Właśnie spełniam swoje marzenia...

21.02.07, 23:06
... i przepłakałam przez to ostatnie półtorej godziny.

To dlatego, że życia (pewnie na szczęście) nie da się zaplanować. To było
tak: od kilku lat moim największym marzeniem było zamieszkać w Hiszpanii, ale
ostatnie 5 miesięcy spędziłam w Anglii. W międzyczasie dostałam pracę w
Hiszpanii, przyjęłam ofertę i dziś przyleciałam do Barcelony. W Anglii w
bardzo niefortunnym czasie poznałam kogoś, kto miał być tylko przygodą, miłym
spędzeniem ostatnich kilku tygodni i nie spodziewałam się, że ja będę dla
niego czymś więcej.

Może w wyniku moich małych oczekiwań w stosunku do niego ostatnie tygodnie
były cudowne. Tylko że nigdy nie rozmawialiśmy o tym, co będzie po moim
wyjeździe. Ja zakładałam, że "nic", ale w miarę upływu czasu zaczęła rodzić
się nadzieja, że może jednakc coś z tego wyniknie. Nadzieja ta była raczej
nieuzasadniona, bo jest między nami tysiące różnic, tysiące kilometrów i
tysiące innych przeszkód.

Temat podjęliśmy jakieś 10 minut przed moim wyjazdem. Stanęło na tym, że
zobaczymy, jak się wszystko ułoży. Bardziej otwarcie rozmawialiśmy przed
chwilą, przez telefon. I co? Właściwie bez zmian. Zobaczymy jak wyjdzie.
Żadne z nas nie odważyło się powiedzieć stop albo, że będziemy próbować, że
na pewno się uda. To pewno dlatego, że oboje wiemy, że się nie uda. Nie chcę
tu pisać dlaczego, ale ja to wiem, a dla niego to jest pewnie jeszcze
bardziej oczywiste. Z kolei za ciężko było powiedzieć, że to koniec, bo to
była nasza faza miesiąca miodowego - totalnego zauroczenia, kiedy wszystko
jest wspaniałe. Podejrzewam, że wiem, co teraz będzie. On będzie dla mnie, bo
wie, że teraz jest mi ciężko - nowa praca, miejsce, ludzie. Będzie, ale
stopniowo będzie zamieniał się w przyjaciela. Może nawet zacznie spotykać się
z innymi nie mówiąc mi o tym. Pewnie po jakimś czasie ja będę miała ochotę na
to samo. Pewnie zostaniemy przyjaciółmi, bo nie ma powodu, dla którego tak
nie miałoby być.

Ale teraz mi smutno.

Na szczęście jutro pierwszy dzień w nowej pracy, będę zajęta, spotkam innych
ludzi, będę mieć mniej czasu na rozmyślanie. A wieczorem on znowu będzie dla
mnie choć nie przy mnie. I znowu "zobaczymy, jak się ułoży" choć oboje mniej
więcej wiemy. Ale i tak jestem mu wdzięczna za wspólne chwile, za to, że mimo
wszystko jest. I że będzie, choć pewnie tylko przyjacielem.
    • monalajza Re: Właśnie spełniam swoje marzenia... 21.02.07, 23:10
      wiesz co??

      z jednej strony pieknie o tym piszesz...ale z drugiej strony...strasznie to
      smutne:((


      naprawde nie ma szans??moze warto odsunac na bok na chwile rozsadek (chiciaz
      wiem ze to trudne bo wielokrotnie mnie sie nie udawalo)...i pozwolic sobie na
      szalenstwo zwiazku z tysiacem przeszkod, ale z uczuciem??

      w kazdym razie powodznei!;)
      • sanyu Re: Właśnie spełniam swoje marzenia... 21.02.07, 23:33
        oj rozumiem Cię bardzo dobrze, też mam tak że każde z nas gdzie indziej
        pracuje, i ciężko nam się zdecydować co dalej, właśnie w ciągu najbiższych 2-3
        miesięcy coś ma się rozstrzygnąć, zobaczmy czy na korzyść :)
        trzymam za Was kciuki :)
      • guapisima Re: Właśnie spełniam swoje marzenia... 21.02.07, 23:40
        Tylko że ja nie jestem pewna, czy to uczucie jest na tyle silne. Wszystko
        byłoby łatwiejsze, gdyby ten związek przeszedł już etap pierwszego zauroczenia
        i motyli w brzuchu...
        Zdarzyło mi się być w trochę podobnej sytuacji, wtedy właśnie odłożyłam na bok
        rozsądek i wszystko skończyło się źle. Dochodziłam do siebie kilka miesięcy i
        pewnie podświadomie się boję, że to się powtórzy, tym bardziej, że teraz to
        jest nawet więcej przeszkód. A może nie więcej, ale innego typu.
        Wydaje mi się, że musimy jakoś przejść przez te krytyczne kilka tygodni
        (pozostając w kontakcie) i dopiero wtedy będę wiedziała, co naprawdę czuję.
    • merlin-n Re: Właśnie spełniam swoje marzenia... 21.02.07, 23:31
      kochana lacze sie z toba w tej rozterce bo wiem co czujesz.mnie rozstanie czeka
      za tydzien i tez do hiszpani jade i tez jest-zobaczymy co bedzie dalej
      grrrr.zycze powodzenia w nowej pracy i opowiedz mi jak barcelonita bonita.
      ciao guappisima
      • guapisima Re: Właśnie spełniam swoje marzenia... 21.02.07, 23:42
        Barcelona bonita jak zawsze, choć dziś pochmurna. Jak na przekór - rano w
        Anglii świeciło słońce;-).

        A gdzie będziesz w Hiszpanii? Bo ja w Barcelonie mam tylko 10 dni szkolenia, a
        potem wysyłają mnie do Sewilli na około rok...
    • mroofka2 Re: Właśnie spełniam swoje marzenia... 22.02.07, 00:20
      nie umiem pocieszać:(
      mam nadzieję że szybko się zaklimatyzujesz
      w nowym miejscu i że poukłada się po twojej
      myśli

      czego ci życzę;*
    • merlin-n Re: Właśnie spełniam swoje marzenia... 22.02.07, 01:01
      ja bede w andalu a dokladnie pod malaga lub marbella pomiedzy.sewilla bonita i
      duzo slonka.mam nadzieje ze sie zaklimatyzujesz.hiszpania cudowna jest.
    • beesok Re: Właśnie spełniam swoje marzenia... 22.02.07, 01:03
      Po pierwsze gratuluje i zazdroszcze!! Hiszpanii - Barcelona to moje ukochane miasto :) a Sewilla tez
      przepiekna :)

      Moim zdaniem po prostu pozwol aby sprawy sie same "potoczyly"
      • guapisima 5 dni później... 26.02.07, 23:01
        Nikt ze znajomych nie jest online, a muszę się wygadać, więc zostajecie mi Wy:-)

        On nadal jest ze mną w kontakcie. Czasami myślę, że być może robi to tylko dla
        mnie, że wie, że jest to trudny okres dla mnie i że nadal go potrzebuję. Może
        zechce się ode mnie oddalić, gdy moje życie się ustabilizuje. Pewnie nie
        powinnam tak myśleć, ale nie chcę sobie robić nadziei. Zaczęliśmy nawet
        planować spotkanie tutaj w Barcelonie. Oczywiście boję się, że się z tego
        wycofa, gdy dojdzie do kupowania biletów albo nawet wcześniej. Jak widzicie,
        bardzo niepewnie czuję się w tym "związku" i ciągle szukam przyczyn tego stanu.
        Już raz zraniono mnie w podobnej sytuacji, potrzebowałam prawie roku by dojść
        do siebie. Poza tym nadal wydaje mi się co najmniej dziwne, by ktoś taki jak on
        był zainteresowany kimś takim jak ja. Te dwie rzeczy sprawiają, że czuję się,
        jakbym stąpała po bardzo cienkim lodzie...
        • sanyu Re: 5 dni później... 27.02.07, 13:30
          ja stąpam po baaardzo cieniutkim lodzie w każdym moim związku :-( także
          doskonale Cię rozumiem. Jeśli jednak macie jakieś wspólne plany, jeśli coś
          takiego zostało powiedziene wydaje mi się, że bedzie oki. To świeży związek
          prawda? myślę, że powinnaś jakoś zacieśnić jednak tą więź..Nie martw się na
          zapas.
    • guapisima 10 dni później - on przyjeżdża!!! 03.03.07, 22:10
      Nie mogę w to uwierzyć, ale właśnie kupił bilet i 23 marca znów się spotkamy!!!
      Może to będzie nasze ostatnie spotkanie, nie wiem, ale się cieszę. A już miałam
      założyć wątek pod tytułem "Samotna sobota". Bo w sumie była samotna, ale ze
      szczęśliwym zakończeniem:-)

      Ciekawe, jak to się dalej potoczy. Nadal nie wydaje mi się, że to ten jedyny,
      ale cieszę się jak głupia!
Pełna wersja