stephen_s
25.02.07, 13:34
Tak trochę przy okazji dyskusji o Rospudzie, ale nie tylko...
Mam pytanie - czy w światopoglądzie konserwatywnym jest coś (i co takiego), co
kłóci sie z ideą ochrony przyrody?
Pytam, bo odnoszę wrażenie, że kiedy przy jakiejś okazji pojawia się kwestia
ekologii, ochrony przyrody itd. to osoby (albo np. partie polityczne)
reprezentujące światopogląd konserwatywny zazwyczaj zajmują stanowisko mniej
lub bardziej wobec ochrony przyrody niechętne, podejrzliwe itd. Tak jest
chociażby właśnie w sprawie Rospudy, gdzie to konserwatywny PiS forsuje ideę
zabudowania Rospudy, krytykuje "ekologów terroryzujących Podlasie", mówi, że
"partykularne interesy" nie mogą przeszkadzać w "skoku cywilizacyjnym" itd. -
w sytuacji, gdy z kupy niezależnym źródeł płyną sygnały, że teren Rospudy jest
cenny i powinno się go chronić. Ale nie tylko o Rospudę tu chodzi - niedawno
czytałem w "Wyborczej" cytaty z T. Terlikowskiego, który bardzo ironicznie
wypowiadał się o trosce o zagrożone wyginięciem wieloryby. Może cytaty te były
wyjęte z kontekstu, ale tak jak je przedstawiono, to wychodziło na to, że
Terlikowski prezentuje postawę "A czemu mnie jakieś zwierzęta powinny obchodzić?".
Przyznaję, że mnie taki stan rzeczy dziwi. Ja rozumiem, że ideologicznie
konserwatysta rózni się od np. liberała - ale dla mnie kwestia ochrony
przyrody nigdy nie była kwestią ideologii, ale zwykłego zdrowego rozsądku.
Ochrona przyrody nie jest dla mnie dylematem ideologicznym / moralnym, ale
jasną koniecznością. To, że np. wspomniane wyżej wieloryby są zagrożone
wyginięciem, nie jest przecież jakimś ideologicznym wymysłem lewicy, ale
zwykłym naukowym faktem. I zawsze wydawało mi się, że popieranie ochrony ich
nie jest jakimś ideologicznym wyborem, ale kwestią wrażliwości i zdrowego
rozsądku. I tak samo z generalną ochroną przyrody - zawsze sądziłem, że
niezależnie od różnic w światopoglądzie, dla kazdego człowieka mającego jakąś
wiedzę o świecie jasne jest, że działania na rzecz ochrony przyrody są
niezbędne... Oczywiście, mogą być spory, jak daleko ta ochrona przyrody ma iść
i co konkretnie przez nią rozumiemy - ale wszyscy możemy zgodzić się, że robić
się to powinno.
Tymczasem zaczynam odnosić wrażenie, że dla konserwatystów właśnie w ogóle
idea ochrony przyrody jest śmieszna. Że uważają oni to za niepotrzebne,
głupie, że jest to tylko wymysł jakichś nawiedzonych grup ekologów... Czemu
tak jest? Co takiego jest w idei ochrony przyrody, co dla konserwatystów jest
nie do przyjęcia?
Co o tym sądzicie?