s.dominika
25.01.07, 19:55
Pojechałam pociągiem do stolicy. Wydawałoby się XXI wiek. Gówno. Bilet drogi
jak cholera (biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne wolałam nie ryzykować
jazdy samochodem czy innym busem), ale nic to. Ale jak kurwa płacę to wymagam,
a tu gówno.
Pociąg powrotny z Centralnej spóźnił się 40 minut. Nikt nic nie wiedział. W
końcu pociąg przyjechał, ale nie na ten peron. Cała swołocz dawaj na raz na
ten inny peron. Wszyscy się pchali a się okazało, że jakiś kretyn wymyślił,
żeby na trasie 170 km dać 11 wagonów. Po co ja się kurwa pytam? Jakieś
miejscówki były, więc grzecznie usiadłam gdzie trzeba. ALE CAŁĄ DROGĘ NIE
GRZALI. Jezuuuuuuuuuuu jak zmarzłam. A jeszcze siedziałam z babą, której się
gęba nie zamykała całą drogę. Ja miałam szczękościsk z zimna, więc nawet jej
opieprzyć nie miałam jak.
A jeszcze jak przyszłam wreszcie do domu, to mnie chłop zaczął opieprzać,że
awantury nie zrobiłam. Ja próbowałam przeżyć w tym mrozie, a ten wyjeżdża żeby
się użerać jeszcze z kimś.
Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr