wredna_zmija
10.12.06, 18:21
gdy pracy nie było, bo ta kurwa (sorry, ale jeszcze mnie trzepie) świnie mi
podłożyła, czułam się fatalnie... życie mi uciekało... bezczynność mnie męczy...
od kiedy praca nowa... heh... jest... znów złapałam wirusa pracoholizmu...
To są właśnie moje życiowe standardy...
Klasyka kurwa: Żmija pracoholiczka zafajdana... co robi w weekend, zamiast
odpoczywać? Pracuje... Co robi każdego dnia po pracy? Pracuje... Osz fuuuk...
Nie to abym przesadnie narzekała...
Po prostu na tym polega moje życie - heh, cała reszta leży kurwa i kwiczy
świńskim głosem podczas uboju (choć podobno powinni zabijać owe one w sposób
humanitarny).
Pierdole!
Skoro nie można inaczej, to sie zapracuję kurwa na śmierć albo na mega awans
może... szyyyyt....
Ciężar czuję... ciężar odpowiedzialności i pokładanych we mnie nadziei tu...
ech...
A Łyego mam w dupie - nie to nie huncwocie!!!!!! Mówię pass... jeszcze
będziesz żałował (tyle że wtedy będzie już za późno).
No i się wzięłam byłam wygadałam z deka...