zewsi
17.08.07, 13:39
Nie, no, muszę się wygadać...
Dzwonię dziś do jednej niewielkiej spółdzielni mieszkaniowej w
sprawie podpisania umowy u notariusza. Wszystko już było ustalone
pięknie, ale coś jeszcze sobie przypomniałem, więc dzwonię. Łączą
mnie z prezesem, pan prezes mi mówi że w umówionej dacie oni nie
mogą, bo jego zastępczyni coś wypadło. Żaden problem myślę, choć
znów trzeba będzie znaleźć wolny czas prezesów spółdzielni, moich
prezesów i notariusza, no ale to przecież żaden problem. Ja
mówię: "Okaoka, ale ja w jeszcze jednej sprawie." Prezes mówi, że
oddaje słuchawkę, tej wiceprezes przez którą umówiony termin się
rypnął. No i zaczynam z nią rozmowę. Ona się tłumaczy, że to i
tamto, że naprawdę nie może i że dzwoniła wczoraj do nas i z 6
osobami rozmawiała i informowała, że nie może w ten dzień (nikt mi
psiakostka nie poinformował, myślę sobie). Ja mówię, że no problemo
seniora, byle do końca miesiąca umowa była podpisana. (Naprawdę nie
widzę powodu, by się przede mną tłumaczyła, szczególnie że ja z
jednym małym upewnieniem dzwoniłem.)
No i chcę o tym powiedzieć.
Mówię, że zobowiązali się oprócz sprzedaży czegoś zobowiązali się do
ustanowienia na naszą rzecz ograniczonego prawa rzeczowego, a żeby
to zrobić muszą mieć uchwałę swojej rady nadzorczej (taki jest zapis
w umowie przedwstępnej sporządzonej przez notariusza). A ona na to
że:
- jej nie mają, mają tylko uchwałę członków zezwalającą na sprzedaż
- jej nie potrzebują
- nie znają się na tym
Ja mówię, że zobowiązali się do tego w umowie przedwstępnej, że
notariusz luknął w ich statuty i to wpisał, więc to chyba dobry
zapis.
A ona mówi, że nie, że to niepotrzebne, że akt notarialny tego nie
wymaga.
To ja mówię: "No jak nie wymaga? Proszę spojrzeć do par.7 stoi tam
jak byk..." i tu cytuję co stoi jak byk w tym paragrafie umowy
sporządzonej w akcie notarialnym i podpisanej przez obie strony.
A ona mówi, żebym jej nie czytał, bo ona nie ma tego przed oczami i
żebym nie był taki mądry.
Co ja chciałem coś powiedzieć, to ona mi przerywa i w ten deseń mi
mówi. I się nakręca. I coraz bardziej denerwuje.
A ja coraz bardziej byłem zdziwiony.
Co ją tak rozwścieczyło???
Przecież ja im chciałem pomóc; dla ich dobra przypomnieć, że powinni
u notariusza mieć odpowiedni papier przy sobie.
Jestem spokojnym facetem, nie podnoszę głosu i nie prę do
konfrontacji, a wpost przeciwnie. A ona zaczęła na mnie najeżdżać.
Nie łapię.
To tyle miałem do powiedzenia. Sorry za długość i nudnawość.
Trochę mi lżej.
Ale nie do końca.