Dodaj do ulubionych

korupcji - NIET!

15.10.03, 09:05
Nóż się w kieszeni otwiera...

<cite>
Politycznie ustawiony krezus zbije kasę na cukrzykach

Dotacje uczynią z Krauzego króla insuliny

Ministerstwo Zdrowia szykuje bolesną niespodziankę dla 400 tys. Polaków
chorych na cukrzycę. Już wkrótce będą musieli więcej płacić za lek ratujący
im życie. Chorzy stracą. Kto na tym skorzysta? Firma farmaceutyczna
powiązana z jednym z najbogatszych Polaków Ryszardem Krauzem (47 l.).


Pomysł jest kuriozalny. Resort zamierza zmniejszyć dopłaty do zwykłej
insuliny, używanej na co dzień przez cukrzyków. Do tej pory za wszystkie
takie specyfiki na rynku (polskie i zagraniczne) chorzy płacili tyle samo:
2,50 zł. Teraz leki będą sprzedawane w aptece za ok. 20 zł. Po starej cenie
będzie dostępny tylko specyfik firmy Bioton, kontrolowanej przez Ryszarda
Krauzego.
Dlaczego? Bo ministerstwo ustaliło limit ceny insulin właśnie na poziomie
najtańszego Biotonu.
Choć nikt nie chce tego powiedzieć oficjalnie, powód jest jeden.

- Chodzi o to, aby umożliwić polskiej firmie konkurowanie z zagranicznymi
koncernami - mówi nasz informator w resorcie zdrowia.



Zarobi na nich

Bioton to jedyna polska firma produkująca insulinę. 73 proc. udziałów ma w
niej Prokom Investments, który prawie w całości należy do Ryszarda
Krauzego. Biznesmen jest także szefem rady nadzorczej Biotonu.
Inna jego firma, Prokom Software, znana jest z gigantycznych kontraktów,
które zawierała z instytucjami publicznymi. Odpowiada m.in. za nieudolną
komputeryzację ZUS.
Teraz wszystko wskazuje na to, że firmie związanej z Krauzem po raz kolejny
uda się zarobić dzięki decyzjom urzędników. Kilkadziesiąt tysięcy chorych z
dnia na dzień będzie musiało się przerzucić na leki z firmy przez niego
kontrolowanej, bo prawdopodobnie od grudnia nie będzie stać ich na
zagraniczną insulinę, której cena wzrośnie prawie 10 razy.


To szok!

Andrzeja Musiałowicza ta wiadomość przeraziła. Na cukrzycę choruje od 18
roku życia.
- Jestem na rencie. Dostaję 600 złotych, z czego 100-150 zł miesięcznie
wydaję na zakup insuliny i pasków diabetycznych. Insulina to dla mnie lek
życia - mówi zrozpaczony Musiałowicz (50 l.).
Cukrzycę ma także jego córka. - Pozostanie mi tylko jedno wyjście.
Zrezygnować z dotychczas stosowanych środków i przejść na tańszy lek -
mówi.

Planowana podwyżka oburza także środowisko lekarzy. Prof. Anna Czech,
krajowy konsultant w dziedzinie diabetologii, wysłała nawet w tej sprawie
list do ministra zdrowia.

- Jeśli cena insuliny wzrośnie, to najbardziej ucierpią pacjenci, z których
większość to ludzie biedni - twierdzi. - Oczywiście można będzie przestawić
pacjenta na insulinę krajowej produkcji, ale z pewnością część, która leczy
się od 5 czy 10 lat, będzie miała opory - tłumaczy prof. Czech.


Zabraknie leku?

Ale może się okazać, że w aptekach zabraknie tańszego leku. Insulinę z
firmy kontrolowanej przez Krauzego kupuje teraz zaledwie 3,5 proc. chorych.
Reszta korzysta z leków zagranicznych.

- Jesteśmy w stanie zabezpieczyć 40 proc. polskiego rynku, dlatego nie ma
obawy, że zabraknie naszej insuliny. Mamy spore zapasy - przekonuje Adam
Wilczęga (54 l.), prezes Biotonu. Przyznaje jednak, że jego firma planuje
wzrost sprzedaży w przyszłym roku do 10 proc. Nie sądzi, aby pacjenci od
razu zaczęli korzystać z jego preparatu.

Dla około 400 tys. chorych oznacza to tylko jedno. Żeby przeżyć, będą
musieli więcej płacić.

Dlatego prof. Czech ma nadzieję, że ministerstwo wycofa się ze swojego
pomysłu lub ceny na swoje leki obniżą zachodnie koncerny. A te na razie nie
chcą w tej sprawie się wypowiadać.



Arkadiusz Dawidowski, Aneta Styrnik, Teresa Słyż
</cite>
Obserwuj wątek
    • the_dzidka Lud umęczony... 15.10.03, 09:27
      A ja już od dawna czekam, kiedy pod Kancelarię Premiera itp. ruszą nie górnicy,
      nie taksówkarze, nie policjanci i strażacy, tylko chorzy na cukrzycę, którym
      zabiera sie leki, chorzy na raka, czekający po pół roku na operację, renciści,
      samotne matki bez zasiłku...
      Chyba rzeczywiście nadszedł czas stąd spierniczać. Zapomnieć, gdzie się
      człowiek wychował, i nigdy - przenigdy! - nie przyznawać się do tego.
      • catalina1 Re: Lud umęczony... 15.10.03, 09:39
        the_dzidka napisała:

        > Chyba rzeczywiście nadszedł czas stąd spierniczać. Zapomnieć, gdzie się
        > człowiek wychował, i nigdy - przenigdy! - nie przyznawać się do tego.

        Niestety też to stwierdziłam jakiś czas temu. I jeśli będę miała okazję
        wyjechać gdzieś gdzie będę miała legalną pracę, to nie będę się zastanawiać
        długo. Zabiorę Jakubka i Nuke i jedziemy stąd. Przykre ale prawdziwe.
        • abu-sami Re: Lud umęczony... 15.10.03, 13:52
          hmm co jakubek na to?o zdanie nuki nie pytam...
          a tak powaznie,naprawde myslisz ze gdzie indziej bedzie lepiej?wiem po sobie,gdzie ja to
          juz nie bylem....
          • the_dzidka Re: Lud umęczony... 15.10.03, 13:57
            > a tak powaznie,naprawde myslisz ze gdzie indziej bedzie lepiej?

            No bo to jest tak: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
            Emigracja nie zmieni niczego w sytuacji "tych, co zostali", i wcale tez nie
            musi zmienić naszego życia na mlekiem i miodem płynące.
            Ale wiesz, jest jednak świadomość że gdzie indziej nie musisz walczyć o rzeczy
            oczywiste, które z definicji należą ci się jak psu zupa. I że jesteś daleko od
            cholernego polaczkowa, które masz na co dzień: ciemnota, ksenofobia, głupota.
            A to jednak daje baaardzo duży komfort psychiczny.
            • bain_de_sang Re: Lud umęczony... 15.10.03, 14:11
              the_dzidka napisała:

              > No bo to jest tak: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

              Bo rzeczy nie giną :-)

              marcin
            • konradbryw Re: Lud umęczony... 15.10.03, 14:13
              the_dzidka napisała:

              > Ale wiesz, jest jednak świadomość że gdzie indziej nie musisz walczyć
              > o rzeczy oczywiste, które z definicji należą ci się jak psu zupa.

              A to darmowe leczenie się komuś należy? ;>
              /ja nie narzekalem, że się diabetykom każe drożej za insulinę płacić, ale że na
              tym zarobi jeden "biznesmen", który korumpuje skutecznie wszystkie po kolei
              rzady w Polsce/
              • the_dzidka Lud "darmowo" leczony... 15.10.03, 14:21
                > A to darmowe leczenie się komuś należy? ;>

                DARMOWE LECZENIE?!
                Darmowe leczenie się nikomu nie należy.
                A ile z pensji zabiera Ci ZUS na ubezpieczenie zdrowotne?
                • konradbryw Re: Lud 'darmowo' leczony... 15.10.03, 22:42
                  the_dzidka napisała:

                  > A ile z pensji zabiera Ci ZUS na ubezpieczenie
                  > zdrowotne?

                  Za dużo. Dlatego mnie nie interesuje ani w Polsce, ani emigracja w granicach Europy. :P
            • konradbryw Re: Lud umęczony... 15.10.03, 14:15
              the_dzidka napisała:

              > No bo to jest tak: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.
              > Emigracja nie zmieni niczego w sytuacji "tych, co zostali", i wcale tez nie
              > musi zmienić naszego życia na mlekiem i miodem płynące.

              Tak mi się jeszcze przypomniało. Ktoś mi ostatnio opowiadał o rodzinie, która
              sobie żyła w Polsce dość wygodnie: pracę mieli, dość przyzwoity dom w
              powiatowym mieście. Wyemigrowali do Francji, gdzie teraz w jednopokojowym
              mieszkaniu gnieżdżą się w dwie rodziny (starszy syn się ożenił), pracują
              dorywczo nielegalnie, itd. Poprawili sobie...
            • abu-sami Re: Lud umęczony... 16.10.03, 01:53
              ja juz odzwyczailem sie troche od polskich realiow to juz pietnascie lat kiedy
              wyjechalem na stale,nie siedemnascie i moze to smiesznie zabrzmi ale lepiej
              orientuje sie w idiotyzmach w iraku niz w polsce.a z ta emigracja to troche
              przypomina mi kiedys moj pomysl podetkany mi przez dwie siostry mieszkajace w
              nowej zelandii(teraz juz jedna ,druga wrocila do bagdadu) ktore po rozwodzie
              namawialy mnie do emigracji na antypody.pomyslalem sobie,dlaczego nie?tam
              jeszcze mnie nie bylo,pogadalem z eks,ustalilismy ze maly na wszystkie wakacje
              i swieta przylatuje do niej i zadzwonilem do ichniej ambasady,przyslali mi
              aplikacje do wypelnienia z wielkim manualem,wywalilem jezora poodpowiadalem na
              pytanka,podliczylem jakies punkty okazalo sie ze jestem w tej dobrej puli i
              odeslalem z czekiem.po paru dniach dostalem od nich list ze dziekuja,bla,bla i
              w ciagu pol roku zostanie rozpatrzone.machnalem reka myslac sobie ze pewnie
              odp dostane w koncowym terminie poniewaz na cholere im tam archeolog i
              zaczalem robic swoje w danii.po trzech tyg list ze tak oczywiscie bardzo
              chetnie i w ciagu osmiu miesiecy musze potwierdzic w ambasadzie chec emigracji
              a jednoczesnie ambasada przysle mi propozycje pracy odpowiadajace mojemu
              wyksztalceniu,nazwisko prowadzacego i kontakt z nim w celu ustalenia przylotu
              itd...nie moge powiedziec facet mily,przysylal mi oferty,rozne infa o
              kraju,przepisach itd..dwa razy zadzwonil i juz sie zdecydowalem kiedy
              nieopatrznie wychlapalem przed matka o moich planach.matka zmobilizowala ojca
              i wpadli do mnie urzadzili pieklo plus dwutyg wiercenie dziury w brzuchu i po
              ptakach.czasami zalowalem,szczegolnie w porze deszczowej albo w lato kiedy syn
              marudzil zeby jechac kapac sie w tej zimnej kaluzy zwanej morzem.finansowo to
              raj tam nie byl,zupelnie inne podejscie niz w danii ale z drugiej strony
              pewnie i zycie troche innaczej by sie potoczylo ale do europy juz jestem
              przyzwyczajony jednak staruszkowie sa tutaj ale nowe ciagnie tym bardziej ze
              ja dluzej niz 10 lat nie potrafie tylka utrzymac w jednym miejscu i ten
              cholerny irak siedzi w krwi,wszystko sie planuje i robi pod jego katem,ciagle
              walizka przygotowana ech zeby nie ten maly to juz bym sobie tam
              siedzial,lepiej,gorzej ale u siebie i ten niesmak jakby dezercji ale z drugiej
              strony gdyby sie nie zwialo to pewnie lezalbym w jakims dolku z dziura w
              potylicy.tez mnie podkusilo na dziecko.jednak wszedzie dobrze ale w domu
              najlepiej.
          • catalina1 Re: Lud umęczony... 15.10.03, 14:30
            abu-sami napisał:

            > hmm co jakubek na to?o zdanie nuki nie pytam...

            Zrobiłby dokładnei to samo.

            > a tak powaznie,naprawde myslisz ze gdzie indziej bedzie lepiej?wiem po
            sobie,gd
            > zie ja to
            > juz nie bylem....

            Nie wiem, czy gdzieś indziej jest lepiej. Może się łudzę, ale to co tu się
            dzieje przekracza wszelkie granice.
    • the_dzidka To ja jeszcze coś dowalę 15.10.03, 11:39
      Ja wiem, że podobnych przykładów naprawdę nie trzeba szukać, niestety - ale co
      tam. Może im większa nasza świadomość, tym szybciej rozpiździ się to wszystko w
      drobny mak i do diabła. Niech nas Niemcy biorą.
      • the_dzidka No i link do powyższego :-( 15.10.03, 11:40
        Bo zapomniałam:

        kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1136154&KAT=239

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka