Dodaj do ulubionych

Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzieci?

03.10.07, 11:54
Może poczucie winy to źle powiedziane, ale nie wiedziałam jak krótko
zatytułować ten wątek.
Pewnie nie powinnam czuć się winna, bo przecież w szpitalach rodzą sie prawie
wszystkie dzieci i nie mamy w ogóle wpływu na to, co tam się dzieje. Ale teraz
gdy na własne oczy, nie tylko z książek, przekonałam się, jak ważne jest być z
dzieckiem zaraz po urodzeniu i odpowiedzieć na jego pragnienie nawiązania
pierwszego kontaktu, mam takie uczucie, jakbym niegdyś zawiodła moje córki.

Przy pierwszym dziecku byłam bardzo młoda, dosyć zielona w temacie, co
przyszpitalna szkoła rodzenia raczej podtrzymywała i nie miałam wsparcia
nikogo doświadczonego, internetu też nie wink. Możliwość rodzenia w domu nawet
mi się o uszy nie obiła, byłam zachwycona, że mogę mieć męża ze sobą na sali
porodowej. Pozwoliłam sobie zrobić ze mną i z rodzącą się córeczką wszystko:
przebić pęcherz płodowy, podpiąć do KTG na 11 godzin, podać rutynową porcję
dolarganu, na szczęście nikt nie wyskoczył z pomysłem oksytocyny. Teraz wiem
jak ciężko mojej pierworodnej było rodzić się "na sucho" bez wód, pod wpływem
narkotyku. Położono mi ją na brzuch, ale mi podano do szycia znieczulenie
dożylne, więc po chwili byłam zbyt "pijana" by się na niej skupić. W efekcie
nie została przystawiona do piersi przez wiele godzin, a przez kilka dni z
trudem uczyła się ssania, a ja poznałam co to Baby Blues w pełnym wymiarze.
Wyszłyśmy z tego zwycięsko, ale intuicja mówiła mi, że to musi wyglądać
inaczej. Może dlatego moja najstarsza była aż tak niespokojnym dzieckiem?

4 lata później byłam już oczytana, pewna czego chcę i o mały włos
zdecydowalibyśmy się już na poród domowy. Nie wyszło, zabrakło determinacji,
myślałam że wystarczy załatwić "naturalną" położną w szpitalu, a szpital też
oczywiście miał być lepszy niż poprzedni. Pojechaliśmy tam w ostatniej chwili,
przynajmniej nie zdążyli wiele zepsuć w przebiegu porodu, no ale nasza położna
też nie zdążyła dojechać i trafiłam na ludzi, którzy siłą położyli mnie na
plecach do rodzenia i nacięli mnie mimo protestu. Ale w każdym razie po
porodzie i ja i córeczka tym razem byłyśmy w świetnej formie, a rozdzielono
nas po minucie powitania. Zabrano ją do innej sali i stoczyliśmy z mężem
prawdziwą walkę, aby ją oddali. Dla mnie to była trauma, chciałam ją trzymać w
ramionach! Przyniesiono ją po 2 godzinach, na szczęście jeszcze nie spała,
czekała na mnie, na szczęście zdążyłam ją przystawić do piersi, mówić do niej,
na szczęście zdążyła zasnąć przy mnie.

Za trzecim razem to już wiecie - nie chciałam ryzykować. Urodziłam w domu i
wypuściłam malucha z rąk tylko do zważenia i ubrania tuz obok mnie, na kanapie
smile.
Wiele z was urodziło najpierw w szpitalach, nie żałujecie, że Wasze starszaki
nie miały takiego startu w życie jak domowe pociechy?

Ja teraz, po Dominiczku, nie mogę nawet słuchać dramatycznych opisów innych
kobiet jak nie po ludzku rodziły, bo od razu mam łzy w oczach.
Obserwuj wątek
    • nuit4 Tak,mam 03.10.07, 13:31
      mam poczucie winy,ale...
      wiem ze zrobiłam wszystko co w mojej mocy zeby urodzic w domu.czekałam na
      maxa-ale18 dni po terminie skapitulowałam
      idac do szpitala płakałam,nie mogłam uwierzyc ze samatam ide...
      w szpitalu-tragiczna położna,jak usłyszałam ze bedzie cc to baaaaaardzo sie
      ucieszyłam-wiedziałam ze szpital=depresja poporodowa.i sie nie pomyliłam.. przez
      kilka miesiecy bylam totalnie niesoba.teraz juz jestem troche bardzej
      soba.wiem,ze gdybym miałam "naturalnie"urodzic w szpitalu to skonczyloby sie to
      dla mojej psychiki jeszcze gorzej.
      zaniedbywałam dziecko-tzn.bałam sie go,nie chciałam sie z nim bawic,czasami na
      spacerze chciałam zostawic gdzies wozek,nie byłam do konca swiadoma co sie ze
      mna dzieje.
      wszystko w moim porodzie szpitalnym było nie tak.
      bardzo zaluje ze nie urodzilam w domu.
      wiem ze byłabym lepsza matka gdyby sie jednak udało...

      w szpitalu,pomimo ze sala noworodkow była na przeciwko sali dla kobiet po
      cesarce-zadnej pielegniarce nie chciało sie przywiezc mi dziecka przez
      kilkanascie godzin!!!!!!!!!Dopiero jak zaczalam prawie krzyczec przywieziono mi
      go po chyba 15 godzinach...

      silie bardzo sie wzruszyłam twoja opowiescia o porodach szpitalnych,szczególnie
      przy drugim...
    • kaakaa Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 03.10.07, 13:47
      Moi, szczęśliwie, wszyscy urodzeni w domu. Ale przy ostatnim istniało spore
      ryzyko, że jednak nie wywiniemy się od szpitala (spóźnił się, bagatela, trzy
      tygodnie). Przyznać muszę, że to, co mnie najbardziej martwiło (poza faktem, że
      nie wiem, jak przeżyję bliski kontakt ze szpitalem) to obawa, że trzeci maluch
      będzie miał gorszy start niż starsze rodzeństwo. Myślę, że gdyby się urodził w
      szpitalu, to nie uniknęłabym poczucia winy.
    • w_oparach_absurdu Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 03.10.07, 15:46
      i tak i nie...
      to nie jest poczucie winy raczej swiadomosc bezsilnosci i tego ze w szpitalu jak
      beda chcieli to i tak zrobia z toba co chca...
      jak przeczytalam co napisalas to najpierw sie poryczalam potem stwierdzilam ze
      nie mam sily o tym pisac... ale jednak chyba potrzebuje sie tym z kims podzielic...
      poniewaz coreczka byla ulozona posladkowo nikt nie chcial nawet slyszec o
      porodzie w domu, pomijam juz fakt ze znalezienie "oficjalnej" domowej poloznej
      we wroclawiu w zeszlym roku bylo niemozliwe...
      no wiec po rozmowie z moim ginem a potem z ordynatorem szpitala w ktorym mialam
      rodzic stwierdzilam ze bede rodzic naturalnie, oczywiscie porod rodzinny bo nie
      wyobrazalam sobie innej opcji.
      niestety mimo zapewnien ordynatora ze nikt mnie do cesarki nie zmusi i ze porod
      rodzinny jak najbardziej itd itp stalo sie zupelnie innaczej...
      kiedy przyjechalam do szpitala mialam juz 6 cm rozwarcia bo posiedzialam do
      oporu w domu, zeby sobie pochodzic i spokojnie sie przygotowac rowniez
      psychicznie do tego ze tam jade. ja bym nawet w takim ulozeniu najchetniej
      rodzila w domu ale jak juz mowilam nikt sie nie podja przyjac takiego porodu w
      domu, a wiem ze przy dobraj doswiadczonej poloznej spokojnie dalabym sobie rade...
      na izbie przyjec chciano mnie ogolic do cc a kiedy oswiadczylam ze ja bede
      naturalnie i ze zapewniono mnie ze moge to lekarz popatrzyl na mnie jak na
      wariatke i w sumie to najpierw stwierdzil zebym to sobie z glowy wybila, na moje
      pytanie dlaczego niby nie moge nawet nie chcial udzielic odpowiedzi, moj maz
      prawie sila wszedl do srodka proszac spokojnie (na poczatku) o jakies argumenty
      za i przeciw bo jeszcze bylo wystarczajaco czasu zeby podjac decyzje. dalo to
      tylko taki efekt ze kiedy zawieziono mnie na sale porodowa nikt nie poinformowal
      o tym mojego meza i nagle ztanelam w obliczy samotnego zmagania sie z personelem
      poinformowanym ze jakas "dziwna" przyjechala i chce "posladki dolem rodzic"...
      zaczeto mnie "ustawiac" i zamiast rodzic musialam nagle podpisac tone papierkow
      polozyc sie na wznak podlaczyc do ktg i pomomo moich prosb najpierw nikt nie
      chcial zawolac meza - inna sprawa ze jeszcze dobra chwile czekal na parterze
      kiedy ja juz bylam na 6 pietrze... pytali po co pani teraz maz? no wiec kiedy
      juz doprowadzili mnie do furii to malenstwu zaczelo spadac tetno wiec uslyszalam
      wrzaski typu "dziecko chcesz zabic?" "oddychaj gleboko, co ty wyprawiasz
      dziewczyno !!" no i szybko podjeto decyzje o cc... przybiegl lekarz kazal szybko
      podpisac zgode bo nie ma czasu... za chwile przyszedl maz, ja sie uspokoilam,
      wszystko wrocilo do normy, nawet bol okazal sie nagle znosny... i tylko juz sala
      byla gotowa, a ja - pomimo tego ze jeszcze przed chwila nie bylo czasu do
      stracenia - czekalam jeszcze chwile zeby cos tam podpisac, no i zrobili wszystko
      zeby mnie pociac i nie "meczyc" sie ze mna w trakcie porodu posladkowego...
      nawet mi szansy nie dali. jedno co na nich wymusilam to to ze elunia trafila od
      razu na rece szczesliwego taty a chwile potem do mojej piersi - jak tylko mnie
      pozszywali, ale nie nacieszylam sie nia dlugo, chciala ssac orzytulona do mnie a
      po 5 moze max 10 minutach kazali mi "konczyc" bo dziecko "musza" juz zabrac...
      na wielkiej sali rodzila tylko jedna dziewczyna a stwierdzono ze bedziemy
      wszystkim przeszkadzc... i zobaczylam moja coreczke dopiero nastepnego dnia, na
      szczescie nie zapomniala malenka tej krociutkiej lekcji przy piersi i ssala
      jakby nic innego juz nigdy nie miala robic...
      czuje sie oszukana i zmanipulowana, zrobiono wszystko aby doprowadzic do cesarki
      o przekonac mnie o jej niezbednosci, mojej poloznej nie bylo jeszcze wtedy na
      dyrzuze, rodzilam o 6 a ona miala byc dopiero o 7, nie mogla mnie poprowadzic
      tak jak obiecala, nie mogla mnie obronic, tak jak uniemozliwiono to mojemu
      mezowi... mial byc porod rodzinny a przyslano od razu 4 polozne, po co? tetno i
      skurcze wyrownaly sie kiedy przyszedl maz, ja sie uspokoilam, czemu nie dano mi
      szansy na normalny porod? walczylam o spokoj i warunki to uslyszalam za chce
      zabic dziecko... teraz nie pozwole zeby to sie powtorzylo... trzymajcie za mnie
      kciuki... bede rodzic w domu...
      • kaakaa Tak mi przykro... 03.10.07, 19:26
        Twój opis mną wstrząsnął. Właśnie tego się bałam w ew. porodzie szpitalnym.
        Szpital to takie miejsce, gdzie kobiecie odbiera się wszelkie kompetencje -
        jeśli robisz (albo tylko chcesz robić) cokolwiek inaczej niż chce tego personel
        to znaczy, że jesteś głupia i niebezpieczna dla siebie i swojego dziecka.
        Życzę Ci powodzenia tym razem!
      • silije.amj Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 06.10.07, 22:26
        Czytałam twój opis trzy razy, bo naprawdę przeżyliście ciężkie chwile, ja myślę,
        że większość lekarzy nie umie już przyjąć porodu w ułożeniu miednicowym i nigdy
        takiego porodu nie widziała...
        • juleg Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 08.10.07, 21:43

          -Kurczę i to straszne poczucie winyuncertain ciagle mam mysli, żeby jakoś wynagrodzić starszakowi te strasze chwileuncertain niestety szpital poczęstował nas bakterią i Tul dostawał przez pięć dni atybole dożylnie, echh potworny był ten czas, okropny jest widok takiego maluszka z wenflonem w rączcesad((( ale no cóż, czasu niestety cofnąć nie można.
    • pacsirta Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 03.10.07, 21:38
      Silije, poruszyłaś temat, nad który się zastanawiałam jeszcze będąc
      w ciąży z moją drugą córeczką. Dzięki Bogu, dwoje moich dzieci
      urodziło się w domu, ale wcele nie wyglądało na to, że wszystko
      skończy się po naszej myśli.
      Na USG w 36 tygodniu okazało się, że dziecko jest ułożone
      pośladkowo. Irena powiedziała, że raz w życiu odbierała taki poród w
      domu, przypadkowo, i ze świadomością tego, jak dziecko jest ułożone,
      nigdy by się nie podjęła. Dni mijały, a ja cały czas czułam, że nic
      się nie zmieniło. Właśnie wtedy myślałam, co będę czuć, gdy będę
      musiała jednak rodzić w szpitalu. Gdy już powoli zaczęłam oswajać
      się z tą myślą, dziecko się obróciło. Tymczasem nadszedł termin
      porodu (mój termin - obliczony na podstawie daty poczęcia - 11 dni
      póżniej niż ten wg. OM) i nic się działo. Minął tydzień, nadal nic,
      w 42 tygodniu chodziłam na kontrolne KTG do św. Zofii i za każdym
      razem musiałam tłumaczyć, że mój termin jest inny (termin wg. USG
      nie pokrywał się z moim terminem, ponieważ dziecko było duże). W
      końcu kilka razy musiałam podpisać odmowę położenia się do szpitala.
      Czułam się okropnie. Po pierwszym porodzie w domu, być zmuszoną do
      pójścia do szpitala... Jakaż była moja radość, gdy nad ranem 14 dni
      po moim terminie poczułam wreszcie prawdziwe skurcze. Aż się
      popłakałam wtedy ze szczęścia. A gdy urodziła się córeczka, przez
      ponad dwa miesiące byłam w jakiejś euforii poporodowej (tak określam
      ten stan w odróżnieniu od depresji).
      Zresztą pierwszy poród domowy również wisiał na włosku. Gdy rodziła
      się nasza pierwsza córka mieszkaliśmy w wynajmowanej kawalerce.
      Akurat w terminie porodu (również nie pokrywającego się z terminem
      wg OM) spółdzielnia zaplanowała wymianę rur wod.-kan. (robotnicy
      kręcący się po mieszkaniu, albo w najlepszym razie dziura w łazience
      przez całą wysokość X-piętrowego bloku). Najpierw modliliśmy się,
      żeby dziecko trochę poczekało, a jak już było po remoncie, żeby
      zechciało się urodzić (tym razem 12 dni po moim terminie, 24 po
      terminie wg OM).
      Planujemy jeszcze przynajmniej jedno dziecko. Spodziewam się,
      wspominając nasze doświadczenia, że nic do końca nie będzie pewne,
      ale mam nadzieję, że jednak uda się urodzić je w domu. Po dwóch
      domowych porodach, nie wiem, jak zniosłabym psychicznie szpital.
      Przepraszam, że o co napisałam, nie było może odpowiedzią na Twoje
      pytanie, ale nasunęło mi się, gdy czytałam Wasze historie. Od razu
      przyszło mi do głowy, jak mogło być, gdyby wszystko potoczyło się
      inaczej, niż się potoczyło.
      Ale chyba to, że urodziłaś swoje córki w szpitalu, nie wpłynęło na
      Twoje relacje z nimi?
      • silije.amj Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 04.10.07, 13:49
        Nie, nie wpłynęło na nasze relacje. Przy każdym z dzieci miałam dar być trafiona
        piorunem miłości od pierwszego wejrzenia wink I wyrosły na mądre, fajne
        dziewczynki. Ale czasem rozmyślam, co wtedy czuły, gdy po urodzeniu się leżały
        odłożone w kącie jak jakieś owinięte becikiem przedmioty, choć takie rozmyślanie
        do niczego nie prowadzi. Nie było mnie przy nich, gdy dostawały rutynowe
        zastrzyki, krople do oczu, nie mogłam ich obronić przed pośpiesznym myciem pod
        kranem obcymi rękami sad. Wiem, że to śmieszne, ale zawsze drażnił mnie
        stereotyp "tatusiowych córeczek" i "mamusiowych synków", więc teraz mnie też
        drażni, że dla syna zrobiłam coś, czego nie zrobiłam dla córek, choć to zupełny
        przypadek.
        • silije.amj Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 04.10.07, 13:54
          Aha, jeszcze coś - po każdym porodzie oszukiwałam otoczenie i samą siebie, że
          było to wyłącznie cudowne i niesamowite przeżycie. Zresztą tak też było, ale ja
          nie chciałam pamiętać o niczym, co złe. Dopiero teraz przy trzecim "dobrze
          urodzonym" dziecku, się to ze mnie wylewa.

          Ten wątek jest dla tych, co chcą wylać troszkę swojej goryczy, że nie od razu
          pozwolono im tak najpiękniej przeżyć spotkanie z dzieckiem.
    • mamamada Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 05.10.07, 13:58
      U mnie inaczej niż u większości Współforemek - pierwsze dziecko
      urodziłam w domu, dwoje następnych w szpitalu (drugie z
      konieczności, trzecie z wyboru). Na swoje usprawiedliwienie wink
      dodam, że w szpitalu, który ma opinię przyjaznego i kierującego się
      filozofią :jak najbliżej natury.
      Ad rem: nie mam poczucia winy wobec młodszych synków, ale też nie
      mam poczucia, żeby mieli zły start - nikt mi ich nie zabierał po
      porodzie, nie byli traktowani przedmiotowo. Mogłam się nimi od
      początku zajmować: karmić, tulić i być z nimi.
      To o co mam żal do siebie, że przy drugim porodzie nie "postawiłam
      się" lekarzom, że zgodziłam się na prpopnowane przez nich
      rozwiązania, choć intuicyjnie czułam, że nie są dobre. Mimo że
      miałam już doświadczenie, szpital mnie, niestety, ogłupił.
      Pocieszam się, że do trzech razy sztuka - trzeci poród, też
      szpitalny, wspominam równie ciepło jak pierwszy.
      Więc dla mnie najwyraźniej najważniejsze okazało się "jak" a
      nie "gdzie".
      BTW: poczuć winy nie warto rozdmuchiwać. Jak mawiał niegdyś mój
      superwizor: "od poczuć winy tylko d... rośnie" wink
      Czego ani sobie ani Wam nie życzę smile
      • adriane Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 05.10.07, 15:19
        Pierwszego syna urodziłam w szpitalu, dwoje następnych dzieci w
        domu. Ten najstarszy też mial się urodzić w domu, ale w roku 1991
        było szalenie trudno znaleźć położną, ktora zgodziłaby się przyjsc
        do porodu domowego. No i nie udało się. Mialam trochę podobną
        sytuację jak W_oparach-absurdu, choć rodziłam naturalnie, ale też
        rozdzielono mnie z mężem ( znienacka, nawet się nie zdążylismy
        pożegnać na te 5 dni, a tyle się wtedy w szpitalu leżało), to były
        jeszcze takie czasy, ze w ogole mężów na oddział nie
        wpuszczano. "Widzielśmy" się tylko przez matową szybę, nielegalnie...
        Rodziłam oczywiście leżac na plecach, a gdy dziewczyna ktora ze mna
        wtedy rodziła z bólu usiadła na łożku porodowym, to położne okropnie
        na nią krzyczały, ze siada dziecku na głowie i pewnie straszną
        krzywdętym mu robi...kazały jej leżeć i już.
        Do dzisiaj, a mineło już 16 lat od tego wydarzenia mam w uszach
        placz synka jak po minucie od urodzenia zabrano go do ważenia i
        mierzenia i potem gdzieś na oddział. To były też takie czasy, że w
        ponad dobę po porodzie blagałam lekarzy żebym mogła przytulić swoje
        dziecko. Karmienia były wtedy co 3 godziny i jak mój syn spal akurat
        wtedy, to zabierały go na oddział z powrotoem nie nakarmionego i
        potem dawały mu sztuczną mieszankę. Na szczęście w domu udało mi się
        karmić piersią i długo się jeszcze potem karmiliśmy...

        Miedzy najstarszym, a młodszą coreczką jest 9 lat róznicy, a miedzy
        najstarszym a młodzym braciszkiem 11 lat. Tych dwoje urodziło się z
        Irenką w domu i jestem wdzięczna losowi, ze chociaż ich udało mi się
        urodzić we wlasnych pieleszach, bez takich stresów dla matki i
        dziecka.

    • kasiaimichael Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 20.10.07, 16:36
      Przeczytajcie to:
      www.birthdiaries.com/diary/ext025/ i the day Sage was born troche na
      dole strony, podkreslone, trzeba na to kliknac

      Zaczlam tez pisac cos o swoim porodzie, jak skoncze to wkleje.
      Pozdrawiam Was cieplo. ryczalam jak bobr jak czytalam te historie bedac jeszcze
      w ciazy a teraz rycze czytajac Wasze...
    • aktra Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 22.10.07, 16:26
      Pomimo że przygotowywałam sie do domowego, poród odbył sie w szpitalu. Póki co nie mam żadnego poczucia winy, bo tak naprawdę nie umiem określić co dom miałby Małemu dać, a czego szpital go pozbawił. Może przy drugim dziecku, które może uda sie urodzić w domu, dostrzegę, że ten poród nie był jednak tak wspaniały, jak teraz myślę.
      A czy sądzicie że Wasze "szpitalne" dzieci byłyby inne gdyby urodziły sie w domu? Nie zazdroszczą tym "domowym" i czy przez to ze z ich porodu nie macie tak pięknych wspomnień nie czują sie gorsze?
    • silije.amj Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 26.02.08, 00:57
      Teraz mi jeszcze gorzej, bo dotarłam do opisanych wniosków z długoletnich badań,
      że dzieci, które rodziły się pod wpływem dolarganu/petydyny są potem bardziej
      skłonne do uzależnień od narkotyków oraz depresji i samobójstw. Mam nadzieję, że
      to jest jakaś bardzo naciągana prawda i jeśli gdzieś na obcojęzycznych stronkach
      macie statystyczne dowody to proszę mi ich raczej nie pokazywać...

      Moja pierworodna urodzona ponad 8 lat temu na dolarganie w mojej niewiedzy
      (zaledwie pół roku później już umiałam się posługiwać internetem), ma ogólnie
      pesymistyczny ogląd świata, ale to taki charakter (jest też tzw. dzieckiem
      uzdolnionym) a nie wpływ okoliczności urodzenia. Mam nadzieję. Tylko smutno
      jakoś. A kiedyś na pewno mnie poprosi, bym jej opowiedziała jak się rodziła.
      • lessing Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 26.02.08, 11:15
        Silije nic w psychologii nie jest uwarunkowane jednoczynnikowo i
        nigdy nie jest tak żeby wystarczył dolargan na wstepie, zeby mieć
        przechlapane całe życie. a poza tym dolargan jest wyznacznikiem
        pewnego standardu rodzenia a potem tworzenia więzi z dzieckiem,
        pewnego braku świdomości matki (w sensie dosłownym jest naćpana i
        też można zakładać, ze nie zbyt dobrze poinformowana z kilku
        przyczyn: nie ma dostepu do wiedzy, albo ją to w sumie mało
        interesuje!) I poprzez oderwanie od matki lub też brak jej
        psychicznej obecności czasami dochodzi do zaburzeń więzi i na ich
        karb najprawdopodobniej można zrzucać późniejsze trudności w
        kształtowaniu zdrowej osobowości. Na szczęście wiele w relacji z
        dzieckiem można odpracować po otrzeźwieniu z dolarganu i jestem
        pewna że Ty już to uczyniłaś suspicious)
        Ale oczywiście po co nadrabiać skoro mozna wykorzystać naturalne,
        nieomalże biologiczne budowanie więzi z dzieckiem po porodzie przez
        trzeźwą i swiadomą matkę i spokojne dziecko. Czego wszystkim
        dzieciom i matkom na świecie życzę z całego serca!
      • kropkaa Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 26.02.08, 21:39
        Silije, prowadząc takie badania na samobójcach bierze się pod lupę
        grupę samobójców właśnie. A nikt nie prowadzi statystyk, ile spośród
        tych, którzy samobójstwa nie popełnili, nie zamierzali i nie
        popełnią, a wręcz przeciwnie - wiodą wyjątkowo szczęśliwe życie,
        miał poród wspomagany dolarganem. A jest to zapewne odsetek dużo
        większy niż tych, którzy, z jakiś powodów, swój żywot postanowili
        zakończyć. Jest tyle czynników, które świadczą o jakości życia, że
        wypadkowa naprawdę jest zagadką. I tak największy wpływ mają geny,
        jak mówią ostatnie badania (przedostatnie mówiły, że wychowanie). A
        badań będzie jeszcze wiele, z czego bezwzględną większość
        przeprowadzą amyrykańscy naukowscy. I pod takim kątem będą badać,
        jaką tezę postawią.
        Kiedyś dolarganu nie było, a depresje i samobójstwa od zarania
        dziejów się zdarzają.

        >A kiedyś na pewno mnie poprosi, bym jej opowiedziała jak się
        rodziła.
        Powiesz prawdę, że rodziła się z miłości i z miłością.
        • lessing Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 27.02.08, 08:53
          >A kiedyś na pewno mnie poprosi, bym jej opowiedziała jak się
          > rodziła.
          > Powiesz prawdę, że rodziła się z miłości i z miłością.
          O to, to!!!
        • kaakaa Re: Poczucie winy wobec starszych szpitalnych dzi 27.02.08, 09:16
          Nie mam teraz czasu, żeby to szczegółowo sprawdzić i wrzucić linka, ale z tego
          co pamiętam to te badania dot. korelacji między podawaniem przy porodzie
          dolarganu i problemami psychicznymi w dorosłym życiu (także skłonność do
          przestępstw i uzależnień) wiążą się z nazwiskiem Michela Odent a jemu to akurat
          wierzę. Z tego co wiem, to były to bardzo porządne badania podłużne
          uwzględniające nie tylko osoby, które "zeszły na złą drogę". Badania wykazały
          słabą ale istotną statystycznie korelację. Oznacza to tyle, że wśród osób,
          których matki przy porodzie dostawały dolargan proporcjonalnie więcej było
          takich, które w dorosłym życiu miały różne problemy natury psychologicznej.
          Warto zwrócić uwagę na to, że:
          1. Nie oznacza to, że jeśli dziecko rodziło się z dolarganem, to w dorosłym
          życiu nie może dobrze psychicznie funkcjonować.
          2. Korelacyjny charakter badania nie pozwala przesądzać o wpływie dolarganu.
          Możliwy jest wpływ zupełnie innych czynników związanych równocześnie z
          podawaniem dolarganu i skłonnością do zaburzeń psychicznych - np. wysoki poziom
          lęku u matki.
          • z_lasu Skąd my to wiemy? 27.02.08, 15:16
            Prawdopodobnie wszystkie z tej samej broszury:
            www.rodzicpoludzku.pl/pliki/o%20bolu%20porodowym.pdf
            Odpowiedni fragment jest na stronie 34. Na końcu broszury
            zamieszczona jest bibliografia, a autorem badań jest Bertil
            Jacobson. Mnie akurat to nazwisko nic nie mówi. I chociaż wiem, że
            powinnam do takich rewelacji podchodzić sceptycznie, to jednak te
            informacji zrobiły na mnie duże wrażenie.
            • kropkaa O opamiętanie się wołam! :) 27.02.08, 22:15
              Tyle, że w Skandynawii w ogóle odsetek samobójstw i depresji jest
              większy, bo mają mało słońca. Poza tym piją duuuużo więcej wódki,
              więcej jest uzależnionych.
              Poza tym Silije na pewno nie rodziła "w tym jednym ze szpitali".
              Nie popieram stosowania dolarganu, ale tak naprawdę ta ulotka ma za
              zadanie pokazać, że sposoby pozamedyczne też są dobre i nie trzeba
              się uciekać do dolarganu, który ma skutki uboczne. Jak każdy zresztą
              lek. Owszem, brzmi to przerażająco, ale nie doszukiwałabym się tutaj
              pewnika schrzanionego życia. Po operacjach dostaje się środki
              morfinopochodne, w Ketonalu też jest coś opiatowopochodnego. Myślę,
              że naprawdę nie ma sensu sobie włosów z głowy rwać, bo po prostu
              badania po to się prowadzi, żeby jakieś wnioski z nich wyciągać. A
              poza tym nie wiadomo, ile tego świństwa dawano kiedyś, ile dają
              teraz, jak zanieczyszczone były dane lekarstwa. No i oczywiście też
              jest ważne jak info jest podawane, po co i dla kogo. Raz to
              będzie "tylko", innym razem "aż". To nie jest równanie matematyczne
              z dwoma niewiadomymi i jednym rozwiązaniem. W życiu rzadko kiedy
              cokolwiek jest tak proste i oczywiste. A już na pewno nie przyczyny
              depresji i samobójstw.
              • z_lasu Może lepiej nie... :) 28.02.08, 13:25
                Bo jak się opamiętam, to jeszcze "stchórzę", czyli poczuję się tak
                odważna, żeby dać się dobrowolnie aresztować, tfu...
                hospitalizować smile

                Kropkaa, ja to wszystko wiem, tylko świadomie i celowo nie przyjmuję
                do wiadomości smile Ja w ogóle mam skrzywienie na temat poprawności
                metodologii badań, spójności logicznej wniosków, itp. Nie mam
                dostatecznych danych, żeby w ten sposób przeanalizować badania p.
                Jacobsona. Mogę więc przyjąć je na wiarę albo odrzucić. Silije radzę
                to drugie smile - nie wiemy nic na ten temat, czy p. Jacobson nie myli
                przyczyn ze skutkami albo czy nie pomija jakiegoś czynnika w istotny
                sposób wpływającego na wyniki. Takich "niedorobionych" badań jest na
                świecie cała masa. Ja jednak na razie (czyli do czasu porodu) wolę
                po prostu przyjąć do wiadomości, że "dolargan jest be". I tego się
                trzymać - żeby mi coś głupiego do głowy nie przyszło na 7.
                centymetrze smile
                • fizula Re: Może lepiej nie... :) 28.02.08, 14:56
                  Też czuję pewne ściśnięcie serca na myśl o mojej najstarszej
                  milusińskiej. I widzę z perspektywy czasu, że pewne moje zachowania
                  były podyktowane właśnie moim poczuciem winy, że się jednak nie
                  uparłam, nie uciekłam ze szpitala (z patologii ciąży "po terminie")
                  i nie zadzwoniłam do położnej, do której kilka dni wcześniej
                  dostałam numer telefonu.
                  Psychiczne "zmuszenie" nas do prowokacji porodu to było bardzo
                  przykre doświadczenie, że "lekarz wie lepiej". Miałam już 4 cm
                  rozwarcia i czułam, że gdyby jeszcze poczekać kilka godzin/dni to by
                  Lidunia sama sobie wyszła na świat bez przymusu z kroplówki.
                  Ja też jestem zdania, że nawet Dolargan tak łatwo na całe życie nie
                  będzie determinował zachowania człowieka. Choć sugeruje to po
                  prostu, by lekką ręką po niego nie sięgać.
                  • silije.amj Re: Może lepiej nie... :) 28.02.08, 17:09
                    Jasne, macie rację - więcej szkody bym jej zrobiła, użalając się nad nią, że
                    musiała się tak a nie inaczej urodzić, niż tym dolarganem. Myślę, że tamto już
                    dawno wynagrodzone, długo ją karmiłam, spała z nami w łóżku jako niemowlę, no i
                    przez 4 lata jedynactwa cała nasza kochająca uwaga się skupiała na niej. Jest
                    objęta programem dla dzieci zdolnych, więc nic jej się mózgu nie poprzestawiało
                    od tamtych ingerencji medycznych wink)) Choć baaardzo lubi narzekać.
                    • kropkaa Re: Może lepiej nie... :) 28.02.08, 23:07
                      Pewnie, Fizula, że nie powinno go (dolarganu) już dawno być i
                      dziwię, się, że znając skutki uboczne (mam na myśli bezpośredni
                      wpływ na oddychanie, otępienie, nie potencjalne samobójstwowink) wciąż
                      jest stosowany. Dlaczego???
                      Ale po prostu już KONIEC z wyrzucaniem sobie, że coś ileś tam lat
                      temu nie poszło tak idealnie, jak byśmy chciały! Oczywiście nie
                      chodzi mi tu o pisanie, tylko o myślenie. Zadaniem porodu jest
                      wydanie na świat zdrowego dziecka i to Wam się udało. Jakby człowiek
                      zawsze był taki mądry po szkodzie, jak po, to zapanowałby raj. A
                      właśnie z raju nas wygnano za karę i skazano na cierpienie na tym
                      łez padole. Nikt nam tu szczęścia nie obiecywał. A zdarza się, że
                      nam się przytrafia i jest to wystarczający powód do zadowolenia.

                      > Choć baaardzo lubi narzekać.
                      Ja wprost uwielbiamsmile I jeśli moje dziecko będzie mieć to po mnie +
                      różne inne skłonności do czarnych myśli, to dopiero będę żałować, że
                      nie dałam się pociąć na życzenie, tylko zachciało mi się porodu sn.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka