Dodaj do ulubionych

Rozsądny głos

30.06.07, 09:57
...czyli:

****************************************************

Usuńmy w ogóle religię za szkół

Propozycję wliczania stopnia z religii do średniej ocen na świadectwie
szkolnym wielu odczytało jako pierwszy akt dramatu, który zakończy się
wprowadzeniem matury z religii lub uczynieniem religii przedmiotem
obowiązkowym. W istocie jest to pierwsza scena aktu piątego tragedii
rozpoczętej 18 lat temu wprowadzeniem religii do szkół publicznych. Dlatego
nie warto dzisiaj rozdzierać szat nad średnią (która dla dalszych losów
młodych ludzi w systemie edukacji ma nikłe znaczenie). Trzeba zastanowić się
nad samą obecnością religii w szkołach publicznych. I domagać się jej usunięcia.

Argumentów za likwidacją lekcji religii w szkołach jest wiele. Niebagatelny
mówi o dziwacznym statusie katechetów. Jest to jedyna grupa nauczycieli,
której nie zatrudniają samodzielnie dyrektorzy szkół (dyrektor nie może
zatrudnić nauczyciela bez konsultacji z instytucją kościelną, która przecież
nie ponosi żadnej odpowiedzialności za działanie szkoły). Nauczyciele religii
nie muszą też wykazać się przygotowaniem pedagogicznym.

Religia jest też jedynym przedmiotem, który nie jest nauczany wedle podstawy
programowej ustalanej przez ministra edukacji ani wedle programów
zatwierdzanych przez ministra. Zarazem - i to rzecz bardzo istotna -
nauczyciele religii są pełnoprawnymi członkami rad pedagogicznych. Zyskują
zatem informacje i podejmują decyzje dotyczące uczniów, którzy na religię nie
chodzą.

Istnieją chyba tylko trzy argumenty za utrzymywaniem religii w szkole.
Pierwszy - z wygody uczestników. Zamiast biegać po południu do sali
przykościelnej, uczniowie mają katechezę włączoną w plan lekcji. Jednak
usunięcie religii ze szkół nie ograniczy chętnym możliwości jej poznawania.
Kościół w Polsce jest jedyną chyba instytucją, która dysponuje przestrzenią do
organizowania zajęć w każdej niemal miejscowości.

Argument drugi to rzekome prawa historyczne Kościoła katolickiego. Religia w
szkole byłaby aktem wdzięczności nowych władz politycznych za wsparcie
udzielane "Solidarności" przez instytucje kościelne. Podporządkowanie
wychowania młodych Polaków pragnieniu spłacenia długu Kościołowi jest poważnym
nadużyciem, którego nie trzeba chyba dalej obnażać.

I wreszcie argument trzeci - religia miałaby być fundamentem moralności
społecznej, zespołem wierzeń zapewniających nam wszystkim szczęśliwsze życie.
Jest to argument nieprawdziwy i szkodliwy. Moralność nie jest domeną ludzi
wierzących. Nie jest też sferą jednoznacznych, pewnych rozstrzygnięć. Świat
wartości jest światem indywidualnych wyborów i własnej odpowiedzialności.

W Polsce młodzi ludzie są nie tylko pozbawiani wiedzy o różnorodności
odpowiedzi etycznych, ale na dodatek przyzwyczajani do zachowania
konformistycznego - do chodzenia na religię dlatego, że inni chodzą. Człowiek
wychowywany do podążania za większością zdolny będzie - wiemy to po
doświadczeniach XX wieku - do każdego okrucieństwa, byle dokonywanego
bezpiecznie, w tłumie.

Szczęśliwe społeczeństwo daje ludziom przestrzeń autonomii moralnej, pozwala
im dyskutować o różnych wyborach. Aby mogli się porozumiewać, przekonywać,
potrzebują wiedzy - a zatem prawdziwych i uzasadnionych sądów o świecie.
Instytucją przekazywania wiedzy jest właśnie szkoła. To w szkole dzieci uczą
się, jak odróżniać zdania mętne od precyzyjnych, niedorzeczności od sądów
uzasadnionych. To w szkole zyskują wiedzę, która pozwala im stać się
współtwórcami świata - znajomość praw przyrody, ale także wiedzę o własnych i
cudzych emocjach, o różnych sposobach mówienia o świecie (w tym także o
opowieści religijnej stanowiącej tu wszakże przedmiot refleksji).

Głównym powodem, dla którego trzeba domagać się usunięcia religii ze szkół,
jest to, że treści przekazywane na katechezach nie są wcale wiedzą, lecz
treścią podaną do wierzenia. Weźmy termin "cywilizacja śmierci". Do
"cywilizacji śmierci" należeć ma propagowanie prezerwatyw na terenach
zagrożonych AIDS, przyznawanie praw związkom osób tej samej płci czy
zapłodnienie in vitro. Tymczasem wiemy, że technika in vitro daje możliwość
urodzenia dziecka parom bezpłodnym, walka z AIDS służy zachowaniu przy życiu
setek tysięcy ludzi, prawa dla związków osób tej samej płci sprzyjają
pomnożeniu szczęścia żyjących. Termin "cywilizacja śmierci" jest zatem
sprzeczny z powszechnym użyciem słów "życie" i "śmierć" i bez związku z
rzeczywistością. Jego źródłem jest wiara - wiara w boski plan i moc sukcesji
apostolskiej, wobec których powinniśmy z pokorą przyjmować, a nawet zadawać
cierpienie.

Zacieranie granicy między wiedzą a wiarą, między tym, co uzasadnione, a tym,
co wpojone, przyzwyczajanie do posłuchu wobec autorytetu ćwiczą w pokorze i
bezrefleksyjności. Korodują debatę publiczną, która właśnie dlatego w 18. roku
wolnej Polski wygląda tak, jak wygląda. Gdy wiara i wiedza zlewają się w
jedno, gdy nie umiemy dostrzec niedorzeczności, niejasności i błędów
wynikania, debata publiczna staje się niemożliwa i musi się przerodzić w
przekrzykiwanie.

Autorzy są nauczycielami w Wielokulturowym Liceum Humanistycznym im. Jacka
Kuronia w Warszawie

Piotr Laskowski, Sebastian Matuszewski

www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4259880.html
***************************************************
Obserwuj wątek
    • kann2 Re: "Rozsądny" głos wielokulturowy? 30.06.07, 10:22
      Jak na przedstawicieli "wielokulturowego" liceum, propozycja i jej argumentacja
      zadziwia.

      Katecheta nie ma wcale dziwacznego statusu. Jest zatrudniany w oparciu o te
      same przepisy, co inny nauczyciel. Jedyna różnica polega na tym, że oprócz
      wszystkich wymogów, jakie musi spełniać każdy nauczyciel, musi mieć skierowanie
      od biskupa. Wymóg ten nie powienien budzić zdziwienia. Nie stawia on jednak
      nauczyciela religii w sytuacji pracowniczej istotnie innej, aniżeli pozostałych
      nauczycieli i podlega tym samym przepisom i wymogom, co inni. Owszem, gdy
      władza kościelna wycofa skierowanie, nie może być nauczycielem religii.
      Natomiast może być zwolniony dyscyplinarnie, zganiony, nagrodzony, jak każdy
      inny.

      Argument "z wdzięczności" jest bzdurny i pierwszy raz się z nim spotykam.
      Argument "z wygody" należałoby zastąpić argumentem "z prawa" - prawa rodziców
      do tego, by ich dzieci otrzymały wykształecenie pełne, zgodne ze światopoglądem
      rodziców. Nie wiem, czy w owym "wielokulturowym" liceum humanistycznym uczy się
      religii. Wiem natomiast, że integralną częścią programu jest nauka
      przedmiotu "Historia i kultura Żydów polskich". A szkoła czuje się zobowiązana
      do działania zgodnego z poglądami Jacka Kuronia. I co? A jakby komuś się to nie
      spodobało? Powiecie: to szkoła prywatna, niech rodzice zapiszą dzieci do innej
      szkoły. Może i tak. Ale religia katolicka w szkole publicznej jest też z wyboru
      i jeśli rodzice nie chcą, nie zapisują.

      Kolejny bzdurny zarzut, że nauczyciele religii są członkami rad pedagogicznych
      i podejmuja decyzje o uczniach, którzy na lekcje religii nie uczęszczają.
      Podobnie nauczyciel francuskiego jest członkiem rady pedagogicznej i podejmuej
      decyzje o uczniach, któryz uczą się hiszpańskiego, a niewierzący lub
      niechrześcijański czy niekatolicki nauczyciel decyduje o uczniach, którzy
      chodzą na religię.

      Argument "z moralności" to czysta demagogia. Proszę o przykład z nauczania
      moralnego Kościoła katolickiego, który przynosiłby jakąś szkodę społeczeństwu.
      O katolickim nauczanio na temat cywilizacji śmierci panowie "wielokulturowcy"
      powinni jeszcze chyba coś przeczytać.

      Co do podstawy programowej i jej zatwierdzania, jeszcze się dowiem.
      • diabollo Re: "Rozsądny" głos wielokulturowy? 30.06.07, 22:16
        kann2 napisał:

        > Jak na przedstawicieli "wielokulturowego" liceum, propozycja i jej argumentacja
        >
        > zadziwia.
        >
        > Katecheta nie ma wcale dziwacznego statusu. Jest zatrudniany w oparciu o te
        > same przepisy, co inny nauczyciel. Jedyna różnica polega na tym, że oprócz
        > wszystkich wymogów, jakie musi spełniać każdy nauczyciel, musi mieć skierowanie
        >
        > od biskupa. Wymóg ten nie powienien budzić zdziwienia. Nie stawia on jednak
        > nauczyciela religii w sytuacji pracowniczej istotnie innej, aniżeli pozostałych
        >
        > nauczycieli i podlega tym samym przepisom i wymogom, co inni. Owszem, gdy
        > władza kościelna wycofa skierowanie, nie może być nauczycielem religii.
        > Natomiast może być zwolniony dyscyplinarnie, zganiony, nagrodzony, jak każdy
        > inny.

        Czcigodny Kannie,
        tylko jak się to ma do rozdziału państwa i Kościoła?

        W publicznej szkole za publiczne pieniądze odbywa się agitacja kato-religijna
        dzieci i młodzieży. Czy to normalne?

        Wydaje mi się, że w perspektywie długofalowej jest to zgubne przede wszystkim
        dla Kościoła Katolickiego w Polsce.

        Pamiętasz jak to było za PRLu? Nawet jeżeli ktoś nie był ideologicznie zbliżony
        do katolicyzmu to i tak bardzo chciał w kościele i na religii być.
        Bo wtedy Kościół był prawdziwym azylem wolności, wolności słowa, ludzie chcieli
        być tam być i wysyłali tam swoje dzieci.

        Dzisiaj, kiedy obowiązująca ideologia państwowa to narodowy katolicyzm, akademie
        na cześć Rewolucji Październikowej zamieniono na akademie na cześć Jana Pawła 2,
        Kościół - wydaje mi się, że przez swoją zachłanność na "rząd dusz" - będzie
        tracił wszelki autorytet, i kiedy wychowani za PRLu tacy jak Ty czy ja walną w
        kalendarz - będzie już tylko Byłym Wielkim Kościołem, podobnie jak we Francji,
        Hiszpanii, czy innych krajach post-chrześcijańskich.

        Kłaniam się nisko.
        • gumpel Re: "Rozsądny" głos wielokulturowy? 30.06.07, 22:54
          diabollo napisał:
          > Czcigodny Kannie,
          > tylko jak się to ma do rozdziału państwa i Kościoła?
          >
          > W publicznej szkole za publiczne pieniądze odbywa się agitacja kato-religijna
          > dzieci i młodzieży. Czy to normalne?

          Czy Ty nie mylisz przypadkiem rozdziału państwa od Kościoła z rozdziałem
          państwa od religii ?
          Lektura wprawdzie nie z Wyborczej, ale może Ci się spodoba:
          www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_070630/plus_minus_a_5.html
          G.
          • diabollo Re: "Rozsądny" głos wielokulturowy? 02.07.07, 07:45
            gumpel napisał:

            > diabollo napisał:
            > > Czcigodny Kannie,
            > > tylko jak się to ma do rozdziału państwa i Kościoła?
            > >
            > > W publicznej szkole za publiczne pieniądze odbywa się agitacja kato-relig
            > ijna
            > > dzieci i młodzieży. Czy to normalne?
            >
            > Czy Ty nie mylisz przypadkiem rozdziału państwa od Kościoła z rozdziałem
            > państwa od religii ?
            > Lektura wprawdzie nie z Wyborczej, ale może Ci się spodoba:
            > <a
            href="www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_070630/plus_minus_a_5.html"
            target="_blank">www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_070630/plus_minus_a_5.html</a>
            > G.

            Czcigodny Gumpelu,

            O co chodzi i do czego dążą organizacje ateistyczne w USA wolałbym się
            dowiadywać od źródła czyli tych organizacji, a nie z katolicko-fundamentalnego
            polskiego dziennika, który straszy ateizmem.

            Kiedy Jan mówi o Pawle to nie dowiadujemu się o Pawele lecz o Janie.

            Kłaniam się nisko.
        • kann2 Re: "Rozsądny" głos wielokulturowy? 30.06.07, 23:15
          Publiczna szkoła ma służyć społeczeństwu. Jesli gros społeczeństwa wyznaje
          wartości chrześcijańskie, a członkowie Kościoła katolickiego są liczną grupą w
          społeczeństwie, szkoła ma współdziałać z rodzicami w wychowaniu integralnym
          dzieci. Religia w szkołach publicznych to nie łaska państwa, rządu, szkoły, ale
          realizacja prawa rodziców. Publiczne pieniądze sa pieniędzmi wypracowanymi w
          ogromnej większości przez ludzi wierzących. W imię czego wierzący rodzice mają
          byc pozbawieni swego prawa do wychowania, w czym szkoła publiczna ma ich
          wspomóc? Religia w szkole publicznej nie kłóci się z konstytucyjną autonomią
          Kościoła i państwa dopóki, dopóty nie ma nakazu nauczania wszystkich religii
          określonego wyznania, czy religii w ogóle.
          • diabollo Re: "Rozsądny" głos wielokulturowy? 03.07.07, 23:25
            kann2 napisał:

            > Publiczna szkoła ma służyć społeczeństwu. Jesli gros społeczeństwa wyznaje
            > wartości chrześcijańskie, a członkowie Kościoła katolickiego są liczną grupą w
            > społeczeństwie, szkoła ma współdziałać z rodzicami w wychowaniu integralnym
            > dzieci. Religia w szkołach publicznych to nie łaska państwa, rządu, szkoły, ale
            >
            > realizacja prawa rodziców. Publiczne pieniądze sa pieniędzmi wypracowanymi w
            > ogromnej większości przez ludzi wierzących. W imię czego wierzący rodzice mają
            > byc pozbawieni swego prawa do wychowania, w czym szkoła publiczna ma ich
            > wspomóc? Religia w szkole publicznej nie kłóci się z konstytucyjną autonomią
            > Kościoła i państwa dopóki, dopóty nie ma nakazu nauczania wszystkich religii
            > określonego wyznania, czy religii w ogóle.


            Czcigodny Kannie, "gross społeczeństwa" też chce kary śmierci, chce kastrowania
            gwałcicieli, (w ogóle chce zwalczać przestępczość większymi represjami) chce
            powrotu czasów Gierka, chce poszerzenia ekskluzywnego klubu Trójcy Świętej jak
            nie o JP2 to przynajmniej o MatkęBoskąCzęstochowską, "gros społeczeństwa" chce
            leczyć "pederastów", etc, etc.
            Poza tym w cale nie jestem taki pewny, czy aby napewno "gros społeczeństwa" chce
            religii w szkołach.
            Pamiętajmy, że ten sam "gros społeczeństwa" (pewnie ci sami wyborcy), które
            ostanio wybrało PISS/SO/LigęWszechpolskąPrzeciwPederastyczną jeszcze kilka lat
            temu wybierało SLD/SO/PSL.

            Istnieją pewne zasady ograniczające konflikty w nowoczesnych państwach
            demokratycznych.
            Ludzie się nauczyli, że w sumie demokratycznie to można przegłosować w
            eksterminację mieszkańców prowincji własnego państwa (Wanda), czy w wyborach i
            referendach powszechnych wybrać na kanclerza Adolfa H. i jeszcze uwolnić go od
            jakiejkolwiek (przeszkadzających szatanów) ciał ograniczających jego władzę w
            tym opozycji.

            Jedną taką zasadą mającą zapobiegać przed patologiami jest rozdział państwa i
            Kościoła.

            Szkoły publiczne powinny być wolne od agitacji religijnej. Piszesz, że lekcje
            religii nie kłócą się z "konstytucyjną autonomią Kościoła i państwa".

            Z całym szacunkiem, czcigodny Kannie, ale na Twoje argumenty można było się
            nabrać 17 lat temu, kiedy Kościół okłamywał społeczeństwo, że lekcje religii w
            szkołach mają być tylko dla wygody uczniów, te lekcje mogą być tylko na
            pierwszej bądź ostatniej lekcji w dziennym planie zajęć, a katacheci będą
            utrzymywani przez Kościół i nigdy nie wezmą od państwa złotówki.

            Dzisiaj już wiadomo, że państwo płaci na agitkę katolicką w szkołach
            publicznych, szkoły publiczne przerywają na kilka dni naukę z powodu śmierci
            przywódcy katolickiego, organizowane są kilkudniowe przerwy w zajęciach z powodu
            "rekolekcji" takich czy siakich, w szkołach zamiast akademii na cześć Rewolucji
            Październikowej czy wcześniej Stalina robi się akademie na cześć JP2. Minister
            edukacji nakazuje na lekcjach biologii włączyć wątki ideologiczno-religijne, a
            stopień z lekcji religii chce włączyć do średniej ocen, w ogóle chce aby religia
            była przedmiotem maturalnym (matura, z tego co mi wiadomo to egzamin państwowy,
            podobnie jak państwowe są świadactwo ukończenia szkoły). Panowie biskupi na te
            propozycje publicznie mlaskają z zadowolenia.

            Kłaniam się nisko.
    • marcinlet Re: Rozsądny głos 30.06.07, 10:58
      Jestem za pozostawieniem religii w szkołach. Jednak uważam, że dzieci powinny
      mieć również prawo do uczenia się magii i astrologii, jeśli chcą tego ich
      rodzice.
      • kann2 Re: Rozsądny głos 30.06.07, 11:07
        Oczywiście, jesli tylko znajdzie się odpowiednio liczna grupa wyznawców
        takiej "religii" i spełni ona wszystkie wymogi ustawowe potrzebne do
        zarejestrowania takiego wyznania, wykształcenia nauczycieli, liczba co najmniej
        7 uczniów w klasie chcących podjąć naukę astrologii.
    • fnoll KK nigdy się na to nie zgodzi 30.06.07, 23:14
      przeniesienie religii do salek katechetycznych oznaczałoby dla Kościoła koszt
      ponad 600mln zł rocznie na zatrudnienie katechetów plus trudne do oszacowania
      koszty utrzymania salek katechetycznych - a KK nie chce płacić za nauczanie
      religii swych młodych wiernych, wiele już zrobił, by tego uniknąć
      • diabollo Re: KK nigdy się na to nie zgodzi 01.07.07, 21:21
        fnoll napisał:

        > przeniesienie religii do salek katechetycznych oznaczałoby dla Kościoła koszt
        > ponad 600mln zł rocznie na zatrudnienie katechetów plus trudne do oszacowania
        > koszty utrzymania salek katechetycznych - a KK nie chce płacić za nauczanie
        > religii swych młodych wiernych, wiele już zrobił, by tego uniknąć

        Niewątpliwie, czcigodny Fnollu.

        Na szczęście ewentualna decyzja usunięcia lekcji religii ze szkół publicznych
        będzie należała do władz państwowych, a nie do Kościoła Katolickiego.

        Kłaniam się nisko.
        • kann2 Państwo nie może jednostronie usunąć nauki religii 01.07.07, 21:38
          KONSTYTUCJA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ
          Tekst uchwalony w dniu 2 kwietnia 1997r. przez Zgromadzenie Narodowe.
          Tekst Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej ogłoszono w Dz.U. 1997, NR 78 poz.
          483

          [...]

          Art. 48.

          1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.
          Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność
          jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.


          Konkordat między Stolicą Apostolską i Rzecząpospolitą Polską
          Konkordat niniejszy sporządzono w Warszawie dnia 28 lipca 1993 roku

          [...]


          Artykuł 12

          1.Uznając prawo rodziców do religijnego wychowania dzieci oraz zasadę
          tolerancji Państwo gwarantuje, że szkoły publiczne podstawowe i ponadpodstawowe
          oraz przedszkola, prowadzone przez organy administracji państwowej i
          samorządowej, organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach
          planu zajęć szkolnych i przedszkolnych.

          2.Program nauczania religii katolickiej oraz podręczniki opracowuje władza
          kościelna i podaje je do wiadomości kompetentnej władzy państwowej.

          3.Nauczyciele religii muszą posiadać upoważnienie (missio canonica) od biskupa
          diecezjalnego. Cofnięcie tego upoważnienia oznacza utratę prawa do nauczania
          religii. Kryteria wykształcenia pedagogicznego oraz forma i tryb uzupełniania
          tego wykształcenia będą przedmiotem uzgodnień kompetentnych władz państwowych z
          Konferencją Episkopatu Polski.

          4.W sprawach treści nauczania i wychowania religijnego nauczyciele religii
          podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a w innych sprawach przepisom
          państwowym.

          5.Kościół katolicki korzysta ze swobody prowadzenia katechezy dla dorosłych,
          łącznie z duszpasterstwem akademickim.
          • diabollo Re: Państwo nie może jednostronie usunąć nauki re 02.07.07, 07:51

            Jeżeli chodzi o Konstytucję to nie widzę aby usunięcie lekcji religii ze skół
            publicznych było z nią sprzeczne.
            Właśnie z prawo rodziców do wychowania zgodnie z własnymi prekonaniami lekcie
            religii łamią. Rodzice wysyłają dzieci na te lekcje ze względu na kulturowych
            czy tradycji rodzinnych, choć nauczanie o tym, że masturbacja i antykoncepcja to
            grzechy śmiertelne pewnie stoi w sprzeczności z własnymi przekonaniami
            większości rodziców.

            Natomiast rzeczywiście dużo gorzej sprawa wygląda z zapisami Konkordatu.
            Cóż, przecież tę umowę - jak każdą - można wypowiedzieć.

            Kłaniam się nisko.
    • kann2 Lepsza religia w szkole niż zamknięta w kruchcie 05.07.07, 10:18
      List

      W materiale zamieszczonym w "Gazecie" z 28 czerwca ukazane zostały trzy odrębne
      stanowiska, chociaż prof. Samsonowicz i ja także bronimy możliwości
      organizowania katechezy w szkole. Według mnie współpraca nie powinna naruszać
      autonomii ani szkoły, ani Kościoła, a do takich naruszeń nieraz dochodzi, może
      ostatnio częściej. Odbywa się swego rodzaju kuszenie, czy to Kościoła, czy
      katechetów do rozszerzania strefy wpływów. To bardzo mnie niepokoi także ze
      względu na miejsce i znaczenie świadectwa wiary.

      Zgadzam się z samym tytułem publikacji trzeciej ("Katecheza najlepiej w
      parafiach" Piotra Laskowskiego i Sebastiana Matuszewskiego). Tak, chyba
      najlepiej w parafiach... Ale to, co najlepsze, czasem przerasta siły albo nie
      starcza na to odwagi.

      To tytuł. Natomiast treść tej wypowiedzi bardzo mnie martwi. Jeśli naprawdę i
      na spokojnie tak myślą o zjawisku religii sternicy "szkoły wielokulturowej", to
      nie potrafię dalej wierzyć w jej misję. Dla jasności: argumenty przeciw lekcjom
      religii w szkole to w ich wydaniu argumenty przeciw religii jako takiej. Byłam
      katechetką poza szkołą i bez współpracy z nią (przed rokiem 1956). Zgodnie z
      tym, co twierdzą autorzy, także i tam zapewne szkodziłam dzieciom i młodym
      ludziom, z którymi pracowałam. Bo jeśli religia tak szkodzi w szkole, jak oni
      opisują, to szkodzi wszędzie. Nie należy wypuszczać jej z kruchty. Tym zwrotem
      uderzam w ludzi i w pomysł, który jest mi sympatyczny. Ulegam pokusie mocnej
      riposty, a w istocie wspólnym ratunkiem byłby dla nas dialog. Weźcie to proszę
      pod uwagę: religia oskarżana tak, jak to robicie, lęka się zamknięcia w
      kruchcie - bo tylko takie miejsce jest odpowiednie dla niebezpiecznego źródła
      ogłupiania. Z tego lęku religia może stracić wiele ze swoich wychowawczych
      wartości. Zamiast pełnej goryczy napaści proszę o koncert krytycznego szacunku.
      Przepraszam solidarnie za to, że ogłupianie miewało i miewa miejsce w ramach
      katechezy. Ale przecież nie tylko to jest do dostrzeżenia.

      www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4282990.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka