xanatos1
27.03.03, 15:57
Był sobie pewien mały facecik. Nazwijmy go panem Y. Mieszkał on ze swoją
macochą i dwoma złymi braćmi. Cały czas kazali mu sprzątać po ich balangach,
puszki, orzeszki i chipsy. A czasem nawet prezerwatywy. Syf.
W pobliżu, u najpiękniejszej dziewczyny z okolicy miała odbyć się bibka. Źli
bracia zostali zaproszeni, a pan Y jako ten ciamajda niestety został olany
sikiem prostym. Został sam w domu i w kącie cicho marszczył freda, bo żadna
dziewczyna nawet na niego nie spojrzała nigdy...
Nagle szask prask i w pokoju pojawiła się dobra wróżka. Pan Y został zastany
z fredem w ręku. Wróżka gdy to zobaczyła zemdlała. Pan Y schował go
pośpiesznie do spodni i ocucił wróżkę.
Wróżka była trochę zniesmaczona, ale mówi.
-Chcesz iść na bibkę z panienkami i wódą?
-No jasne.
Wtedy wróżka zamieniła dres pana Y w piękny garnitur.
-Ale z twarzą nic nie zrobię- powiedziała.
-Mniejsza o to. Daj mi bryczkę.
Potem zamieniła stół w ferrari.
-Możesz jechać.
Pan Y jak to miał w zwyczaju zmarszczył się i mówi.
-Wiesz co wróżko. Mam hemoroidy i nie mogę tańczyć. Mogłabyś coś z tym zrobić.
Wróżka wyciągnęła czopek i dała panu Y.
-Ale masz wrócić do domu przed północą. Pamiętaj to ważne- rozkazała.
Pan Y pojechał. Dziewczyny były zachwycone ferrari i chociaż pan Y miał twarz
niewyjściową leciały na niego. Tańczył, pił i szalała. Dopiero minutę przed
północą zauważył, że trzeba biec do domu. Wybiegł na schody, a wtedy wybiła
dwunasta i czopek zmienił się w dynię....