Dodaj do ulubionych

Domowy chłopczyk

22.02.14, 23:36
Co prawda urodziłam już kilka miesięcy temu ale dopiero dzisiaj postanowiłam skreślić kilka słów o moim porodzie.
Wszystko zaczęło się w mikołajki, kiedy to na teście ujrzałam dwie różowe kreseczki. To dziwne uczucie radości i niedowierzania, a z drugiej strony myśl o nieuchronności tego co ma nastąpić za kilkanaście miesięcy. Poród.
Mój pierwszy poród, jak na warunki polskie i to co spotyka inne kobiety, był udany. Niestety odbył się w szpitalu i mimo, iż nikt krzywdy mi nie zrobił i niczego nie narzucał, to czułam że tamten poród był ich a nie mój. Wiedziałam że tylko poród w domu da mi moc i siłę i że tylko w domu, mogę powitać mojego synka. Na szczęście mieszkam w Warszawie, miałam więc do wyboru wiele położnych domowych. Moja ciąża toczyła się lepiej niż książkowo, miałam idealne wyniki badań, żadnych przykrych dolegliwości. W tej ciąży czułam się wspaniale i gdyby nie lipcowe upały, mogłabym w tej ciąży chodzić nadal smile Pierwsze dziecko urodziłam tydzień przed magicznym TP, drugiego więc też spodziewałam się bliżej niż dalej. Starsze dziecię wyjechało do babci a ja czekałam sobie grzecznie na poród wraz z moją przyjaciółką, która kursowała między swoim miastem a Warszawą. Minął tydzień, minął drugi, nastąpił dzień TP a u mnie cisza. USG, KTG w normie, za badanie wewnętrzne podziękowałam. Podpisałam papier, że dziękuję za opiekę szpitalną i dalej czekałam. Minął kolejny tydzień, starsze dziecię stęsknione po 3 tygodniach u babć, wróciło do domu. Przyjaciółka nadal krążyła, jeżdżąc do pracy a po pracy wracając do Wawy. Kolejne KTG, teraz położna kazała robić je co drugi dzień. Podpisałam więc papier o braku zgody na hospitalizację i badanie wewnętrzne w sobotę, poniedziałek i środę. W między czasie piłam obrzydliwą miksturę położniczą, która wywoływała wszystkie odruchy oprócz porodowych, masowałam i uciskałam punkty odpowiedzialne za poród, chodziłam po schodach w wieżowcach i co? I nic. Cisza, 12 dni po terminie. Od 3 dni nie odbierałam telefonów, bo wszyscy tylko się dziwili, że jestem jeszcze w ciąży i że w szpitalu mnie jeszcze nie zamknęli. Moja rodzicielka nasłała nawet na mnie znajomą ginekolog, która miała mi z pełną powagą wytłumaczyć jak jestem nieodpowiedzialna i co grozi mnie i mojemu dziecku.
Obserwuj wątek
    • enerka Re: Domowy chłopczyk 22.02.14, 23:50
      I oto nagle, 12 dni po terminie, kiedy kończyłam czytać bajeczkę dziecku na dobranoc, poczułam że sączą mi się wody. Wyskoczyłam z łózka i z niedowierzaniem pomyślałam, że może dzisiaj mój syn wreszcie się urodzi. Dobrze że akurat zdążyłam uśpić starsze dziecię. Idealny układ. Starsze śpi a młodsze się rodzi. Mój entuzjazm jednak szybko ostygł, bo przypomniałam sobie, że pierwszy poród zaczął się też sączeniem wód a skończył po 14 godzinach. Poinformowałam więc przyjaciółkę i męża, że odchodzą mi chyba wody ale spokojnie, bo cała noc przed nami. Ponieważ nasza położna prosiła o telefon w takiej sytuacji, więc zadzwoniłam i ze spokojem poinformowałam ją o możliwych wydarzeniach. E. kazała iść spać. No helloł, ja tu dzisiaj rodzić będę a nie iść spać. Ponieważ już wcześniej byłam umówiona z mężem na romantyczny spacer we dwoje, więc poszliśmy. Schodząc po schodach, spotkaliśmy sąsiadkę, która zapytała czy rodzę. Fakt że przy schodzeniu ze schodów miałam skurcz ale uśmiech z mej twarzy nie schodził. Odpowiedziałam jej, że nie wiem czy rodzę, na razie idę na spacer. Daleko nie poszliśmy. Na środku pięknie wyremontowanego placu, dopadły mnie takie mdłości, że wyczyściłam się chyba od śniadania ale dnia poprzedniego. Ciekawe że straż miejska nie nasłała na mnie patrolu. Jeszcze mogłabym mandat dostać, widocznie (na szczęście dla mnie) monitoring nie działał. Cały spacer trwał jakieś 20 minut, z czego ja więcej najwięcej czasu spędziłam zgięta wpół, wisząc na mężu. Biedny, dłużej nie wytrzymał, powiedział że skoro E. kazała dzwonić jak skurcze będą co 5 minut, to już czas najwyższy dzwonić, bo one są częściej. Zgodziłam się ale tylko na powrót do domu, na telefon jeszcze za wcześnie, ja nie z tych co szybko rodzą. Do rana mamy czas. Po powrocie do domu (skurcze + schody to koszmar), wykąpałam się, część czasu spędziłam w toalecie i na klęczkach w sypialni. Na szczęście moja przyjaciółka zachowała trzeźwość umysłu i zasugerowała badanie wewnętrzne.
      • enerka Re: Domowy chłopczyk 23.02.14, 00:25
        Jakież było moje zdziwienie, że to już 8 cm. No proszę państwa zabawa się skończyła. M zadzwonił do położnej. A ta koniecznie chciała ze mną rozmawiać, na szczęście moje zawycie wystarczyło za całą rozmowę. Położna była w drodze. Ja już wtedy zupełnie przestałam kontrolować co się dzieje dookoła mnie. Weszłam cała w mój wymarzony poród, schowałam się w nim, byłam maksymalnie skoncentrowana na skurczach, które były bardzo częste i podobno krótkie a jednak wiedziałam, że wszystko idzie w dobrą stronę. Każdy skurcz zbliżał mnie do spotkania z moim tajemniczym synkiem. W pewnym momencie, niedługo po "rozmowie" z położną poczułam, że muszę wejść do wanny. Nie chciałam za szybko korzystać z dobrodziejstwa przeciwbólowego wody (pamiętam jak przy poprzednim porodzie położna mówiła, że za wcześnie weszłam do wody i spowolniłam cały poród) ale przecież przy takim rozwarciu, już nic mnie nie mogło zatrzymać. Woda przyniosła chwilę wytchnienia i ukojenia. Mimo lata, było mi strasznie zimno, farelka chodziła non stop, woda była gorąca a ja marzłam. Przyjaciółka przyniosła UDT a ja poczułam, że muszę uklęknąć. Skurcze nagle stały się inne, najpierw dały mi chwilę wytchnienia a potem podziałały z podwójną siłą, były rozpierające i zdecydowane ale przerwy między nimi się wydłużyły. Jakby ciało dało mi moment na złapanie oddechu. A potem pomiędzy skurczami partymi, przeżyłam to o czym tylko czytałam w książkach, czułam że odpoczywam, że mam chwilę na zamknięcie oczu. Przedziwne uczucie. Zaraz po tym weszła położna. Zarządziła chłodzenie wody, podobno była za ciepła dla małego. Teraz, z perspektywy wydaje mi się że dolewanie chłodnej wody nie było konieczne. Mój syn z tych ciepłolubnych, uwielbia gorące kąpiele (jak ja). A mnie to tylko wychłodziło. Po pół godzinie od wejścia położnej, mały urodził się. Dosyć długo trwało parcie ale bałam się, że popękam i jakoś tak spowalniałam ten drugi etap. Oczywiście nie byłam nawet obtarta. Synek ważył 3850, mierzył 55 cm, obwód główki 36cm. Moment kiedy mogłam go sama przyjąć na ręce a potem "wyłowić" z wody był jednym z najcudowniejszych w życiu. Położyłam się a on, ten mój cud leżał na mnie. Pępowinę przecięła moja przyjaciółka. Nie wiem ile czasu tak leżeliśmy ale musiałam oddać mój skarb, bo miał jakieś problemy z oddychaniem. Jak mi powiedziały dziewczyny, z zimna. Poszedł więc sobie synuś do tatusia a obaj pod farelkę. Mnie też było zimno, więc położne pomogły mi wydostać się z wanny. Oksytocyna i łożysko urodziłam już na łóżku. Potem pierwsze karmienie, wspólne leżenie i oglądanie tych małych paluszków. Dziewczyny sprzątnęły łazienkę i pomogły mi się wykąpać. Tatuś zrobił mi herbatę z dużą ilością cukru i pyszną bułkę z malinowym pomidorem, wszystko zagryzłam tabliczką mlecznej czekolady z orzechami, siedząc po turecku smile
        Starsze dziecko nic nie słyszało, choć ja nie szczędziłam głosu i wyłam swoje porodowe wokalizy. Poranne zdziwienie, że jest dzidziuś u rodziców w łóżku - bezcenne.
        10 minut po urodzeniu małego, dostałam smsa od sąsiadki z gratulacjami. Sama urodziła czwórkę dzieci, jak mi później powiedziała, tak myślała, że będę rodzić w domu, podobno czuła każdy mój skurcz a mieszka dwa piętra niżej. Sąsiedzi pode mną nie słyszeli nic. Kilka dni później rozmawiałam z nimi przez okno i byli w szoku, że już urodziłam. Oboje przybiegli zaraz do nas, zobaczyć mnie bez brzucha.
        Ten poród był zupełnie inny od pierwszego. Wszystko było po mojemu. Nikt mi nie odebrał tych doświadczeń. Jest niestety tylko jeden minus tego wydarzenia, chcę kolejnego dzidziusia. Dzień po porodzie stwierdziłam, że szkoda że już urodziłam. Właściwie mogłabym jeszcze raz urodzić.
        • annairam Re: Domowy chłopczyk 23.02.14, 19:49
          Gratulacje!
    • kropkaa Re: Domowy chłopczyk 23.02.14, 12:51
      smile gratulacje ogromne!
      Czułam się jakbym stała obok i podglądała smile
    • ikka135 Re: Domowy chłopczyk 23.02.14, 14:45
      Gratuluję z całego serca. Piękny poród. Dowód, że nasze ciało wie kiedy i jak rodzić.
    • hab_ek Re: Domowy chłopczyk 23.02.14, 20:04
      OGROMNE gratulacje... i rozumiem. Domowe dzieci mają to do siebie, że się mnożą tongue_out
      pozdrawiam całą rodzinkę!
    • nini6 Re: Domowy chłopczyk 24.02.14, 08:12
      Gratulacje smile
      • aldakra Re: Domowy chłopczyk 24.02.14, 10:35
        Gratulacje! Super opis, naprawdę czyta się z łezką w oku....i masz rację, po domowych porodach chce się kolejnych ;P
    • hortensjaaaa Re: Domowy chłopczyk 24.02.14, 13:56
      Gratulacje! Też znowu bym urodziła - mąż w popłochusmile

      Jak zwykle czytałam z zapartym tchem.. ciekawe a zarazem smutne jest to, że wszystko jest tak zwyczajnie, a dla większości niestety sytuacja wydaje sie nienormalną...
    • livada Re: Domowy chłopczyk 25.02.14, 14:17
      Gratuluję, piękny poród! Mi co prawda dwa razy nie udało się w domu, ale oba porody bardzo dobre i po obu natychmiast myślałam o kolejnym... Więc rozumiem to uczucie smile
      • fizula Re: Domowy chłopczyk 06.03.14, 23:37
        Ja też rozumiem to uczucie, że po pięknym porodzie, chce się następnego...
        i dlatego m.in. mam już 5 dzieci smile
        Gratulacje!!!
    • juleg Re: Domowy chłopczyk 07.03.14, 19:25
      Cudniesmile ochhh dla domowego porodu warto mieć dzieciwinkwinkwink
      Przyjaciółka jest też położną?
      • monjan Re: Domowy chłopczyk 14.07.14, 22:47
        piekny opis, az sie wzruszylam
        gratulacje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka