Dodaj do ulubionych

Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :)))

27.03.03, 15:57
Był sobie pewien mały facecik. Nazwijmy go panem Y. Mieszkał on ze swoją
macochą i dwoma złymi braćmi. Cały czas kazali mu sprzątać po ich balangach,
puszki, orzeszki i chipsy. A czasem nawet prezerwatywy. Syf.
W pobliżu, u najpiękniejszej dziewczyny z okolicy miała odbyć się bibka. Źli
bracia zostali zaproszeni, a pan Y jako ten ciamajda niestety został olany
sikiem prostym. Został sam w domu i w kącie cicho marszczył freda, bo żadna
dziewczyna nawet na niego nie spojrzała nigdy...
Nagle szask prask i w pokoju pojawiła się dobra wróżka. Pan Y został zastany
z fredem w ręku. Wróżka gdy to zobaczyła zemdlała. Pan Y schował go
pośpiesznie do spodni i ocucił wróżkę.
Wróżka była trochę zniesmaczona, ale mówi.
-Chcesz iść na bibkę z panienkami i wódą?
-No jasne.
Wtedy wróżka zamieniła dres pana Y w piękny garnitur.
-Ale z twarzą nic nie zrobię- powiedziała.
-Mniejsza o to. Daj mi bryczkę.
Potem zamieniła stół w ferrari.
-Możesz jechać.
Pan Y jak to miał w zwyczaju zmarszczył się i mówi.
-Wiesz co wróżko. Mam hemoroidy i nie mogę tańczyć. Mogłabyś coś z tym zrobić.
Wróżka wyciągnęła czopek i dała panu Y.
-Ale masz wrócić do domu przed północą. Pamiętaj to ważne- rozkazała.
Pan Y pojechał. Dziewczyny były zachwycone ferrari i chociaż pan Y miał twarz
niewyjściową leciały na niego. Tańczył, pił i szalała. Dopiero minutę przed
północą zauważył, że trzeba biec do domu. Wybiegł na schody, a wtedy wybiła
dwunasta i czopek zmienił się w dynię....
Obserwuj wątek
    • xanatos1 Re: Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :) 27.03.03, 15:59
      Przecież nie nazwę go panem X... :-)))
      • xanatos1 Re: Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :) 27.03.03, 16:13
        Ach i morał jeszcze. Morał jest taki; jak masz hemoroidy to leż w domu na
        brzuchu, a nie skacz na imprezach...
        • aise_ Re: Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :) 27.03.03, 19:03
          przyznam, że fragment z dynią po północy zrobił na mnie największe wrażenie...
          :-)))))

          no ale weź pod uwagę, że opowiadasz bajeczki damie, więc niechże będą nieco
          bardziej do cenzuralne (nie żebym się specjalnie zgorszyła, ale jakies
          zaplątane dziecko moze przeczytać:-)))

          poza tym rzeczywiście nie uchodzi nazwać bohatera panem X, ale wiesz... jak by
          to powiedzieć... Ty zdaje się znajdujesz się w zasięgu rażenia osób, które
          moga uznac podobieństwo osób i zdarzeń za nieprzypadkowe...
          :-)))

          poza tym chcemy jeszcze, bo tego chichotu teraz wystarczy moze na jakiś singiel
          :-)))
          • xanatos1 Re: Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :) 27.03.03, 21:40
            aise_ napisała:

            > przyznam, że fragment z dynią po północy zrobił na mnie największe
            wrażenie...
            > :-)))))

            Cieszę się Twoim szczęściem :)))


            > no ale weź pod uwagę, że opowiadasz bajeczki damie, więc niechże będą nieco
            > bardziej do cenzuralne (nie żebym się specjalnie zgorszyła, ale jakies
            > zaplątane dziecko moze przeczytać:-)))

            No problemo dammo :))) Będą mniej harcore...


            > poza tym rzeczywiście nie uchodzi nazwać bohatera panem X, ale wiesz... jak
            by
            > to powiedzieć... Ty zdaje się znajdujesz się w zasięgu rażenia osób, które
            > moga uznac podobieństwo osób i zdarzeń za nieprzypadkowe...
            > :-)))

            To one znajdują się w moim polu rażenia, li tylko... :))



            > poza tym chcemy jeszcze, bo tego chichotu teraz wystarczy moze na jakiś
            singiel
            > :-)))


            Coś wymyślę. Np o śpiącej królewnie i siedmiu krasnoludkach... albo może
            lepiej nie... :))) Pomyślę.

            Pozdrówka
            • aise_ Re: Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :) 27.03.03, 22:01
              > To one znajdują się w moim polu rażenia, li tylko... :))

              jeśli te osoby przeczytają i przeżyjesz przez kilka nastepnych bajek, to
              uwierze, szczególnie, ze chyba nam jeszcze nie do końca wybaczył tego
              aragorna..:-)))

              > Coś wymyślę. Np o śpiącej królewnie i siedmiu krasnoludkach... albo może
              > lepiej nie... :))) Pomyślę.

              wiesz co? o spiącej krolewnie i krasnoludkach to chyba rzeczywiście nie... ja
              jestem z tych co czytaja taka literaturę i sie rumienią:-))))

              no mysl bracie, myśl...


              > Pozdrówka
              i wzajemnie
              • xanatos1 Re: Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :) 27.03.03, 22:22

                > jeśli te osoby przeczytają i przeżyjesz przez kilka nastepnych bajek, to
                > uwierze, szczególnie, ze chyba nam jeszcze nie do końca wybaczył tego
                > aragorna..:-)))


                Aragorn nie w kij dmuchał... :))) Chyba wybaczył, ale licho go wie. Plecami
                się do niego nie odwracam, jeszcze by ten, tego... nóż mi w nie wepchnął :))



                > > Coś wymyślę. Np o śpiącej królewnie i siedmiu krasnoludkach... albo może
                > > lepiej nie... :))) Pomyślę.
                >
                > wiesz co? o spiącej krolewnie i krasnoludkach to chyba rzeczywiście nie...
                ja
                > jestem z tych co czytaja taka literaturę i sie rumienią:-))))

                Brak stalowych nerwów w tych niepokojących czasach jest mało chwalebny ;))



                > no mysl bracie, myśl...

                Myślę, myślę, a Ty zamknij oczka i zaśnij spokojnym snem :))


                > > Pozdrówka
                > i wzajemnie

                Dobranocka
                • aise_ Re: Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :) 27.03.03, 22:30
                  > Aragorn nie w kij dmuchał... :))) Chyba wybaczył, ale licho go wie. Plecami
                  > się do niego nie odwracam, jeszcze by ten, tego... nóż mi w nie wepchnął :))

                  mnie co prawda też zapewniał, że będziemy żyć, ale wiesz jak to jest...
                  uważaj na te plecy w każdym razie
                  :-))

                  > Brak stalowych nerwów w tych niepokojących czasach jest mało chwalebny ;))

                  jak to mało chwalebny? świadczy li i jedynie o wrażliwości, delikatności i
                  calej reszcie przymiotów
                  :-)

                  > Myślę, myślę, a Ty zamknij oczka i zaśnij spokojnym snem :))
                  spróbuje, ale obawiam sie, że szanse są marne...

                  > Dobranocka
                  dobranocka
                  :-)
    • xanatos1 Re: Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :) 28.03.03, 11:40
      Jaś i Małgosia to byli prawdziwi wyrzutkowie społeczeństwa. Prochy sprowadzane
      z pobliskiej wsi zwanej Holandia, wóda i ostra muzyka, której nie mogła znieść
      cała ich spokojna wieś w której mieszkali. Rozwalali wiecznie magnetofon i
      robili pogo. Ich rodzice znikli w dziwnych okolicznościach. Mówiono, że to Jaś
      z Małgosią się ich pozbyli, ale nikt nie potrafił tego udowodnić. We wsi był
      jeden policjant i to taki, który jak szedł na pogrzeb to kupował tabliczkę
      czekolady, zamiast kwiatów... Po prostu nie był za bardzo rozgarnięty. Poza tym
      ze wsi co jakiś czas ginęły różni ludzi. Znikali. Nie wiadomo co się z nimi
      działo.
      Pewnego dnia niestety w Holandii wybuch wielki pożar i się cała spaliła.
      Mówili, że to Ben Laden, ale prawda była taka, że to stało się po bitwie
      kibiców PSV i Ajaxu. Jaś załamany wrócił do domu i mówi do Małgosi.
      -Małgosiu nie mamy już skąd brać prochów. Dostawy spalone.
      Małgosia zaciągając się ostatnim skrętem i o mało się nie udławiła.
      -Jak to- spytała w szoku.
      -Niestety. Takie życie.
      Jasiu pogryzając mydło zastanawiał się skąd wziąć proch. Jednak mydło wcale nie
      czesze tak dobrze jak myślał i po pewnym czasie był już na głodzie. Małgosia
      zresztą też.
      -Słyszałam, że pod szkołę czasem podjeżdża samochód i z niego sprzedają proch-
      wyszeptała cicho Małgosia.
      -Idziemy- powiedział Jasiu chodź anafilaktycznie nienawidził szkoły.
      Stanęli obok i czekają. Nagle podjechał czarny samochód. Szyba uchyliła się
      lekko i głos zaprosił ich do środka.
      -Siadajcie z tyłu- powiedział ktoś.
      Jaś i Małgosia usiedli na tylnich siedzeniach. Patrzą a tam stara babcia.
      -W Holandii dealerzy wyglądają trochę inaczej- powiedział Jaś do babci.
      -Bo w Holandii mają system metryczny- odparła babcia.
      -To chyba we Francji- powiedziała Małgosia.
      -A tak. Pulp Fiction oglądałam dość dawno i już nie pamiętam- powiedziała
      babcia.- Dobra przejdźmy do interesów.
      -Mój ma 30 cm- powiedział Jasiu.
      -Bez jaj- odparła babcia.
      -No bez jaj- dodał Jasiu uśmiechając się niewinnie niczym aniołek.
      -Dobra bez jaj, ile chcieliście towaru.
      -Trochę koki, trochę amfy, cif, oraz ludwik, LSD, i jakieś chrupki. Mogą być
      serowo-cebulowe.
      Gdy Jaś to powiedział, nagle zamknęła się szyba pomiędzy rodzeństwem, a babcią-
      dealerem. Patrzyli na to zdziwieni.
      -Chrupków serowo-cebulowych nie mam- powiedziała babcia i powoli zaczęła zrywać
      swoją twarz.
      -Babciu to chyba boli- powiedziała Małgosia.
      -To maska durna pało- i kiedy maska zeszła ukazał się im gupi policjant.- Wasi
      starzy też chcieli kupić u mnie chrupki serowo-cebulowe, a ja nienawidzę
      takich, którzy je lubią dlatego ponieśli karę. Czeka was ten sam los.
      Policjant wcisnął jakiś guzik i nagle tylnia część samochodu zmieniła się w
      małe krematorium tak zwane turbo solarium. Po 5 minutach z Jasia i Małgosi
      został tylko popiół. I tak gupi policjant pozbywał się mętów... To znaczy tych
      którzy lubili chrupki serowo-cebulowe.
      A morał z tego taki; uważaj jakie chrupki lubisz. Nie każdemu może się to
      podobać.
      • aise_ Re: Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :) 28.03.03, 21:01
        o matko!
        serowo-cebulowe ich zgubiły...
        a co z policjantem?
        nadal gdzies grasuje?
        :-)))))))))))))

        p.s. jesz-cze, jesz-cze!
        :-)
        • xanatos1 Re: Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :) 30.03.03, 01:18
          aise_ napisała:

          > o matko!
          > serowo-cebulowe ich zgubiły...
          > a co z policjantem?
          > nadal gdzies grasuje?
          > :-)))))))))))))
          >
          > p.s. jesz-cze, jesz-cze!
          > :-)
          >


          Dobrze, dobrze kobieto nienasycona... niech trochę odpocznę. W końcu jestem
          tylko facetem... :))))
          • aise_ Re: Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :) 31.03.03, 11:24
            no właśnie i dlatego powinieneś by silny, wytrzymaly i nieustraszony
            :-)))
    • xanatos1 Ech pani doktor... :) 31.03.03, 13:04
      Stalowa brama z piekła rodem
      Jest za nią świątynia skuta lodem
      Demony przed nią cicho warują
      Wstają gdy tylko wędrowca czują

      Wielu padło przed tymi wrotami
      Przeszyci ich zimnymi grotami
      Obok jeziorko z krwi miłości
      Pod ziemią trupów bieleją kości

      Tylko aniołek mógł je otworzyć
      Wielki, piękny klucz do bramy włożyć
      Demony padły przed jej obliczem
      Była na nich jedynym bożym biczem

      Była prawdziwym anielskim cudem
      Lecz to opisać jest moim trudem
      Jej oczy tak pięknym blaskiem jaśniały
      Jej usta blade cudownie wołały

      Słyszawszy jej głos brama stalowa
      Do otwarcia była już prawie gotowa
      Pchnęła ją swoją malutką ręką
      Wrota jęknęły z wielką męką

      W głębi ołtarz pięknie zdobiony
      Ze szczerego złota wyrzeźbiony
      Wyglądał jak serce jaśniejące
      Wielką ciemność świątyni mącące

      Podeszła wolno do światła tego
      Źródełka czucia mego małego
      Położyła dłonie na mej duszy
      Słyszałem jak gruby lód się kruszy

      Zajaśniała mą świątynia cała
      Rozjaśniła ją jej postać mała
      Twą sprawką jest odzyskanie siły
      Dziękuję ci aniele mój miły

      Potem odeszła cicho jak przyszła
      Przed bramę mej duszy wolno wyszła
      Odeszła ode mnie moja miła
      Lecz całą siebie mi zostawiła
      • aise_ no to sie zrobiło 31.03.03, 13:17
        lyrycznie...
        nie będę sie bawić w "co poeta miał na myśli"...

        już wiem jaki masz dzisiaj nastrój
        :-)
        • xanatos1 Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 13:20
          aise_ napisała:

          > lyrycznie...
          > nie będę sie bawić w "co poeta miał na myśli"...
          >
          > już wiem jaki masz dzisiaj nastrój
          > :-)
          >


          Tak. Bardzo lyrycznie i 10 sylabowo :))
          Poeta nie miał nic na myśli oprócz aniołka zwanego Lilith. :))

          Nastrój zmienny mam. Cyklofrenia... :)))
          • aise_ Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 13:36
            > Tak. Bardzo lyrycznie i 10 sylabowo :))
            > Poeta nie miał nic na myśli oprócz aniołka zwanego Lilith. :))

            tak też myślałam
            tylko nie wiedziałam ktory to aniołek
            :-)

            > Nastrój zmienny mam. Cyklofrenia... :)))
            albo psychoza jakaś
            ale nie martw sie - to sie leczy...
            :-)
            • xanatos1 Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 13:42
              aise_ napisała:

              > > Tak. Bardzo lyrycznie i 10 sylabowo :))
              > > Poeta nie miał nic na myśli oprócz aniołka zwanego Lilith. :))
              >
              > tak też myślałam
              > tylko nie wiedziałam ktory to aniołek
              > :-)


              To dusicielka dzieci. Ulubiona żona Szatana... Upadły aniołek :)))



              > > Nastrój zmienny mam. Cyklofrenia... :)))
              > albo psychoza jakaś
              > ale nie martw sie - to sie leczy...
              > :-)


              Wcale nie chcę się leczyć. Całkiem mi z tym dobrze. A zesztą kto wie co
              przyniesie przyszłość :))


              ps. Boże, nawet zacząłem pisać wiersze... :))) To faktycznie chore...
              • aise_ Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 14:11
                omyslałam sie, że nie chodzi o żadnego z aniołków charliego:-))))))))

                > Wcale nie chcę się leczyć. Całkiem mi z tym dobrze. A zesztą kto wie co
                > przyniesie przyszłość :))
                biorąc pod uwage to co napisałeś o celach, nadziejach i nostalgii - nie
                przyniesie nic dobrego...
                :-))))

                > ps. Boże, nawet zacząłem pisać wiersze... :))) To faktycznie chore...

                jeszcze nie. chore będzie jak zaczniesz je wygłaszać przy akompaniamencie
                bałałajki pod domami centrum:-)))
                • xanatos1 Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 14:21
                  aise_ napisała:

                  > omyslałam sie, że nie chodzi o żadnego z aniołków charliego:-))))))))

                  Tiaaa. Jednak to aniołek... :))))



                  > > Wcale nie chcę się leczyć. Całkiem mi z tym dobrze. A zesztą kto wie co
                  > > przyniesie przyszłość :))
                  > biorąc pod uwage to co napisałeś o celach, nadziejach i nostalgii - nie
                  > przyniesie nic dobrego...
                  > :-))))

                  Och dzięki pani doktor za pocieszenie :))) Nie wiem co będzie. Może to co
                  wydaje się nieszczęściem obróci się w szczęście. Tego nie wie nikt. Nawet ja
                  sam.


                  > > ps. Boże, nawet zacząłem pisać wiersze... :))) To faktycznie chore...
                  >
                  > jeszcze nie. chore będzie jak zaczniesz je wygłaszać przy akompaniamencie
                  > bałałajki pod domami centrum:-)))


                  A jak zacznę je wyśpiewywać przy dźwiękach fortepianu jak Nick Cave... :)))
                  Chociaż wolę konwencję Soundgarden... hehe
                  • aise_ Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 14:59
                    > Och dzięki pani doktor za pocieszenie :))) Nie wiem co będzie. Może to co
                    > wydaje się nieszczęściem obróci się w szczęście. Tego nie wie nikt. Nawet ja
                    > sam.

                    Proszę bardzo.:-))
                    Z tym obracaniem się nieszczęść to bywa rznie, z tego co sie orientuje, ale
                    byc może...
                    :-)

                    >
                    > > > ps. Boże, nawet zacząłem pisać wiersze... :))) To faktycznie chore...
                    > >
                    > > jeszcze nie. chore będzie jak zaczniesz je wygłaszać przy akompaniamencie
                    > > bałałajki pod domami centrum:-)))
                    >
                    >
                    > A jak zacznę je wyśpiewywać przy dźwiękach fortepianu jak Nick Cave... :)))
                    > Chociaż wolę konwencję Soundgarden... hehe

                    bedzie ok tylko jeśli masz głos chrisa cornella
                    (też wole tę konwencję)
                    bo jak nie to lepiej po prostu pisz i nie pisz(cz)
                    :-)
                    • xanatos1 Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 15:02

                      > Proszę bardzo.:-))
                      > Z tym obracaniem się nieszczęść to bywa rznie, z tego co sie orientuje, ale
                      > byc może...
                      > :-)

                      Mam nadzieję, że tak jest. Tak sobie dywaguję :))


                      > >
                      > > A jak zacznę je wyśpiewywać przy dźwiękach fortepianu jak Nick Cave... :))
                      > )
                      > > Chociaż wolę konwencję Soundgarden... hehe
                      >
                      > bedzie ok tylko jeśli masz głos chrisa cornella
                      > (też wole tę konwencję)
                      > bo jak nie to lepiej po prostu pisz i nie pisz(cz)
                      > :-)


                      Przecież wiesz jaki mam głos :)))
                      • aise_ Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 15:27
                        > Mam nadzieję, że tak jest. Tak sobie dywaguję :))

                        dywaguj sobie dywaguj
                        od dywagowania jeszcze nikt nie umarł
                        (jak na razie)
                        :-)

                        > > bedzie ok tylko jeśli masz głos chrisa cornella
                        > > (też wole tę konwencję)
                        > > bo jak nie to lepiej po prostu pisz i nie pisz(cz)
                        > > :-)
                        >
                        >
                        > Przecież wiesz jaki mam głos :)))

                        niby tak, ale skąd moge wiedzieć czy przy śpiewie nie zamienia Ci sie w
                        dyszkant? :-)))
                        • xanatos1 Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 15:30
                          aise_ napisała:

                          > > Mam nadzieję, że tak jest. Tak sobie dywaguję :))
                          >
                          > dywaguj sobie dywaguj
                          > od dywagowania jeszcze nikt nie umarł
                          > (jak na razie)
                          > :-)

                          Ech dzwoneczku... :))


                          > > Przecież wiesz jaki mam głos :)))
                          >
                          > niby tak, ale skąd moge wiedzieć czy przy śpiewie nie zamienia Ci sie w
                          > dyszkant? :-)))


                          Nie zmieni się w dyszkant, bo nie mam pojęcia co to znaczy... :)))
                          • aise_ Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 16:01
                            > > dywaguj sobie dywaguj
                            > > od dywagowania jeszcze nikt nie umarł
                            > > (jak na razie)
                            > > :-)
                            >
                            > Ech dzwoneczku... :))
                            :-)))))))))))

                            > > > Przecież wiesz jaki mam głos :)))
                            > > niby tak, ale skąd moge wiedzieć czy przy śpiewie nie zamienia Ci sie w
                            > > dyszkant? :-)))
                            >
                            >
                            > Nie zmieni się w dyszkant, bo nie mam pojęcia co to znaczy... :)))

                            taki milutki głosik, jaki mają gryzonie u disneya:-)))))))))
                            • xanatos1 Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 17:09

                              > > Ech dzwoneczku... :))
                              > :-)))))))))))

                              Ciszej chichocz, bo jeszcze usłyszy Cię twój mąż i będę miał przefiukane...
                              Podobno ma trzy metry, waży 150 kg i drzewa używa jako wykałaczki :))))



                              > > Nie zmieni się w dyszkant, bo nie mam pojęcia co to znaczy... :)))
                              >
                              > taki milutki głosik, jaki mają gryzonie u disneya:-)))))))))


                              Acha... No problemo :)))
                              • aise_ Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 17:15
                                > Ciszej chichocz, bo jeszcze usłyszy Cię twój mąż i będę miał przefiukane...
                                > Podobno ma trzy metry, waży 150 kg i drzewa używa jako wykałaczki :))))

                                siedzacy obok Ciebie towarzysz nieco przesadził - zaledwie 2'5 metra, a jako
                                wykałaczki uzywa tylko tych grubszych konarów a nie całego drzewa. poza tym ma
                                lagodny charakter...
                                :-)))))))))))

                                > > > Nie zmieni się w dyszkant, bo nie mam pojęcia co to znaczy... :)))
                                > > taki milutki głosik, jaki mają gryzonie u disneya:-)))))))))

                                > Acha... No problemo :)))
                                :-)))))))))))
                                • xanatos1 Re: no to sie zrobiło 31.03.03, 17:21
                                  aise_ napisała:

                                  > > Ciszej chichocz, bo jeszcze usłyszy Cię twój mąż i będę miał przefiukane..
                                  > .
                                  > > Podobno ma trzy metry, waży 150 kg i drzewa używa jako wykałaczki :))))
                                  >
                                  > siedzacy obok Ciebie towarzysz nieco przesadził - zaledwie 2'5 metra, a jako
                                  > wykałaczki uzywa tylko tych grubszych konarów a nie całego drzewa. poza tym
                                  ma
                                  > lagodny charakter...
                                  > :-)))))))))))


                                  Acha... No problemo... Czyli już boję się mniej o pół metra... :))))
    • xanatos1 Obiecana bajeczka po przerwie :) 06.04.03, 12:28
      Wódź wygrzebał się z pieleszy. Odrzucił ciężka kołdrę, która swoim ciężarem
      dusiła go całą noc. Jednak było zbyt zimno, żeby się odkryć i uwolnić spod tej
      upiornej, ołowianej kołdry. Miał zamiar kogoś ukarać za to.
      Punkt dziewiąta do drzwi zapukał jego adiutant. Nikt inny oprócz niego nie
      mógł wchodzić do sypialni, kiedy wódź w niej przebywał. Nie mógł przekroczyć
      progu. To był zakaz karany natychmiastową śmiercią. Kiedyś jedna pokojówka
      weszła omyłkowo do pokoju, kiedy wódz tam jeszcze był. Zginęła tego samego
      dnia rozstrzelana przez pluton egzekucyjny. Zostawiła troje dzieci oraz męża
      pijaka. Paradoksalnie wódź uratował dzieci i ich ojca, ponieważ ich matka
      miała zamiar zabić jutro całą swoją rodzina. Planowała to od dawna. Uważała,
      że ulży dzieciom w egzystencjalnym cierpieniu. Naczytała się filozofów i
      odbiło jej. Męża zaś chciała zabić z nienawiści. Zresztą mąż nie pożył długo.
      Tylko parę lat więcej od niej. Jej najstarszy syn utopił go w wannie i z
      sadystyczną przyjemnością uśmiechał się przy tym dziele swojego życia.
      Kiedy adiutant wszedł do pokoju ze śniadaniem wódz wymamrotał od razu.
      - Rozstrzelaj tych z kotłowni i tych co mi ślą łóżko.
      - Dobrze wodzu- powiedział adiutant bez zastanowienia.
      Wódz lubił go za ten brak refleksji. Cenił tę cechę u ludzi. Była dobra, bo
      tak nieskomplikowana.
      Adiutant postawił przed wodzem tacę ze śniadaniem i wyprostowawszy się jak
      struna zdał raport.
      - Paryż zajęty. Nasze wojska wkroczyły do niego nad ranem. Długo się bronili.
      Zupełnie to do nich nie podobne.
      - Miasto miłości zajęte. Miasto zarazy padło- rozpromienił się wódź i dodał.-
      Nie będzie już romantycznych wycieczek uliczkami Paryża. Całujących się
      publicznie par. Tej całej bezużytecznej zarazy.
      Wódz pogryzając bułkę rozmarzył się o świecie bez miłości. To był jego cel.
      Wytępić całą miłość ze świata. Żadnych więcej pocałunków tylko czysta
      prokreacja dla płodzenia. Żadnej czułości tylko czysta prokreacja dla
      rodzenia. Żadnego złączenia się ze sobą tylko czysta prokreacja dla istnienia.
      Chciał ludzkości wolnej od troski. Wolnej od tęsknoty. Nic z tego chaosu.
      Wódz mógł to urzeczywistnić, bo los zesłał mu człowieka, który wynalazł
      urządzenie do pomiaru ilości miłości w każdym człowieku. Wystarczyło je
      przyłożyć do badanego niczym stetoskop i na skali ukazywała się jak wielka
      jest miłość w człowieku. Czasem jednak urządzenie było zawodne, bo nie
      starczało skali i pękało. Zdarzało się to niezwykle rzadko lecz się zdarzało.
      Takich fanatyków rozstrzeliwało się na miejscu.
      Po całym świecie zajętym przez wodza szalały specjalne komanda z tymi
      czytnikami i mierzyły zawartość miłości w człowieku. Ci którzy mieli w sobie
      dopuszczalną dawkę miłości byli wysyłani tylko na specjalne szkolenie, które
      miał na celu je stępić. Codziennie musieli udawać się na takie wykłady. Tylko
      raz można było nie być na zajęciach. To była nieobecność usprawiedliwiona.
      Następnym razem trafiało się pod mur, zupełnie tak samo jak ci, którzy mieli
      niedopuszczalną dawkę miłości w sobie. Ci bez sądu byli rozstrzeliwani przez
      pluton egzekucyjny. To się działo na całym świecie, bowiem wódz ze swoją armią
      zajął go już całego i trzymał go swoją stalową dłonią.
      Oczywiście były różne grupy próbujące zabić wodza i jego władzę. Na przykład
      przed tygodniem grupa lekko uzbrojonych księży próbowała wedrzeć się do
      pałacu. Po krótkich walkach w holu i na schodach zostali rozbici w pył przed
      doborowe jednostki wodza. Opór ogólnie był słaby, więc wódz robił co chciał.
      - Co tam masz dla mnie- spytał adiutanta widząc jakieś papiery w jego ręce.
      - To są plany naszych naukowców co do wychowywania małych dzieci by w nich w
      przyszłości nie kiełkowała przypadkiem miłość. Parę zaleceń dla rodziców.
      - Tak. Trzeba dbać o naszą przyszłość- wydukał wódź powoli ubierając się i
      dodał przypominając sobie co chciał powiedzieć dużo wcześniej.- Nie zabijajcie
      w tym Paryżu dziwek. One są piękne. Takie czyste.
      - Rozkaz- powiedział adiutant podając wodzowi pas do munduru.
      - Z nimi zawsze wiadomo o co chodzi. Czysta wymiana- dokończył myśl wódź.
      Dzisiaj ze swojego balkonu miał wygłosić swoją tradycyjną poranną przemowę.
      Parę słów dla swojego miasta. Przed pałacem już kłębił się tłum. Jednak nie
      wznosił on radosnych okrzyków widząc swojego wodza w oknie. On nie lubił tej
      ostentacji i stanowczo tego zabronił Nie lubił tych krzyków „Niech nam żyje”
      czy podobnych pierdoł. Dla wyselekcjowanego przez egzekucję tłumu wszystko co
      mówił było niczym niezaprzeczalna prawda. Słuchali przemów w ciszy niczym
      jakiegoś misterium, jakiejś mszy.
      - Dzisiaj zajęliśmy Paryż. Ostatni bastion padł. Nic nie powstrzyma nas przed
      ostatecznym zwycięstwem. Wyplenimy tę zarazę, która przez tyle wieków
      gnieździła się w ludzki sercach. Pasożyta który dławił ludzkość. Przez nią nie
      mogliśmy stać się bogami. Ale teraz będziemy żyć w trzeźwość myśli i nie
      będzie już w ludziach chaosu. Wszystko będzie takie proste i czyste, kiedy
      pasożyt zdechnie.
      Nagle ktoś z tłumu krzyknął.
      - Ona jest wiejącym wiatrem. Jest piorunem. Żeby ją zabić będziesz musiał
      zabić nas wszystkich.
      Na mężczyznę który to powiedział rzucili się wszyscy którzy obok niego stali.
      Kobiety, dzieci, starcy, nawet staruszka o kulach z krzykiem.
      - Dawać go mnie.
      Skopali go. Nawet żołnierze nie musieli się po niego fatygować. Wódz już na to
      nie patrzył. Wrócił do swojego pokoju. Zamknął drzwi na klucz. Przez chwilę
      chodził po pokoju dochodząc do konkluzji „kiedyś ze strachu przestaną kochać”.
      W końcu podszedł do swojego sejfu. Odciągnął stalowe drzwiczki. Wyciągnął z
      niego paczuszkę zawiniętą w zwykłą codzienną gazetę. Usiadł za swoim biurkiem.
      Odwinął gazetę. W ręku trzymał jej zdjęcie. Uśmiechnął się. Postawił je obok
      siebie i zaczął pisać rozkaz eksterminacji mieszkańców Paryża.
      • aise_ piekna bajeczka 06.04.03, 12:59
        chociaz raczej nie napawa otucha. ech ta milosc... ludzie sie zabijaja z jej
        powodu...
        ;-)))

        a moze teraz jakas optymistyczna bajeczka z moralem?
        :-)

        p.s. jak tam kontrakt?
        • xanatos1 Re: piekna bajeczka 06.04.03, 15:18
          aise_ napisała:

          > chociaz raczej nie napawa otucha. ech ta milosc... ludzie sie zabijaja z jej
          > powodu...
          > ;-)))

          Mnie napawa ona i Ona wielką otuchą dzwoneczku... :)))


          > a moze teraz jakas optymistyczna bajeczka z moralem?
          > :-)

          Opowiem Ci, lecz muszę pomyśleć. :)


          > p.s. jak tam kontrakt?

          No cóż... jakoś głowy nie mam do procentów... znaczy się do procentów głowę
          mam, ale tych niewłaściwych... :))



          • xanatos1 Re: piekna bajeczka 06.04.03, 15:41
            Zbudzony o czwartej rano na początku śnieżnego kwietnia. Siadł do stołu by
            napisać pytanie. Czy czuje się lepiej. Wielkie miast jest tak zimne. Lecz,
            żyje on tam gdzie go rzuciło. Wielkie miasto jest zimne jednak muzyka za okna
            gra przez cały ranek. „Słyszałem, że zbudowałaś dom na pustyni. Żyjesz dla
            niczego. Mam nadzieję, że pamiętasz coś jeszcze”.
            Pytał się sam, czy kiedykolwiek czuł się czysty. „Ostatni raz kiedy się
            widzieliśmy wyglądałaś tak młodo. A ja chodziłem rozglądając się po świecie.
            Wracałem do domu z kimś innym”. Pamiętał ją z różą w ustach. Niczym kolorową
            cygankę. „Co mam ci powiedzieć moja miłości, mój zabójco. Co mam ci
            powiedzieć. Myślę, że tęsknie i przebaczam. Sam sobie myśląc o mojej drodze.
            Teraz chciałbym zdjąć ból z twoich oczu. Kiedyś myślałem, że to dobrze że on
            tam jest. Dlatego nigdy nic nie próbowałem z nim robić”.
            Pozdrawiam X
            • xanatos1 Re: piekna bajeczka 06.04.03, 22:37
              Jesteś tam moskiewski dzwoneczku :))
              • aise_ jestem jestem 07.04.03, 08:53
                dzyn dzyn
                :-)))

                czyżbyśmy ostatnio czytali hemingwaya?
                :-)))))

                p.s. jeszcze!
                :-)
                • xanatos1 Re: jestem jestem 07.04.03, 10:08
                  aise_ napisała:

                  > dzyn dzyn
                  > :-)))

                  No i wszystko jasne. Tylko czy moskiewskie dzwoneczki nie powinny dzwonić
                  cyrylicą? :)))

                  > czyżbyśmy ostatnio czytali hemingwaya?
                  > :-)))))

                  Ja nie lubit Hemingway. :))

                  > p.s. jeszcze!
                  > :-)

                  Jeszcze... jej mało. Wypompuję się... z pomysłów :)))
                  • aise_ prosze bardzo 07.04.03, 16:15
                    zaraz zadzwonie cyrylicą:-)))

                    дзынь дзынь
                    :-))))))))))))

                    dlaczego nie lubisz hemingwaya? czy wiesz dla kogo bije dzwon?
                    :-)

                    p.s. etam wypompujesz sie...
                    jestes wytrzymalym mezczyzna czy nie?
                    :-)))
    • xanatos1 Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić :) 07.04.03, 18:01
      Ewa moczyła nogi w wartkim potoku. Żar lał się z bezchmurnego nieba. Jednak
      Ewa nie czuła go tak mocno. Zimna woda wspaniale ochładzała jej nagie ciało.
      Patrzyła na ryby pływające pod taflą wody. Wydawało się, że wystarczy
      wyciągnąć rękę by je złapać. Pływały koło jej stóp. Niekiedy je obcierając i
      łaskocząc. Wtedy Ewa śmiała się.
      Cieszyła się życiem w tym raju stworzonym przez Boga. Cieszyła się wszystkim
      co istniało, a najbardziej cieszyła się swoim mężem; Adamem. Kochała go tak
      mocno jak Boga i wszystko co On stworzył. Adam kochał ją z równą siłą.
      Wydawało się, że przed sobą nie mają tajemnic. Nie odczuwają wstydu. Pragną
      tego samego.
      Zerwał się lekki wiatr. Delikatnie pogładził nagie plecy Ewy niczym jej mąż
      gładził je gdy spała. Aż się odwróciła by zobaczyć czy nie stoi on za nią.
      Lecz za nią nie stał jej mąż tylko uskrzydlona kobieta o pięknych, jasnych
      włosach opadających na jej pełną pierś.
      - Jesteś aniołem- spytała Ewa bez krztyny strachu.
      Kobieta uśmiechnęła się promiennie.
      - Jestem Lilith- odparła podchodząc do strumyka i Ewy.
      Ewie imię to nic nie mówiło. Nie wiedziała o jednej tajemnicy jakiej nie
      wyjawił jej Adam. Coś ukrył przed nią. Dawno temu Lilith była jego żoną.
      Pierwszą żoną. Adam nigdy nie powiedział o tym Ewie. Sam nie wiedział
      dlaczego. Przecież nie chciał mieć przed nią tajemnic. Wydawało mu się, że ją
      zrani opowiadając jej o Lilith. Postanowił nic nie mówić o tym wydawałoby się
      zamkniętym rozdziale swojego życia.
      Ich związek to była ciągła walka. Wiecznie się kłócili, ale i namiętnie
      kochali. Chwile ciszy były piękne, ale chwile walki były bardzo bolesne dla
      Adama i dla Lilith. Mimo, że ona była boską córką to jednak kochała go w
      ludzki sposób. Nadal go kochała. Czasem patrzyła na Adama i Ewę. Jak całowali
      się, obejmowali, kochali. Czuła nieopisaną zazdrość i wściekłość. Nienawidziła
      go i kochała. Ją tylko nienawidziła.
      Gdy Bóg zobaczył jak Adam męczy się z tą boską istotą stworzył inną boską
      istotę, lecz bardziej ludzką; Ewę, a w sercu Adama od razu zakiełkowała miłość
      do niej. Prawdziwa miłość od pierwszego wejrzenia. Z Ewą było inaczej. Wieczny
      spokój. Prawdziwy święty spokój.
      Lilith widząc doskonałe dzieło Boga uniosła się w powietrze i odleciała na
      pustynię, gdzie stała się demonem. Przez całe dnie robiła wyrzuty Bogu i
      wyklinała go w swej czystej nienawiści.
      - Ewo, czy chciałbyś znać przyszłość- spytała dotykając czule jej nagiego
      ramienia.
      Kobieta zdziwiła się tym pytaniem. Nie wiedziała o co chodzi tej skrzydlatej
      postaci.
      - Dlaczego mnie o to pytasz- rzekła.
      - Chcesz znać przyszłość ludzkości.
      Ewa zastanawiała się chwilę, a z każdą sekundą jej ciekawość wzrastała. Coraz
      bardziej i bardziej.
      - Dobrze- powiedziała do Lilith.
      Wnet po tych słowach Ewa zapadła w ciemność. Zobaczyła wszystko co czekało
      ludzkość. Lilith pokazała jej zabójstwa, wojny, głód, choroby, wściekłość,
      gniew ludzką, podporządkowanie. W jednej chwili wszystkie te obrazy
      przepłynęły przez głowę Ewy niczym powódź niszcząca wszystko co napotka.
      Zniszczyła jej niewinność i wiarę.
      - To jest przyszłość ludzi-powiedziała Lilith śmiejąc się w duszy.- Nie warta
      niczego. Będą się mnożyć i cierpieć. Mnożyć i zabijać.
      Ewa nie potrafiła temu zaprzeczyć. Nie wiedziała co myśleć. Wiedziała tylko
      tyle, że to co zobaczyła było złem. Strasznym złem, które miało ogarnąć świat
      wraz z człowiekiem. W jej oczach po raz pierwszy w życiu zaczaił się strach.
      Przez chwilę poczuła jakby w jej głowie coś się spalało. Tak bardzo piekły ją
      jej myśli.
      - Zastanów się nad tym- powiedziała Lilith odchodząc.
      Ewa kiedy wróciła do swojego domu wiedziała już co robić. Kiedy Adam chciał
      się z nią kochać ona odmawiała. Mimo swojej całej miłości do niego odmawiała.
      Tak było każdej nocy. Mąż nie poznawał jej. Widział w niej zmianę. Widział coś
      czego nie rozumiał; cierpienie.
      Teraz kiedy zasypiał śnił o Lilith. Coraz częściej ją wspominał. Nadal kochał
      swoją żonę, lecz śnił o namiętności Lilith. Wiedział, że jej ewentualne
      przybycie nie uczyniłoby go szczęśliwym. Pamiętał dobrze co mu obiecała
      odchodząc. Powiedziała zapalczywie „twój ród wyginie”.
      Adam i Ewa nie kochali się już od dawna. Fizyczność ich związku przestała
      istnieć. Adam już nawet nie pytał jej dlaczego. Lecz nastał dzień kiedy w mężu
      zaczęła wzrastać złość.
      - Dlaczego nie chcesz się ze mną kochać- spytał.
      Gdy Ewa nic nie odpowiedziała złapał ją za przegub ręki i spytał wściekle, a
      ona pierwszy raz w życiu zobaczyła go w takim stanie.
      - Dlaczego nie chcesz- powtórzył.
      - Bo nie chcę dać ci dzieci- odparła spokojnie.- Chcę, żeby człowiek przestał
      istnieć. Nie chcę narażać moich dzieci na cierpienie.
      Wtedy w Adama wstąpił gniew. Ewa wiedziała jak jej mąż pragnął mieć dzieci.
      Jak bardzo tego pragnął. Chciał mieć synów. Już nawet nadał im imiona; Kain,
      Abel i Set. Już ich podświadomie kochał. Myśląc o ty rzucił się na nią i
      chciał wziąć gwałtem, lecz nagle coś go poraziło i padł na ziemię. Czuł się
      jak sparaliżowany. Jego mięśnie zwiotczały. Nie czuł swojego ciała. Ewa
      przypadła do niego. Schyliła się i spojrzała w jego półprzytomne oczy. Wtedy
      usłyszeli głos Boga.
      - Nie jesteś godny, ani mojej miłości, ani jej miłości. Twoja gwałtowna natura
      nie ma prawa istnieć. Świat bez ciebie będzie dobry.
      - On nie chciał- powiedziała Ewa ze łzami w oczach.
      - Zawsze będą tak mówić- odparł Bóg.- Zawsze będą się tłumaczyć. Już podjąłem
      decyzję.
      Wtedy z ciała Adama odpłynął jego nieśmiertelny duch. Bóg postanowił, że
      pieczę nad światem będą miały same kobiety. Kobiety rodziły dziewczynki.
      Przychodził na każdą taki czas. Nawet współcześni naukowcy nie wiedzą jak to
      się dzieje. To jest jak cud. Te narodziny.
      Ewa patrzyła jak z Adama odeszło życie i została sama. Potem urodziła córkę i
      nie była już sama Gdy jej córeczka dorosła powiedział do matki „Mamo czuję
      jakąś pustkę”. Ewa jednak nic nie powiedziała o mężczyźnie. Zabrała swoją
      tajemnicę do grobu. Od tej pory każda kobieta czuła dziwną pustkę. Brak było
      pożądania, brak było zwykłej miłości. Lecz Bogu świat ten wydawał się lepszy,
      czystszy. Taki jaki prawie powinien być.
      • aise_ Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:36
        ladna bajeczka. nie poprawiaj.
        :-))

        tutaj ciiiiicha noc, a TAM?
        :-)
        • xanatos1 Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:40
          aise_ napisała:

          > ladna bajeczka. nie poprawiaj.
          > :-))

          :))


          > tutaj ciiiiicha noc, a TAM?
          > :-)
          >

          U Ciebie ciiicho noc, a tu... tutaj człowiek cierpi za miłość. Jeszcze
          bardziej niż kiedykolwiek. Ach, widocznie tak musiało być. Jakoś przeżyję to
          dzwoneczku :)) Podobno u Ciebie, był mój szefu? Czy to praaawda?

          • xanatos1 Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:42
            Mianownik od dżdżu? Ja nawet nie wiem co to mianownik... :))
            • aise_ Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:46
              no mój drogi...
              bajkopisarz? nie wie?
              :-))

              no to zgaduj przynajmniej.
              :-)
              • xanatos1 Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:47
                aise_ napisała:

                > no mój drogi...
                > bajkopisarz? nie wie?
                > :-))
                >
                > no to zgaduj przynajmniej.
                > :-)
                >


                Dżdżdżee? :)))
                • aise_ Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:50
                  jesteś na prawie dobrej drodze:-)
                  równie trafne byłoby "dżedż"
                  :-))
                  • xanatos1 Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:51
                    aise_ napisała:

                    > jesteś na prawie dobrej drodze:-)
                    > równie trafne byłoby "dżedż"
                    > :-))

                    YEY nie wiedziałem :)) Człowiek się uczy całe życie. Jaki jest mianownik od
                    życie? :))
                    • aise_ Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:54
                      chyba nie uwierzyłeś w ten dżedż?
                      :-))))))

                      mianownika od zycie nie ma, jest tylko w wołaczu i to histerycznym
                      :-)))
                      • xanatos1 Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:58
                        aise_ napisała:

                        > chyba nie uwierzyłeś w ten dżedż?
                        > :-))))))

                        Uwierzyłem, bo jestem łatwowierny :))


                        > mianownika od zycie nie ma, jest tylko w wołaczu i to histerycznym
                        > :-)))
                        >

                        Jest; żyć... :))
                        • aise_ Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 23:15
                          ech ci łatwowierni mężczyźni...
                          :-)))

                          hmmm...
                          czy Ty moze czytałes "językoznawstwo" josifa wissarionowicza?
                          :-)))
                          • xanatos1 Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 23:17
                            aise_ napisała:

                            > ech ci łatwowierni mężczyźni...
                            > :-)))

                            Wstyd przyznać... łatwowierni :))

                            > hmmm...
                            > czy Ty moze czytałes "językoznawstwo" josifa wissarionowicza?
                            > :-)))
                            >

                            No, a jak... inaczej jakbym pisał bajeczki dla dzwoneczka :))
                            • aise_ Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 23:19
                              fakt - bez josifa żadna bajka nie jest prawdziwie bajkowa
                              :-))

                              czekam na tę wesołą bajeczke i idę spać - tutaj pora jest barbarzynska
                              :-)

                              dobranoc, dzyń dzyń
                              :-)
                              • xanatos1 Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 23:20
                                aise_ napisała:

                                > fakt - bez josifa żadna bajka nie jest prawdziwie bajkowa
                                > :-))
                                >
                                > czekam na tę wesołą bajeczke i idę spać - tutaj pora jest barbarzynska
                                > :-)
                                >
                                > dobranoc, dzyń dzyń
                                > :-)


                                Spróbuję dzisiaj w nocy coś wymyślić :))

                                dobranoc dzwoneczku dzyń, dzyń :))
          • aise_ Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:43
            twoj szefu?
            o ile sie orientuję (a raczej zgaduje wróżąc z tych skomplikowanych układów)
            to on dopiero będzie....
            :-)
            • xanatos1 Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:44
              aise_ napisała:

              > twoj szefu?
              > o ile sie orientuję (a raczej zgaduje wróżąc z tych skomplikowanych układów)
              > to on dopiero będzie....
              > :-)


              Mówiłem o Pawle D. Podobno znasz go... tak mówił mi tłumok. Może mnie
              okłamywał :))
              • aise_ Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:47
                no wiem o kim mówileś. wielbiciel aragorna nie okłamywał.
                bedzie u mnie pod koniec maja. a co? kota nie będzie - myszy będą harcowały?
                ;-)))
                • xanatos1 Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:49
                  aise_ napisała:

                  > no wiem o kim mówileś. wielbiciel aragorna nie okłamywał.
                  > bedzie u mnie pod koniec maja. a co? kota nie będzie - myszy będą harcowały?
                  > ;-)))
                  >
                  >


                  Hehe jakbyś zgadała. Cerber wyjedzie to my bedziemy mogli wszystko. Tylko mu
                  nie mów, że mówimy na niego cerber :))))
                  • aise_ Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:52
                    nie powiem
                    a on nie wie,ze jest cerberem?
                    :-)
                    • xanatos1 Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 22:57
                      aise_ napisała:

                      > nie powiem
                      > a on nie wie,ze jest cerberem?
                      > :-)


                      Wie, ale tylko podświadomie :))
                      • aise_ Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 23:16
                        może lepiej mu uswiadomoc?
                        może sie zmieni (o ja naiwna!)?
                        :-)))
                        • xanatos1 Re: Bajeczka, ale będę musiał ją kiedyś poprawić 08.04.03, 23:19
                          aise_ napisała:

                          > może lepiej mu uswiadomoc?
                          > może sie zmieni (o ja naiwna!)?
                          > :-)))


                          Niech zostanie taki jak teraz jest. Jest dość spoko, ale czujemy z tow. y
                          nadchodzącą zmianę na gorsze... co dla nas będzie straszne (rozumiesz sprawy
                          serca)... :))
    • xanatos1 Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 01:55
      Lekarz siedział w swoim gabinecie. Za pięć minut miał pojawić się pierwszy
      pacjent. Chciało mu się spać. Całą noc czytał książkę. Była tak wciągająca, że
      nie mógł opanować się i odłożyć jej na nocny stolik. Musiał przeczytać całą i
      dopiero wtedy mógł wypuścić ją z ręki. Teraz z niewyspania jego powieki
      opadały.
      Popalając porannego papierosa wpatrywał się w drzwi. Ktoś zapukał cicho. Po
      tym pan lekarz, który był psychologiem doszedł do wniosku, że ten kto puka
      jest nieśmiałym introwertykiem. Jednak ocena ta była błędna. Do pokoju wpadł
      roześmiany osobnik. Był wręcz nienaturalnie zadowolony. Jego oczy śmiały się i
      czuć był w nim wielki luz. Wyglądał tak jakby przed chwilą miał jakiś seks,
      nazywany też w pewnych menelskich kręgach ordynarnie; stosunkiem. Lekarz aż
      miał ochotę wyjść na korytarz i zobaczyć czy jego pacjent niczego nie zrobił
      recepcjonistce. Skądinąd ślicznej dziewczynie. Może niezbyt rozgarniętej, lecz
      ślicznej. Wszyscy jego męscy, a też niektórzy damscy pacjenci oglądali się za
      nią jak szła korytarzem. Dla tych nóg można było zabić, lub być zabitym przez
      jej dwumetrowego chłopaka. Bardzo wrednego i zazdrosnego typa ze szramą na
      twarzy, którą zrobił sobie poduszką. Może wydawać się to niemożliwe, ale on
      jakoś to uczynił. Też nie był specjalnie rozgarnięty.
      - Proszę usiąść- powiedział doktor jakby nie zauważył, że jego pacjent już
      wygodnie siedzi.
      - Dziękuję postoję- odparł mężczyzna uśmiechając się.
      Lekarz zaciął się trochę przy tej nieoczekiwanej odpowiedzi, lecz po chwili
      przeszedł do meritum.
      - Co pana do mnie sprowadza.
      Pacjent wodząc po ścianach wzrokiem i po kolei wpatrując się w liczne dyplomy
      powiedział z rozbrajającą szczerością w głosie.
      - Jestem szczęśliwy.
      - Słucham- powiedział lekarz jakby nie dosłyszał.
      - Odczuwam radość z życia.
      - To chyba dobrze.
      Mężczyzna spojrzał na lekarza i zmarszczył brwi w niezrozumieniu.
      - Jak to chyba dobrze. Panie doktorze. Cały czas jestem szczęśliwy. Nie mogę
      się uwolnić z tego stanu. To chroniczne jak katar. Wszystko wprawia mnie w
      zachwyt.
      Doktor po chwilowym zastanowieniu zadał pierwsze pytanie jakie przyszło mu do
      głowy.
      - Przejawia pan skłonności masochistyczne.
      - Nie. Nie noszę maski i nie lubię lateksu. Strasznie niemiły materiał.
      - Lateks to chyba nie jest materiał.
      - Widzę, że pan doktor zna się na tym lepiej ode mnie. Co brzydko się w domu
      bawimy- spytał przeciągle mężczyzn mrużąc brwi.
      Lekarz oburzył się lekko. Nie to żeby w domu nie ubierał się w lateksowe
      fatałaszki, ale nie chciał o tym rozmawiać z pacjentem. W końcu żona nie raz
      kazała mu gotować obiad w czarnej masce na twarzy. Mówiła, że to po to żeby
      włosy nie nasypały się do zupy, czy pierwszego dania, ale tak naprawdę
      strasznie ją to rajcowało. Powiedzmy nawet, że stymulowało seksualnie bardziej
      niż pieszczoty męża.
      - No co pan znowu mówi- obruszył się.
      - Nie. Ja tego nie potępiam. Po prostu pytam.
      - Porozmawiajmy o panu- chciał przeciąć ten wątek doktor.- Uważa pan, że
      szczęście jest dla pana złe. Czy tak.
      - Poniekąd. To trochę dziwne- powiedział mężczyzna nachylając się nad biurkiem
      i zaglądając bezczelnie w dokumenty, które leżały przed lekarzem.
      Lekarz złożył je i odłożył na bok. Nie lubił jak ktoś zaglądał w jego prywatne
      zapiski. Zresztą jak o czymś myślał to na kartkach rysował waginy i członki.
      Rysował to, bo tylko to umiał narysować. Nauczył go tego jego ojciec, który
      był słynnym malarzem. Tylko tego nauczył swojego syna. Niczego więcej. Ojciec
      nie miał dla niego czasu, bo cały czas malował. Waginy i penisy, które
      wystawiał w galeriach, a ludzie, którzy tam przychodzili mawiali „Jaka to
      wielka, wielka sztuka”. Faktycznie czasem malował bardzo duże sztuki.
      - Nie uważam, że szczęście to coś złego.
      - No wie pan. Ostatnio umarła moja teściowa i od tamtego czasu poczułem się
      szczęśliwy jak nigdy w życiu. A przecież to straszne.
      „No ja się nie dziwie szczęściu” pomyślał doktor myśląc o swojej upiornej
      teściowej. Wiecznie mówiła do niego w trzeciej osobie. Wiecznie było
      tylko „ten twój mąż to niedorajda, za kogo ty wyszłaś za mąż”. Pan doktor na
      początku próbował coś pyskować, ale teściowa była w gadce twardsza, więc
      spasował po roku. Było mu wszystko jedno. Teraz jak teściową coś do niego
      mówiła to słyszał tylko jedno „bleblebleble”. Nawet się nad tym nie
      zastanawiał i tylko przytakiwał.
      - A potem moja żona znikła- kontynuował pacjent.- To straszne, a ja byłem
      jeszcze bardziej szczęśliwy. Tak zadowolony z życia, że pomyślałem sobie, że
      to nienormalne. Dzieci widząc jaki jestem szczęśliwy, że ich matka przepadła
      wyklęły mnie i wyprowadziły się z domu. To było niczym orgazm. Szczęście mnie
      przepajało. Panie doktorze, czy to normalne.
      Lekarz popatrzył na mężczyznę. Uśmiechnął się i kiwając głową.
      - Pan jest zupełnie normalnym mężczyzną w średnim wieku. Też tak bym chciał...
      Następny proszę.
      • aise_ Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 08:46
        śmieszniejsze:-))))

        a morał?
        "zabij teściową to ci sie polepszy nastrój?"
        :-)

        p.s. jeszcze!
        :-)
        • xanatos1 Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 10:15
          aise_ napisała:

          > śmieszniejsze:-))))

          Cieszę się twoją dzwoniącą radością :))


          > a morał?
          > "zabij teściową to ci sie polepszy nastrój?"
          > :-)

          Bądź 40 latkiem bez zobowiązań, a będziesz szczęśliwy (tyczy tylko mężczyzn) :))

          > p.s. jeszcze!
          > :-)

          Jeszcze, jeszcze, jeszcze... jak dziecko :)))
          • aise_ Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 10:29
            > Cieszę się twoją dzwoniącą radością :))

            дзынь дзынь
            :-)))

            > Bądź 40 latkiem bez zobowiązań, a będziesz szczęśliwy (tyczy tylko
            mężczyzn) :)
            brzmi męsko-szowinistyczno-prosięciowato, ale Ci wybaczam, bo nie wiesz co
            czynisz, a poza tym napracowałes się nad tą bajką
            :-)

            > Jeszcze, jeszcze, jeszcze... jak dziecko :)))
            no jak dziecko...
            wzrost mnie do tego upoważnia
            :-)
            • xanatos1 Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 10:39
              aise_ napisała:

              > > Cieszę się twoją dzwoniącą radością :))
              >
              > дзынь дзынь
              > :-)))

              I już mi lepiej na duszy :))

              > > Bądź 40 latkiem bez zobowiązań, a będziesz szczęśliwy (tyczy tylko
              > mężczyzn) :)
              > brzmi męsko-szowinistyczno-prosięciowato, ale Ci wybaczam, bo nie wiesz co
              > czynisz, a poza tym napracowałes się nad tą bajką
              > :-)

              Każdy facet to szowinistyczna świnia w głębi duszy. Raz knur, raz przemiły,
              słodziutki warchlaczek :)))



              > > Jeszcze, jeszcze, jeszcze... jak dziecko :)))
              > no jak dziecko...
              > wzrost mnie do tego upoważnia
              > :-)


              :))) hihi
              • aise_ Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 10:45
                I już mi lepiej na duszy :))

                do usług
                :-)))

                > Każdy facet to szowinistyczna świnia w głębi duszy. Raz knur, raz przemiły,
                > słodziutki warchlaczek :)))

                świenie, świnie..
                ale miłe...
                :-)))))

                > :))) hihi
                nie bardzo rozumiem co ma oznaczać ten chichocik. to, że jestem pionowo
                upośledzona nie znaczy jeszcze, że można się ze zmnie śmiać
                :-)
                • xanatos1 Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 10:47

                  > I już mi lepiej na duszy :))
                  >
                  > do usług
                  > :-)))

                  :)))



                  > świenie, świnie..
                  > ale miłe...
                  > :-)))))

                  Hehe, wieeedziałem,że to powiesz :)))


                  > > :))) hihi
                  > nie bardzo rozumiem co ma oznaczać ten chichocik. to, że jestem pionowo
                  > upośledzona nie znaczy jeszcze, że można się ze zmnie śmiać
                  > :-)

                  Ważne, że nie poziomo :))) Małe jest pięęękne :))
                  • aise_ Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 10:54
                    odpowiedziałam, ale źle sie wysłało, więc usunęłam
                    jak dobrze mieć władzę!
                    :-)))

                    > > do usług
                    > > :-)))
                    > :)))

                    Ty sie nie śmiej, po potem Ci przysle rachunek
                    ;-)

                    > Hehe, wieeedziałem,że to powiesz :)))

                    Cholera - jestem przewidywalna!
                    :-)

                    > Ważne, że nie poziomo :))) Małe jest pięęękne :))
                    Też wieeeeeedziałam, że to powiesz....
                    :-))
                    • xanatos1 Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 11:19
                      aise_ napisała:

                      > odpowiedziałam, ale źle sie wysłało, więc usunęłam
                      > jak dobrze mieć władzę!
                      > :-)))

                      Władza dobra rzecz :))

                      > Ty sie nie śmiej, po potem Ci przysle rachunek
                      > ;-)

                      A wysyłaj, wysyłaj i tak poczty nie sprawdzam... :)) A komorników poszczuję
                      złym psem...



                      > > Hehe, wieeedziałem,że to powiesz :)))
                      >
                      > Cholera - jestem przewidywalna!
                      > :-)

                      Nie, nie. Jestem po prostu jasnowidzem i tyle :))


                      > > Ważne, że nie poziomo :))) Małe jest pięęękne :))
                      > Też wieeeeeedziałam, że to powiesz....
                      > :-))

                      Ale nie wiedziałaś, że moje przeciągnięcie słowa będzie na trzy "ę", a ja na
                      przykład wiedziałem twoje przeciągnięcie będzie na sześć "e" :))

                      ps. Jak dobrze Cię słyszeć dzwoneczku :))) już mi lepiej jednak komornika
                      poszczuję...
                      • aise_ Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 11:24
                        > Władza dobra rzecz :))

                        a owszem, owszem
                        :-)))

                        > A wysyłaj, wysyłaj i tak poczty nie sprawdzam... :)) A komorników poszczuję
                        > złym psem...

                        a kto powiedział, że ja przysle komornika? zapomniałeś przez chwile gdzie
                        mieszkam?
                        :-)))

                        > Nie, nie. Jestem po prostu jasnowidzem i tyle :))

                        a możesz mi powiedzieć jakie bedą numery w tym tygodniu w tutejszym lotto?
                        :-)))

                        > Ale nie wiedziałaś, że moje przeciągnięcie słowa będzie na trzy "ę", a ja na
                        > przykład wiedziałem twoje przeciągnięcie będzie na sześć "e" :))

                        podawaj te numery i sie nie mądrz
                        :-)

                        > ps. Jak dobrze Cię słyszeć dzwoneczku :))) już mi lepiej jednak komornika
                        > poszczuję...
                        obawiam się, ze mój "komornik" bedzie potrafił sobie poradzić z psem...
                        :-)
                        • xanatos1 Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 11:30

                          > a kto powiedział, że ja przysle komornika? zapomniałeś przez chwile gdzie
                          > mieszkam?
                          > :-)))

                          Windykatora chcesz na mnie nasłać? Wojna!!! :))) A ja przyślę po Ciebię Jasia i
                          Małgosię i trzy misie... no coś mi chyba nie wyszło?



                          > a możesz mi powiedzieć jakie bedą numery w tym tygodniu w tutejszym lotto?
                          > :-)))

                          8, 12, 13, 26, 45, 49
                          Do usług :)))



                          > podawaj te numery i sie nie mądrz
                          > :-)

                          Co się piekli, co się piekli. Już podałem :))



                          > obawiam się, ze mój "komornik" bedzie potrafił sobie poradzić z psem...
                          > :-)

                          A moje trzy misie to, to, to... :)))
                          • aise_ Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 11:35
                            > Windykatora chcesz na mnie nasłać? Wojna!!! :))) A ja przyślę po Ciebię
                            Jasia i Małgosię i trzy misie... no coś mi chyba nie wyszło?

                            wyszło, wyszło...:-)))
                            a poza tym jakiego windykatora? kto tu mówił o jakichś windykatorach? przyślę
                            wesołego gruzina (albo uzbeka), który podejdzie do Ciebie i przyjażnie,
                            poklepie po plecach i powie ojcowskim tonem cos w rodzaju: "wiesz tu nawet nie
                            chodzi o to, oddać kase czy nie..."
                            :-)))))

                            > 8, 12, 13, 26, 45, 49
                            > Do usług :)))
                            :-)))
                            dzieki

                            > > obawiam się, ze mój "komornik" bedzie potrafił sobie poradzić z psem...
                            > > :-)
                            > A moje trzy misie to, to, to... :)))
                            jeden z tych misiow co to do lasu bal sie iść, a ze strachu drżał jak liśc?
                            :-))
                            • xanatos1 Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 11:40
                              aise_ napisała:

                              > > Windykatora chcesz na mnie nasłać? Wojna!!! :))) A ja przyślę po Ciebię
                              > Jasia i Małgosię i trzy misie... no coś mi chyba nie wyszło?
                              >
                              > wyszło, wyszło...:-)))
                              > a poza tym jakiego windykatora? kto tu mówił o jakichś windykatorach? przyślę
                              > wesołego gruzina (albo uzbeka), który podejdzie do Ciebie i przyjażnie,
                              > poklepie po plecach i powie ojcowskim tonem cos w rodzaju: "wiesz tu nawet
                              nie
                              > chodzi o to, oddać kase czy nie..."
                              > :-)))))

                              "...to kwestia zasad misiu" - powiedział uśmiechając się i pokazując swoje
                              złote zęby. :)))



                              > > > obawiam się, ze mój "komornik" bedzie potrafił sobie poradzić z psem.
                              > ..
                              > > > :-)
                              > > A moje trzy misie to, to, to... :)))
                              > jeden z tych misiow co to do lasu bal sie iść, a ze strachu drżał jak liśc?
                              > :-))

                              To ten sam pluszowy miś :))
                              • aise_ Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 11:56
                                xanatos1 napisał:
                                > "...to kwestia zasad misiu" - powiedział uśmiechając się i pokazując swoje
                                > złote zęby. :)))
                                cos w tym rodzaju. widzisz jak sie rozumiemy?
                                :-))))

                                > To ten sam pluszowy miś :))
                                wiesz co? tego misia nie pwinienes nigdzie wysylac, tylko powinien siedziec w
                                domu i pic cieple mleczko, bo jeszcze oprocz windyka... eee... negocjatorow,
                                moze sie Toba Towarzystwo Opieki Nad Zwierzetami zainterwsowac
                                :-)
                                • xanatos1 Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 11:59

                                  > cos w tym rodzaju. widzisz jak sie rozumiemy?
                                  > :-))))

                                  Prawie bez słów :)))


                                  > > To ten sam pluszowy miś :))
                                  > wiesz co? tego misia nie pwinienes nigdzie wysylac, tylko powinien siedziec w
                                  > domu i pic cieple mleczko, bo jeszcze oprocz windyka... eee... negocjatorow,
                                  > moze sie Toba Towarzystwo Opieki Nad Zwierzetami zainterwsowac
                                  > :-)

                                  Już się interesowali i od tamtej pory próbuję udawać człowieka... :)))
                                  • aise_ Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 12:04
                                    > Prawie bez słów :)))
                                    biorąc pod uwagę liczbe postów, to rzeczywiście "prawie"
                                    :-))))

                                    > Już się interesowali i od tamtej pory próbuję udawać człowieka... :)))
                                    :-)))))))))

                                    moze napiszesz jeszcze jedna bajeczkę, a nie tylko ściemniasz i zyskujesz na
                                    czasie
                                    :-)
                                    • xanatos1 Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 09.04.03, 12:10
                                      aise_ napisała:

                                      > > Prawie bez słów :)))
                                      > biorąc pod uwagę liczbe postów, to rzeczywiście "prawie"
                                      > :-))))

                                      Właśnie widzę. Niedługo jakiś jubileusz będziemy obchodzić :)))



                                      > moze napiszesz jeszcze jedna bajeczkę, a nie tylko ściemniasz i zyskujesz na
                                      > czasie
                                      > :-)

                                      Oh Ty... dzwoneczku ;)) Coś wymyślę tylko jakoś mi się moja miłość przypomniała
                                      i jakoś ciężko się zrobiło... ale napiszę coś śmiesznego dla odreagowania :))
                                      • mala20033 Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 10.04.03, 16:07
                                        ..nie mysl o niej..ja tez musze o swej zapomiec...ach jak trudno jak jescze
                                        boli i to solidnie????Dlaczego nie ma Cie juz???
                                        A teraz cos na wesolo Waligorskiego..
                                        "Zrobil wilk elektrownie, lecz by prad uzyskac
                                        Spalal w niej caly wegiel z kopalni u liska.
                                        Kopalnia z elektrowni caly prad zzerala,
                                        Stad brak swiatla i wegla. Ale system dziala!"Caluski Wsiem..Mala
                                        • aise_ Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 10.04.03, 22:05
                                          piekny waligórski, ja najbardziej lubie wierzyki o rycerzu drepatu i bajeczki
                                          babci pimpusiowej
                                          a to jedna z ulubionych

                                          Latał sobie z radarem pewien gacek młody
                                          I po drodze omijał przeróżne przeszkody,
                                          Lecz właśnie gdy się cieszył, że je tak omija,
                                          Wpadłszy na jedną z przeszkód rozbił sobie ryja.

                                          w następnym odcinku Dreptak pod Legnicą
                                          :-)
                                          • xanatos1 Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 10.04.03, 22:20
                                            aise_ napisała:

                                            Och dzwoneczku chciałbym usłyszeć Twój śmiech dzisiaj. Byłoby mi lepiej.
                                            • aise_ Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 10.04.03, 22:41
                                              cos powaznego xan?
                                              • xanatos1 Re: Mam nadzieję, że śmieszniejsze :) 10.04.03, 23:16
                                                aise_ napisała:

                                                > cos powaznego xan?
                                                >
                                                >


                                                Stara bieda, że też człowiek ma uczucia... :(( :))
                                                Dziwne jest to, że czasami wyczuwa się komu można zaufać. Jakoś Tobie
                                                dzwoneczku ufam i właściwie mógłbym powiedziec wszystko. :))
    • xanatos1 Batalistyczna bajeczka dla dzwoneczka :) 11.04.03, 00:46
      Chłopak patrzył w górę na pięknie kolorowy meczet. Nigdy takiego nie widział z
      bliska. W Teksasie takich nie było. Była podobna pustynia jak w Iraku, ale
      takich meczetów nie budowali ludzie chodzący w kowbojskich kapeluszach. Co
      prawda w okolicy gdzie mieszkał był McDonalds podobny do meczetu, ale to nie
      to samo. Choć kolega z oddziału, który znał tego samego teksańskiego
      McDonaldsa powiedział do niego „wpadniemy na kurczaka”. Jemu wydawało się, że
      to restauracja, taka sama jak w Stanach.
      Chłopak podszedł bliżej i przyglądał się wzorom wymalowanym na murach. W
      ostrym słońcu mieniły się pięknymi kolorami. Obtarł z czoła pot, który spłynął
      spod ciężkiego hełmu. Chciał go zdjąć, ale przypomniał sobie o przestrogach
      kapitana, który mówił, że lepiej ich nie ściągać, bo nie wiadomo na kogo się
      trafi. Może na jakiegoś fanatyka z kamieniem. W najlepszym, przypadku.
      Gotował się w tym mundurze. Uginał się pod ciężarem ekwipunku i broni.
      Spojrzał na tłum. Wiwatował na cześć żołnierzy. Nie wszyscy się cieszyli, ale
      większość tak. Nawet bardzo. Widział jak starzec obejmował i całował
      zdziwionego, lecz roześmianego młodego żołnierza.
      On sam czuł jakąś ulgę widząc taką reakcję ludzi. Ich spontaniczną radość z
      upadku terroru jakiego on sam nigdy nie zaznał. Cieszył się też z tego, że
      nigdy czegoś takiego nie doświadczył. Chciało mu się płakać ze szczęścia, ale
      tłumił to w sobie. Ojciec zawsze mu powtarzał, że nie wolno okazywać uczuć.
      Bardzo często to powtarzał zanim umarł. Wtedy jego syn nie płakał nad jego
      trumną. Też stłumił to w sobie, ale nie był dumny z siebie. Widział w matki
      oczach pretensję i pytanie „dlaczego nie płaczesz”. Chciał powiedzieć „tak
      mnie wychował”, ale nigdy tego nie powiedział. Przecież wiedziała o tym dobrze.
      Dźwig zaczął powoli napinać liny zaczepione o wykonaną z brązu ogromną postać
      Husajna. Unosiły się ku górze, napinały. Pomnik powoli zaczynał przechylać się
      na bok. Wiwatujący tłum odsunął się na bok. Postać zachybotała się na swoich
      ogromnych nogach i upadła na brukowaną ulicę. Ludzie podbiegli do niej i w
      szale zaczęli ją bić czym popadnie. Nawet gołymi rękoma. Widział w nich ból.
      Widział jak czterdziestoletni mężczyzna uderzał tak silnie w metalową figurkę,
      że pokaleczył sobie dłonie, a mimo tego dalej bił ją. Jakby chciał oddać jej
      wszystkie swoje cierpienia. Żołnierz, który stał obok niego powiedział głośno.
      - To głupie.
      Jemu jednak nie wydawało się to takie głupie. Starał się zrozumieć ich
      nienawiść. Patrząc na ten szał zaczął pojmować co działo się w tym kraju przez
      lata. Te wszystkie stracone dni, miesiące, lata. Gdzie każdy mógł być twoim
      wrogiem. Gdzie tak trudno było o przyjaciół. Prawdziwych przyjaciół. W
      Washingtonie nie myśleli o tym, a on stojąc tam nie myślał o ropie tylko o
      tych ludziach, o ich życiu. Obchodziło go to naprawdę. Dopiero teraz. Poczuł
      się człowiekiem, a nie żołnierzem. Chciał podejść poklepać kogoś po plecach i
      powiedzieć „wszystko będzie dobrze”, ale stał i tylko patrząc na euforię. Czuł
      się szczęśliwy choć przecież jego dom był tysiące kilometrów stąd. Na zupełnie
      innej pustyni.
      Przyglądał się człowiekowi z zakrytą twarzą. Wydał mu się dziwny. Jego ruchy
      były jakieś sztywne, niezgrabne. Raptem szmata zakrywająca jego twarz opadła
      na ułamek sekundy. Nikt oprócz żołnierza nie zauważył tego. Wszyscy byli
      zajęci radością. Chłopak nie mógł uwierzyć własnym oczom w to co zobaczył. To
      był Husajn we własnej osobie. Nie wydawało mu się. Wiedział co widział. Te
      oczy poznałby wszędzie. Długo wpatrywał się w wizerunek dyktatora, kiedy
      oddział stacjonował na pustyni. Żołnierze przyczepili plakat Hiusajna do pala
      wkopanego w ziemie i strzelali do niego, ale przedtem chłopak zdążył mu się
      dokładnie przyjrzeć. Szukał w jego twarzy jakiś charakterystycznych cech zła,
      ale niczego takiego tam nie było. Niczego takiego tam nie znalazł. Ot zwykła
      twarz. Zapamiętał jednak dokładnie jego oczy. To był Husajn i stał jakie
      siedem metrów od niego, w tłumie ludzi. Żołnierzowi zaczęło bić mocniej serce.
      W pierwszej chwili chciał podejść do dyktatora i pojmać go. Zrobił krok, ale
      zatrzymał się. Spojrzał na euforyczny tłum, który w jednej chwili mógł zmienić
      się wściekłą tłuszczę. Gdyby ktoś się dowiedział, że stoi przy nich człowiek,
      który terroryzował ich przez tyle lat rozszarpaliby go gołymi rękoma. Oddział
      był za mały, żeby mógł powstrzymać tłum. Zresztą nie strzelaliby do cywili. On
      nie strzelałby. W najlepszym wypadku zabiliby tylko Husaina. Tłum by go zabił.
      Chciał powiedzieć do żołnierza stojącego obok „słuchaj stary tam jest Saddam”,
      ale nie wydusił z siebie słowa. Wiedział, że ten chłopak od razu poleciałby do
      dowódcy i nie wiadomo co by się mogło stać na tej brukowanej ulicy. Mężczyzna
      jakby przeczuwając, że żołnierz wie kim jest powoli zaczął się oddalać.
      Chłopak patrzył za nim.
      Prawda była taka, że o dziwo nie chciał mieć na rękach nawet krwi dyktatora.
      Nie chciał jatki. Nie chciał widzieć jak rozszarpują go. Nie chciał nikogo
      sądzić. Uważał, że Bóg go osądzi w swoim czasie. Teraz dopiero zaczął się
      zastanawiać po co stał się żołnierzem. Był nim tylko dlatego, bo jego ojciec
      tego chciał. Już o tym zapomniał, a dyktator powoli odszedł w kierunku pustyni.
    • xanatos1 Re: Bajeczki dla Aise, czyli królewny śmieszki :) 11.04.03, 10:29
      Skończył właśnie całonocną pracę. W głowie miał tylko wykresy i tabele. Był już
      dzień. Mimo, że długo nie spał, nie czuł zmęczenia. Chwilę stał nad biurkiem, a
      potem opadł ciężko na fotel. Patrzył przez okno naprzeciw którego siedział.
      Widział tylko kawałek dachu domu naprzeciwko i kawałek nieba. Było jasne,
      słoneczne. Długo patrzył na ten kawałek niebieskości.
      Myślał o swoim życiu. Uśmiechnął się, bo nie było wiele do myślenia. W końcu
      przypomniał sobie coś nad czym mógłby się zastanowić. Dzień swoich narodzin.
      Zawsze wydawało mu się, że je pamiętał. Jego matka często mówiła, że to
      niemożliwe, ale on zawsze uparcie twierdził, że pamiętam ten dzień. Nie to co
      było naokoło niego, raczej myśli, które mu towarzyszyły przy przyjściu na
      świat. Pamięta, że mrugał oczyma i myślał jaki to trudne tak cały czas mrugać.
      Łapał powietrze i myślał jak trudno jest oddychać. Myślał, że umiera. Może to
      był tylko sen, ale tak wyraźny. Wyraźniejszy niż całe jego życie.
      Raptem z nieba znikła niebieskość. Ściemniło się. Zrobiło się czarne. Zawiał
      silny wiatr, który gnał po niebie ciemne chmur, a raczej ogromną czarną chmurę.
      Wyglądały na tak ciężką, jakby miała zaraz spaść na ziemię. Była przerażająca.
      Zrobiło się nagle mroczno, a jemu zimno.
      - Jesteś- wyszeptał ktoś.
      Przeraził się tym głosem, który doszedł zza jego pleców. Odwrócił się szybko i
      zobaczył kobietę. Piękną dziewczynę o ognistych włosach.
      - Kim jesteś.
      Podeszła do niego i dotknęła jego ramienia. Przez koszulę poczuł jej ciepło.
      Przyjemnie rozeszło się po ciele i w jednej chwili przestał się bać.
      - Kim jesteś- powtórzył, wkładając kapcie i wstając z fotela.
      Stanął naprzeciw niej i patrzył w jej piękne oczy. Wtedy uczuł coś dziwnego.
      Jakby nieświadomość podpowiadała mu jakieś wspomnienie. Kobieta nie odwracała
      wzroku, tylko uśmiechnęła się i powiedziała.
      - Patrzę i widzę twoje ruiny i mury. Kiedyś też to potrafiłam. Teraz widzę cię
      jak na dłoni i cierpię, bo twoje życie to ciemna otchłań. Nigdy nie widziałeś
      tak naprawdę oczu swojego ojca. Jakiego są koloru- spytała.
      Zastanawiał się usilnie by sobie przypomnieć ojca. Jego twarz, ale nie był w
      stanie. Żadnych wspomnień w nim nie było. Szukał po omacku, ale nie znalazł.
      - Nie wiem. Jakiego są koloru.
      - Wiesz jak poznał twoją matkę.
      - Nie mam pojęcia- odparł od razu.
      Kobieta podeszła do biurka i oparła dłonie o blat. Spojrzała na sufit i
      powiedziała.
      - On siedział na krześle okrakiem z brodą na oparciu i bujał się. Krzesło cicho
      skrzypiało. Ona powiedziała „Jeśli będziesz się bujał dam ci w gębę.”.
      - Skąd to wiesz- spytał zdziwiony.
      - Kiedyś mi mówiłeś- odparła.
      - Przecież nawet cię nie znam.
      Kobieta spojrzała na niego wymownie i miękko bez żadnych pretensji w głosie
      powiedziała.
      - Myślałam, że będziemy ze sobą do końca. Ze sobą do końca świata. A potem
      poczułam coś innego. Obliczałam dni do twojego odejścia, lecz tych dni okazało
      się o wiele mniej niż mi się nawet wydawało. To było jak zdrada. Wiesz co jest
      największym grzechem człowieka. Nie nienawiść, lecz obojętność. A ty
      zgrzeszyłeś przede mną. Przed całym moim ukrytym światem. Chciałam wyrwać sobie
      serce, żeby pokazać ci jak cierpię. A potem pomyślałam, że gdy nie będę kochać,
      nikt nie zdoła mnie zranić. Ty nie zdołasz mnie zranić. Ale to silniejsze ode
      mnie. Byłam jak Chrystus idący na krzyż. Gdybym się wyrzekła to mój świat by
      się za mnie wstydzi, tak samo jak mój świat wstydzi się za ciebie. Kiedy
      byliśmy razem, czułam się jak w niebie. Dopóki nie uwięziłeś się sam za murem.
      Teraz widzę go jeszcze wyraźniej niż wtedy. Utopiłam wszystkie swoje miłości w
      tej największej ze studni. Byłeś wodą życia, lecz zmieniłeś się w cyjanek. Czy
      warto było kochać tak, aż do bólu. Teraz wiem, że tak.
      Mężczyzna myślał o jej słowach i nic nie czuł. Nic nie rozumiał. Zastanawiał
      się nad sensem i nie widział go.
      - Nigdy nie byliśmy razem- powiedział.
      - Czy na pewno. Czy byłbyś w stanie to zapamiętać. Ty, który wszystko
      spychasz w otchłań nieświadomości.
      - Chyba nie- odparł.
      - Przypomnij sobie.
      Mężczyzna znów opadł na fotel. Poczuł gorąco. Krew wyrzuciła krew w skronie, aż
      osłabiła go tym nieustannym drążeniem swojego mózgu. Nie mógł zebrać myśli. Ten
      czerwony strumień wypłukiwał je z głowy. Wypłukiwał wszystkie bezużyteczne
      myśli, i tylko jakieś mgliste wspomnienie zaczęło się zza nich wydostawać.
      - Wyciągnęłaś w moją stronę białą chusteczkę i wytarłaś dokładnie moje usta z
      krwi. Chusteczka była śnieżno biała i pachniała taką świeżością , a ty
      unurzałaś ją w mojej krwi. Czułem ciepło twojej dłoni koło ust. Jak niedaleko
      byłem od tego by ucałować ją moimi obolałymi wargami. Nie słyszałem co inni do
      mnie mówią. Wpatrywałem się w twoją twarz, gdy twój wzrok krążył po moich
      ustach. Patrzyłem w twoje smutne oczy. Były tak piękne w swoim smutku.
      Patrzyłem na ciebie. Czułem się tak jakbym rozbijał mury rękoma, jakbym biegł
      po pionowych ścianach, jakbym skakał w przepaść. Moje oczy zaszkliły się od
      łez. Myślałem o tym, że jesteś tak piękna, że nie mogę tego opisać słowami.
      Byłaś dla mnie czymś wykraczającym poza mnie. Nie starczało mi słów. Dla mnie
      to znaczyło tak wiele. O wiele więcej niż właściwie powinno. Zatraciłem
      proporcje i umysł mnie zawiódł.
      Upadł przed nią na kolana i powiedział.
      - Wybacz mi wszystko co uczyniłem. Byłem głupcem. Zapomniałem nawet twoją twarz.
      - Tak łatwo zaprzeczyłeś wszystkiemu- powiedziała, gładząc jego głowę.
      - Broniłem się przed bólem. Nic mnie nie może zranić. Nie chciałem by rany
      krwawiły do mojej głowy.
      - Wytarłeś wspomnienie o mnie. Wyparłeś uczucia.
      - Wiem. Nie chciałem potopu na pustyni- mówił.- Czasami jednak wracała mi
      świadomość. Budziłem się w nocy. Było tak cicho i ciemno za oknem. Tylko
      świecił księżyc. Rześkie powietrze nocy wlatywało się przez okno tak jak wieki
      temu w szczęśliwe dni mojego życia. Wszystko takie spokojne jak wieki temu, a
      ja w środku czułem narastającą pustkę i irracjonalny lęk. Zrywałem się łóżka i
      biegłem przez pokoje. Ze ściany ściągałem zabytkowy ostry nóź. Chciałem umrzeć.
      Nienawidziłem siebie. Jednak zatrzymywałem się w połowie drogi i wypuszczałem
      nóż z ręki. Popadałem w zapomnienie, ale teraz wszystko może wrócić, bo znów
      pamiętam.
      Kobieta spojrzała na niego i pokręciła przecząco głową.
      - Nic się nie wróci. Z twoją śmiercią umarłem. Umarłeś już wcześniej, a ja
      umarłam z tobą. Piekło to bezmiar tęsknoty- usłyszał od niej.- Jest to miejsce
      w którym nie ma nic. Tam mógłbyś uwierzyć bez problemu że nic nie ma. Jest
      takie miejsce. Nikt nas tam nie będzie męczył, nikt nie będzie tłamsi, ale
      jednak będziemy cierpieć. Będziemy cierpieć, bo nie ma tam niczego. Będziemy
      pragnąć. Będzie nas gnębiła tęsknota i żal, nieporównywalny z niczym innym i
      wtedy będziesz chciał by gdzieś było piekło gdzie rozrywa ciała, a nie duszę.
      Mężczyzna uniósł wzrok i już nie było kobiety. Znikła tak niespodziewanie jak
      się pojawiła. Wstał z kolan, usiadł za biurkiem. Patrzył na pochmurne niebo i
      myślał o swoim życiu. Uśmiechnął się, bo nie było wiele do myślenia.
      • aise_ bajeczka bajeczką 12.04.03, 12:35
        ale co Ty kombinujesz z tym odchodzeniem z netu?
        :-)
        • aise_ i jeszcze ps 12.04.03, 12:37
          wystarczy tylko sie troche rozchorować a tutaj takie rzeczy sie zaczynają
          dziać...
          • xanatos1 Re: i jeszcze ps 12.04.03, 17:43
            aise_ napisała:

            > wystarczy tylko sie troche rozchorować a tutaj takie rzeczy sie zaczynają
            > dziać...


            Z natu może odchodzę, ale nie od Ciebie dzwoneczku :)) Będę piała Ci bajeczki.

            • xanatos1 Re: i jeszcze ps 12.04.03, 17:44
              Zdrówka dzwoneczku :))
              • aise_ Re: i jeszcze ps 12.04.03, 20:05
                > Zdrówka dzwoneczku :))

                dzięki xan
                dzisiaj juz tylko 37'9 czyli prawie w normie...
                :-)

                p.s. tłumacze wlasnie bardzo ładne opowiadanie zatytułowane "Lilith"...
                • xanatos1 Re: i jeszcze ps 12.04.03, 20:12
                  aise_ napisała:

                  > > Zdrówka dzwoneczku :))
                  >
                  > dzięki xan
                  > dzisiaj juz tylko 37'9 czyli prawie w normie...
                  > :-)

                  Jakbym mógł to bym tę Twoją temperature wziął na siebie. No, ale tak się chyba
                  nie da :)))


                  > p.s. tłumacze wlasnie bardzo ładne opowiadanie zatytułowane "Lilith"...


                  Ech, moja Lilith odeszła... A co to za opowiadanie?
                  • aise_ Re: i jeszcze ps 12.04.03, 20:17
                    > Jakbym mógł to bym tę Twoją temperature wziął na siebie. No, ale tak się
                    chyba
                    > nie da :)))

                    nie da się, ale dzieki:-))

                    > > p.s. tłumacze wlasnie bardzo ładne opowiadanie zatytułowane "Lilith"...
                    > Ech, moja Lilith odeszła... A co to za opowiadanie?
                    przykre:-(
                    opowiadanie troche odjechane i nie w stylu calego zbiorku, ktory teraz
                    przerabiam, ale dobrze sie czyta.
                    poza tym nie wiem co z tego będzie bo tłumaczę je z gorączką:-)))
                    jak juz przerobie jakąś ilość to Ci prześlę albo co...
                    kcesz?
                    • xanatos1 Re: i jeszcze ps 12.04.03, 20:21

                      > nie da się, ale dzieki:-))

                      Co się nie da? Wszystko się da... :)))


                      > > > p.s. tłumacze wlasnie bardzo ładne opowiadanie zatytułowane "Lilith".
                      > ..
                      > > Ech, moja Lilith odeszła... A co to za opowiadanie?
                      > przykre:-(

                      No przykre... :))) Ale cieszmy się...


                      > opowiadanie troche odjechane i nie w stylu calego zbiorku, ktory teraz
                      > przerabiam, ale dobrze sie czyta.
                      > poza tym nie wiem co z tego będzie bo tłumaczę je z gorączką:-)))
                      > jak juz przerobie jakąś ilość to Ci prześlę albo co...

                      To dobrze. Gorączka wytłumia to co się dzieje na zewnątrz i lepiej się
                      pisze :)) To może być arcydzieło :))


                      > kcesz?

                      Kce... :)))
                      • aise_ Re: i jeszcze ps 12.04.03, 20:27
                        > Co się nie da? Wszystko się da... :)))

                        oj moge ci wyliczyć listę rzeczy, których sie nie da, np. przełozyć hełmu na
                        druga stronę:-)))

                        > No przykre... :))) Ale cieszmy się...

                        hmmm...
                        przykre, ale cieszmy się?
                        no to sie cieszę:-))))

                        > To dobrze. Gorączka wytłumia to co się dzieje na zewnątrz i lepiej się
                        > pisze :)) To może być arcydzieło :))

                        tak, szczególnie, że w tej chwili nawet grę słów tlumaczy mi sie migiem:-)))

                        > kcesz?
                        > Kce... :)))

                        no to dostaniesz jak przerobie kilka opowiadanek

                        a teraz wracam do łóżka, bo mnie pilnuje pewien Cerber i już slysze
                        powarkiwania, że "marsz do łóżka" i takie tam...
                        :-)))
                        • xanatos1 Re: i jeszcze ps 12.04.03, 20:34

                          > oj moge ci wyliczyć listę rzeczy, których sie nie da, np. przełozyć hełmu na
                          > druga stronę:-)))

                          Nie takie rzeczy się robiło ze szwagrem po pijaku :)))


                          > > No przykre... :))) Ale cieszmy się...
                          >
                          > hmmm...
                          > przykre, ale cieszmy się?
                          > no to sie cieszę:-))))


                          :))) Przecież nie przybiję się do krzyża...



                          > tak, szczególnie, że w tej chwili nawet grę słów tlumaczy mi sie migiem:-)))

                          I nie mówiłem :))


                          > > kcesz?
                          > > Kce... :)))
                          >
                          > no to dostaniesz jak przerobie kilka opowiadanek


                          Dzięks dzwoneczku :))


                          > a teraz wracam do łóżka, bo mnie pilnuje pewien Cerber i już slysze
                          > powarkiwania, że "marsz do łóżka" i takie tam...
                          > :-)))


                          Dobrze mieć jakiegoś Cerbera, który dba o człowieka :)))
    • xanatos1 Nasenna bajeczki dla dzwoneczka :) 13.04.03, 00:11
      Przed mały, biły domek, z małym, białym płotem zajechał samochód. Okolica była
      już dawno pogrążona we śnie. Po prostu prowincja. Wielkie miasto z którego
      przyjechał żyło nocą, a tutaj wszyscy spali. Nie lubił takich miejsc i tego
      miejsca też nie lubił. Nie lubił małych białych domków z małym białym płotem
      za którym ukrywały się szczęśliwe rodzinki. W takich miejscach wszyscy się
      znali. Te same gęby od lat. Rzygać się chciało.
      Siedział w swoim samochodzie. Patrzył na biały domek przez przyciemniane
      szyby. Zza swoich grubych jak denka okularów. Uśmiechał się dziwnie.
      Przypomniał sobie coś, a może zastanawiał się nad przyszłością. Nie można było
      poznać jakie myślał przepływają przez jego głowę. Jego oczy były tak martwe i
      zimne.
      Tego samego dnia z rana stanął przed lustrem w hotelowej łazience. Powoli i
      systematycznie golił swoje ciało. Tak powoli i systematycznie jak tylko można.
      Najpierw głowę. Potem tors i nogi. Nawet genitalia staranie ogolił i przy tym
      nawet się nie zadrasnął. Miał w tym wprawę.
      Zapłacił rachunek za pobyt i ruszył w drogę. Przejeżdżał przez wiele takich
      zapomnianych przez Boga miasteczek. W duchu mówił „zadupia”, aż wreszcie
      dotarł tutaj. Zaparkował po drugiej stronie ulicy i patrzył na biały domek.
      Uśmiechnął się jeszcze raz. Wyciągnął ze schowka pistolet, schował go do
      kieszeni i wyszedł z samochodu. Spojrzał w bok. Zobaczył dwóch młodych
      mężczyzn, którzy patrząc na niego przechodzili na przeciwną stronę ulicy. Nie
      chcieli ryzykować możliwej konfrontacji. W nocy gdy tylko lampy świecą może
      się wszystko zdarzyć. Nawet w takiej pozornie spokojnej okolicy.
      Jego siłę widać było na pierwszy rzut oka, a dziki wzrok zza okularów mógł
      przyprawić człowieka o dreszcze. Uśmiechnął się w ich kierunku ukazując swoje
      nienaturalnie długie kły. Pod wpływem tego widoku mężczyźni szybko
      przyśpieszyli kroku i już za chwilę znikli mu sprzed oczu.
      - Pora iść- powiedział do siebie i rzucił na chodnik cygaro, które trzymał w
      zębach.
      Pchnął furtkę i już był przy drzwiach wejściowych do białego domku, które
      nagle rozwarły się na oścież. Stanęła w nich mała, drobna kobieta. Kiedy go
      zobaczyła rozpromieniła się.
      - Usłyszałam twoje kroki- powiedziała.
      - Zawsze mnie wyczujesz- odparł i wyjmując z kieszeni pistolet dodał.- Kupiłem
      mu replikę. Taką jak chciał.
      Kobieta pokiwała głową, spojrzała na niego.
      - Ogoliłeś się dla mnie- powiedziała patrząc na jego łysą głowę.
      - Przecież zawsze to robię dla ciebie. Wiem, że lubisz kiedy jestem tak bardzo
      nagi.
      Przekroczył próg i poczuł się szczęśliwy. Nie myślał już o tym, że mieszka na
      zadupiu. Był szczęśliwy, bo zobaczył ją. Zapomniał o urokach wielkiego miasta.
    • xanatos1 Na chorobę mi bajeczka :) 14.04.03, 01:27
      Aise siedziała nad klawiaturom. Jeszcze rano miała 38 stopni, lecz pod wieczór
      temperatura lekko spadła i mogła zabrać się do pracy. Mąż nie wypuszczał jej z
      łóżka, ale gdy zasnął cichutko się z niego wymknęła i odpaliła komputer.
      Koło ręki leżała chusteczka, którą cały czas używał, gdy tylko nie pisała.
      Tłumaczyła parę opowiadanek. Podobały się jej, więc robiła to z przyjemnością.
      W domu było cicho i tak spokojnie, a ona skupiona na słowach. Temperatura
      odseparowała ją od otoczenia. Zapomniała o czasie. Nawet koc otulający ją
      zsunął się z jej ramion. Nie czuła chłodu, choć wcale nie było ciepło.
      Stukanie w klawisze zbudziło jej męża. Wstał z łóżka i ruszył w stronę pokoju
      w którym stał komputer. Aise usłyszała swojego trzymetrowego Cerbera. Wielki
      jak tur, ale delikatny jak aksamit. Cóż za szczęśliwe połączenie dla małej
      kobietki. Zaczęła szybciej przebierać rączkami. Musiała skończyć to
      tłumaczenie, a wiedziała, że on jej nie pozwoli. Była chora i miała leżeć w
      łóżku. To był priorytet na dzisiejszy dzień.
      Słyszała jego kroki. Zbliżał się nieubłaganie. „Jeszcze tylko jedno zdani”
      myślała. „Jak to przetłumaczyć” zastanawiała się w panice, a on był coraz
      bliżej. Kątem oka zobaczyła jego postać. Zaczęła z szybkością światła uderzać
      w klawisze. Był już trzy metry od niej, napisała pół zdania. Dwa metry.
      Jeszcze tylko jedno słowo. „Jak to się mówi” pytała się samej siebie. On metr
      od niej, a ona kropka. Koniec. Udało się. Porwał ją z krzesła i zaniósł do
      łóżka. Bez słowa. Teraz mogła już zasnąć.
      • aise_ :-))))))))))))))))))))))))))) 14.04.03, 11:17
        bez komentarza
        :-)))))))))))))))))))))
        • xanatos1 Re: :-))))))))))))))))))))))))))) 14.04.03, 22:55
          aise_ napisała:

          > bez komentarza
          > :-)))))))))))))))))))))
          >



          Aż tak nisko oceniłaś bajeczkę?... bez komentarza... :(((( hihihi dzwoneczku
          mam nadzieję, że Cerber dobrze Cię tam przypilnował i już masz 36 i 6 :)))
          • aise_ Re: :-))))))))))))))))))))))))))) 15.04.03, 12:38

            > Aż tak nisko oceniłaś bajeczkę?... bez komentarza... :(((( hihihi dzwoneczku
            > mam nadzieję, że Cerber dobrze Cię tam przypilnował i już masz 36 i 6 :)))

            bardzo wysoko ocenilam bajeczke
            jako proze dokumentalna
            :-)))

            nic sie nie poprawilo
            была u tutejszego врача
            получила antybiotyk
            Cerber pilnuje
            moze sie wreszcie poprawi?
            :-)

            a jak Tobie życie płynie bajkopisarzu?
            :-)
            • xanatos1 Re: :-))))))))))))))))))))))))))) 15.04.03, 13:53

              > bardzo wysoko ocenilam bajeczke
              > jako proze dokumentalna


              :))) Czyli prawie zgadałem... a może mam tam u was podsłuch... hihi :)))


              > nic sie nie poprawilo
              > была u tutejszego врача
              > получила antybiotyk
              > Cerber pilnuje
              > moze sie wreszcie poprawi?
              > :-)

              Niech pilnuje. Odprawię jakieś czary i się poprawi. Zobaczysz dzwoneczku. :)))


              > a jak Tobie życie płynie bajkopisarzu?
              > :-)


              Ach dzwoneczku, raz popadam w permanentny ból, raz jest mi wszystko jedno.
              Dzisiaj stanąłem przed lustrem i z nosa pociekła mi krew. Po bodzie, po
              klatce, w dół. Najzabawniejsze jest to, że śniło mi sie to samo tej nocy, ale
              to nie było deja vu tylko zwykły sen. To nie bajka. Jakbym poczuł dotknięcie
              Boga. Powiedziałbym Ci jeszcze coś, ale to nie jest coś takiego co można na
              takim publicznym-niepublicznym w sumie forum powiedzieć. Coś niesamowitego.
              • aise_ Re: :-))))))))))))))))))))))))))) 15.04.03, 17:46
                > :))) Czyli prawie zgadałem... a może mam tam u was podsłuch... hihi :)))

                wisi takie cos pod sufitem w naszym pokoju
                zawsze sie zastanawiamy co to jest:-))))

                > Niech pilnuje. Odprawię jakieś czary i się poprawi. Zobaczysz dzwoneczku.
                :)))

                okazuje sie, ze antybiotyk dziala
                plus jakies paskudztwo, ktore wywoluje u mnie sennosc
                ale poczaruj jeszcze
                :-)

                Powiedziałbym Ci jeszcze coś, ale to nie jest coś takiego co można na
                > takim publicznym-niepublicznym w sumie forum powiedzieć. Coś niesamowitego.

                to moze na maila? albo gazetowego albo wez od towarzysza:-)
                • xanatos1 Re: :-))))))))))))))))))))))))))) 15.04.03, 20:44
                  aise_ napisała:

                  > > :))) Czyli prawie zgadałem... a może mam tam u was podsłuch... hihi :)))
                  >
                  > wisi takie cos pod sufitem w naszym pokoju
                  > zawsze sie zastanawiamy co to jest:-))))

                  Właśnie to jest to :)))

                  > > Niech pilnuje. Odprawię jakieś czary i się poprawi. Zobaczysz dzwoneczku.
                  > :)))
                  >
                  > okazuje sie, ze antybiotyk dziala
                  > plus jakies paskudztwo, ktore wywoluje u mnie sennosc
                  > ale poczaruj jeszcze
                  > :-)


                  Poczaruję :)))


                  > Powiedziałbym Ci jeszcze coś, ale to nie jest coś takiego co można na
                  > > takim publicznym-niepublicznym w sumie forum powiedzieć. Coś niesamowitego
                  > .
                  >
                  > to moze na maila? albo gazetowego albo wez od towarzysza:-)


                  Napiszę na gazetowego.
                  • aise_ jubileusz 15.04.03, 21:49
                    setny post
                    cieszysz sie?
                    :-)))

                    a tego maila jeszcze nie ma

                    nie napisales czy nie doszedl?
                    • xanatos1 Re: jubileusz 15.04.03, 22:21
                      aise_ napisała:

                      > setny post
                      > cieszysz sie?
                      > :-)))


                      Baaardzo :)))

                      > a tego maila jeszcze nie ma
                      >
                      > nie napisales czy nie doszedl?
                      >


                      Musiał dojść. Podaj mi dzwoneczku swój adres na moją skrzynkę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka