miimiimii
24.04.07, 15:15
Zawsze ludzie byli dla mnie kryształowi, przejżyści. Już po chwili kontaktu
wiedziałam kto kim jest, czego mozna się po nim spodziewać, nigdy nie
pomyliłam w stosunku do nikogo, zawsze wychodziło na moje, kwestia tylko
kiedy. Nie lubię ludzi, zwyczajnie nie lubię, rozglądam się, widzę same wady,
kazdy ma jakąś (mam jednocześnie świadomość, że ja również). Te wady
przeszkadzają mi na tyle, że zwyczajnie nie mam ochoty na kontakty
towarzyskie, nie chcę obcowac z ludźmi prezentujacymi pewne cechy. Nie wiem,
może zaczyna się u mnie jakas depresja? Tylko że ja naprawdę sie nie mylę, to
zwyczjanie okropne! Naprawdę chciałabym się mylić w ocenie, ale tak się nigdy
nie zdarzyło, zawsze było jedynie kwestią czasu, aż dana osoba zrobi popis
cechy, której posiadanie jej przypisywałam. A może to dzisiejszy świat jest
taki podły?? Nie potrafię już wybaczać ludziom ich słabości. Kiedyś było
inaczej, może po prostu im staję się starsza, tym poważniejsze są
to "naruszenia". Nie potrafię zaakceptować pewnych cech, skłonności, teraz
przejawiaja się ostrzej, niż ileśtam lat temu, kiedy byłam nastolatką. Patrze
na interesowność, egoizm, komformizm i zwyczajnie mam dosć. Zwyczajnie nie
chce mi się temu przyglądać. Może świat dorósł, a ja nie? Może jestem wobec
tego
nieprzstosowana, może środowiskiem odpowiednim dla mnie byłby swiat misia
uszatka, gdzie wszystko było takie klarowne, zasady były jasne.. Nie wiem.