Dodaj do ulubionych

Gerard urodził się w domu :)

05.02.08, 13:24
No rzeczywiście, urodziliśmysmile Nie piszę, bo ciągle jestem zmęczona/śpiąca, no
i dopiero wydostałam się z dołka, którego złapałam po euforii…

Gerard przyszedł na świat 21 stycznia, 12 dni po "naciągniętym" terminie, o
12.12, w domusmile Nie obyło się jednak bez komplikacjiuncertain

Poród trwał 10 godzin, w tym II faza godzinę (nie wiedziałam, że może aż tyle
i miałam poważne wątpliwości, czy to wszystko nie stoi w miejscu i nie jest
jakąś patologią).
Zaczęło się dziwnymi bólami, które nijak mi nie wyglądały na porodowe. W ciągu
2 godzin zrobiło się jednak regularnie i bardziej „jak na okres”, więc mnie
olśniło. Dostałam zalecenie, żeby spać, „bo nie dam rady i skończy się w
szpitalu”, ale spać się nie dało. Wydawało mi się, że wszystko rozwija się w
szalonym tempie i że Irena nie zdąży, więc wysłałam smsa do Marii. Zgodnie z
jej instrukcją weszłam na godzinę do wanny i zaczęłam porządnie mierzyć
długość i odstępy pomiędzy skurczami. Wynik wzorowy: skurcze co 4-5min,
długość 1-2min. Kolejna nieudana próba spania do 5 rano, kiedy to przyjeżdża
Maria. Mam 4cm rozwarcia, wymiotuję. Od tej pory poprawnie oddycham, bo
dotychczas otarłam o hiperwentylację. Jakiś czas potem przyjeżdża Edyta –
druga położna (nie mieliśmy nic przeciwko, zresztą poznałam ją w Zofii,
świetna babka). Potem jeszcze 2 razy pluskam się w wannie, bujam na piłce,
wyleguję w łóżku w różnych trochę skomplikowanych pozycjach, bo nasze dziecko
bez przerwy zmienia ułożenie z I na II i z powrotem a czasami zastyga
dokładnie centralnie. W międzyczasie słyszę, że mam 6cm (załamka), potem 8
(przypominam sobie, że jest coś takiego jak kryzys 7-ego centymetra i
rozumiem, czemu wygaduję głupoty w stylu: następny poród w szpitalu ze
znieczuleniem/ następnego dziecka nie będzie itp. smile ). Z 10cm nawet się nie
cieszę taka jestem nieprzytomna. Nie wierzę, że kiedyś urodzę, nawet jak
słyszę, że widać główkę, że blondyn, że mogę dotknąć (nie chcę dotknąć).
Koncentruję się tylko na tym, żeby przetrwać kolejny skurcz. Skądś dolatują do
mnie strzępki rozmów, że słabe mam te skurcze… Martwi mnie to i staram się,
jak mogę. Drę się od jakiegoś czasu bez najmniejszego skrępowania (sąsiadów
nie ostrzegłam, ale jest już po 9h, poniedziałek, więc są szanse, że
przynajmniej część poszła do pracy). Moja siostra wstaje o 7 i dopiero
dowiaduje się, co się dzieje. Pierwszy raz w życiu nie spóźni się do pracy,
tak się spieszy smile Wody odchodzą gdzieś na 3 godziny przed końcem (fajne
uczuciesmile i są przezroczyste, co dla mnie jest rzeczą naturalną, bo jak już
wszystko się zaczęło, zapominam o możliwych komplikacjach).

Gery urodził się owinięty pępowiną wokół szyi, ale chyba nikt się tym nie
przejął a na pewno nie ja smile Ważył 3,7 kg, mierzył 55 cm. Urodziłam go na
kolanach oparta o męża (przyjmowałam wiele pozycji, ale w tej czułam się
najpewniej/najwygodniej). Nie zostałam nacięta, ale popękała mi śluzówka (II
stopień, zdaje się). I wszystko byłoby super, gdyby… odkleiło się łożysko sad(
Dostałam dożylnie 2 dawki oksytocyny, ale nie pojawił się najmniejszy skurcz.
Czekamy podobno 2 godziny. Pięknie zszytą próbują mnie spionizować, bo to
podobno niekiedy pomaga. Kończy się krótkim odlotem. Ciśnienie w normie,
łożysko na miejscu. Pakujemy się. Mąż znosi mnie po schodach z drugiego
piętra, zostawiamy za sobą krwawą strugę, ale posprzątamy potem. W samochodzie
lekkie skurcze, macica rośnie, puls też, ciśnienie spada, ale ja mam jeszcze
ochotę na żarty. Maria jedzie jak pirat, trąbi, ale potem mąż mi mówi, że nikt
jej nie zjeżdża. Obiecuje sobie kupić kogutasmile

W szpitalu natychmiast na łóżko. Odpowiadam jeszcze anestezjologowi, że nie
mam żadnych uczuleń i.. budzę się już z synkiem obok. Nic mnie nie boli; nie
pamiętam prób budzenia mnie, przystawiania dziecka itp. Diagnoza: przyrośnięte
łożysko (pojawiające się u wieloródek, kobiet po poronieniach, łyżeczkowaniach
i infekcjach, czyli u mnie z księżyca). Zszyto mnie jeszcze raz (tamto
spruto); podobno już nie tak ładnie.

Pobyt w szpitalu wspominam bardzo dobrze. Zajęto się mną profesjonalnie,
chuchano, dmuchano i nie chciano wypuścić. Większość personelu i współpołożnic
nie patrzy na mnie jak na ufoludkasmile Wychodzimy na własne żądanie w czwartek.
Moja hemoglobina z 12,7 zjechała do 5. Wychodzę mając 6,8.

Maria przyjeżdża do nas z wizytą. Opowiada mi te szczegóły, których nie wiem
bądź nie pamiętam. Zaczyna od: „przykro mi, ale następnego dziecka nie
urodzisz w domu” i to jest dla mnie cios, bo do tego momentu cały poród a
nawet akcję „szpital” wspominam bardzo dobrze. Właściwie to jestem w euforii,
że urodziłam takie duże (jak na mnie) dziecko, zdrowe, śliczne, NATURALNIE,
moim zdaniem bez komplikacji (dla dziecka), bo kto by liczył III fazę? Teraz
jestem w grupie ryzyka i podobno żadna położna nie zgodzi się przyjąć mojego
porodu w domu… No może trzecie albo czwarte dziecko, jeśli kolejne porody
przebiegną bez najmniejszych komplikacji… Jestem zmęczona, niewyspana,
osłabiona. „Drobna” komplikacja przygniata mnie na ładnych kilka dni. Nie
rozumiem, czemu tak się stało/ czemu musiało tak być…

No ale już jest dobrze smilesmilesmile Żadne z nas nie ma traumy i dziękujemy Bogu za
nasz (w sumie) szczęśliwy poródsmile Mogło być gorzej/ zupełnie źle/ całkiem nie
w domu. Myślę, że i tak wygraliśmysmile
Obserwuj wątek
    • silije.amj Re: Gerard urodził się w domu :) 05.02.08, 13:43
      Gratuluję synka Gerarda! Tak czy inaczej jest dobrze urodzony i tego Ci już nikt
      nie odbierze wink Przykro mi, że miałaś komplikacje z trzecim okresem, ale
      dobrze, że wszyscy spisali się na medal, przy okazji też dowód, że jak coś się
      dzieje nie tak, to zawsze można do szpitala dojechać. Ściskam całą Waszą
      powiększoną rodzinkę.
    • jola-kropek Re: Gerard urodził się w domu :) 05.02.08, 13:48
      serdeczne gratulacje smile
    • kaakaa Gratulacje!!! 05.02.08, 13:55
      Dorodny syneczek!
      Łożysko przyrośnięte może się zdarzyć każdemu. Fakt, że częściej występuje w
      wymienionych przez Ciebie sytuacjach ale nie wyłącznie, czego jesteś przykładem
      sad Świetnie, że wszystko skończyło się szczęśliwie.
      Życzę pomyślności całej Waszej rodzinie.
    • lessing Re: Gerard urodził się w domu :) 05.02.08, 15:24
      Gratulacje!!! dla mamy i dla synka! odpoczywajacie i cieszcie się
      sobą a tak między nami to czasami odnoszę wrażenie, że im bardziej
      nam na czymś zależy tym trudniej to dostać i zrealizować. Właśnie
      wyszła ode mnie moja znajoma lekarka - chirurg, która opowiadała mi
      o swoich doświadczeniach z pogotowia i odebranych porodach bez
      komplikacji - głównie od nietrzeźwych i zdegenerowanych matek -
      rodziły jakby pluły dziećmi tak to określiła, a potem je zostawiały
      w szpitalu! A tu się człowiek nadyma, chce dobrze urodzić zapewnić
      start i mu się łożysko przyklei, albo na cesarkę musi jechać,
      nie? suspicious)
      • sugarxxx Re: Gerard urodził się w domu :) 05.02.08, 18:00
        dokładnie tak! Mój mąż miał rację, jak mówił, że kiedyś kobiety nie chodziły na
        żadne szkoły rodzenia, nie płaciły za położne i nie chodziły na gimnastykę dla
        ciężarnych, a wiedziały jak rodzić. Następnym razem tak właśnie zrobię, zero
        myślenia o porodzie. I może go nie zauważę i nie zdąże do szpitala smile
        • lessing Re: Gerard urodził się w domu :) 05.02.08, 19:20
          Sugar! tylko dobrze jakbyś przez całą ciąże przynajmniej flaszkę
          wódczyny jakiejś dziennie spożywała,bo to w tym też tkwi
          najprawdopodobniej sekret;>winkNo i chyba trzeba zapomniec to co sie
          wie!
    • kaeira Re: Gerard urodził się w domu :) 05.02.08, 17:52
      Gratulacje! smile

      PS A powiedz, który to taki uroczy szpital? Zofii?
    • sugarxxx Re: Gerard urodził się w domu :) 05.02.08, 17:54
      No proszę, doczekałam się relacji smile
      Ostatnio chodziło mi po głowie, co u Ciebie.
      Bardzo serdecznie gratuluję małemu Gerardowi i rodzicom!!!

      Cieszę się, że dobrze wspominasz szpital. Ja też byłam pozytywnie zaskoczona
      szpitalem.
    • kropkaa Re: Gerard urodził się w domu :) 05.02.08, 20:10
      Ale syn urodził się w domusmile
      Czego mu gratulujemy i jego rodzicom też!
      Dobrze było prawie do końca i szczęśliwie się skończyło, z czego
      chyba suma sumarum należy się cieszyć, myślęsmile
      Szczęśliwego życia dla Gerarda i radości z jego wychowywania dla
      Rodziców!


    • hab_ek Re: Gerard urodził się w domu :) 05.02.08, 21:47
      Serdecznie gratuluje i wszystkiego najlepszego dla całej rodzinki.
      Najważniejsze, że poród dobrze wspominasz i jesteś pozytywnie nastawiona.
      Komplikacje były, ale wszystko się dobrze skończyło - to najważniejsze.
      pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję !
    • fizula Re: Gerard urodził się w domu :) 06.02.08, 11:30
      Serdeczne gratulacje!
      Naprawdę piękny miałaś poród :o) Znam od mojej położnej ze słyszenia
      równie trudne porody, które zakończyły się w szpitalu już w
      pierwszej fazie, bo mama krzyczała, że chce cesarkę, znieczulenie,
      bo jej za ciężko. A Ty wytrwałaś, pomimo że było ciężko.
      Ja nie lekceważę trzeciego okresu porodu, bo też miałam powikłania
      tyle że nie takie poważne i zakończone w domu. Łożysko za każdym
      razem w porodzie domowym urodziłam sposobem Duncana czyli tym
      oryginalniejszym ;o) Bo zazwyczaj najpierw się rodzi błony płodowe,
      a dopiero potem łożysko. A ja odwrotnie rodziłam. I po urodzeniu
      starszego Danielka te błony były bardzo cienkie i postrzępione, stąd
      położna nie była pewna, czy całe się urodziły. Moja położna baaardzo
      uważnie wielokrotnie ogląda zawsze łożysko i błony płodowe. Wybrałam
      zostanie w domu i resztki błon płodowych po 11 (sic!)
      dniach "urodziłam" otorbione skrzepem krwi.
      Przy urodzeniu Tosi położna zjawiła się dopiero w trzeciej fazie
      porodu. Znowu ten sam sposób Duncana porodu łożyska i przestrach
      położnej, że widocznie brakuje dużej części błon płodowych. Jakaż
      była radość mojego męża, gdy sobie przypomniał, że Tosia urodziła
      się w czepku, który gdzieś leżał zwinięty w ręczniku. I brakowało
      właśnie tego czepka.
      Także nauczona doświadczeniem doceniam ten trzeci okres porodu jako
      ważny dla rodzącej.
      I zazdroszczę, że mieszkasz w takim miejscu, gdzie są przyjazne
      szpitalu.
      Rośnijcie zdrowo i radośnie :o)
    • deigratia Re: Gerard urodził się w domu :) 06.02.08, 13:08
      Dziękuję wszystkim za gratulacje i życzenia smile Przyjmuję tym chętniej, że dziś
      ja mam urodziny wink

      Sugarxxx, tak czytam o Twoim "nie zdążę do szpitala" i zastanawiam się, czy nie
      boisz się np. że dziecko nie będzie mogło się wstawić? Ja absolutnie nie czułam,
      że Gerard się przemieszcza i źle się układa. Może gdybym była bez położnej, to
      przesiedziałabym cały czas bujając się na piłce i to by dało efekt? Nie wiem...

      Zastanawiam się też nad inną rzeczą. Od kiedy lekarze wkładają rękę do macicy i
      od kiedy łyżeczkują?

      Tak, to był szpital św. Zofii w Warszawie. Wiem, że niektórym i on kojarzy się
      źle. Ja jadąc tam nastawiałam się jednak tylko pozytywnie. W końcu bez ich
      pomocy, wykrwawiłabym się, prawda?
      • kaakaa Re: Gerard urodził się w domu :) 06.02.08, 14:03
        deigratia napisała:

        > Zastanawiam się też nad inną rzeczą. Od kiedy lekarze wkładają rękę do macicy i
        > od kiedy łyżeczkują?

        To zależy od szpitala. Są takie szpitale, gdzie łyżeczkuje sie rutynowo każdą
        kobietę bezpośrednio po urodzeniu łożyska. Motywują to tym, że "wyskrobana"
        (czyli, faktycznie: poraniona) macica lepiej się obkurcza.
        W cywilizowanych miejscach łyżeczkuje się tylko gdy wiadomo (albo jest
        podejrzenie poparte różnymi objawami), że w macicy został kawałek łożyska lub
        błon płodowych.
        Z wkładaniem ręki do macicy, to już bardzo różne wskazania mogą być na różnych
        etapach porodu - włącznie z ręcznym wydobyciem płodu, który ułożył się w poprzek.
        • deigratia Re: Gerard urodził się w domu :) 06.02.08, 14:39
          Chodziło mi raczej od ilu lat lekarze potrafią to robić? Czy 150 lat temu
          wykrwawiłabym się, bo nie umieli wydobyć przyrośniętego łożyska? Mi rękę podobno
          lekarz włożył (taka chyba praktyka w Zofii w podobnych przypadkach), żeby to
          częściowo odklejone łożysko delikatnym ruchem oderwać. Może kiedyś nie było
          łyżek, ale właśnie tak ratowano kobiety?
        • juleg Re: Gerard urodził się w domu :) 09.02.08, 10:31
          Gratulacje gorącesmile))))))
          Byłaś dzielna!
      • sugarxxx Re: Gerard urodził się w domu :) 06.02.08, 22:58
        Deigratia, trochę się rozpędziłam z tym niezdążeniem do szpitala smile Tak trochę
        zażartowałam w odpowiedzi na post lessing o zdegenerowanych matkach. Po moim cc
        to ja mam ostatnio plan minimum: poród naturalny, obojętnie szpital czy dom. A
        że ze szpitala mam podobnie jak Ty dobre doświadczenia, więc pewnie będzie
        szpital, jeżeli dalej będę chciała się rozmnażać.

        Co do dobrego czy złego wstawiania się dziecka, to u mnie do końca nikt nie
        wiedział, jak się ustawiła. Oczywiście oprócz tego, że główką i nisko. Później
        badali, macali i dupa blada. Więc nie wiadomo nawet i przyczyną cc była dystocja
        szyjki czy złe ustawienie, które spowodowało za słabe rozwieranie.
        • monicus Re: Gerard urodził się w domu :) 08.02.08, 11:54
          gratuluje. ja bym tak chciala smile
          a co do niezdazania to zycze wszystkim zainteresowanym. ja niestety
          zdazylamsmile)))ale z nastepnym moze nie zdaze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka