Dodaj do ulubionych

Wiosenny wątek seksistowski.

15.05.08, 15:09
Pytanie do mężczyzn (z wyjątkiem Brejna, bo on się żywi podobno wyłącznie
parówkami i Pizzą Hut) - dlaczego mężczyznom najbardziej smakują potrawy,
które wymagają od ich żon/kochanek/przyjaciółek wielogodzinnego stania w
kuchni? Dlaczego kurna uwielbiają bigosy cholerne, gulasze, pulpety w sosie,
ziemniaki, które trzeba obierać, a takie na przykład proste spaghetti aglio e
olio wzbudza w nich niekłamane obrzydzenie? Czy to jakaś podświadoma chęć
zatrzymania swojej samicy jak najdłużej w miejscu jej właściwym - kuchni??
Obserwuj wątek
    • chihiro2 Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 15:27
      Ja nie mezczyzna, ale moge chyba odpowiedziec w imieniu mojego
      mezczyzny?
      Akurat moj jest zaprzeczeniem tej tezy. Najbardziej chwali lekkie
      salatki, a jak sie napracuje, mowi, ze pyszne, ale za duzo czasu to
      zajmuje i ze lepiej w to miejsce poczytac (hip hip hura!). Albo ma
      silny zmysl empatii, albo po prostu zgralismy sie tak bardzo w
      guscie zywieniowym, ze nie ma tu miejsca na podzialy plciowe (moj
      ukochany jest wegetarianinem, a to juz jest dosc rzadkie u
      mezczyzn).
    • eeela Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 16:22
      Nigdy nie biadam nad czasem spedzonym w kuchni. W miare starzenia
      sie coraz bardziej kurodomowieje, i czas spedzony na gotowaniu to
      dla mnie wspaniala rozrywka. Gorzej ze zmywaniem garow. Nastepny dom
      musi miec zmywarke, nie ma glupich.
      • noida Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 16:32
        Ja lubię gotować, nie powiem, ale wolę, jak efektem mojego wielogodzinnego
        stania w kuchni jest coś, co ja też lubię zjeść. A akurat te wszystkie bigosy i
        inne takie to owszem, zimą mogę, ale latem? Latem makaron z warzywami i
        parmezanem jest szczytem moich marzeń i osiągnięć...
        A od stania, niezależnie od efektu, kręgosłup mi wysiada.
        No.
        • eeela Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 17:38
          Skoro po seskistowsku narzekamy na gotowanie, to ja mam do zgłoszenia jedną
          męską wadę - nijak to to nie chce czysto warzywnych potraw wcinać, zawsze muszę
          jakąś ilość mięsa albo ryb albo owoców morza do potrawy dodać, inaczej nosem
          kręcić będzie i oświadczy, że to nie jest obiad. Czasami używam niecnego
          podstępu i dodaję śladowe ilości boczku, żeby było czuć, że jakieś mięso jest.
          Co to ma być, atawizm jaki czy co?
          • noida Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 18:26
            Tak, tak! Też to zauważyłam. Jak w Shirley Valentine - "11 przykazanie, w
            czwarty dzień tygodnia chłopa karmić mielonym, a nie sadzonymi".
            • mamarcela Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 19:03
              gorzej, ze ten atawizm i w druga stronę działa - moje dziecię żeńskie -
              wegetarianka od 15 roku życia - twierdzi z całym przekonaniem, ze w ogóle nie
              wyobrażą sobie, żeby jej facet nie jadał mięsa."Bo, mamo, co to za facet, co
              takie pomysły ma, to cipa nie facet."
              Bardzo przepraszam wszystkich tu obecnych wegetarian płci męskiej za jej słowa,
              ale ona damską szowinistyczna świnią jest. Co powszechnie wiadome i chyba po
              mamusi :)
              • chihiro2 Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 19:33
                Ja tak wlasnie troche mysle, ze jak mama i ukochana kobieta beda
                gotowac mezczyznie obiadki i kolacje z miesem, to tak ich
                zaprogramuja, ze bez miesa posilku sobie nie beda potrafili
                wyobrazac. Moja mama tak robila z tata - dla siebie i corek salatke
                czy warzywna zapiekanke, ale dla taty kotlety musialy byc. A jak
                chcial sprobowac naszego, to zaraz od mamy: "No cos ty, nie bedzie
                ci smakowac!".
                Gdy zwiazalam sie z moim ukochanym jadal jeszcze czasami mieso, nie
                zabranialam, ale w domu gotowac nie pozwolilam. Na studiach sam
                zauwazyl, ze posilki bezmiesne bardziej mu smakuja, lepiej sie po
                nich czuje, i tak zostalo. Gotujemy razem, ja moze troche wiecej
                ostatnio, ale byly czasy, gdy glownie on gotowal. No i smak wyrobil
                nam sie taki sam :)
                • zielka Re: Wiosenny wątek seksistowski. 16.05.08, 10:14
                  Panie dziejku, moj niemalzonek najbardziej sie wstydzil jak jego mama mowila: no
                  ale jak to zielko, przeciez mozesz po prostu stek wrzucic na patelnie, to nic
                  takiego, prawie tego nie dotkniesz...

                  I od tej pory jest part-time wegetarianinem mimo, ze oficjalnie uwaza
                  wegetarianizm za herezje. No i jest kontr-przykladem dla Noidy, bo w tej
                  rodzinie to ja wlasnie uwielbiam (wege)bigos i rozne ciezkie indyjskie rzeczy :-)
                  • mamarcela Re: Wiosenny wątek seksistowski. 16.05.08, 10:24
                    zielka napisała:
                    >
                    > I od tej pory jest part-time wegetarianinem mimo, ze oficjalnie uwaza
                    > wegetarianizm za herezje.


                    O jakie śliczne! Czy ja mogę to ukraść? Bo ja jestem właściwie full-time
                    wegetarianką i też oficjalnie uważam wegetarianizm za herezję. Jak każdą niemal
                    ideologię zresztą.
                    P;-)
      • formaprzetrwalnikowa zmywarka 28.05.08, 13:48
        niestety, nie pozmywa stolnicy i reszty 'garow' po przygotowaniu
        pierogow albo kopytek, albo innych kluch. glut zwycieza wszystko.
        sprzatanie po bigosie i golábkach to przy tym pikus.
        kiedys na forum Kuchnia zalozylam nawet watek o sprzataniu po
        przygotowywaniu potraw mácznych.

        ps. przepraszam za brak polskich literek.
    • kubissimo Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 18:11
      zwiąż się z gejem. na pewno odpadna bigosy, pulpety, gulasze i ziemniaki :)
      • eeela Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 18:22
        Oraz seks :-)
      • noida Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 18:25
        Ale seks wtedy też odpadnie, nie?
        W sumie mogę zostać lesbijką. Albo związać się z facetem, który uważa się za
        lesbijkę ;) Tacy na pewno nie jedzą gulaszów.
        • kubissimo Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 18:41
          wiesz, nie mozna miec wszystkiego :)
          • noida Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 21:05
            Znaczy albo seks albo makaronik?
            • eeela Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 21:58
              Do diaska, tragiczny wybór ;-)
              • noida Re: Wiosenny wątek seksistowski. 15.05.08, 22:02
                Zaiste, potworny ;)
        • 3promile Re: Wiosenny wątek seksistowski. 17.05.08, 10:44
          A nieprawda! Jestem stuprocentową lesbą i uwielbiam mięcho!
    • samica1 Re: Wiosenny wątek seksistowski. 18.05.08, 00:18











      Na tym forum nie ma typowych mężczyzn...
      • dr.krisk Chyba masz rację. 18.05.08, 13:02
        Otóż nienawidzę być karmiony, dokarmiany, do serca przez żołądek i
        zwieracz, itp.
        Unikam grilli, pichcenia, lepienia potraw, gadania o żarciu - choć
        lubię zjeść.

        Najlepsze jedzenie dla mnie: talerz serów + wędlin, oliwki + dużo
        alkoholu.
        Albo konserwa turystyczna otwierana nożem. I alkohol.

        Programy telewizyjne polegające na publicznym gotowaniu odrzucają
        mnie na kilometr.
        Chrzanić żarcie!
        • squarantina Re: Chyba masz rację. 21.05.08, 07:46
          Też nienawidzę zamieszania wokół jedzenia. Niby jesteś tym, co
          jesz, prawie dałam sobie to wmówić. Z programów kulinarnych na
          prowadzenie wysuwa się Gotuj z Ewą, czy Ewa gotuje. Ewa posługuje
          się sterylnymi naczyniami wyjmowanymi z autoklawu i jednocześnie
          macha blond włosami nad przyrządzanymi potrawami. FUUUUj. Kuchnia
          wygląda jak sala operacyjna, w której Ewa właśnie powiększyła sobie
          biust.
          (jezu, ale jestem okropna)
          • eeela Re: Chyba masz rację. 21.05.08, 12:40
            Ja bardzo lubię zamieszanie wokół jedzenia. Lubię podglądać, jak robią je inni,
            lubię sama je robić, lubię o nim dyskutować. Nie mam do tych czynności nabożnego
            szacunku, bo nabożny szacunek to mam przede wszystkim do własnej wygody, i jak
            mi się nie chce obierać czosnku, to wsypuję proszek czosnkowy ze sklepu, a jak
            nie chce mi się przygotowywać bulionu, to bez wyrzutów sumienia wrzucam kostkę.
            Czasami aż mi smutno, że w pracy tak się nie da gwoli wygody z gotowców
            korzystać :-)
            • dr.krisk Re: Chyba masz rację. 21.05.08, 12:45
              eeela napisała:

              > Ja bardzo lubię zamieszanie wokół jedzenia. Lubię podglądać, jak
              robią je inni,
              > lubię sama je robić, lubię o nim dyskutować.
              A mogłabyś jakoś mi opowiedzieć, co może być fascynującego np. w
              przygotowywaniu steków? Bo są to dla mnie emocje zupełnie
              niezrozumiałe. Jeszcze rozumiem radość pichcenia: teraz sobie
              gotuję, ale za chwilę to wszystko przyswoję ze smakiem. Ale
              obserwacja czyichs prac kulinarnych?
              Naprawdę jestem ciekaw :)
              • noida Re: Chyba masz rację. 21.05.08, 12:50
                Można się dowiedzieć różnych ciekawych rzeczy, np. w jaki sposób tego steka
                kroić albo jakie mięso wybrać, żeby stek smakował jak trzeba. Albo jak zrobić
                sos pieprzowy do niego. Albo czym przyprawić i czy w ogóle.
                Ja tam programów kulinarnych nie oglądam ani specjalnie się nie przyglądam, jak
                ktoś gotuje. Ale rozumiem, że można lubić właśnie ze względów poznawczych. Chyba
                nawet niespecjalnie lubię wymienianie się przepisami i takimi tam - i tak z nich
                potem nie korzystam. Natomiast gotować lubię i lubię jeść. I lubię myśleć o tym,
                co zjem :) Taka prosta ze mnie baba.

                • dr.krisk To już rozumiem! 21.05.08, 12:55
                  noida napisała:

                  > Można się dowiedzieć różnych ciekawych rzeczy, np. w jaki sposób
                  tego steka
                  > kroić albo jakie mięso wybrać, żeby stek smakował jak trzeba.
                  Bo mnie tam wszystko smakuje, co sobie upichcę. To potrzeb
                  poznawczych nie posiadam.
                  Ale fakt - sam dowiedziałem się z takiego programu, że mięsa nie
                  soli się przed smażeniem, tylko na sam koniec....
                  Natomiast celebryci miotający się przy garach - straszni są.
              • samica1 Do steków nie mam stosunku 21.05.08, 20:12
                nijakiego, ale na przykład jakiś ryż z warzywami - co może być
                fascynującego? Najpierw zapałki - zapalanie gazu, zapach siarki.
                Potem na rozgrzany rondel - zapach gorącego metalu - olej i zaraz
                potem cebula - w tym momencie może ktoś wejść i już mówi "ale tu
                apetycznie pachnie", trochę cukru na cebulę, trochę soli i szybko
                ryż - trzeba zamieszać, zapachy się ciągle zmieniają, i zaczynają
                się smaki - oblizuje się palce z soli i cebuli, noo, zapach cebuli
                na palcach to jest to; lubię też dźwięki, jak woda sobie bulgocze,
                czajnik gwiżdże, bo prawdziwy czajnik to czajnik z gwizdkiem, w
                dupie mam ekologię, pszepaństwa, ryż i cebula grzechoczą i
                skwierczą, aha, bo drewniana łyżka z olejem ma całkiem inny smak i
                sens niż taka normalna, bo przecież jak się niechcący obliże
                normalną gorącą, to już wszystkie przyjemności diabli wzięli i można
                spokojnie iść tylko zapalić - ale normalnie w czasie robienia żarcia
                nie ma palenia.

                No, dobra, bez egzaltacji - ja w zasadzie wolę robić jedzenie niż
                jeść, bo próbowanie, wąchanie, odkręcanie, wsypywanie, mieszanie to
                baardzo przyjemna zabawa. Szkoda, że rzadko udaje się coś
                powtórzyć... :)
                • dr.krisk To akurat rozumiem. 23.05.08, 10:28
                  Rozumiem przyjemnośc pichcenia sobie strawy, dotyczy to także
                  odgrzania zupy z puszki. Do dziś pamiętam smak zupy chowder z
                  ziemniakami, zagrzanej i zjedzonej bezpośrednio z puszki po
                  wielokilometrowej wyprawie rowerowej przez jesienną Florydę (było
                  zimno i wilgotnie).
                  Jakoś jednak odrzuca mnie gadanie o żarciu, mienianie się
                  przepisami, namaszczone grillowanie itp. Za dużo tego dokoła. Moja
                  matka kupuje kolorowe czasopisma "dla kobiet" (tak tam na nich
                  pisze) i czyta opisy potraw, których nigdy nie robi! Spożywa je
                  wirtualnie, można powiedzieć....
                  • samica1 Re: To akurat rozumiem. 23.05.08, 10:46
                    Mam cztery roczniki Kuchni sprze 10 lat, kupowałam ją głównie z
                    powodu ładnych, czyt. przekonujących, zdjęć, no i tego, że przepisy
                    były podane, jak dla analfabety, czyli wtedy dla mnie w sam raz.

                    Mój tato robił coś takiego - jadł jakieś znienawidzone mielone z
                    mizerią, a oglądał równocześnie Poradnik domowy z przepisami na
                    zapiekankę z ananasem... :)
                    • eeela Re: To akurat rozumiem. 23.05.08, 16:28
                      Ach, zjadlabym mielone z mizeria... Mam w domu wroga ogorkow we
                      wszelkiej postaci i rzadko cos z nich w zwiazku z tym robie. Ale
                      natchnelas mnie, mielone przyrzadze wkrotce :-)

                      Ja jeszcze jak mieszkalam w akademiku, klepalam straszna biede i nie
                      mialam warunkow do bawienia sie w gotowanie, tez tak robilam, ze
                      jadlam znow jakis makaron z tesco z sosem pomidorowym, i ogladalam
                      programy kulinarne. Ale to kiepskie rozwiazanie jest, bo czlowiek
                      robi sie glodny na to co widzi, a ochoty na to, co ma, wcale nie
                      przybywa.
    • nienietoperz Re: Wiosenny wątek seksistowski. 21.05.08, 17:16
      Potrawom skomplikowanym mówimy nie. Sześć tysięcy razy wolę przyjść z pracy do
      NNtpzowej z obłędem w oczach mówiącej: `no po prostu musiałam skończyć czytać,
      może mamy jeszcze jakąś zupkę w proszku, skoro już przyszedłeś' niż do NNtpzowej
      z obłędem w oczach mówiącej: `od trzech godzin już tu stoję w kuchni i strasznie
      się denerwuję, czy w ogóle pieczeń wyszła a ryba weszła'. Z pierwszą mam
      zdecydowanie więcej wspólnych tematów do rozmowy. A na bigos zawsze raz do roku
      można pojechać do tzw. Domów Rodzinnych.

      Wasz
      NN
      • eeela Re: Wiosenny wątek seksistowski. 21.05.08, 23:49
        Sześć tysięcy razy wolę przyjść z pracy do
        > NNtpzowej z obłędem w oczach mówiącej: `no po prostu musiałam skończyć czytać,
        > może mamy jeszcze jakąś zupkę w proszku, skoro już przyszedłeś' niż do NNtpzowe
        > j
        > z obłędem w oczach mówiącej: `od trzech godzin już tu stoję w kuchni i straszni
        > e
        > się denerwuję, czy w ogóle pieczeń wyszła a ryba weszła'. Z pierwszą mam
        > zdecydowanie więcej wspólnych tematów do rozmowy.

        Przepraszam, może źle zrozumiałam, ale dla mnie to brzmi jak autorytatywne
        określanie kobiety, która odkłada książkę dla gotowania, jako przedstawicielki
        jakiegoś gorszego gatunku ludzi. I bardzo mi się nie podoba to, co zrozumiałam.
        • noida Re: Wiosenny wątek seksistowski. 22.05.08, 00:00
          Bo to wiosenny wątek seksistowski jest :)
          • eeela Re: Wiosenny wątek seksistowski. 22.05.08, 02:38
            Prawda, rzeczywiście. To na głębokie męskie niezrozumienie różnicy między
            sznyclem a siekanym stekiem też można narzekać i kręcić nosem na ich podupadłe w
            związku z tą niewiedzą możliwości konwersacyjne? ;-)
            • noida Re: Wiosenny wątek seksistowski. 22.05.08, 18:00
              Pewnie, że można. Wszystko można. Niech się posypią stereotypy i uprzedzenia ;)
    • brunosch Re: Wiosenny wątek seksistowski. 25.05.08, 21:20
      eeeetam. bo sie nie znacie...
      szpinak. Prosty szpinak z czosnkiem, muszkatułem i serami.
      I pracochłonne jak mało co a dooobre.
      • sutekh1 Re: Wiosenny wątek seksistowski. 26.05.08, 16:48
        jedna odpowiedź na temat: seks w kuchni jest OK!
        o tym powinni zaśpiewać Dandy Warhols
    • paolo630 Re: Żeby któraś stanęla... 14.06.08, 01:01
      ...toby mi stanął organ podstawowy życiowy: Odkąd pamiętam to ja im
      wszystkim gotuję. Jak już mi coś zrobią, to święto jest. Na ogół
      święto omletu albo McDonalda. Chociaż... pamiętam pewne naleśniki...
    • truscaveczka Re: Wiosenny wątek seksistowski. 07.08.08, 17:41
      1. Lubię gotować.
      2. Gotuję potrawy "samorobiące się" - czyli ze 20 min. przygotowania.
      i
      3. Gulasz do takich zaliczam ^^
      A mój mąż i tak najbardziej lubi spaghetti. Robi się samo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka