Dodaj do ulubionych

Przyjaciele moich przyjaciół

21.01.07, 16:30
są moimi przyjaciółmi, ale czy wrogowie moich przyjaciół są moimi wrogami?
Ktoś niedawno prosił mnie o poradę w takiej kwestii i szczerze mówiąc miałam z
tym nieco trudności. Czyjś znajomy bardzo źle obszedł się z tego kogoś
przyjacielem. Skrzywdzony oczekuje zerwania stosunków jako dowodu lojalności,
przy czym poza tym zajściem (rzeczywiście nie do przyjęcia ani wybaczenia)nic
innego nie wpłynęło negatywnie na stosunki między znajomym niezaangażowanym a
krzywdzącym.
Mam nadzieję, że dość jasno opisałam sytuację, wcale nie tak bardzo chyba
rzadką. Jak Wy byście doradzili stronom? Czy to nie za daleko posunięte
żądanie lojalności?
Żeby uciąć niepotrzebne uwagi, stwierdzam, że opisana sytuacja nie dotyczy
mnie, ani mojego życia bezpośrednio. Zafrapował mnie jedynie taki problem.
Pozdrawiam:)
Obserwuj wątek
    • 3promile Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 16:34
      Ani przyjaciele moich przyjaciół cacy, ani wrogowie moich przyjaciół be. Dario,
      czy ty prowokujesz, czy naprawdę tenteges?
    • beatanu Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 16:59
      daria13 napisała:
      >Jak Wy byście doradzili stronom?

      Zanim bym się wzięła za jakiekolwiek doradzanie, zastanowiłabym się, czy ci
      ludzie nie spadli z konia? Nie jestem sobie w stanie wyobrazić takiej sytuacji,
      że ktoś z moich przyjaciół żąda ode mnie zerwania stosunów z kimś tam...
      Jesteśmy dorosłymi ludźmi, mam wrażenie, że podejmujemy suwerenne decyzje.
      Przynajniej jeżeli chodzi o to, z kim mamy ochotę i radość się przyjaźnić...

      Rozpadło się kiedyś małżeństwo. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że jestem
      be, bo "nie opowiedziałam się" w konflikcie. Bo nie stronię ani od niej, ani od
      niego. A w imię czego miałabym to robić?
      • jottka Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 17:12
        beatanu napisała:

        > Rozpadło się kiedyś małżeństwo. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że jestem
        be, bo "nie opowiedziałam się" w konflikcie. Bo nie stronię ani od niej, ani od
        niego. A w imię czego miałabym to robić?


        solidarności kobiecej przeciwko męskim szowinistycznym świniom:) albo odwrotnie
        w zależności od wyznawanej opcji, mój wróg świadczy o mnie
        • beatanu Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 17:20
          jottka napisała:
          > solidarności kobiecej przeciwko męskim szowinistycznym świniom:) albo
          odwrotnie
          > w zależności od wyznawanej opcji,

          :))

          Problem w tym, że ani on żadną szowinistyczną, ani ona ofiara czegoś tam. Ot,
          dwoje fajnych ludzi, którym nie było razem po drodze. A ja do dzisiaj darzę ich
          sympatią, chociaż nie utrzymujemy już żywych kontaktów. (martwe kontakty? - heh)

          A wroga to mam chyba tylko jednego ;)
          • jottka Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 17:31
            beatanu napisała:


            > Problem w tym, że ani on żadną szowinistyczną, ani ona ofiara czegoś tam.


            no szkoda, szkoda


            > A wroga to mam chyba tylko jednego ;)


            ale za to wspólnego z rzeszą zainteresowanych, chyba że nie o tym myslisz:) ale
            wtedy miałabyś już dwóch
    • skajstop Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 17:57
      daria13 napisała:

      > Żeby uciąć niepotrzebne uwagi, stwierdzam, że opisana sytuacja nie dotyczy
      > mnie, ani mojego życia bezpośrednio. Zafrapował mnie jedynie taki problem.

      A to jest problem? Bo ja, przyznam, z czymś takim się nie spotkałem, to znaczy z
      tak sformułowanymi oczekiwaniami wobec mnie czy kogoś znajomego. Ani o takich
      nie słyszałem od osób, które znam - choć przyznaję, bodaj raz w jakichś mediach
      o czymś podobnym dyskutowano.
      Czy to zatem jest problem faktycznie dotyczący wielu ludzi? Nie wiem...

      Ja wyznaję pogląd, że to moje suwerenne decyzje, bliskie mi jest stanowisko Beatanu.
      • daria13 Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 18:36
        Cieszę się z Waszych odpowiedzi, bo potwierdzacie moją opinię, a moje
        wątpliwości spowodowane były jedynie tym, że o radę prosiła mnie strona
        pokrzywdzona, która swoją krzywdę przedstawia w taki sposób, że sama nieco już
        zwątpiłam.

        Ale pociągnijmy dalej, poteoteryzujmy. Czy nawet ranga krzywdy wobec kogoś nam
        bliskiego nie ma znaczenia? Nie skrzywdził mnie, więc nic mi do tego? Udaję, że
        nic się nie stało i dalej dobrze się bawimy? Beata opisuje sytuację, w której
        nie było stron, nazwijmy to, ofiara i kat. A gdyby była?
        P:)
        • 3promile Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 18:39
          No kuźwa! Argument "olej gościa, bo mi zrobił kuku" jest tak samo ważki, jak
          "wyjdź za niego, bo mój tato go lubi"...
          • monikate Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 18:43
            Ja się z tym spotkałam. Znam osoby, które też taka mają. Nie jest to dosłowne
            żądanie, coby olać gościa, bo to świnia i drań, ale w podtekście... No,
            nielogiczne, lecz ludzkie, wszyscy szukamy wparcia, szczególnie w takich
            sytuacjach. Osobiście staram się dyplomatycznie manewrować, nie gadać za dużo,
            itd.
            • noida Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 19:00
              Wydaje mi się, że jeśli widzimy, że komuś rzeczywiście stała się krzywda, to
              automatycznie tracimy sympatię do "krzywdzącego". Gorzej, jak ta "krzywda" jest
              relatywna, wtedy trzeba się nakombinować, żeby się nie dać wmanewrować jak w
              przedszkolu...
              • eeela Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 23:17
                To mniej wiecej mialam ochote napisac, ale nie chcialo mi sie wdawac w zbyt
                dlugie dysputy dzisiaj ;-) Problem nie dotyczy moim zdaniem jedynie dzieci w
                przedszkolu. Jesli ktos mi bliski jest przez kogos skrzywdzony, trudno mi
                zachowac obiektywizm i neutralnosc w stosunku do osoby krzywdzacej. O klasie
                przyjaciela jako czlowieka swiadczy, czy wyraznie zada, zeby z osoba krzywdzaca
                zerwac kontakty, czy tez kryje rozczarowanie w cichosci ducha, jesli takie
                zerwanie nie nastepuje.
            • 3promile Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 19:01
              Nie zgadzam się. To nie jest "ludzkie"; to jest infantylne. Od przyjaciela
              należy oczekiwać w miarę rzetelnej oceny sytuacji - w jaki sposób kuku zrobione
              danej osobie może być jakimś kuku pozajednostkowym? Gość zapisał się do
              Al-Kaidy? Ogłosił secesję Górnego Śląska? Podważył dogmat nieskończonego
              miłosierdzia? Luuuzik, Daria świruje intrygę i pewnie dobrze się bawi teraz ;)
              • kubissimo Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 19:53
                hehehe, z tym dogmatem to tak nie ironizuj, bo niedawno pewien czlowieczek
                zerwal dosyc bliska znajomosc ze mna i moja przyjaciolka po tym jak
                zawestionowalismy dogmat dziewictwa Maryji a.k.a. Zawsze Dziewicy a.k.a.
                Krolowej Polski a.k.a. Pani na Siklawie etc
                :D
                • 3promile Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 20:05
                  O, kurweńka...
                  • mamarcela o różnych dogmat 21.01.07, 20:35
                    ja ostatnio spotkałam pewnego młodego artystę - szatanistę teoretyka, który miał
                    na koszulce napis własnoręczny: "dla gejów to chrystus był dziewicą".
                    P;-)
                    • kubissimo Re: o różnych dogmat 21.01.07, 22:01
                      :D
    • agni_me Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 19:43
      To co daria przedstawiła to są bardzo realne i częste w rzeczywistości
      problemy. Z tym, że wyrasta się z nich gdzieś w połowie podstawówki. Może
      porosił darię o pomoc w szkolnym dramacie kolega syna?

      W życiu osób dorosłych oceny ludzi dokonuje się na poziomie nieco innym. I tu
      fakt, że ofiara jest kimś bliskim (albo nie) czy krzywdziciel jest kimś bliskim
      (albo nie) nie ma aż takiego znaczenia.
    • mamarcela Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 19:48
      Zawiadomcie mnie po setnym poście. Z przyjemnością włączę się wówczas do dyskusji.
      P;-)
      • daria13 Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 20:06
        Bosz, jak ja Wam zazdroszczę tej dorosłości, nieomylności, braku jakichkolwiek
        wątpliwości czy rozterek. To poczucie pewności i wyższości własnych przekonań
        musi być naprawdę satysfakcjonujące. Też bym tak chciała, choć nie jestem do
        końca przekonana, czy to na dłuższą metę nie jest nudne. Nie jest?
        P:)
        • mamarcela Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 20:20
          daria13 napisała:

          > Bosz, jak ja Wam zazdroszczę tej dorosłości, nieomylności, braku jakichkolwiek
          > wątpliwości czy rozterek. To poczucie pewności i wyższości własnych przekonań
          > musi być naprawdę satysfakcjonujące. Też bym tak chciała, choć nie jestem do
          > końca przekonana, czy to na dłuższą metę nie jest nudne. Nie jest?

          Dario słońce, myślę, że żadne z nas nie jest do konca przekonane o swoich
          racjach, nieomylne i nie posiada wątpliwości i rozterek. Każden jeden je ma.
          Tylko, wybacz, problemy, jakie stawiasz sa tak wydumane i teoretyczne, że nie
          mozna ich do końca traktowac poważnie. Co to jest krzywda wyrządzona czyjemus
          przyjacielowi? Byłaś swiadkiem tej krzywdy, czy znasz ją z relacji drugiej osoby?
          W każdej jednostkowej sprawie jest wiele jednostkowych okoliczności, które każą
          nam reagowac tak albo inaczej. Nie ma żadnej zasady ogólnej. Przyjaciele moich
          przyjaciół sa moimi przyjaciółmi, albo i nie, to samo tyczy sie wrogów.
          Jeżeli mój znajomy notorycznie bije swoja kobietę to nie dlatego nie chcę mieć z
          nim do czynienia, że ta kobieta jest moja przyjaciółką i tego ode mnie wymaga
          ona, albo inni - przestaje być moim kumplem ponieważ zachowuje sie w sposób
          przeze mnie nieakceptowalny. I tyle.

          P;-)
        • noida Re: Przyjaciele moich przyjaciół 22.01.07, 10:42
          Hihi, wyjątkowo zgadzam się z Darią. Ludzie są różne. Większości z nich takie
          problemy lojalnościowe przechodzą w okolicach końca podstawówki, ale jednak nie
          wszystkim. Rozumiem, że to może być problem i wcale nie uważam, że taki bardzo
          głupi. Jestem w stanie sobie wyobrazić taką sytuację jak u Beaty, że ktoś się na
          mnie obrazi za niezerwanie stosunków z tym czy z tamtym, bo w jego mniemaniu
          jest oczywiste, że powinnam, nawet nie tyle z powodów czysto lojalnościowych,
          tylko dlatego, że jego osobiste poczucie krzywdy jest zbyt duże. I wtedy,
          chociaż raczej skłaniałabym się do reakcji takiej, że mam prawo do lubienia
          kogoś tam, bo nie uważam, że wyrządził jakąś dużą krzywdę mojemu
          przyjacielowei/przyjaciółce, i tak czułabym się trochę głupio wobec tego
          przyjaciela. Bo po to są w końcu przyjaciele, żeby wspierać w każdej sytuacji, nie?
          Nie uważam, żeby problem był wydumany, zwłaszcza w kontekście rozpadających się
          małżeństw, kiedy takie sytuacje, że któreś z małżonków "wypada z obiegu" są
          bardzo częste.
    • itek1 Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 20:25
      > Skrzywdzony oczekuje zerwania stosunków jako dowodu lojalności[...]
      IMO z lojalnoscia jest troche tak jak z miloscia, oczekiwanie dowodu lojalnosci,
      tak jak oczekiwanie dowodu milosci jest nie fair w stosunku do osoby, od ktorej
      oczekuje sie tego dowodu.
      Milosc i lojalnosc musi byc chyba spontaniczna, nie wymuszana dowodami.
      Jesli ktos nie widzi problemu nie to mozna wymuszac na nim pewnej postawy.
      BTW ciekawie o lojalnosci pisal Peter Carey w historii o Nedzie Kelly'm.
      Pozdrawiam:)
    • zielka Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 22:54
      Dario, piszesz, ze zajscie nie do przyjecia ani nie do wybaczenia, wiec jakos
      automatycznie sie odsuniemy od tej niegodnej osoby, bo jesli rzeczywiscie zdolna
      jest do obrzydliwosci, to moze po prostu nie chcemy miec takiego kolegi.

      Jesli obrzydliwosc jest relatywna (mysle tu o nieszczesnym Althusserze, ktoremu
      wszyscy chyba wybaczyli zabicie zony), to sprawe bedziemy rozwazac
      indywidualnie, bo moze punkt widzenia ofiary nie jest zupelnie obiektywny.

      A jesli ofiara, ktora lubimy, naprawde stawia nas przed taka alternatywa, to
      moze warto ominac jednoznaczna odpowiedz, ba, sklamac, i poczekac az jej
      przejdzie? Etc, etc.
    • nienietoperz Re: Przyjaciele moich przyjaciół 21.01.07, 23:41
      `Prosba' przyjaciela/ciolki jest absolutnie bez zwiazku. Jesli widze, czy
      dowiaduje sie, ze ktos kogos znam czy lubie zachowuje sie nie w porzadku wobec
      osoby trzeciej, to moze byc powodem do
      a) zwrocenia uwagi
      b) zerwania kontaktu
      c) absolutnie niczego.
      Wszystko zalezy, proba powaznego odpowiadania na pytanie ogolnie abstrakcyjne
      jest skazana na niepowodzenie.

      Skadinad nie jestem przekonany tez, ze przyjaciele moich przyjaciol sa z
      definicji moimi przyjaciolmi.

      Uklony,
      NN





Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka