Rozstaję się.. :-(((((((((((

22.02.07, 21:17
dziewczyny, po dzisiejszej kłótni nie wytrzymałam, zdecydowałam się
definitywnie rozstać z facetem, z którym spędziłam masę wspaniałych i taką
samą masę ciężkich chwil. Jak sformułować OSTATNIE zdanie żeby brzmiało
sensownie i bez specjalnych tkliwości? co mam powiedzieć, nie chcę się
tłumaczyć z tej decyzji, po prostu już nie mam sił..
się poryczałam...
ale muszę to zrobić..
    • joasia_85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 22.02.07, 21:24
      Przykro mi!!!jestem tu nowa i nie znam Twojej sytuacji, jak być może inne
      dziewczyny. Skoro jednak podjęłaś taką decyzję to wydaje mi się, że jest
      słuszna. Tak Ci podyktowało serduszko, czy rozum. Zapamiętaj, że nic nie dzieje
      się bez przyczyny i wszystko ma swój ukryty cel...Teraz bądz dzielna, wszystko
      się jakoś ułoży...jakby co, pisz!wiem, że to trudne, ale czas leczy rany...
      • sanyu Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 22.02.07, 21:39
        w tym przypadku to była decyzja rozumu. Serce jest nadal całe dla niego, ale on
        go nie chce :-((
        dzięki za wsparcie..
        • joasia_85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 22.02.07, 21:50
          oj kiedyś byłam w podobnej sytuacji...czekałam 10 m-cy, on był w wojsku.
          Pisałam, dzwoniłam, kochalam, czekałam...chciał załatwić komórkę - wysłalam mu
          swoją, bo prawie zmienilam telefon. Doczekalam się tylko jednego sms-a o treści:
          przepraszam, ale nie możemy być już razem...nie kocham Cie już, pogadamy jak
          przyjadę. Tak zakończył dwuletni związek. To było tak dawno, a pamiętam to jak
          dziś. Długo go jeszcze kochałam, pomimu tylu świństw. Jednak teraz z perspektywy
          czasu stwierdzam, że nie warto było rozpaczać...zobaczysz, i w Twoim przypadku
          tak będzie. Znowu się zakochasz i będziesz jeszcze bardziej szczęśliwa, bo
          bogatsza w doświadczenie z zakończonego związku. I pamiętaj, nie wolno płakać
          przez faceta!!!
    • normalna_ja Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 22.02.07, 22:13
      <przytul>
      :**
    • mroofka2 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 22.02.07, 22:26
      :(
      zastanów się jeszcze... bo czasem
      pod wpływem emocji podejmujemy
      złe decyzje...
      chyba każda ma na koncie nieszczęśliwą
      miłość więc każda mogłaby tu esej
      napisać..nie o to jednak chodzi.....

      ważne jest, żebyś za 10 lat nie żałowała
      że z nim zostałaś, bo nie powinien cię
      krzywdzić w żaden sposób!!
      <sciskam>
    • crrazy Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 22.02.07, 22:54
      ja miałam podobna sytuację pare dni temu.. on chciał podjąć egoistyczna
      decyzję. powiedziałam: tak?to spadaj.. naryczałam się z 24h, przemyslałąm
      WSZYSTKO... i chyba to mnie wzbogaciło... Zauważyłam i co ja robię może nie
      tak, i na co u niego muszę zwrócić uwagę. Ale jedno wiem na pewno : tylko jego
      chcę, tylko jego kocham i będe kochać!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! (i
      podobno nawzajem;-)


      SANYU! Trzymaj sie i pamiętaj, że jeśli los ma Wam sobie 'przeznaczyć' to tak
      czy siak będziecie razem, jeśli nie.. to trzeba żyć od nowa... Ale my zawsze
      jesteśmy..



    • monalajza Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 22.02.07, 23:16
      sanyu kochana...nie umeim pocieszac <PRZYTULAM>
      • sanyu Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 22.02.07, 23:42
        crrazy dziękuję Ci i wszystkim Wam kochane dziewczyny:) Już mi ciut lepiej ale
        mail napisany (niewysłany jeszcze), jednak to nie była pierwsza taka sytuacja i
        nie wytrzymam więcej, ponad półtora roku byłam cierpliwa i po kolei
        dowiadywałam się o różnych nowych kłamstwach, wcale niektóre nie były błache
        niestety. Już nie mam sił, pewnie, że jesli mieliśmy być razem jakoś się
        odnajdziemy i wiem to na pewno, ale to już teraz łabędzi śpiew :( z mojej
        strony to koniec.
        • normalna_ja Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 00:04
          może się wszytsko odmieni?
          może on zrozumie?
          może nie wszystko stracone?
          może serducho przechytrzy rozum?

          trzymaj się i dokonaj wyboru lepszego dla Ciebie.
          jeśli to będzie rozstanie - wypłacz się za wsze czasy, to pomoże i zmniejszy żal..
          trzymam kciuki...
          :*
        • ladyblue Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 00:52
          sanyu - mail to nie jest dobry pomysł na takie wiadomości. ani sms. pewne sprawy
          powinno załatwiać się osobiście.

          powiedz mu prawdę. bez zadnych wymyślnych sformułowań. bez tłumaczeń.

