joteyki13
06.11.06, 01:59
Juz nie wytrzymam, siebie, pracy, lekarzy co nic nie pomoga, codziennosci.
Mialam super prace. Potem zmiana szefowstwa, klopoty, jak to w zyciu, tyle
ze szfow zmienilam przenoszac sie do lepszego dzialu, praca niby super,
kochajacy maz, finanse OK, a ja ledwie wytrzymuje- cialgle zmeczona, wszystko
mnie boli, kazdy miesien, nawt te male na twarzy. Kazde wstawanie (a musze
niestety przed switem, choc sowa jestem) to rozpacz. Po pracy - buch do
lozka, niech sie dzieje co chce. Wieczorem srodki przeciwbolowe albo
przeciwzapalne. Po obejsciu wielu lekarzy co nie mieli pojecia co ze mna
zrobic wreszcie dostalam etykietke: syndrom stalego zmeczenia, tyle ze sama
etykietka nie leczy. Jedyne co lekarz mi oferowuje to to, ze mi wypisze
dluzsze zwolnienie. Na zwolnieniach juz bylam, na dlugo nie pomoglo. Jesli
rzuce prace, to juz takiej nie dostane. Obowiazki poza praca zmniejszone do
minimum: z odwiedzaniem i zapraszaniem znajomych koniec (jak czlowiek czuje
sie zle, to nic nie cieszy, a wszystko meczy), maz gotuje, ja do pralki jakos
wrzucam, ale balagan u nas jak w akademiku podczas sesji.
Czy jest ktos w podobnej sytuacji?