Dodaj do ulubionych

Traktat o luskaniu fasoli

05.09.06, 10:17
To moja pierwsza ksiazka pana Mysliwskiego, o ktorym juz
slyszalam ale nie mialam okazji do przeczytania czegos jego piora.
Zaskakujacy wydal mi sie juz tytul, a kiedy na okladce przeczytalam „traktat
filozoficzny“ to odczulam maly niesmak, bo akurat w czasie urlopu nie
zamierzalam zaprzatac sobie glowy ciezkimi lekturami. Po przeczytaniu paru
stron moje zniechecenie zniknelo na rzecz rosnacej fascynacji dla autora
Traktatu. Niesamowite w jaki sposob zmusza on czytelnika do rozwazan na temat
Polski powojennej i jej nieszczesnego, rozdartego historia pokolenia.
Narratorem ksiazki jest czlowiek stary, mezczyzna, ktoremu II wojna swiatowa
odebrala dziecinstwo a budowanie socjalistycznej ojczyzny, mlodosc. W czasie
luskania fasoli snuje on swa opowiesc przeznaczona dla ucha sluchacza,ktorym
jest znajomy pana Roberta. On tym czlowieku nie dowiemy sie niczego z kartek
ksiazki, jest on jednak potrzebny do wysluchania monologu starego mezczyzny.
Na monolog skladaja sie wspomnienia z zycia, smutnego i szarego,
realistycznego obrazu III Rzeczpospolitej.
W tych wspomnieniach Mysliwski przekazuje cala wiedze na temat aparatu
rzadzenia i jego metod. Pokazuje ludzkie tragedie tych, ktorzy
z oporem poddali sie rzadom nowej wladzy. Tesknota za byla, utracona Polska,
Polska ludzi z dobrymi manierami i w eleganckich
kapeluszach, mocno zakorzeniona w postaciach wspomnien narratora,
zakrywa obraz proletariackiego kraju z zapijaczonymi twarzami ludzi obdartych
z wszelkich pragnien.
„Trakta o luskaniu fasoli“ jest ksiazka smutna, pobudzajaca do refleksji nad
ludzkim zyciem wpisanym w karty historii swojej Ojczyzny.
Obserwuj wątek
    • illiterate Re: Traktat o luskaniu fasoli 05.09.06, 13:16
      Nie czytalam 'Traktatu', ale glos w kwestii fomalnej: w utraconej Polsce ludzi
      z dobrymi manierami i w eleganckich kapeluszach bylo co najmniej tyle samo,
      jesli nie o wiele wiecej ludzi z manierami nieco mniej salonowymi, w
      kapeluszach nieeleganckich albo bez kapeluszy. Mam wiec nieodparte wrazenie, ze
      autor teskni raczej za utracona w wyniku przemian ustrojowych uprzywilejowana
      pozycja spoleczna.
      • stella25b Re: Traktat o luskaniu fasoli 05.09.06, 13:26
        Bardziej teskni za starym ustrojem i ubolewa nad zmiana na nowy i jego
        nastepstwami.
    • stella25b Re: Traktat o luskaniu fasoli 05.09.06, 13:19
      Toczaca sie w watku obok "Pozory myla..." dyskusja uswiadomila mi,
      ze "Traktat..." to takze ksiazka o pozorach, o tym, ze nie wolno ludzi
      klasyfikowac i oceniac po tym, co w danym momencie robia aby zarobic na chleb.
      Ze zdziwieniem odkrywamy, ze szary magazynier to nie tylko zwyczajny robotnik
      ale swiatowej klasy muzyk, ze kafelkarz to ksiadz, czlowiek po studiach
      teologicznych a nalogowy alkoholik-nauczyciel muzyki to wrazliwy czlowiek,
      ktoremu system odebral wiare.
    • staua Re: Traktat o luskaniu fasoli 05.09.06, 23:58
      Wlasnie - "Traktat" mozna by polecic dyskutantom w tamtym watku.
      Mnie Mysliski znowu zachwycil - niekoniecznie odniesieniami politycznymi, ale
      przede wszystkim tempem i jezykiem tego dlugasnego monologu, tym, ze w koncu
      nie dowiadujemy sie, kim jest tajemniczy gosc - sluchacz, bogactwem wewnetrznym
      narratora i jego widzeniem swiata. Odebralam go niekoniecznie jako raport
      dziejowy, ale jako bardzo osobista opowiesc samotnego czlowieka, ktory zbliza
      sie do konca i wiele doswiadczyl. Jego zycie, oczywiscie, nie da sie oderwac od
      czasow na jakie przypadlo, ale punkt widzenia jest tu bardzo wazny. Bohater
      jest bardzo ludzki - aktywny i bierny jednoczesnie, niekiedy jest
      indywidualista, niekiedy daje sie uniesc fali, jest praktyczny, ale i
      romantyczny - bardzo mi sie to podoba.
      • stella25b Re: Traktat o luskaniu fasoli 06.09.06, 09:17
        Wlasnie ten tajemniczy sluchacz, to dla mnie tez zagadka. Czy monolog starego
        czlowieka mozna przyjac za spowiedz z jego zycia a role Boga, ktory rozgrzesza
        przypadlaby wlasnie nieznajomemu?

        Uwazam, ze nie da sie widziec, czy oceniac opowiesci starego czlowieka bez
        wnikania w dzieje Polski. Jego profesje, zyciowe zajecia sa jakgdyby
        odzwierciedleniem historii kraju, nie mowiac juz o emigracji.
      • nienietoperz Luskanie wrzesniowe by NNtoperz 26.09.06, 19:44
        Nawet wczesniej nie zauwazylem, ze juz sie dyskusja zaczela... Jak zwykle spozniony,
        dodaje swoje trzy grosze, a raczej trzy poziomy.



        Mozna rozroznic w `Traktacie' przynajmniej trzy, coraz szersze poziomy tematyczne:
        a) opowiesc o konkretnym czlowieku, o jego zyciu, ktore jest pelne wysilkow
        pozbawienia sie refleksji nad losem, sensem, historia; nad czymkolwiek glebszym,
        szerszym, bocznym. Swietnie widac to na przykladzie muzyki. Kiedy narrartor
        czul, ze chcialby grac na saksofonie, gral; czasem na przekor sobie czy innym
        granie odrzucal, nie chcac myslec, nie chcac zastanawiac sie dlaczego tego
        potrzebowal. Nie rozwaza w zaden sposob historii kraju, historii zaglady swojej
        rodziny, `sensu zycia'. Jedynym aspektem swojego doswiadczenia, jaki chcialby
        zinterpretowac, sa sny - dlatego, ze one nie sa oczywiste w sposob
        powierzchowny, automatyczny. On chce, a raczej musi tylko zyc = luskac fasole.
        b) opowiesc o PRL, o kraju, ktorego los i geneza zyciem narratora rzadza w
        sposob nieomal dyktatorski. Jak pisala Stella,
        jego zyciorys to model peerelowskiej historii, od szkoly w Polsce stalinowskiej,
        przez prace na budowie, zniszczone
        koscioly, emigracje, wreszcie powrot do Polski wspolczesnej. Mimo tej wrecz
        nachalnej symboliki nie ma tu prostych
        interpretacji: po pierwsze, powodem wdarcia sie historii w zycie narratora nie
        jest przybycie komunistow, ale anihilacja
        dawnego swiata przez wojsko niemieckie - PRL zapelnia tylko pustke, jaka
        powstala od niego niezaleznie. Po drugie,
        tesknota za czasem minionym jest tesknota raczej uniwersalna, niz konkretnie
        rzeczpospolitopolska. Scena z kapeluszami
        nie pokazuje przeciez tesknot arystokratycznych! Wreszcie znow, zgodnie z
        filozofia (a raczej jej brakiem) naszego narratora,
        fasole luska sie tu i teraz - nie ma sie co zastanawiac nad tym, gdzie i jak
        mozna by to robic inaczej.
        c) opowiesc o czasie, o pamieci, o smierci (?), o Bogu (?), o tym, najogolniej
        rzecz biorac, co po ludziach zostaje.
        Istnienie czegokolwiek takiego jest rzecz jasna sprzeczne z bezrefleksyjnoscia
        narratora, a jednak jest upersonifikowane
        przez jego sluchacza. Przez kogos/cos, kogo/czego nie rozpoznajemy, a jednak
        wiemy, ze gdzies w naszym zyciu (czy na jego krawedziach)
        byl. Ze choc nie widac go na zdjeciach, to byl z nami w chwilach waznych. Ze
        jest w stanie, uwaznie sluchajac, wyciagnac
        z nas to, co wazne naprawde - chocby bylo to dla nas powierzchownie zaskakujace
        (np. spotkanie z kobieta w sanatorium,
        w odroznieniu chocby od ledwo zaznaczonego malzenstwa). Ze w koncu przychodzi.
        Ze nie wymagajac od naszego luskania fasoli
        nic wielkiego tworzy z niego narracje, tworzy historie pelna sensu i znaczenia,
        chocbysmy sie od nich odzegnywali.



        Sila powiesci Mysliwskiego lezy w krystalicznie plynnym polaczeniu tych tematow,
        w pokazaniu jak drugi nieustannie ingeruje w pierwszy, a trzeci stoi nad nimi
        obydwoma. Struktura ta wymaga pelnej dyscypliny jezykowej, i umiejetnosc
        zachowania jej jednoczesnie bez napisania powiesci monotonnej i po prostu nudnej
        swiadczy o klasie autora. Nie jest to dla mnie mimo wszystko powiesc tej miary
        co 'Kamien na kamieniu', gdzie kreacja narracyjna byla znacznie mniej
        przezroczysta, a co za tym idzie, znacznie bardziej efektowna. Pozostaje jednak
        ksiazka wazna.

        Z uklonami,
        NN
        • stella25b Re: Luskanie wrzesniowe by NNtoperz 04.10.06, 11:17
          Podoba mi sie Twoja interpretacja i wydzielenie 3 poziomow tematycznych w
          Traktacie. Rzeczywiscie one wyjatkowo sie ze soba zazebiaja i bez siebie nie
          moga istniec. To chyba najwiekszy atut tej ksiazki, ta jej budowa z
          opracowaniem tematu.
          Chcialam jeszcze powrocic do tego nieszczesnego kapelusza, ktory w zasadzie
          odgrywa w tej ksiazce role symbolu. Ty piszesz ze jest to : „tesknota za czasem
          minionym jest tesknota raczej uniwersalna, niz konkretnie
          rzeczpospolitopolska“. I masz duzo racji. Ja bym powiedziala, ze jest to
          przede wszystkim teskonta za lepszymi, doskonalszymi czasami w ktorym przyszlo
          tym ludziom zyc. Jest to tesknota za stara kultura i jej manierami w stosunku
          do nowych proletariackich trendow narzucanych przez wladze. Widac to takze w
          scenie Balu (krajowym), kiedy autor dziwi sie, ze wszyscy jego uczestnicy maja
          na twarzach te same maski, kiedy na balach w krajach Europy Zach. Ludzie
          posiadaja maski roznorodne.
          Powiedzialabym, ze Mysliwski wyraza tu zal, za starym systemem, ktory
          zamieniony na nowy komunistyczny, niszczy wszystko, co moze laczyc sie
          ze „starymi czasami, czyli odrzuca historie i kulture kraju.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka