się do pracy."
        Krople potu spływają Łysemu po glacy.
        "Dokumenty proszę kontrola drogowa,
        Jechał pan sto czterdzieści to cyfra pechowa,
        A ograniczenie tutaj jest do sześćdziesiątki,
        Płaci pan sto złotych z punktów dwie piątki".
        "Ależ Panie władzo, ja o litość proszę,
        Ja takich pieniędzy przy sobie nie noszę.
        Mogę dać pięćdziesiąt i będzie po sprawie,
        I obiecać mogę, że się już poprawię.
        Policjant litościwy wypuścił Łysego,
        Zapłacił pięćdziesiąt, bo tyle miał swego.
        Stracił dziesięć punktów, co to dla twardziela
        I tak prawo jazdy ma od bukmachera.
        Koledzy Łysego mocno przerażeni,
        Po stracie pieniędzy w smutku pogrążeni.
        "Byłoby na nową kartę do komóry,
        A nie dla policji na nowe mundury".
        Oj nie lubią policji dresiarze z pakerni,
        Zresztą, kto ją lubi prócz pani z cukierni,
        U której policjanci paczki zamawiają,
        Modę z ameryki w Polsce wprowadzają.
        "Nie martw się Łysy jeszcze ich dorwiemy,
        Nie ujdzie im na sucho, tyłki im skopiemy!"
        Z Łysego to twardziel, więc się nie przejmuje
        Olał temat zemsty, honor swój szanuje.
        Dojechali na miejsce, gdzie Łysy ma pracę,
        Wysiedli z samochodu. Łysy gładzi glacę.
        Prezencję mieć trzeba, żeby mieć uznanie,
        To jest dla pakera pierwsze przykazanie.
        W ogromnym markecie z wieloma towarami,
        Pracuje Łysy ze swymi kumplami.
        Przenoszą w różne miejsca ogromne kartony,
        Bo taki ma Łysy zawód wyuczony.
        "Podawacz towaru" zawód dla pakera,
        Lubi swoją pracę Łysy jak cholera.
        Nie grzeją się w czaszce Łysemu sensory,
        Jak niesie pod pachami dwa telewizory.
        Właśnie się zbliżała dwudziesta godzina,
        Sklep już opustoszał, dzionek pracy mijał.
        Łysy poroznosił już wszystkie kartony,
        Właśnie chciał obejrzeć w gazecie "balony".
        Podchodził powoli do półki z gazetami,
        Gdy wiatr się zerwał straszny, przeciąg tr
        • kamilar Re: Kącik poetycki 06.09.06, 23:51
          Podchodził powoli do półki z gazetami,
          Gdy wiatr się zerwał straszny, przeciąg trzask drzwiami.
          Bardzo silny podmuch przewrócił Łysego,
          Walnął głową w podłogę z betonu twardego.
          Łysy znieruchomiał, głową mu paruję,
          Chyba sensor ruchu w czaszce mu się psuje,
          W oczach oscyloskop, z uszu dymek leci,
          leży nieruchomo w wielkiej kupie śmieci.
          Jakieś ostre zwarcia i wyładowania,
          dziwnie na czerwono świeci jego bania.
          Lecz cóż to się dzieje? Łysy marszczy czoło
          "Nie, to nie możliwe!" Tłum krzyczy wokoło.
          Łysy zaczął myśleć, mózg mu zapracował,
          "Nastał cud prawdziwy"- tłumek wiwatował
          Ta metamorfoza trwała pół godziny,
          Wtem wszystko ucichło, pogasły selsyny...
          Które w jego głowie zawsze pracowały.
          Dostał je w szpitalu, jak był jeszcze mały.
          Serce bije nadal i krew w mózgu szumi,
          Zmarszczył bardziej czoło, ból mu oddech tłumi.
          Boli go myślenie, krwawi mózg dziewiczy,
          Usiadł pół przytomny, głośno z bólu krzyczy.
          Znów wszystko ustało i wstaje przytomny.
          Spogląda na ludzi i na sklep ogromny.
          "Co ja tutaj robię?" - zadaje pytanie.
          "Kim ja jestem? Gdzie mieszkam? Co się ze mną stanie?
          Czy ja jestem sportowcem? Dlaczego mam dres?
          I gdzie moje włosy?" W głosie słychać stres.
          -"Czyżby on znormalniał?" - zapadło pytanie.
          "Nastał cud prawdziwy! Dzięki Tobie Panie!
          Ta rzecz niemożliwa stała się prawdziwa!
          Kto się za tym wszystkim naprawdę ukrywa?"
          Pomogli Łysemu wsiąść do samochodu,
          Wolał usiąść z tyłu, bał się jechać z przodu.
          Zawieźli go koledzy do domu powoli,
          Bo czaszka Łysego ciągle jeszcze boli.
          I mijały tygodnie. Łysy siedział w domu,
          Nie chodził do pracy, nie ufał nikomu.
          Zamknął się w mieszkaniu. - "Co się z Łysym dzieje?"
          Martwią się koledzy. Lecz Łysy się śmieje.
          A powód do śmiechu ma nie byle jaki,
          Ma włosy na głowie, zniknęły żylaki.
          Zaczął dużo czytać, by nadrobić stratę,
          Nie pił alkoholu, zaczął pić herbatę.
          Wysłuchał od matki, kim był do tej pory,
          Że był Łysym dresiarzem . "Byłeś bardzo chory."
          Słuchał z obrzydzeniem życiowej historii
          O szalikowcach, bejsbolu, pijackiej euforii.
          O panienkach, o lodach, o dresach z paskami,
          O "komórce", pakerni i wiadrach z koksami.
          Słuchał i nie wierzył, ogromnie się brzydził
          "Przecież chyba wtedy każdy ze mnie szydził!"
          Wstydził się pokazać ludziom na ulicy,
          Wszak mieszkał w niewielkiej willowej dzielnicy.
          Wszyscy go tam znali, wszyscy się go bali,
          Ludzie go za głupka wtedy uważali.
          Teraz, gdy znormalniał nie chciał być matołem,
          Wolał się rozwijać, skończyć jakąś szkołę.
          Marzył o karierze i chciał być studentem.
          Czy mu się to uda? Wszak jest abstynentem.
          Dlaczego tak ludzi zmienia środowisko,
          że dla dziwnej mody mogą zrobić wszystko.
          Sposób bycia zmienić, szargać swoje zdrowie.
          To wszystko "Łysemu" nie mieści się w głowie.
          Myśląc o tym wszystkim zasnął snem głębokim,
          Przyśnił mu się anioł w tunelu szerokim
          I powiedział Łysemu swym anielskim głosem,
          że jest jego stróżem, boskim albatrosem.
          Rozbłysło jasne światło za jego plecami
          I odleciał anioł machając skrzydłami.
          Nasilał się i zbliżał promieni korkociąg,
          Słychać było stukot. To nadjeżdżał pociąg.
          Obudził się Łysy cały potem zlany,
          Chciał zasnąć, lecz nie mógł, choć liczył barany.
          "Czy ten sen coś oznaczał, czas wszystko pokaże,
          Może to wskazówka, bym był kolejarzem."
          Lecz dalsze Łysego upadki i wzloty,
          Jego radość i szczęście, a także kłopoty,
          To zupełnie nowa życiowa historia.
          Teraz to już wszystko. Skończyłem. VIKTORIA

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka