anna_sla
03.07.07, 21:07
Dziś poczułam smak tego słowa, gdy wybrałam się z piątką dzieci na 3 wózki na
batony na miasto (duży bliźniaków moich, Justynka z głębokim wózeczkiem
Magdusi dla lalek i Magdunia ze swoją spacerówką dla lalek). Na bliźniaki to
ludzie reagują, ale jak zobaczyli nasz mały tłumek to dopiero był czad..
Zaciągnęli mnie na lody, przez centrum miasta po plastelinę, bańki i na plac
zabaw. Ale jestem wyrąbana. Obiadki, kolacje, szykowanie łóżek, musiałam górne
łóżko piętrowe odgruzować Sławkowi, Wojtek posłużył mu za tatusia (którego
prawie nie ma), pranie, sprzątanie i tak leeeeeci, nie miałam w ogóle czasu na
kompa.. Widzę, że chyba poradziłabym sobie z taaaaką wielodzietnością, ale
kręgosłup strzeliłby mi szybciej niż strzelił i byłabym taaaaka wymęczona..