Rzadko tu bywam, bo mi domowy nie wyszedł i raczej nie wyjdzie,
chyba, że położna zmieni zdanie i po cc zdecyduje się odebrać, ale
opowiem Wam o moim lekarzu.
Jest profesorem, ma ok. 70 lat i jest boski

W grudniu zgodził mi się na poród domowy (a spodziewałam się, że jak
usłyszy słowo domowy, to mi wiązankę sypnie).
Wczoraj byłam na kontroli popołogowej i on powiedział mi wprost, że
jest zwolennikiem rodzenia w domu i jak o niego chodzi, to po cc mogę
próbować, choć nie wie, czy ktoś mi się zgodzi odebrać.
Rzuciłam hasłem, że to takie trochę podziemie i że lekarze raczej nie
sprzyjają temu, a on powiedział, że to dlatego, że się boją, że jak
coś się skwasi to lekarz prowadzący będzie słyszał "a, nie zauważyłeś
tego czy owego". Powiedział, że prawda jest taka, że teraz
diagnostyka jest tak posunięta, że można łatwo wyeliminować osoby,
które w domu rodzić nie powinny.
Powiedział, że jeśli o niego chodzi, to mogę odczekać 1,5 roku do
kolejnego porodu, jeśli chce próbować rodzić naturalnie.
I z poletka dziewczyny z poczekalni. Rzecz niespotykana - pozwolił
dziewczynie w bliźniaczej ciąży dochodzić do 39/40 tc i rodzić
naturalnie

)
Jest to tym lepsze, że na końcówce jeden płód miał gorsze tętno, a
profesor co?? Kazał jej leżeć w szpitalu i robić dziennie 3 razy ktg!
A ilu by jej cc zrobiło z marszu!
Ostatecznie w 40 tc jej musiał wywołać poród już (dziewczyna nie
miała skurczy...żadnych - okazało się, że prawdopodobnie przez leki
na astmę), ale urodziła naturalnie.
Ogólnie - życzę takiego lekarza