mysza_myszynska 05.03.11, 22:12 niezwykle trafne porówanie bólu porodowego do bólu nieuleczalnie chorych na raka.... wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,9203867,Dlaczego_w_XXI_wieku_wroclawianki_musza_rodzic_w_bolu_.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
frebia Re: artykuł dot znieczulenia 06.03.11, 11:12 przyznaję się bez bicia - nie przeczytałam artykułu. ostatnio stresują mnie takie opowieści chciałabym się tylko z wami podzielić pewną 'ciekawostką' potwierdzoną naukowo. Doświadczenie: mamy w mózgu strukturę zwaną korą obręczy, odpowiedzialna jest ona między innymi za odczuwanie bólu. zostało przeprowadzone ciekawe doświadczenie, w czasie którego sprawdzano pobudzenie kory obręczy. osoby, które brały udział w badaniu zostały podzielone na 2 grupy. Przed każdą z osób postawiono miskę z bardzo ciepłą ale nie parzącą wodą (oczywiście woda zawsze miała tą samą temperaturę) i poproszono osobę badaną o włożenie ręki do tejże wody. Przy czym osobom z pierwszej grupy w instrukcji zakomunikowano, że woda jest bardzo gorąca i najpewniej w czasie zabiegu poczują ból. Natomiast drugiej grupie powiedziano, że woda jest ciepła, włożenie do niej ręki może być nieprzyjemne. Podczas badania monitorowano aktywność kory obręczy. Rezultaty: osoby z pierwszej grupy, które 'przygotowały się' na odczuwanie bólu miały o wiele silniej pobudzoną korę obręczy i z ich relacji wynikało, że doświadczyły bólu podczas gdy osoby z drugiej grupy mówiły o dyskomforcie a ich kora obręczy była pobudzana słabiej. Wnioski: mózg można przekonać, że coś będzie bolało. nastawi się on wtedy na odczuwanie bólu i chociaż każdy z nas ma inny próg bólowy i inaczej jest podatny na sugestie można przekonać nasz mósg aby spodziewał się bodźców bólowych. Odpowiedz Link
salome81 Re: artykuł dot znieczulenia 06.03.11, 12:30 Sprawdziłam to na sobie podczas porodu - zgodnie ze wskazówkami z książek prof. Fijałkowskiego nastawiałam się na skurcze nie na bóle, przez miesiąc przed porodem uczyłam się oddychania przeponowego i relaksacji. Na szkole rodzenia położne mówiły by w domu zostać jak najdłużej aż do momentu gdy już nie będziemy mogły wytrzymać z bólu i tym sposobem zdecydowałam się zadzwonić po karetkę gdy odczulam popieranie ale i tak nie był to moment kiedy nie mogłam już wytrzymać. Na porodówce okazało się ze rozwarcie prawie pełne Poród może nie bolec! Odpowiednie nastawienie to 80% sukcesu. Odpowiedz Link
oldzinka Re: artykuł dot znieczulenia 06.03.11, 12:56 Jak zwykle w tego typu artykułach autorka zapomina o tym, że gdyby stworzyć kobiecie odpowiednie warunki do rodzenia i poczucie bezpieczeństwa, sprawstwa i poszanowanie godności, to brak możliwości znieczulenia nie byłby największym problemem. Ja bym się zajęła podejściem personelu do pacjentki a w drugiej kolejności oferowanymi usługami dodatkowymi. Przykład krakowskiego Żeromskiego pokazuje, że jak się chce to można każdej rodzącej oferować darmowe zzo. Przykłady innych szpitali pokazują, że jak się chce to można być miłym i kulturalnym w pracy. Jak się chce. A jeśli chodzi o nastawienie do bólu, to polskie kobiety stoją na przegranej pozycji, bo już nawet dzieci w przedszkolu wiedzą, że poród to masakra, koszmar i można umrzeć z bólu. Taki jest społeczny obraz porodu i myślę, że dopóki sytuacja na porodówkach się nie zmeni, ten obraz będzie karmiony kolejnymi mrożącymi krew w żyłach historiami porodowymi. Już nieraz dziewczyny na forum pisały, że ich relacje o pięknym i dobrym porodzie przyjmowane były z niedowierzaniem i zdziwieniem. Poza tym raczej każda ciężarna planująca poród drogami natury nastawia się na ból i trudno się temu dziwić. Odpowiedz Link
987ania Re: artykuł dot znieczulenia 06.03.11, 16:49 Dziwi mnie tylko to porównanie do pacjentów nowotworowych. Tam życie gaśnie, chory cierpi, ból oznacza chorobę. Przy porodzie ból czemuś służy. No ale do niedawna ból porównywano do tego przy amputacji, wyrywania zęba. Coraz lepiej jest... Odpowiedz Link
kalarepa1 Re: artykuł dot znieczulenia 06.03.11, 18:40 Pierwsze dziecko urodziłam bez znieczulenia (jesli nie liczyć tzw. "znieczulenia połoznych", czyli tego, że byl to poród w wodzie), drugie planuje urodzić tak samo. Jednak daleka jestem od tego, żeby twierdzić, ze skoro ja dałam radę bez, to każda kobieta powinna. Myśle, że dla wielu kobiet - zwłaszcza przed pierwszym porodem - świadomość, ze jak ból stanie sie do nie do wytrzymania, to mogą poprosić o znieczulenie moze być naprawdę kojąca. Znam zarówno kobiety które były nastawione na zzo, a w czasie porodu dochodziły do wniosku, ze wcale go nie potrzebują, jak i takie, które chciały rodzić bez żadnych "wspomagaczy", a w trakcie porodu okazywało sie, że bez znieczulenia nei dają rady. Pewnie, ze podejście personelu jest kluczowe, ale zmiany w świadomości zachodzą najwolniej, niestety (vide: post Predikaty o betonie). Odpowiedz Link
neoaferatu Re: artykuł dot znieczulenia 09.03.11, 12:01 Hej dziewczyny jestem gorącą zwolenniczką porodów domowych, ale z przyczyn ode mnie niezależnych miałam niedawno czwartą cesarkę. Leczę swoją rodzinę wyłącznie u lekarzy - homeopatów klasycznych i przed porodem mój kochany pan dr zalecił mi leki homeopatyczne, po których skurcze porodowe w ogóle mnie nie bolały!!!!!! Swoją najstarszą córkę urodziłam w szpitalu niby siłami natury, ale była to masakra, ponieważ z powodu widzimisię lekarki i położnej wywoływały mi poród w 37mym tygodniu tylko dlatego, żeby jak najszybciej mnie się pozbyć ze szpitala. Gwałcenie mojego organizmu ładowanego oksytocyną powodowało ogromny nieludzki koszmarny ból, a moja córeczka zaklinowała się w nierozciągniętym kanale szyjki. Uratowała ją salowa i do dzisiaj ją błogosławię, bo ginekolog i położna potrafiły zrobić ten koszmar, ale nie potrafiły uratować zaklinowanego dziecka. Potem na skutek bezduszności kolejnych polskich lekarzy zostali okaleczeni ciężko dwaj moi synowie, bezsensownie najpierw wstrzymywano mi poród, potem na naturalny poród było już za późno, mimo że miała pełne rozwarcie, w końcu w ostatniej chwili zrobiono cesarkę, ale na uratowanie zdrowia moich synków było już za późno. Są upośledzeni, nie mówią itd. Moja matka rodziła w szpitalu, to ja też poszłam do lekarzy tak jak wszystkie baby naokoło. Wyszłam na tym mniej więcej tak jak Zabłocki na mydle. Docierało do mnie, że te wszystkie twierdzenia przekazywane mi od najmłodszych lat o wspaniałych polskich farmaceutycznych lekarzach i ich niepodważalnej wiedzy oraz gorących pełnych życzliwości sercach to jedna wielka sterta absurdów i nieprawdziwych stereotypów. Odeszłam od leczenia farmaceutycznego i obecnie leczę rodzinę wyłącznie homeopatią klasyczną. Nie szczepię dzieci, bo poczytałam o szkodliwości i małej skuteczności szczepień. Obecnie moja najstarsza córka planuje rodzić w domu, ale w jakimś bardziej cywilizowanym kraju czyli za granicą. No i na koniec wrócę do tego, o czym chciałam Wam napisać. Będąc w ciąży z moim szóstym dzieckiem po trzech cesarkach miałam niewielkie szanse na normalny poród, ale przez całą ciążę nie brałam żadnych farmaceutycznych lekarstw!!!!! Moją ciążę prowadził faktycznie lekarz - homeopata klasyczny, a ginekolog do którego chodziłam na USG i po skierowania podziwiał tylko wyniki!!!! Każda nieprawidłowość w ciąży - początek anemii czy przedwczesne skurcze były natychmiast wykasowywane przez lek homeopatyczny zalecony mi przez dra - homeopatę klasycznego. To była zupełnie inna ciąża niż te wcześniejsze, w czasie których były różne komplikacje, którym nie potrafili zapobiec farmaceutyczni ginekolodzy, a zamiast leku homeopatycznego zakładali mi szew na szyjkę macicy albo daali mi dużo leków farmaceutycznych. czasie tej ostatniej ciąży ani razu nie wylądowałam w szpitalu!!! Nie było takiej potrzeby. Miałam niewielką nadzieję, że może uda mi się urodzić naturalnie, ale w trakcie KTG okazało się, że dziecko się dusi, więc w tym momencie wolałam cesarkę. Byłam w szpitalu, dziecko się dusiło, maszyna wyła alarmem, ale lekarze farmaceutyczni nie chcieli zrobić mi cesarki. Tymczasem moje skurcze były jeszcze słabe. Modliłam się więc o silne skurcze - no bo albo wreszcie zrobią mi wtedy cesarkę, albo urodzę sama. Skurcze jeszcze osłabły a lekarze farmaceutyczni mi powiedzieli, że skoro skurczy praktycznie nie ma a to wieczór, to rano zrobią mi cesarkę. Oczywiście nic nie jadłam a kiedy przyszło rano, lekarze farmaceutyczni powiedzieli mi że mogę dalej poczekać, bo i tak skurczy nie mam to nie trzeba się spieszyć!!!!! To był piątek, była tylko jedna cesarka, lekarze wolni, ja w 39tym tygodniu,dojrzałe dziecko się dusiło a polscy lekarze farmaceutyczni absolutnie bezduszni!!!! Modliłam się dalej o skurcze, i po południu tego samego dnia przyszły!!! wystartowały od razu jak z rakiety. Akurat przypięli mi KTG i...jeden silny wysoki skurcz, po chwili drugi, a potem już poleciały jeden za drugim bez przerwy!!!! Czułam jak macica mi cała chodzi, mięśnie falowały, robiło mi się ciepło i cieszyłam się , bo teraz już moje dziecko miało szansę. Nic mnie nie bolało, mój kochany dr - homeopata klasyczny zalecił mi lek na bezbolesny poród. Skurcze miałam przepiękne i książkowe, niestety maszyna znowu wyła, bo moja córeczka się dusiła. Cdn. Odpowiedz Link
neoaferatu Re: artykuł dot znieczulenia 09.03.11, 12:34 Nie spiesząc się przyszli polscy farmaceutyczni lekarze i patrzyli na wykres skurczów i na mnie. W końcu jeden z nich nie wytrzymał i zapytał:"Czy pani coś czuje?". A ja, że tak, że czuję skurcze. Mnie nic nie bolało po tym leku homeopatycznym!!!! Jeden z tych lekarzy farmaceutycznych jeszcze się zastanawiał, czy by mi fenoterolu nie podać na wyciszenie tych skurczy, ale w końcu wzięli mnie na cesarkę. Po cesarce goiłam się świetnie, bo wzięłam lek homeopatyczny na szybkie gojenie ran. Okazało się też, że moja córeczka na skutek duszenia się przed porodem w szpitalu doznała wylewu dokomorowego trzeciego stopnia, była wiotka, nie głużyła, "leciała" jej lewa strona bardziej niż prawa, a rączki podginała bardzo dłońmi do środka. Pojechałam z nią do lekarza homeopaty klasycznego, który natychmiast zalecił dziecku lek homeopatyczny na wylewy krwi. Potem córeczka dostawała kolejne leki homeopatyczne. Jej stan szybko się poprawiał. Zaczęła głużyć, lewa strona wyrónywała się z prawą, wiotkość zanikała, rączki coraz rzadziej podginała do środka. Po 9 miesiącach dziecko na kontroli u neurolożki wykazywało już tylko nieznaczną wiotkość i odrobinę słabszy rozwój mowy, rączki podginała sporadycznie. Odpowiedz Link
neoaferatu Re: artykuł dot znieczulenia 09.03.11, 12:38 Mam więc porównanie jaka jest "opieka" u lekarzy farmaceutycznych, a jak jest u lekarzy homeopatycznych. Nie planuję kolejnej ciąży. Ale obecnie zupełnie inaczej myślę o porodzie i leczeniu niż dawniej. Odpowiedz Link
poli07 Re: artykuł dot znieczulenia 09.03.11, 16:01 neoaferatu napisała: > Mam więc porównanie jaka jest "opieka" u lekarzy farmaceutycznych, a jak jest u > lekarzy homeopatycznych. Nie planuję kolejnej ciąży. Ale obecnie zupełnie inac > zej myślę o porodzie i leczeniu niż dawniej. Neoaferatu to moze zdradź jaki to ten lek powudujacy bezbolesne skorcze Odpowiedz Link
neoaferatu Re: artykuł dot znieczulenia 09.03.11, 17:39 Hej Polio problem w tym, że przed porodem brałam wtedy kilka leków na różne rzeczy i nie wiem który był na co. Ale lekarze - homeopaci klasyczni dobiorą zawsze odpowiednie leki. Odpowiedz Link