Przede wszystkim witam się serdecznie. Podczytuję Was regularnie od dłuższego czasu, ale nie czułam się upoważniona zabierać głosu - ani ze mnie "weteranka" porodu domowego, ani nawet w ciąży nie byłam.
Jako że ostatni punkt uległ zmianie i właśnie zaczynam drugi trymestr, uznałam, że mogę oficjalnie rozpocząć swoją prywatną batalię o poród domowy...
Mam za sobą poród szpitalny - siłami natury, ale do naturalności wiele mu brakowało. Osoba postronna powiedziałaby, że szczęściara ze mnie, bo rodziłam niecałe 4 godziny, z czego na porodówce spędziłam może pół godziny, ale ja mam po tamtym porodzie ogromny niedosyt i poczucie, że nie tak to miało wyglądać. W skrócie - marzyłam o pozycji wertykalnej i braku nacinania. W praktyce - na porodówkę weszłam z bólami partymi i oczywiście od razu podpięto mnie do KTG, na łóżku porodowym i na leżąco. W odpowiedzi na mój nieśmiały protest usłyszałam, że to tylko na chwilę. Jasne... Ostatecznie parłam na rozkaz, "pod górkę", było nacięcie, a hemoroidy "wypracowane" w czasie parcia dokuczały mi jeszcze dlugo po porodzie. Z perspektywy czasu wiem, że w jakiejś mierze sama jestem sobie winna, bo przy takim tempie wydarzeń i mocnych bólach zwyczajnie zabrakło mi sił, żeby o siebie walczyć. Mąż, chociaż jego obecność była błogosławieństwem, po prostu mi towarzyszył i nie nastawiał się wcześniej na boje z personelem. Ja optymistycznie założyłam, że trafię na cudowną położną, która się nami zajmie. A tu był koniec zmiany nocnej z piątku na sobotę i personelowi zwyczajnie do domu się spieszyło. Heh, nie o tamtym porodzie miałam się rozpisywać, ale przyznam, że nie miałam dotąd okazji opowiadać o tym osobom, które wiedzą, jak naturalny i "normalny" poród powinien wyglądać

.
Jak w temacie - mieszkam w miasteczku oddalonym 40 km od Wrocławia. Mamy szpital na miejscu, więc zaplecze "awaryjne" o rzut kamieniem. Inna sprawa, że to ostatnie miejsce, gdzie chciałabym wylądować. Poprzednio rodziłam na Kamieńskiego i przy tym tempie porodu daliśmy radę dojechać tylko dzięki temu, że była noc i nie było korków (od naszej strony musimy całe centrum Wrocławia przejechać). Cały czas mam ogromną nadzieję, że miejsce, w którym mieszkam, nie wyklucza znalezienia położnej skłonnej podjąć się prowadzenia mojego porodu. Znalazłam dość optymistyczną wiadomość, że p. Bliger przyjmowała poród 20km od Wrocławia. Zakładając, że dodatkowe 20 km nie spowodowałoby jej odmowy przyznam, że mam nieco mieszane uczucia odnośnie tej osoby - pozytywne opinie, jakkolwiek budujące, przeplatają się z conajmniej taką samą ilością mało przyjemnych opisów. O p. Ewie Janiuk z kolei zbyt wiele nie znalazłam, ale to, na co trafiłam, świadczy o dużym doświadczeniu i autorytecie, jaki budzi. Skoro przyjeżdza do Wrocławia, to do mnie miałaby jakieś 15-20 km bliżej.
Podsumowując... Na poród domowy jestem zdecydowana od dawna, nad mężem pracuję

. Głównym problemem w tej chwili jest znalezienie/wybór położnej. Co zrobiłybyście na moim miejscu? Pytam szczególnie dziewczyny z Wrocławia/okolic, tudzież z Opola... Będę ogromnie wdzięczna, jeśli podzielicie się ze mną swoim doświadczeniem i wiedzą.