Dodaj do ulubionych

eutanazja niemowlat

10.11.06, 13:16
otoz to, wiadomo ze w kraju gdzie dozwolona jest aborcja w 8.mcu ciazy, ktos
zacznie sie zastanawiac dlaczego nie zabijac zastrzykiem noworodkow po
urodzeniu, poddajac je specjalnej selekcji, najlepszy fragment:

"John Harris, profesor bioetyki na uniwersytecie w Manchester oraz członek
rządowej Komisji ds. Genetyki Ludzkiej zauważa: „Dziś możemy usunąć
zaawansowaną ciążę w przypadku poważnych uszkodzeń płodu, nie możemy jednak
zabić noworodka”. Popierając debatę wokół dziecięcej eutanazji, Harris stawia
dodatkowe pytanie z zakresu etyki: jaka jest różnica między aborcją tuż przez
narodzinami dziecka a zakończeniem życia noworodka? Co takiego zmienia się po
opuszczeniu przez dziecko kanału rodnego?"


najpierw zadaje sie pytanie o aborcje w sytuacjach zagrozenia zycia matki,
uzyskuje sie spoleczne popracie, odpowiednia ustawa sie pojawia
nastepnie pyta sie czy skazywac na cierpinie przez cale zycie plody ciezko
uszkodzone oraz o prawa kobiety zgwalconej - opinia publiczna odpowednio
urobiona przytakuje ze tak, tak aborcja powinna byc zgodna z prawem w takim
przypadkach, ustawa sie pojawia
jednoczesnie toczy sie debata do ktorego tyg usuwac ciaze mozna? przecwinicy
krzycza ze jak sie raz pozwoli na usuwanie do 12 tyg za lat kilka lub 10,
ktos przesunie granice do 16 tyg, nobo jaka jest roznica miedzy plodem 12 a
16 tyg?

a dzis na swiecie sie pytaja: skoro mozna usuwac ciaze z przyczyn
spolecznych, w przypadku zagrozenia zycia fizycznego lub pscyhicznego matki
(Hiszpania), w przypadku gwaltu, w przypadku uszkodzenia plodu, na zyczenie
matki... w niektoryvch krajach do 8mca ciazy wlacznie - dlaczego wiec nie
pozwolic na zabijanie ciezko chorych noworodkow?
Obserwuj wątek
    • sion2 link 10.11.06, 13:19
      wiadomosci.onet.pl/1371031,242,kioskart.html
      Eutanazja dla dzieci
      W Wielkiej Brytanii lekarze domagają się rozmów o dziecięcej eutanazji
      Dlaczego można usunąć uszkodzony ludzki płód, a nie wolno skrócić cierpień
      noworodków, które nigdy nie będą sprawne i zdrowe? – zastanawiają się brytyjscy
      lekarze. I wcale nie oczekują, że w tej delikatnej kwestii dojdzie do szybkich
      rozstrzygnięć. O tym, jak trudny jest to temat, najlepiej wiedzą rodzice
      nieuleczalnie chorych dzieci.
      Przez 36 lat Edna Kennedy patrzyła bezradnie na cierpienie swojego syna Johna.
      Każde otarcie wywoływało u niego silny ból, kaleczyło skórę i powodowało
      krwawienie. Któregoś dnia mąż Edny zaproponował, by udusić syna poduszką i
      zakończyć wreszcie te męki. Kiedy syn miał 18 lat, sam pomyślał o samobójstwie,
      w końcu jednak to rak skóry położył kres jego życiu.






      Edna opowiada, że na wieść o śmierci syna poczuła najpierw ulgę, a dopiero
      później przyszedł żal za utraconym dzieckiem. Zawsze była przeciwna eutanazji,
      dziś ma jednak wątpliwości. „Nigdy nie urodziłabym dziecka, gdybym wiedziała,
      że czekają je takie cierpienia. W wyjątkowych okolicznościach, kiedy ono
      przeżywa takie męki, powinno się zostawić matce jakiś wybór” – mówi.

      Ostatnio Edna jeszcze raz przeszła przez koszmar związany z chorobą syna.
      Przypomniała jej o nim propozycja Królewskiego Kolegium Położnych i
      Ginekologów, które chce wprowadzić aktywną eutanazję w przypadku niektórych
      noworodków – urodzonych z poważną wadą, o której wiadomo, że jest nieuleczalna
      i będzie powodować cierpienie przez całe życie.

      Nikt nie spodziewa się, że w tej sprawie dojdzie do szybkiego rozstrzygnięcia.
      Lekarze życzyliby sobie, by na ten temat przeprowadzić szerszą dyskusję
      publiczną i wspólnie zastanowić się, czy lepiej jest przeprowadzić eutanazję
      na tych dzieciach, czy skazać je na życie w tak potwornych warunkach. Przy
      okazji pojawia się jeszcze jedna kwestia: dramat rodziców takich
      dzieci. „Bardzo upośledzone dziecko może oznaczać bardzo upośledzoną rodzinę” –
      uważają członkowie Kolegium, cytowani przez „Sunday Times”.

      Propozycja lekarzy nie precyzuje, w jakich sytuacjach i okolicznościach
      dopuszczona byłaby eutanazja na dzieciach. Z tekstu wynika wyraźnie, że chodzi
      im o coś więcej niż odłączenie niemowlaka od aparatury utrzymującej go przy
      życiu. Być może należałoby zaaplikować mu zastrzyk skracający jego cierpienia.
      Innymi słowy, Kolegium zastanawia się nad aktywną eutanazją.

      W środowisku lekarskim nie brak głosów, że samo rozważanie takiego scenariusza
      oznacza przyzwolenie dla kontrowersyjnej inżynierii społecznej. Wielu sądzi, że
      Kolegium popiera eugenikę, a więc selektywne rozmnażanie mające na celu
      ulepszenie ludzkiego gatunku.

      Jednak lekarze domagający się rozmów o dziecięcej eutanazji rozumieją dobrze,
      jak delikatny jest to temat. W Wielkiej Brytanii sławny stał się przypadek
      Charlotte Wyatt, przedwcześnie urodzonej dziewczynki, która od początku żyje
      tylko dzięki pomocy specjalistycznej aparatury. Rodzice chcą za wszelką cenę
      ocalić dziecko, choć sprzeciwiają się temu lekarze, argumentując, że jego
      cierpienie nie ma sensu. Sprawa trafiła do sądu. Tymczasem 21 października
      Charlotte skończyła trzy lata. Trzy lata, odkąd żyje podłączona do medycznej
      aparatury.

      Prasa cytowała opinie wielu ekspertów. Joy Delhanty, genetyk i profesor
      Uniwersytetu Londyńskiego stwierdziła na przykład, że gotowa jest poprzeć
      pomysł lekarzy z Kolegium. „Moim zdaniem błędem natury moralnej jest nalegać na
      utrzymywanie przy życiu poważnie chorych dzieci i skazywać je na życie w
      mękach” – powiedziała.

      John Harris, profesor bioetyki na uniwersytecie w Manchester oraz członek
      rządowej Komisji ds. Genetyki Ludzkiej zauważa: „Dziś możemy usunąć
      zaawansowaną ciążę w przypadku poważnych uszkodzeń płodu, nie możemy jednak
      zabić noworodka”. Popierając debatę wokół dziecięcej eutanazji, Harris stawia
      dodatkowe pytanie z zakresu etyki: jaka jest różnica między aborcją tuż przez
      narodzinami dziecka a zakończeniem życia noworodka? Co takiego zmienia się po
      opuszczeniu przez dziecko kanału rodnego?

      Z drugiej strony słychać głosy takich ekspertów, jak John Watt z
      uniwersyteckiego szpitala w Londynie. „Celowe spowodowanie śmierci pacjenta nie
      może stać się częścią praktyki lekarskiej – uważa. – Większość personelu
      medycznego jest zdania, że z chwilą, gdy do zakresu naszych obowiązków
      wprowadzimy wykonywanie eutanazji, na zawsze zmienimy charakter medycyny”.

      To dlatego dziecięca eutanazja może prowadzić do eugeniki oraz do dyskusji o
      tym, kto ma decydować, czyje życie jest gorsze i należy położyć mu
      kres. „Wówczas medycyna zmieni się w formę inżynierii społecznej, a jej celem
      będzie zmaksymalizowanie korzyści społeczeństwa – prorokuje Wyatt. –
      Pozbędziemy się wszystkich, których uznamy za bezużytecznych”.
      • elli_nika Re: link 10.11.06, 14:38
        Zgodnie z nauczaniem KK w tej dziedzinie jestem przeciwna poddawaniu ciężko
        uposledzonych dzieci terapii uporczywej. Uważam, że nie należy ich reanimować,
        operować, ratować kiedy umierają, tylko pozwolić odejść. Ale nie zabijać.
        • maika7 Re: link 11.11.06, 08:48
          > Zgodnie z nauczaniem KK w tej dziedzinie jestem przeciwna poddawaniu ciężko
          > uposledzonych dzieci terapii uporczywej. Uważam, że nie należy ich reanimować,
          > operować, ratować kiedy umierają, tylko pozwolić odejść. Ale nie zabijać.

          To jest niby bardzo prosta i klarowna odpowiedź, ale nie wyczerpująca problemu.
          Bo nie wiemy o jakie upośledzenia chodzi. I co już jest terapią uporczywą, a co
          nie jesy. Za każdym "przypadkiem" stoją trudne dylematy poszczególnych rodziców.
          I takich, którzy chcą ratować (=utrzymywać przy życiu) swoje dziecko mimo, że
          nie będzie miało ono szans na samodzielne życie i takich, którzy takm dzieckiem
          się nie chcą opiekować.

          "Pozwolić umrzeć" to czasem skazać na długie cierpienie. Więc czy jest sens
          skazywać noworodka na cierpienie, skoro wiadomo, że za kilka tygodni umrze? Czy
          raczej skrócić?

          Trudny temat, trudne dylematy, niebezpieczeństwo naduzyć (jak w przypadku
          eutanazji dorosłych).

          W przypadku, gdy ocena lekarzy jest jednoznaczna, że nie da sie uratować dziecka
          (hm... co to znaczy uratować?), skłaniam sie ku eutanazji.

          M.
          • isma Re: link 11.11.06, 10:10
            No, ale zaraz. Przeciez zaniechanie terapii uporczywej nie oznacza, ze zostawia
            sie pacjenta samemu sobie ("skazuje na dlugie cierpienie"). Niepodejmowanie
            zabiegow reanimacyjnych nie jest rownoznacznie z zaniechaniem dzialan z zakresu
            analgezji, i ta ostatnia wlasnie zajmuje sie medycyna paliatywna.

            Cierpienie mozna "skrocic" nie zabijajac - poprzez stosowanie odpowiednich
            lekow (u doroslych mozliwosci dzialan analgetyczncyh sa znacznie szerze - od
            lekow przez fizjoterapie, masaz, blokady do... psychoterapii lub podania lekow
            przeciwdepresyjnych, przeciwlekowych, uspokajajacych).
            • maika7 Re: link 11.11.06, 10:38
              > No, ale zaraz. Przeciez zaniechanie terapii uporczywej nie oznacza, ze zostawia
              > sie pacjenta samemu sobie ("skazuje na dlugie cierpienie"). Niepodejmowanie
              > zabiegow reanimacyjnych nie jest rownoznacznie z zaniechaniem dzialan z zakresu
              > analgezji, i ta ostatnia wlasnie zajmuje sie medycyna paliatywna.

              Dlatego piszę, że "czasem skazać na długie cierpienie". Bo bywaja takie
              "przypadki", w których nie umiemy pomóc w cierpieniu. U dorosłych też. Dlatego
              też (między innymi) jestem zwolenniczką eutanazji dorosłych (eutanazji
              rozumianej jako pozwolenie na skrócenie życia na żądanie pacjenta w przypadku
              chorób nie_mających_szans_ na _wyleczenie_czy_zniesienie_cierpienia)

              Co do opieki paliatywnej. Ismo- wiesz sama, jak bardzo potrzebna jest nam ona, a
              w jak niewystarczającym stopniu jest rozwinięta. Kolejna sprawa - trudna do
              realizacji.

              :-(
              M.
              • isma Re: link 11.11.06, 11:18
                Od konca. Zostawmy na chwile kwestie swiatopogladowe, popatrzmy pragmatycznie.
                No i otoz jest pytanie, dlaczegoz to medycyna/opieka paliatywna sie slabo
                rozwija. Ano, m.in. dlatego, ze jest kosztowna, tak w badaniach, jak i w
                terapii. Eutanazja natomiast jest o niebo tansza... Dlatego, jak Fnoll pisze o
                jakiejs tajemniczej galezi medycyny, ktora w PL sie slabo rozwija, i suponuje,
                ze gdyby sie rozwijala, to wieksze byloby przwolenie na eutanazje, to wychodze
                ze skory z ciekawosci ;-))).
                Co zas do przypadkow, w ktorych nie umiemy pomoc w cierpieniu. No generalnie
                nawet KK nie wyklucza pewnego trybu postepowania, ktory w swoich skutkach jest
                tozsamy ze skutami tzw. radykalnej analgezji. Moralnie dopuszczalne jest
                podanie srodka usmierzajacego bol nawet jesli wiadomo, ze moze to doprowadzic
                bedacego w stnaie terminalnym pacjenta do smierci pacjenta, o ile: 1) nie mozna
                zastosowac innych srodków 2)dzialnia lekarza nie przeszkodza pacjentowi w
                wypelnianu jego powinnosci religijnych i moralnych. Z teog punktu widzenia
                radykalna analgezja noworodka przynajmniej drugi warunek spelnia. Ale czym
                mierzyc, ze spelnia warunek pierwszy, to nie mam pojecia, i tu klania sie
                poczatkowa czesc mojej wypowiedzi - taniej byloby zbyt wnikliwie tego nie
                sprawdzac ;-(((.
                • maika7 Re: link 11.11.06, 12:00
                  > Od konca. Zostawmy na chwile kwestie swiatopogladowe, popatrzmy pragmatycznie.
                  > No i otoz jest pytanie, dlaczegoz to medycyna/opieka paliatywna sie slabo
                  > rozwija. Ano, m.in. dlatego, ze jest kosztowna, tak w badaniach, jak i w
                  > terapii. Eutanazja natomiast jest o niebo tansza...

