Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwacja)

20.08.08, 10:09
W końcu ja też będę miała zasłużony odpoczynek :) Pierwsze 2
tygodnie września zamierzamy spędzić z małżem w Czarnogórze i/lub
Chorwacji. W Chorwacji już byliśmy (Split, Zadar, Trogir, Salona,
Korcula – zaliczone). Tym razem chcemy dojechać aż do Dubrownika i
dalej do Czarnogóry.

Czytałam co warto tam zwiedzić i z grubsza chcemy zobaczyć to co
wszyscy polecają, czyli Bar i Stary Bar, Budvę, Kotor i Zatokę
Kotorską, może uda się pojechać w góry Durmitor, może spływ Tarą...
Jesteśmy żuczki wędrowne, które nie usiedzą w jednym miejscu, lubią
zwiedzać. Szczególnie ciekawią nas zakątki, które mają to coś, w
których nie ma masy turystów, ciągłych błysków fleszy z aparatów.
Może ktoś z Was tam bywał i podpowie co jeszcze warto zobaczyć, albo
odradzi to, na co nie warto tracić czasu...

Liczę na Was i z góry dziękuję za odpowiedzi.
    • luk-kasia Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 20.08.08, 10:34
      Zapomniałam dodać, że to wyjazd na 2oo i chętnie przyjmiemy każdą
      radę na temat wyboru trasy. W końcu po drodze też można coś
      ciekawego zobaczyć, a przy okazji rozprostować kości i pomasować
      obolałe mięśnie...
    • meridiana7 Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 20.08.08, 11:24
      Hej,
      Ja w Chorwacji byłam wielokrotnie i ze sztandarowych, a nie
      wymienionych przez Ciebie miejsc jako artakcję polecam lajcikowe
      Plitwickie Jeziora.
      Dla zwolenników hadrcore'u polecam wjazd na górę Świętego Jerzego -
      do Parku Narodowego Biokovo(wjazd jest z magistrali, kilka
      kilometrów na południe od Makarskiej, blisko wsi Podgora. Mam parę
      filmików mrożących krew w żyłach z tej wyprawy. My byliśmy tam
      autem, i sądze, że na moto to trochę za trudna trasa. Zresztą jadąc
      tam autem, to propozycja dla naprawdę umiejących radzić sobie na
      serpentynach, w tym z jazdą na wstecznym, stromo w dół z nawrotami,
      żeby znaleźć miejsce na tyle szerokie by móc się minąć z np.
      Transitem z naprzeciwka, który wcale nie ma zamiaru cofać, tylko
      czeka aż ty to zrobisz. Uwaga: na szczycie góry jest zimno jak w
      lodówce! W każdym razie wrażenia - niezapomniane.
      Dubrovnik jest fajny, ale napchany turystami. Takie wg mnie sztuczne
      miasto wypieszczone dla turystów.
      Zdecydowanie bardziej podobał mi się Mostar (Bośnia)z jego uroczą
      turecką starówką, zieloną Neretvą i śladami ostatniej wojny. W tym
      samym momencie słychać tam dzwony kościelne wzywające na mszę i
      muezina z minaretu obok zapraszającego do siebie :-). Poza tym w
      Mostarze można zobaczyć jak się ozdabia orszaki weselne - we flagi,
      żeby odróżnić ślub muzułmański od katolickiego. Oj, czuję że tam
      ciągle jest napięcie i jeszcze będzie gorąco. Zresztą nie od parady
      widać na ulicach Bośni bojowe wozy sił EUFORU.

      Z uwag praktycznych: trasa do Czarnogóry przez Węgry i Bośnię jest
      męcząca. W Bośni jadą niekończące się sznury tirów, drogi wąskie
      (nawierzchnia - może być), miejscami przez góry, ciągłe zakazy
      wyprzedzania, podwójne ciągłe i w związku z tym sporo policji
      otwartej na łapówki. Może motocyklem będzie fajnie. Nam -
      podróżującym autem nie podobało się. Od rana do nocy przejechaliśmy
      niecałe 400 km i zapłaciliśmy jeden mandat.
      W Bośni jest tanie paliwo. W ubiegłym roku litr kosztował 1,03 EUR.
      Na słowacji też benzyna była sporo tańsza niż w Chorwacji.
      Pamiętajcie też, że jak płacicie w Chorwacji za autostrady czy
      paliwo w EUR, to resztę wydadzą w lokalnej walucie. Więc w drodze
      powrotnej lepiej mieć albo drobne Euro albo resztki kun, niż zakupić
      10 litrów paliwa, zapłacić jak my - 200 Eurowym banknotem i wracać
      do Polski z wiadrem kun.

      Miłego pobytu
      Dorota
      • luk-kasia Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 21.08.08, 12:54
        Dzięki Dorotko za odpowiedź :)
        Jakoś wyleciało mi z głowy, że Plitvice i Sw.Jure (Biokovo) też
        zaliczone :) Biokovo jest rzeczywiście niezapomniane!!! Tym razem
        chcemy się skupić na Czarnogórze, a Dubrovnik pojawił się dlatego,
        że w 2002 roku samochodem tam już nie dotarliśmy. Słyszałam, że jest
        przereklamowany i oblegany przez turystów.

        Za pierwszym razem jechaliśmy przez całą Polskę, wiadomo dziura na
        dziurze, potem Czechy, Austria, Słowenia i Magistrala Adriatycka w
        Chorwacji. Teraz wstępny plan obejmuje lepsze drogi w Niemczech,
        Alpejskie winkle w Austrii i dalej podobnie. Z kolei ja w drodze
        powrotnej chciałabym odwiedzić Węgry – Pecs i Budapeszt, stąd chyba
        najkrócej będzie przez Bośnię, Węgry i Słowację. Właśnie przed
        chwilą kolega z pracy polecił mi obejrzenie przełomu Dunaju na
        północy Węgier (okolice Esztergom)...
        • meridiana7 Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 21.08.08, 17:11
          No to Staaaara! Ty już wszystko widziałaś w Chorwacji :-)

          Jeśli jedziecie w tzw. "ciemno" to fajną miejscowością do
          przenocowania jest wioska Mlini (ok. 10 km. na południe od
          Dubrovnika). Leży przy samym morzu i jest uroczą cichą
          miejscowością. Stamtąd do Czarnogóry to już tylko kawałeczek. My tam
          się właśnie zatrzymaliśmy i ze wszystkich pobytów na Chorwacji to
          miejsce nam się najbardziej podobało, było doskonałą bazą wypadową
          do Czarnogóry i Dubrovnika. Pewnie spore znaczenie w ocenie miało
          też położenie domu, w którym mieszkaliśmy - 20 schodków w dół od
          plaży.

          Ostatnim razem też się wybraliśmy przez Niemcy. Czasowo wyszło
          podobnie, chociaż dużo dalej, z tym plusem, że po drodze
          zwiedzaliśmy Norymbergę, Monachium i Salzburg, a nie jak dotychczas
          standardowo - Wiedeń, Bratysławę. Z ciekawych miejsc po drodze albo
          prawie po drodze polecam Lublanę, Zagrzeb. W Niemczech warto odbić z
          aurostrady do jakiegoś małego miasteczka bawarskiego, żeby zobaczyć
          prawdziwych bawarczyków w ich strojach... i to nie ubranych dla
          turystów jak to ma miejsce np. w Monachium, tylko poprostu oni tak
          mają, że chodzą ubrani na ludowo :-)
          Uprzedzam, że opłata za przejazd przez Austrię w kierunku Słowenii
          nie kończy się na winietce za około 7EUR, oni jeszcze za tunele
          kasują i to nie mało. O ile pamiętam, są takie dwa na trasie (jeden
          z nich to chyba Święty Marcin) i za przejazd nimi płaci się razem
          około 20 euro za samochód.
          Życzę Wam słońca, zwłaszcza w czasie pokonywania Alp. Mi nigdy nie
          udało się tam przejechać suchym kołem. Na podstawie własnych
          obserwacji śmiem przypuszczać że tam pada bez przerwy :-). Co do
          pogody w Chorwacji, to raczej nie zawiedzie, w końcu lato mamy, a
          poza tym gwarancją jest to, że nas w tym czasie tam nie będzie, bo
          my będąc w Chorwacji chyba mamy jakiś dar ściągania dziwnych zjawisk
          atmosferycznych. Dwa razy przeżyliśmy "borę", dwa razy "jugo" i raz
          jakieś nieprawdopodobne trąby powietrzne, po przejściu których nie
          mogliśmy zidentyfikować swego samochodu - wszystkie zaparkowane
          wyglądały tak samo - całe w błocie.

          ps. Nauczona doświadczeniem polecam zabranie w podróż rzeczy o
          której mało kto pamięta - zapasowej baterii do alarmu. Nam wysiadła
          po zamknięciu auta na jakimś przyautostradowym "odmoriste"... w
          szczerym polu niestety...

          Pozdrowienia
          Dorota
    • luk-kasia Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 30.08.08, 11:20
      Dzięki za dobre rady Meridiana7... U nas ferwor przygotowań... ubezpieczenia i
      zapinania wszystkiego na ostatni guzik... w poniedziałek skoro świt wyruszamy...
      Czechy, Austria, Słowenia, Chorwacja aż do Dubrownika i w końcu cel podróży:
      Czarnogóra :D Trzymajcie za nas kciuki i do zobaczenia na szklanym ekranie ;)
      (nie mylić z tivi) po powrocie... bye bye
      Kasia i Małż
    • grzywaczek88 Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 31.08.08, 20:42
      Ach to ja trzymam kciuki najmocniej jak potrafię, bawcie się dobrze. Szeeerokiej i bezpiecznej drogi
      • domiska75 Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 08.09.08, 10:54
        Kasiu, wasza podróż jest taką, jaką sobie wymarzyłam na przyszły
        rok! jeśli tylko się wykuruję i uda nam się zebrać fundusze na
        wspólne moto, to też z moim Piotrusiem zamierzamy objechać
        Czarnogórę. Liczę na Wasze relacje z podróży i życzę bezpiecznej
        jazdy i niezapomnianych przeżyć!!! Pozdrawiam:)))
    • brudny.ucek Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 09.09.08, 21:07
      Najlepszego urlopowego!!! :-)

      ja też odliczam dni do piątku!
      zapakuję wścieklaka na lawetę i bziuuuummmm! do Szczyrku :-D
      2 tygodnie pełnego hard core'u - podjazdy żlebami, zjazdy pełne
      luźnych kamulców, trawersy, bloki skalne i zwalone drzewa! rwanie
      motorka po 10000 róznych gleb i fikołków (jest szansa, ze wyrośnie
      mi tam broda i wąsy.. ;-)))

      a w przerwie - paralotki lub leżenie na górskich łąkach z
      kontemplacją chmur i opychaniem się jagodami, zrywanie mięty, picie
      ze strumyków..
      ech.. ten szczególny zapach górskiej łąki..
      już tylko 3 dni..
    • luk-kasia Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 13.09.08, 01:58
      Kochani, WRÓCIŁAAAAAAAM

      dzięki za trzymanie kciuków :)))

      dziś tak krótko bo pora na odpoczynek po pełnej wrażeń podróży, następnym razem napiszę długachną relację
      • grazyna1pl Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 13.09.08, 09:27
        super
        czekam na relację
      • brudny.ucek Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 15.09.08, 12:33
        buuuuuuuu!... A mnie powalił wirus-total-mortal-mutant na samym
        poczatku 2 tyg urlopu - mam zadyszkę i herz-klekot jak wychodze z
        psem na spacer, więc brykanie po górach odpada bezwzględnie :-((((((

        Strasznie mi się zrobiło przykro, bo zeszłego roku czekam na ten
        wyjazd i czekam, i czekam..

        Na szczęście praca w państwoym zakładzie opieki zdrowotnej ma swoje
        dobre strony - w nosie mam szefa i biorę sobie tydzień zwolnienia i
        przesuwam urlop - a co! :-)

        Trzymajcie za mnie kciuki pls, abym się wykurowała do końca
        tygodnia - teraz lece sobie poprzystawiać pijawki, bańki i
        pochłostać się świeżą pokrzywą - lekarze dobrze wiedzą czym się
        leczyć ;-)
        • luk-kasia Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 15.09.08, 16:37
          Ojojku... strrrrasznie mi Ucku przykro, kuruj się pilnie, nie szalej na spacerach z psiną, a nagroda będzie wielka - ŚMIGANKO!!!

          Trzymam kciuki i zdrowia życzę!

          Co do relacyji- czekam na obróbkę zdjęć i filmów. Jak wiadomo cyfrówka przyjmie wszystko, więc trzeba to jeszcze obrobić... Mój małżonek-perfekcjonista nie "wypuszcza na rynek" ;) niedoróbek, więc proszę o cierpliwość...
        • goha66 Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 25.09.08, 13:48
          brudny.ucek napisała:
          > pochłostać się świeżą pokrzywą ...

          ...znaczy, że jak? na motocykl i w krzaczory? ;)

          > lekarze dobrze wiedzą czym się leczyć ;-)

          ... hm ... po opisanej w poscie Ucka kuracji mam tylko jedno do
          powiedzenia - dobrze, że nie jestem lekarzem (nie wiem jak się
          leczyć i zwykle tylko się dezynfekuję wewnetrznie C2H5OH) ;D
          • grazyna1pl Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 25.09.08, 20:48
            dzięki za zdjęcia - faaaajjjnneee
            ja chcę znowu lata!!!!!!!
    • luk-kasia Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 24.09.08, 23:16
      Ciągle coś mnie odciąga od pisania relacji z wakacji, więc na razie pochwalę się zdjęciami:
      picasaweb.google.pl/lukkasia.m/MontenegroIX2008?authkey=4tvTTOzYoV0#
    • luk-kasia Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 29.09.08, 12:56
      Na ten urlop, jak wiecie, czekałam z utęsknieniem ;) Jednak im
      bliżej wyjazdu tym bardziej zaczynałam się bać, czy wszystko się
      uda. Dzięki Wam Kochani za pozytywne myśli i trzymanie kciuków. A
      teraz obiecana relacja z wyprawy...

      W poniedziałek 1 września 2008 roku o 5:30 wyruszyliśmy w
      nieznane :) Nasza trasa do Czarnogóry prowadziła przez Czechy,
      Austrię, Słowenię i Chorwację. Całość (4200 km) podzieliliśmy na
      trzy etapy z 2 noclegami. W Czarnogórze byliśmy dokładnie 7 dni.
      Wracaliśmy tą samą trasą. Powrót rozpoczął się w czwartek 11
      września, a o 2:00 w piątek dotarliśmy do własnych czterech kątów.
      Właśnie w ten weekend nastąpił gwałtowny spadek temperatury.
      Przeżyliśmy szok termiczny: w ciągu dwóch dni różnica temperatur
      wynosiła 34 stopnie (w Czarnogórze 36, a w Bydzi w nocy były 2
      stopnie) brrr... jak sobie to przypomnę to ciarki przechodzą po
      plecach...

      Z trasy najgorzej wspominam polskie szosy: pełne dziur, wybojów i
      kolein. Pierwszy nocleg mieliśmy na południu Czech, w Mikulovie,
      nad którym góruje malowniczy Zamek. Po całym dniu jazdy byliśmy
      wykończeni. Pocieszenie przyszło w postaci prysznica, pysznej
      kolacji i czeskiego piwka :) Z Mikulova był już rzut beretem do
      granicy z Austrią. Na trasie w Austrii nie było żadnych problemów,
      dlatego żebyśmy się nie nudzili zastrajkował nam GPS. Od czasu do
      czasu robi tzw. focha i właśnie w Austrii, na prostej trasie,
      wyprowadził nas w pole – dosłownie!!! Jedziemy sobie w kierunku
      Graz, a tu GPS każe skręcić z głównej trasy. Mądre urządzenie,
      satelity i te sprawy, no to jedziemy jak każe... Zaczęły się fajne
      widoczki, zakręty, ale jest coraz ciaśniej, wyżej, senne wioseczki,
      dużo kwiatów, jakieś jeziorka, pola, lasy... W końcu zatrzymaliśmy
      się przy jakimś polu kukurydzy, chwila na rozmasowanie tyłków i
      sprawdzenie planu jazdy, posypały się epitety pod adresem
      wspomnianego „mądrali” i decyzja: cofamy się i wracamy na główną
      trasę. Gdyby nie ta wpadka, dotarlibyśmy dużo dalej.

      W Chorwacji jechaliśmy w większości autostradami. Chcieliśmy dotrzeć
      do celu jak najszybciej. Nawet w głębi kraju i z perspektywy
      autostrad jest pięknie. Ogromne wrażenie robią tunele w górach i
      mosty nad przepaściami. Najbardziej malownicza część wyprawy zaczęła
      się jednak gdy dojechaliśmy do Magistrali Adriatyckiej. Widoki
      zapierały dech w piersiach, a emocji przy pokonywaniu zakrętów na
      motocyklu nie da się opisać!! Często, gęsto czułam ciarki na
      plecach. Najbardziej jednak czułam niesamowitą radość, że tu
      jesteśmy, że się odważyliśmy ...

      To co się diametralnie zmieniło od czasu wyjazdu z Polski, to
      oczywiście widoki, ale przede wszystkim temperatura. Wyraźnie rośnie
      w miarę gdy przemieszczamy się na południe. Nasze czarne kaski i
      ubrania rewelacyjnie ;) grzały, szkoda tylko, że w tym momencie
      potrzebowaliśmy chłodzenia i wietrzenia. Po drodze mijaliśmy
      skuterowców w krótkich spodenkach, patrzących na nas jak na
      kosmitów ;), każde czerwone światło na skrzyżowaniu - masakra!! W
      czasie całej naszej podróży tylko raz nie ubraliśmy motocyklowego
      wdzianka i od razu dostaliśmy nauczkę... ale o tym będzie później.

      Trzeci dzień to przede wszystkim jazda Magistalą Adriatycką. Było
      wręcz bossko :)) pięknie, kręto, górsko i jednocześnie morsko. Widok
      na rozsiane po Adriatyku wyspy – po prostu raj. Zachwyt i strach
      mieszały się zwłaszcza na zakrętach; skaliste zbocza pionowo dół,
      jedyne zabezpieczenie niskie barierki. Jedną ręką trzymałam się
      stelaża od kufra, drugą filmowałam... Będzie co wspominać w długie
      zimowe wieczory :)))

      W Neum przekraczamy granicę z Bośnią i Hercegoviną. I właśnie tu
      spotyka nas przygoda z miejscową policją. Jedziemy sobie spokojnie,
      ja filmuję, Paweł pokonuje kolejne zakręty, trzymamy się ograniczeń
      prędkości i wypatrujemy kolejnej granicy, gdy wjedziemy z powrotem
      do Chorwacjii... Nagle zza zakrętu, na poboczu wyłania się policyjny
      radiowóz. Samochód przed nami (tubylec) zostaje przepuszczony, a nas
      wyraźnie zaprasza się na kontrolę. Przestraszyłam się, że filmowanie
      jest tu zabronione i za to nas zatrzymali. Chyba włączyły mi się
      jakieś wojenne skojarzenia. Szybko wyłączyłam aparat, zrobiłam
      niewinną minkę i tylko modliłam się, żeby nam nie kazali kasować
      tego, co już nagraliśmy. Paweł podszedł do radiowozu, gdzie
      wywiązała się „zeszytowa” dyskusja. Policjant napisał w zeszycie
      kółko, w środku 40 (ograniczenie prędkości). Obok napisał: 66, czyli
      niby nasza prędkość... a dalej 60 Euro. Łagodne próby negocjacji, że
      my na wakacje, że to bardzo dużo, itp., itd. W końcu policjant daje
      Pawłowi długopis i każe napisać ile... Pojawia się kolejna liczba:
      20 euro, a policjant na to „ok”. O taki banknot zmniejszyła się
      zawartość naszego portfela – trudno :( Szczęśliwi ruszamy dalej...
      Od tej pory byliśmy 1000 razy ostrożniejsi przy przekraczaniu
      granic.

      Przed samym Dubrownikiem robimy małą przerwę. Podziwiamy most i
      panoramę Dubrovnika. Postój w tym samym miejscu robi jeszcze
      sympatyczna para Niemców. Jadą do Grecji: Ona na Yamaha XJ Diversion
      900, On na BMW 1200GS. Rozmawiamy o podróżach. Korzystam z okazji i
      przysiadam się do Dywersji. Ma opuszczone siedzenie, więc jest
      całkiem fajnie, ale i tak dla świeżaka za mocna... Po powrocie z
      urlopu muszę w końcu kupić własną maszynkę – już się nie mogę
      doczekać...

      Zwiedzanie Dubrovnika odkładamy na później, teraz chcemy jak
      najszybciej dotrzeć do Czarnogóry. Po drodze spotykamy jeszcze Freda
      Flinstona i w końcu docieramy do celu. Na granicy sprawdzają nam
      tylko dokumenty, natomiast bagaż jednego Czarnogórca przeszukują
      bardzo dokładnie. Wjeżdżamy w głąb kraju, drogi są bardziej
      dziurawe, asfalt bardziej śliski. Kilka zakrętów i niespodzianka ...
      na środku stoi krowa. Zaskoczenie totalne, żadnych pastwisk,
      gospodarstw tylko ta krowa, która w końcu zeszła z ulicy i mogliśmy
      kontynuować swoją podróż...

      Cdn.
      • yacey Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 30.09.08, 08:34
        Wreszcie cos pogodnie-motocyklowego do poczytania :)

        PS
        W zeszlym roku podjalem probe podzielenia sie wrazeniami z
        motorkowych wycieczek, ale bylem osamotniony, to dalem sobie spokoj.
      • donerkasia Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 03.10.08, 11:16
        Pięknie tam!
        pisz dalej :)
      • brudny.ucek Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 06.10.08, 23:06
        he he! zeszytowe negocjacje :-)))))))) ubawiłam się!

        Luk-kasia, poproszę o jeszcze :-)
        • donerkasia Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 15.10.08, 15:26
          czekamy na ciąg dalszy :)))
    • paulina80s Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 29.09.08, 17:51
      dzięki za linka
      fajne te fotki :)
    • masiwa Re: Zasłużony :) długi urlop (Czarnogóra, Chorwac 03.10.08, 09:07
      zdjęcia przepiękne, jestem pod wrażeniem :)

      Kasia proszę o praktyczne info, ile km, ile na paliwo , ile na winiety plus
      bramki na autostradach, tak ogólnie, bo juz myśle o wyjezdzie ;)
    • luk-kasia Opowieść z Czarnogóry - cz.2 06.10.08, 11:01
      Cz.2.
      Po spotkaniu 3 stopnia z czarnogórską krową pojechaliśmy dalej...
      Kierunek jaki obraliśmy to Kotor. Postanowiliśmy przeprawić się
      promem przez najwęższą część Zatoki Kotorskiej. Dalsza trasa była
      dla mnie zaskakująca. Jechaliśmy wąską promenadą, która biegła
      praktycznie nad wodą. Z jednej strony domki przytulone do wzgórza, a
      z drugiej woda i wąskie pomosty, na których opalają się ludzie.

      Powoli szukamy noclegu. Chcemy w końcu rozmasować zbolałe "zadupki",
      zrzucić nasze czarne uniformy, marzymy o prysznicu... Niby dużo
      ofert slobodne sobe/apartmani, ale zawsze coś nie pasuje: albo cena
      za wysoka, albo standard za niski. Próbujemy metodą na „pytanko”.
      Zostałam oddelegowana do zapytania w restauracji, czy może nie znają
      dobrego noclegu gdzieś w pobliżu. Zawsze to miejscowi i wiedzą
      lepiej, poza tym poleca się coś sprawdzonego i dobrego i na to
      liczyliśmy. W polecanym miejscu obok lokalu nie było miejsc.
      Szczęśliwym trafem w pobliżu restauracji pojawiła się jakaś Pani,
      która miała apartmani tyle, że pod drugiej stronie Zatoki.
      Trafiliśmy tam jadąc za samochodem naszej przyszłej gospodyni.
      Okazało się, że podczas poszukiwań noclegu kręciliśmy się w pobliżu
      naszej „stancji”, jednak tylko miejscowi wiedzą w którą boczną drogę
      skręcić, żeby dojechać nad samą wodę. Ta boczna uliczka podnosiła mi
      ciśnienie za każdym razem jak nią jechaliśmy: stroma, wąska i
      zakręcona. Nigdy nie było wiadomo, czy ktoś tędy nie jedzie z
      przeciwka... Oczyma wyobraźni widziałam siebie jak sama jadę tą
      drogą na własnych 2oo i jak muszę się zatrzymać pod stromą górką
      i...brrr... na szczęście jeszcze nie musiałam sprawdzać swoich
      umiejętności ;)

      Zamieszkaliśmy w Dobrocie, małej miejscowości kilka km od Kotoru.
      Apartament okazał się przytulnym pokojem z łazienką i kuchnią tylko
      do naszej dyspozycji. Mogliśmy też korzystać ze wspólnego tarasu.
      Przypominają mi się śniadanka i wieczorne posiedzenia z winem...
      Tuż nad wodą, dosłownie kilkanaście metrów od domu, zbudowany jest
      pomost. Prawie każdy dom ma taki pomost, stoją leżaki i można opalać
      się do woli. Muszę jeszcze wspomnieć tu o jednym. Mianowicie każdego
      dnia nad Zatoką toczyłam walkę z żarłocznymi komarami. Ponieważ te
      stworzenia wprost mnie uwielbiają i jeśli tylko na horyzoncie pojawi
      się jakiś komar to mam 100% gwarancję, że zostanę pokąsana. Na moich
      nogach co chwila pojawiał się nowy bąbel. W końcu zaopatrzyłam się w
      czarnogórski odpowiednik off’a i jakoś udało się przetrwać.

      Poza komarami jest cudnie i fajnie tam się odpoczywa. Niezapomniany
      widok na góry i ich odbicie w wodzie Zatoki. Turystów niezbyt wielu,
      spokój, cisza. Ciekawe zabudowania oglądane podczas spacerów
      promenadą. Niedaleko jest sklepik spożywczy z ogromnymi arbuzy.
      Czasami chodziliśmy do pobliskiej restauracyjki, gdzie stołują się
      miejscowi. Ciekawym kulinarnym przeżyciem była "hobotnica na żaru".
      Super wygląda, ale tak naprawdę ośmiornica to nic specjalnego -
      smakuje gumowato. Czasami ciszę zakłócał terkot przejeżdżającego
      skutera. Miałam ubaw po pachy :) Najpierw z daleka słychać
      charakterystyczny odgłos silnika, dopiero po chwili widać: jedzie
      dwóch dorosłych osobników, a maszyna ledwo daje radę ;))) Osobniki
      oczywiście w krótkich spodenkach i T-shircie, na szczęście w
      kaskach!

      Stare Miasto w Kotorze, to coś co absolutnie trzeba zobaczyć.
      Otaczają je mury obronne z dwiema bramami i kilkoma basztami.
      Wewnątrz sieć ciasnych uliczek, poplątanych tak, że można się
      zagubić. Stare budynki w wielu miejscach oplatają jakieś rośliny-
      pnącza. Kilka budynków to praktycznie ruiny, przez okna i dziury w
      ścianach „wyglądają” gałęzie drzew, które tam się zadomowiły. Stare
      Miasto jest wciąż zamieszkane. Czasami udało nam się wspiąć po
      wąskich schodach, widzieliśmy rozwieszone pranie, sprzęty
      gospodarstwa domowego. Trzeba sobie umieć radzić, żeby tu mieszkać.
      Samo chodzenie jest wyczerpujące, nie mówiąc o wnoszeniu zakupów,
      dziecinnego wózka czy mebli... Listonosz ma tu bardzo ciężką pracę.
      I jeszcze jedno: kręci się tu mnóstwo kotów. Wystarczy usiąść gdzieś
      w kawiarni, żeby pojawiło się kilka takich wychudzonych zwierzaków.
      Jeden z kotów był tak przeraźliwie chudy, że jak go zobaczyliśmy z
      przodu to widać było tylko wielkie oczy, reszta objawiła się dopiero
      jak zaprezentował się z profilu.

      Kotor leży u stóp wzgórza, na którym wzniesiono warowną Twierdzę.
      Jej zwiedzanie najlepiej zaplanować do południa, jest wtedy
      chłodniej i słońce pięknie oświetla Stare Miasto i Bokę Kotorską. Po
      południu natomiast pięknie widać samą Twierdzę. Czerwone dachówki
      domów, lśniąca tafla wody, statki zacumowane w porcie –
      niezapomniany widok. Mieliśmy okazję obejrzeć sobie jachty i
      katamarany, które przypłynęły na Kotor Boat Show. Pływające domy -
      świadectwo luksusu... A ja i tak wolę naszego motunga :)))

      Cdn.

      P.S. Na koniec opowieści podam informacje praktyczne: opłaty za
      autostrady, winietki, ceny paliw, ceny przykładowych zakupów
      spożywczych, itp.
      • luk-kasia Re: Opowieść z Czarnogóry - cz.3 21.10.08, 14:56
        cz.3
        Już na nas nie robią wrażenia palmy, słońce i temperatura. Jednak ta
        ostatnia daje się nam we znaki niemiłosiernie. Wypracowaliśmy własny
        sposób radzenia sobie z upałami i zwiedzania Czarnogóry na motocyklu
        w pełnym oprzyrządowaniu. Lekkie ubranko i sandały w kufry i tylko
        trzeba znaleźć jakąś przebieralnię. Nie zapomnę zdziwionych
        twarzy "tambylców", jak przebieraliśmy się w cieniu palm :)))
        Najbardziej boli powrót, kiedy z powrotem trzeba się uzbroić we
        wszystkie ochraniacze :(((

        Budva, to kolejny punkt programu na naszej trasie. To miasto w stylu
        naszych nadmorskich kurortów: plaża, puby, restauracje i wszystko
        kręci się wokół turystów. Wszędzie tłumy i komercja, więc długo tam
        nie zabawiliśmy: stare miasto, główna promenada i najbardziej
        podziurawiona palma (chyba ze starości), jaką widziałam...

        Kierujemy się do Cetinje. Ciche, senne, małe miasteczko u stóp
        wzgórza Lovcen. Można tam dojechać na dwa sposoby: pokonując stromą
        drogę 25 zakrętów lub bezpieczniejszą, dłuższą trasą dokoła. Trochę
        żałuję, że pojechaliśmy tą drugą trasą, ale chcieliśmy zwiedzić
        wspomnianą Budvę... W Cetinje poczułam się prawie jak w Polsce, a to
        za sprawą rejestracji CT, no to przecież Toruń jak nic :))) W cieniu
        drzew, przed Monastyrem Cetinjskim, obserwowaliśmy źródełko
        święconej wody. Co chwila ktoś podchodził, obmywał ręce i twarz,
        nabierał wody do butelek. Z największym namaszczeniem robiła to
        pewna staruszka. Cała w czerni, ubrana w grube spodnie i bluzkę
        zapiętą pod samą szyję i jakoś nie było widać, że Jej za gorąco ;)

        Powoli dobiegał końca nasz pobyt nad Zatoką Kotorską. Postanowiliśmy
        zwiedzić jeszcze Stary Bar i Jezioro Szkoderskie. W tym celu
        pojechaliśmy do nadmorskiej miejscowości Sutomore. Zmienił się
        klimat na bardziej suchy, więcej otwartych przestrzeni i niestety
        więcej turystów... Tu mieliśmy małą wpadkę z noclegami. Nigdy
        przenigdy nie szukajcie noclegu przy głównej trasie!!! W ciągu dnia
        wszystkie odgłosy wydają się normalne i w miarę nic nie przeszkadza,
        za to nocą każdy przejeżdżający samochód robił taki hałas, że
        wytrzymaliśmy tam jedną noc. Rankiem, niewyspani i wściekli jak nie
        wiem co, zapakowaliśmy wszystkie „bambetle” i pojechaliśmy szukać
        lepszej noclegowni. I dobrze zrobiliśmy. Może i było dalej od plaży
        i bulwaru, ale ciszej i apartament pierwsza klasa. To było nasze
        najlepsze lokum w Czarnogórze :)

        W Sutomore nic specjalnego do obejrzenia niestety nie ma.
        Próbowaliśmy dotrzeć do ruin jakiegoś zamku, ale skończyło się to na
        próbach. Okazuje się, że postrzeganie odległości jest względne. Miła
        Pani siedząca przed domkiem na moje pytanie zadane w języku
        angielsko-czarnogórsko-migowym: czy daleko jeszcze, odpowiedziała
        kiwnięciem, że to tuż tuż... Okazało się to bardzo daleko i do tej
        pory nie wiemy, czy tam się w ogóle dojeżdża, jakieś krzaczory i
        rumowisko na zboczu wzniesienia przypominające ruiny... za Chiny
        Ludowe nie chciało nam się sprawdzać jak wyglądają z bliska i
        odpuściliśmy sobie ... Za to następnego dnia zwiedziliśmy jedno z
        najpiękniejszych miejsc w Czarnogórze: Jezioro Szkoderskie. Ale o
        tym w następnym odcinku...

        Cdn.
Pełna wersja