          życie się różnie układa. czasami boli.
          • goscinnie_ino Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 01:00
            jeżeli kłamie, podjęłaś słuszna decyzje. bedzie ciężko, ale spróbuj to
            przetrzymać.
            ściskam wirtualnie!
          • sanyu Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 12:30
            nie moge osobiscie bo on mieszka 10 godzin samolotem stad :-(
        • crrazy Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 08:55
          aaa ja ci zacytuję moją mamę, kiedy dowiedziała się, że moja koleżanka po 6
          latach rozstała się z fecetem:
          "TAKIEGO KWIATU JEST PÓŁ ŚWIATU" (czy jakoś tak..)
          Jeśli to były kłamstwa, to daj sobie spokój... Niech się chrzani, cymbał..
          Jeśli Cię okłamała raz, to pewnie zrobi to i drugi. A skoro to było kilka razy,
          to ja już bym mu nie zaufała nigdy... (tymbardziej ta babska podejrzliwość ;-)

          Sanyu, trzymaj się cieplutko mała, i zajmij się czymś, tak żebyś miała jak
          najmniej czasu na myslenie i płakanie... ;-* <przytul>



    • ewelina23-20 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 07:27
      trzymaj sie teraz mocno...beda ciezkie chwile ,ale musisz być twarda:)
    • mama007 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 07:54
      nie bede przytulac i chlipac, nie umiem....
      napisze tylko tyle - jesli gosc nie jest Ciebie wart to kopnij go w tylek i
      wymien na lepszy model!!!!!!! wiekszosc facetow to gnomy....
      pozdrawiam i trzymaj sie ;)
      aga
      • sanyu Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 12:34
        dziękuję Wam dziewczyny
        życie jest nieprzewidywalne, dopiero teraz to widzę, moje plany nagle przstały
        pasować do jego, nie tak miało być, ale cóz, lekcja zaliczona, następnym razem
        nie będę taka naiwna. Wiem chyba jak to brzmi, ale już nie ma łez...
        • fifirella Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 13:32
          droga sanyu....
          miłość to chyba własnie wspólne patrzenie w jednym kierunku( juz pisalam przy
          innym wątku), wiem jak ciężko pogodzic się i przyzwyczaic do pewnych rzeczy ale
          napewno dasz radę...;-)
          trzymam kciuki;-)
          • siula5 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 13:43
            Przykro mi z tego powodu, że jesteś smutna, wierze, że całkiem niedługo przyjdą
            słoneczne dni. Pozdrawiam i ściskam
            • mroofka2 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 17:43
              bardzo ci ciężko?:(
              <sciskam>
              • agniechan Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 18:30
                Sanyu nie jestem na tym forum zbyt długo, ale Ciebie już zdążyłam polubić i
                przykro mi, że cierpisz... Wierzę, że ta lekcja sprawi, że w przyszłości
                będziesz szczęśliwa z facetem, na którego zawsze będziesz mogła liczyć. Życzę Ci
                tego z całego serca.
        • slodkie_pomarancze Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 19:06
          droga sanyu!
          Przytulam Cie cieplutko, cokolwiek postanowisz jesli dyktuje Ci to albo serce
          albo rozum to robisz dobrze. Nie znam Twojej sytuacji, ale sama wiem jak to
          jest podejmowac taka decyzje jak sie kocha. Ale czasem tak trzeba niestety,
          choc nadal tego nie rozumiem:(
          Trzymaj się jakos i nie dawaj się bólowi:(
    • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 19:10
      cokolwiek nie powiesz... i tak bedzie tak samo bolało...
      cokolwiek nie powiesz tak samo bedzie znaczace i jednoczesnie bez znaczenia...
      nie szukaj zadnych "ostatnich słów";

      tylko powiedz co czujesz i tyle
      • sanyu Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 21:22
        jest ciężko, ale co zrobić, moja decyzja jest ostateczna, zdałam sobie sprawę,
        że tkwiłam od jakiegoś czasu w beznadziejnej sytuacji :(
        wiem, że co bym nie napisała nie będzie miało znaczenia itd. ale dla niego
        chyba nigdy nie miało. Kiedyś mówił, że kocha tylko nie zawsze umie tego
        okazać, a jedyne co okazywał to złość..bez sensu..
        • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 21:36
          hmmm...
          wg. mnie... z tego co ja pamietam z akcji pt. "rozstajemy sie"... nie jest wazne
          co powiesz... liczy sie ogolny przekaz -> "to koniec"

          teskty w stylu...poukładasz sobie zycie, zalezy mi na tobie, nie chce rozstawac
          sie w gniewie, badzmy przyjaciolmi, bylo nam razem dobrze ale sie wypaliło...

          pfff... sprawe trzeba załatwic krótko.. trzeba odpowiedziec na pytanie
          "dlaczego"... druga osoba - skoro sie z nia troche było- zasługuje na to by
          wiedzieć "dlaczego"

          moze ten Twój... nie dorósł emocjonalnie ...
          do okazania uczucia..skoro potrafi okazywac wszystkie inne emocje poza
          miloscia... to znaczy ze nie chc okazywac miłosci.. proste...

          z drugiej strony... nie dziwie sie...ze ludzie boją się kochać... lepiej udawac
          takiego "bezuczuciowca" niz dac sie zranic...

          ale to tez jest chore...

          ja Ci gwarantuje...ze sobie znajdziesz kogos kto bedzie potrafił okazywac
          uczucia poza tym ze mowi ze je niby ma...

          ;)
          • lounger Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 21:43
            more.words napisała:

            > hmmm...
            > wg. mnie... z tego co ja pamietam z akcji pt. "rozstajemy sie"... nie jest
            wazn
            > e
            > co powiesz... liczy sie ogolny przekaz -> "to koniec"
            Zgadzam się w 100% i trzymam kciuki Głowa do góry Wierzę, że trafisz na Kogoś
            kto nie będzie bał się uwierzyć w WAS Pozdrawiam
            • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 23.02.07, 22:46
              nooo ;) dasz sobie rade ;) spotkasz kogoś odpowiedniego..

              ja sama jestem po rozstaniu..po burzliwym związku z jeszcze bardziej burzliwym
              zakonczeniem...

              i tez wiem, ze znajde kogos - kto uwierzy w NAS... kto pomorze mi sie otworzyc i
              nauczy na nowo kochać :)
              • nikusia85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 09:27
                a ja nie mogę znaleźć tematu ,,mam doła..."...
                nadal nie jestem z moim M.,ale rozmawiałam z nim-on boi się wrócić,bo boi
                się,że znowu będzie z nami źle,albo przez chwilę dobrze,a później źle...jak go
                przekonać?bardzo go kocham i tęsknię...oprócz tego-dręczą mnie schizy,że on
                kogoś ma...jak go odzyskać?pomóżcie...
                • nikusia85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 09:43
                  on boi się tego,że wykończymy się wzajemnie psychicznie...byliśmy razem prawie
                  5 lat...chcę to uratować...
                  • colleen83 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 10:51
                    Wiesz co, wg mnie powinnaś dać sobie spokój. Wiem, że łatwo tak napisać jak się nie jest w takiej sytuacji. Wkleje Ci moje wypowiedzi sprzed roku.

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=36415619&a=36453789
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=36750728&a=36824579
                    To był dla mnie bardzo ciężki okres. Cały czas powtarzałam sobie w myślach jego słowa "tak będzie lepiej dla nas obojga" i starałam się nie myśleć o dobrych chwilach, które razem przeżyliśmy. Sporo łaziłam po knajpach i piłam. Mało jadłam. Schudłam do 46 kg (mam 164 cm wzrostu) i wyglądałam jak kościotrup. Kilka razy zemdlałam (na szczęście w mieszkaniu i zawsze ktoś był w domu). Nie wiem czy następny raz nie przeżywałabym tego tak samo (a czasami wkurzy mnie mój chłopak tak, że mam ochotę mu powiedzieć definitywne papa). To co chcę Ci napisać to to, że takie rzeczy zawsze są bolesne. Al czy warto to ratować skoro oboje się tak wykańczacie?
                    2 miesiące przed rostaniem z byłym też się pożarliśmy. W końcu udało sie to załagodzić. Ja chciałam bardziej niż on i się starałam. Miesiąc później w moje urodziny on miał pretensje, że ja chce robić co innego niż on. 3 tyg później o imieninach już nawet nie pamiętał. I jego decyzja o rozstaniu nie była wywołana żadna kłótnia tylko "on ma doła i nie widzi sensu tego związku, za często się kłócimy itp.".

                    Może i teraz się pogodzicie i przez jakiś czas będzie ok, ale co będzie przy kolejnej konfliktowej sytuacji? Masz zamiar zawsze ustępować?
                    • nikusia85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 11:26
                      nie-nie zawsze mam zamiar ustępować...po prostu wiem,jakie błędy popełniłam (on
                      też,ale to inna sprawa-roztsanie w 70% było spowodowane moim zachowaniem i nie
                      jest to żadne usprawiedliwianie Lubego)...wiem,że czepiam się drobnych słów,ale
                      on powiedział,że codziennie przed snem myśli o tym,co było dobre...
                      powiedział,że nikogo nie ma i nadal mnie kocha (może tylko inaczej niż
                      kiedyś)...
                      chcę go przekonać,żeby się nie bał...
                      nie chcę być z nikim innym - to z nim chcę mieć dzieci i stworzyć rodzinę (i
                      nie jestem uzależniona...jakoś sobie radzę-tyle tylko,że gorzej)...
                  • sanyu Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 11:14
                    jeeeesuuu czasami nie da się uratować!!! szczególnie jeśli tylko jedna strona
                    do tego dąży...
                    • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 11:20
                      czasami nie warto ratować !!!

                      dziewczyny ... popatrzcie tez czasem na siebie !! nie warto sie meczyc...wiecie
                      ile jest ludzi na swiecie... czasem sie zdaje ze to "ta osoba" a to guzik
                      prawda... osoba "ta jedyna" to nie jest ktos przez kogo sie cierpi...przez kogo
                      dni robia sie szare...ktos kto nie potrafi okazywac uczuc... ktos kto mowi ze
                      sie boji...

                      "ta własciwa osoba"... bedzie umiała poswiecic prawie wszystko by byc z wami,
                      bedzie okazywac uczucia, bronic, nie bedzie sie bała... bedzie walczyła...bedzie
                      sprawiała ze swiat stanie sie piekniejszy a dni kolorowe... nie bedziecie
                      musiały cierpiec bo "cos tam"... i nikt mi nie powie, ze w imie prawdziwej
                      miłosci mam stac sie jakas "meczennica".. bo to nie o to chodzi w tym wszystkim...
                      • nikusia85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 11:30
                        ale on do ostatnich dni sprawiał,że moje dni były piękne i kolorowe...okazywał
                        uczucia (te pozytywne) na różne sposoby... a cierpię,bo go nie ma-nie
                        wiem,gdzie jest,z kim,co robi...nie chcę go kontrolować-chcę,żeby jeszcze raz
                        to przemyślał...chcę,żeby wrócił-żeby było inaczej niż kiedyś,ale dobrze...
                        dużo dla siebie poświęcaliśmy-przeżyliśmy wiele ciężkich chwil,ale były też
                        dobre...
                        wiem,że się boi,bo ostatnio nie było zbyt dobrze między nami,ale nie na
                        tyle,żeby to kończyć...
                        może i wypowiadam się jak męczennica,ale nią nie jestem-po prostu kocham go i
                        tęsknię...
                        • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 11:36
                          hmmm.... co ja moge powiedziec... jesli on zdecydował ze to koniec... noo to
                          jest jego decyzja..

                          chyba lepiej tak... niz jakby był z toba na siłe... tzn. nie zrozum mnie zle...
                          ale nie wiem jak to inaczej napisac...
                          • nikusia85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 11:43
                            wiem,że robienie czegoś na siłę nie ma sensu i nie chcę,żeby był ze mną na
                            siłę...chciałabym,żeby zrozumiał,żeby się nie bał i że będzie nam dobrze
                            razem...nie wiem,czy on się waha,czy jest to ostateczna decyzja (zawsze był
                            uparty)...
                            • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 11:44
                              a bierzesz pod uwage, ze to jest wymówka ??
                              • nikusia85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 11:53
                                wymówka,żeby po prostu ze mną nie być?że ma kogoś i potrzebował wymówki?
                                nie-M. jest takim facetem,że powiedziałby mi to wprost-tego akurat jestem pewna
                                na 100%
                                wielokrotnie rozmawialiśmy o tym,że lepiej znać prawdę (nawet najgorszą) niż
                                okłamywać się...
                                • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 12:00
                                  hmmm... nie wiem...

                                  moze sie myle...
                                  ale... dlaczego nie... ja sie kiedys tez nie odejrzewałam o podobne akcje... ale
                                  coz... wymowka jest dobra... czasami... by nie zranic kogos.. by to by tamto...
                                  heh...

                                  ale coz... moze twoj nei jest taki..

                                  a moze zamiast rozmawiac o tym wszystkim na forum.. pogadaj z nim w 4 oczy... i
                                  tak długo , az nie dowiesz sie prawdy...
                                  • nikusia85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 12:09
                                    rozmawiałam z nim...powiedział,że boi się,że będąc dalej razem wykończymy się
                                    psychicznie,że oboje mamy wady-że raz było super w naszym związku,a kiedy
                                    indziej źle...że ostatnio dosyć dużo było tych złych chwil...
                                    rozmawiałam z jego siostrą-ona twierdzi,że M. się boi,że nie będziemy razem
                                    szczęśliwi,tylko,że te kłótnie nas zniszczą...
                                    a forum pomaga mi w ten sposób,że często obce osoby mogą spojrzeć na problem z
                                    boku-mogą dać jakieś nowe spojrzenie...
                                    • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 12:18
                                      no tak tak..w zasadzie taka jest isota poruszania prolemow na forum ;)

                                      hmm... jesli sie boji... widac ma jakies uzasadnienia... to ze nie chce sie
                                      kłócic..to akurat rozumiem- bo to nie o to chodzi... jestescie młodzi... zycie
                                      przed wami.. <przede mna tez ;P > i nic dziwnego, ze sie zastanawia... bo jak
                                      jestescie ze soba juz jakis czas.. i on obserwuje ze dobre chwile sa
                                      przysłaniane przez te złe... to ... nie dziwie mu sie...ze sie wycofuje... bo to
                                      mozna zmienic... bo mozna inaczej zyc..

                                      moze i jestem okrutna... bo patrze troche z wieksza rezerwa i dystansem na
                                      facetów teraz... ale rózne rzeczy przechodziłam.. mimo ze mam tyle lat ile mam..
                                      przeszłam bardzo duzo jesli chodzi o zwiazki...mam swoj spory bagaz
                                      doswiadczen... i analizujac wszystko u mnie .. u moich znajomych... formuuje
                                      wnioski... takie jak pozwyzej...
                                      • nikusia85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 12:36
                                        zmieniłam się, zrozumiałam swoje błędy...nie musi się bać-że będziemy się już
                                        tyle kłócić,bo wiem o co głównie te kłótnie były...
                                        skoro można to zmienić (rozumiem Twój kontekst),to chciałabym spróbować
                                        naprawić to,co było złe...wiem,że jest to jego decyzja,ale jeżeli się
                                        zastanawia,to jak go przekonać?
                                        • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 12:45
                                          hmmm <myśli>

                                          jak przekonac...
                                          sadze...ze po prostu powiedzieć to wszystko... i dać troche czasu. wiesz- nic na
                                          siłe nie da rady... wiec..on sam musi zrozumiec, ze jest szansa na to, ze bedzie
                                          dobrze..i sam musi podjac próbe

                                          inaczej sie chyba nie da...
                                          • nikusia85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 12:54
                                            daję mu czas-oczywiście...mam nadzieję,że zrozumie...nie naciskam-od jakiegoś
                                            czasu nie piszę sms-ów,nie dzwonię-żeby nie czuł się naciskany...
                                            wiem,że moja rodzina chce dla mnie dobrze,ale przekonują mnie,że on kogoś
                                            ma...to,że jest w Wawie,to,że po kłótni nie zgodził się,żeby zobaczyć się ze
                                            mną na 10 minut,że to,że tamto...wiele ich przypuszczeń na pewno nie jest
                                            prawdą,ale reszta?te wątpliwości bolą...
                                            tak bardzo za nim tęsknię,ale czekam...
                                            • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 13:02
                                              hmmm.... a moze jak on sie tak zachowuje to daj sobie spokoj... ja bym sobie
                                              odpusciła...

                                              rozumiem ze tesknisz, ze ci przykro i w ogole... ale moze jednak warto zajac sie
                                              soba i olac faceta jak sie tak zachowuje..

                                              Twoja rodzina i przyjaciele znaja Cię najlepiej.. i sytuacje lepiej niz osoby na
                                              forum... wiem ze boli...ale... hmmm... moze maja racje ??
                                              • nikusia85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 13:03
                                                nie wiem-wiele ich przypuszczeń w tej kwestii okazywało się mylne...dlatego mam
                                                wątpliwości...
                                                czekam i kocham...
                                                • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 13:13
                                                  coz... 3mam kciuki by Ci sie poukładało...
                                                  nic wiecej nie zrobie...

                                                  przedstawiłam swoje stanowisko...
                                                  ja na Twoim miejscu bym sobie darowała i olała gościa... ale ja to ja, a T to
                                                  Ty. wiec zycze powodzenia
                                                  • nikusia85 Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 13:18
                                                    nie-dziękuję...mam nadzieję,że będzie dobrze :-)
                                                    to nie jest tak,że nie przyjmuję Twojego stanowiska do wiadomości-po prostu nie
                                                    wiem,co robić,żeby było dobrze...
                                                  • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 13:24
                                                    co mozesz... mozesz wierzyc w to, ze bedzie dobrze... i chyba nic wiecej...

                                                    3mam kciuki
                                                  • sanyu Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 17:51
                                                    wiesz co, ja Cię nie chcę zniechęcać czy dołować, nie mam najmniejszego
                                                    zamiaru.powiem tylko że wiele z "symptomów" zachowania Twojego mężczyzny pasuje
                                                    do zachowania mojego "eks". Niestety twardo -podobnie jak Ty zreszta-
                                                    obstawałam przy opcji uratowania związku, tylko że mnie było (i jest) ciężej bo
                                                    większość rozmów prowadzimy przez neta ze wzgledu na dużą dzielącą nas
                                                    odległość, tak więc słabo to widzę u Ciebie, ale może nie mam racji i może on
                                                    jest o 180' inny, let's hope for the best :)
                                                  • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 23:07
                                                    a mój były...cóż...zachowuje sie jak pies ogrodnika...

                                                    z jednej strony miłe nawet czułe rozmowy... z drugiej bolesne słowa... ale ja
                                                    nie jestem mu dłuzna...

                                                    kłótnie przerywane .. zaczepnymi smsami, rozmowami... puszczaniem przez tel.
                                                    naszych poiosenek, wspominaniem wspolnych chwil..

                                                    ale coz... ja to chrzanie... i jego tez... nie mam zamiaru sie meczyc czy
                                                    pozwalac by mnie ranił raz na jakis czas w imie tego ze mnie niby kocha i chce
                                                    ze ma byc... ale sie boji... ze nie jest pewien < bo to facet po ciezkich
                                                    przejsciach> ...

                                                    pfffffffffff...

                                                    dzis po południu np. bardzo sie pokłócilismy przez smsy... bardzo bolesne - w
                                                    obie strony - pojechalismy po sobie rowno... nie wiem kogo bardziej zabolało...
                                                    chyba jego... patrzac na jego opis na gg... wiem , ze go zraniłam... ale coz...
                                                    jak mnie ktos rani - to oddaje... nie ma ze boli...
                                                    przede wszystkim trzeba patrzec na siebie ... pokisie ma czas .. poki sie jest
                                                    młodym.. poki sie ma marzenia i morzliwosci...

                                                    pozdrawiam dziewczyny
                                                  • more.words Re: Rozstaję się.. :-((((((((((( 24.02.07, 23:20
                                                    od razu dodam, ze nie jestem z siebie wcale dumna...ze to co mu pisałam było
                                                    takim samym kłamstwem jakie on mi pisał dzis w odpowiedzi...

                                                    tak jest... facet mnie stracił a ponoc kochał... stracił przez to, ze sie bał,
                                                    ze nie umiał dokonywac wyborów...

                                                    nie powiem... boli mnie ta cała sytuacja.. wiem..ze tak pisze bo łatwiej mu
                                                    bedzie jak go znienawidze... bo wtedy nie bedziemy miec kontaktu... bo łatwiej
                                                    bedzie mi rowniez... bo wie ze mnie rani... a jak bede go nienawidzic... to nie
                                                    bedzie mogł mnie zranic...

                                                    szkoda, ze tak to sie potoczyło... ale cóz... minęło 2,5 tygodnia... ja zaczęłam
                                                    żyć na nowo dokładnie tydzień temu... jest mi dobrze... mam sie z kim
                                                    spotykać... mam co robić i jak spędzać czas... aczkolwiek czasem smutno sie
                                                    robi... wiedzac, ze ktos kto był bliski choc przez jakis czas zachowuje sie w
                                                    taki sposob.

                                                    całe szczescie mam dosc silny charakter i daje sobie rade ;)
                                                    pochwale sie ze jakos w poniedziałek ide na randke :D hihi wiec jest calkiem dobrze
                • colleen83 Nikusia85...(mały wykład i sposoby jak go odzyskać 25.02.07, 11:18
                  Hej, pokomentuje trochę to co napisałaś. Może da Ci to do myślenia.

                  >nie-nie zawsze mam zamiar ustępować...po prostu wiem,jakie błędy popełniłam (on
                  >też,ale to inna sprawa-roztsanie w 70% było spowodowane moim zachowaniem i nie
                  >jest to żadne usprawiedliwianie Lubego)...

                  A nie sądzisz, że ta kłótnia była tylko pretekstem? Czy jedna kłótnia mogłaby zaprzepaścić wspaniały związek, który miał być związkiem na całe życie? Czy mężczyzna, który kocha swoją kobietę na dobre i na złe pozwolił by na to? Czy chciałabyś tak przysięgać komuś kto już raz w takiej sytuacji "na złe" okazał się za słaby?

                  >wiem,że czepiam się drobnych słów,ale
                  >on powiedział,że codziennie przed snem myśli o tym,co było dobre...

                  Ja też takie teksty słyszałam. To, że podjął decyzję o rozstaniu nie znaczy, że od razu jego uczucia się zmieniły. To nie zmienia się tak z dnia na dzień. Nie da się tego wyłączyć. Sama kiedyś podjęłam decyzję o rozstaniu (po 1,5 roku) i też było to dla mnie bolesne. I też mnie bolało jak widziałam, że były cierpi i prosi o drugą szansę. To nie jest tak, że człowiek podejmujący taką decyzję nie ma uczuć.
                  A od tego chłopaka z którym byłam 4 lata słyszałam, że codziennie o mnie myśli jeszcze niedawno, mimo, że już rok nie jesteśmy razem i oboje mamy teraz kogoś innego.

                  >powiedział,że nikogo nie ma i nadal mnie kocha (może tylko inaczej niż
                  >kiedyś)...
                  Ja bym nie postawiła kasy na to, że kogoś ma. Jestem na 99% przekonana, że nikogo nie ma. Chyba, że znajomość opartą na seksie. Kto po tak emocjonujących przeżyciach i wyniszczającym związku pakowałby się po kilku dniach w następną relację?
                  Mój były żebym mu dała spokój rok temu skłamał, że kogoś ma a potem się okazało, że to nieprawda.

                  >rozmawiałam z nim...powiedział,że boi się,że będąc dalej razem wykończymy się
                  >psychicznie,że oboje mamy wady-że raz było super w naszym związku,a kiedy
                  >indziej źle...że ostatnio dosyć dużo było tych złych chwil...

                  Zastanów się czy nie miał racji. Ja jeszcze od byłego usłyszałam, że nie nadaję się na matkę jego dzieci. Pomyśl czy wyobrażasz sobie wasze życie jak już nie będziecie tylko we dwoje. Co jeśli będziecie mieli dziecko a konflikty nie ustaną. Jeśli dobrze kojarze on miał pretensje, że za wolno robisz kotlety i za rzadko gotujesz. A co jeśli do tego dojdą pretensje, że dziecko płacze i przeszkadza mu w odpoczywaniu. Myślisz, że będzie Ci pomagał?

                  >zmieniłam się, zrozumiałam swoje błędy...nie musi się bać-że będziemy się już
                  >tyle kłócić,bo wiem o co głównie te kłótnie były...
                  Skąd ja to znam. Też takie rzeczy kiedyś mówiłam. Że ja się zmienię dla niego, że już będzie dobrze itp. I miałam takie przeczucie, że jestem beznadziejna
                  i muszę się zmienić bo to przecież przeze mnie te wszystkie problemy. A teraz wiem, że nie ma ludzi bez wad i wiem, że można mnie kochać taką jaka jestem.
                  Może i uda Ci się ulepić siebie pod jego potrzeby, ale czy będzie Ci z tym dobrze? Nie lepiej by było znaleźć kogoś ktobędzie Cie kochał taką jaka jesteś?


                  No dobra a teraz po tym przemówieniu jedyne sposoby na to, żeby go odzyskać (które mi przychodzą do głowy):
                  - Możesz błagać i wmawiać mu, że już teraz będzie lepiej. I powtarzać mu, że się zmienisz dla niego i jak to go kochasz. Może w końcu się zlituje i da Ci kolejną szansę.
                  - Możesz spróbować go wziaść na seks. Faceci podobno rzadką są w stanie odmówić. Może jak się prześpicie ze sobą to do Ciebie wróci (ale jest też duża szansa, że nie i że będziesz się czuła jak szmata).
                  - Możesz udawać obojętną i niedostępną. Na niektórych facetów podobno poprzedni sposób nie działa bo nie lubią kobiet zbyt dostępnych. Aczkolwiek może się cieszyć że wreszcie dałaś mu spokój i się od Ciebie uwolnił.
                  - Możesz spróbować podziałać mu na zazdrość. Znajdź sobie innego i dopilnuj żeby się o tym dowiedział.
                  Ja po rozstaniu z byłym poznałam kogoś innego. Kiedy w końcu były łaskawie zgodził się na spotkanie (po miesiącu od tego jak mnie telefonicznie rzucił) wypytywał mnie o różne rzeczy, między innymi o to, czy już się z kim całowałam. Znajomość z tym nowym nie wypaliła, bo poznałam swojego aktualnego faceta. Spotykaliśmy się, ale przez jakiś czas nawet nie myślałam o wiązaniu się. Po prostu fajnie spędzaliśmy czas i czułam się dobrze w jego towarzystwie. Już w ogóle nie dzwoniłam do byłego bo miałam się komu wygadać w trudnych chwilach. Wtedy ex się zainteresował. 2 tyg milczenia załatwiło sprawę. Przyjechał do mnie o nieprzyzwoitej godzinie mimo, że upierałam się, że sie chce żeby przyjeżdzał. Prosił, żebyśmy spróbowali jeszcze raz. Mówił, że przemyślał wszystko i stwierdził, że jestem kobietą jego życia (a wcześniej nie nadawałam się na matkę jego dzieci i związek ze mną go wykańczał). Mówił o ślubie i o tym, że już wybrał pierścionek. Mówił, że dla mnie jest gotów zmienić swoje postępowanie (tym razem on chciał się zmieniać).

                  W sumie ostatni sposób byłby skuteczny, ale po 1 nie planowałam tego a po drugie nie dałam mu już szansy.
                  • sumire Re: Nikusia85...(mały wykład i sposoby jak go odz 25.02.07, 13:07
                    czasem jednak lepiej sobie dać spokój. bo z mojego akurat doświadczenia wynika, że im bardziej się na chłopa naciska, by wrócił, tym gorszy efekt się osiąga. nie błagać, bo można się raczej upokorzyć, niż coś wybłagać - i nie liczyć, że seks go przekona. faceci potrafią znakomicie uczucia od łóżka oddzielić.
                    • more.words Re: Nikusia85...(mały wykład i sposoby jak go odz 25.02.07, 13:56
                      a ja chciałam sie pod tym podpisac...ale dodać, iż to działa w obie strony -
                      kobiety tak samo reaguja... i nie czarujmy sie , tez potrafią oddzielić uczucie
                      od sexu
                      • sumire Re: Nikusia85...(mały wykład i sposoby jak go odz 25.02.07, 13:57
                        a prawda, bez dwóch zdań potrafią.
                        • more.words Re: Nikusia85...(mały wykład i sposoby jak go odz 25.02.07, 14:11
                          a nooo
                          • sanyu no i nie wysłałam :( 25.02.07, 21:41
                            wiecie, że ja tego maila do dziś nie wysłałam? i nic mu nie powiedziałam o
                            mojej decyzji. i miałam dziś całkiem normalną rozmowę, ale dla mnie to juz nie
                            to samo..
                            • nikusia85 Re: no i nie wysłałam :( 27.02.07, 22:57
                              wiem,że moje zachowanie może wyglądać na desperację-w pewnym sensie tak
                              jest...tęsknię niesamowicie,myślę,wspominam-chcę go takiego,jakim był kiedyś
                              (kochający,wspierający,czuły-prawie ideał)...fakt-ostatnio nie było dobrze,ale
                              z winy obojga (niestety,większości mojej.on nie był całkowicie bez winy,ale
                              porównując,to niestety j.w.)...jeżeli chodzi o seks-był tylko dodatkiem i
                              wiem,że to nie byłby dobry argument dla niego do powrotu (poza tym,czułabym się
                              jak szmata próboując w ten sposób wzbudzić w nim na nowo ciepłe
                              uczucia)...zostawiłam mu w umówionym miejscu kolejny list (pierwszy-
                              dzień ,,po", drugi-kilka dni później (podobno całkiem sensowny i musi nad nim
                              pomyśleć),a ostatni wczoraj i nie wiem,czy go odebrał)-jest to jedyny sposób,w
                              jaki mogę się z nim komunikować (tzn jes mi wtedy łatwiej z
                              nim ,,pogadać")...wiem,że myśli nad tym wszystkim, wiem, że boi się tego, że po
                              naszym powrocie będzie dla mnie niemiły bez powodu,ale pytam:ile czasu to ma
                              trwać?ile czasu ma myśleć?ile czasu mam go przekonywać?ja chcę znowu do niego!!!
                              kocham...
                              • nikusia85 Re: no i nie wysłałam :( 27.02.07, 23:31
                                przechodziłam już wszelkie możliwe fazy-łącznie z tą,żeby wszystko się
                                skończyło...nie zrobiłam tego,bo zawsze ktoś przy mnie był (fizycznie),bałam
                                się,a poza tym (może najgłupsze)-chcę znowu z nim być...byłam z tym człowiekiem
                                prawie 5 lat i wiem,że znowu może być wspaniale...tylko pytanie podstawowe:jak
                                Go przekonać?dawno mnie tu nie było,a teraz jak już piszę,to od razu
                                tyle...sorka...
                                • frrancuzeczka Re: no i nie wysłałam :( 27.02.07, 23:35
                                  Kurcze jesteś totalnie emocjonalnie uzależniona! Nie mysl nad tym jak go
                                  przekonać, daj czas żeby sam dojrzał do decyzji o powrocie.
                                  • nikusia85 Re: no i nie wysłałam :( 27.02.07, 23:38
                                    może i jestem...ale cieszę się,że miałam (mam?) kogoś takiego,od kogo mogłam
                                    być uzależniona i szczęśliwa...chore,ale prawdziwe...daję mu czas i dlatego
                                    piszę na forum,a nie do niego...zastanawiam się tylko,jak ten czas skrócić i
                                    sprawić,żebyśmy byli już razem :-)
                                    • frrancuzeczka Re: no i nie wysłałam :( 27.02.07, 23:44
                                      Uzależnienie nie jest dobre, bo wystarczy kryzys - tak jak teraz i juz jesteś
                                      nieszczęśliwa i obsesyjnie myślisz tylko o jednym. Sądze, że on sam powinien
                                      dojść do wniosku, że chce byc znowu z tobą, bez twoich przekonywań, litanii
                                      argumentów itp, jeśli wróci bo to wyprosisz i zrobi to bez przekonania to raczej
                                      nic dobrego z tego nie wyniknie. Życzę wytrwałości i spokoju :)
                                      • nikusia85 Re: no i nie wysłałam :( 27.02.07, 23:47
                                        nie-dziękuję...może to faktycznie uzależnienie,ale ja je kocham i kropka! :-)
                                        miłej nocki!
                                        • sumire Re: no i nie wysłałam :( 28.02.07, 00:33
                                          no właśnie. uzależnienie kochasz. dobrze powiedziane.
                                          tak sobie myślę, bazując na własnych - na szczęście już bardzo minionych - doświadczeniach, że przekonanie, jakoby można było być szczęśliwą tylko z tym jednym chłopem (albo raczej z wyobrażeniem, jakie o nim mamy) to jedna z najgorszych rzeczy, jakie mogą się kobiecie przydarzyć. nie warto, czasami zwyczajnie nie warto.
                              • colleen83 Re: no i nie wysłałam :( 28.02.07, 10:00
                                No i znowu zaczynasz od pytań jak go przekonać. Specjalnie dałam Ci na tyle absurdalne sposoby, bo myślałam, że da Ci to do myślenia. Wg mnie nie ma sposobu. To on sam musi stwierdzić, że chce. No ale szczerze mówiąc ja bym miała zły humor na każde wspomnienie tej sytuacji. I już bym się nie czuła pewnie w takim związku wiedząc, że facet może w każdej chwili zmienić zdanie.

                                Co do listów to chyba warto pisać, nawet jeśli to nic nie da. W pewnym sensie jest to jakieś oczyszczenie, wyrzucenie z siebie emocji. Jeszcze możesz sobie pamiętnik założyć. Takie zapisanie sobie wszystkiego też pomaga przestać o tym myśleć na okrągło.

                                To był Twój pierwszy facet? Może dlatego tak wariujesz.
                                Ty byłaś dla niego pierwszą dziewczyną? Ile on ma lat?
                                • sanyu Re: no i nie wysłałam :( 28.02.07, 11:48
                                  no proszę a myślałam, że to był MÓJ temat!!!buuuuuuuuu....
                                  laska jest niesamowita, nie wiesz że "jesli coś kochasz pozwól temu odejść, gdy
                                  wróci będzie Twoje na zawsze, a gdy nie- nigdy takie nie było"????
                                  • nerri Re: no i nie wysłałam :( 28.02.07, 11:52
                                    Sanyu...<tulę> biedulko:D Nie podzielisz się tematem;) hihhi:)) I wiesz co?
                                    Masz świętą racje...w 100% się zgadzam z tym co napisałaś...tylko miłość jest
                                    czasem ślepa...jak się jej kukularków nie założy to ślepa pozostanie...
                                    • sumire Re: no i nie wysłałam :( 28.02.07, 11:57
                                      ale tego trzeba na własnej skórze doświadczyć :) innymi słowy, po własnym tyłku
                                      dostać. ja pamiętam doskonale, że nikogo rozsądnego nie chciałam słuchać, jak
                                      mi się rozpadał dłuugi związek, bo uważałam, że to koniec świata i tragedia, i
                                      histeryzowałam, że nie umiem być sama (nieprawda). kto by pomyślał, że parę lat
                                      później uznam, że ta 'tragedia' wyszła mi na dobre... ;)
                                    • sanyu Re: no i nie wysłałam :( 28.02.07, 12:07
                                      haha, no teraz to już musze się podzielić, chociaż nie miałam tego w planach
                                      przyznaję ;) ale problem Nikusi85 to zupełnie inna sprawa niż moja.
                                      Poza tym ja WIEM, że to zdanie jest prawdziwe. (patrz mój poprzedni wpis) :-))
                                      Jednak faktycznie jedyny sposób żeby się o tym przekonać to odczuć na własnej
                                      skórze.
                                      • nikusia85 Re: no i nie wysłałam :( 28.02.07, 23:02
                                        może i jestem niesamowita,może to nie mój temat...może chciałyście pomóc,a może
                                        wcale nie (i po prostu jest to kolejny temat do odhaczenia)-nie jestem w stanie
                                        tego ocenić...nie będę już Wam zaśmiecała w tym temacie-pa!pa!
                                        /i tak kocham...
Pełna wersja