                  Nie tylko o koszty chodzi, chyba chodzi tez o rokowania. Zauważ, jakie pieniądze
                  ida na badania w tych dzialach medycyny, w których efekty terapii są skierowanie
                  na wyleczenie pacjenta. W sytuacji "krótkiej kołdry" w pewnym sensie lepiej
                  finansować terapie potencjalnie zmniejszające liczbe przyszłych pacjentów opieki
                  paliatywnej :-( Marzenia to - miec pieniądze i na to i na to, ale w medecynie
                  nigdy nie będzie dośc pieniędzy :-(
                  Eutanazja jest tańsza, ale chyba nie tylko o pieniądze tu chodzi.

                  > Co zas do przypadkow, w ktorych nie umiemy pomoc w cierpieniu. No generalnie
                  > nawet KK nie wyklucza pewnego trybu postepowania, ktory w swoich skutkach jest
                  > tozsamy ze skutami tzw. radykalnej analgezji. Moralnie dopuszczalne jest
                  > podanie srodka usmierzajacego bol nawet jesli wiadomo, ze moze to doprowadzic
                  > bedacego w stnaie terminalnym pacjenta do smierci pacjenta, o ile: 1) nie mozna>
                  > zastosowac innych srodków 2)dzialnia lekarza nie przeszkodza pacjentowi w
                  > wypelnianu jego powinnosci religijnych i moralnych. Z teog punktu widzenia
                  > radykalna analgezja noworodka przynajmniej drugi warunek spelnia. Ale czym
                  > mierzyc, ze spelnia warunek pierwszy, to nie mam pojecia, i tu klania sie
                  > poczatkowa czesc mojej wypowiedzi - taniej byloby zbyt wnikliwie tego nie
                  > sprawdzac ;-(((.

                  Wiesz, Ismo, trudno mi sie odnaleźć w tym temacie. Z tego, co piszesz (ptk 1)
                  wynika, że cos co możemy nazwać eutanazją KK dopuszcza jako moralne? Dobrze to
                  zrozumialam? Innymi słowy - podanie nieprzytomnemu, w terminalnym stadium
                  nowotworu, choremu morfiny (ktora upośledza ośrodek oddechowy?), jest ok, nawet
                  jesli wiemy, że to może przyspieszyc jego zgon?

                  M.
                  • isma Re: link 11.11.06, 13:15
                    O krotkiej koldrze. Dokladnie. Dlatego ja nie porownuje medycyny paliatywnej z
                    kardiochirurgia, bo wiadomo, ze ta ostatnia zawsze bedzie bardziej
                    doinwestowana. Raz, z racji praw rynku (np. farmaceutycznego), dwa z racji sily
                    zainteresowanego lobby potencjalnych beneficjentow. Umierajacy raczej nie beda
                    pikietowac ani szukac politycznego poparcia, ktore zapewniloby im odpowiednie
                    gwarancje finansowania ich potrzeb. No i dlatego, ze spektrum mozliwych do
                    zuyskania efektow obejmuje tak przezycie, jak i zgon pacjenta.
                    Porownalam wiec dwa sposoby podejscia do sytuacji, kiedy finalny rezultat
                    dzialania medycyny jest ten sam - smierc pacjenta. No wiec nie jestem do konca
                    przekonana, ze to ekonomiczne rozumowanie powinno byc doprowadzone do ekstremum
                    i ze jesli rokowanie jest niepomyslne, nie ma co w pacjenta czegokolwiek
                    inwestowac. A z takim podejsciem, bywajac hospicyjna skarbonka, sie nie raz
                    spotykalam.

                    Z drugim. Eutanazja, tak, jak ja to rozumiem, obejmuje nie tylko okreslony
                    skutek, ale i, mowiac grubo, zdefiniowana motywacje. Skutek moze byc ten sam -
                    smierc pacjenta - ale inna jest motywacja, z jaka do dzialania przystepuje on
                    sam i lekarz. W przypadku eutanazji dzialnia lekarza sa ukierunkowane na
                    pozbawienie pacjenta zycia, ktore tenze pacjent uznal za z jakichs powaznych
                    wzgledow mu nieodpowiadajace, zas wiedza medyczna pozwala na stwierdzenie, ze
                    stan ten nie ulegnie radykalnej poprawie. Czyli wybor dokonuje sie jakby na
                    plaszczyznie "zyc jeszcze chwile czy nie zyc od zaraz", a nie "cierpiec lub nie
                    cierpiec" (dyskutujemy przeciez czasem o eutanazji takze i wtedy, gdy nie ma
                    mowy o niemozliwym do zniesienia za pomoca lekow bolu, a przeslanka jest tylko
                    to, ze terminalnie chory pacjent wybiera czas, w jakim umrze: dzis, a nie za
                    kilka dni czy tygodni).

                    Wiec: KK w ogole nie zgadza sie na eutanazje tylko z powodu np. kalectwa.
                    Moralnie dopuszcza natomiast sytuacje, w ktorej np. podawanie osobie narazonej
                    na bol (nie jest wiec prawda to, co sugeruje Fnoll, ze w chrzescijanskiej
                    kulturze trzeba obowiazkowo ciepiec za miliony) zwiekszajacych sie dawek
                    silnych opioidow (w polaczeniu z prostymi analgetykami) moze doprowadzic w
                    pewnym momencie do smierci pacjenta (aha - pkt. 1 i 2 z mojej poprzedniej
                    wypowiedzi musza wystepowac lacznie). Nie z powodu choroby podstawowej, tylko z
                    powodu usmierzania jego bolu. Ale nie "na zyczenie", tylko m.in. wskutek
                    konsekwentnego stosowania pewnych procedur.

                    Nie bardzo teraz mam warunki do rozwijania tematu, ale m.in. stosuje sie
                    schemat, zwany drabina analgetyczna (najlepeij opisane jest jego stosowanie w
                    chorobach nowotworowych - tu mozna praktykowac na stosunkowo duzej liczbie
                    chorych). Polega on na tym, ze jest okreslone, jakiego typu leki podaje sie
                    najpierw (paracetamol, niesterydowe leki przeciwzapalne) - jesli nie ma skutku,
                    zwieksza sie ich dawke do granicy uznanej za bezpieczna, jesli zas nadal brak
                    pozadanych rezultatow, wprowadza sie inne preparaty - zazwyczaj obok NSAID i
                    paracetamolu sa to slabe opioidy, czyli w Polsce praktycznie glownie kodeina)
                    kolejnego stopnia (tu postepowanie ze zwiekszaniem dawek jest analogiczne).
                    Jesli pacjent jest poddawany leczeniu (przy czym, slowa "leczenie" oczywiscie
                    uzywam z braku lepszego, wiadomo, ze nie jest to "leczenie" z
                    perspektywa "wyleczenia") za pomoca wysokich dawek silnych opioidow - morfiny
                    (ktora, umiejetnie stosowana, nie musi powodowac depresji oddychania) lub
                    znacznie lepszego fentanylu, to istnieje prawdopodobienstwo, ze to one w jakims
                    momencie stana sie bezposrednia przyczyna smierci, a nie choroba podstawowa. W
                    przypadku stosowania silnych opioidow dawek maksymalnych nie ma. Ale lekarz
                    wciaz dziala z intencja pozbawienia pacjenta odczuwania bolu, a nie z intencja
                    zakonczenia jego zycia, uzywajac wszelkich dostepnych metod (a te bywaja
                    cholernie kosztowne i wymagaja od lekarza naprawde wysokich kwalifikacji - np.
                    znakomita skutecznosc ma w niektorych nowotworach podawanie morfiny do
                    zbiornika wielkiego mozgu, ale mnie sie na dziesiec lat praktyki hospicyjnej
                    zdarzylo slyszec o zastosowaniu tej techniki w konkretnych przypadkach stanow
                    terminalnych policzalnych na palcach jednej reki).

                    No ale teraz tak. Stosowanie drabiny analgetycznej niestety ma pewne
                    ograniczenia. jednym z nich jest to, ze - na dzisiejszym etapie ograniczonego
                    zaawansowania metod diagnozowania bolu - zaklada sie w niej przynajmniej
                    czesciowa wspolprace z pacjentem. Dysponujemy skalami, na podstawie ktorych
                    mozemy okreslic, czy podjete dzialania skutkuja, czy tez bol, ktory odczuwa
                    pacjent, jest na tyle silny, ze nalezy wkroczyc na kolejny szczebel drabiny. W
                    przypadku dzieci tych skal jest kilka (posluguja sie glownie obrazkami, np.
                    ilustrujacymi wyraz twarzy cierpiacego czlowieka z coraz wiekszym nasileniem
                    grymasu), ale nie znam takiej, ktora pozwalalaby diagnozowac dzieci mlodsze niz
                    dwuletnie (oczywiscie jednostkowo moze sie zdarzyc, ze uda sie nawiazac taki
                    kontakt i z poltoraroczniakiem). Zdiagnozowanie terminalnie chorego noworodka
                    niestety na tej drodze nie jest mozliwe, ograniczony jest tez zasob srodkow
                    przeciwbolowych, ktorych mozliwosc zastosowania jest zbadana (kodeiny np. nie
                    stosuje sie, z uwagi na dzialnia niepozadane, przed 12 miesiacem zycia w
                    leczeniu bolu u "perspektywicznych" chorych, wiec nie wiadomo, czy w przypadku
                    dzieci chorych terminalnie efekt przeciwbolowy bylby wiekszy niz ryzyko
                    powiklan) - a wiec pojawia sie pokusa, zeby jego cierpienia zakonczyc
                    smiercia "od reki". A na to licet KK nie daje, tak jak nie czyni tego w
                    przypadku doroslych.

                    I watpie, zeby w tej kwestii sie cos zmienilo - nawet te metody diagnosttki,
                    ktore sugeruje Fnoll, maja ograniczona wiarygodnosc. Ty jestes biolog, wiec ja
                    sie madrzyc nie bede, ale zasadniczo odczuwanie bolu jest zwiazane z funkcjami
                    kory mozgowej, a jako takie nie do konca jest obiektywnie mierzalne. To nie
                    jest tylko kwestia informacji bolowej pobranej z uszkodzonej tkanki ;-))).
                    Bol porodowy zapewne jest jednym z obiektywnie ciezkich bolow, a jednak jego
                    odczuwanie bywa mniej "dotkliwe" - osobiscie wole rodzic dzieci, niz rwac
                    zeby ;-))).

                    PS. Zeby bylo uczciwie - ja sie tak madrze o bolu w ogolnosci, choc generalnie
                    moja w miare ugruntowana wiedza dotyczy glownie bolu nowotworowego. No, ale
                    bylo nie bylo to jest statystycznie zjawisko najczestsze.
                    • sion2 Re: link 11.11.06, 14:39
                      Dodam jeszcze troche do wykladu ismy (napisze, oczywiscie Ettę czytam, a
                      jakze!).

                      1. nie tylko samo odczuwanie bólu jest dosc subiektywne to jeszcze takze
                      dzialanie lekow przeciwbolowych trudno ujac w szczegolowe ramy, gdyz na kazdy
                      organizm moze dany lek troche inaczej dzialac. np. ja biore teraz zarowno
                      kodeine jak i niesterydowy przeciwzapalny lek, kodeina pomaga mi na bol nogi
                      operowanej (i biore ja wcale nie z powodu wscieklego bolu ale aby na samą noc
                      zniesc ból wszelki) ale nie pomaga mi na ból innych stawow zajetych przez
                      chorobe, zas niesterydowy lek przeciwbolowy pomaga mi na stawy chorobowe ale
                      nie dziala na staw operowany - dziwne ale tak wlasnie jest i lekarza to nie
                      dziwi
                      gama lekow przeciwbolowych jest bardzo szeroka, ponadto od ladnych paru lat w
                      Polsce powstaja Poradnie Leczenia Bólu gdzie moze przyjsc kazdy czlek ze
                      skierowaniem od zwyklego internisty i gdzie, niezaleznie od choroby
                      podstawowej, sam ból traktuje sie jak chorobe do wyleczenia. Są w tych
                      poradniach dostepni lekarze wszelkiej masci, takze psycholodzy i tak sie
                      dobiera leki przeciwbolowe aby w koncu trafic w bol indywidualnego pacjenta.
                      Nieprawda jest ze chrzescijanstwo kaze cierpiec za miliony - w chrzescijanstwie
                      ewentualnie MOŻNA JESLI SIE CHCE przyjac cierpienie w jakiejs intencji.

                      2. sprawa noworodkow, pozwole sobie dodac ismo ze niezupelnie jest tak ze u
                      dzieci do lat 2 nie zdiagnozuje sie miary ich cierpienia. siostra mojego taty
                      jest neonatologiem, juz na emeryturze ale jak pracowala zajmowala sie w
                      szpitalu leczeniem patologii noworodka czyli wszytskimi dziecmi urodzonymi jako
                      chore, wczesniakami itd. Ból w organizmie ludzkim powoduje wiele reakcji
                      biochemicznych ktore są jak najbardziej wymierzalne, podobnie dyskomfort
                      psychiczny dziecka. Takie dziecko-noworodek zostalo jednak wyposazone w
                      instynkty i zachowania ktore pomagaja mu walczyc o przezycie i komfort.
                      noworodek ktory czuje bol ma przyspieszone bicie serca, niespokojnie sie
                      porusza, calym cialkiem okazuje niepokoj, moze nie miec sily plakac ale nikt
                      kto na niego spojrzy nie bedzie mial watpliwosci ze on cierpi. jego miesnie
                      czesto napinają sie nadmiernie, wykonuje drobne ruchy stopkami i paluszkami
                      dlonmi, krzywi buzie, stęka - kazda pielegniarka zorientuje sie ze dziecko
                      cierpi. U dziecka rocznego-dwuletniego objawy odczuwania bolu są jeszcze
                      bardziej czytelne, choc z kolei wtedy czesto wystepuje zespol "ucho-brzucho" bo
                      cokolwiek dziecku dolega zawsze pokazuje na brzuszek albo ucho jako bolące :).
                      Zas dziecko zaintubowane NIE CIERPI W OGOLE gdyz otrzymuje duza dawke lekow
                      sedacyjnych, jest pozbawione swiadomosci i zwiotczone.

                      3. z postawą wobec eutanazji a uporczywa terapia w KK jest dokladnie tak jak
                      pisze isma: bierze sie pod uwage takze cel dzialania, jesli smierc nie jest
                      zamierzona i celowa a stanowi jedynie skutek uboczny duzej dawki lekow podanych
                      w celu zmniejszenia bolu - nie jest to eutanazja

                      fnoll i diabollo swoim kpiarstwem najczesciej rżną głupkow po prostu,
                      wysmiewaja sie z rzeczy ktore jakos są miarą dla naszego czlowieczenstwa, jesli
                      sie problem zostawiania chorych noworodkow na smierc na szafie sprowadza to
                      lekcewazącego wpisu ze "one wcale nie kwilą" a kazde przypomnienie o sumieniu
                      traktuje jak "religijne emocje" - w moim przekonaniu nie jest sie powaznym
                      rozmówcą lecz po prostu przesmiewcą

                      nie chodzi o to aby smiertelnie chorym dzieciom przedluzac ich cierpienie bez
                      sensu - chodzi aby je usmierzac wszelkimi mozliwymi srodkami czyli np dziecko
                      polozyc do inkubatorka, ogrzac, podac tlen i lek przeciwbolowy a nie odlozyc do
                      zimnej nerki lekarskiej na szafe i poczekac az sie wykoncza

                      zaniechac uporczywej terapii zas to zupelnie co innego niz przylozyc dziecku
                      chusteczke z chloroformem jak chce fnoll - ale zrozumienie tego zdaje sie ze
                      jest niemozliwe dla szanownego fnolla

                      zaniechac uporczywej terapii to nie to samo co zabic
                      • forumisko Re: link 11.11.06, 15:05
                        sion2 napisała:

                        > fnoll i diabollo swoim kpiarstwem najczesciej rżną głupkow po prostu,
                        > wysmiewaja sie z rzeczy ktore jakos są miarą dla naszego czlowieczenstwa,
                        > jesli sie problem zostawiania chorych noworodkow na smierc na szafie
                        > sprowadza to lekcewazącego wpisu ze "one wcale nie kwilą" a kazde
                        > przypomnienie o sumieniu
                        > traktuje jak "religijne emocje" - w moim przekonaniu nie jest sie powaznym
                        > rozmówcą lecz po prostu przesmiewcą

                        No właśnie - człowiek często reaguje na coś co jest dla niego stresujące i nie
                        może sobie z tym poradzić bagatelizowaniem sprawy lub gwałtownym żądaniem żeby
                        usunąć obiekt będący źródłem stresu teraz, natychmiast. Widać tu ogromne emocje.
                        Myślę że w systemie edukacji brakuje zajęć o tym jak radzić sobie ze stresem i
                        jak reagować na takie bodźce wzrokowe i słuchowe i jak wyrażać współczucie dla
                        innych.
                      • isma Re: link 11.11.06, 15:06
                        Napisz, napisz.

                        Z nowrodkami - mnie nie chodzilo o to, ze nie da sie stwierdzic, ze odczuwaja
                        bol, mnie chodzilo o to, ze trudno jest natezenie tego bolu skalowac. A
                        skalowanie jest potrzebne wlasnie do stosowania drabiny analgetycznej - bez
                        skalowania w przypadkach terminalnych w zasadzie od razu wypada lupnac z
                        najciezszego kalibru.
                    • maika7 Re: link 11.11.06, 19:50
                      > ....No wiec nie jestem do konca
                      > przekonana, ze to ekonomiczne rozumowanie powinno byc doprowadzone do ekstremum
                      > i ze jesli rokowanie jest niepomyslne, nie ma co w pacjenta czegokolwiek
                      > inwestowac. A z takim podejsciem, bywajac hospicyjna skarbonka, sie nie raz
                      > spotykalam.

                      Bo tego (leczenia pacjentów niewyleczalnych i zmierzających do śmierci) nie
                      można traktować wyłącznie w kategoriach ekonomicznych. Mysle, że co do tego
                      zgadzamy się.

                      > Z drugim. Eutanazja, tak, jak ja to rozumiem, obejmuje nie tylko okreslony
                      > skutek, ale i, mowiac grubo, zdefiniowana motywacje.

                      Tak. To działanie z intencją zabicia pacjenta. Pytanie - czy może byc to
                      działanie humanitarne? Abstrahując od stanowiska KK. Według mnie tak.

                      Wątpliwości. Niebezpieczeństwo nadużyć. Niebezpieczeństwo "pójcia dalej". Bo
                      jeśli zrobimy furtkę, to mogą być sytuacje, w których będziemy chcieli ją
                      niebezpiecznie poszerzać.

                      Stanowisko KK wyłumaczyłaś mi chyba wystarczająco klarownie :-) dzięki :-)

                      M.
    • gumpel Re: eutanazja niemowlat 10.11.06, 14:30
      Mnie w tym przypadku najbardziej uderzyło samo okreslenie: "eutanazja
      niemowląt". Jaka urocza manipulacja na poziomie językowym. A zatemnie nie
      zabójstwo, uśmiercenie, zabicie, nawet nie odebranie życia tylko eutanazja.
      Hmmm ... sympatyczna nazwa kojarząca się z pomocą dla niepotrzebnie cierpiącej
      osoby nieuleczalnie chorej. Chętnie podpowiem autorom jeszcze jedną: ostateczne
      rozwiązanie problemu płodowego. Może im się spodoba ...
      • sion2 Re: eutanazja niemowlat 10.11.06, 15:08
        zgadzam sie ze zdaniem eli_nicki: jestem przeciw uporczywej terapii, przeciw
        ratowaniu zycia za wszelka cene gdy wiadomo ze jest skazane na smierc. Jestem
        przeciw ZABIJANIU dziecka bo nie spelnia kryteriow "przydatny dla
        spoleczenstwa". Ciekawe ze autorzy pomyslu ani slowem nie zajakneli sie o
        prawach matki - decyzje mieliby podejmowac lekarze. teoretycznie wiec mogloby
        byc tak ze matka rodzi dziecko i krzyczy "nie zabijajcie, bede sie opiekowac
        nim takie jakie jest" ale lekarze chusteczke z chloroformem przylozą (pomysl
        fnolla) w imie "humanitaryzmu". ciekawe tez jest domniemywanie za drugoiego
        czlowieka ze na pewno on nie chcialby zyc. a jak bedzie w przyszlosci?

        pewnie tacy ludzie jak ja w ogole nie beda mieli prawa do zycia, bo bedzie
        mozliwe zbadanie genotypu, standardowo a nawet obowiazkowo, no i wyszloby ze
        mam gen ktory za 25 lat wywola nieuleczlana chorobe stawow ktora doporwadzi
        mnie do kalectwa... oj biedna ja... pewnie nie chcialabym zyc, pomysla lekarze

        a ja mam za soba 3 operacje, rozwalone dwie nogi, brak pracy i wiele innych
        ciekawych przypadlosci - i co? i CHCĘ ŻYC
        poznalam dziesiatki gorszych przypadkow - wszyscy chca zyc, choc bez
        przeciwbolowych stalych codziennie nie potrafimy funkcjonowac

        bo jesli kiedys ustalilismy ze aborcja do 12 tyg jest dozwolona, dzis uchwalamy
        ze do 8 mca
        bo jesli dzis ustaloimy ze dzieci ciezko uszkodzone nie maja prawa do zycia to
        za pare lat uchwalimy ze dzieci srednio uszkodzone nie maja prawa do zycia


        do gumpla: tytuli artykulu brzmi "eutanazja dla dzieci"
        ale w opinii niektorych uczestnikow forum np. fnolla popelniono znowu nietakt i
        zadano niepotrzebne cierpienie czytelniko, przeciez nie chodzi o usmiercanie
        dzieci ale o usmiercanie "patologii plodowych", nie wiedziales?

        jak ktos napisal o "dzieciach" to tylko w celu wzbudzenia emocji ktore by
        zagraly przeciw tak swiatlemu pomyslowi jakim jest "ulga w cierpieniu"
        patologiom plodowym...
        • isma OT 10.11.06, 15:22
          A tak nawiasem mowiac, Sionko, to zapodaj biuletyn o Twojej nodze na priv, co?
          I napisz, czy Ette czytalas ;-))).
        • fnoll Re: eutanazja niemowlat 10.11.06, 22:10
          sion2 napisała:

          > ale w opinii niektorych uczestnikow forum np. fnolla popelniono znowu nietakt
          > i zadano niepotrzebne cierpienie czytelniko, przeciez nie chodzi o usmiercanie
          > dzieci ale o usmiercanie "patologii plodowych", nie wiedziales?

          gdzie ja wyraziłem tę opinię? przecież się jeszcze nawet nie zdążyłem udzielić w
          tym wątku! "eutanazja dzieci" to przecież nazwa jak najbardziej adekwatna -
          oczywiście przeciwnicy nazwą to "morderstwem", tak jak dla przeciwnika wojen
          żołnierze idą "mordować innych ludzi", a nie "walczyć z wrogiem" - ot taka już
          jest arbitralność "mordu", który jest po prostu zabijaniem nieakceptowanym; samo
          słowo "zabijanie", choć lżejsze, też trudno uznać za neutralne, a medycyna, cóż,
          ściga się z językiem kolokwialnym o utrzymanie możliwie neutralnego słownictwa,
          a dlaczego jest to ważne - to już temat na osobną rozprawkę, pozostańmy przy
          konstatacji, że tak jest - dlatego też medycyna nie posługuje się już początkowo
          neutralnym słowem "debil", i zamiast niego mamy "ociężałego umysłowo", przykłady
          można mnożyć, jeden ze świeższych to rezygnacja ze słowa "schizofrenik"

          wracając do meritum - "eutanazja" to nie przypadkiem "dobra śmierć" i wynika z
          tej gałęzi medycyny, która zajmuje się zwalczaniem bólu (w Polsce ponoć bardzo
          słabo rozwinięta) - choć sama medycyna stara się być neutralna, to niewątpliwie
          jej cele definiuje kultura, która nie stroni od ocen, która ocenami się żywi, no
          i tak to jest, że różne kultury mogą mieć różne podejście do bólu, od
          akceptującego po totalnie odrzucające [no to będzie dygresja], Polska sytuuje
          się tu bliżej akceptacji, co odbija się właśnie w słabym rozwinięciu medycyny
          bólu i... "kompensacyjnie" w jednym z najwyższych w Europie poziomie spożycia
          prostych środków przeciwbólowych - nie dziwi zatem, że i eutanzja nie jest u nas
          podnoszonym postulatem, możemy się jedynie emocjonować tym, co "za miedzą"

          warto zdać sobie sprawę z umocowania perspektywy, z której patrzymy na wieści
          np. z Anglii, takie jak ta cytowana - że rozdźwięk leży głębiej, i że
          postrzeganie tego rozdźwięku w czarno-białych kategoriach jest fałszywe - po obu
          stronach jest troska, ale inaczej ukierunkowana

          u nas hołubi się ból, bierne znoszenie bólu jest postawą wręcz heroiczną,
          człowiek doświadczony bólem już przez sam ten fakt postrzegany jest jako
          pozytywnie wyróżniony

          tak na marginesie - chyba nie ma w okolicy bardziej "cierpiętniczej"
          kinematografii niż polska...

          cóż, ja potrafię sobie wyobrazić, że ból można traktować jako zło, z którego nic
          dobrego nie wynika, które samo w sobie nie jest żadnym powodem do dumy i
          przyznam, że z czasem stał mi się ten pogląd bliższym - teraz, gdy słucham przy
          okazji jutrzejszego święta o bliznach, krwi itp., co to mają Polskę uwznioślać,
          czuję raczej niechęć niż wzruszenie - wolałbym słyszeć o czymś dobrym, co tę
          Polskę wyróżnia

          podobnie trudno mi dostrzec wartość w utrzymywaniu jakiejkolwiek żywej istoty w
          stanie cierpienia, od którego nie ma sposobu się uwolnić, i które głęboko
          upośledza jej funkjonowanie, tak głęboko, że nie ma szans na doświadczenie dość
          silnych pozytywnych przeżyć, które mogłyby to cierpienie zrównoważyć

          trwanie nie jest dla mnie wartością absolutną, dla mnie kryterium jest raczej
          aktualne i potencjalne dobro, czyli coś, co nas buduje, a nie zatruwa - a ból
          zatruwa, według mnie

          gdy brak dobra i nie ma na nie widoków - trwanie jest piekłem

          i to piekło można przerwać - dobrą śmiercią

          pytanie, czy jesteśmy w stanie trafnie zdiagnozować to "piekło"? myślę, że choć
          teraz dla wielu brzmi to jeszcze fantastycznie, na sporo "odwiecznych" pytań
          będących dawniej domeną mistyków, teologów i filozofów odpowie nam neurologia

          nie od dziś wiemy, że chroniczne pobudzenie ośrodków bólu w mózgu powoduje w nim
          negatywne zmiany - u z początku zdrowych dzieci cierpienie (także "psychiczne",
          związane z brakiem naturalnych dla tego wieku bliskich relacji) upośledza rozwój
          intelektualny, emocjonalny i fizyczny, i to na głębokim, neuronalnym poziomie

          można "zajrzeć do wnętrza" człowieka, niedostępnego kiedyś, badając jego mózg, w
          coraz większym stopniu

          i to może sprawić, że cierpienie dwudniowego, upośledzonego dziecka, nie będzie
          już tylko spekulatywne

          a do badań okresowych osób dorosłych dołączy się neurologiczne badanie nastroju...

          brave new world?

          niezupełnie, bo lepsze diagnozowanie, a "leczenie" przez eliminację to zupełnie
          dwa różne zjawiska - to drugie jest głupie, zwalnia nas od poszukiwania
          rozwiązań, ale - rozumiem, że gdy mamy pewność, że rozwiązania nie ma, za lepszą
          można uznać eutanazję, niż "trwanie w piekle"

          za dzieci odpowiedzialni są dorośli, oni podejmują za nie decyzje, których one
          nie mogą podjąć - są odpowiedzialni także za ich ból

          nie uciekałbym od tej odpowiedzialności w "niech natura czyni swoje"
          • forumisko Re: eutanazja niemowlat 10.11.06, 22:41
            > podobnie trudno mi dostrzec wartość w utrzymywaniu jakiejkolwiek żywej istoty
            > w stanie cierpienia, od którego nie ma sposobu się uwolnić, i które głęboko
            > upośledza jej funkjonowanie, tak głęboko, że nie ma szans na doświadczenie
            > dość
            > silnych pozytywnych przeżyć, które mogłyby to cierpienie zrównoważyć
            >

            Usuwanie cierpiących ludzi z tego świata także głęboko upośledza - ludzi którzy
            zajmują się tym procederem. Na przykład mogą sobie wmawiać że to jest pozytywne
            przeżycie.
          • diabollo Re: eutanazja niemowlat 11.11.06, 00:36
            Czcigodny Fnollu,

            Bardzo trudno rozmawiać z ludźmi, którzy są przekonani o swojej moralnej wielkości.

            Pragnę zwrócić uwagę, że cytowany przez czcigodną Sion artykuł z Onetu mówi
            wyraźnie o dyskusji w GB na temat eutanazji noworodków, które nie mają szans na
            przeżycie.

            Czasami sobie myślę, że w stosunek wielu mieszkańców Ojczyzny Naszej do
            dylematów etycznych w krajach zachodnich ma się tak jak stosunek przeciętnego
            mieszkańca Bliskiego Wschodu czy Afryki do zachodnich fanaberii z emancypacją
            kobiet.

            Miło jest (szczególnie jeżeli ma się na punkcie rozrodczości jakiś kompleks)
            moralizatorsko naprawiać świat ideologizująć problemy rozmanażania homosapiens
            (któremu to gatunkowi króliki mogą zazdrościć), jednocześnie nie zauważając
            takich perdół jak fakt, że setki milionów dzieci i dorosłych na naszej planecie
            nie tylko głoduje, ale nawet nie ma dostępu do zwykłej wody.

            Kłaniam się nisko.
          • isma Re: eutanazja niemowlat 11.11.06, 09:28
            Eee, tzn. ktora galaz medycyny zajmuje sie zwalczaniem bolu? I ze jak jest w PL
            rozwinieta? I ze co to ma wspolnego ze spozyciem apapu?
            Bo nie zrozumialam.
            • fnoll Re: eutanazja niemowlat 11.11.06, 13:52
              isma napisała:

              > Eee, tzn. ktora galaz medycyny zajmuje sie zwalczaniem bolu?

              o ile pamiętam ośrodki specjalizujące się w bólu mają taki nieco "wewnętrznie
              interdysplinarny" charakter, od medycyny ratunkowej po paliatywną

              przyznam, że moja wiedza w tym zakresie nie jest najświeższej daty... coś mi
              sieę mogło pozacierać i wymieszać :)

              > I ze jak jest w PL rozwinieta?

              słabo, przynajmniej tak słyszałem jakieś cztery lata temu

              > I ze co to ma wspolnego ze spozyciem apapu?

              ból nie jest traktowany jako choroba sama w sobie, zamiast iść z nim do lekarza
              (który, jak pisałem, w naszym kraju w większości przypadków nie udzieli nam
              należytej pomocy w tym zakresie) - radzimy sobie sami; zaryzykowałbym
              porównanie, że analogicznie do aborcji ból "zszedł do podziemia" czy też nigdy z
              niego nie wyszedł - bo kultura każe nam biernie znosić własne cierpienie

              rozjaśniłem trochę?
              • isma Re: eutanazja niemowlat 11.11.06, 14:02
                Fnollu, ja za Toba przepadam, no, ale jak mowimy o bolu nie do zniesienia,
                ktory mialby byc uzasadnieniem eutanazji, to Ty mi tu nie pitol o apapie.
                Owszem, ja sie zgadzam, ze narod nasz bywa niezbyt madry, i ochoczo kupuje to,
                co reklamuja, a potem sie dziwi, ze lek nie dziala (albo ze samochod sie nie
                przeobraza w robota), no ale jednak sa to chyba zdziwienia - choc powszechne -
                to nie na tyle fundamentalne, zeby mialy zastosdowanie do opisuywanych
                sytuacji.
              • isma Re: eutanazja niemowlat 11.11.06, 14:19
                Za wczesnie sie wyslalo.

                No, wiec, powiadasz, bol jest choroba sama w sobie. Ale tez stwierdzasz, ze
                osrodki zajmujace sie bolem maja wewnetrznie interdyscyplinarny charakter, co
                wydaje mi sie pozostawac w pewnej niezgodnosci ze stwierdzeniem poprzednim.
                Albo bol jest choroba sama w sobie i jego leczeniem zajmuje sie
                wyspecjalizowana galaz medycyny (to ta, ktorej, mowiles, najnowszym
                osiagnieciem jest eutanazja? - nie znam), albo jest to zjawisko wieloaspektowe,
                z ktorym trzeba postepowac stosownie do przyczyn i okolicznosci. Bole kostne
                beda domena porad ortopedy, migreny - zapewne neurologa. Ale jesli idzie o bol
                u terminalnie chorych, to zajmuja sie nim, przynajmniej w znanych mi krajach
                cywilizowanych, specjalisci medycyny paliatywnej.

                Nie znam lekarzy medycyny paliatywnej - nie tylko w PL, nie tylko chrzescijan -
                ktorzy proponowaliby eutanazje. Daj przyklad, pogadamy. Z tego, co czytam,
                najczesciej proponuja ja lekarze innych specjalnosci (w tym szczegolna grupa,
                zapewne z racji zawodowej wiedzy o "usypianiu", sa anestezjolodzy ;-))), dla
                ktorych zadajacy eutanazji terminalnie chory nie jest takim samym pacjentem jak
                pozostali, tez terminalnie chorzy, ale jest - wsrod chorych leczonych z
                sukcesem - ta czescia statystyki, ktora zalicza sie do zawodowych niepowodzen.
                Istotnie, jesli zalozymy, ze zadaniem lekarza (wyjawszy specjalistow medycyny
                paliatywnej) jest maksymalnie skutecznie leczyc, dopoki terapia rokuje poprawe,
                to mozna sadzic, ze sposob, w jaki zakonczy zycie pacjent, pozostajacy juz w
                istocie poza zasiegiem zainteresowan owego specjalisty, jest bez znaczenia.

                Czy wiec rzeczywiscie spor o eutanazje jest sporem o medycyne?
    • forumisko Re: eutanazja niemowlat 10.11.06, 15:30
      Teraz Sion wychodzi na jaw sprawa że nie chodzi w prawie przeciwko życiu o
      stwierdzenie czy nie człowieczeństwa płodu - bo o człowieczeństwie noworodków
      chyba nikt nie wątpi - tylko o znalezienie podstawy prawnej do "pozbycia się
      kłopotu" - do usuwania dzieci niechcianych.

      Albania i Indie - wyrok na dziewczynki

      "Są jednak kraje, w których wynalazek USG wykorzystywany jest w zupełnie
      przeciwnym celu. W Albanii powszechne jest rozpoznawanie za pomocą
      ultrasonografu płci dziecka, by, jeśli okaże się, że urodzi się chłopiec -
      zachować go przy życiu, jeśli zaś dziewczynka - zabić ją. W kraju tym
      preferowani są bowiem męscy potomkowie jako spadkobiercy rodu oraz pomoc
      fizyczna w domu i gospodarstwie. Ponieważ rozpoznać płeć na USG można dopiero w
      czwartym-piątym miesiącu ciąży, aborcja zaś jest dopuszczalna prawnie w Albanii
      tylko w pierwszych trzech miesiącach - wszystkie tego typu zabiegi są
      nielegalne. Są one jednak bez problemu omijane za pomocą fałszywych
      zaświadczeń."

      "Z podobnym problemem borykają się też Indie, gdzie w XX wieku - według
      tamtejszego komisarza ds. ludnościowych - zabito co najmniej 25 milionów
      dzieci - przed urodzeniem, w trakcie narodzin lub tuż po nich - tylko dlatego,
      że były płci żeńskiej. Doszło do tego, że rząd indyjski w 1996 roku wydał zakaz
      używania USG do określania płci dzieci nienarodzonych. Nie zahamowało to jednak
      procederu likwidowania dziewczynek. Dane statystyczne są alarmujące: w kraju na
      1000 chłopców poniżej szóstego roku życia przypada 927 dziewczynek, zaś w
      niektórych regionach, zwłaszcza rolniczych, współczynnik ten jest jeszcze
      gorszy - 1000 chłopców na 754 dziewczynki. Demografowie ostrzegają, że będzie
      to w przyszłości poważny problem, gdyż dla wielu mężczyzn zabraknie kobiet,
      które mogłyby zostać ich żonami."

      www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/wojna_silnych.html
    • kora3 Ofiarne ratowanie! 07.12.06, 17:50
      bez liczenia się z kosztami, a także bez zastanawiania sie jakie wady bedzie
      miało w przyszłosci dziecko ma miejsce w poslioch szpitalach!
      Mam nadzieje,z e to pociesza tych wszystkich, którzy martwia się brytyjskimi
      rozmowami na temat.

      Cytat:

      Mały Jurij żyje z... długiem

      Jurij K. urodził się w 27 tygodniu ciąży, ważył tyle, co torebka cukru -
      ledwie kilogram. Nie mógł sam oddychać, bo jego maleńkie płuca jeszcze się do
      końca nie wykształciły, a co gorsza miał zakażenie. Lekarze z przemyskiego
      Szpitala Wojewódzkiego zrobili wszystko, by mały Jurij przeżył. I żyje! Byłoby
      jak w bajce, gdyby nie fakt, iż jego mama jest Ukrainką i nie ubezpieczyła się
      przed przyjazdem do Polski. Leczenie chłopca kosztowało nieco ponad 35 tys.
      złotych. Dla jego rodziców to niewyobrażalna kwota, a dla szpitalnego oddziału
      też spory wydatek.

      Pani Maryna K. ze Lwowa przyjechała do Polski 8 czerwca w celach handlowych.
      Była w 27 tyg. ciąży, pod stałą kontrolą swojego lekarza we Lwowie. - Jurijek
      to mój trzeci syn. Zawsze wszystko z ciążami było u mnie w porządku - opowiada
      31-letnia kobieta. - Tym razem też. Regularnie odwiedzałam lekarza, wszystko
      było dobrze, są też na ten temat odpowiednie zapisy w mojej karcie ciąży. Wtedy
      również nic mnie nie bolało, a podróż przebiegła spokojnie. Nagle, już na
      miejscu u znajomych w Przemyślu, zobaczyłam, że odeszły mi wody i że są jakieś
      dziwnie zanieczyszczone. Wpadłam w panikę – wspomina ze strachem kobieta.

      Walka o życie

      Kobietę przywieziono do Szpitala Wojewódzkiego w Przemyślu, a poród odbył się
      przez cesarskie cięcie. - Utrzymanie przy życiu wcześniaka z tak niską wagą
      urodzeniową wymaga specjalistycznego i bardzo drogiego leczenia - wyjaśnia
      Jadwiga Mierzwińska – Pajda, ordynator oddziału neonatologicznego z
      pododdziałem patologii noworodków. - Wiedzieliśmy, że rodzice nie są
      ubezpieczeni w Polsce. Ale przecież w takich sytuacjach nie można na zimno
      kalkulować. Zapewniliśmy dziecku pełną opiekę medyczną i wszelkie wymagane
      leczenie. Teraz po ponad 2,5 - miesięcznym leczeniu zostało wypisane do domu w
      stanie ogólnym dobrym – dodaje ordynator.

      Dług został

      Rodzice dziecka - Maryna i Andriej K. dziękują Bogu i przemyskim lekarzom za
      uratowanie synka. - Przed porodem pytano mnie o ubezpieczenie, nie miałam. Mimo
      to lekarze pomogli mnie i mojemu dzieciątku - mówi wzruszona mama Jurijka. -
      Chciałabym móc oddać szpitalowi te pieniądze, ale naprawdę nie mam z czego -
      tłumaczy. Mały Jurij został wypisany do domu, wyjechał już z mamą do Lwowa.
      Został dług szpitala i pytanie, co robić w takiej sytuacji, gdy między Polską a
      Ukrainą nie ma przepisów regulujących takie sytuacje.

      Elżbieta Lewandowska, rzeczniczka szpitala, tłumaczy, że przypadek Jurija
      obciąży budżet placówki: - Pieniądze są praktycznie niemożliwe do ściągnięcia.
      W ostatnim półroczu mieliśmy kilkunastu takich pacjentów na różnych oddziałach.
      Koszty ich leczenia są zróżnicowane, zależnie od pacjenta i jego przypadku.
      Część cudzoziemców reguluje opłaty, część nie i nie mamy na to sposobu.

      komentarz:
      rzecznik komendanta SG - Obywateli Ukrainy obowiązuje przy wjeździe na teren RP
      posiadanie kwoty pieniędzy pozwalającej na zapewnienie sobie utrzymania na czas
      pobytu. Nie ma przepisu, który nakazywałby im posiadanie ubezpieczenia
      zdrowotnego, czy od nieszczęśliwych wypadków.

      Interesujace, prawda?
      O nawet budujące :) Lekarze wiedza, ze NIKT nie zwróci im kosztów leczenia tego
      malca! NIKT też nie potrafi przewidzieć jakie moze mieć wady wynikłe z niskiej
      wagi urodzeniowej i wcześniactwa.
      I NIKT z naszych włazd nie interesuje się ofiarnymi lekarzami i dugiem
      szpitala... Wzieli sobie problem na głowe to mają, nie ???
      Jakby zostawili kobiete i pozwolili dziecku umrzeć to byliby zbrodniarzami, a
      tak są żebrakami ...
      Tak własnie nasze kochane pańśtwo dba o interesy rodzimej służby zdrowia i
      wczesniaków.. Brawo, prawda ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka