zoselin
09.04.07, 00:48
Hm, tak zaglądam tutaj sobie i zaglądam, a tu nuuuuuudy więc zoselin
postanowiła coś z tym zrobić ;) Otóż.. chciałabym Wam opowiedzieć pewną
historyjkę i poprosić o opinie.
2001 rok... wyjazd wolontariuszy CARITAS. Spotkanie hm wyjątkowej osoby z
którą łączyło PEWNĄ OSOBĘ coś więcej niż przyjaźń, lecz ciężko tutaj mówić o
czymś poważnym bo CI ludzie byli wtedy jeszcze dziećmi <mieli po jakieś 14
lat, więc cóż można wiedzieć w tym wieku o miłości?> , wyjazd, pisanie
listów, kontakt sporadyczny. DO czasu...Dlaczego? Bo kontakt się urywa.
Świadomie czy też nie, trudno powiedzieć. Przypadkwe spotkanie JEGO ze
znajomymi z obozu.ON prosi by JĄ pozdrowić. Ona wynajduje jakimś cudem JEGO
numer stacjonarny. Niestety... Mijają lata...
ONA wyjeżdża do JEGO rodzinnego miasta na studia. ON? Niewiadomo. ONA jakimś
cudem zdobyła JEGO adres domowy. Chwila zastanowienia.. Powinna napisać list?
Zapukać i zapytać o NIEGO? Minęło tyle czasu... A może powinna zapomnieć i
dać sobie spokój ze znajomością, do której ma sentyment? No właśnie. A może
powinna zgłosić się do programu, w którym pomagają odnaleźć osoby
poszukiwane? ;DD Przecież tv tyle może ;P
Kochani!
Co powinna zrobić? A może zrobiła wystarczająco dużo?
Napiszcie jakie jest Wasze zdanie jeśli zrozumieliście o co chodzi w tym
wszystkim i jeśli macie ochotę :)
Pozdrawiam Wszystkich ;] I Ciebie marcin_25 też ;D