diabollo
13.08.08, 17:41
Zainspirowały mnie słowa czcigodnej A000000:
"Kościelne zakazy są dobre dla CZŁOWIEKA OGÓLNEGO, niezależnie od jego
światopoglądu.... zgadzam się, że narzucenie ex cathedra bez wyjaśnienia w
czym rzecz - przynosi efekty przeciwne do zamierzonych."
Rozumiem, że "kościelne zakazy" to takie "prawo naturalne" ustanowione przez
samego Pana B., "aby ludziom żyło się lepiej".
Tymczasem Pan B. najwyraźniej zmienia zdanie jak chorągiewka, (o ile tzw.
"Historia Zbawienia" w Piśmie Świętym ma coś wspólnego z Panem B.
Kłaniam się nisko.
*************************
Prokreacja, rekreacja, demokracja:
www.polityka.pl/prokreacja-rekreacja-demokracja/Lead30,1152,245406,18/
Fragment:
***
Seks człekokształtny
Ludziom wychowanym w europejskiej chrześcijańskiej tradycji monogamia wydawać
się może jedyną naturalną opcją. Studiując Stary Testament przekonać się
jednak można, że 12 pokoleń Izraela miało jednego wspólnego ojca, patriarchę
Jakuba, natomiast matki aż cztery – dwie z nich, Rachela i Lea, były
pełnoprawnymi jego żonami, zaś dwie pozostałe, Bilpah i Zilhah, konkubinami. W
porównaniu z Królem Salomonem, który poszczycić się mógł posiadaniem 700 żon i
300 konkubin, Jakub był jednak mężczyzną wyjątkowo wstrzemięźliwym. Monogamia
stała się w judaizmie praktyką obowiązującą dopiero w średniowieczu.
Przeglądając z kolei wydany w 1967 r. „Atlas Etnograficzny” George’a Murdocka,
który pracowicie zestawił dane etnogaficzne dotyczące 862 zbadanych przez
antropologów grup kulturowych, dowiedzieć się możemy, że poligamia jest lub
była uznaną formą małżeństwa wśród przeważającej ich większości, sięgającej 83
proc.
Prosty podział małżeństw na monogamiczne i poligamiczne nie oddaje jeszcze
oczywiście w pełni całego bogactwa rozmaitych form, jakie przyjmować może
instytucja ludzkiej rodziny. Aby oddać tej różnorodności sprawiedliwość,
trzeba by napisać książkę, toteż tu ograniczymy się jedynie do jednej
ilustracji. Zgodnie ze zwyczajowym prawem afrykańskiego plemienia Kikuju,
kiedy mąż umiera pozostawiając bezdzietną wdowę, która okres reprodukcyjny ma
już za sobą, wdowa ta wziąć sobie może nową żonę. Rodzinie wybranej żony płaci
ona wiano, a następnie znajduje wśród krewnych zmarłego męża mężczyznę,
zbliżonego do niej wiekiem, któremu powierza zadanie zapłodnienia nowej żony.
Pochodzące z tego związku dzieci uważane są za potomstwo zmarłego męża.
Opisany obyczaj świadczy o tym, że małżeństwo – choć jednym z jego
podstawowych zadań jest spełnienie „naturalnej” funkcji prokreacji – jest
raczej tworem kultury niż natury. Ostatnimi laty coraz większa liczba uczonych
zaczyna skłaniać się ku poglądowi, że człowiek także jest zwierzęciem, a zatem
tworem natury, i kwestia „naturalności” takiego czy innego sposobu wykonywania
tej funkcji nabrała nowej aktualności.
***