Dodaj do ulubionych

4 lata zmeczenia

06.11.06, 01:59
Juz nie wytrzymam, siebie, pracy, lekarzy co nic nie pomoga, codziennosci.
Mialam super prace. Potem zmiana szefowstwa, klopoty, jak to w zyciu, tyle
ze szfow zmienilam przenoszac sie do lepszego dzialu, praca niby super,
kochajacy maz, finanse OK, a ja ledwie wytrzymuje- cialgle zmeczona, wszystko
mnie boli, kazdy miesien, nawt te male na twarzy. Kazde wstawanie (a musze
niestety przed switem, choc sowa jestem) to rozpacz. Po pracy - buch do
lozka, niech sie dzieje co chce. Wieczorem srodki przeciwbolowe albo
przeciwzapalne. Po obejsciu wielu lekarzy co nie mieli pojecia co ze mna
zrobic wreszcie dostalam etykietke: syndrom stalego zmeczenia, tyle ze sama
etykietka nie leczy. Jedyne co lekarz mi oferowuje to to, ze mi wypisze
dluzsze zwolnienie. Na zwolnieniach juz bylam, na dlugo nie pomoglo. Jesli
rzuce prace, to juz takiej nie dostane. Obowiazki poza praca zmniejszone do
minimum: z odwiedzaniem i zapraszaniem znajomych koniec (jak czlowiek czuje
sie zle, to nic nie cieszy, a wszystko meczy), maz gotuje, ja do pralki jakos
wrzucam, ale balagan u nas jak w akademiku podczas sesji.
Czy jest ktos w podobnej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • zlota-puma Re: 4 lata zmeczenia 06.11.06, 06:10
      Nie, ja nie jestem w podobnej sytuacji, po prostu... w innej...
      Ale empatii to nie przeszkadza, dlatego rozumiem, co czujesz :)

      Wiesz, któregoś dnia to się zmieni,zobaczysz. Kiedyś będziesz mogła odpocząć.
      A co musi się wydarzyć, byś zwolniła- tego nie wiem. Być może musisz dojść
      do...hm... odpowiedniego stanu desperacji...
      A poza tym zwróć uwagę na jedno : w tym całym kołowrocie jest ktoś, kto Ciebie
      wspiera - Twój mąż :)
      Doskonale wiesz, jakie to ważne, jestem pewna ;)

      Uwierz mi, czasem warto zwolnić obroty, kosztsm czegoś- wybrać. Bo niebawem już
      nic nie będzie Cię cieszyć, po prostu nie będziesz mieć na to siły...

      Dasz radę, jestem pewna.
      Dobrego poniedziałku :)
      • joteyki13 Re: 4 lata zmeczenia 07.11.06, 04:59
        bardzo dziekuje za ciepla odpowiedz. Na prawde bardzo, bardzo goraco dziekuje.

        W desperacji juz bylam, wiem co po niej nastepuje- calkowite zobojetnienie na
        wszstko. Z tego na szczescie wyszlam. Lepiej czuc sie zle niz nie czuc w ogole
        nic. Nie tylko maz mi pomaga ja tez musze byc dla niego silna. Sa na prawde
        powazne powody dla ktorych musze pracowac.

        Najdziwniejsze, ze w pracy nosze etykietke kobiety sukcesu. Takiej, co to sie
        za wzor stawia mlodszym dziewczynom (tylko 10% na podobnych stanowiskach jest
        kobiet w mojej duzej firmie). Przyklejony usmiech strasznie mi dokucza. Wiem,
        ze innym kolezankom, kolegom tez jest nieraz ciezko, znam osoby, ktore przeszly
        raka, ale wszyscy pod sznurek zawsze czujemy sie w pracy swietnie. Inaczej nie
        wypada. Nawet wyrzucani z pracy opowiadaja z usmiechem i w zartach, ze
        odchodza, choc nie maja dokad. Ponoc ogon moze zamerdac psem, ale jakos mna to
        szczescie na pokaz nie zamerdalo. Szukam normalnych, szczerych ludzi, ktorzy sa
        czasem szczesliwi, a czasem nie, maja problemy, szukaja rady, nie udaja, ze
        jest im swietnie i ze na wszstkie pytania znaja z gory odpowiedz.
        Poza tym mysle, ze ofiar chronicznego zmeczenia jest wiecej, tyle ze albo
        zrezygnowaly juz z pracy, albo maja jakas inna etylkietke np. depresji. Test
        roznicujacy- na depresje srodki przeciwzapalne i przeciwwirusowe nie pomagaja,
        na chroniczne zmeczenie zwykle na troche przynajmniej tak.
        Zycze milego dnia.
        • zlota-puma Re: 4 lata zmeczenia 07.11.06, 05:51
          Miłego dnia (wcześnie go zaczęłaś ;) )
          Mniej męczącego ... :)


          --
          " Dłonie "
          www.zatwarnicki.republika.pl/
        • ankagoz Re: 4 lata zmeczenia 08.11.06, 08:50
          Czytam i widzę siebie. Tylko umnie było tak. Świetna praca, byłam w skowronkach
          przez 6 lat potem zdecydowaliśmy sie na dziecko i po mac. już nie dostałam
          swego stanowiska. Mało tego otrzymałam takie (awans totalny ale w dół). Pół
          roku ryczałam, potem kłuciłam się z wszystkimi, poszły skargi na mój temat na
          samą górę i rozmowa. Znów dół - moje zdanie się nie liczy - a było inaczej.
          Szukałam innej pracy ale w moim miasteczku się nie da. Z dzieckiem też problemy
          od urodzenia (osiwieliśmy oboje). Minęło jakiś czas szef niby chciałmnie
          przenieść na bardzije samodzielne stanowisko - ale awansowała ledwie przyjęta i
          wtedy mój organizm nie wytrzymał zapalenie nuerwu w karku - ból niesamowity
          ruszać się nie mogłoam. Ale wróciłam do pracy i mnęły jyż ponad 4 lata.
          Wrzeszczę - stałam się nerwowa ale zaczęłam sobie zdawać z tego sprawę - że nic
          mninie nie cieszy. Postanowiłam wziąć się w garść i dziś jest troszkę lepiej.
          Ale jak długo - hmm......
          Pozdrawiam serdecznie
          • ankagoz Re: 4 lata zmeczenia 08.11.06, 08:51
            sory za byki ale siedzę w bardzo niewygodnym miejscu - mamy remont w pracy.
      • n_nadia joteyki13 07.11.06, 08:19
        wyslalam Ci maila
    • wredna_zmija Punkt widzenia... 08.11.06, 09:16
      No popatrz. Znów okazuje się, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja
      na przykład byłabym cała happy pipuuul, gdybym była w Twojej skórze. Dom,
      rodzina, kochający mąż, praca, finanse ok - czyli dla mnie bomba. Ech... Ale to
      pewnie tylko dlatego, że nie mam ani jednej z tych rzeczy... ani jednej (do
      października miałam chociaż pracę... miałam... ech i zostałam wysiudana przez
      tzw. Życzliwą świnio podkładaczkę - mniejsza... dręczy mnie to, męczy i zabija,
      tak samo jak to, że pomimo statusu zawodowego - samodzielny specjalista /kilka
      lat/ poniżają mnie na rozmowach kwalifikacyjnych, albo tak sobie, bo kaprys lub
      z lęku przez wyimaginowaną konkurencją). Ja bym się chciała zamienić, chciałabym
      z Tobą...
      Jednakże mam w sobie empatię i potrafię zrozumieć Twe dylematy...

      Kiedyś musi być lepiej...
      • ankagoz Re: Punkt widzenia... 08.11.06, 15:12
        tak ale ból jest wtedy jak tracisz to co miałaś i Ci się podobało. Wtedy
        dopiero ma się doła. A jak dążysz do czegoś to jest dobrze i trzeba sobie
        radzić.
        • wredna_zmija Re: Punkt widzenia... 08.11.06, 16:35
          Zgodzę się, iż ból wtedy jest większy i duży i o boshe (!!!), ale zgodzić nijak
          się nie mogę z tym, że jeśli do czegoś dążysz to jest dobrze i trzeba sobie
          radzić - też qrde, wierz mi, ciężko... Prawda jest taka natomiast, że w każdej z
          tych sytuacji i w milionie innych równie mocno, często desperacko nawet, trzeba
          sobie radzić...

          Ot, life...
    • joannagrynfelder a bierzesz jakies prochy antykoncepcyjne? 08.11.06, 15:26
      bo to czasem tak jest po prochach jak sa zle dobrane ....
      a moze dieta? ja tak mialam jak mialam za duzo weglowodanów w pokarmie.
      Zero checi do robienia czegokolwiek, wszystko obojetne. Moze to cos z ww.?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka