Dodaj do ulubionych

Człowiek podobno do wszystkiego może przywyknąć...

08.04.08, 15:16
ale czy powinien? i czy chce?

Ja nie chcę...i chyba nie powinnam...

Mieszkam w miasteczku ludzi małomiasteczkowych, dla których zakupy to tylko w Warszawie, a rozrywka to picie:/ Seks po ślubie, choćby i bez miłości. Dziecko przed trzydziestką to dziecioróbstwo, patologia, debilizm... Dziecko bez slubu kościelnego - czysta zbrodnia i grzech godzien palenia na stosie.

W takim miejscu żyję, mmieszkam przez ścianę z moimi starymi - dwójką zagorzałych antykościelnych, przy czym żeby było śmieszniej matka wszystkie nieszczęścia zwalana Boga, choć podobno w niego nie wierzy. Brat - materialista młodszy o lat trzy, rozumowo o lata świetlne, gotów pomóc każdemu... - kto mu zapłaci:/

I ja - mężatka z pomyłki, wolnościowiec z wyboru.

Dziecko w klasie maturalnej, z nieskutecznej pigułki na trądzik (95% skuteczności - jaaaaasne...)z ówczesnym moim narzeczony, a obecnym panem i władcą. Od lat kilku kura domowa - nieszczęśliwa, bez pracy,. bo z dzieckiem nie chcą i bez studiów, bo raz, że z dzieckiem nie ma kto zostać, a dwa, że pan i władca na studia iśc musiał, a na moje juz pieniędzy nie starczyło:/

Dziękuję z góry za rady w stylu "trzeba było mysleć" albo "trzeba było się zabezpieczać..." Zabezpieczałam się - nie wyszło...Bywa...

Mam dość siedzenia w domu od lat kilku, maltretowania się z niechcianymi radami i niechcianym dzieckiem:/ i do tego absolutnie dość borykania się ze wszystkim sama...Bez możności zrobienia czegokolwiek dla siebie.

Ani pracy, ani studiów, ani pomocy od nikogo...Tylko głupie gadanie za plecami :(

Mam ochotę spakowac torbe i odejśc, zostawić pana i władcę z jego dzieciakiem i iśc w cholerę, Co prawda nie mam dokąd, ale cóż...Przynajmniej by mnie do pracy gdzieś przyjęli, gdybym była "dyspozycyjna" a nie uwiązana do smarkacza... Na przedszkole mnie nie stać, a dwa, że miejsc nie ma...O prywatnym nawet nie wspomnę.. Ceny są takie, że byłoby mnie stać na studia, gdybym miała tyle na zbyciu.

Życie w takiej rodzinie, w takiej sytuacji i za śmieszne 800zł na miesiąc dla trzech osób to skrzyżowanie masochizmu i surwivalu :/

Buuuuu - niech mnie ktoś pocieszy, albo poradzi :(
Obserwuj wątek
    • almondgirl Re: Człowiek podobno do wszystkiego może przywykn 08.04.08, 16:26
      wiesz co, szkoda, ze tak piszesz o swoim dziecku...
      • bogna71 Re: Człowiek podobno do wszystkiego może przywykn 08.04.08, 18:06
        Wiele mogę zrozumieć, naprawdę, ale tego, jak się wyrażasz o własnym
        dziecku - niestety nie.....
        Ty naprawdę tak nienawidzisz tego małego, winisz go(ją) za wszystkie
        swoje niepowodzenia???
        Bo takie odnosłam wrażenie. Sytuacja, w której jesteś faktycznie
        jest nieciekawa, ale znacznie bardziej żal mi tego - jak piszesz -
        "smarkacza". Ty jesteś dorosła (przynajmniej z metryki), możesz
        zmienić swoje życie, a to małe jest niestety zależne od Ciebie, na
        nic nie ma wpływu.........
        Pewnie nie takiej odpowiedzi oczekiwałaś, ale Twój post naprawdę mną
        wstrząsnął...
        I to nie ze wzgledu na Twoją sytuację.
        • to-wlasnie-ja Re: Człowiek podobno do wszystkiego może przywykn 08.04.08, 19:58
          Matka nieszczescia zwala na Boga, w ktorego nie wierzy a Ty na wszystkich dokola zamiast wziac sie w garsc i faktycznie zaczac ukladac SWOJE zycie. Ze nie latwo? Nie wszyscy maja zycie rozami uslane, niektorym wypada pod gorke , ale kto mowi , ze zycie jest sprawiedliwe?
          Skoro jestes tak nieszczesliwa, masz poczucie, ze chcesz czegos wiecej, to siegnij po wiecej a przynajmniej sprobuj.
          Chcesz studiowac? Jezeli wiesz, ze nie masz co liczyc na jakakolwiek kase, to sprobuj zarobic . Daj ogloszenie, ze zaopiekujesz sie dzieckiem, przeciez moze bawic sie razem z Twoim , sprobuj nauczyc sie ( byc moze umiesz ) pisac na maszynie, daj ogloszenie o maszynopisaniu, sprzatanie na pol etatu, ukladanie towaru w markecie , byc moze masz do czegos talent? Moze umiesz szyc , moglabys robic przerobki krawieckie, jakies poprawki. Albo zrob na poczatek jakis kurs ( chocby florystki ), ktory da Ci szanse na zalapanie sie do jakiejkolwiek pracy i zacznij odkladac na wlasne studia.
          Skoro masz dziecko przedszkolne , to sama musisz miec dopiero dwadziescia kilka lat. To naprawde jeszcze nie koniec swiata, trzeba tylko porzadnie sprawe przemyslec i ostro wziac sie do roboty.
          I nigdy , przenigdy nie winic dziecka za to, ze Twoje zycie sie skomplikowalo. Ciesz sie, ze masz zdrowe i kochane dziecko. Umialabys sobie wyobrazic, ze jest ciezko chore a TY spedzasz miesiace przy jego szpitalnym lozeczku i modlisz sie tylko , zeby wyzdrowialo?
    • little_roo Pomyliłam się co do tego forum... 09.04.08, 11:32
      bo myślałam, że są tu ludzie, którym można się wyżalić, a którzy nie będą za przeproszeniem pieprzyć banałów, nie będą oceniać, nie znając:/ że można być tu szczerym, a nie przyklejać sobie na twarz sztuczny usmiech i mówić że jest dobrze, skoro nie jest.

      Tak łatwo wam przyszło mnie ocenić jako podłą matkę.

      Myślicie że mi z tym łatwo żyć? Nie nie obwiniam dziecka, obwiniam siebie. I tak jestem miliardy razy lepsza od innych, bo urodziłam dziecko i nie wyrzuciłam go na śmietnik, tylko chciałam wychować. A że nie daję rady... Może nie nadaję się na matkę! weźcie pod uwagę, że nikt mi nie pomaga, ani teściowie, ani moja rodzina ani pan i władca - przecież nie musi, bo pracuje... :/

      Nie chciałam tego dziecka, to fakt. I nie umiem go pokochać. Źle mi z tym jak cholera:9 chciałabym być jak inne mamy, cieszyć się każdym dniem z dzieckiem - ale nie jestem. Nie mam siły się nim zajmować, dorabiac i zajmowac się domem. Jestem nieuleczalnie chora, ta choroba skutkuje niesamowitym bólem :( czasem nie jestem w stanie wstać z łóżka, albo wstaję na kolanach, a łzy leca mi po twarzy. Codziennie łykam prochy przeciwbólowe, bardzo mocne, szpitalne, na receptę. Tramal i Ketanol Forte to już standard, a i to czasem nie działa...Nie wiem, co będzie dalej, Lekarzy nie obchodzi mopje cierpienie - dla nich to jeszcze za wczesne stadium na operację...

      Macie mnie za małomiatseczkowego wsioka, który nic nie umie, bo napisałam, że jestem z małego miasta pod Warszawą????

      To wybaczcie, ale gówno prawda. Urząd Pracy nie może mi zaoferować nic, bo każdy ich kurs to dla mnie ścierwo - doskonale znam komputery i sprzęt biurowy, pisze bezwzrokowo jak sekretarka z niezłym stażem, siedzę w Photoshopie, bawiąc się w grafika i fotomanipulacjami. Robię biżuterię. Maluję. Robię zdjęcia. Wszelka szeroko pojęta sztuka nie jest mi obca, znam dwa języki w stopniu wyższym, angielski i rosyjski.

      Ale - NIE MAM Z KIM ZOSTAWIĆ DZIECKA!!!!!!!!! czy to do was dociera? moje dziecko jest małę, ma niecałe dwa lata, w moim mieście do przedszkola przyjmują od skończonych czterech, bo tak im łatwiej. Zresztą i tak nie ma w nim miejsc, a mimo że jest państwowe kosztuje 350 zł miesięcznie - nie mam tyle. Prywatne kosztuje 800 - całe moje miesięczne fundusze... Nikt z dzieckiem mi nie zostanie.

      Zajmować się cudzym? za śmiesznie małe pieniądze? Próbowałam - u mnie nie ma warunków do tego, bo mieszkamy w malusieńkich dwóch pokojach + WC. A ludzie NIE CHCĄ żebym zajmowała się ich dzieckiem, i przyprowadzała swoje...Bogaczom to przeszkadza - nie wiem czemu. Może moje dziecko zarazi ich jedynaczków biedą?!

      Inna praca? Jak ? kiedy? nikt nie zostanie z moim dzieckiem, nawet na godzinę, więc jak mam pracować choćby na pół etatu??? W weekendy powiecie - tez nie, bo pan i władca w weekendy studiuje.

      Dorabiam jak się da - udzielam korepetycji, robię zdjęcia w szkołach, dorywczo jakąś drobna grafikę, sprzedaję biżuterię gdzie się da - ale z tego jest bardzo mało pieniążków, niepewne i nieregularnie. CZasem stówka w miesiącu. Dla mnie te sto złotych to dużo, ale przy takich dochodach zawsze one idą na co innego - na jedzenie, na opłaty, na oddanie długów...

      I co? dalej uważacie, że wszystko to z winy tego, jaka jestem zła i podła? że na własne życzenie, bo nie walczę, bo nie chcę się wziąć za robotę?

      Nie zrozumiecie...zbyt zapatrzone w siebie, okazujecie ciasnotę umysłową i brak empatii - to przykre:( myślałam,że są tu inni ludzie.

      Aha, myślę o rozwodzie - może tak będzie lepiej dla dziecka? Jego tata to ukochany wychuchany synalek mamusi, więc mamusia mu pomoże, jeżeli mnie zostawi - tak kiedyś mi wprost powiedziała ;(
      • yvona73pol Re: Pomyliłam się co do tego forum... 09.04.08, 12:23
        sluchaj roo, sypiesz jakimis gorzkimi madrosciami zyciowymi od
        pierwszego postu i dziwisz sie ze cie nikt nie glaszcze po glowce....

        a chociazby to:
        Dziecko przed trzydziestką to dziecioróbstwo, patologia, debilizm...

        czyli ze niby piszesz o sobie, ale... czy klasa maturalna to jest to
        magiczne "przed trzydziestka"? to juz zmienia postac rzeczy o wiele
        stopni...
        co do dziecka i w ogole zwiazku, to uwiklalas sie w cos, - z
        wygodnictwa? z nacisku rodziny? bo tak wypada?
        we wszystkich przypadkach ponosisz konsekwencje swojego wlasnego
        wyboru, jakkolwiek bys nie byla poddana naciskom;
        nie sugeruje tu, ze sama postapilabym inaczej, moze tak samo, moze
        gorzej, moze lepiej... nie bylo mi dane sprawdzic....

        pytanie na ile jestes zdeterminowana na zmiane tego stanu rzeczy;
        co do dziecka... tu wolalabym sie nie wypowiadac, nie zawsze matki
        kochaja swoje dzieci, i ile by sie oburzenia nie wylalo.... nie
        mozna zmusic kogos do milosci;
        jednak trzeba byc fair w stosunku do innych (do siebie tez), no i
        niestety wypic piwo, ktore... i tak dalej
      • to-wlasnie-ja Re: Pomyliłam się co do tego forum... 09.04.08, 12:41
        No to pojechalas po nas , zapewne glownie po mnie.
        Zawsze mozesz sie wyzalic i skoro chcialas tylko wyrzucic z siebie, to nie pros o porade. A to zrobilas.
        Swoje dziecko okreslasz jako smarkacza i z calego postu wynika jaka jest zawalidroga do lepszego(?) swiata dla Ciebie. Nie oczekuj za to milych slow. Nigdzie nie widzialam okreslenia Cie jako podlej i zlej. Czyzbys sama tak w glebi o sobie myslala i chetnie wkladala to w cudze usta?
        Nie uwazam, ze jestes " malomiasteczkowym wsiokiem", sama mieszkam w malym miescie i siebie rowniez za taka nie uwazam. Czy ja to gdzies napisalam?
        Podajac kilka przykladow potencjalnych zajec chcialam Cie jedynie zmobilizowac do rzeczywistego kreowania swojego zycia. Chocby metoda malych kroczkow. Wczesniej nie opisalas ile umiesz a umiesz rzeczywiscie duzo.
        Na chwile obecna widze jedynie mozliwosc dawania korepetycji jezykowych lub uczenie jezyka we wlasnym domu ale byc moze dla Ciebie to tez " smiesznie male pieniadze".
        I to by bylo na tyle , bo moja " ciasnota umyslowa " nie pozwala mi na okazanie wiekszej empatii.
      • almondgirl Re: Pomyliłam się co do tego forum... 09.04.08, 13:17
        jasne, najłatwiej powiedzieć: pomyliłam sie co do tego forum, pomyliłam sie co
        do męża, do wszystkiego właściwie - bo ty widzisz wady i złe strony tylko u
        innych, u siebie nie. Ktoś ci tu napisał, że jesteś małomiasteczkowym wsiokiem?
        nie zauważyłam, ale może lubisz knuć takie "spiskowe teorie", żeby pokazać
        innym, jaka jesteś nieszczęśliwa, zamiast coś wreszcie ze swoim życiem zrobić.
        To prawda, pomyliłaś sie co do tego forum - też tu czasem stękamy, jak nam źle i
        jaki ten świat okrutny, ale obracamy to później w żart, szukamy konstruktywnych
        rozwiązań i nie plujemy jadem
      • joanna784 Re: Pomyliłam się co do tego forum... 09.04.08, 17:07
        jestem w szoku.... to tak jakby mieć pretensje do garbatego że ma
        dzieci proste. nie masz wrażenia że to co się wokół ciebie dzieje to
        na własne twoje życzenie? nikt cię do niczego nie zmuszał (chyba że
        się mylę).wiele jest matek którym nikt nie pomaga. nie jedna ma
        kilkoro dzieci na utrzymaniu, a wiele też ma dzieci chore i codzień
        patrzą na swoje pociechy i widzą ich ból. ty masz zdrowe dziecko,
        masz spore umiejętności, masz w sobie pałer (wnioskuję po expresji
        postów). tylko że kierujesz go nie tam gdzie trzeba. nie obwiniaj
        wszystkiego i wszystkich wokół tylko wykorzystaj swoją siłę na
        zmianę tego co jest wokół ciebie nie do przyjęcia. najgorsze jest
        to, że mamy skłonność do nicnierobienia z tym co uwiera i wolimy
        gniewać się na cały świat niż zrobić krok na przód.
        a forum, jak to forum. nie oczekuj głaskania po głowie bo żadna z
        nas twojego życia nie zmieni,musisz chcieć sama.
        • yvona73pol Re: Pomyliłam się co do tego forum... 09.04.08, 19:09
          bo nic nie jest tak trwale jak prowizorka....
          do siebie tez gadam ;)))
          ku przestrodze
      • boo-boo Re: Pomyliłam się co do tego forum... 09.04.08, 21:57
        Jak na mój gust to przeczysz sama sobie.

        "I tak jestem miliardy razy lepsza od innych, bo urodziłam dziecko i nie
        wyrzuciłam go na śmietnik, tylko chciałam wychować. A że nie daję rady... Może
        nie nadaję się na matkę! weźcie pod uwagę, że nikt mi nie pomaga, ani teściowie,
        ani moja rodzina ani pan i władca - przecież nie musi, bo pracuje... :/ "

        "Nie chciałam tego dziecka, to fakt. I nie umiem go pokochać. "

        Jak można uważać się za kogoś lepszego-nie co dzień ktoś wyrzuca dziecko na
        śmietnik, a nawet jeśli ktoś to robi to nie ma mózgu i nie myśli-z tego samego
        faktu, a potem rzucać stwierdzenie,że się nie chciało tego dziecka i się go NIE
        kocha?
        Mogłaś go oddać do adopcji-sorry, ale nic na siłę.

        Myślisz,że tylko ty jedna jesteś na tym świecie której nikt nie pomaga w
        wychowaniu dziecka?-konstytucja tego nie gwarantuje. Miliony matek wychowuje
        samotnie dzieci-bez niczyjej pomocy-babć, dziadków, matek, ojców-własnych, a mąż
        często jako jedyny żywiciel rodziny spędza całe dnie poza domem. Moja siostra od
        kilku lat w takiej sytuacji i moja kuzynka-samotna matka bez niczyjej pomocy
        finansowej czy "fizycznej"-czyli da się.
        Nie obwiniaj dziewczyn za to co napisały-bo co ci miały napisać,że pakują się i
        przyjeżdżają z pomocą?

        Piszesz o umiejętnościach które posiadasz-czemu czekasz na pomoc urzędu
        pracy?-nie wierzę,żeby z takimi umiejętnościami nie można było sobie znaleźć
        czegoś dobrego.

        Siedzenie i samo użalenia się nic nie da-nikt ci nic za darmo nie da.

        p.s
        Jak spodziewałaś się dziecka to co nie zdawałaś sobie sprawy z tego,że nie
        zostawi się go w domu np. jak psa czy kota na kilka godzin dziennie samego i
        pójdzie się do pracy. Przecież to chyba podstawowa zasada i proza życia-jak się
        dziecko rodzi to zmienia nas cały świat-zaczynając od tego,że wszystko trzeba
        dostosować do niego-zaczynając od zaniechania aktywności zawodowej na jakiś czas
        i to w większości przypadków. Oprócz przedszkoli są jeszcze żłobki.
        • almondgirl Re: Pomyliłam się co do tego forum... 09.04.08, 22:44
          też zauważylam, że przeczysz sama sobie:

          "Dziecko w klasie maturalnej ... Od lat kilku kura domowa -
          nieszczęśliwa, bez pracy"

          "moje dziecko jest małę, ma niecałe dwa lata"

          dopiero teraz do mnie dotarło, że - o ile nic nie kręcisz - masz
          zaledwie 20 lat! czytając twoje posty miałam wrażenie, że napisała
          je zgorzkniała 40-parolatka, ktora uważa, że przegrala swoje życie.
          Od ilu lat jesteś tą kurą domową? Dziewczyno, całe zycie przed tobą,
          zrob coś, żeby go nie zmarnować na narzekanie na wszystko dookoła
    • wojtek56 Re: Człowiek podobno do wszystkiego może przywykn 10.04.08, 00:16
      Sytuację masz koszmarną. Ale nie do końca.
      Twoje dziecko będzie samodzielne, gdy Ty jeszcze będziesz młoda. Ty tego nie
      możesz dzisiaj rozumieć, bo dla Ciebie mieć 36 lat to jak stać jedną nogą w
      grobie (wiem, narażam się Dziewczynom...). Sam sie dziwiłem mając 16 lat, jak
      18-letnim kolegom z czwartej klasy liceum mogą sie podobać... studentki! Takie
      stare baby!
      Powzięłaś trudną decyzję (urodzić dziecko), teraz cierpisz, ale to dlatego, że
      przerzucasz na dzieciaka nienawiść do męża. Mała_Roo, jeżeli nienawiść do świata
      bierze w Tobie górę, to rzeczywiście zostaw dziecko teściowej i uciekaj. Ale
      jeżeli masz choć najmniejszą szansę przetrwać z dzieckiem: wytrzymaj! Dziecko
      Ciebie pokocha taką, jaka jesteś. Zrewanżuje Ci się wspaniale. Nie zatruj się
      nienawiścią...
      Nikt syty nie zrozumie głodnego. Nie można nikogo za to winić.
      Jesteś zaradna, niegłupia, konsekwentna. To w końcu zaprocentuje. Nie wiesz, co
      stanie się jutro. Nie rób głupot.
      • boo-boo Re: Człowiek podobno do wszystkiego może przywykn 10.04.08, 10:23
        Wojtek jakie 36 lat....:), ona pisze,że zaszła w ciążę w klasie maturalnej-to
        się ma 18-19 lat w porywach do 20-tu. Dziecko ma około 2 lat? to ona jeszcze
        jest przed 25-ką, a z opowieści można by wnioskować ,że ma ze 40 przynajmniej.
        No w tym wieku to można się zebrać w sobie i zrobić coś dla siebie, a nie jęczeć
        prosić o rady i opinie, a potem aferę robić bo ktoś swoją opinię wyraził.
        • wojtek56 Re: Człowiek podobno do wszystkiego może przywykn 10.04.08, 10:56
          Jeżeli matka miała 18 lat gdy urodziła dziecko, to kiedy dziecko skończy 18 lat,
          matka będzie miała 36.
          A że z relacji bije zgorzkniałość 40-latki... Pewnie lepiej to wyczuwacie, ale
          jeżeli dziewczyna ma 20, a nie 40, to tylko uwiarygadnia jej fatalny nastrój.
          Inna rzecz, że bardzo jestem łatwowierny...
          • to-wlasnie-ja Re: Człowiek podobno do wszystkiego może przywykn 10.04.08, 12:15
            Wojtku, ja takze jestem bardzo latwowierna, ale swoje w zyciu przezylam i moge ja troche zrozumiec. Widzisz odnosze wrazenie, ze dziewczyna zaczyna powoli czuc sie jak w pulapce bez wyjscia . To moge zrozumiec. Ewidentna wpadka , w chwili kiedy ostatnia rzecza o ktorej sie mysli to slub i dziecko. Glowa pelna marzen i planow, studia , poznawanie nowych ludzi , wyrwanie sie z malego miasteczka , potem atrakcyjna praca , piekny slub i rodzina. Normalna idylla, ktora ma w glowie niemal kazdy mlody czlowiek. A tu kubel zimnej wody, ciaza, slub i jak to ona okresla- zycie kury domowej u boku " pana i wladcy ". Rzeczywiscie sytuacja Roo jest bardzo nieciekawa, po jej opisie mam wrazenie, ze to ona zostala ustawiona w duzo gorszej pozycji , bo zakladam, ze jest jak pisze i znikad pomocy. Dlaczego? Rodzice sie wypieli, bo zawiodla ? Tesciowie, bo zlapala chlopaka na ciaze? Maz, ktory poczul sie jak w pulapce? Przepraszam- czy TYLKO ona- brzydko mowiac -to dziecko zrobila?
            Wzieli slub , wiec uwazam, ze o ile rodzice nie musza, choc mogliby, to juz maz ewidentnie powinien Roo pomoc w domu, bo zdecydowali sie na malzenstwo. A to nie bajka . To zwiazek i deklaracja na cale zycie. I powinni porozmawiac z mezem , ustalic jakies wspolne plany, skoro teraz on studiuje, to pozniej ona, lub w polowie jego studiow ona zaczyna swoje, ale zeby nie zgnusniala calkiem w domu to niech cos robi dla samej siebie. Jest studium pomaturalne, sa rozne kursy. O tym musza oni zdecydowac oboje. Rozwod? Byc moze, bo calkiem mozliwe, ze to kompletnie niedobrany napredce sformalizowany zwiazek( nie widac w jej slowach odrobiny uczucia do meza) , tylko czy to jej cos da? Gdzie bedzie mieszkala po rozwodzie? Skoro planowalaby zostawic dziecko mezowi, to bedzie placila na nie alimenty. Skad? No i jakby sie przed tym nie bronila, to jednak musi sie liczyc z nieciekawa reakcja rodziny i znajomych bo to ona wystapilaby o rozwod i zostawila dziecko. Ja tego nie potepiam, bo sytuacje zyciowe sa naprawde rozne, ale opis jej rodziny i miasteczka w ktorym mieszka nie nastraja optymistycznie. Czy Roo jest na to gotowa?
            To kilka luznych dywagacji na temat tej nieciekawej sytuacji.
            Ja na jej miejscu naprawde porzadnie przemyslalabym co moge zrobic i jak ulozyc sobie zycie , nawet jesli teraz mam wrazenie, ze ono sie skonczylo, zanim naprawde zaczelo. Ono sie nie skonczylo, tylko poczatek sie zmienil.
            I to nie tak, ze syty glodnego nie zrozumie. Bardzo dobrze ja rozumiem, o swoim zyciu moglabym ksiazke napisac.
            W mojej rodzinie i otoczeniu tez jest kilka mlodziutkich malzenstw. Wyszli na prosta.

            • yvona73pol Re: Człowiek podobno do wszystkiego może przywykn 10.04.08, 17:24
              swiete slowa kobieto ;)))
              tylko... czemu mi sie wydaje, ze wszelkie "negocjacje" z PiW spelzna
              na niczym?....
              roo jest tu sama ze swoim problemem, stad ten dol, ale...
              jak juz gdzies mowiono, szukajcie, a znajdziecie, pukajcie a otworza
              wam; cos w tym jest, i to wiecej, nizby sie zdawalo
              ja przykladem :)
    • little_roo wojtek56 i to-wlasnie-ja DZIĘKUJĘ WAM :) 10.04.08, 20:56
      Właśnie za to czego zabrakło innym - za brak oceny i tę odrobinke empatii.

      Tak, macie rację - ja bardzo chcę coś zmienić, ale gdzie się nie obrócę wyrasta mur, który wydaje mi się nie do przebrnięcia :( Czuję się jak szczurek wpuszczony do labiryntu i pozbawiony węchu - nie wiem, jak wyjść na prostą.

      Dlatego tu piszę, bo wierzę, że są, i uduwodniliście mi że sa ludzie mądrzejsi niż ja, mądrzejsi doświadczeniem i życiem, z którego wyciągnęli lekcję.

      Jestem cholerną 21latką która chce wierzyć, że za kolejne 21 lat będzie się śmiac z dzisiejszych łez. Ale na razie nie umiem, i nie bardzo sobie radzę z tym szystkim.

      Macie rację sporo umiem, znam wartośc tych umiejętności i nie porzucam ich, bo inaczej bym chyba oszalała. Ale jestem na chwilę obecną totalnie uwiązana do domu. Żłobka u nas w mieście NIE MA, w najbliższej okolicy też nie.Uparcie to tłumaczę, ale niektórzy na tym forum czytają mnie wybiórczo. A poza tym, nawet państwowe żłobki kosztują - już to chyba pisałąm, gdybym miała 300zł na zbyciu, to nie miałabym problemów, ale takimi pieniędzmi nie dysponuję.

      Moi rodzice nie zostaną z wnukiem - bo im się nie chce - mówią to wprost. Teściowa jest zapracowaną kobietą, pracuje jako pielęgniarka - nawet gdyby chciała, to nie ma jak, Teść to wieloletni alkoholik- jemu nawet psa byłoby strach powierzyć,o dziecku nawet nie mówię:(
      A innej rodziny niestety nie mam. Obie babcie to mocno posunięte w latach panie w okolicach osiemdziesiątki i dłużej jak na godzinę nie mogłabym obarczać ich dzieckiem, a dwa że mieszkają daleko ode mnie.

      Naprawdę jestem sama z tym. Przynajmniej dopóki moje dziecko nie dorośnie do tutejszego przedszkola, a do tego czasu jeszcze przynajmniej dwa lata. Jak o tym myślę, to mam ochotę wyć:(

      Mój mąż (czy to dobre słowo na małżeństwo z przymusu???) pracuje w tygodniu - chwała mu za to, że pracuje,szkoda tylko że tak się odnosi do mnie, że ja w domu (cytat) sie operdalam, a on haruje. A w weekendy studiuje. I kółko się zamyka. Jego harówka to praca w biurze, szef idzie mu na rękę, nie zarabia dużo ale zarabia. Ciągle mu powtarzam, że skoro mu tak źle w pracy to z chęcią się zamienię, w każdej chwili - ja idę do pracy, on siedzi w domu z dzieckiem. Taka wizja jednak jemu nie pasuje.

      W wielu firmach chcieli mnie zatrudnić, wysłałam ponad sto pięćdziesiąt aplikacji, CV i listów motywacyjnych. Tylko po to żeby usłyszeć - z małym dzieckiem? NIe, nie nie chcemy. Dziękujemy. Taka jest przykra prawda polskiej polityki prorodzinnej i równouprawnienia kobiet.

      Staram się jak mogę zorganizowac pieniądze. Kiedyt tylko zdarza się mi mieć czas wolny, to zamiast robić cokolwiek innego - jadę na korepetycje. Ale ileż tez ja mogę za nie brać? Nie jestem nawet studentką! Biorę za godzinę zegarową 10PLN i więcej nijak nie da rady, bo studenci biorą 20. Z tym i biżuterią, którą nie zawsze udaje się sprzedać, a w końcu materiały do tego też się kończą i trzeba wsadzić kasę licząc że coś się zwróci. Czasem się zwraca, czasem nie.

      Już to pisałam, z wszystkich prac, jakich mogę się złapać, będąc uwiązaną do siedzenia w domu daję radę wyciągnąć około stu złotych, czasem więcej, max co mi sie udało to 230. Odliczając koszty materiałów do biżuterii czy kartek itp. I to nie miesiąc w miesiąc. Bywa kilka miesięcy bez złotówki. Niestety - przy zalewie taniej chińszczyzny wielkich szans na przebicie nie mam.

      A najgorsze są teksty w stylu - z dzieckiem nie chcemy, z dzieckiem nie przyjmujemy, my tylko panie w pełni dyspozycyjne. A do prac dorywczych osób w moim wieku szukają tylko ze statusem "uczeń lub student" Oczywiście, uparcie ślę im CV nieraz kilka razy tej samej firmie, ale i tak nie chcą. Za studentów nie musza płacić składek, więc zatrudnić mnie im się nie opłaca.

      Ciężko mi z tym, bo jestem cholernie uparta z charakteru i nie przywykłam do nicnierobienia, czy też niemożności zrobienia czegoś, uzależnionej nie od mojej woli czy niechęci do pracy, ale od tych, co stoją nade mną.

      Póki co szukam w okolicy skelpiku, gdzie mogłabym regularnie wstawiać moje hand made.

      Chyba nie jestem głupia...zdałam maturę naprawdę dobrze. A czuję się jak bezwartościowy śmieć po każdej kolejnej rozmowie z pracodawcą, który "z dzieciakiem nie przyjmie:( Przecież ten mój "dziieciak" będzie zapieprzał na emerytury dla tych panów:/

      Co do ślubu - któraś z was pisała o ślubie z wtyboru. To nie był ślub z wyboru. To był przymus - dyrekcja szkoły zagroziła, że jak nie zmienię nazwiska to mnie wyleją. Bo panna z dzieckiem to niedopuszczalne. W połowie klasy maturalnej raczej nie miałam wyboru - wszystko dopięte na ostatnio guzik, deklaracje podpisane, prezentacja wychuchana do ostatka - musiałam zdawać. A dwa, że bardzo katolickopoglądowa rodzinka mmojego męża zmusiła tekstami : co ludzie powiedzą, to nie wypada, żeby tak panna z dzieckiem. Młoda, głupia byłam - uległam presji otoczenia. OK, mój błąd, ale byłam w takim dołku, że nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Maturę zdałam tak dobrze z Bożej Opatrzności chyba - same "moje" tematy, w tym średniowiecze nba rozszerzonej historii:)

      Nie mam ślubu kościelnego. Mam tylko cywilny. Jakoś mi z tym lepiej.
      Czasem sovie myślę, że gdybym miała chociaż jakieś studia, albo pracę na pół etatu - kilka godzin z dala od domu, to bym tak nie wariowała. Jak bym odpoczęł aod dziecka i miała "coś swojego" byłoby mi może łatwiej...

      A tak czuję się podle - wiem, że powinnam kochać swoje dziecko nad życie, a tak nie jest. Jestem ciężko chora, a wszyscy mają to w nosie i uważają, że ja też powinnam to zbagatelizować, bo przecież mam dziecko. Tyle umiem, tyle chce zrobić, tylu rzeczy się nauczyć...A nie mogę :( I tak mi z tym źle, i tak właśnie, Wojtku (swoja drogą tak ma na imie mój synek) czuję się jak zgorzkniała czterdziestka. I to tez mnie przeraża!!!!
      • bogna71 Re: wojtek56 i to-wlasnie-ja DZIĘKUJĘ WAM :) 10.04.08, 21:22
        Wiesz, po kolejnych Twoich postach patrzę na Ciebie już zupełnie
        inaczej, niż po pierwszym.
        I jestem w stanie zrozumieć Twoją frustrację - w tej chwili pewnie
        czujesz się, że gdziekolwiek byś się nie skierowała, to walisz głową
        w mur.
        "Siedziałam" w domu z dzieckiem 4 lata - specjalnie dałam cudzysłów,
        bo sama dobrze wiesz, że z siedzeniem to nie ma nic wspólnego. I
        mimo, że moja sytuacja była o wiele lepsza niż Twoja (dziecko
        chciane, mąż OK, rodzice pomocni) - miałam momentami wszystkiego
        dość i marzyłam o tym, żeby móc się, za przeproszeniem, w spokoju
        wysrać. A każde pół godziny poza domem, bez dziecka, było
        błogosławieństwem nie z tej ziemi....

        Mąż pracował całymi dniami, jak wracał zrąbany do domu, to nie miał
        siły ani ochoty zajmować się dzieckiem, ja się o to koszmarnie
        awanturowałam, był moment, ze myślałam, że już się nie dogadamy.....
        A wszystko się jakoś wyprostowało po tym, jak Młody poszedł do
        przedszkola, a ja wróciłam do pracy.

        Jesteś mądrą dziewczyną - widać to już po samym sposobie pisania;),
        wierzę, ze dasz radę przez to wszystko przebrąć. I wierzę też, że z
        czasem (życzę tego Tobie i synkowi z całego serca) pokochasz w końcu
        Małego...
        Pozdrawiam.
        • little_roo re: bogna71☺ 10.04.08, 21:33
          Ojjj, święta racja. Usiąść i połknąć w spokoju proszka przeciwbólowego, albo odchorować raz jeden zapalenie płuc w łóżku, żeby mąż się zajął małym Wojtkiem, a nie żeby się praca wymawiał. Tyle razy muszef proponował dzień wolny, a on nie i nie :/

          Albo zjeść śniadanie o tej siódmej, kiedy się wstaje, a nie ratami od siódmej do piętnastej :D

          Miło usłyszeć, że ktos rozumie,że też miał dośc "siedzenia" w biegu między wyrywaniem dziecku właśnie opbgryzanego dywanu, a smażeniem kotleta albo wieszaniem dziesiątego tego dnia prania, bo mały artysta udwał, że śpi a w tym czasie wykąpał siebie, pościel, i ukochanego Hefalumpa w soku z marchewką...

          Dziękuję za dobre słowa, miło dla odmiany usłyszeć z ust zupełnie obcej osoby, że ma cię za kogoś inteligentnego, a nie za (dowolna kolejność, cytat za rodziną) debilkę, nieroba, dziecioroba, zmarnowaną szansę, wyrodną córkę, wredną... No, gorszych epitetów przyaczać nie będę, i tak dośc wylgaryzmów mamy na codzień :)
    • little_roo I tak jeszcze dwa słowa 10.04.08, 21:26
      to-wlasnie-ja Jak ciebie czytam, to masz, Słońce praktycznie we wszystkim rację! Wręcz zaskakujące, jak trafnie wiele rzeczy napisałaś I mam nadzieję, że tak jak napisałaś, to dobrze się skończy.

      nawet z rodziną masz rację : zamordowaliby mnie jadem, gdybym odeszła. I tak zostaje, bardziej ze strachu niż z jakiegokolwiek innego powodu. Jeszcze nie tak dwano wszyscy powtarzali, że mam silny charakterek, a teraz co? tchór zmnie obleciał na myśl o tym jakie piekiełko mi inni zgotują :(

      Bo oczywiście " złapałam chłopaka na brzuch" - taką opinię wygłaszają jego dziadkowie. Pani Mohertowy Beret i Pan Pijak z Siekierą Żonę Ganiający Po MIeście :( Smutne to, ale oni mnie nienawidzą, bo ich marzeniem było żeby mój mąż był KSIĘDZEM, bo w końcu każdy dobry ministrant musi byc dobrym księdzem :/ A on był ministrantem dośc dłuugo.

      A przecież nikt się specjalnie nie ładuje w dziecko w moim wieku! Cholerne pigułki "na trądzik" nie zadziałały - nie jestem kretynka, nie poszłabym z facetem do łóżka na żywioł...

      Cóż, wtedy ten facet był moim narzeczonym i wydawał się być ideałem. A okazał się cholernym maminsynkiem, który ze wszystkim lata do mamusi, albo na każde skinienie do babci(jego babcia wynajduje sobie choroby odkąd pamiętam).

      No na litośc boską - mam wybuchowy charakter, zgoda. Uparta jestem, ok. Przyjaciół przedkładam nad wszystko inne i jestem skłonan zawsze znaleźć dla nich materac w domu, nawet o drugiej nad ranem - też trudno, skoro mu z tym źle. Ale chyba o NASZYM życiu powinniśmy my decydoiwac we dwoje, a nie on i jego mama, czy babcia? Mylę się? źle coś mówię? Wojtku? to-wlasnie-ja? Poprawcie, jak mi logika szwankuje:)

      Po prostu jest kilka sytuacji, w których tak zawiódł, że to dotąd boli, zapomnieć nie mogę. Pamiętam pierwszy raz, jak mnie uderzył, a ja w szpitalu tłumaczyłam, że te popękane kostki w nadgarstku to dlatego, że na lodzie sie poślizgnęłam i upadłam... Pamiętam, jak mnie z krwotokiem samą w domu po porodzie zostawił. Pamiętam, jak zamiast rozmawiać, po pierwszej kłótni zwinął kurtkę i pojechał się mamusi wyżalić...Pamiętam, jak skręcałam się z bólu(i nadal to sie często powtarza, taki urok choroby) a on sobie pojechał "na chwilę" do sklepu, a wrócił po kilku godzinach.

      Czasem myślę, jak niektóre tutaj, że to wszystko moja wina i na własne zyczenie. Ale wiem, że to nie prawda! Nie ja jedna uczestniczyłam w akcie tworzenia nowego zycia i nie ja jedna mówiłam tak przed urzędniczklą stanu cywilnego... I to nie tylko ja mam obowiązki względem dziecka i względem zrobienia czegoś w domu.

      Też jestem człowiekiem, mam prawo do studiowania, do swoich pasji, do wyjścia gdzieś czasem na parę godzin sama, a nie powłócząc za sobą wózek z protestującym wniebogłosy dzieckiem. Do swojego zdania i do choćby małego kawałka życia tylko mojego. Tak jak on.... chyba...?
      • to-wlasnie-ja Re: I tak jeszcze dwa słowa 11.04.08, 11:08
        Jeszcze raz przeczytalam uwaznie wszystkie Twoje wypowiedzi Roo . Masz naprawde bardzo nieciekawa sytuacje i bedzie Ci bardzo trudno , ale wierze ze mimo wszystko mozesz odmienic swoje zycie, tylko bedziesz potrzebowala duzo sil , morza cierpliwosci , dyplomacji ale i uporu. Wiary , ze potrafisz . Popatrz. Pierwszy i drugi Twoj wpis byl bardzo emocjonalny i niezbyt grzeczny. To pewnie ten charakter dal znac o sobie ;) Teraz, juz spokojniej sie wypowiadasz i jestes rowniez odbierana inaczej, jako partnerka do rozmowy a nie wkurzona , arogancka malolata. Jak widzisz, chyba warto troszke opanowac emocje, pracowac nad tym ? Jesli pozwolisz , aby nerwy ( nawet gdy masz do nich prawo ) kierowaly Toba w rozmowach z mezem i dzialaniu to naprawde niewiele wskorasz. Twoj maz to rowniez chlopak w zblizonym do Ciebie wieku , rowniez inaczej wyobrazajacy sobie swoje zycie . Byc moze ma rownie gwaltowny charakter i jest zly, ze musial sie ozenic a teraz zamiast robic to, co robi wiekszosc kumpli( kino, randki, piwo po pracy, mecze itp. )wraca do domu , w ktorym wita go podenerwowana zona , z czestymi pretensjami i malutkie dziecko. Owszem, on ma plus , ktorego Tobie brak. Ma rodzine, co prawda nieciekawa, ale mimo wszystko dajaca mu oparcie i deklaracje pomocy ( przynajmniej mama ) . Tobie tego brakuje. Mam prace, nie marzyl o takiej , ale ma. TY nie masz nawet tej mozliwosci. Wychodzi , kiedy chce, Ty nie, bo przeciez dziecka samego nie zostawisz. Automatycznie na nie spada czesc Twojej zlosci, bo jest pod reka, bo gdyby nie ono zycie byloby inne, bo to dziecko w koncu - spojrz- niewiele moze. Ja sama czasami ostrzej odezwalam sie do swoich dzieci, mimo, ze zla bylam na zupelnie cos , kogos innego. Ale... to one byly w tym momencie w domu. Mialam pozniej okropne wyrzuty sumienia, ale stalo sie, slow, tonu glosu juz nie cofne.
        Ja mimo wszystko namawialabym Cie na spokojna i dobrze przemyslana rozmowe z mezem. Przygotuj sie do niej, postaraj opanowac nerwy, powiedz co Cie boli, zapytaj rowniez jego jak sobie wyobraza Wasze dalsze zycie .
        Jesli jestes w stanie sprobuj umowic sie rowniez na rozmowe z rodzicami. Nie idz tam z gory nastawiona na ich odmowe, zgodz sie z ich rozczarowaniem, ze faktycznie popelnilas blad, ze oni sobie ( podobnie jak Ty inaczej wyobrazali to wszystko ), postaw na spokoj i mimo wszystko popros o pomoc. Chocby raz w tygodniu . Powiedz, ze jednak planujesz studia , ze chcesz sie nadal uczyc , ze i tak jest Ci trudniej, ale nie zrezygnujesz ze swoich planow i ze beda kiedys z Ciebie dumni. Byc moze , gdy rodzice zobacza, ze potrafisz dojrzale i spokojnie rozmawiac a nie staje w ich drzwiach bunczuczna corka , cala kontra swiat, sami rowniez zmienia swoje nastawienie. Pisze wciaz " byc moze " , bo rownie dobrze moga byc nieprzejednani w swoim uporze i gniewie . Ale naprawde warto probowac.
        Piszesz o przyjaciolach. Czy zadna z Twoich przyjaciolek nie moglaby Ci w takim razie pomoc? A moze jest wsrod Twoich znajomych jakas mloda mama i moglybyscie sie umowic- raz ona opiekuje sie rowniez Twoim dzieckiem a raz Ty jej? kazda zyskuje wolne pare godzin?
        Odnoscie sprzedazy wlasnych wyrobow. Nie wiem, gdzie je sprzedajesz, ale czy probowalas na Allegro? Masz zdolnosci manualne, moze warto w to zainwestowac i pomyslec o wlasnej dzialalnosci gospodarczej? Jest w urzedach pracy mozliwosc uzyskania pozyczki na rozpoczecie dzialalnosci. Warto to rozwazyc.
        Masz prawo do wszystkiego, co opisalas. Jeden blad nie przekresli Twojego zycia, tylko musisz zweryfikowac swoje plany, i troszke dluzej poczekac na mozliwosc ich realizacji. Pamietaj, ze kazda mloda mama musiala " zaplacic frycowe " i odsiedziec swoje w domu. Ja rowniez.
        W rozmowie z mezem nie zapomnij powiedziec, ze oczekujesz szacunku i nie pozwolisz , aby wiecej podniosl na Ciebie reke. Tego mu nie wolno i nie ma na to zadnego usprawiedliwienia.
        Pozdrawiam Cie serdecznie i odezwij sie, gdy bedziesz tego potrzebowala. Rowniez na maila , jesli wolisz.
        • yvona73pol Re: I tak jeszcze dwa słowa 11.04.08, 15:31
          toja ma racje...
          a ja nie moge uwierzyc, ze szkola zmusza do takich rzeczy...
          sadzilam, ze takie sredniowiecze juz mija, okazalo sie - zludnie....
          absolutnie nie moge ci radzic na zasadzie, syty glodnego nie
          zrozumie, choc sie bardzo stara....
          wiedz tez, ze wszelkie "oceny" jak ty to odebralas, maja na celu
          ustosunkowanie sie do twojej sytuacji i pomoc;
          a czasami pomoz mozna najlepiej dajac lekkiego kopa, sama wiesz, ze
          glaskanie po glowce, to niekoniecznie jest konstruktywne...
    • waga-is-me Re: Człowiek podobno do wszystkiego może przywykn 12.04.08, 18:46
      A rzuc to wszystko w cholerę, wyjedź do miasta jakiego wielkiego,
      ustaw się, zarabiaj chociażby i "wiadomo czym", a potem zgłoś się po
      dzieciaka i wykamforuj na amen. Bo jeszcze chwila i siebie zjesz i
      dziecko. Nic dobrego z tego nie wyniknie. A dasz radę na pewno.
      Tylko nie bój się i nie szczyp.
      Dla wszystkich sfrustrowanych - stronka z serialem na WAGA TIVI PL
    • szatynka_singielka tłumaczenia 12.04.08, 18:55
      Droga Little Roo,
      Jeśli znasz języki w stopniu pozwalającym na tłumaczenia pismne - to
      ogłoś się na Allegro. Mój znajomy kilka tygodni temu właśnie w ten
      sposób zaczął robić tłumaczenia pisemne. Z tego, co mówił mi
      ostatnio - dobrze mu idzie. I dostaje nowe zlecenia. Powodzenia!
      • yvona73pol Re: tłumaczenia 13.04.08, 04:28
        mowisz....
        ja szukalam tlumaczen jak szalona, po uczelni jezykowej, nota bene,
        ale zawsze chcieli dyplomu przysieglego i udokumentowanej historii
        tlumaczen...
        moze mialam pecha, albo to plus nieciekawy okres na rynku.... fakt,
        jestem z tzw. wyzu demograficznego
        moja kumpela szukala wtedy pracy jedenascie miesiecy
      • joannah31 Re: tłumaczenia 13.04.08, 11:12
        Hej koleżanko Roo,
        ja bardzo dużo pisze (zawodowo), kiedyś przez internet poznałam
        dziewczynę, przetłumaczyła jeden mój tekst, teraz robi to "etatowo",
        bierze 18 zł za stronę, nie jest przysięgłym.
        Może warto dać ogłoszenie na portalach pracowych i tłumaczeniowych?
        Warto myślę, również rozejrzeć się za organizacjami pozarządowymi,
        które wspierają młode matki w szukaniu pracy, może oni podpowiedzą
        jakieś rozwiązanie?
        I wreszcie-porozmawiaj z chłopem.
        MOże zaproponuj mu, że jak skończy studia, mgr czy licencjat, nie
        wiem, to twoja kolej. Ty go wspierasz teraz,OPIEKUJESZ SIĘ WASZYM
        DZIECKIEM, on powinien CIebie później. Pewnie jedna rozmowa sprawy
        nie załatwi, ale jeżeli będziesz konsekewntna i zdecydowana, nie
        dasz mu się wyśmiać ani zbić z tropu, to sukces murowany. Zresztą,
        co cos szkodzi spróbować?
        Moje dzieciate kuleżanki twierdzą, że miłość do dzieci nie zawsze
        pojawia się od razu. Jedna wyznała mi szeptem, że pokochała swoją
        córę, kiedy ta poszła do przedszkola bo serdecznie nie znosiła
        niemowlaka.
        Głowa do góry i powodzenia!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka