Kochane.. pocieszcie mnie, błagam! Potrzebuję teraz wsparcia i dużo, duuuużo pozytywnych myśli. Wczoraj u lekarza wyszły dwie rzeczy - będąc w 30 t.c. - nadal mam Synka ustawionego pośladkowo, a jego tętno było wyjątkowo za szybkie: 170, potem spadło do 160. Lekarz najpierw zapytał, czy gorączkowałam. Odpowiedziałam, że nie, ale ciągnie się za mną już 3-4 tydzień lekkie przeziębienie (wodnisty katar, chrypka, z rzadka zaboli gardło, temp. w normie, czasem sięgnie 36,8, jak dziś). Powiedział na to, że w takim razie 4 stycznia sprawdzimy ponownie tętno, stwierdził, że mogę zrobić sobie też badanie na CRP (cokolwiek to jest, jeszcze nie sprawdzałam w necie o co chodzi) i przyjść do nich tylko na KTG.
Jak wiecie - pośladkowe przy pierworódce - to wskazanie do CC

A ja nie chcę tego! Bronię się rękoma, nogami, całym jestestwem przed szpitalem (szczególnie że nie wiem czy wiecie, ale jest teraz zakaz porodów rodzinnych ze względu na przeklętą grypę świńską!). Ale postanowiłam się nie poddawać w tej materii - i codziennie kładę się na 10 minut z biodrami ułożonymi wysoko na kilku poduszkach. Zamierzam też włączyć męża by masował mi odpowiednie punkty na stopie, które to punkty ponoć pomagają dziecku się przekręcić. Powiedzcie, że zdążymy przed lutym.. zdążymy, prawda?
A to wysokie tętno.. teściowa już mi sieje panikę, że to straszne rzeczy oznacza i szlag mnie już trafia.. bo jak tu mam być spokojna?