Dodaj do ulubionych

... no właśnie ...

29.05.07, 20:57
... w którymś wątku poniżej padło "a od kogo to zależy" ...
... w pierwszym odruchu - oczywiście ode mnie ... po namyśle - ile
jest "ingerencji świata zewnętrznego" w nasze zycie , decyzje ... i ono już
nie jest takie piękne ... szczęśliwe ... ile kompromisów musimy przyjąć ,
które powinniśmy przyjąć ??.. czy mamy świadomość , iż gdzieś , kiedyś
wypowiedziane tak ( na kompromis , ustepstwo ) latami będzie odbijać się
czkawką ... i nie jest - i nie będzie szczęśliwie ... bo owe kompromisy
ciągną się jak smród ...

... czy można mając na względzie tylko swoją osobę , szczęście ,
przyjemność , dobro ... nie iść na żadne kompromisy ...??

... kompromisy nas zabijają ..?????
Obserwuj wątek
    • hedonista.oswiecony Re: ... no właśnie ... 29.05.07, 21:07
      kompromisy nas zabijają... co zatem? A może to tylko kwestia zapewnienia sobie
      zaspokojenia ważnych potrzeb. Jeśli to co ważne mam w pokoju ze światem to czy
      kompromisy mogą wadzić?
      ukłony
      ed
      • hedonista.oswiecony poczucie sprawczości 29.05.07, 21:15
        po wysłaniu pomyślałem jeszcze o takim poczuciu, które nie każdy ma. Ale jak
        widzę osoby przekonane, że to co robią, robią z własnej woli to mam wrażenie,
        że tym osobom żyje się i powodzi wyraźnie lepiej niż osobom przekonanym, że nic
        się nie da zrobić. Można powiedzieć, że skoro się nie dało to co ma mówić
        osoba, która tak uważa, ale... są różne strony medalu. Odruchowo czuję sprzeciw
        wobec fatalizmu. Od dziecka słyszałem na około, że "takie jest życie". Zawsze
        się przeciw temu buntowałem i... to ja zmieniałem bo nie godziłem się na to co
        miałem. Zatem ja to robiłem, nie raz, nie dwa, wielokrotnie i rozumiem, że
        możemy być różnie skonstruowani... Kiedyś gdzieś czytałem, że rasowi
        sprzedawcy, którzy najwięcej sprzedają mają taką cechę, że bardzo szybko
        podnoszą się z porażek i dalej walczą... Wszyscy mamy porażki, odmiennie
        reagujemy. Ciągle się tego uczę :). Choć czasem mi się zdawało, że już tylko
        mnie sielanka czeka w życiu :)

        ukłony
        ed
        • broton Re: poczucie sprawczości 30.05.07, 19:51
          ... nie całkiem to chciałem usłyszeć ...

          ... o tym na ile kompromis jest dla nas "dokuczliwy" dowiadujemy się na ogół
          dopiero długo po jego zawarciu ...

          ... naszła mnie taka refleksja - w ciągu życia , na przestrzeni kilku lub
          kilkudziesięciu lat nasze życie jest pasmem ustępstw , zgód na coś tam -
          kompromisów najogólniej ... często są to takie zwykłe "milczące" akceptacje
          czyjegoś postepowania (żony , dziecka , kumpla w pracy , szefa ,
          podwładnego ...) ... i nagle okazuje się , że człowiek żyje w totalnym
          notorycznym napięciu - bo ten zrobił tak a tamten tak , a ja tak bym nie
          zrobił...
          .. no ale skoro akceptuję to od trzech czy trzynastu lat - to o co mi
          chodzi ... oczywiście akceptowane przez nas poczynania innych nie są
          identyczne - na ogół coraz bardziej nachalne ... no ale jeśli przez trzy lata
          akceptowaliśmy podobne zachowania ...

          ... zaczynamy być upierdliwymi dla otoczenia bo ciągle coś nam się
          niepodoba ...

          ... i nagle nie pozostaje nic innego niż pierdolnąć tym wszystkim ...

          ... wyjechać daleko ... zacząć od nowa ... i pamietać - nie dać się wciągać w
          kompromisy - moje kurna na wierzchu ...


          ... tylko kto mi upierze skarpetki ??..
          • hedonista.oswiecony ustępstwa 31.05.07, 00:26
            rozumiem, też to przerabiałem, ale pierdolnięcie rozwiązuje sprawę do
            następnego pierdolnięcia... Skuteczność takiego postępowania wydała mi się
            znikomo mała, rozczarowujące, ale tak było.

            ale czasem można po prostu nie umieć słuchać. A wtedy możemy do świadomości nie
            dopuszczać pewnych ważnych potrzeb, naginamy się sami. W moim odczuciu, warto
            pomyśleć najpierw o sobie, czego się samemu potrzebuje i czego chcą inni... i
            poszukać

            a potem to już całe życie pod górkę ;d
            poznawania ludzi nigdy nie ma końca

            ukłony
            ed
            • izzzunia Re: ustępstwa 31.05.07, 09:48
              a może więcej asertywności? Czasem tak bardzo boimy się powiedzieć, co naprawdę
              czujemy lub dla świętego spokoju odpuszczamy. Jak na kimś nam zależy, to
              staramy się jakoś do niego dopasować. Tak, ale nie rezygnując z siebie. Wymaga
              to odwagi, żeby powiedzieć nawet komuś bliskiemu, co nas boli, co chcemy, czego
              nie, ale się bardzo opłaca. Jesteśmy autentyczni, czujemy się lekko i w zgodzie
              z sobą. Ale to jest cały czas praca nad soba i uważność, żebyśmy do drodze nie
              zgubili siebie. Czasem jak się porozmawia, to się okazuje, że oboje to samo
              czujemy, ale nie mieliśmy odwagi wcześniej się przyznać i zmienić tego. A słowo
              kompromis? Może lepsze jest współpraca, bo kompromis, to oboje z czegoś
              rezygnujemy, a współpraca, to może oboje dajemy sobie i to i to... No cóż nie
              jest lekko, ale warto o to wszystko zadbać...
              • broton Re: ustępstwa 01.06.07, 22:07
                ... izunia - Ty młoda dziewczyna jesteś ..???
                • izzzunia Re: ustępstwa 03.06.07, 10:07
                  broton, to nie kwestia wieku, ale podejścia, nie, nie jestem juz taka młoda i
                  dużo przeszłam, ale ja taką postawę zawsze miałam, czasem po prostu możemy
                  mniej lub więcej siebie realizować. Nie wchodzę w związki, w których jesteśmy
                  zależni od siebie przysłowiowym praniem skarpetek i nie dopuszczam do sytuacji,
                  kiedy po 13 latach mówię dość, a wcześniej pozwalałam na pewne zachowania, tak
                  jak ty piszesz. Jak coś się b. źle dzieje, to zmieniam, choć czasem nie da się
                  od razu...
          • aleksandra999 Re: poczucie sprawczości 31.05.07, 22:52
            sam upierzesz te skarpetki, mało tego sprawi Ci to dziwną przyjemność i
            przyniesie ulgę, porąbana teza?
            Zaden moment nie jest dobry na zmiany, a z drugiej strony każdy moment jest
            dobry na nowy początek... nie Ty jeden masz takie dylematy i problem z
            upierdliwoscią inaczej.
            • broton Re: poczucie sprawczości 01.06.07, 22:09
              ... no i to mi się podoba ... znaczy Olka mówisz : pirdolnąć tym i zacząć nowe
              życie , uprać se skarpetki ...

              ... ale na rosół mnie zaprosisz ??.. ( nie dam rady sam)
              ... i to jest kraina szczęśliwości ...
              • clementine_kruczynski Re: poczucie sprawczości 02.06.07, 22:42
                A nie pomyślałeś o tym, że dla kogoś pranie Twoich skarpetek i gotowanie Ci
                rosołu też jest kompromisem? Myślisz, że tylko Ty musisz się zginać?

                Wydaje mi się, że punktem wyjścia dla każdego (przed zaczyneniem czy kończeniem
                czegokolwiek) powinien być taki stan, w którym zdajesz sobie sprawę z tego, że
                sam o siebie zadbać potrafisz, sam za siebie odpowiadasz, a w kazdym razie
                jesteś w stanie spróbować. A jak idziesz na kompromis to dlatego, że Ci na kimś
                zależy (a nie na upranych skarpetach).

                No ale ja zupełnie jak izzunia...


                pzdr.
                Clem
    • broton Re: ... no właśnie ... 04.06.07, 21:43
      ... nie no ...

      ... miało być radośnie , a Wy mnie tu normalnie kazania jakie ....
    • jesss Re: ... no właśnie ... 23.08.07, 09:21
      Dlaczego tak twierdzisz....
      kompromis nie zabija Brotonku....
      kompromis może być naprawdę czymś wręcz odwrotnym....
      chwilą którą kiedys potem będziesz wręcz wspominał szczególnie....
      i stwierdzisz wręcz, że warto było.....
      są rózne kompromisy...
      i różne sytuacje....
      a co z tego wybierzesz i jak postąpisz zależy tylko od Ciebie samego...
      ostatnio poszłam na kompromis.....
      co prawda zaczyna mi się nim odbijać....
      ale mimo wszystko dał mi sporo satysfakcji.....
      szczęścia.....
      a jak na to popatrzę z boku....
      widzę, że dobrze postapiłam idąc na kompormis....
      w tym wypadku to moje ustępstwo prowadzi mnie do zwycięstwa...
      zatem....popatrz na to troszkę inaczej....,
      za dużo w Tobie goryczy....
      głowa do góry...powodzenia...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka