Dodaj do ulubionych

zaczynam się łamać...

08.10.09, 17:11
O porodzie w domu marzyłam już przy pierwszym dziecku, teraz zbliża sie termin porodu drugiego malucha i gdy wszystko już pozałatwiałam, połozna sie zgodziła i powinnam radośnie oczekiwać rozwiązania, zaczynam mieć wątpliwości czy na pewno chcę w domu.
Im bliżej porodu tym mi coraz bardziej obojętnieje czy poród będzie w domu czy w szpitalu.
Miała tak któras z Was, bo już nie wiem, może to moje przyzwolenie na szpital (którego nie miałam aż do teraz), to sygnał że dom nie jest jednak dla mnie? nawet Polna nie wywołuje u mnie niechęci.
Niby chce w domu, ale nie czuję tego i sama siebie nie potrafie przekonać do porodu w domu, że warto, a że wokół wszyscy uznają to za zły pomysł to się nawet wątpliwościami nie mam z kim podzielić sad
chyba żeby usłyszeć "w końcu zmądrzałaś"
Obserwuj wątek
    • fizula Re: zaczynam się łamać... 08.10.09, 19:43
      To może rzeczywiście ten brak gotowości psychicznej świadczy, że lepiej będziesz
      się czuła w szpitalu?

      Intuicja w tej sytuacji jest bardzo ważna. Ja im bliżej porodu, tym bardziej
      czułam się gotowa na dom, a nie przystosowana do szpitala, który kojarzy mi się
      wyłącznie z patologią i silną medykalizacją fizjologii.

      A może czegoś się boisz, co przeszkadza Ci w spokojnym podjęciu decyzji?
    • laulalama Re: zaczynam się łamać... 08.10.09, 20:06
      a może pomyślisz o rozwiązaniu łączonym, zaczniecie w domu a jesli poczujesz taka potrzebe na koncowke pojedziecie do szpitala.

      3 razy rodzilam na Polnej i nie bylo najgorzej, 2 tyg temu urodzilam w domu i decyzja o takim porodzie byla najlepsza, jaka moglam podjac. to byla najcudniejsza noc w moim zyciu.

      jesli chcialabys pogadac daj znac na priv
      • juleg Re: zaczynam się łamać... 08.10.09, 20:33
        ja bałam się szpitala, także u mnie sprawa była prosta.
        • ph78 Re: zaczynam się łamać... 09.10.09, 21:00
          U mnie było podobnie - właściwie szpital nie był dla mnie opcją od
          czasu, gdy zaczęłam rozważania porodowe. Problemem było tylko
          przekonanie męża - musiałam wierzyć w poród domowy za nas oboje wink
    • kaakaa Re: zaczynam się łamać... 08.10.09, 20:41
      Bratko, decyzja o wyborze miejsca porodu jest bardzo ważna a im bardziej
      świadoma, tym trudniejsza. Ty sama musisz ją podjąć wybierając miejsce najlepsze
      dla Ciebie i Twojego dziecka. Nie warto się w tym kierować modą, czy tym, co
      powiedzą inni. Jeśli czujesz się komfortowo z decyzją o porodzie szpitalnym, to
      może nie ma co się napinać i robić sobie problemów z porodem domowym.
      Jeśli Twoje wątpliwości wynikają z braku wiedzy, czy lęku - spróbuj pogadać
      sobie z jakimiś przyjaźnie nastawionymi osobami otwartymi na idee porodów domowych.
      • eps Re: zaczynam się łamać... 09.10.09, 09:44
        ja tak miałam. położna umówiona, wszystko dograne. oczywiście cala rodzina (tu
        bład że poinformowaliśmy) truła mi glowe że taka nieodpowiedzialna itd.
        w końcu zaczał sie poród, dzwonie do połoznej i oznajmiam że jednak spotkamy sie
        w szpitalu! przyjechala i było super, jednak do dziś załuję (mineło prawie 2
        lata) że nie zostalam wtedy w domu. jak dostalam bóli to zwątpiłam w siebie i
        pojechałam. teraz jak uda mi sie zajśc w ciąze to nie pojade do szpitala (no
        chyba ze będą przeciwwskazania do porodu w domu).
    • kropkaa Re: zaczynam się łamać... 09.10.09, 21:38
      > Niby chce w domu, ale nie czuję tego i sama siebie nie potrafie
      przekonać do porodu w domu, że warto, a że wokół wszyscy uznają to
      za zły pomysł to się nawet wątpliwościami nie mam z kim podzielić sad

      To, że "wszyscy" uznają poród w domu za zły pomysł, to nic
      niespotykanego - właściwie dziwne by było, by "wszyscy" Ci
      kibicowaliwink
      Ale też, moim zdaniem, o powodzeniu porodu domowego decyduje w dużej
      mierze motywacja i przekonanie - jeśli ktoś trochę chce, a trochę
      nie, to raczej w domu nie urodzi. Bo tak czy siak, w trakcie porodu
      i tak będziesz do szpitala chcieć, tak samo pewnie jak zamarzysz o
      znieczuleniu, cesarce i w ogóle zdecydujesz, że więcej dzieci to
      rodzić na pewno nie będzieszwink
      Nie wiem, ile masz jeszcze czasu, jak reaguje na dom mąż, co na to
      położna. Jeśli jesteś właściwie już przekonana do szpitala, to tam
      jedź. Jeśli się wahasz - poczytaj opowieści porodowe z domówsmile
      • orzechowa1 Re: zaczynam się łamać... 14.10.09, 10:03
        Moim zdaniem to co mówi Twoja intuicja jest w tej chwili kluczowe.
        A jakie jest zdanie Twojej położnej ?
    • bratka8 już po temacie ;-( 16.10.09, 22:07
      Dzięki za rady. Niestety, dzien po moim poście wylądowałam w szpitalu, ciążę zakończono przed czasem cięciem. To by było na tyle moich marzeń o domu. Jak się uporam z żalem to może będę miała siły Was czytać. Tymczasem życzę Wam cudownych domowych porodów!
      • marianna0077 Re: już po temacie ;-( 16.10.09, 22:28
        Po pierwsze gratuluję smile Rozumiem, że jesteście już z dzieckiem w
        domu, czyli przede wszystkim jest powód do radości. Kwestia sposobu
        przyjścia na świat jest już teraz drugorzędna. Chyba nie pocięli Cię
        dla fantazji, tylko z jakiegoś konkretnego powodu, a po to ta
        możliwość cięcia jest, żeby w razie potrzeby życie kobietom i
        dzieciom ratować, czyż nie?
        A po drugie to jest kolejny dowód na to, że to słuchanie intuicji
        jest niezwykle ważne, miałaś wątpliwości, pojawił się niepokój i jak
        się okazało słusznie. Możesz być dumna ze swojej intuicji wink
        Pozdrawiam serdecznie i życzę uporania z żalem (może zmiana
        perspektywy pomoże?)
        • juleg Re: już po temacie ;-( 17.10.09, 08:41
          Gratuluję gorąco maliznysmile
          No właśnie, intuicja to podstawa! Dobrze się wczułaś w siebie a co się stało
          konkretnie?
          • bratka8 Re: już po temacie ;-( 17.10.09, 10:56
            Dzięki za gratulacje. Z ta zmianą perspektywy to nie tak łatwo. Tak trudno mi uwierzyć ze to cięcie było potrzebne. W piątek z pobolewaniem brzucha i lekką temperaturą pojechałam do szpitala- czułam jakby synek spieszył sie na świat (36tydzień), ale miałam nadzieję że to tylko przepowiadające. Zrobili mi KTG i wyszło że Dzidzia jest mało aktywna(lekarka mówiła ze coś tam jest na poziomie 3,8 a powinno być minimum 5), mieli obserwować czy coś sie dzieje czy tylko np. spał podczas KTG. Po godzinie drugie KTG i nie wiem dokładnie co tam wyszło, ale drugi lekarz zaczął mówić o jak najszybszym zakończeniu ciąży. Zrobili usg żeby określić masę i zdecydowali o cesarce.
            Po wszystkim dowiedziałam sie ze mały był okręcony pępowiną i miał zielone wody. Wiem że to istotne, ale też myślę, czy te wody były wczęsniej takie, czy też cała sytuacja spowodowała że mały oddał smółkę. Może lepiej było w domu siedzieć?
            Dostał 10 punktów, 52 cm, 3110 g, jest zdrowy, ładnie ssie, więc wszystko ok.
            Tylko dzień jego narodzin bym wymazała z pamięci jak najszybciej. I czuje się winna, bo poród starszego był dla mnie najcudowniejszym dniem w życiu i mogłabym ciągle do niego wracać. I teraz też miało tak być, a nawet lepiej bo w domu a tymczasem wyjęli go ze mnie zupełnie bez akcji porodowej ;-(
            • 987ania Re: już po temacie ;-( 17.10.09, 12:33
              bratku gratuluje narodzin maleństwa. Tak już bywa, że nie zawsze jest tak jak
              sobie wymarzymy. Teraz powinnaś się cieszyć, że maleństwo zdrowe, dopiero byś
              sobie nie wybaczyła gdyby urodziło się chore. A z intuicją kobiecą to nie
              przelewki. Najważniejsze, że posłuchałaś siebie.
            • marianna0077 Re: już po temacie ;-( 17.10.09, 13:25
              No tak, trudno. Pewnie, że każdy by chciał żeby wszystko szło po
              naszej myśli. Na szczęście się tak nie da smile Ale w tej sytuacji, w
              której jesteś nie masz wyjścia i powinnaś się do tego odpowiednio
              ustawić. Jeśli możesz podrążyć temat, dlaczego tak się stało, co
              konkretnie było wskazaniem do cięcia, to możesz to zrobić celem
              konstruktywnego przygotowania się na przyszłość (czy to może się
              powtórzyć, jak ewentualnie można zapobiec w kolejnej ciąży) i tyle.
              Zamknąć temat. Smutno Ci, to sobie popłacz, wyżal się przyjaciółce,
              pogadaj z mężem jak Ci ciężko, wyrzuć z siebie ten żal. A potem
              pomyśl, jaką jesteś szczęściarą, masz zdrowe dzieci, męża, noworodka
              przy piersi.
              Nie masz już na przeszłość żadnego wpływu, więc jątrzenie wpływa
              tylko destrukcyjnie na Ciebie i Twoje dzieci i całą rodzinę. Skoro
              nie możesz już nic z tym zrobić, zostaw to za sobą jako kolejne
              doświadczenie, taka niemoc przecież też jest potrzebna, uczymy się
              pokory, odczuwamy wyraźnie że nie jesteśmy panami życia i śmierci.

              W piątek z pobolewaniem brzucha i lekką te
              > mperaturą pojechałam do szpitala- czułam jakby synek spieszył sie
              na świat

              Najwyraźniej coś było nie tak, skoro pojechałaś do szpitala. Kobieta
              w ciąży nie biega codzień do szpitala sprawdzić, czy wszystko w
              porządku. I tego bym się trzymała, jeśli wierzysz w Boga to
              podziękuj że Cię tam w piątek zawiódł, bo pewnie to nie przypadek i
              za to że Ci dał to doświadczenie i zdrowe dziecko smile
              Pozdrawiam serdecznie i dużo radości z maleństwa życzę, a kto to w
              ogóle jest? smile
            • ph78 Gratuluję! 17.10.09, 16:01
              Bratko, serdeczne gratulacje, że masz już dzidziusia przy sobie!
              Życzę Wam zdrowia, a Tobie dodatkowo dużo sił, żebyś zdołała uporać
              się z tą sytuacją.

              Ja z dystansu widzę to podobnie jak dziewczyny - najwyraźniej
              intuicja Cię nie zawiodła i bez wątpienia tak było dla Was lepiej, i
              Ciebie, i dziecka. Ja z tych, którzy wierzą, że nic się nie dzieje
              bez przyczyny... Chociaż niejednokrotnie trudno nam je dostrzec,
              ogarnąć i uznać.

              Oczywiście, łatwo tak mówić, nie będąc zaangażowanym. Z drugiej
              strony rozumiem Twoje rozczarowanie - tysiące wirtualnych uścisków!
      • monicus Re: już po temacie ;-( 17.10.09, 17:13
        jak chcesz pogadac to napisz na priv. ja mam niestety duze doswiadczenie w
        dolkach po cc
      • kropkaa Re: już po temacie ;-( 18.10.09, 17:05
        Gratulacje!
        Tak jak przedmówczyniom, że nie wydaje mi się, by w 36 tc cc robione było bez
        powodu.
        • juleg Re: już po temacie ;-( 18.10.09, 18:31
          No i trafiłaś na dobrych lekarzy, tyle zaniedbań już było w tym temacie,
          naprawdę myślę, że to był dobry krok z ich strony.
    • laulalama Re: zaczynam się łamać... 18.10.09, 11:37
      Wszystkiego co najlepsze dla Ciebie i dla Malej Kruszynki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka