nerri
23.11.06, 10:00
Najpierw o mało nie odkroiłam sobie palca,potem ze spłuczki zaczeło ciec...a
raczej lać się strumieniem:/Wszystko przed samym wyjściem do
pracy.Galopem...udało mi się nie spóźnić na trabambaj...tylko co z
tego...potem raczył przyjechać dopiero chyba 4 autobus...egh...do pracy
wpadłam trzy minuty po czasie...powinnam się cieszyć, że się chociaż w miarę
wyrobiłam.Oby to koniec pecha na dziś:/
...budzi się we mnie zwierzę...ale obawiam się,że to leniwiec ;)
...gdy nie masz nic do ofiarowania...ofiaruj uśmiech...:)))