Dodaj do ulubionych

Trudne wybory czyli

24.11.06, 12:05
chyba powtórka z rozrywki, bo mam dziwne przekonanie, że o tym już kiedyś
rozmawialiśmy, ale nie chce mi się szukać. Bo to dawno było.

Moja pełnoletnia już córka męczy się (chyba) ciut z dokonaniem wyboru
studiów. Ciągnie ją w stronę filizoficzno-językowo-socjologiczną ale
niesamowicie kręci ją też matematyka. Wyboru nie ułatwiają przydźwigiwane
przez listonosza katalogi i broszurki zachwalające właśnie ten a nie inny
wydział, na tym a nie innym uniwersytecie.

Inaczej to trochę wyglądało, "za moich" czasów. To ja musiałam docierać do
informacji, a nie informacja do mnie:) I wybór był znacznie bardziej
ograniczony i motywacje do podjęcia studiów inne...

Jak sobie poradziłaś /-eś w wyborem studiów? Czy to była łatwa decyzja (to
znaczy oczywista?)czy niekoniecznie? Kwestia przypadku, czy świadomych i
dojrzałych (heh) przemyśleń? I w ogóle?

Takie piątkowe pytanie ciekawej.
Obserwuj wątek
    • aaneta Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 12:14
      W moim przypadku zadecydowało lenistwo, w szczególności niechęć do uczenia się
      przez zapamiętywanie. Zakładałam (słusznie, jak się okazało), że na matematyce
      nie będzie mi groziło tzw. zakuwanie. No i nie musiałam się uczyć ani do matury,
      ani do egzaminów wstępnych :)
    • 3promile Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 12:15
      Wybór był prosty - bardzo lubiłem matematykę. Lubiłem ją tak bardzo, że nie
      chciałem przestać jej lubić. I dlatego wybrałem studia humanistyczne.
      • stella25b Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 12:19
        u mnie bylo podyktowane to genetyka. Brat dziadka byl historykiem, moja mama
        tez wiec i ja wybralam historie.
    • obly Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 12:18
      matematyka
      howgh
      zawsze i wszędzie
    • kubissimo Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 12:23
      pierwsze studia wyniknely z tego, ze plan A nie wyszedł i musiałem coś
      wykombinować mając w perspektywie wojsko.
      i właśnie stad sie biorą magistrowie wychowania fizycznego :D

      w przypadku drugich studiow bylo to trochę bardziej swiadome, bo wiedziałem, że
      chce iść na filologię, ale ciężko było wybrać odpowiedni kierunek świata.
      Rozważałem zdawanie na skandynawistyke, ale to wiazloby sie z przeporwadzka do
      Poznania, a ja jeszcze wtedy nie wiedizalem, ze tak bardzo polubie Poznan i
      zrezygnowalem.
      Potem zawezilem wybor do jezykow romanskich, ostatecznie musialem wybrac miedzy
      wloskim i hiszpanskim. Wybralem italianistyke i niby fajnie - studia ciekawe,
      poznalem mase wspanialych ludzi, bylem na stypendium w Rzymie, a dziś pracuje w
      zawodzie i mam z tego solidny pieniadz, niemniej po wakacjach w Hiszpanii
      troche zaluje, ze to jednak nie wygrala iberystyka.. :/
    • braineater Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 12:36
      Wybór był prosty
      Wstałem rano skacowany, spojrzałem kaprawymi oczętami w zwierciadło i spytałem
      sam siebie: Marcelku, kim chcesz być jak juz wytrzeźwiejesz? A odbicie odparło:
      no jak to kim? Przecie, że nikim.
      No to musiałem iśc na te literaturoznawstwo.

      P:)
      • quarantinea Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 12:45
        Z rozpędu, po klasie mat.-fiz., matematyka, nieskończona.
        Z zamiłowania do mętnych, nic nie wnoszących dyskusji, skończona filozofia.
      • mamarcela Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 13:03
        Przekora, przekora, przekora. Li i jedynie.
        Byłam laureatką olimpiady matematycznej więc miałam wolny wstęp na różne scisłe
        kierunki. Nie byłabym soba gdybym wobec powyższego nie wybrała kierunków
        humanistycznych.
        Większość z nich znajdowała się jednak w granicach dojazdu tramwajowego, a ja
        bardzo chciałam się wyrwać spod wpływów MJM. Wybrałam więc kierunek odległy,
        snobistyczny i bardzo niepoprawny politycznie.
        Zainteresowana byłam nim mniej więcej tak samo jak większością innych kierunków
        okołokulturowych.
        na giełdzie przed egzaminami wstępnymi okazało sie, że nie dość, że ze swoimi
        niespełna osiemnastoma laty jestem młodsza od większości zdających o kilka lat
        to na dodatek nie czytałam żadnych lektur proponowanych do tegoż egzaminu.
        Ponieważ nie musiałam zdać - potraktowałam całą sprawę lajcikowo i chyba dlatego
        udawało mi sie na kompletnym luzie przechodzic kolejne etapy.
        Nie byłasbym sobą gdybym nie pomyliła godzin ostatecznej rozmowy kwalifikacyjnej
        i zamiast w charakterze grzecznej panienki nie zjawiła sie na niej w starych
        trampkach i obciętych na krótkie dżinsach.
        Miałam wrażenie, że cała komisja lituje się nade mna i dlatego zadaje mi takie
        banalne pytania, i byłam święcie przekonana, że nie zdałam. Nawet sobie bilet
        powrotny kupiłam przedwcześnie.

        Złosliwcy twierdzili potem, ze udało mi sie zająć miejsce w pierwszej piątce
        własnie dzięki tym przykrótkim szortom. Ale to jest całkowita nieprawda.
        Członek szanownej komisji powiedział mi parę lat później, że rozsmieszyłamj ich
        jakimś od czapy tekstem juz w pierwszym pytaniu i dlatego później mnie juz o nic
        właściwie nie pytali. Błazeństwo bywa czasem opłacalne. Tylko, że ja się chyba
        jednak trochę denerwowałam, bo za nic nie mogłam sobie przypomnieć co i na jaki
        temat mogłam takiego śmiesznego wówczas powiedzieć.
        • kubissimo Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 13:18
          ja tez po ostatnim ustnym bylem przekonany, ze bylo fatalnie i sie nie dostane.
          Nie wiedzialem o tym, ze kazdy facet, ktory do tego ustnego dobrnął i tak
          dostawał z góry maksymalna liczbe punktów. taka polityka wydzialu :)
          • mamarcela Powtórka z rozrywki 24.11.06, 13:57
            Sytuacja powtórzyła się kilka lat później na pierwszej obronie. Mój promotor
            wyjechał na parę miesięcy zagranicę i gdy wrócił okazało sie, że ja nieszczęsna
            jęta szałem jakowymś napisałam pracę tak na półtora doktoratu. I to na dodatek
            na zupełnie pionierski temat. Jak to bywa na nieduzych wydziałach natychmiast
            wszyscy sie dowiedzieli i zlecieli na moja obronę, coby po raz ostatni poobcować
            z geniuszem :) No, ale oczywiście nie byłabym soba gdybym jakiejś błazenady nie
            odstawiła. Ubrana była co prawda bardzo nobliwie i magistersko, ale i tak plamę
            dałam na całej linii.
            Ponieważ tak naprawdę na temacie mojej pracy znałam się najlepiej ze
            zgromadzonych i chyba z góry było wiadomo, jaki stopień dostanę, zgromadzeni
            licznie panie i panowie zadawali mi pytania z gatunku oczywistych. Takie, na
            które i na tym nieszczęśnym wstępnym bym bez trudnosci odpowiedziała. A ja
            oczywiście węszyłam podstęp i wpatrywałam sie w nich oczami tęskniącymi za
            rozumem, odmawiając odpowiedzi. Przy pytaniu "jak się nazywało czasopismo
            satyryczne, do którego pisywał Tuwim" i mojej odpowiedzi, ze nie mam pojęcia
            (no, bo przeciez nie mogli mnie pytać o "Cyrulika Warszawskiego", bo to byłoby
            za proste) zostałam przy zbiorowych rechocie zgromadzonych poproszona o wyjście
            z sali. Rzuciłam się z płaczem w ramiona mojego ówczesnego faceta, a oni dalej
            śmiali sie tak głosno, że własnego płaczu nie słyszałam. Potem mnie znowu
            poprosili i zaproponowali, że skoro ich się tak boję to może wejdę pod stół, a
            potem mi pogratulowali i wypuscili z oceną bdb. Do tej pory sie tego wstydzę.
    • brunosch Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 13:28
      wybór nie był trudny, bo skoro Bóg poskąpił mi talentów do nauk ścisłych,
      pozostała szeroko pojęta humanistyka.
      A że przyjaciółka szła na polonistykę, więc wcielając w życie moje ulubione: a
      właściwie, dlaczego nie? decyzja podjęła się praktycznie sama. no i tak los
      ustrzegł mnie przed Kulturwissenschaftem.

      PS wcześniej był start na ASP i konserwację zabytków, więc teraz zależało mi na
      czym na tyle prostym, żeby "na razie" się gdzieś zakotwiczyć, a po I semestrze
      zmienić uczelnię i kierunek.
      Potem jeszcze była historia i flirt z medycyną, ale to zupełnie inna pieśń.
      • sella_w Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 14:02
        Ja przyznaję się nimniejszym do nieczystych pobudek.
        Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.

        Chciałam socjologii, kochałam socjologię i porzuciłam socjologię, wsłuchawszy
        się w głosy rozsądku mych rodzicieli.
        I jeszcze nie wiem, czy nie żałuję, bo to nie tak dawno było.
        Kierunek taki kompromisowy, Bogu dzięki, nie do końca ścisły... ale czy
        szczęśliwy był to wybór? To się okaże dopiero za parę lat, jak sądzę.
        Obrona we wtorek... życzcie szczęścia!

        W sumie, to chyba jednak nie żaluję, bo poznałam coś, czego bym w inny sposób
        nigdy nie zgłębiła, daje to to sporo satysfakcji, a i widoki na przyszlość też
        mnie nie przerażają...
        A na socjologię może jeszcze przyjedzie czas...?
    • blue.berry Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 14:25
      u mnie wybór byl dosc prosty i jakos tak samo narzucający sie.
      jak juz dotarlo do mnie (tak w okolicy 4 klasy podstawowej) ze weterynarzem
      raczej nie zostanę:))) to cala swoja pasje poswiecilam sztuce:))))) hyhy
      oczywiscie zartuje ale prawda jest taka ze od 8 klasy szkoly podstawowej
      chodzilam na lekcje rysunku. w liceum sama uczylam sie historii sztuki. a cala
      4 klasa to juz wlasciwie glownie byly lekcje rysunku, malarstwa, a reszta to na
      tyle by mature zdac:)) studia na akademii byly tak wymarozne ze nawet nie
      przewidywalam zadnej alternatywy na okolicznosc niedostania sie:) na szczescie
      nie byla ona potrzebna:)

      ale np. moja bratanica jest w maturalnej klasie i tak naprawde do dzis nie wie
      za bardzo co dalej.
    • butters77 Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 14:48
      Ponieważ pytania "co chcę robić?" nie zadawałam sobie w klasie maturalnej w
      ogóle, zasugerowałam się tym, "co robić lubię" - i wybrałam taki kierunek
      studiów, dzięki któremu mogłam poświęcać temu dużo czasu:) Najogólniej mówiąc,
      interesowało mnie: pisanie, czytanie, kino (praktycznie i teoretycznie), języki
      obce.

      Na szczęście później udało się to przekuć w różne sposoby zarabiania na życie:)

    • ash3 Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 14:59
      beatanu napisała:

      >
      >
      > Jak sobie poradziłaś /-eś w wyborem studiów? Czy to była łatwa decyzja (to
      > znaczy oczywista?)czy niekoniecznie? Kwestia przypadku, czy świadomych i
      > dojrzałych (heh) przemyśleń? I w ogóle?
      >

      Z perspektywy czasu mam coraz silniejsze wrażenie, że w tym kilku czy
      kilkunastomiesiecznym okresie, gdy wazyly się losy mego dalszego wyksztalcenia,
      drogi życiowej itd., byłam w cichej depresji. Najogólniej mówiąc marzyłam, by
      mieć święty spokój i żeby nikt niczego ode mnie nie chciał. A najchętniej - rok
      wolnego od wszystkiego. To oczywiście nie było mozliwe. Więc - ponieważ tego ode
      mnie oczekiwano (bo taka była logiczna konsekwencja tego, czym się zajmowałam w
      życiu do tej pory) zdawałam na jeden kierunek artystyczny (z góry wiedząc, że to
      się nie może udać). Pozostało wybrać w miarę niegroźnie wygladający kierunek, na
      który będe zdawać, gdy już się okaze to, co okazać sie powinno. Wybrałam
      kulturoznawstwo. Dostałam się bez większych trudnosci. Wybór tego kierunku miał
      swoje dobre i złe strony.
    • kwiecienka1 Uwaga, brońcieboże nie naśladować 24.11.06, 15:27
      Ja już od czasów liceum wiedziałam, ze chcę uczyć polskiego jako obcego i
      wiedziałam też, że do tego potrzebny mi jest najpierw dyplom neofilologii a
      potem podyplomówka. Jako że egzaminy wstępne na slawistykę były najpóźniej, a
      ja miałam równie ważne plany wakacyjne, skończyło się na niezmiernie
      praktycznej filologii chorwackiej :)
      No dobra, jakaśtam kaska z tego jest: latem rezyduję sobie w Chorwacji & resztą
      roku uczę różnych hobbystów...
      Jednak gównie żyję z tego co dała mi podyplomówka (jak sobie zaplanowałam),
      więc w zasadzie te najpierwsze studia traktuję bardzo po macoszemu...
      Aktualnie wymyśliłam sobie coś nowego: kwalifikacyjny MENowski kurs metodyczny
      w kolegium nauczycielskim, więc już za pół roku jakieś biedne dzieci będą miały
      nową panią od angielskiego...
      A, no i poza tym mam jeszcze jedną nauczycielską podyplomówkę na wykończeniu...
      I na koniec oficjalne oświadczenie: oczywiście, lepiej skoczyć jedne, ale
      porządne studia niż tak co chwilę robić kolejne kursy.
      I tej wersji będę się trzymać.
      Pozdrawiam
      Kwiecienka Kujon i Wieczny Student
      (ani chybi skończę w szkole...)
    • agni_me Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 17:26
      Za mnie decyzję podjęła wygrana w "kąkursie" ze wszech miar humanistycznym,
      dzięki której miałam w kieszeni indeksy na polonistykę i dziennikarstwo.
      Uznałam za obciach tak po najmniejszej linii oporu i choć miałam chrapkę na
      dziennikarstwo, trafiłam na iberystykę. Wytrzymałam półtora roku. Studia fajne,
      towarzystwo straszne, a ja jestem towarzystkie zwierzę. Dla towarzystwa, niczym
      cygan, poszłam na ekonomię. Wydział z gatunku tych, co to nosem kręcą nań
      aktywistki studenckie, bo trafiają tam odrzuty - żadne finanse czy zarządzanie,
      jakieś takie społeczne dyrdymały. Studia znośnie nudne, za to towarzystwo
      przednie. Tylko dla przyjemności towarzyskich gładko je przeszłam. A potem
      jeszcze jedne. Jestem chyba ostatnią osobą, która może powiedzieć coś o
      świadomym wyborze studiów.
    • nienietoperz Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 17:41
      Jak juz kiedys pisalem, w gre wchodzily dosc powaznie histeria, amglistyka,
      tatematyka, phizyka. Przekonano mnie (troche sie tez sam przekonalem), ze
      przedmiotu pierwszych dwoch naucze sie sam niezaleznie od uczelni - sprawdzilo
      sie o tyle, ze tego drugiego sie wciaz usiluje nauczyc; to pierwsze przepadlo
      bezpowrotnie.
      W sposob zorganizowany (id est uniwersytecznie) uczylem sie pozostalych dwoch.
      • staua Re: Trudne wybory czyli 26.11.06, 02:10
        Dostalam sie po kolei na trzy bardzo rozne kierunki.

        Z poczatku bylo podobnie jak u Nienietoperza - lublam kierunki przyrodnicze (chemia, biologia - byla
        zreszta w klasie biol-chem) i humanistyczne (polski, jezyki), ale stwierdzilam, ze studia humanistyczne
        sa niepotrzebne, bo naucze sie tego sama, jesli bede chciala, a biologii nie, ze wzgledu na koniecznosc
        doswiadczen (juz tak do konca nie mysle; kiedys tez dyskutowalismy o tym na forum zreszta). Rodzina
        parla na medycyne ze wzgledow prestizowych, a ja bylam wtedy (cale liceum chyba) w stadium
        rebelianckim. Ostatni etap (nie wygrana) w olimpadzie z chemii dawal mi indeks tylko na chemie, ktora
        interesowala mnie bardziej w podstawowce (i i tak nie bylo na nia egzaminow juz od lat), a w liceum
        wyewoluowala w strone biochemii (nie bez winy byla pani prof. Bartnik i mozliwosc uczestnictwa w
        organizowanych przez nia na AM wykladach o aktualnych nagrodach Nobla z fizjologii i medycyny, na
        ktorych bywalam co roku, a ktore utwierdzily mnie w przekonaniu, ze biologia molekularna i biochemia
        to nauki przyszlosci).
        Traf chcial, ze w 1993, kiedy szlam na studia, na biologie ogloszono konkurs swiadectw. Jedyny raz.
        Oczywiscie dostalam sie i bylam zadowolona studiujac tam, studia spelnialy moje oczekiwania, no,
        moze nie w 100%, ale po dwoch latach mozna bylo miec indywidualny tok studiow i w zasadzie
        wybierac sobie cokolwiek, trzeba bylo tylko przekonac dziekana, ze to ma sens. Bylo wiec milo.
        Z powodu braku egzaminow mialam poczucie, ze moje ambicje nie zostaly spelnione, ze moze na
        studia z egzaminami nie dostalabym sie, wiec jak moj owczesny chlopak (absolutny humanista) po roku
        muzykologii zrezygnowal i postanowil, ze chce byc bohemista, uczylam sie z nim do egzaminow na
        slawistyke (Kwiecienka ;-)) i dostalam sie rowniez, po czym natychmiast po zobaczeniu swojego
        nazwiska na liscie poszlam i wycofalam papiery, co ucieszylo bardzo panie w sekretariacie, bo za duzo
        osobo zdalo egzaminy i byly w trakcie przenoszenia najslabszych na kierunki malo popularne.
        Po trzecim roku stwierdzilam znowu (chyba - tak naprawde nie mam pojecia, co mna kierowalo), ze
        chcialabym gdzies zdac, i zdalam na anglistyke (myslalam naiwnie, ze bede zwolniona w testu z wiedzy
        o jezyku jako studentka UW, ale nie bylam, bo nie studiowalam kierunku himanistycznego). Musialam
        zdawac wszystko, zdalam (w tescie jez. bylam nawet trzecia, co mnie bardzo zdziwilo) i to mnie
        wreszcie chyba usatysfakcjonowalo, jesli chodzi o ego. Nawet zaczelam tam studiowac, ale
        studiowalam i zaliczylam semestr, potem wzielam dziekanke (jakas musiala byc specjalnie
        uzasadniana itd, bo normalnie nie dawali po jednym semestrze), bo pojechalam na Tempus do Walii (z
        biologii, ktora studiowalam oczywiscie caly czas). Potem wrocilam na piaty rok biologii, po semestrze
        zaczelam znowu drugi sem. anglistyki, ale okazalo sie, ze moge wyjechac na studia doktoranckie do
        Szwajcarii (wiedzialam to w maju). Obronilam sie na biologii w czerwcu, pozdawalam egzaminy i
        zaliczylam rok na anglistyce (bo caly czas nie bylam zdecydowana na 100% - wyjechac mialam w
        listopadzie, a mialam oferte pozostania na wydziale biologii jako asystentka), ale w wakacje sie
        namyslilam i wyjechalam... Juz skreslajac anglistyke kompletnie, bez zadnych dziekanek.
        Krotko mowiac, duzo spontanicznosci w tym bylo, ale biologia byla ze mna od dawna i mysle, ze byl to
        dobry wybor, w kazdym razie - nie zaluje.
    • zdanka1 Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 18:11
      Jestem naprawdę ostatnia osoba, która ma jakiekolwiek prawo doradzać cokolwiek
      na ten temat :) Jednak pozwolę sobie na jedną uwage - nie warto sie przejmować
      tak zaraz po liceum - jesli wybierze coś, co jej nie leży, nie jste zadnym
      problemem zostawić te studia po roku i iśc na inne. Ten wybór niczego nie
      definiuje od samego początku - ma sporo czasu - tzreba jakoś dać to odczuć, ze
      to nei jest nieodwracalna decyzja, to jeden z wariantów, który akurat wybrało
      się w tym momencie.
      • zdanka1 Re: Trudne wybory czyli 24.11.06, 18:20
        Aha, a pisze to człowiek, który miał okazję studiować polonistykę,
        kulturoznawstwo, etnologię i prawo, wiec naprawde nei powinien nikomu niczego
        doradzać:)
        • gamblerka Re: Trudne wybory czyli 25.11.06, 16:32
          skąd ja to znam :) Tylko, ze trzeba uważac, bo rezulatcie można nie skończyć
          niczego... co też znam z autopsji ;)
        • staua Re: Trudne wybory czyli 26.11.06, 02:12
          Przepraszam za wscibstwo, ale jestem bardzo ciekawa: co w koncu skonczylas? Zakladam, ze nie
          prawo...
    • samica1 Re: Trudne wybory czyli 25.11.06, 17:52
      Filozofia była, bo niewidzialna ręka powiesiła przy sekretariacie ulotkę, z
      której wynikało, że ukończenie jej nie będzie mi przeszkadzało zostać
      kosmonautą, sprzedawcą kadilaków oraz tłumaczem z chińskiego, a studiowanie
      będzie czyste (zero gliny i farb - zdziwiłam się tylko, ilu niespełnionych
      artystów znalazło się na roku), niestety, pojawiła się przeszkoda, która
      uniemożliwiła jej skończenie - nuuuuda. Potem był pomysł z architekturą, bo
      biednego architekta nie widziałam w życiu, no, i egzamin był banalnie prosty,
      tylko że zdających ponad 600 na kilkadziesiąt miejsc; potem ASP Breslau, gdzie
      zadano mi podchwytliwe pytanie, czy mnie nagle w połowie semestru nie złapie
      bolesna miłość do fizyki, a jak powiedziałam, że nie ma gwarancji, to mi
      podziękowano, i skończyło się na prywatnej uczelni w trybie zaocznym, czego nie
      żałuję; szkoda tylko, że tej szkoły już nie ma.
      • kwiecienka1 Re: Trudne wybory czyli 26.11.06, 14:00
        he, tylko dodam, że wcale nie chciałam tego chorwackiego - to był przypadek...
        w sumie myślałam o czeskim (jak na Kwiecienkę przystało), ale egzaminy były na
        slawistykę (ogólne) a podział studentów na poszczególne grupy językowe dokonał
        się w czeluściach sekretariatu, no i tak padło...
        jedynym wyjściem było odnalezienie osoby z grupy "czeskiej" i namówienie na
        zamianę miejsc na liście, ale niestety się nie udało :(
        i właśnie w taki przypadkowy sposób posiadłam umiejętność czytania Dubravki
        Ugresić w oryginale...
        wyłącznie dla satysfakcji własnej :)
        pozdrawiam
        Kwiecienka na Kabatach
        • staua Re: Trudne wybory czyli 27.11.06, 00:48
          Wtedy, kiedy ja zdalam na slawistyke w W-wie bylo odwrotnie - najbardziej okupowany byl chorwacki,
          czeski mniej, a na koncu byl bulgarski ;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka