anna_sla
11.12.08, 22:05
Wypuścili go. Ma zapalenie krtani. Nie mógł odkrztusić tej flegmy, tak, że aż
go przyduszało. Mieliśmy sporo szczęścia, bo stało mu się to jak wstał z
drzemki przed 15-stą. Tata ledwo do domu wszedł i od razu wybiegł z nim do
przychodni a stamtąd do szpitala skierowali. Dostał inhalacje, jakiś zastrzyk
i do wieczora czekaliśmy na ich wynik. Poprawa jest, więc nas puścili, ale
mamy wrócić z nim jutro rano na inhalacje.. Biedny ponoć był przerażony jak mu
tą maskę zakładali. Tak mi ciężko jakoś, że nie mogłam z nim być od początku..
a zaryczana jestem, strasznie, dopiero ze mnie wszystko wychodzi. Byłam
okrutnie roztrzęsiona, spaliłam kotlety dzieciom na obiad :( Dobrze, że
przyszła mama Jasia i ona usmażyła im porządne kotlety :D.. Poprosiłam
teściową aby z dziećmi została i dopiero przed 18-stą dojechałam do szpitala,
a jak weszłam na oddział to on już uśmiechnięty. Zbierał zabawki na sali i
strofował inne dzieci, że rozrzucają :D Zachowywał się jak prawdziwy starszy
brat :D, podawał innym zabawki z wyższych półek. Jedno dziecko odeszło z mamą
w głąb korytarza i chwilowo mamy nie było widać, to myślał, że dziecko się
samo oddaliło, pobiegł za nim i ciągnął go na salę, mówiąc nunu :D
jak mieliśmy wracać do domu to mówiliśmy Bartusiowi, że jedziemy do Madzi i
Krzysia a on wołał "do Madzi, mojej Madzi", "moja Madzia", "mój Ksisiu".
Ściskali się w przedpokoju, cała trójka :D
Biedak bez jedzenia od rana do 18 dopóki mu bułek nie przywiozłam do szpitala.
Wcześniej nie chciał jeść, potem nie było kiedy ani co. Wsuwał te bułki na
sucho i zasnął nawet z nimi, trzymając je w rączkach :)