Co prawda urodziłam już kilka miesięcy temu ale dopiero dzisiaj postanowiłam skreślić kilka słów o moim porodzie.
Wszystko zaczęło się w mikołajki, kiedy to na teście ujrzałam dwie różowe kreseczki. To dziwne uczucie radości i niedowierzania, a z drugiej strony myśl o nieuchronności tego co ma nastąpić za kilkanaście miesięcy. Poród.
Mój pierwszy poród, jak na warunki polskie i to co spotyka inne kobiety, był udany. Niestety odbył się w szpitalu i mimo, iż nikt krzywdy mi nie zrobił i niczego nie narzucał, to czułam że tamten poród był ich a nie mój. Wiedziałam że tylko poród w domu da mi moc i siłę i że tylko w domu, mogę powitać mojego synka. Na szczęście mieszkam w Warszawie, miałam więc do wyboru wiele położnych domowych. Moja ciąża toczyła się lepiej niż książkowo, miałam idealne wyniki badań, żadnych przykrych dolegliwości. W tej ciąży czułam się wspaniale i gdyby nie lipcowe upały, mogłabym w tej ciąży chodzić nadal

Pierwsze dziecko urodziłam tydzień przed magicznym TP, drugiego więc też spodziewałam się bliżej niż dalej. Starsze dziecię wyjechało do babci a ja czekałam sobie grzecznie na poród wraz z moją przyjaciółką, która kursowała między swoim miastem a Warszawą. Minął tydzień, minął drugi, nastąpił dzień TP a u mnie cisza. USG, KTG w normie, za badanie wewnętrzne podziękowałam. Podpisałam papier, że dziękuję za opiekę szpitalną i dalej czekałam. Minął kolejny tydzień, starsze dziecię stęsknione po 3 tygodniach u babć, wróciło do domu. Przyjaciółka nadal krążyła, jeżdżąc do pracy a po pracy wracając do Wawy. Kolejne KTG, teraz położna kazała robić je co drugi dzień. Podpisałam więc papier o braku zgody na hospitalizację i badanie wewnętrzne w sobotę, poniedziałek i środę. W między czasie piłam obrzydliwą miksturę położniczą, która wywoływała wszystkie odruchy oprócz porodowych, masowałam i uciskałam punkty odpowiedzialne za poród, chodziłam po schodach w wieżowcach i co? I nic. Cisza, 12 dni po terminie. Od 3 dni nie odbierałam telefonów, bo wszyscy tylko się dziwili, że jestem jeszcze w ciąży i że w szpitalu mnie jeszcze nie zamknęli. Moja rodzicielka nasłała nawet na mnie znajomą ginekolog, która miała mi z pełną powagą wytłumaczyć jak jestem nieodpowiedzialna i co grozi mnie i mojemu dziecku.